Dodaj do ulubionych

Ekranizacje

25.03.06, 01:24
Pewnie wielu z Was jeknie na widok tego tematu: "A po coz znowu Woloduch wraca
do tych upiornych nieporozumien zwanych ekranizacjami ksiazek Guruy!" I bedzie
w bledzie. Nie chce wracac do tych nieporozumien. Wszyscy mamy o nich
niepochlebna opinie. Najlepsza, jaka moze byc, to o "Lekarstwie na milosc" -
film dobry, ale nie jako ekranizacja. Ale jeszcze raz powtarzam - ten watek
nie ma byc o dokonanych juz ekranizacjach Guruy. Watek ten widze rozwiniety w
trzech podwatkach - ekranizacje dobre, ekranizacje zle i przyszle ekranizacje.
Pierwsze dwa podwatki nie wymagaja specjalnie rozwiniecia opisu - w dobrych
napiszmy ktory film uwazamy za dobra ekranizacje i dlaczego, w zlych - ktora
ekranizacja zostala skopana i w jaki sposob. Natomiast podwatek trzeci
chcialbym zeby przedstawial wybrane przez Was zekranizowanie ksiazki ale w
krzywym zwierciadle - co w ekranizacji tfurcy moga zmienic, zeby znajacego
ksiazke widza doprowadzic do szalu i do apopleksji.
Chcialbym tez prosic, zeby trzymac sie tych podwatkow, a jesli wynikna nowe,
dodac nowy podwatek.
Za chwile rozpoczne kazdy z trzech podwatkow.
Aha, jesli ktos jest ciekawy po co taki watek zaczalem, przyznam sie bez
bicia. Wpadlem na pewien pomysl, czuje sie wywolany do tablicy, a w glowie
pustka, to znaczy znam wstep i zakonczenie. A w srodku, czyli rozwinieciu
tematu - czarna dziura. Cokolwiek wymysle, nie jest wystarczajaco horrendalne.
Dlatego licze na pomoc (czyli, krotko mowiac, pomysly na skopanie ekranizacji
Guruy bardzo mile widziane).

Pozdrawiam

Woloduch
Obserwuj wątek
    • woloduch1 Re: Ekranizacje dobre 25.03.06, 01:31
      Za bardzo dobra uwazam ekranizacje "Harry Potter i kamien filozoficzny". Nie
      tylko wierna oryginalowi, ale jako jedyna mi znana dodajaca cos nowego i
      pasujacego. Chodzi mi o podroz Harrego do Hogwartu, kiedy Harry kupuje
      czekoladowa zabe, a ta po rozpakowaniu ucieka mu przez okno. Tego w ksiazce nie
      bylo, ale, moim zdaniem, wzbogacilo film i bylo w duchu ksiazki.

      Pozdrawiam

      Woloduch
      • bumbecki Re: Ekranizacje dobre 27.03.06, 15:16
        jak dla mnie to 'Smażone, zielone pomidory' są dobrze sfilmowane, oczywiście są
        zmiany w stosunku do oryginału ale duch pozostał.
        Poza tym, chyba zgodzicie się, że i 'Stawka większa niż zycie' i '4 pancerni i
        pies' to też dobre ekranizacje smile)
        • groha Re: Ekranizacje dobre 27.03.06, 15:36
          bumbecki napisała:

          > jak dla mnie to 'Smażone, zielone pomidory' są dobrze sfilmowane, oczywiście
          są zmiany w stosunku do oryginału ale duch pozostał.
          > Poza tym, chyba zgodzicie się, że i 'Stawka większa niż zycie' i '4 pancerni
          i pies' to też dobre ekranizacje smile)

          Zgadzamy sięsmile) Podobnie rzecz się ma z kilkoma ekranizacjami powieści Agatki
          Christie oraz opartymi na wcześniej istniejących książkach, odcinkami "07 zgłoś
          się". Są całkiem, całkiemsmile
    • woloduch1 Re: Ekranizacje zle 25.03.06, 01:50
      No, tutaj to wybor jest ogromny. Wybieram wiec "Sume wszystkich strachow" -
      ekranizacja ksiazki Toma Clancy'ego pod tym samym tytulem.
      Kazdy, kto czytal ksiazke, wie ze wicedyrektor CIA, John Patrick Ryan wpada na
      pomysl rozwiazania konflitu bliskowschodniego i pomysl ten zostaje wprowadzony w
      zycie (chociaz niemal nikt nie wie o pradziwym autorze pomyslu). W tym samym
      czasie grupa terrorystow arabskich znajduje izraelska bombe atomowa zgubiona
      podczas wojny szesciodniowej. Dowodca terrorystow, ktoremu z powodu planu Ryana
      grunt usuwa sie spod nog postanawia ukarac USA za popieranie Izraela i ZSRR za
      zaprzestanie pomocy dla terrorystow, doprowadzic oba kraje do wojny i,
      korzystajac z tego, zlikwidowac Izrael. Niemal mu sie to udaje, ale dzieki
      pozycji Ryana i splotowi okolicznosci Ryanowi udaje sie powstrzymac wybuch wojny
      i schwytac terrorystow. Zostaja oni oddani Arabii Saudyjskiej, tam osadzeni jako
      zwykli mordercy i straceni. Proste i logiczne. A co mamy w filmie? Kompletne
      pomieszanie z poplataniem. Inaczej mowiac - poprawnosc polityczna. Nie mozna
      obrazic Arabow, wiec terrorystow zastepuja neofaszysci. Cala fabula jest w
      zwiazku z tym tak naciagnieta, ze sie kupy nie trzyma. John Patrick Ryan jest
      gowniarzem, co prawda pracujacym w CIA, ale na stanowisku mlodszego analityka -
      w zwiazku z czym seria czynnosci mozliwa dla wicedyrektora CIA jest niemozliwa
      dla szczeniaka - ale to tfurcom nie przeszkodzilo. Bylo jeszcze wiele takich
      przekretow, ale bylem tak wsciekly ogladajac ta "ekranizacje", ze ich po prostu
      nie pamietam. I nie zaluje.

      Pozdrawiam

      WOloduch
    • woloduch1 Re: Ekranizacje - przyszle 25.03.06, 01:57
      Jako cel przyszlej ekranizacji wybralem sobie "Nawiedzony dom". Co w ekranizacji
      moze zostac skopane? Wszystko. Zacznijmy od Janeczki - tak jak w sluchowisku, o
      ktorym pisala Gurua, obdarzmy ja piskliwym glosikiem wykrzykujacym co chwile
      "Ojej". Dodajmy do tego, ze nie moze usiedziec piec sekund na miejscu zas co
      dziesiec sekund zmienia zdanie i juz mamy recepte na chale. Co jeszcze mozna
      skopac? Akcja straszenia zmory odbywa sie w czasie burzy. Dzieci przy okazji
      podpalaja dom, ugaszony ulewa. Wystarczy? Mnie tak. Ale prosze o wiecej.

      Pozdrawiam

      Woloduch
      • ida14 Re: Ekranizacje - przyszle 25.03.06, 17:23
        proponuje jeszcze zeby Janeczka byla czarną cyganką a Pawełek niech sie ogoli
        na łyso żeby bardziej odpowiadał współczesnym realią smile A i rodzice powinni być
        rozwiedzeni, a dzieci rozdarte pomiedzy nich bo nie ma już (podobno) normalnych
        domów składajaych się z obojga rodziców i dzieci i było by to sielankowatym
        kiczem...
        • woloduch1 Re: Ekranizacje - przyszle 26.03.06, 01:36
          Niezle, ale jak skopac akcje? Pomysl nad tym. Aha, moze babcia powinna prowadzic
          meline?

          Pozdrawiam

          Woloduch
          • groha Re: Ekranizacje - przyszle 26.03.06, 03:01
            Wystarczy, żeby dziewczynka grająca Janeczkę, opócz piskliwego głosiku, miała
            loczki i fikuśne sukieneczki, a Pawełek - lekką nadwagę, wtedy sceny ich
            wchodzenia na strych nabrałyby szczególnego smaczkusmile)
            P.S. Wołoduchu, czy uważasz "Większy kawałek świata" za dostaczenie skopany,
            czy mam mu jeszcze dołożyć? smile
            • woloduch1 Re: Ekranizacje - przyszle 26.03.06, 03:17
              Jeszcze, jeszcze! Doloz mu!
              A w zapasie mamy jeszcze prawie piecdziesiat innych pozycji do skopania.
              Ostatecznie mozemy sobie odpuscic Klina i Upiorny legat. Chociaz... nie, takim
              kultowym pozycjom nalezy sie remake, nie uwazasz?

              Gdyby nam sie udalo napisac ze 40 takicg "scenariuszy" i sprezentowac je
              Gururze... Jej wyraz twarzy chyba pobilby wyraz twarzy Ewy z WC na wystawie
              wspolczesnych artystow...

              Pozdrawiam

              Woloduch
      • april02 Re: Ekranizacje - przyszle 27.03.06, 13:32
        Romans wszechczasów:
        Bohaterka zostaje zaangażowana przez wywiad (kontrwywiad, CBŚ, ABW -
        niepotrzebne skreślić) do zastępowania pani Maciejakowej. Romana naturalnie
        zastępuje agent/agentka??? tej drugiej strony. Dobrze by było, gdyby bohaterka
        miała jakiś powód do prywatnej zemsty: ktoś tam kiedyś zabił jej pieska rasy
        York tudzież w dzieciństwie odmówiono jej pierwszoplanowej roli w jasełkach.
        Przygotowania do zastępstwa trwają minimum pół roku (w filmie skrócone do
        sekwencji kilkuminutowej z odpowiednim podkładem muzycznym) i obejmują naukę
        wschodnich sztuk walki (możliwie wszystkich), latanie z gnatem, oswajanie
        dzikich zwierząt, język arabski oraz rozwijanie ogólnej sprawności fizycznej
        plus co tam sobie kto wymyśli. Akcja następnie pozwala co chwila świeżo zdobyte
        umiejętności wykorzystać w: pościgach samochodem marki Volvo po warszawskich
        ulicach, lataniu awionetką, albo nawet i Jumbo jetem, a co jej będziemy
        żałować?, wizycie w cyrku w klatce z tygrysem (nie szkodzi, że to akurat z
        innej książki), wizytach w podejrzanych klubach i ogólnym mordobiciu (za jednym
        zamachem bohaterka powinna położyć przynajmniej siedmiu przeciwników - wskazane
        również wplątanie w akcji kilku sekwencji ze szpadą - dosyć widowiskowe). W
        paczce dla Kacyka (wysłannikiem jest młody szalenie przystojny pan ubrany
        wyąłcznie na czarno w czarnym samochodzie i ciemnych okularach) znajduje się
        bomba, która miała zostać podłożona pod PKiN a którą nasza bohaterka dzielnie i
        bez mrugnięcia okiem rozbraja (w ostatniej minucie przecina właściwy kabelek).
        Kacyk oczywiście jest ukrytym na terenie Polski amerykańskim (?) terrorystą.
        Spacery na skwerku zostają zastąpione codziennymi wizytami w fitness clubie,
        gdzie bohaterka poznaje Marię, oszałamiającą blondynkę, pochodzenia żydowskiego
        z którą nawiązuje romans wszechczasów (poprawność polityczna). Szybko okazuje
        się jednak, że Maria nie jest tą, za którą się podaje. Pod przykrywką
        dziennikarki ukrywa działalność dla Mosadu. Przy okazji jest również córką tego
        gościa, który próbował na pontonie uciec do Szwecji. Ponton naturalnie
        zastępujemy tutaj ślizgaczem, jachtem, nartami wodnymi itp. Skarb barona von
        Dupersztangla stanowią niezwykle cenne poniemieckie mikrofilmy, których
        odzyskaniem zainteresowany jest cały świat zachodni i pół wschodniego i które
        mają posłużyć do szantażowania prominentnego polityka odpowiedzialnego za
        decyzję o globalnym znaczeniu dla pokoju na świecie. Finał oczywiście aż skrzy
        od fajerwerków, w ostatniej chwili bohaterka ratuje swoją kochankę od
        niechybnej aczkolwiek niezwykle wyrafinowanej śmierci. W ostatniej scenie Maria
        dla miłości swego życia porzuca fatalną działalność, wyrzeka się ojca i obie
        panie odchodzą w stronę zachodzącego słońca. Acha maksymalny wiek bohaterek: 25
        lat i jak przystało na poważne dzieło zero humoru!
        • asia.sthm Re: Ekranizacje - przyszle 27.03.06, 13:44
          Aprilku, czym ty sie zawodowo zajmujesz ? Jak ci sie odwidzi to pisz
          scenariusze!!. Bede latac do kina, nawet kukurydze i szeleszczenie celofanem
          zniose bez szemrania.
          smile))
          • bumbecki Re: Ekranizacje - przyszle 27.03.06, 13:59
            jestem ZA !! smile) tylko może nie umieszczajmy w informacjach, że to "na
            motywach"...
          • april02 Re: Ekranizacje - przyszle 27.03.06, 14:27
            A to zależy w ktorym zawodzie smile W jednej robocie zajmuję się analizą danych i
            robieniem raportów NUDA! - moja kreatywność sprowadza się do zmiany nazw
            miesięcy w poszczególnych zestawieniach. W drugiej pisaniem, ale głównie rzeczy
            naukowych. Chyba już wiem dlaczego promotor stwierdził, że moje artykuły są
            nazbyt frywolne smile
        • woloduch1 Re: Ekranizacje - przyszle 27.03.06, 21:30
          Brrrr... az zeby bola na takie pomysly. To jest tak okropne, ze az piekne.
          Brzuch mnie rozbolal od smiechu. April - cudowne!

          Serdecznie pozdrawiam

          Woloduch
        • april02 Re: Ekranizacje - przyszle 28.03.06, 08:25
          Idę za ciosem smile
          Wszystko czerwone (nie wiem, czy w obecnej sytuacji nie należałoby tytułu
          zmienić np. na wszystko pomarańczowe - pomarańcz ostatnio w modzie)
          Bohaterka zmęczona akcją z poprzedniego odcinka wyjeżdża do Danii do swojej
          długoletniej przyjaciółki Alicji. Postać Alicji to przygłupia sklerotyczka,
          która nie bardzo wie ile ma w domu pokoi, kogo zaprosiła a kogo nie, kto
          przyjedzie a kto nie. Wieczorna impreza (oblewanie czegokolwiek) rozkręca się w
          orgietkę podczas ktorej naćpany Edek umiera na zawał serca. Nasza bohaterka nie
          na darmo jednak przeszła odpowiednie przeszkolenie i teraz podejrzewa, że
          śmierć Edka nie była przypadkowa, zwłaszcza że na początku kolacji wydawał z
          siebie różnego rodzaju okrzyki. Przyjeżdża policjant mówiący biegle po polsku,
          co nie stanowi żadnego pretekstu do wytworzenia sytuacji humorystycznych.
          Szybko okazuje się, że Edek wcale nie był takim niewinnym narkomanem
          (alkoholizm obecnie jest passe) na jakiego wyglądł. Stanowił podporę gangu
          złodziei brylantów a ich następnym celem miały być klejonty koronne angielskiej
          rodziny królewskiej (może w związku z tym akcję należałoby przenieść do
          Anglii?). W domu Alicji co i raz pojawiają się nowi goście, którzy po kolei
          zostają usuwani z tego padołu łez. Alicja nic nie wie ale bohaterka się czegoś
          domyśla w związku z czym zostaje porwana przez tajemniczego blondyna w czarnym
          bucie. Uwalnia się oczywiście wykorzystując swoje umiejętności a przy okazji
          podsłuchuje rozmowę opryszków z której wynika, że akcja nie została zarzucona
          ale klejnoty są w posiadaniu Alicji (milion dolarów dla tego, kto potrafi to w
          jakikolwiek sposób, niekoniecznie sensowny wytłumaczyć smile) a Edek został
          zgładzony bo za dużo wiedział. Bohaterka wraca do domu, gdzie natrafia na
          efektowną bitwę pomiędzy Agnieszką i Elżbietą o Pawła, który stoi obok i z
          szatańskim chichotem dopinguje raz jedną raz drugą. W efekcie walki zostaje
          rozwalona święta narożna szafka Alicji pod którą znajduje się ukryty sejf.
          Niestety jest pusty. Podejrzenie pada na Edka ale z wiadomych przyczyn nie jest
          on już w stanie nic wyjaśnić. Pojawia się pytanie gdzie są brylanty? Rozpoczyna
          się szaleńcze poszukwianie w wyniku którego dom zostaje prawie rozebrany na
          kawałki. Podczas poszukiwań okazuje się, że Alicja wcale nie jest taka niewinna
          na jaką wygląda. W piwnicy pod katafalkiem ukryty jest mały skład broni. W tym
          momencie nadchodzi gospodyni i przyznaje się, że dorabia sobie na boku
          handlując z żydowskimi/arabskimi bojówkami. Prosi, żeby jej nie wydać i
          obiecuje, że skończy z tym paskudnym procederem. Na to przyjeżdża Bobuś i Biała
          Glista, która okazuje się pracownikiem wydziału do walki z przestępczością
          zorganizowaną. Jej zadaniem jest przyłapanie Alicji na gorącym uczynku i
          dostarczenie do polskiego więzienia. Bohaterka zna Glistę z jej prawdziwego
          wcielenia i ostrzega Alicję. Alicja ucieka i osiedla się na Bahamach wyznając w
          pożegnalnym liście, że wszystko było mistyfikacją: Edka zabiła z zemsty,
          ponieważ przed laty została przez niego porzucona, a wszystkie inne zgony
          (udane i nieudane) oraz porwanie bohaterki zostały zaaranżowane aby gościom
          uprzyjemnić i uatrakcyjnić wypoczynek w tym skądinąd nudnym kraju. Podobnie jak
          w romansie warto wplątać w akcję kilka efektywnych pościgów, bijatyk, scen
          erotycznych itp. Max. wiek bohaterów ciągle 25 lat smile

    • groha Re: Jak skopać ekranizację? Proszę bardzo:) 26.03.06, 01:02
      Ekranizację „Większego kawałka świata” skopać można jednym pociągnięciem.
      Wystarczy starać się za wszelką cenę tak uwspółcześnić bohaterki, by stały się
      wzorem do naśladowania dla przeciętnej nastolatki, czyli zrobić z nich modelowe
      dziewczyny z pism kolorowych. Zgodnie z tym planem, Tereska z Okrętką muszą
      nosić kuse, lecz markowe stroje letnie, kolczyki w pępku oraz opaleniznę,
      ugruntowaną przed pierwszym klapsem, czyli sceną wyjazdu na Mazury. Oczywiście
      nie może być mowy o autostopie, ani o archaicznym bagażu, typu patelnia, czy
      herbata w butelce. Obie muszą być wyposażone w nowoczesne, szalenie estetyczne,
      lekkie i funkcjonalne artykuły turystyczne, a na miejsce akcji zostać
      dowiezione przez kolegę tatusia Tereski, jego nowym samochodem terenowym,
      popularnej marki Jeep Grand Cheeroke. Oczywiście cała akcja musi się skupić na
      wątku romansowym Tereski i Robina, jako najbardziej pożądanym przez
      potencjalnego widza. Z punktu widzenia reżysera, rzecz jasna, któremu się
      wydaje, że najlepiej wie, czego od filmu oczekuje młodzież i jest gotów zrobić
      wszystko, by mogła się utożsamiać z bohaterami. Dlatego miłość Tereski z
      Robinem ma być nie tylko piękna, lecz także zmysłowa, a Okrętka nie może plątać
      im się pod nogami, jak samotny biały żagiel, bo wcale nie jest gorsza. Musi
      ulec urokowi Grzesia, bo jest piękny, ma wąsiki i pazury, a także, dzięki
      tatusiowi w Szwecji i mamusi – neurochirurgowi, posiada inne, liczne walory.
      Miłość obu par, kwitnącą wśród błękitu wód, zieleni trzcin i lazuru nieba, mąci
      jedynie jakiś mało jasny wątek ahystohraty, tułającego się bez bliżej
      określonego celu po jeziorach, a także na siłę utkana intryga kryminalna, w
      której główną rolę gra miejscowy capo di tutti capi. Jak każdy przedstawiciel
      tego gatunku - spragniony forsy i władzy oraz bezwzględnie pragnący przejąć
      kontrolę nad konkurencyjną, żyjącą z turystów mafią, poprzez podkładanie jej
      świni. Na przykład: w postaci podrzucania podejrzanych precjozów w dziwnych
      miejscach i nasyłania policji. Tak daleko idące, odbiegające od powieści,
      zamiany w scenariuszu są konieczne, gdyż wersja z przedwojenną mapą, kupami
      kamieni i ekrazytem, raczej nie pasowałaby do tak uwspółcześnionej całości.
      Walory artystyczne dzieła musi podkreślać odpowiednio dobrana muzyka, najlepiej
      w wykonaniu zespołów raperskich i hiphopowych oraz liczne przykłady żywego
      języka młodzieżowego, typu: nara, spoko, cool, w porzo itp. W kulminacyjnej
      scenie natknięcia się przez Tereskę i Okrętkę na oprycha, ta ostatnia, zgodnie
      z charakterem filmowej postaci, zamiast przeciągłego, złowrogiego wycia, wydaje
      z siebie coś na kształt miauknięcia: łaauł...
      Obsada w tak skonstruowanym scenariuszu chyba nie ma już większego znaczenia.
      Żadna aktorka młodego pokolenia nie ma żadnych szans na uratowanie filmu,
      choćby wychodziła ze skóry. Nie pomógłby mu nawet sam Paweł Małaszyński, gdyby
      zgodził się zagrać Robina, jako najpiękniejszego kochasia. Dodajmy -
      najcudniejszego nie tylko na całych Mazurach, ale również w pozostałych
      częściach kraju.
      • woloduch1 Re: Jak skopać ekranizację? Proszę bardzo:) 26.03.06, 01:46
        No, no, no...

        Dreszcz zgrozy przeszedl mnie do szpiku kosci. To jest tak okropne, ze az
        filmowalne. A czym dziewczeta beda plywaly? Chyba nie skladakiem z koszula nocna
        Okretki w charakterze zagla? Wydaje mi sie, ze odpowiedni bylby jakis scigacz z
        dwustukonnym silnikiem, co? I mowy nie ma o sypianiu pod namiotem - penskonaty
        pierwszej kategorii co najmniej. Lowienie ryb i wedzenie wegorzykow tezz chyba
        odpada? No, to start mamy dobry. Co by tu jeszcze spieprzyc, panoco by tu jeszcze...

        Pozdrawiam

        Woloduch
        • groha Re: Jak skopać ekranizację? Proszę bardzo:) 26.03.06, 03:17
          Nie dość, że mi się Twój post gdzieś zapodział, to jeszcze cała godzina
          przeskoczyła do przodu, w jednej sekundzie...
          Ścigacz, to może nie, ale własny jachcik i owszem. W naszych serialach
          wszystkim powodzi się wspaniale, to i w filmie nie może być inaczej. Własny
          salonik i sypialnia rozwiązałaby podstawowe sprawy bytowe. A na łowienie ryb i
          tak nie miałyby czasu, bo nie tylko wątek romasowy na tym by ucierpiał. Tipsy
          teżsmile)
          • g0p0s Re: Jak skopać ekranizację? Proszę bardzo:) 27.03.06, 10:20
            Taki na przykład Lesio:
            Najpierw obsada. Starannie niedobrana. Albo amatorzy z przerośniętymi ambicjami
            zostania gwiazdami, albo zawodowi aktorzy obsadzeni wbrew warunkom. Na Lesia
            np. Zapasiewicz.
            Akcja. Powinna się toczyć nie wokół biura projektów, lecz np. wsród orkiestry.
            To zapewni wstrząsającą oprawę muzyczną. Warszawska Jesień do n-tej potęgi.
            Przełożenie akcji w inne środowisko nie powinno być konsekwentne i jakieś nagłe
            przeskoki dobrze widzom zrobią. Szare komórki trochę sobie pobiegają.
            Oczywiście swoboda w podejściu do fabuły obowiązuje. Zamiast wizyty na
            wyścigach proponuję nielegalne walki psów. Jest wtedy szansa popisania się
            żałosnymi efektami specjalnymi. Sceny walki psów powinny gościć na ekranie do
            zakatowania widzów. Aby dawkę agresji na ekranie zwiększyć można dołożyć walkę
            widzów na bejsbole. Krew ma się lać strumieniami. Różowego słonia w ramach cięć
            budżetu zastąpić można czarnym koniem. Bez sensu? I o to chodzi.
            Większość akcji powinna toczyć się po ciemku, tak aby widz wybałuszał gały
            starając się coś wyłapać.
            W kadrze co jakiś czas powinien się pojawić widoczny mikrofon, plecy reżysera,
            mignąć bufet artystów itp.
            Wypowiedzi postaci powinny być słabo słyszalne, z szumami, trzaskami. Można też
            w montażu przesunąć dźwięk względem obrazu, raz do przodu, raz do tyłu.
            Reklama dzieła przed jego premierą powinna być nachalna, wysławiająca
            genialność twórców.
            • groha Re: Jak skopać ekranizację? Proszę bardzo:) 27.03.06, 14:11
              g0p0s napisał:

              > Taki na przykład Lesio:

              O tak, Lesio jest wyjątkowo wdzięcznym obiektem do skopaniasmile Właśnie się
              zastanawiam, na jaką współczesną melodię Włodek mógłby zawodzić "reklamową
              gablotę"? Albo: czy kierujący elektrowozem, równie łatwo, jak maszynista
              parowozu, jest w stanie zahamować przed stojącym na torach garbusem? Wychodzi
              na to, że jedynie z Przewodniczącym Rady Narodowej nie ma kłopotu, bo choć
              nazwa na gabinecie się zmieniła, urzędnicze kompetencje pozostały i kolejne
              pokolenie nadal świetnie rozumie, co to znaczy narazić się urzędnikowismile
              A jak rozwiązałbyś problem fartuchów służbowych? smile)
              • g0p0s Re: Jak skopać ekranizację? Proszę bardzo:) 27.03.06, 19:22
                Jakby co, to mam typ na reżysera. Oto recenzja Sławomira Mizerskiego z Polityki:
                "Robert Wichrowski reżyser 'Francuskiego numeru' (reklamowanego jako 'najlepsza
                komedia roku'), zaryzykował i poszedł pod prąd do cna wyeksploatowanym
                konwencjom powiadającym, że komedia musi być zabawna, zaś akcja wartka i
                zaskakująca. Oglądając 'Francuski numer' w ogóle nie jest nam do śmiechu, a
                efekt ten reżyser osiąga bez trudu. Jego narracja jest nieporadna, pełna
                niezaskakujących zwrotów akcji, ale przez to wymuszająca skupienie i pełne
                napięcia oczekiwanie, że wreście zdarzy się coś naprawdę nieoczekiwanego i
                śmiesznego. Nadzieje te potęguje doborowa stawka aktorów (m. in. Karolina
                Gruszka, Jan Frycz, Maciej Stuhr, Robert Więckiewicz), którzy nieraz pokazali,
                że potrafią grać dobrze i śmiesznie. Tutaj pokazują, że jeśli takie jest
                zamierzenie, potrafią być w ogóle nieśmieszni. Przy użyciu wyrazistych środków
                aktorskich udaje im się wykreować postacie płaskie i nieciekawe, w dodatku
                przygłupie. Wśród bohaterów są zresztą nie tylko Polacy, ale również obywatel
                Czarnego Lądu i mieszkaniec Kaukazu, dzięki czemu autor udowadnia, że płaskość
                i głupkowatość to problem nabrzmiały, ale szerszy, przekraczający wszelkie
                granice. W tym niełatwym w odbiorze filmie reżyser niekiedy puszcza do widza
                oko, chcąc pokazać mu, że gdyby tylko chciał, bez trudu zabiłby go śmiechem.
                Stąd np. szalenie zabawna scena, gdy pies podróżujący autem razem z bohaterami
                nieoczekiwanie psuje powietrze i wszyscy muszą wysiąść, bo nie mogą wytrzymać.
                Na szczęście wywoływanie łatwego. ale pustego śmiechu nie jest jego
                celem. 'Francuski numer' to komedia przewrotna - nudna i przygnębiająca, ale w
                jej tle czai się dramat, który widz wyczuwa już od pierwszych kadrów. Jedno
                jest pewne: ten film wzbudzi emocje i nikogo, kto zapłaci za bilet, nie
                pozostawi obojętnym."
                Pozwoliłem sobie na przytoczenie recenzji, bo jest moim zdaniem kapitalna.
                Jeżeli chcemy wyprodukować gniota, to stawiam na tego reżyserasmile)
                PS.
                Co z fartuchami? Nie wiem. Może nie wszystko widz musi rozumieć?
            • woloduch1 Re: Jak skopać ekranizację? Proszę bardzo:) 27.03.06, 21:45
              Piekne, G0p0sie, piekne...

              Pzdrawiam

              Woloduch
    • groha Re: Ekranizacje 26.03.06, 17:20
      Przeczytałam to, co nastukałam w nocy i aż mi się słabo zrobiło. Chryste...
      Czegoś takiego nie wybaczyłabym nikomu. Zabiłabym, słowo daję. Dlatego ja nie
      wiem, czy pomysł z podarowaniem Gurui takich kwiatuszków nie jest zbyt okrutny?
      Ma podobne, realne doświadczenia, więc naszych wymysłów może już nie zdzierżyć.
      Ale Twoja propozycja, Wołoduchu, by samemu się pokatować i podobijać innych
      owocami własnej wyobraźni, nawet mi się podoba. W końcu trochę rzeczy udało się
      w życiu skopać, ale żeby robić to dobrowolnie i z taką, masochistyczną wręcz
      przyjemnością, to nie przypuszczałam, że umiemsmile)
      • woloduch1 Re: Ekranizacje 26.03.06, 21:25
        Dzieki, Groho, ze popierasz moja sado-macho propozycje.
        Ale sadze rowniez, ze nie masz racji co do propozycji wreczenia tych horrorow
        Gururze. Otoz po pierwsze: potworki owe MUSIALYBY przejsc w rece Guruy z pelnia
        praw autorskich (o tym jeszcze bedzie za chwile). Po drugie: poprosilibysmy
        Gurue aby tego NIE czytala (w obawie o jej zdraowie), a jesli juz musi, to tylko
        w obecnosci lekarza i karetki reanimacyjnej.
        A teraz wracam do punktu pierwszego. Otoz posiadanie owych czterdziestu kilku
        scenariuszy (czy jak tam sie nazywaja takie propozycje) stawia Gurue w
        doskonalej sytuacji. Dlaczego? Otoz wyobrazmy sobie sytuacje nastepujaca: do
        Pana Tadeusza zwraca sie Bardzo Znany Rezyser z propozycja sfilmowania jedenj z
        powiesci. Na to Pan Tadeusz mowi, ze prosze bardzo, z przyjemnoscia sprzeda
        prawa do ekranizacji, ma nawet dwie wersje na sprzedaz: pierwsza kosztuje X
        zlotych, a druga 10X zlotych. Bardzo Znany Rezyser wywala galy i pyta skad jest
        taka roznica w cenie? Na co Pan Tadeusz odpowiada, ze roznica wynika z
        restrykcji nalozonych w transakcji. Wersja pierwsza (tansza) ma ich mnostwo,
        miedzy innymi: obowiazek przeczytania danej ksiazki dokladnie (przez wszystkich
        bioracych udzial w ekranizacji), obowiazek WIERNEGO przelozenia na ekran slowa
        pisanego (bez prawa wprowadzenia JAKICHKOLWIEK zmian) i prawo veta w stosunku do
        WSZYSTKICH decyzji na planie, prawo veta jest zarezerwowane dla Guruy lub Jej
        przedstawiciela(i). Wersja drozsza nie ma zadnych restrykcji a tylko sugestie,
        aby do produkcji filmu zatrudnic jako konsultantow TWCh. Teraz Bardzo Znany
        Rezyser stoi wobec kilku dylematow: tanio czy drogo? miec rece wolne czy
        zwiazane? Jezeli wybierze opcje pierwsza - widz dostanie wierna ekranizacje -
        czyli czysty zysk. Jezeli wybierze opcje druga (a doswiadczenie uczy, ze do tej
        pory tak sie dzialo) - przynajmniej Gurua otrzyma w miare godziwa rekompensate,
        widz zas cos co bedzie mozna strawic, albo nie (czyli nihil novi).

        Pozdrawiam

        Woloduch
        • mzrr21 Re: Ekranizacje 27.03.06, 14:45
          Kochani, a cóż Was na umartwianie się wzięło.
          Nie dość, że życie w tym pięknym kraju nas umartwia, to jeszcze Wy ...
          Przecież od dawna wiadomo, że wszystko co sfilmowane, to gorsze od orginału
          czyli książki.
          Błagam przestańcie
          • groha Re: Ekranizacje 27.03.06, 15:04
            Ależ dlaczego? Pora na umartwianie stosowna, a i forma tak samo dobra, jak
            inne. Kto wie, czy nie bardziej dotkliwa, niż zrezygnowanie z dania mięsnego...
            A z drugiej strony, jeśli mamy jakiś wybór, to z dwojga złego - lepiej grzeszyć
            myślą, niż uczynkiem, nie? Mniejsza szkodliwość społecznasmile
          • woloduch1 Re: Ekranizacje 27.03.06, 20:29
            TO nie jest umartwianie sie. Raczej podciagnalbym to do futurologii. Albo
            przepowiadania przyszlosci. A jak mowi stare, lacinskie przyslowie (ktorego tym
            razem nie zacytuje w oryginale) - "Ostrzezony - uzbrojony". Tak wiec uzbrojmy
            sie juz teraz na przyszlosc. Nauka wszak uczy, ze cokolwiek jest mozliwe -
            zaistnieje.

            I tym pogodnym akcentem koncze, serdecznie pozdrawiajac,

            Woloduch
            • groha Re: Ekranizacje 27.03.06, 23:03
              I tym pięknym akcentem, autor zamknął swój wątek... Bo któż odważy się teraz
              puścić wodze swej fantazji, wiedząc, że może się spełnić któryś z
              najczarniejszych scenariuszy? Dla niektórych, takie ponure wieszczenie
              przyszłości, to jak wywoływanie wilka z lasu. Bo nauka - nauką, a doświadczenie
              uczy, że nawet wtedy, gdy spodziewając się upadku, siedzimy twardo na czterech
              literach, też można sobie coś zwichnąć, np. szczękę. Czyli, wg niektórych, nie
              ma co liczyć na skuteczne uzbrojenie przed nieszczęściem. Więc, obym się
              myliła - postraszyłeś skutecznie. Szkoda, fajny watek był...
              • woloduch1 Re: Ekranizacje 27.03.06, 23:25
                Przeciez napisalem - ostrzezony - uzbrojony! A jak ostrzezony i uzbrojony, to
                moze walczyc! Jak tylko sie dowiemy, ze cos idzie do sfilmowania, to my na to
                jak te hieny, jak te sepy, jak inkwizycja! Zyc im nie damy! Zastosujemy terror
                indywidualny! Albo grupowy! Albo oba razem! O! Ale zeby byc ostrzezonym, musimy
                tu miec wszystkie propozycje scenariuszy, a nie zaledwie kilka! Wiec zadne mi tu
                "Koniec watku"! Do roboty! Tyle tematow czeka! Jak skopac CZN? Jak skopac WC?
                Jak skopac Harpie? Jak... mam wymieniac wszystkie tytuly? No dobrze, mozemy
                sobie odpuscic poradniki. Albo material dla Bielska-Bialej: jak skopac Pafnucego
                (razem z lasem)? Przed nami mnostwo roboty!
                Naprawde sie tego po Tobie nie spodziewalem, Groho! Koniec watku, rzeczywiscie!
                Postraszyles! Wcale nie postraszylem! Uzbrajam nas!

                Si vis pacem - para bellum!

                Pozdrawiam

                Woloduch

                P.S. I naprawde czekam na dalsze potworki 8-{)>
                • groha Re: Ekranizacje 27.03.06, 23:40
                  Aaa, jesteśsmile) Bo tak się pięknie pożegnałeś w poprzednim poście, że brakowało
                  tylko tabliczki z napisem: koniec. Czyli wybrałam dobry sposób na kontynuowanie
                  tego wątku, który, nie ukrywam, mnie się podoba. To była tylko taka lekka forma
                  prowokacji z mojej stronysmile) Szkoda, że nie na wszystkich ona działa. Czasem
                  mam ochotę zaśpiewać pełnym głosem: mało nas, mało nas do pieczenia chleba... A
                  może już śpiewałam? I ten z allegro usłyszał, a nasi forumowicze nie? smile)
                  • woloduch1 Re: Ekranizacje 27.03.06, 23:57
                    A co, nie znasz ich? Ile powiesci zostalo zakonczonych? ZERO. Jaki by odzew na
                    apel poleglych? Zero. Jaki byl odzew na Ducha? zero. Jaki byl odzew na nasze
                    pieklenie sie? Mniej niz zero... oooo... mniej niz zero... Sprawozdanie radiowe
                    przynioslo piekny atak April, ruszylo Smitte i uruchomilo 36Krzyska. Ale teraz
                    tylko April zostala na placu boju. Naprawde sie przerazilem, zze Twoja
                    prowokacja moze oznaczac EOT.

                    Pozdrawiam

                    Woloduch
                    • groha Re: Ekranizacje 28.03.06, 00:06
                      Coś Ty, ja się tak łatwo nie zniechęcam. Stara szkoła, w której słomiany ogień
                      nie był w modzie. Powiem więcej - w pogardzie on był. Poza tym, jestem jak kot:
                      przywiązuję się do miejsca i do ludzi na mur. Tak więc pozbyć się mnie stąd, to
                      wcale nie taka prosta sprawasmile
                      • woloduch1 Re: Ekranizacje 28.03.06, 00:09
                        To dobrze.

                        Pozdrawiam

                        Woloduch

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka