Dodaj do ulubionych

Making Avonlea - ciekawostki

13.02.13, 22:36
Poniżej postaram się umieszczać co bardziej interesujące informacje i interpretacje ze zbioru "Making Avonlea. L. M. Montgomery and Popular Culture" pod redakcją Irene Gammel. Książka ukazała się w 2002 roku nakładem University of Toronto Press.
Obserwuj wątek
    • supervixen Kto nie ceni Ani? 13.02.13, 23:32
      Źródło: "Anne of Green Gables" Goes to University: L.M. Montgomery and Academic Culture - Carole Gerson

      Tytuł posta traktuje treść artykułu nieco wybiórczo, przyznaję ;) Artykuł omawia oczywiście także przypadki doceniania twórczości Montgomery (przytacza ilość artykułów naukowych, prac magisterskich, doktorskich) jednak to niecenienie, które przez wiele dekad wcale nie było taką rzadkością, wydaje mi się ciekawsze :D

      Autorka pisze między innymi o krytyce, którą przytaczałam już w wątku o biografii i pozwolę ją sobie stamtąd przekleić:

      "Lucy M. Montgomery podzieliła krótkotrwałą popularność Ralpha
      Connora serią cukierkowych historyjek dla dziewcząt, rozpoczynającą
      się od Ani z Zielonego Wzgórza (1908). Literatura kanadyjska nie
      mogła niżej upaść; i wspominam o niej jedynie po to, aby pokazać
      brak dojrzałych powieści w owym czasie." (William Arthur Deacon)

      Nie pamiętam, czy ta informacja pojawiła się też w biografii, ale Maud była podobna wściekła.

      W 1949 roku, czyli już po śmierci Maud i 41 lat po premierze Ani powstała na zamówienie UNESCO lista 100 anglojęzycznych książek kanadyjskich o szczególnej wartości. Jak zaznacza Gerson, komitet wybierający te książki, a składający się z przedstawicieli kanadyjskich instytucji kulturalnych, był w 100% męski ;) Ania, ani żadna inna książka LMM, nie pojawiła się na liście. 50 lat później, w 1999, w podobnych rankingach stworzonych przez Quill and Quire oraz Globe and Mail Ania znalazła już swoje miejsce. W Q&Q była na 10 pozycji, w G&M ilustracja Ani znalazła się nawet na okładce tego wydania.

      Desmond Pacey (en.wikipedia.org/wiki/Desmond_Pacey) w swojej książce "Creative Writing in Canada" z 1952 roku napisał, że Ania to "klasyk literatury dziecięcej i śmiesznym byłoby przykładać do niej standardy literatury dla dorosłych". A skąd jej popularność? Ano stąd, że nosiła "wszelkie cechy tego rodzaju eskapistycznej literatury, którego pożądało wulgarne, materialistyczne pokolenie".

      W 1964 roku, w "Literackiej historii Kanady", które to dzieło Gerson określa jako monumentalne, Montgomery została uznana za ważną autorkę literatury dziecięcej, a jednocześnie napisano, że "listy Montgomery ujawniają głębię intelektu i dociekliwość umysłu rzadko widoczne w jej dziełach". (W książce tej zresztą popełniono błąd w jej imieniu - figuruje tam jako Maude)

      No i na koniec przykład najbardziej współczesny. Znany kanadyjski antykwarysta Steven Temple stwierdził, że "to smutne, że Lucy Maud Montgomery budzi takie zainteresowanie, podczas gdy ważni pisarze pokroju Laytona są coraz to bardziej ignorowani".
      • sowca Re: Kto nie ceni Ani? 14.02.13, 21:51
        A my mamy w nosie takich krytykantów :D
        Świetny pomysł masz, Supervixen, pisz, pisz, będziemy dozgonnie dźwięczne!
        • supervixen Re: Kto nie ceni Ani? 15.02.13, 09:50
          Mam nadzieję, że uda mi się wyłuskać dla was jakieś interesujące rzeczy ;)

          Zainspirowana tym artykułem o twórczości Montgomery w środowisku akademickim, zajrzałam na stronę lmmresearch.org. Znajduje się tam obszerna lista źródeł. Tutaj: lmmresearch.org/browse-by-name/ jest lista nazwisk osób, które napisały książki, artykuły etc. Wypatrzyłam tylko jedno polskie nazwisko, Barbary Wachowich, która jak wiecie wystawiła Błękitny zamek, a tutaj figuruje jako autorka artykułu z '87. Chętnie bym go zresztą przeczytała, więc jeśli ktoś jakimś cudem ma dostęp, to będę wdzięczna ;)

          Wachowicz, Barbara. “L.M. Montgomery: At Home in Poland.” Canadian Children’s Literature / Littérature canadienne pour la jeunesse 46 (1987): 7–36.

          Tak sobie myślę, że trochę szkoda, że to tylko ta jedna pozycja, biorąc pod uwagę popularność LMM w Polsce (którą nawet Rubio w biografii podkreśliła)...
          • supervixen Re: Kto nie ceni Ani? 15.02.13, 09:56
            Ba, w tym roku ukaże się książka "Anne around the World: L.M. Montgomery and Her Classic" i tu także nie widzę polskiego akcentu...
            lmmresearch.org/anne-around-the-world/
    • supervixen Co łączy Anię i Tinky Winky? 16.02.13, 23:52
      Źródło: Anatomy of a 'National Icon': Anne of Green Gables and the 'Bosom Frends' Affair - Cecily Devereux

      Ponieważ Ania na przestrzeni lat stała się kanadyjską ikoną narodową, sprawy z nią związane pojawiają się w mediach, np o sporach prawnych między Sullivanem i spadkobiercami LMM, o licencji na produkty wykorzystujące wizerunek Ani czy też o plagiacie, który miałaby popełnić LMM (artykuł "Czy Ania z Zielonego Wzgórza w rzeczywistości pochodzi ze Słoneczego Potoku?" - tutaj taka uwaga z mojej strony: Devereux nie komentuje tego tytułu, ale wydaje mi się, że musiał być on raczej wabikiem, jako że Ania jest bardziej popularna niż Emilka. Rebeka ze Słonecznego Potoku jest bowiem znacznie bardziej podobna do Emilki niż do Ani). Fala artykułów o Ani miała też miejsce w roku 2000.

      Otóż latem 2000 odbył się coroczny Kongres Nauk Społecznych i Humanistycznych, gdzie wydzielono blok na trzy wystąpienia o twórczości LMM. Jedno z nich nosiło tytuł "Serdeczne przyjaciółki: Lesbijskie pragnienia w książkach o Ani autorstwa L.M. Montgomery". Autorka, Laura Robinson, przestudiowała w nim związki Ani z jej przyjaciółkami, szczególnie Dianą i Ewą Moore; to, że u LMM tylko kobiety się tulą, trzymają za ręce, całują, wyznają sobie miłość; Ania zachwyca się małym Jimem z Ewą, bo Gilberta nie bardzo widać w Wymarzonym Domu itd.

      Tom Spears, redaktor gazety Ottawa Citizen, poprosił autorki referatów jeszcze przed kongresem o przesłaniu mu tekstów, aby mógł napisać o nich artykuł, ostatecznie napisał tylko o tym jednym;
      artykuł ukazał się zresztą przed wygłoszeniem referatu (tego samego dnia, no ale gazeta wychodzi rano). Artykuł nosił tytuł: "Szokująco erotyczna" Ania była lesbijką, twierdzi badaczka. Napis pod zdjęciem filmowych Ani i Diany głosił: "Przyjaźnie bohaterki z Zielonego Wzgórza pełne homoerotycznych, sado-masochistycznych aluzji - usłyszą dziś uczestnicy konferencji".

      No i tu właśnie mamy ten punkt styczny między Anią i Tinky Winky (na to podobieństwo powołuje się sama Devereux). Podobnia jak Tinky Winky ze swoją torebką, Ania została bohaterką burzy w medialnej szklance wody, gdy zaczęły pojawiać się artykuły o tym, że Robinson zakwestionowała jej orientację seksualną. Robinson została skrytykowana i wyśmiana. Wśród artykułów na ten
      temat znalazły sie m.in. "Anne of Green Gay-bles" i "Czy nasza Ania z Zielonego Wzgórza snuła lesbijskie fantazje? A może pani profesor wypiła za dużo porzeczkowego wina Maryli?"

      Co zaś do samego referatu, Devereux pisze, że jego treść została przez dziennikarzy uproszczona czy wręcz niezrozumiana, ba, część artykułów została napisana w ogóle bez znajomości treści referatu. Sama Robinson twierdzi, że nie napisała/powiedziała wcale, że Ania była lesbijką czy nawet "stłumioną" lesbijką. Tu jednak Devereux łapie ją za słowa: czemu w takim razie taki tytuł, czemu w korespondencji ze Spearsem wspomniała o "lesbijskiej interpretacji Ani", no i w końcu co z faktem, że - wg Devereux - w książkach o Ani (i Emilce) naprawdę jest dużo homoerotycznego języka i że np między Anią a Julianną Brooke czy Emilką a panną Royal występuje element erotycznego napięcia.


      Pamiętacie może, czy i do naszej prasy jakaś wzmianka trafiła? Dziś taki "sensacyjny" artykuł to by połowa portali pewnie przedrukowała.
      • jhbsk Re: Co łączy Anię i Tinky Winky? 18.02.13, 12:13
        U nas niczego takiego nie czytałam. A osobiście uważam teksty o tych lesbijskich skłonnościach za brednie.
        Ktoś chce coś urwać z popularności Ani i tworzy takie wypociny.
      • asiunia311 Re: Co łączy Anię i Tinky Winky? 09.10.13, 15:39
        A niechby Ania była biseksualna - i co z tego? Mi to lotto. Niemniej, uważam takie dywagacje za sporą nadinterpretację. I, albo jestem ślepa i niekumata, albo rzeczywiście 'napięcie erotyczne' pomiędzy Emilką a Janet Royal to wymysł godny wyśmiania. Porównanie z Tinky Winky bardzo trafione. Tylko kompletny ignorant może doszkać się takuich sygnałów w słynnej scenie wywiadu, który Emilka przeprowadzała z panną Royal.
      • slotna Re: Co łączy Anię i Tinky Winky? 18.10.13, 17:51
        Ja bym chciala przeczytac sam artykul - o ile Diana to bylo ciele, o tyle miedzy Ania a Julianna naprawde wyczuwalam napiecie ;)
    • supervixen O byciu fanką 18.02.13, 18:54
      Źródło: Confessions of a Kindred Spirit with an Academic Bent - Brenda R. Weber

      No dobrze, postanowiłam sobie, że o każdym artykule napiszę choć parę słów, ten mi jednak sprawy nie ułatwia ;) Jest to bowiem bardzo osobisty tekst i ciekawostki z niego to raczej ciekawostki z prywatnego życia pani Weber niż coś o Ani. "Naukowa" istota artykułu też raczej nie o Ani traktuje, a o konflikcie literaturoznawcy, który z emocjami fana podchodzi do analizy ukochanych dzieł literatury popularnej.

      Co mogę przytoczyć: autorka wymienia "Aniowe" spotkania w swoim życiu, a to jakaś 10letnia Afroamerykanka, która podejrzała jej lekturę i pochwaliła się, że ona też doczytała już do Wymarzonego Domu; a to dwie Francuzki, matka i córka, czytające wspólnie Anię w oryginale w czasie lotu samolotem; przypadkowo poznany na imprezie młody mężczyzna, który przeczytał (i polubił) Emilkę i Anię, bo to były książki najważniejsze dla jego żony; w końcu rudowłosa studentka autorki, która w czasie wyczytywania listy poprosiła, żeby mówić na nią nie Paige jak na liście, tylko Anne, i zatchnęła się z wrażenia, gdy w odpowiedzi otrzymała pytanie, czy to ma być "Anne with an E" (czyli Ania, nie Andzia ;)). Choć to nie ja te osoby spotkałam, to miło wiedzieć, że Ania łączy ;)

      Pisała też o wizycie na "Zielonym Wzgórzu" i po czym można poznać konkretne pokoje, ale jak pisze, pokój Ani rozpoznała wcale nie po tym, że szlochały w nim japońskie turystki.

      No cóż, jeśli kiedyś tam jednak dotrę, to może też się rozszlocham :P
    • supervixen O włosach 19.02.13, 10:26
      Źródło: Taking Control: Hair Red, Black, Gold, and Nut-Brown - Juliet McMaster

      Całkiem ciekawy artykuł o, jak możecie się domyślić, włosach bohaterek :) A konkretnie o włosach Ani (to niejako oczywistość, jako że nie ma Ani bez kwestii włosów ;)) i Emilki. Mamy tu dwa, gdzieniegdzie splatające się, wątki. Po pierwsze kolor. Rudość Ani - jej niechęć do tego koloru, utożsamianie go z brzydotą, a z brzydoty zrobienie przyczyny życiowych smutków (bo gdyby była ładniejsza, to by ją ktoś zechciał - pyta Marylę, czy zatrzymaliby ją, gdyby miała orzechowe włosy...). Krytyczne słowa wobec włosów wywołują u Ani gwałtowne wybuchy (Gilbert, pani Linde). Kiedy Ania na własną rękę postanawia zawalczyć z rudością, nie udaje jej się to, ale jednocześnie w pewien sposób ta walka prowadzi do większej akceptacji tych włosów - Ania dochodzi przecież do wniosku, że były rude, ale przecież długie, gęste, falowane i nawet nie zdawała sobie wcześniej sprawy z tego, że było to dla niej ważne. I kiedy ktoś już o prawie dorosłej Ani mówi, że ma tycjanowskie włosy, ta cieszy się, ale to już nie jest kwestia życia i śmierci jak u jedenastoletniej Ani.
      Poza tym, już na długo przed farbowaniem, Ania dochodzi do wniosku, że choć nawet nie potrafi sobie wyobrazić, że wygląda jak kruczowłosa Lady Kordelia i choć jest "tylko" Anią z Zielonego Wzgórza, to milion razy lepiej jest być Anią z Zielonego Wzgórza niż Anią znikąd - i całuje odbicie swego piegowatego oblicza w lustrze ;)

      Kolor włosów Emilki jest z kolei ucieleśnieniem marzeń Ani - te ciemne loki ;) Autorka artykułu przypomina stereotypowy i utrwalony w literaturze (np u Waltera Scotta) podział na jasne/dobre i ciemne/tragiczne, mroczne (który zresztą także Ania wykorzystuje w swoim opowiadaniu o Geraldynie i Kordelii) i Emilka jest taką właśnie mroczną, targaną namiętnościami duszą.

      Drugi wątek to "sprawczość" bohaterek, które robią coś z własnymi włosami, choć teoretycznie nie powinny tego robić (albo nie robią, kiedy powinny). Włosy to część naszego ciała, którą stosunkowo łatwo zmienić - można ściąć, pofarbować, zakręcić itd. Jednak nie oznacza to, że panuje absolutna dowolność w decydowaniu o własnej fryzurze (a z pewnością nie panowała za czasów Ani i Emilki). Ograniczają nas nakazy opiekunów, obyczaje w danym społeczeństwie itd. Mamy więc Anię, która decyduje się na desperacki krok i farbuje włosy ;) Wie, że jest to "a little wicked", ale obliczyła koszty i wyszło jej, że jednak się ten występek opłaca... No i Emilka, która swą sprawczość dwukrotnie wykazuje - najpierw wtedy, gdy ciotka Elżbieta chce jej obciąć włosy (co ma być też symboliczną próbą utrzymania w ryzach niezrozumiałej dla ciotki Elżbiety kreatywności Emilki), a Emilka powstrzymuje ją murrayowskim spojrzeniem, a potem gdy Emilka robi sobie grzywkę, a potem niestety obcina ją do skóry. Nad tą grzywką autorka artykuły nie rozwodzi się za bardzo, ale przecież dla Emilki była ona prawdziwym obiektem marzeń - rozmyślała, że gdyby miała grzywkę, to ktoś napisałby o niej wiersz, że Tadzio uznałby ją za ładną itd.

      Pojawiają się też odniesienia do innych bohaterek literackich - głównie Jo March z Małych kobietek (która ścięła i sprzedała swoje włosy) i Maggie Tulliver z Młyna nad Flossą (nie czytałam, więc nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam kolejność wydarzeń - chyba zapowiedziano jej, tak jak Emilce, że obetną jej włosy, a ona ubiegła to wydarzenie i zrobiła to sama. Poprawcie mnie, jeśli mieszam).


      I jeszcze moje dwa grosze. Autorka nie wspomina ani słowem o Joannie, a tymczasem wydaje się, że Joanna byłaby wręcz podręcznikową ilustracją takich włosowych teorii. Być może chodzi o fakt, że Joanny nie powstrzymuje przed zmianą fryzury faktyczna władza rodzicielska czy inna, a jej własna pasywność.

      W każdym razie, kiedy ją poznajemy jako stłamszoną starą pannę, nosi od lat fryzurę à la pompadour, której nie lubi i w której źle wygląda, bo ktoś z rodziny tak jej przykazał. I tak jak nie potrafi zmienić innych rzeczy w swoim życiu, tak i na zmianę fryzurę boi się odważyć (co najwyżej na chwilę przed lustrem, w samotności).

      Kiedy wybiera się na niesławną rodzinną uroczystość, po raz pierwszy decyduje się zrezygnować z pompadour i uczesać inaczej (co pani Fryderykowa znosi w dyplomatycznym milczeniu).

      Przed potańcówką w Chidley Corners idzie o krok dalej i nie tylko czesze się korzystnie, ale i wplata we włosy kwiaty.

      No i na końcu, już po ślubie, rękami Edwarda ścina włosy na krótko, jak twierdzi LMM - nim stało się to modne ;)

      Cóż, jest to dość oczywiste, no ale jak analizować, to analizować :P
      • lucy-lotta Re: O włosach 19.02.13, 21:09
        Och, przefascynujące, supervixen!! Proszę o więcej :)
      • slotna Re: O włosach 18.10.13, 18:00
        > No i na końcu, już po ślubie, rękami Edwarda ścina włosy na krótko, jak twierdz
        > i LMM - nim stało się to modne ;)

        Oesu, znow jakas nowosc. Znam na pamiec te okrojona wersje, te szersza czytalam tylko raz...
        • supervixen Re: O włosach 19.10.13, 16:26
          > Oesu, znow jakas nowosc.

          Slotna, wiesz że często jak jest dyskusja o jakichś 'zaginionych' w polskich wersjach faktach itp to mam przed oczami twoje słowa:

          "Nic nie wiem! Wchodze na to forum i okazuje sie, ze Rilla nie miala wasow, a Elliot nie byl marszalkiem. A Edward byl ryzy. Strrraszne :)"

          forum.gazeta.pl/forum/w,30357,87655382,93053844,Re_Ania_z_Szumiacych_Wierzb_i_inne.html
          :DDD

          A co do tych włosów to proszę:

          "This was before the day of bobs and was regarded as a wild, unheard-of proceeding--unless you had typhoid. When Mrs. Frederick heard of it she almost decided to erase Valancy's name from the family Bible. Barney cut the hair, square off at the back of Valancy's neck, bringing it down in a short black fringe over her forehead. It gave a meaning and a purpose to her little, three-cornered face that it never had possessed before."
          • slotna Re: O włosach 20.10.13, 20:45
            > Slotna, wiesz że często jak jest dyskusja o jakichś 'zaginionych' w polskich we
            > rsjach faktach itp to mam przed oczami twoje słowa:

            Milo mi ;))

            > A co do tych włosów to proszę:

            Jakie to fajne! No i czemu wycieli, kurde blaszka :// Nic takiego nie bylo w mojej wersji, pierwsze slysze, zeby Edw... no ten Barni jej wlosy scinal.
          • slotna Re: O włosach 20.10.13, 20:49
            Jezu, kliknelam w ten link, to bylo ladnych pare lat temu ;) Jak dlugo juz tu siedze, szok. A moja Rilla wbrew wszystkiemu nadal ma jasny, zlocisty meszek nad gorna warga...
    • supervixen O czytaniu pamiętników 20.02.13, 11:30
      Źródło: 'This has been a day in hell': Montgomery, Popular Literature, Life Writing - Margaret Steffler


      Na początek zaznaczam, że autorka pisała przede wszystkim o doświadczeniach czytelniczek Maud ze swojego pokolenia, które Anię mogły czytać jako dzieci, a w momencie publikacji pamiętników były już dorosłe (dziś oczywiście pamiętniki może przeczytać i dziecko, no w każdym razie dziecko anglojęzyczne;))

      Istota artykułu sprowadza się do stwierdzenia, że czytamy pamiętniki Maud nie jedynie jako tło dla jej twórczości, ale jako uzupełnienie i kontynuację jej powieści, ponieważ z jej literackimi bohaterkami możemy utożsamiać się jako dzieci, ale w dorosłości bratnią duszę prędzej odnajdziemy w Maud.

      Maud i Ania startują w pamiętnikach i cyklu powieściowym z równego poziomu, ale ich rozwój wygląda inaczej, a i my odbieramy je w innych momentach naszego życia (przypominam o uwadze ze wstępu;)) Czytamy o młodej Ani jako dzieci czy młode dziewczęta, a potem Ania dorasta, ale my o tym dorastaniu czytamy wciąż będą na etapie "avonlejskim".

      Kiedy i my dorośniemy, nie znajdziemy w dorosłej Ani odbicia dorosłych napięć i konfliktów ze światem i społeczeństwem, które zawsze nas w jakiś sposób ograniczają, tak jak znajdywałyśmy je w jej młodzieńczej wersji. (Gwoli ścisłości, autorka nie twierdzi, że późniejsze książki są kompletnie wyzute z napięć i konfliktów, ale przede wszystkim, że one nie dotyczą już tak bardzo głównej bohaterki, a zostają przerzucone na postaci takie jak Ewa Moore). A jako czytelników konflikty interesują nas najbardziej, bardziej niż ich rozwiązania (dlatego ważniejsza jest dla nas scena rozwalenia tabliczki na głowie Gilberta niż ich pojednawcza rozmowa na końcu książki).

      Jak wiadomo, Maud nie lubiła pisać o dorosłej Ani, już w okolicach Ani na uniwersytecie pisała, że idzie jej to ciężko, bo uważa, że najlepiej wychodzi jej humor, a o młodych kobietach nie powinno się z takim humorem pisać (??). Porównała pisanie tej książki do brania ślubu w celu pozbycia się męża. Poza tym pisała:

      "Muszę Anię co najmniej zaręczyć, bo inaczej nigdy nie dadzą mi spokoju. Więc jest to raczej beznadziejna perspektywa i mam wrażenie, że czas poświęcony na napisanie tej książki będzie czasem zmarnowanym. Mogłabym zamiast tego zająć się czymś znacznie bardziej
      wartościowym".

      Ale wymuszone czy nie, szczęśliwe rozwiązanie romantycznych przygód Ani jest dla nas pewnym zakończeniem, nie odczuwamy nią potem takiego zainteresowania, nie dlatego, że dzieci jako takie są ciekawsze, tylko dlatego, że dorosła Ania nie jest tu pokazana jako osoba, która przeżywa istotne napięcia i konflikty. A żeby poczuć to, co autorka nazywa empowerment, czyli poczucie, że przybywa nam siły/mocy/władzy, najpierw musi taki konflikt/napięcie nastąpić. W prawdziwym życiu to skonfliktowanie nie kończy się po okresie młodości, dlatego życie wewnętrzne dorosłej Ani może wydać nam się nierealistyczne. A realistyczną wersję, z załamaniami, wątpliwościami (Maud pisała w pamiętniku np o absolutnym dole poprzedzającym jej własny ślub) znajdziemy właśnie w pamiętnikach Maud. Choć zewnętrznie robi ona dobrą minę, wewnętrznie pozwala sobie na smutek, złość, poczucie beznadziei, które nie znajdą książkowego happy endu, ponieważ nie nastąpi cudowne rozwiązanie akcji. Autorka podkreśla, jak ważne w pamiętnikach Maud jest słowo znów - znów jest źle, znów brak nadziei etc, co z jednej strony oznacza, że wrócił zły
      czas, ale z drugiej strony - żeby wrócić, najpierw musiał trochę odpuścić.

      Odkrywamy więc w pamiętnikach swego rodzaju kontynuację Ani czy innych powieści, napisaną wciąż tym samym głosem, znanym nam i bliskim, ale o treści, która jest bliższa naszemu dorosłemu postrzeganiu świata niż treść powieści traktujących o dorosłej Ani.


      (Tytułowy "day in hell" odnosi się do dnia ślubu Chestera)
    • supervixen Zdjęcia 21.02.13, 11:15
      Źródło: The Visual Imagination of L.M. Montgomery – Elizabeth R. Epperly

      „Niewielu rzeczy żałuję tak bardzo jak faktu, że za moich szkolnych czasów nie było jeszcze kodaków” – takimi słowami Maud zaczyna się artykuł o niej i o fotografii.

      O tym, jak ważne dla Maud były wszelkie „obrazy”, wie każdy, kto czytał jej książki – trudno nie zauważyć jej plastycznych opisów przyrody (w Ani z Zielonego Wzgórza jest podobno 11 opisów zachodów słońca). Okazuje się, że przez co najmniej 40 lat była zapaloną fotografką (pierwszą wzmiankę o tym hobby uczyniła w pamiętniku pod koniec lat 90ych). Zachowała się ponad 2000 zdjęć jej autorstwa, nie wiadomo ile zniszczyła pod koniec życia, ile zrobiła i oddała innym.

      Nie wiadomo też, kiedy zaczęła fotografować, jaki był jej pierwszy aparat, gdzie go kupiła. Wiemy za to, że w 1911 kupiła nowego, podobno bardzo dobrego Kodaka, żeby robić zdjęcia w podróży poślubnej w Wielkiej Brytanii.

      Epperly pisze, że pomimo tylu dekad aktywnego zainteresowania fotografią, tylko w historii z Małym Człowiekiem w Ani z Szumiących Topoli fotografia odgrywa ważną rolę. Ale jednocześnie przytacza wczesne opowiadanie „Detected by the Camera” (1897), którego bohaterka przypadkowo uwieczniła na zdjęciu złodzieja wychodzącego z właśnie okradzionego domu. Opowiadanie znajdziecie tu: www.gutenberg.org/files/24873/24873-h/24873-h.htm#Detected (nie widzę go na liście nieprzetłumaczonych opowiadań, a więc wyszło chyba w Polsce? Niestety nie pamiętam, a nie mam jakiejś podręcznej rozpiski tytułów). Znalazłam też opowiadanie The Girl and the Photograph, ale nie wiem (jeszcze;)) o czym jest (www.gutenberg.org/files/24878/24878-h/24878-h.htm#The_Girl_and_the_Photograph)

      Z kolei „The Second-Hand Travel Club” z 1902 zostało wydrukowane w gazecie z trzema zdjęciami. Opowiadanie jest o młodej dziewczynie, która postanawia urządzić pokazy o podróżach, które odbyła ze swoich wujostwem i m.in. przebiera się w japoński strój. Dwa z tych zdjęć przedstawiają taką właśnie dziewczynę w japońskim przyodziewku. Nie wiadomo czy zdjęcia były autorstwa Maud (wiadomo jednak, że sama interesowała się Japonią i jej kulturą). Zdarzyło się kilka razy, że jej utwory publikowane były w towarzystwie jej własnych zdjęć (np. opowiadanie „Ethel’s Victory”, co najmniej trzy wiersze, kilka odcinków gazetowego serialu „The Way of the Brick Oven”).

      Nie wiadomo, czy oryginalne wersje pamiętników miały zdjęcia, ale w pamiętnikach już zredagowanych jest ich wiele, w pierwszych nawet często te same zdjęcia się powtarzają. Zdjęcia z pamiętników zachowane są też w osobnej kolekcji. Maud wklejała także cyjanotypy swoich zdjęć do scrapbooków, które prowadziła, a które były bardzo zróżnicowane, jeśli chodzi o dobór materiałów. Np. wkleiła kawałki tkanin, z jakich uszyła sobie suknie do wyprawy ślubnej, a obok nich swoje zdjęcia w każdej z tych sukni.

      Lubiła motyw „zakrętów na drodze”, rzeki, mosty, bramy, płoty. Lubiła czynić z prześwitu światła centralny punkt zdjęcia. W artykule zakręt i prześwit zilustrowane są tym zdjęciem Alei Zakochanych:
      images.ourontario.ca/uoguelph/25964/data
      Autorka pokazuje też dwa zdjęcia dzieci LMM, które uważa za ciekawe i opowiadające swoją własną historię: Chester z kotem oraz Chester i Stuart na plaży (Chester to ten większy):
      images.ourontario.ca/uoguelph/26261/data
      images.ourontario.ca/uoguelph/26480/data
      Poza tym okładka całej tej książki, którą wam streszczam, również zrobiona jest ze zdjęcia zrobionego przez Maud. Przedstawia Norę Lefurgey, przyjaciółkę Maud z Cavendish (Nora była nauczycielką w szkole w Cavendish i mieszkała u Macneillów), która sama trzyma tu w ręku aparat.
      images.ourontario.ca/uoguelph/26168/data
      Epperly pokazuje też jedno zdjęcie, którego nie zrobiła Maud, ale do którego pozowała (a zdjęcie zrobiła właśnie Nora). Co do zasady Maud bardzo świadomie pozowała do portretów, unikała zdjęć z profilu, bo nie lubiła swojego garbatego nosa. Tu jednak mamy coś zupełnie innego – to nie portret, a artystyczny, prowokujący obraz tajemniczej nimfy (w kostiumie kąpielowym;))
      images.ourontario.ca/uoguelph/26043/data
      • yo-a-ko dzięki, supervixen... 21.02.13, 21:41
        ...za to, co napisałaś dotychczas, i czekam na dalsze Twe posty :-)
        • supervixen Re: dzięki, supervixen... 21.02.13, 23:51
          Dzięki ;) Nie żebym się domagała pochwał czy coś, ale miło wiedzieć, że ktoś to czyta ;)
          • jhbsk Re: dzięki, supervixen... 22.02.13, 09:05
            Pewnie, że czytamy :-)
          • yo-a-ko Re: dzięki, supervixen... 22.02.13, 17:05
            I ja co dzień wchodzę na forum, by sprawdzić, czy coś nowego napisałaś :-)
            A już ten dzisiejszy tekst na temat okładek Emilki - miód, malina!
          • asiunia311 Re: dzięki, supervixen... 09.10.13, 16:01
            Pochwała i podziękowanie nieco spóźnione, ale i ja przyłączam się do chóru dziękczynnego:) To bardzo fascynujące informacje. Dzięki!
      • slotna Re: Zdjęcia 18.10.13, 18:28
        Szkoda, ze takie male te zdjecia, przeswietne sa! Szczegolnie ujal mnie Chester z kotem (ja bym powiedziala, ze zrobione cyfrowa lustrzanka ;)) i Maud - nimfa.
    • supervixen Re: Making Avonlea - ciekawostki 22.02.13, 10:52
      Źródło: Writing in Pictures: International Images of Emily – Andrea McKenzie

      Autorka analizuje okładki emilkowej trylogii od połowy lat 20 do schyłku 50, z USA, Kanady, Szwecji i Holandii. Analiza ta jest głównie pod kątem tego, jak przedstawiono pisarstwo Emilki.

      O amerykańskiej okładce pierwszej części Maud powiedziała, że to jej ulubiona z dotychczas wydanych okładek. Mamy na niej Emilkę, za nią Królową Wichrów (taka blada postać, tutaj niestety praktycznie niewidoczna)
      www.english.uwaterloo.ca/courses/engl208c/mont6.jpg
      Szwedzka pierwsza część, druga od lewej.
      cinnamonbooks.files.wordpress.com/2012/03/img_13261.jpg
      Autorka omawia jeszcze okładkę holenderską, ale nie ma zdjęcia ani w książce, ani w necie. Emilka wyleguje się tam w jakichś luksusowych warunkach i ma otwartą książkę, ale strony są puste, a ona nie trzyma pióra.

      Na amerykańskiej okładce drugiej części Emilka przedstawiona jest z książkami, ale wygląda jakby je czytała, wygląda po prostu jak uczennica.
      www.aquilabooks.com/L%20M%20Montgomery/MontgomeryEmilyClimbsFirst.html
      W szwedzkiej wersji (link ten sam co wyżej, okładka druga od prawej), Emilka trzyma w ręku książkę/notatnik, na której możemy wypatrzyć jej nazwisko. Zwróćcie uwagę na szwedzkie domki ;)
      Mamy jeszcze okładkę kanadyjską, dość neutralną (w tym sensie, że mogłaby to być dowolna dziewczyna, nie ma kota, książki czy innych charakterystycznych elementów, ewentualnie śnieg wskazuje na Kanadę), poza tym autorka sugeruje, że Emilka może kierować rozmarzony wzrok na mężczyznę, który znajduje się poza obrazkiem.
      www.oocities.org/emily_new_moon/EmilyClimbsDC2.jpg
      Amerykańska trzecia część przedstawia Emilkę czytającą w nocy, gdy powinna spać, jest pomiędzy światem natury (księżyc), a tym, co stworzone przez człowieka (świeczka), zamknięta w ścianach swego pokoju. (Mnie tylko dziwi, że Emilka wygląda tu tak dziecinnie, ale może na zdjęciu lepszej jakości wyglądałoby to inaczej – w książce tej okładki nie ma, więc mam tylko wersję netową)
      www.oocities.org/emily_new_moon/EmilysQuestFirstEdition.jpg
      Jest też w książce pokazana i omówiona okładka holdenderska, ale też jej nie mogę znaleźć. Na obrazku jest siedzący na ziemi ciemnowłosy mężczyzna i pół-siedząca, pół-leżąca blond dziewczyna (opiera się o jego kolana). On patrzy na nią, ona gdzieś w dal. Pomiędzy ich postaciami naszkicowany jest wielki kałamarz z piórem. I choć do takich interpretacji podchodzę sceptycznie (bo po prostu nie do końca wierzę w to, że każdy rysownik się dobrze zastanowi nim stworzy taki okładkowy obrazek – jak widać po blond włosach Emilki chociażby), to faktycznie ten kałamarz jakby oddziela Emilkę i Tadzia ;)

      Posłużyło to zresztą refleksji na temat zakończenia Emilki, które najwyraźniej nie tylko na naszym forum budzi wątpliwości. Autorka przytacza opinię Elizabeth Epperly, która uważa, że zakończenie trylogii nie jest końcem kreatywności Emilki, a ze strony LMM nie było tylko poddaniem się życzeniom czytelników, że to zakończenie pokazuje, że można zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko – pogodzić karierę z posiadaniem rodziny itd. Dzięki temu, że Emilka i Tadzio zeszli się tak późno, mieli szansę rozwinąć swoje kariery, niezależnie od siebie nawzajem. Zdaje się jednak, że jest w tym osądzie raczej osamotniona i większość montgomerystów (a tak sobie wymyśliłam;)) uważa, że dla Emilki ślub to koniec kariery, a ona sama została najpierw skrzywdzona przez Deana, a potem poskromiona przez Tadzia.

      (Przyznam, że nie rozumiem takiego przekonania. Owszem, zakończenie Emilki od dawna budzi moje wątpliwości, ale nie pod tym kątem. Sama LMM obowiązki rodzinne i „zawodowe” (w końcu żona pastora to prawie jak zawód) łączyła z pisaniem i to nie tylko w zaciszu domowym, ale udzielała się w stowarzyszeniach literackich etc. Czy Tadzio jest aż tak dominujący, żeby w przypadku Emilki miało to inaczej wyglądać?)

      Pomyślałam też sobie przy okazji o naszych okładkach, a w każdym razie o tej KAWowskiej wersji, którą ja czytałam. Oczywiście, piór, książek etc nie ma na żadnej z nich. Ale myślę, że Montgomery spodobałaby się Emilka, która widzi promyk (bo widzi, prawda? :D ), na okładce pierwszej części… Druga już nie jest aż tak ładna może, ale też pokazuje zachwyt nad czymś niemal magicznym. Gorzej z trzecią, strój Emilki zawsze kojarzył mi się z suknią ślubną i Emilka jest na tej okładce przeszczęśliwa, podczas gdy pół książki spędza w depresji :P

      Więcej okładek możecie same zanalizować dzięki tej stronie ;)
      www.oocities.org/emily_new_moon/emilypictures-Books.htm
      Choć nie widzę tam jednej z moich ulubionych, na której zresztą Emilka zdecydowanie przedstawiona jest jako dziewczę piszące.
      anne.honeytart.com/wordpress/wp-content/uploads/2009/04/emily_climbs_001.jpg
      • supervixen Emilka na okładkach /nt 22.02.13, 10:54

    • skierlinka Re: Making Avonlea - ciekawostki 22.02.13, 14:10
      bardzo bardzo bardzo dziękuję Ci supervixen! czytam z wypiekami:)
    • supervixen Emilka i menstruacja 24.02.13, 22:19
      Źródło: Safe Pleasures for Girls: L.M. Montgomery's Erotic Landscapes - Irene Gammel

      Na początku autorka zauważa, że LMM w pamiętnikach często wspomina o cielesnych przyjemnościach niekoniecznie seksualnych, np rozwodzi się na przyjemnością, jakie daje głaskanie kota, niejako ucieleśnia przyrodę np antropomorfizując drzewa, pisząc o tym, jak np ucałowała jakieś drzewo, o reakcji drzewa na kochankę itd. Podobna otwartość na zmysłowe odczucia, na bogactwo dotyku, dźwięku, zapachu, charakteryzuje tez bohaterki jej książek. W ten sposób zapewnia im przyjemność bez poczucia winny, ba, przyjemność, o którą mogą aktywnie zabiegać.

      Większość artykułu to analiza Emilki.

      Po pierwsze mamy więc kolejne podkreślenie relacji damsko-damskich. Najpierw pomiędzy Emilką i Rhodą, gdzie Emilka jest zauroczona jak zakochana dziewczyna, potem pomiędzy Emilką i Ilzą, (Emilka zauważa fizyczną atrakcyjność Ilzy).

      Po drugie - sytuacje, w których Emilka "zarządza" swoim ciałem - czyli znów sprawa włosów, poza tym Emilka dostaje areszt domowy po chodzeniu na bosaka, nie zgadza się pocałować wuja Wallace'a, buntuje się i depcze zerwany kwiat, gdy Dean mówi jej, że teraz należy do niego, bo uratował jej życie.

      Po trzecie - cechy zmysłowości nadane są także procesowi pisania. Kiedy Emilka rzuca się w wir pisania, pisze "gorączkowo", "bez tchu"... "Policzki jej płonęły, serce biło młotem, radość tryskała z niej wszystkimi porami". Poza tym, jak pisze autorka, co prawda wielu krytyków dopatruje się w Emilkowym promyku metafizycznych, religijnych przeżyć, ale ona (tzn pani Gammel, nie Emilka;)) widzi tutaj fizyczność, zamaskowaną w powieściach przez Montgomery, choć w jej pamiętnikach opisy podobnych przeżyć przypominają opisy orgazmu.

      Kiedy Montgomery skończyła pisać drugą część Emilki, napisała w pamiętniku, że "czytelnicy i wydawcy nie pozwolą mi napisać o prawdziwych młodych dziewczętach [...] Należy je przedstawiać jako słodkie, bezbarwne stworzenia - właściwie wyrośnięte dzieci - którym zupełnie obce są podstawowe życiowe realia i reakcje na nie. O miłości można co najwyżej napomknąć - a przecież młode dziewczęta, wczesne nastolatki często miewają namiętne romanse. Miałaby je dziewczyna taka jak Emilka."

      (Nie sądzę, aby LMM chodziło o prawdziwe romanse w dzisiejszym znaczeniu... Jednak nie mam pomysłu na inne przetłumaczenie "vivid love affairs", żeby mimo wszystko za bardzo nie ułagodzić. Zresztą, może nie mam racji?)

      A już tak bez związku z erotyką itd, Montgomery pisała Emilkę w czasie, gdy redagowała wczesne partie pamiętników, co jest ciekawe biorąc pod uwagę mnogość elementów autobiograficznych.

      No i na koniec zagadnienie tytułowe ;) Autorka uważa, że w całym epizodzie wizyty Emilki u ciotki Nancy LMM zakodowała masę aluzji co do pierwszej menstruacji Emilki i jej swego rodzaju inicjacji. Niektóre z tych aluzji to:

      - kiedy Emilka dojeżdża do Księżego Stawu, wita ją niebo o kolorze "smoky red" (w mojej wersji ten kawałek jest skrócony i nie ma nic o czerwoności, jednak to stare wydanie było pociachane, ech :/ )
      - ciotka Nancy i Karolina są jak dwie wiedźmy, mamy więc sugestię pewnej pogańskości rytuału
      - Emilka jest postrzega jako istota seksualna - w czasie podróży do Księżego Stawu przez Starego Kelly'ego, który mówi o jej "przyjdź do mnie" oczach (znów, w moim tłumaczeniu tego nie ma, dopiero potem Emilka przywołuje te słowa) potem w Księżym Stawie Nancy i Karolina oceniają, co w wyglądzie Emilki może "oszołomić" mężczyzn
      - zostaje w pewien sposób "uświadomiona" - Nancy i Karolina rozmawiają przy niej o różnych "dorosłych" sprawach, przede wszystkim o matce Ilzy, co tak wstrząsa Emilką
      - nocne strachy i zimne poty Emilki związane z domniemanymi duchami powinny nam się skojarzyć z symptomami menstruacji, które Montgomery opisywała w pamiętnikach. Pisała również o menstruacji w kontekście sióstr Bronte i "gotyckiego bólu". Autorka zwraca też uwagę na "gotycką" nazwę Wyther Grange, podobną w brzmieniu do Wuthering Heights (Wichrowe Wzgórza). Wyther Grange - tak się nazywał dom ciotki Nancy, mam wrażenie, że w starym polskim tłumaczeniu połączono Priest Pond i Wyther Grange w jedno, bo - przynajmniej na pierwszy rzut oka - tam gdzie jest w tłumaczeniu Wyther Grange, tam po polsku jest Księży Staw, czyli właśnie Priest Pond.
      - Emilce przypominają się też tej nocy historie o duchach i "krwawiących zakonnicach" (w mojej wersji znów zmiana - są to duchy i upiory)
      - nie może spać i patrzy przez okno na księżyc (=miesiąc=miesiączka). Księżyc oświetla pola (=płodność).
      - na drugi dzień dowiaduje się, że to nie duchy, a zwykłe jaskółki (czyli ptaki wędrowne, które odlatują i powracają...)
      - wkrótce Emilka dostaje wiadomość, że jej kotka się okociła (a więc znów płodność)

      Po tym wydarzeniu spotyka Deana - ta teoria jest swoją drogą ciekawa właśnie ze względu na Deana; oczywiście, wieku Emilki ona nie zmienia, ale jeśli ją przyjmiemy to faktycznie Dean poznał Emilkę, gdy już przekroczyła pewną symboliczną granicę między dzieciństwem a kobiecością.

      Myślę, że niezależnie od tego, czy odczytamy to wszystko jako tę menstruacyjną metaforę, to nie da się ukryć, że pobyt w Księżym Stawie był pewną granicą w życiu Emilki. O tym Gammel nie wspomina, ale wspomnę ja - po powrocie do Srebrnego Nowiu Emilka także przez domowników potraktowana zostaje jako osoba doroślejsza - nie musi już jak dziecko dzielić łóżka ze swoją ciotką, zostaje jej za to zapewniona prywatność własnego pokoju.


      Ten artykuł kończy pierwszą część książki, zatytułowaną "Mapping Avonlea: Cultural Value and Iconography". Część druga nazywa się "Viewing Avonlea: Film, Television, Drama and Musical" i składa się z siedmiu artykułów.
      • lucy-lotta Re: Emilka i menstruacja 25.02.13, 20:21
        Łał, zaskakujące, co można "wyczytać" z konkretnej sceny, gdy się ją podda takiej analizie... Teraz już nigdy nie będę mogła wyzbyć się TAKIEGO rozumienia odwiedzin Emilki u ciotki Nancy ;)
        • sowca Re: Emilka i menstruacja 26.02.13, 21:39
          O zgadzam się z Tobą, Lucy-lotta! Mnie też teraz nie wyjdzie z głowy taka interpretacja! Supervixen, dziękujemy i prosimy o więcej!
          • supervixen Re: Emilka i menstruacja 27.02.13, 14:27
            Będzie więcej, będzie, tylko z czasem różnie bywa ;)
    • supervixen Pozytywnie o Sullivanie 10.03.13, 20:08
      Źródło: 'It's all mine': The Modern Woman as Writer in Sullivan's Anne of Green Gables - Eleanor Hersey

      Autorka przede wszystkim analizuje wątek dodany przez Sullivana do jego ekranizacji - watek Ani jako pisarki. Uważa go za interesujący (a dokładnie "kreatywny i innowacyjny") i daje Sullivanowi plusa (choć zdaje sobie sprawę, że wielu miłośnikom Ani ta zmiana się nie podobała). Uważa, że tak jak walczono o miejsce LMM w historii literatury, tak nie można odrzucić wersji Sullivana.

      Kilka ciekawostek w punktach (pozwolę sobie nie streszczać całej analizy filmów, chyba że ktoś zgłosi zapotrzebowanie ;))

      No więc pani Hersey:

      - przytacza opinię Sullivana o robieniu ekranizacji: że czyta się książkę, analizuje ją, rozumie bohaterów i ich świat, a potem należy się odciąć i stworzyć nową historię.

      - przytacza także jego wypowiedzi dotyczące kręcenia sequelu. Sullivan twierdzi, że nie zamierzał tworzyć kontynuacji, ale było tak ogromne zainteresowanie ("obsesyjne", jak to pan S. określa) ze strony publiczności i stacji telewizyjnych na całym świecie, że się złamał. Podobnie z trzecią częścią - też nie miał zamiaru jej kręcić, ale domagano się kontynuacji.
      Sullivan porównał swoją sytuację z sytuacją LMM, na którą wywierano presję, by pisała kolejne części serii.

      - uważa, że w książce Maud stawia miłość Ani do Gilberta wyżej niż właściwie wszystko inne - ponieważ w ostatnim rozdziale, kiedy już Gilbert wyzdrowiał, znajdziemy rozważania Ani o tym, że może czynić dobro, uczyć, że jej opowiadania są przychylnie przyjmowane, ale, ale - ale, jak się domyślamy, to wciąż za mało, ponieważ nie jest z Gilbertem. Tymczasem w filmie miłość do Gilberta oraz zamiłowanie do tworzenia są postawione na równi, Ania udaje się do chorego Gilberta ze swoją książką, mamy więc połączenie wątków osobistego i zawodowego.

      - zauważa, że słowa filmowej Ani o jej pierwszej opublikowanej książce odpowiadają zapiskowi Maud w dzienniku z dnia 20 czerwca 1908, kiedy to otrzymała wydrukowaną pierwszą część Ani:
      filmowa Ania: "to nie klasyk, ani romans, ani nic ważnego. To tylko humorystyczny zbiór powiastek o Avonlea, które spisałam zeszłej jesieni. Ale jest moja. Tylko moja."
      Maud: "Nic wielkiego - ale moją, moją, moją - coś, czemu nadałam kształt, co nie zaistniałoby, gdyby nie ja."
      (tłumaczenie kwestii filmowej moje, fragment dziennika pochodzi z oficjalnego tłumaczenia)

      - ogólnie uważa, że kariera filmowej Ani zainspirowana jest w dużej mierze karierą samej Maud. Np Ania w filmie już jako pisarka też używa panieńskiego nazwiska zamiast nazwiska po mężu.
      • lucy-lotta Re: Pozytywnie o Sullivanie 22.03.13, 22:01
        supervixen napisała:
        >Sullivan twierdzi, że nie zamierzał tworzyć kontynuacji, ale było tak ogromne zainteresowanie >("obsesyjne", jak to pan S. określa) ze strony publiczności i stacji telewizyjnych na całym >świecie, że się złamał. Podobnie z trzecią częścią - też nie miał zamiaru jej kręcić, ale >domagano się kontynuacji.

        Dwójkę to nawet dobrze, że zrobił, bo jakoś daje radę. Ale co do trójki - naprawdę mógł się nie ugiąć ;)
    • supervixen Negatywnie o Sullivanie 27.03.13, 13:03
      Who's Got the Power? Montgomery, Sullivan and the Unsuspecting Viewer - K.L. Poe

      Autorka (w zasadzie nie wiem, czy to autorka czy autor, ale niech będzie dla wygody ;) ) przyjmuje odmienny punkt widzenia niż autorka poprzedniego artykułu o ekranizacjach Sullivana. Uważa, że wizja Sullivana, m.in pewne uwspółcześnienie postaci Ani, w tym poprzez rozwinięcie jej kariery pisarskiej, wyrządza tej postaci więcej krzywdy niż pożytku.

      Według niej:

      1. Książka jest o drodze Ani od statusu sierotki znikąd do Ani z Zielonego Wzgórza i Avonlea, która gdzieś należy. Śledzimy jej wzrost, dojrzewanie. Film autorka postrzega jako zbiór epizodów, niepołączonych spójnie, dojrzewanie postaci nie jest tak widoczne.

      2. Zbyt mały nacisk położono na kanadyjskość i ogólnie lokalność historii. Ania jest kanadyjską ikoną, w książkach spotkamy subtelny nacjonalizm i niechęć do Jankesów, no a poza tym oczywiście te książki wprowadziły Wyspę Księcia Edwarda do świadomości zastępów czytelniczek. W filmach im dalej, tym mniej wyspy, a nawet jak jest, to nie jakoś szczególnie ważna.

      3. W książkach możemy mówić o pewnym matriarchacie (wszystkie te decyzyjne panie z Avonlea na czele z panią Linde), istotne są też liczne żeńskie przyjaźnie i inne powiązania, co jest ważne ze względu na punkt pierwszy (należenie, poszukiwanie swojego miejsca na ziemi, akceptacji etc). W filmach mamy za to kontakty Ani z mężczyznami i to takimi, którzy się nawet w książkach nie pojawili, a tu wywierają na tę postać jakiś wpływ (Morgan Harris, Jack Garrison). Paradoskalnie we współczesnych filmach Ania jest bardziej kierowana przez mężczyzn niż w książkach z początku wieku.

      4. Sullivan w pewien sposób infantylizuje Anię, bo po pierwsze przygody i wpadki zdarzają jej się w filmach, gdy w książkach zdążyła już z nich wyrosnąć, a po drugie są one bardziej publiczne i przez to bardziej upokarzające niż w książkach (np w książce goni za krową w towarzystwie Diany, w filmie spotyka wtedy Gilberta i jego ojca; w książce wpada przez dach do kurnika sióstr Copp, również w towarzystwie Diany, w filmie wpada przez dach jakiegoś budynku na kampusie - nie wiem ile osób tam było ;))

      5. Przede wszystkim jednak uważa, że dodanie Ani pisarskiej kariery nie było dobrym posunięciem. Ania nie była pisarką; choć miała bogatą wyobraźnię i lubiła snuć historię, to pisanie było u niej zawsze gdzieś na dalszym planie. Jeśli, twierdzi autorka, Sullivan inspirował się samą Montgomery, to coś mu się pomyliło, bo pisarz i jego postaci to nie jedno i to samo. Książki o Ani to "prosta historia" o wspomnianym już należeniu i własnym miejscu na ziemi, jeśli dodamy do tego karierę, której w książkach nie było, to powstaje inny sygnał - że to zwykłe życie Ani wymagało poprawy ze strony filmowców, żeby było ciekawe i satysfakcjonujące, że ta "zwykłość" nie wystarczy, bo należy koniecznie osiągnąć coś więcej.

      (To ciekawy temat, już wiele razy spotkałam się z opinią, że LMM skrzywdziła Anię robiąc z niej matkę dzieciom, która wyrzekła się literackiej kariery. Zastanawiam się jednak, czy osoby, które tak uważają, czytały i pamiętają o Emilce. Kontrast pomiędzy pisaniem Emilki a incydentalną ochotą Ani na napisanie czegoś tam jest bardzo widoczny... Oczywiście, z drugiej strony można się zastanawiać, czemu karierę mogłaby zrobić tylko osoba aż tak pochłonięta twórczością jak Emilka)

      6. Autorka narzeka też na kompletne pomieszanie z poplątaniem, które zrobiono z wątku wojennego, jako że Sullivan stworzył coś kompletnie oderwanego od książek, zamiast podeprzeć się historią z Rilli, która jest cennym obrazem z kanadyjskiego życia w czasie wojny.

      Co ciekawe, autorka pisze, że w napisach trzeciego filmu nie pojawia się nawet nazwisko LMM.
      • lucy-lotta Re: Negatywnie o Sullivanie 27.03.13, 20:50
        supervixen napisała:

        > Co ciekawe, autorka pisze, że w napisach trzeciego filmu nie pojawia się nawet
        > nazwisko LMM.

        I dzięki Bogu. Maud byłaby zgorszona!
    • supervixen O Sullivanie po raz kolejny 16.02.14, 22:38
      Mam nadzieję, że wybaczycie mi tak długą przerwę w pisaniu;) Zarzuciłam na jakiś czas streszczanie artykułów przez brak czasu, a potem ciężko było mi wrócić, zwłaszcza wiedząc, że kolejny artykuł znów będzie o Sullivanie, który aż tak mnie nie interesuje (i pewnie was też nie). Ale postanowiłam wziąć się znów do roboty. Do rzeczy zatem.


      'She look'd down on Camelot': Anne Shirley, Sullivan, and the Lady of Shalott - Ann F. Howey

      Tennyson był ulubionym poetą LMM. W serii o Ani jest na trzecim miejscu pod względem ilości wykorzystanych cytatów (po Biblii i Szekspirze). W rozdziale 'Niefortunne przedstawienie' LMM wykorzystuje utwór "Lancelot i Elaine", jednak w filmach Sullivan użył innego poematu Tennysona o tematyce arturiańskiej: "The Lady of Shalott", do którego LMM nie odwołuje się wprost w Ani (jedynie użycie przez Anię określenia 'towered Camelot' można poczytać za pośrednie odwołanie, bo zwrot ten pojawia się także w TLoS). Choć trzeba zaznaczyć, że choć w filmowej scenie recytowana jest TLoS, to inscenizowane przez dziewczęta jest tak jak w książce, Lancelot i Elaine.

      Autorka zauważa, TLoS odgrywa bardzo istotną rolę w ekranizacjach Ani. Przy pomocy tego poematu Sullivan wspomaga niejako swoje przenoszenie Ani z papieru na ekran, ponieważ używa go w kilku scenach, m.in. ukazując widzowi cehy charakteru Ani czy też pokrewność dusz. Na przykład: pierwsze słowa jakie padają w filmie, o właśnie fragment TLoS recytowany przez Anię. Na podstawie tej sceny wyrabiamy sobie pierwszą opinię o postaci - że jest poetycka, romantyczna, ma wyobraźnię etc. Z kolei chwilę później pani Hammond pali tomik zawierający TLoS, dzięki czemu widzimy, że Ania nie ma w niej pokrewnej duszy.

      W drugim filmie widzimy z kolei Emmeline Harris recytującą w klasie te same strofy, które recytowała Ania na początku pierwszego filmu - widz nie ma więc wątpliwości, że Emmeline jest pokrewną duszą.

      (Tennyson pojawia się też w oderwaniu od TLoS: Gilbert mówi Ani, że ta zapewne wyjdzie za jakiego głupca czytającego tego poetę).

      Taka istotność TLoS (zamiast oryginalnie użytego L&E) wg autorki artykułu wpływa na odmalowanie Ani jako artystki, jako postaci będącej w pewny odosobnieniu, co wynika
      z treści poematu i różnic pomiędzy TLoS i L&E. A Ania jest przecież samotna - najpierw jako sierota, nierozumiana przez otoczenie, potem w drugiej części jest samotna w Kingsport, w nowej szkole, wśród nieprzychylnych jej Pringle'ów i panny Brooke. Jest też Ania oczywiście duszą artystyczną, a w filmie ta artystyczność i kreatywność zostały przekute w namacalne dzieło - książkę. Autorka zauważa, że najczęściej cytowany w filmach fragment TLoS odnosi się właśnie do twórczości - jest to fragment o tkaniu przez tytułową Panią wielokolorowej tkaniny.

      Autorka uważa więc, że choć oskarża się Sullivana o niepotrzebne i kierowane potrzebami współczesnego widza dopisanie Ani artystycznej kariery, to ironia polega na tym, że Sullivan osiągnął to m.in. za pomocą tekstu dziewiętnastowiecznego. Znacznie łagodniej ocenia ona zmiany wprowadzone w tej kwestii przez Sullivana niż K.L. Poe (post 'Negatywnie o Sullivanie'). Upatruje tu raczej naturalnego uwspółcześnienia, przy którym Sullivan inspirował się szerszą twórczością Montgomery (Emilka) i jej biografią, a i tennysonowski leitmotif ma swe korzenie w autenycznych inklinacjach LMM.

      Artykuł kończy się konstatacją autorki, że żywe dyskusje wokół różnych wcieleń Ani świadczą o tym, jak ogromny sukces odniosła LMM tworząc Anię Shirley :)
      • slotna Re: O Sullivanie po raz kolejny 19.02.14, 12:47
        Wybaczylam ;) Sullivan mnie interesuje srednio, bo po prostu nie widzialam tych filmow. Ale moze wlasnie czas nadrobic?
        • supervixen Re: O Sullivanie po raz kolejny 19.02.14, 14:32
          Na razie koniec o sullivanowskiej Ani :)

          W tej części pozostały mi jeszcze cztery artykuły: o serialu Droga do Avonlea, o serialowej adaptacji Emilki, bodajże o jakiejś sztuce teatralnej i o musicalu. Potem trzecia część o tytule Touring Avonlea: Landscape, Tourism, and Spin-Off Products.

          (wyznam wam, że w zeszłym roku zakupiłam jeszcze trzy inne opracowania o LMM, więc jeszcze dłuuuuugo mogę was tak męczyć ;))
          • invisse Re: O Sullivanie po raz kolejny 19.02.14, 18:44
            Ja bardzo chętnie będę męczona, jeśli znajdziesz czas na następne artykuły :)
            Muszę przyznać, że mnie też Sullivan nieco nuży, nie przepadam za jego adaptacjami, robi z nimi różne dziwne rzeczy, kroi i łączy różne części - nie wiem, co on się tak uparł na LMM, skoro większość jej książek traktuje tragicznie.
          • slotna Re: O Sullivanie po raz kolejny 20.02.14, 10:06
            > W tej części pozostały mi jeszcze cztery artykuły: o serialu Droga do Avonlea,

            O, to bedzie dla mnie ciekawe, bo bardzo lubilam ten serial (ciekawe, czy dzisiaj by mnie przeszedl dreszcz grozy, gdybym na niego trafila ;)), ogladalam jak tylko trafilam nan w tv, a nawet mialam ksiazki na jego podstawie! Kazda czesc pisal kto inny...
            "Zlocistej drogi" nie posiadalam, czytalam ja chyba raz, zdobyczna, i niewiele pamietam. Mialam za to tom pierwszy, ale pod nazwa "Basniowa dziewczynka". Nie moglam sie na te Historynke przestawic za nic.

            > (wyznam wam, że w zeszłym roku zakupiłam jeszcze trzy inne opracowania o LMM, w
            > ięc jeszcze dłuuuuugo mogę was tak męczyć ;))

            Cudownie!!! :)
            • sowca Re: O Sullivanie po raz kolejny 23.02.14, 19:55
              Czytamy i czekamy z zapałem, Supervixen!
          • lucy-lotta Re: O Sullivanie po raz kolejny 28.02.14, 23:35
            supervixen napisała:

            > W tej części pozostały mi jeszcze cztery artykuły: o serialu Droga do Avonlea

            O taaaak! Bardzo chcę! Bardzo proszę!

            > (wyznam wam, że w zeszłym roku zakupiłam jeszcze trzy inne opracowania o LMM, w
            > ięc jeszcze dłuuuuugo mogę was tak męczyć ;))

            Nie można skończyć dnia lepszą informacją! Dziękuję, supervixen, nieocenione Twe zasługi!
    • supervixen Re: Making Avonlea - ciekawostki 03.03.14, 22:26
      Źródło: Road to Avonlea: A Co-production of the Disney Corporation - Benjamin Lefebvre

      Wybrałam sobie kilka punktów z artykułu do zreferowania, ale oczywiście, czego do tej pory chyba nie zaznaczyłam, jeśli któraś z was zapragnie przeczytać któryś artykuł w całości, czy też będzie on potrzebny do np napisania pracy w szkole, mogę dany artykuł zeskanować i podesłać.

      Aha, zaznaczam że nigdy nie oglądałam Drogi do Avonlea, a Historynkę i jej kontynuację znam chyba najsłabiej z książek LMM... (poza Marigold). Więc ten artykuł to dla mnie trochę abstrakcja ;)

      - Serial powstawał w latach 1990 - 1996, nakręcono 91 odcinków. Był ogromnie popularny: rozpoznowalny przez 82% Kanadajczyków, rekordowe wyniki oglądalności jak na kanadyjski serial anglojęzyczny, szesnaście razy nominowany do Emmy - wygrał cztery statuetki. Został sprzedany telewizji większości krajów, które telewizję w ogóle posiadały (choć z drugiej
      strony nigdy nie osiagnął aż takiej popularności jak filmy o Ani). Podobno był najpopularniejszym serialem w historii irańskiej telewizji (w każdym razie w momencie pisania tego artykułu, nieco ponad dekadę temu).

      - Gdy spotykał się z krytyką, to albo ogólnie za zbytni sentymentalizm, albo ze strony fanów LMM za zbyt luźną adaptację.

      - Choć telewizyjna koprodukcja nieuchronnie oznacza kompromis, do niedawna Kanada często musiała posiłkować się współfinansowaniem (zwykle podmiotów z USA), jako że ich własne fundusze i potencjalna widownia były niewystarczające. Droga do Avonlea stworzona przez Sullivan Entertainment powstała w koprodukcji Canadian Broadcasting Corporation (CBC) i
      Disney Channel (udział Disneya wynosił 60%). Sullivan powiedział, że gdyby Disney postawił na swoim, byłby to całkiem inny serial, ale bez Disneya serialu nie byłoby wcale.

      - Najpierw CBC rozpoczęło emisję serialu. Pierwszy sezon został skrócony ze względu na cięcia budżetowe i kilka odcinków za pierwszym rzutem nie wyemitowano. Potem Disney Channel zrobił swoją emisję, pod skróconym tytułem "Avonlea". Choć w swojej gazetce DC szeroko rozpisywał się o serialu, nie wspomniano tam o roli CBC w jego produkcji, a serial reklamowano tak, jakby to miała być premierowa emisja. Z drugiej strony autor sugeruje, że chociażby w takich miejscach jak wspomniany Iran serial mógł być pokazywany dzięki eksponowaniu kanadyjskości, a nie wpływów Disneya. A więc ta dwoistość działała w obie strony.

      - Wpływ Disneya polegał nie tylko na obsadzaniu znanych amerykańskich aktorów w rolach gościnnych, ale przede wszystkim na nadaniu specyficznego przesłodzonego, 'niewinnego' tonu i etosu.

      - Cechą serialu jest jego oderwanie od realiów historycznych. Choć serial serial utwierdza widza w jego przekonaniach o społeczeństwie późnowiktoriańskim i edwardiańskim (że konserwatywne, że represja seksualności, monolitowa moralność etc), to w gruncie rzeczy przedstawia utopijną, sentymentalną wizję przeszłości. (A ponieważ nie był kręcony na Wyspie, nie przedstawia też realiów geograficznych).

      - wg Aspasii Kotsopoulos jednym z powodów popularności sam fakt kostiumowości - współczesne problemy przedstawiono tu w staroświeckiej scenografii, "wyobrażona przeszłość zrodzona ze współczesnych pragnień". Wymowa tej mieszanki jest zaś
      często bardziej feministyczna niż produkcji osadzonych w czasach współczesnych twórcom.

      - Jak wiemy serial powstał na podstawie Historynki, Złotego Gościńca oraz fragmentów zaczerpniętych z dwóch tomów opowiadań avonlejskich. Jest jednak luźną adaptacją, a ponadto występują w nim motywy nieobecne w książkach (a część z nich przypisuje się w artykule m.in. wpływowi Disneya)
      - rozwiązywanie konfliktów międzypokoleniowych
      - Sara jako 'obca', oswajająca nieznane otoczenie
      - kwestie rodziny 'alternatywnej' - choć w serialu występuje typowa, nuklearna rodzina wuja Aleca, okoliczności zmuszają Sarę do zamieszkania z ciotkami Hetty i Olivią, i to z nimi tworzy swoją najbliższą rodzinę
      - legitymizacja możliwości rozwoju kobiet poza małżeństwem
      - poszerzanie granic ról społecznych płci
      - konflikt pomiędzy pragnieniem kariery a tradycyjnie wyznaczonymi kobiecie rolami
      - religia nie ma być źródłem podziałów (u LMM było naturalne, że czymś takim jest), jednym z nielicznych wyjątków jest sytuacja gdy ciocia Hetty odradza Sarze szkołę we Francja, bo jest to katolicka instytucja.

      - Serial o Emilce, również stworzony przez Sullivan Entertainment, był emitowany od 1998, czyli dwa lata po zakończeniu Drogi do Avonlea. Był już w pełni kanadyjski i nie cechował się disnejowskim sentymentalizmem. Mimo to, czy też właśnie przez to, nigdy nie odniósł sukcesu takiego jak jego poprzednik.


      Ale o tym serialu będzie w następnym poście:)
      • supervixen Droga do Avonlea n/t 03.03.14, 22:27

      • slotna Re: Making Avonlea - ciekawostki 04.03.14, 22:30
        Pamietam, ze ciotka Oliwia chciala sie rozwijac :) Kurcze, no bedzie trzeba zdobyc serial i sobie odswiezyc, nie ma wyjscia.
        • lucy-lotta Re: Making Avonlea - ciekawostki 08.03.14, 23:04
          A w ogóle można ten serial oglądnąć gdzieś online? Po polsku?

          Jestem ciekawa artykułu o serialu o Emilce, bo nigdy go nie widziałam, a słyszałam o nim różne (straszne) rzeczy.
    • supervixen Poprawianie LMM, czyli o serialowej Emilce 09.03.14, 20:03
      Źródło: Melodrama for the Nation: Emily of New Moon - Christopher Gittings

      Tytuł mojego posta może brzmieć niewiarygodnie dla osób, które słyszały co nieco o serialu. Ja nie widziałam ani jednego odcinka, ale z tego co słyszałam, ilość i (być może przede wszystkim) rodzaj zmian sprawiają, że trudno myśleć o nich jako o poprawkach w stosunku do książkowego pierwowzoru. Jednak taki tytuł narzucił mi się po przeczytaniu artykułu Christophera Gittingsa, bo choć pisze on o negatywnych reakcjach na serial zarówno wśród zwykłych fanów LMM, jak i osób zajmujących się jej twórczością, to decyzje scenarzystki Marlene Matthews przedstawia właśnie jako jej próbę dokonania pewnych poprawek, które miały pomóc w przełożeniu książki na język filmu, ale przede wszystkim miały tak przedstawić tę historię napisaną dziesiątki lat temu, aby była bliższa współczesnym poglądom i polityce.

      Polityce, ponieważ spora część artykułu koncentruje się na poprawkach natury etnicznej, narodowościowej. W serialu pojawiając się wątki, czy raczej postacie o korzeniach, które LMM pominęła w trylogii o Emilce, a które zostały dopisane do serialu ze względu na odmienne spojrzenie na sprawy multikulturalizmu w naszych czasach.

      Po pierwsze, w książkach o Emilce nie ma ani jednej wzmianki o rdzennych mieszkańcach Wyspy Księcia Edwarda, Mikmakach (szczerze mówiąc, wydaje mi się, że w innych książkach też nie ma? Chyba w którejś z książek pojawia się rdzenna nazwa Wyspy - Abegweit, ale nie jestem na 100% pewna). W serialu zostaje to naprawione, ponieważ w zupełnie pierwszym odcinku pojawia się postać małego Indianina o imieniu Little Fox. Lokalny nauczyciel nie pozwala chłopcu chodzić do szkoły i sprawia mu lanie.

      Oburzona tym Emilka atakuje fizycznie rzeczonego nauczyciela, który nie pozostaje jej dłużny... Emilka i Little Fox zostają po tym wydarzeniu przyjaciółmi, ona uczy go czytać, a on pokazuje jej rytuał palenia słodkiej trawy (turówki). Emilka próbuje wykorzystać ten rytuał jako lek dla swojego ojca, a później do przywoływania duchów, aby zaprowadziły go do nieba.

      Po drugie, irlandzki katolicki ksiądz - ojciec Cassidy - został w serialu zmieniony we Franko-Kanadyjczyka, ojca Ducharme'a. Owszem, autor artykułu przyznaje, że LMM rozprawia się w powieści z niepojącą Emilką obcością katolickiego duchownego, ale jednocześnie ojciec Cassidy pozostaje zupełnym stereotypem Irlandczyka, wesołym gawędziarzem paplającym o wróżkach i karzełkach. W serialu pojawia się natomiast postać o zupełnie innych korzeniach, jeszcze bardziej oddalonych od szkockich prezbiterian niż irlandzcy katolicy.

      W książce postać ojca Cassidy pojawiła się w związku z wątkiem Wysokiego Jana (ponieważ Jan także był katolikiem i Emilka chciała na niego wpłynąc przez autorytet jego księdza). W serialu również postać duchownego łączy się z Wysokim Janem, tyle że tutaj Jan jest nieślubnym synem Lally Malloy i Alexandra Murraya. Dostał od Murrayów 5 akrów ziemi, co miało być zapłatą za milczenie o całej tej sprawie. Poza tym Wysoki Jan traci tu wzrok i przypadkiem podpala swoją stodołę. Zauważa to Emilka i wszczyna alarm, i wszyscy mieszkańcy Srebrnego Nowiu udają się na ratunek Wysokiemu Janowi. Po pożarze dzięki wstawiennictwu ojca Ducharme'a, Murrayowie zgadzają się uprawiać ziemię Wysokiego Jana, a dochody z niej przeznaczać na jego leczenie w katolickim szpitalu.

      Jest też w serialu inny wątek o nieślubnym dziecku, w którego żyłach płynie krew Murrayów. Niejaka Maida Flynn zaszła w ciążę z Oliverem Murrayem, synem wuja Wallace'a. Wallace, który był jej pracodawcą, wyrzucił ją z pracy, a Oliver odmówił uznania dziecka za swoje i zmieniła to dopiero kolejna interwencja ojca Ducharme'a. Rola tego Franko-Kanadyjczyka jest więc szersza niż rola jego książkowego irlandzkiego odpowiednika.

      Z powyższych opisów widać, że losy rodziny Murrayów zostały mocno udramatycznione... Matthews dopisała też dramatyczny los ciotce Laurze, która w serialu jest uzależniona od laudanum. Tłumaczy to tym, że w czasie researchu przedprodukcyjnego twórcy serialu uznali, że pewnych rzeczy po prostu nie mogą pominąć, jeśli chcą opowiedzieć szczerą historię o życiu w tamtej epoce i podejście do leczenia kobiet było jedną z tych rzeczy.

      Żeby było zabawniej, autor przywołuje swoją rozmowę z Matthews, w której mówiła ona, że problem polega na tym, że trudno z jednej książki wyciągnąć kilkanaście czy kilkadziesiąt odcinków serialu. Trzeba więc dopisać dodatkowe perypetie, ale najważniejsze to pozostać
      wiernym duchowi autora oryginału ;)

      Przy czym jedna ważna uwaga: wydaje mi się, że artykuł był pisany, kiedy autor nie znał wszystkich jego odcinków (wspomniane są tylko dwa sezony). Dziwnych wątków było jeszcze więcej, co można przeczytać w forumowym linku poniżej.


      Strona serialu na IMDB: www.imdb.com/title/tt0135727/
      O serialu na naszym forum: forum.gazeta.pl/forum/w,30357,72340082,92784150,Re_Dalsze_lata_zycia_Emilki_ekranizacja.html
      O Mikmakach: pl.wikipedia.org/wiki/Mikmakowie
      • invisse Re: Poprawianie LMM, czyli o serialowej Emilce 12.03.14, 22:34
        Dzięki, supervixen! Świetnie się to czyta.
        Oglądałam jeden odcinek Emilki, był zły. Emilka była w nim utalentowaną śpiewaczką.
        W ogóle szkoda mi tego serialu, bo seria o Emilce jest moją ulubioną, i zgadzam się, że nie najłatwiej byłoby przełożyć ją na filmy/seriale - ale jest strasznie zaniedbana, bo z ekranizacji dostała tylko ten żałosny serialik. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę, że za większość adaptacji ostatnich lat odpowiada Sullivan, może to i lepiej.
        A czy będzie coś o filmie - Jana ze Wzgórza Latarni? Też Sullivana, ale słabo go pamiętam, nie wiem, czy tam też tak mieszał.
        • supervixen Re: Poprawianie LMM, czyli o serialowej Emilce 13.03.14, 08:59
          >z ekranizacji dostała tylko ten żałosny serialik

          A to nie jest do końca prawda, bo powstał też serial anime na podstawie Emilki ;) Czy też jest żałosny, nie wiem... Zaczęłam kiedyś oglądać anime o Ani, ale jakoś nie skończyłam - pierwsze odcinki były bardzo wierne, nie wiem jak dalej, ale jakoś tak... wtedy mi się wydawało, że problem polega na aż zbyt dużej wierności i rozciągnięciu tego wszystkiego co w książce, ale z perspektywy czasu myślę, że po prostu było tam za mało humoru, hm. (Z kolei gorąco polecam anime Tajemniczego opiekuna w wersji anime, zabawny i wzruszający ;))

          www.youtube.com/watch?v=hDDVcr6pZ-U

          > A czy będzie coś o filmie - Jana ze Wzgórza Latarni? Też Sullivana, ale słabo g
          > o pamiętam, nie wiem, czy tam też tak mieszał.

          A nie, o tym nic nie ma... Nie widziałam tego filmu, ale z tego co kojarzę, to on też nie jest zbyt wierną ekranizacją, jeden z głównych wątków to jakaś historia o duchach??
          • supervixen Re: Poprawianie LMM, czyli o serialowej Emilce 13.03.14, 09:00
            Anime w wersji anime, taa ;)
          • kooreczka Montgomery a Sprawa Japońska 13.03.14, 17:23
            O serialach pisałam już tutaj, ale wątek wcięło
            forum.gazeta.pl/forum/w,30357,132205589,132205589,Ania_i_Emilka_w_japonskim_komiksie_i_animacji_.html
            Generalnie Ania w Japonii jest bardzo popularna, co widać chociażby we współczesnych serialach anime- bohaterki zazwyczaj wymieniają ją jako ulubioną pozycję, parę razy widziałam też ich męskich rówieśników, którzy próbowali zrozumieć dziewczyny poprzez literaturę z rudzielcem na okładce :)

            Linki prowadzą do moich recenzji na portalu tanuki.pl
            anime.tanuki.pl/strony/anime/1637-ania-z-zielonego-wzgorza/rec/1942
            Nadawana u nas na Polonii
            anime.tanuki.pl/strony/anime/1733-konnichiwa-anne/rec/2014
            Droga do Zielonego Wzgórza

            anime.tanuki.pl/strony/anime/1729-kaze-no-shoujo-emily/rec/2023Emilka.

            >(Z kolei gorąco polecam anime Tajemniczego opiekuna w wersji anime, zabawny i >wzruszający ;))

            Japończycy zekranizowali spory kawałek europejskiej klasyki dziecięcej. Większość z seriali powstała pod egidą projektu World Masterpiece Theater.
            en.wikipedia.org/wiki/World_Masterpiece_Theater
            Jak sami widzicie jest tu Ania, Heidi, Mała Księżniczka, Mały Lord, Małe Kobietki i Muminki :)
            Jakość zazwyczaj bardzo dobra do wybitnej (choć zdarzały się wpadki). Nawet jeśli zmieniano materiał, to zazwyczaj z głową i w duchu epoki.
            Moje recenzje
            anime.tanuki.pl/strony/anime/4296-perrine-monogatari/rec/2169 (nie takie dobre)
            anime.tanuki.pl/strony/anime/1859-ai-no-wakakusa-monogatari/rec/2121
            Małe Kobietki
            anime.tanuki.pl/strony/anime/2693-les-miserables-shoujo-cosette/rec/1980
            Nędznicy, w których wszyscy przeżyli.

            Już nie moje recenzje
            anime.tanuki.pl/strony/anime/818-tajemniczy-opiekun/rec/834
            anime.tanuki.pl/strony/anime/367-mala-ksiezniczka/rec/359
            I na koniec inny klasyk, dowód, że można zrobić z bohaterów zwierzaki i nadal być wiernym co do joty duchowi oryginału
            anime.tanuki.pl/strony/anime/1750-w-osiemdziesiat-dni-dookola-swiata-z/rec/2144
            Może ktoś rozpozna na wpół zapomniane serie :)

            • kooreczka Montgomery a Sprawa Japońska- komiksy 13.03.14, 17:25
              Teraz krótko, bo i pisać nie było o czym. Ania w komiksie, sztuk trzy. W sumie zmarnowany pomysł, ciekawy tylko ze względu na fakt, że pamięta o tym, że były dalsze książki.
              manga.tanuki.pl/strony/manga/3802-akage-no-anne
              manga.tanuki.pl/strony/manga/3803-anne-no-seishun/rec/464
              manga.tanuki.pl/strony/manga/3804-anne-no-aijou/rec/475
            • supervixen Re: Montgomery a Sprawa Japońska 13.03.14, 18:09
              O sprawie japońskiej mam też kilka artykułów :) W Making Avonlea są dwa:
              My Life as Anne in Japan - Tara Nogler
              Taishu Bunka and Anne Clubs in Japan - Daniele Allard

              A w innym zbiorze:
              Japanese Readings of Anne of Green Gables - Yoshiko Akamatsu
              Anne of Red Hair: What Do the Japanese See in Anne of Green Gables? - Calvin Trillin
          • invisse Re: Poprawianie LMM, czyli o serialowej Emilce 17.03.14, 10:16
            Tak, tak, oglądałam kilka pierwszych odcinków - ładne i wierne oryginałowi (może nawet zbyt) :) Wiem, że tego nie uściśliłam, ale miałam na myśli pełnometrażowe porządne filmy, takie z prawdziwego zdarzenia :)
      • sowca Re: Poprawianie LMM, czyli o serialowej Emilce 19.06.14, 01:19
        Ciotka Laura uzależniona od laudanum? Nieślubne dzieci Murrayów?
        Czy to jakaś nowa "Dynastia"? I po co to, po co to grzebanie w doskonałych utworach, niech mi ktoś to wytłumaczy... ;/
    • supervixen Ania w teatrze 19.03.14, 20:04
      Źródło: Paul Ledoux's Anne: A Journey from Page to Stage - George Belliveau

      Ania była wielokrotnie adaptowana na potrzeby teatru i kina. W 1919 Anię zekranizowano po raz pierwszy; był to film niemy. Nie wiadomo o nim zbyt wiele poza tym, że nad avonlejską
      szkołą powiewała amerykańska flaga i że LMM uważała drugą ekranizację (z 1934) za tysiąc razy lepszą od tej pierwszej. Choć i co do tej drugiej miała zastrzeżenia: dwie trzecie dość jej się podobały, ale już końcówka nie.

      Wspomniane są też dwa polskie dzieła: sztuka teatralna Andrzeja Konica z 1963 oraz film z 1958. O filmie pierwsze słyszę - wychodzi na to, że chodzi nie tyle o film, co o teatr telewizji. Ba, była nawet i Ania z Avonlea.
      www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=525172
      www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=525200
      Większość artykułu omawia teatralną adaptację Ani z 1998 roku, sztukę Paula Ledoux wystawioną przez Toronto's Young People's Theatre. Kilka ciekawostek:

      - Sztuka zmienia strukturę opowieści o Ani. Dorosła Ania wraca na Zielone Wzgórze z kolegium i snuje wspomnienia o wcześniejszych wydarzeniach. Większość akcji to więc reminiscencje.

      - Rolę narratorek w spektaklu obejmują pani Linde i Ruby, którą Ledoux określił jako młodszą wersję panią Linde.

      - Nazwa sztuki to "Anne". Tak jak w tytule, w samej sztuce konkretne otoczenie Ani nie odgrywa roli takiej jak w książce, gdzie pełno jest opisów przyrody i tak dalej.

      - Podkreślony i wyostrzony jest konflikt pomiędzy Anią i Józią Pye (np. Józia jest obecna przy upiciu się Diany winem Maryli i choć wie, co jest naprawdę w butelce, nie zdradza się z tą wiedzą).

      - Sztuka zdecydowanie bardziej skupia się na relacjach pomiędzy młodszym pokoleniem. Występuje w niej 5 młodzieży i 3 dorosłych. To oznacza, że nie pojawia się wiele kobiet, które były dla Ani ważne - panna Stacy, ciotka Józefina, pani Allan. Pewna ważna zmiana dotknęła też postaci Maryli. Chyba już kiedyś cytowałam opinię Margaret Atwood, że w Ani to
      Maryla jest postacią, która przechodzi zasadniczą przemianę pod wpływem Ani. W sztuce od początku jest bardziej uczuciowa, np. decyduje się adoptować Anię, kiedy Ania opowiada jej historię swojego dzieciństwa.
    • supervixen Ania w musicalu i moja nowa ulubiona piosenka:) 23.03.14, 22:17
      Źródło: Listening to the Music in Anne of Green Gables: The Musical - Carrie McLellan

      Musical Ania z Zielonego Wzgórza powstał w 1965, choć jego korzenie sięgają jeszcze wcześniej - oparty jest na wersji telewizyjnej tych samych twórców, która powstała dla CBC w 1956. Jest najdłużej wystawianym musicalem w historii Kanady, a co więcej (to już info z wikipedii) został w 2014 roku wpisany do Księgi Rekorków Guinnessa jako najdłużej wystawiany na świecie corocznie prezentowany musical (jest grany co rok w sezonie letnim w Charlottetown). Powstały także musicale na podstawie Błękitnego zamku i Emilki, przy czym ten drugi grano tylko dwa sezony.

      Autorka tego krótkiego artykułu pisze m.in., że jej ulubionym utworem z tego musicalu jest We Clearly Requested a Boy, piosenka śpiewana przez Anię, Marylę i Mateusza. Jest to jedna z pierwszych piosenek, śpiewana krótko po przybyciu Ani na Zielone Wzgórze, kiedy rozstrząsana jest kwestia niezgodnej z zamówieniem płci Ani ;)

      Muszę przyznać, że jak posłuchałam tej piosenki, to i ja się zakochałam. Rzeczywiście można się wzruszyć i aż nabrałam ochoty na powtórkę z Ani.
      Posłuchajcie i wy:
      www.youtube.com/watch?v=iJvP2l5Yecg
      W poprzednim artykule, o spektaklu teatralnym, mowa była o tym, że w tamtej wersji to stosunki pomiędzy avonlejską młodzieżą odgrywają najważniejszą rolę, a rola dorosłych, w tym Mateusza i Maryli, jest zdecydowanie pomniejszona. Tutaj jest odwrotnie - choć są piosenki młodszych postaci (Wond'rin' Gilberta czy Kindred Spirits Ani i Diany), to najważniejszym elementem musicalu zdaje się być więź między Anią i Cuthbertami, i przemiana rodzeństwa. W przypadku Mateusza mamy przejście od piosenek General Store (nieśmiały Mateusz próbuje kupić sukienkę dla Ani) i The Words (Mateusz śpiewa o tym, że nie potrafi wyartykułować swoich uczuć do Ani) do sceny jego śmierci, gdy słowami piosenki, która wcześniej otwierała cały musical (Anne of Green Gables, Never Change) potrafi już tę miłość wyrazić. Jeśli zaś chodzi o Marylę, jej muzyka to na początku stanowcze, marszowe tony, a na końcu, już po śmierci Mateusza, tym razem to Maryla śpiewa emocjonalną piosenkę The Words, o tym, jak nie umie znaleźć słów, aby wyrazić swój smutek i miłość do brata.

      Opisy tych i innych piosenek (np jazzujące Open the Window panny Stacy jako wyraz jej światowości i nowoczesności) sprawiają, że chętnie obejrzałabym ten musical, ech :)

      ***

      I tak oto kończymy część drugą książki. Została jeszcze część trzecia, czyli "Touring Avonlea: Landscape, Tourism, and Spin-Off Products", złożona z ośmiu artykułów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka