Przez całe życie człowiek zbiera takie różne, nie? No, a potem ktoś musi z tym zrobić porządek, wiadomo. Właśnie usiłuję coś podobnego uczynić z książkami, ale już czuję, że na pewno nic z tego nie będzie. Bowiem co chwilę wpadają mi w ręce takie skarby, że tylko siąść i osłabnąć ze wzruszenia. Gdyż szczególnie jak mnie coś wzruszy, to rzuca mi się na oczy oraz uszy, niestety. Przed chwilą, na przykład, z którejś książki, nawet nie wiem z której, wypadł mi na kolana świstek: wyrwany z zeszytu A5 w kratkę, lekko pomięty i mocno poplamiony atramentem, ale gołym okiem widać, że pracowicie wykaligrafowany starannymi, dziecięcymi kulfonikami. A na nim czytam:
Najsłynniejsze podróże świata
Podróż Hindusa dookoła bambusa
Podróż wołu dookoła stołu
Podróż księcia Walii dookoła balii
Podróż dzieci dookoła śmieci...
i tak, aż do końca strony. Nie ma daty, za to są podpisani autorzy: Groh z rodzeństwem. Czyli gdzieś około 1960 roku. Prehistoria. Czyli skarb! Cholera, da się przy czymś takim nie wzruszyć? W życiu.
A jakie przyczepne potrafią być takie wykopaliska, to niech licho weźmie. Teraz co popatrzę na Groha, to mruczę sobie pod nosem: podróż męża dookoła węża; podróż anioła dookoła rosoła; podróż Wicka dookoła cycka...

Zbieracie takie skarby? Zbierajcie! Kiedyś dostarczycie kupę radochy swoim bliskim