Dodaj do ulubionych

Raz, dwa ,raz dwa

08.02.07, 15:59
proba internetu!
Mam, nareszcie w domu. tylko, ze w domu nie mam czasu na internetsad Z
zalozeniem bylo wesolo jak u Brona. Mis w wydaniu kanadyjskim.

Widze, ze na forum mnostwo sie dzialo, ale oczy mnie bola i wszystkiego nie
zdolam przeczytac. Chwilowo jestem chora, podobnie jak reszta rodziny. Idzie
ku lepszemu. Juz polowa wrocila do zajec pracowo-lekcyjnych.

Lylice gratuluje stolka, poduszeczke moze nalezaloby jakas specjalna
wyrychtowac zeby sie mietko wladze sprawowalosmile


Obserwuj wątek
    • lylika Re: Raz, dwa ,raz dwa 08.02.07, 16:04
      Nareszcie jesteś. Wyglądaliśmy, wołali. Niektórzy nawet krzyczeli gromko i dawali na wybębnienie. Najważniejsze, że wróciłaś. Zdrówka życzymy.
      P.S. W Towarzystwie tak mięciutko, że poduszka niepotrzebna. smile
      • goonia Re: Raz, dwa ,raz dwa 08.02.07, 16:20
        Glucham jak pien, nie tylko na oczy, ale i na uszy i wogole wszedzie mi sie
        rzycilo, i dlatego nie slyszlam nic a nic. O tym, ze moj komputer i internet w
        pracy nadaja sie do .... nie wspomne.
    • groha Re: Raz, dwa ,raz dwa 08.02.07, 16:24
      Widać! Widać! Próba udana. Uff... Dobrze, że jesteś. Bo już się martwiłam, że
      wszystko u Was zamarzło i do wiosny przyjdzie czekać, aż lody puszczą. Zdrowiej
      więc szybko, bo czytających ponoć sporo, gorzej z piszącymi. Epidemia dysgrafii
      zimowej, czy coś. Więc opowiadaj. Szalenie jestem ciekawa, jak wyglądał Miś w
      wydaniu kanadyjskimsmile
      • goonia Re: Raz, dwa ,raz dwa 08.02.07, 17:43
        Kanadyjski mis jest bialy:0 wszyscy to wiedzasmile
        Mis powiedzial, ze dostarczy mi modem kurierem. To slicznie, mowie. Ale Misiu,
        u mnie nigdy nikogo nie ma w domu. Kurier jezdzi swoja kolorowa ciezarowka w
        jakichs misiowych godzinach, czyli 9-17. Po co ja mam placic za kuriera, jesli
        on zostawi mi na drzwiach naklejke z informacja, ze mnie nie zastal? Ja juz
        teraz moge Ci Misiu zdradziec, ze mnie nie zastanie i zaoszczedze sobie pare
        zlotych. Chodzi jednak o to, ze ja chce modem. I to juz!
        Nie, zebym chciala Misowi zycie utrudniac, fanaberie taka mam, ze jak za cos
        place to chce to miec u siebie w domu a nie w kurierskiej furgonetce.
        Miso na to odpowiedzial, calkiem rezoloutnie zreszta, ze jak dostane naklejke
        na drzwi - ze mnie nie bylo, to tam bedzie adres magazynu, gdzie po 18 kurier
        moja paczuszke zostawi. I tam sobie moge pojechac odebrac.
        Czy juz warcze na niego? Alez skad. Mysle sobie, ze moze oni jednak wysla mi to
        poczta, za 3 dni dostane, a jak mnie nie bedzie, to sobie z awizem pojde na
        poczte, ktora mam za rogiem, zamiast jechac do magazynu ktory jest bog wie
        gdzie, ale na pewno nie blisko.
        Misio zmartwil sie niezmiernie, ale niestety nie wysle poczta, bo na poczte on
        nie chodzi. On tylko kurira wola, no i ja podpisac na koncu musze. A kurier juz
        mnie przypilnuje, zebym parafke postawila.
        Zaczelam sie wahac, bo w koncu ja nie mam czasu na takie jazdy po miescie a w
        dodatku jak mam sama odbierac paczke, to za co ja tak duzo place? Ale Mis
        wyczuwajac moje wahanie zapewnil mnie, ze nigdy jeszcze nie mieli problemu z
        dostareczniem przesylki. Pewnie, ze nie - pomyslalam. W koncu ludzie jak gupie
        po paczki lataja do kuriera, zamiast na odwrot.
        Raz kozie internet zakladaja, wysylaj Misiu.
        Misiu powiedzial we srode bedzie. Minela sroda, czwartek, pol piatku, nikogo
        nie ma w domu, karteczki od kuriera nie ma, zima jak piorun.
        Dzwonie. Bardzo przepraszm Misiu, ale gdzie do diaska jest moj modem?
        No jak to gdzie? Ja nie wiem.
        Popatrz Misiu w komputer i powiedz mi co wiedzisz.
        Widze, ze my go juz nie mamy. na pewno dostaniesz dzisiaj, a najdalej w sobote.
        To kurier jezdzi swoja sliczna ciezarowka w soboty?
        Chyba, ale krotko jakos.
        No nic, mam nadzieje, na dzis, a najdalej jutro. Do widzenia Misu.
        Krotko mowiac, chala i w piatek, i w sobote. W niedziele nie ma z kim gadac.
        Dzwonie w Poniedzialek. Misiu mowi, ze on nic nie wie, zadzwoni do misiow,
        ktore wysylaja paczki. Zadzwonia do mnie za 15 minut. Po uplywie 90 minut
        dzwonie ja.Moj Mis jest zajety i gadal ze mna nie bedzie. Jest za to inny
        Misiek. Mowie o co chodzi. Misiek sprawdzi - ja mam czekac. Czekam. Misiek
        mowie, ze ci od wysylania caly czas sprawdzaja. zadzwonia. Dobra dzwoncie.
        Jest wtorek. Ja dzwonie. Moj misiu zajety, ale Misiek poznaje mnie chyba po
        zlym glosie. Zadam wyslania drugiego modemu natychmiast a ten pierwszy niech
        szlag trafi. I zadnych kartek, ze mnie nie ma w domu prosze nie zostawiac. ma
        byc dostarczone do rak wlasnych. Dzis jestem, a jutro to nie wiem. Czesc.
        Za pol godziny telefon. Mis moj dzwoni, ja spie, na jego szczescie, rozmawia z
        mezem. Nie, modemu jeszcze nie dostalismy.
        Kurka. Wszyscy chorzy od piatku, siedzimy na kupie w chalupie, no przydalby sie
        internet dla rozrywki.
        Za jakis czas maz wychodzil i o malo nie wybil sobie zebow, potykajac sie o
        pudelko, ktore ktos postawil pod drzwiami. Patrzy i oczom nie wierzy.
        Modem.Chyba sie kurier bal zapukac i o parafke poprosic, bo mogly dostac nieco
        wiecej niz podpis.
        Ja dalej spie. Rodzina przbiera nogami, az wstane i bedzie mozna internet
        zainstalowac.
        Wstaje, polaczam, z jakichs dziwnych wzgledow haslo i uzytkownika musialam
        podac zamawiajac modem i internet. Przysli plytke do instalacji z tymi
        informacjami juz na niej. Niestety - nie moge zainstalowac, bo haslo nie
        prawidlowe. Musimy czekac do nastepnego dnia, bo juz jest pozno i nie ma do
        kogo zadzwonic. Ale to wszystko moja wina, bo internetu mi sie zachcialo.
        Tra la la...

        ps. o tym jak postanowilam, nigdy, ale to nigdy glosno nie mowic, ze dzisiaj to
        sie poloze wczesniej spac, wspominac nie bede, bo to zupelnie inna historia.
        • lylika Re: Raz, dwa ,raz dwa 08.02.07, 18:13
          Kochana, jak to miło. Te Misie i Miśki kanadyjskie wcale się nie różnią od naszych. Ludzieee, w Kanadzie i w Polsce taka sama Kanada. I to jest bardzo dobra wiadomość. smile))
          P.S. Prosimy usilnie o "zupełnie inną historię".
          • goonia Zupelnie inna historia cz.1 08.02.07, 20:15

            Zimno, ciemno, praca-dom, obowiazki jak zwykle ale nic nadzwyczajnego. Mimo
            wszystko zmeczonam troche. Pozno z pracy wracam, robie co musze, ide spac,
            wcale nie tak wczesnie jak bym chciala. Nadeszla Sroda (chyba mnie srody nie
            lubia). Mysle sobie, bedzie spokojnie, obiad jest , za zimno zeby pojsc na
            sanki, basenu chlopaki dzis nie maja.
            Z pracy wyszlam 20 minut pozniej, uciekl mi autobus, dotarlam do domu po 19-
            tej. Jeszcze nie zdazylam sie rozebrac, gdy maz mi zakomunikowal, ze zaraz
            wychodzimy do znajomych.
            Spojrzlam na zegarek - 15 min zeby sie odswiezyc, zjesc I dotrzec do
            znajowmych. Troche malo. Szczegolnie, ze goracego ja nie umiem jesc. Musi
            wystygnac, a to tez trwa. Wyrazilam sprzeciw.
            No dobra, to my pojdziemy a Ty przyjdz pozniej.- zgodzil sie laskawie maz.
            Czy lekcje odrobione - pytam dziecko.
            Jeszcze nie wszystkie.
            To dlaczego ty sie szykujesz do wyjscia?
            No bo wychodzimy przeciez.
            Do lekcji marsz. Pytam meza dlaczego nie dopilnowal czy lekcje zrobione. No
            przeciez my dopiero o 18 tej przyszlismy I obiad im musialem dac. Nie mial
            kiedy nawet zaczac lekcji, o konczeniu nie wspomne.
            Trudno mowie, nie wiem co to za nagla potrzeba, zebysmy wszyscy lecieli w
            srodku tygodnia z wizyta, ale lekcje maja byc zrobione najpierw. Wrocimy ok. 21
            a to juz za pozno na nauke.
            Dziecko zajelo sie lekcjami, ja jedzeniem
            Zjadlam nawet sie nie dlawiac z pospiechu, o doprowadzniu sie do ladu
            zapomnialam, zawolalam dziecko, ze czas wychodzic bo ja juz gotowa jestem……….a
            zla godzina co robila? Wlasnie przelatywala ze zlosliwym chichotem.
            Przypomnialo mi sie, ze mialam tego wieczoru zrobic pranie. Niestety
            przekladane juz od 2 dni, a to oznacza, ze na mus trzeba prac, albo nastepnego
            dnia wystapimy bez bielizny I w letnich spodniach.
            19.45 - trudno musze nastawic przed wyjsciem, bo pralnie zamykaja o 21 I po
            powrocie nie zdaze. I tak nie uda mi sie wysuszyc, ale z tym sobie poradze.
            Grunt to uprac.
            Odeslalam dziecko spowrotem do zajec naukowych a sama przystapilam do selekcji.
            O 20 udalo nam sie wyjsc. Wrocic musielismy przed 21, zeby wyjac pranie z
            pralki, zanim zamkna pralnie, w przeciwnym wypadku bede musiala czekac az do
            rana. A rano to pranie to ja juz potrzebuje suche a nie na wpol zgnile.
            Udalo sie. Zdazylam wrocic I wyjac. Teraz tylko szybko jakas mala kolacje dla
            dzieci, do kapieli, potem my - I dopiero wtedy moge rozwiesic pranie.
            Maz wola - sluchaj czy my mamy jeszcze chleb?
            W zamrazarce sprawdz.
            Sprawdzilem, nie ma.
            O……..
            No wlasnie. Czy czegos jeszcze nie ma?
            Nie wiem, nie bylo mnie w domu.
            To ja pojade do nocnego.
            Jedz I kup jeszcze mleko.
            Nie musze mowic, ze musialam czekac az malzonek szanowny wroci, zebym mogla to
            cholerne pranie rozwiesic. O 12.10 bylam juz w lozku.
            • lylika Re: Zupelnie inna historia cz.1 08.02.07, 20:59
              smile Gooniu, "normalnie" to wcześniej się kładziesz? smile
              • goonia Re: Zupelnie inna historia cz.1 08.02.07, 21:05
                powiem inaczej -"normalnie" potrzebuje 9 godzin snu. 8 to absolutne minimum
                potrzebne do normalnego funkcjonowania. Owszem sypiam krocej, chadzam spac
                pozniej ale sporadycznie. Dluzsze okresy wzmozonej aktywnosci sa nie wskazane,
                odbijaja sie wszystkim, nie tylko czkawka.
                Dobe mam za krotka o kilka godzin, niestety i z czegos trzeba rezygnowac,
                czesto ze snu wlasniesad
              • goonia Re: Zupelnie inna historia cz.2 08.02.07, 21:06
                Nastpengo dnia…….. nie mysleliscie chyba, ze to juz koniec.
                Wszystko normalnie. Maz idzie z synem na sanki. W drzwiach byl, jak zadzwonila
                komorka. Kolega, ktorego prosilam o przelozenie gniazdka. Mialam kupic kabel,
                gniazdko, 100tysiecy metrow kabla I roznych plastikowych uchwytow z
                gwozdzikiem, I zadzwonic, ze mam I wtedy jkidy on bedzie mial czas to mi to
                przelozy. A tak na prawde to moj maz mial te kable pociagnac a kolega tylko
                podlaczyc koncowki.
                Kolega powiedzial, ze wszystko ma I on wpadnie to zrobic.
                Maz mowi, ze idzie na sanki, ale o 21 bedzie spowrotem. Super.
                Okazalo sie, za zuzylismy 150 tysiecy metrow kabla, ze przewiercac sie trzeba
                bylo przez 3 sciany, ze uchwyty z gwozdzikami sa za duze. O 22.30 moglam kapac
                dzieci, rozwieszac kolejne pranie, ktorego nie zdazylam wysuszyc I przygotowac
                rzeczy na nastepny dzien. Zdaje sie, ze obiad mialam, choc pojecia nie mam
                skad. Ja nie gotowalam.
                Nie wiem dokladnie o ktorej bylam w lozku, ale duuuuzo pozniej niz bym chciala.
              • goonia Re: Zupelnie inna historia cz.3 08.02.07, 21:09
                Nastepnego dnia udalo mi sie wyjsc z pracy normalnie, nic mi nie ucieklo. I tak
                sobie myslalam jak ja przyjde do domu, jak sie wykapie, jak sie walne do lozka,
                to nic mnie nie bedzie obchodzilo. Odpoczac musze I basta. A zla godzina co
                robila? Ona mi siedziala na ramieniu od wczoraj, I przedwczoraj I nigdzie sie
                nie wybierala.
                Przyszlam do domu, nic sie nie zepsulo, nikt nie zachorowal, pranie suche,
                chleb jest, tylko maly problem z lekcjami - do rozwiazania przed 21. Dzieci
                najedzone.
                Telefon. Do mnie??? Znajowmy ma ogromna prosbe, bo oni jutro musza wystac wazne
                pismo I to juz ostatni dzien I czy ja bym mu mogla powiedziec czy to jest
                dobrze, bo oni juz maja napisane ale sie chca upewnic. Czytaj, mowie.
                Nie rozumiem. Przeczytaj wolniej, prosze, to w koncu 3 zdania.
                Dobrze jest? Pyta znajomy.
                Hmm jak by tu dyplomatycznie…….nie, nie jest dobrze. Sluchaj wyslij mi to
                faksem do pracy, zebym miala wszystkie informacje. Ja Ci to napisze I odesle.
                Niestety to musi bys podpisane a jutro matki nie bedzie I nie podpisze tego co
                napiszesz. Moze podyktuj mi przez telefon albo ja przyjade?
                Przyjedz mowie. Ja odpale machine to sie szybko napisze.
                Przyjechal akurat jak wyjmowalam mlodsze dziecko z kapieli. Duze moglo sie umyc
                samo. Wsadzilam zatem malego golasa do lozka I zabralam sie za pisanie pisma.
                Najpierw okazalo sie, ze nie wiemy jaka jest dokladna nazwa instytucji do
                ktorej piszemy pismo, niby nie szkodzi bo idzie faksem, ale ja jakos nie lubie
                takich brakow. Potem brakowalo nam numeru faksu. Jeszcze czegos tam tez
                brakowalo. Po wszystko trzeba bylo zadzwonic, nie hurtem, pojedynczo. Dziecko w
                lozku zaczyna marudzic.
                Pismo napisane, wydrukowane.
                Sluchaj a moze bys napisale tez to dugie, co mowilas, ze powinno isc z tym
                razem, zeby byl komplet? pyta znajomy.
                Moge napisac, informacje juz mam wszystkie I wystarczy 90% listu skopiowac,
                zeby bylo drugie, nieco inne.
                Napisalam, wydrukowalam.
                W miedzyczasie rozmawialismy, ze wogole to mozna jeszcze inaczej rowiazac jego
                problem. Na co znajowmy pyta czy mogla bym napisac trzecie pismo na druga
                ewentualnosc, bo on sie jeszcze zastanowi I zrobi moze tak a moze inaczej.
                Ja pisze, dzieciak wrzeszczy, znajomy sie zdeklarowal, ze poczyta ksiazeczke.
                Deklaracja zostala przyjeta. Juz koncze pisanie calkiem innego pisma niz 2
                pierwsze. Znajomy - sluchaj, ona jest jakas ciepla I pokasluje. Pewnie, ze
                pokasluje - mysle siedzi gola od pol godziny to I zmarzla.
                Wepchnelam wszystki kartki w garsc znajomego I poszlam mierzyc temperature.
                38.5C - moglo byc gorzej.
                Teraz tylko pizamka, leki. Umyje sie I ide spac.
                O starsze dziecko jeszcze nie umyte.
                Poczekam. O 12.00 juz bylam w lozku.
              • goonia Re: Zupelnie inna historia cz.4 i ostatnia 08.02.07, 21:10
                Nastepnego dnia - a to juz piatek, mialam zabrac syna do ortopedy. Zeby nie
                tracil calego dnia szkoly, umowilam sie, ze przyjade po niego o 14, pojdziemy
                na wizyte a potem wrocimy do mnie, do pracy. Biorac pod uwage fakt, ze na
                dworzu -14C z wiatrem x2 cala ta wycieczka malo przyjemna byla.
                Zadzwonilam, do meza, zeby nas odebral z metra , bo glodni jestesmy I wogole
                zmeczeni, I nie chce nam sie w taki ziab czekac na autobus.
                Nie ma sprawy ,zadzwon jak bedziecie wychodzic. Z pracy, ze wzgledow roznych
                udalo nam sie wyjsc dopiero o 19. Dzwonie, ze wychodze.
                Ale wiesz co, mowi maz. Mala zwymiotowala obiad I ciepla jest. Poczekaj chwile,
                to jej zmierze temperature.
                Czekam
                39.9
                Jade. Bede dzwonic jak wysiade z metra.
                Dzwonie.
                Oni dopiero sie ubieraja, bo mala leci przez rece I ciezko ja bylo umyc I ubrac.
                Odbierz nas z przystanku. Jedziemy sami.
                Jedziemy, przesiadamy sie do samochodu pedem I do szpitala.
                Wracamy o 23. Szybko sie udalo. Przewidywalam 1-sza nad ranem.
                Moze dla niektorych chodzenie spac o polnocy to mieta z bobrem, ale ja
                przepraszam, ja po 22.30 czesto nie rozumiem co sie do mnie mowi. Z braku czasu
                chodze spac o 23. Ale to sie baaardzo zle odbija na wszystkim.
                I to by bylo na tyle…..zaraz, zaraz, gdzie czarna gadzina? Bo moze juz sobie
                poszla a ja ja niebaczie przywoluje.

                • asia.sthm Re: Zupelnie inna historia cz.4 i ostatnia 08.02.07, 21:35
                  Goonieczko, jak ladnie proba mikrofonu ci wyszla. Cala w wypiekach sledze twoje
                  losy i .... czekam na doniesienie: Goonia sie wyspala jak mlody susel.

                  A na czarna godzine podobno mozna zastawic sidla.
    • groha Re: Raz, dwa ,raz dwa 09.02.07, 11:09
      Gooniu, pożyczę sobie określenie: "głucha na oczy", dobrze? smile)
      • goonia Re: Raz, dwa ,raz dwa 09.02.07, 15:26
        Pozyczaj co chcesz.

        Jak susel to wyglada moja Kicia gdy siedzi w kuchni i usiluje wyweszyc co dzis
        do jedzeniasmile

        Ja sie jeszcze kiedys wyspie, prawie na pewno, ale to nie bedzie w tym
        tygodniusmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka