gandziak moje zdanie 04.03.02, 16:34 widziałem ten filmik. uważam,że brekuja mi jaj.taka opowiastaka dla znudzonych dzieciaków. nic się nie dzieja. nuda. nuda. słabe dialogi. ogólnie porażka jak dla mnie. szkoda tylko kasy. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kaszub Re: IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 06.03.02, 16:04 Po obeirzeniu filmu pomyślałem sobie (poczułem?), że to najlepszy film, jaki widziałem (a widziałem ich naprawdę wiele). Muszę jednak dodać, że być może całkiem inna byłaby moja ocena, gdybym nie czytał Tolkiena. Co do zarzutów wyżej przedstawionych - większość usterek mi nie przeszkadzała, choć czasami (na przykład w ostatniej scenie z Aragornem, Gimlim i Legolasem radośnie biegnącymi na polowanie/zabawę) denerwowała mnie zbytnia "przygodówkowość". Efekty specjalne (np. przemiana osób pod wpływem Pierścienia) zrobiły na mnie wielkie wrażenie (może było to spowodowane tym, że nie chodzę do kina na filmy typu "Powrót Mumii VIII" i jeszcze mi się pewne rzeczy nie przejadły). Na temat filmu nie powinny się wypowiadać osoby, które oglądały go na komputerze (też mam taką wersję i wiem co mówię), podobnie jak i osoby, które nie znają książki. Ci drudzy nie dlatego, że są głupi, ale dlatego, że film nie był robiony dla nich. Co też nie znaczy, że nie mogą mieć swojego zdania na jego temat - to jednak tak, jakbym teraz chciał krytykować Bogurodzicę czy jakiś terkst po węgiersku za ich płytkość intelektualną czy brak wyczucia rytmu. Pewnych rzeczy nie da się zrozumieć bo są wypowiedziane w innym języku. I nie chodzi mi o to, że angielski hobbitów jest inny od angielskiego Aragorna czy elfów, ale o język fantasy połączony z językiem filmu. A ten drugi zmusza do patrzenia na całość a nie na "zegarek Jagiełły" (choć przyznam, że zbyt wiele mikrofonów w kadrze może popsuć niezły film). Ten film nie był też dla fanów (?) Zanussiego czy Bergmana - po nim nie należy myśleć a czuć. To jest epos, kwestia wiary, uczuć. Mogę więc zrozumieć, jeśli wścieka się fan Tolkiena (pod warunkiem, że nie czepia się szczegółów a ogólnej wizji), ale nie chcę słuchać i czytać opinii ludzi, którzy "Władcę..." znają tylko z komputera - po prostu nie był ten film zrobiony dla nich (chyba, że uznamy, że Jackson zrobił to wszystko głównie dla kasy) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kaja Re: IP: 217.11.141.* 07.03.02, 21:15 "Na temat filmu nie powinny się wypowiadać osoby, [...] które nie znają książki." Pewnie, że powinny. Film powinien bronić się sam. Wiele filmów jest ekranizacją książek i nikt nie mówi: na temat filmu x nie powinny się wypowiadać osoby, które nie znają książki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hipi Re: Marecki IP: 195.94.206.* 07.03.02, 17:02 Marecki, rysuje mi sie twoj rys psychologiczny: ok 35 lat, wiszacy brzuch, nie staje ci od dawna; ogladasz olimpiade kiedy twoja baba gzdzi sie z sasiadem, ktoremu WLADCY sie podobaja!!! Odpowiedz Link Zgłoś
spoofer Re: Masz racjie pół na pół 07.03.02, 21:45 Zacznę od cytatu: "Czy ktoś widział już tą tandetę." - owszem, drugi tegoroczny kasowy film "Harry Potter" jest jeszcze większą tandetą, a co do Władcy Pierścieni, to żeczywiście nie oddaje klimatu książki, ale mimowszystko film nie jest zły. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Yaahooz Re: Masz racjie pół na pół IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.03.02, 23:50 To zależy od gustu chyba. Jak dla mnie, mimo że film nie jest wolny od błędów, duch Tolkiena w tym był. Zresztą mam wrażenie, że mylimy pojęcia "klimat książki" z pojęciem "nasze wyobrażenie o śródziemiu, które film musi wiernie oddawać bo tylko wtedy możemy stwierdzić, że był w nim klimat Tolkiena" co jest lekko mówiąc niekoniecznie trafione. Adaptacja książki, ale film. Robienie filmu na podstawie książki nie oznacza przekładania słowa po słowie przez 1500 stron. I tak Jackson wiele rzeczy odtworzył przerażająco wiernie i właściwie przepisał książkę do scenariusza. I chwała za to mu i za to, że miał jaja by wziąć się za tak trudne dzieło. Dlatego dla mnie głosy w stylu tandeta i bzdura są po prostu oznaką dyletanctwa i głupoty, bo nawet jeżeli film na kimś nie zrobił wielkiego wrażenia, jeżeli coś mu się nie podobało, to powinno się zastanowić nad tym, jak trudny był to film i jak wiele wysiłku wymagał, zanim zacznie się pisać głupoty. p.s Tolkien to był nikt? Co to za kretyn to napisał? Książka Tolkiena została wybrana książką stulecia, a on sam przez 40 lat był rektorem katedry na najbardziej szanowanym uniwersytecie świata, jego zdjęcie wisi w sali sław Oxfordu. Dalej jakiś idiota uważa że Tolkien był nikim? To może najpierw lepiej iść do szkoły i się coś pouczyć, a nie udawać, że się jest fajnym bo się napisze coś nihilistycznego... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Brite Klimat książki IP: *.toya.net.pl / 10.0.212.* 16.03.02, 22:57 Film nie oddaje klimatu książki. Oglądałem go jak zupełnie inną opowieść w innym świecie stworzoną przez kogo innego. Diabeł bowiem, jak to mówią, tkwi w szczegółach. A mianowicie: 1) Aragorn ścierający się z Nazgulami - jak ów śmiertelnik, i to znający dobrze swojego przerażającego przeciwnika ("to są straszni jeźdżcy" - mówi do hobbitów) może rzucać się z mieczem na pięciu Upiorów Pierścienia, przybocznych samego Saurona?! To przecież moc imienia Elbereth, wymówionego przez Froda, odepchnęła napastników. Jackson pozwalając Viggo Mortensenowi zamienić kilku z Dziewięciu w płonące kukły ośmiesza Nazguli, gubiąc zupełnie duch oryginału. 2) Oprócz "The road goes ever on and on" w filmie nie pojawia się żadna inna pieśń ani opowieść, nawet - o zgrozo! - w Rivendell, nie ma sali kominkowej. Głębia świata Tolkiena polegała właśnie na licznych legendach, przeplatających się z akcją, co poszerzało wizję świata - w filmie, oprócz retrospekcji do jednego ważnego momentu, nie ma tego - wszystko dzieje się tu i teraz. Ale w ogóle byłoby to trudne do ukazania w filmie, więc nie jest to zarzut, ale kolejny powód, dlaczego film nie oddaje klimatu oryginału. 3) Strach przed czymś powodowany jest zazwyczaj niekompletną wiedzą o tym - i tego trzymał sie Tolkien, opisując Nazgule na Amon Sul jako cienie, pokazując zaledwie stopę i łapę trolla w Morii, a Balroga okrywając cieniem. W filmie widzimy każdy detal lamelkowej rękawic Upiorów, a jaskiniowy troll w swojej pełnej cyfrowej krasie szaleje po ekranie kilka minut. Gdzie tu subtelnosć opowieści Mistrza? Przykłady można mnożyć, część jest wynikiem scenariusza, zdjęć i montażu, a reszta po prostu nie może być dobrze oddana w tak krótkim filmie. Swawola trójki scenarzystów ma w tym niestety swój ogromny udział, ale to już temat na inną opowieść. Na ekranizację czekałem lat kilkanaście i, niestety, nie jest to to na co czekałem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hollow Re: Klimat książki IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.03.02, 11:21 > Na ekranizację czekałem lat kilkanaście i, niestety, nie jest to to na co > czekałem. Ja tez czekałem chyba z 8 lat, ale szczerze powiem, ze sie nie zawiodlem. Nie ma sie co czepiac szczegolow. Film niestety jako medium , nie dysponuje takimi srodkami wyrazu, zeby w pelni oddac klimat jakiejkolwiek książki. Natomiast te , ktorymi dysponuje , zostaly moim zdaniem w pełni wykorzystane. Dla mnie ten film jest genialny. Niesamowite zdjecia, swietnie dobrani i swietnie grający aktorzy ( szczegolnie Gimli jest moim zdaniem nie do przebicia !). Krainy i postacie wygladaja niemal dokladnie tak , jak sobie wyobrazałem . Dla mnie arcydzieło, bez gadania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Brite Gimli?.... IP: *.toya.net.pl / 10.0.212.* 17.03.02, 18:01 hmm, według mnie Gimli został spaprany bardziej nawet niż Legolas. Jackson okaleczył Gimliego, syna Gloina, robiąc z niego głupawego pyszałka, nie mającego w zasadzie nic do powiedzenia ani zrobienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hollow Re: Gimli?.... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.03.02, 19:37 Jesli od tej strony patrzec, to moze faktycznie...ale chodzi mi raczej o super wyrazistą osobowosc , swietnie zagraną przez aktora. Popatrz na wyraz jego oczu, na aten kcent ! Nie wiem , mi sie super podobał . Tak własnie wyobrażałem sobie krasnoluda . Troche zuchwały , nie liczący sie za bardzo z innymi , zyjacy we wlasnym swiecie, bardzo dumny ze swojej przynaleznosci rasowej, waleczny i odwazny . Po prostu ten koles wygląda dla mnie jakby nie był aktorem grającym krasnoluda, tylko prawdziwym krasnoludem , ktorego Jackson wyciągnął jakims cudem z innego wymiaru. Zafascynowała mnie ta postać. > hmm, według mnie Gimli został spaprany bardziej nawet niż Legolas. Jackson > okaleczył Gimliego, syna Gloina, robiąc z niego głupawego pyszałka, nie > mającego w zasadzie nic do powiedzenia ani zrobienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Brite Re: Gimli?.... IP: *.toya.net.pl / 10.0.212.* 20.03.02, 23:14 Grający go John Rhys-Davies bodajże mieszka na wyspie Manx, nie ma się co więc dziwić jego północnemu akcentowi, stylizowanemu do tego jeszcze specjalnie na szkockopodobny. A wymysł z toporkami do rzucania to chyba żywcem wyjęty z jakiej sesji AD&D Gimli miał przecież tylko jeden jednoręczny toporek, który mu się mieścił za paskiem i do czasu przyjazdu do Edoras nie miał hełmu! </puryzm> Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PORTER Co do partaniny ekranizacji Tolkiena. IP: *.kepno.sdi.tpnet.pl 21.03.02, 20:06 Faktycznie - to nieudana, ze nie powiem bezczeszcząca dzieło wszechczasów Tolkiena. Samej ksiązki w filmie jest w filmie z górą 70 %, a tlko dlatego tak mówię, że dopiero raz go oglądałem. Wiedziałem że mi się nie spodoba już przed obejrzeniem, ale nie wiedziałem ze bedzie to aż taka wtopa. Skoro Jackson tak bardzo zachwala wynik swojej pracy (choć ja wolę określenie PARTANINY), to dlaczego pominął tak wiele istotnych szczegółów? Juz w pierwszej scenie bitwy nie jest powiedziane nic na temat Gil-Gallada. Dla kogoś kto nie czytał książki może wydawać się to mało istotne, ale jak dla mnie nie wspomnienie o najważniejszym i największym władcy Elfów jaki znajdowała się w Śródziemiu jest po prostu spapraniem roboty. Już nie wspomnę tego, że Sauron Wielki WYZWAŁ NA POJEDYNEK zarówno Gil-Gallada, jak i Elendila, a nie jak to jest pokazane w filmie spotkał ich na polu bitwy. Poza tym nie jest pokazane w jaki na prawdę sposób Pierścień znalazł się w rękach Golluma. Jest jeszcze sporo tak istotnych wpadek, ale chyba nie ma sensu ich przytaczać. Jak na ironię trzeba Partaczowi-Jacksonowi podziękować. Każdy ałwan który nie czytał książki a obejrzał film będzie pletł bzdury na temat "Władcy pierścieni" twierdząc że go dobrze zna. A gdy zada mu się pytanie o niewielkim stopniu szczególowości to ciołek nabierze wody w usta i zrobi wielkie oczy. Przy najmniej taki pożytek z durnia Petera Jacksona. I chwała mu za to !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Yaahooz Re: Co do partaniny ekranizacji Tolkiena. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.03.02, 01:21 Nie przesadzajmy. gdybyśmy chcieli aby film był wiernym odwzorowaniem książki strona po stronie, to musiałby trwać ze dwa razy dłużej, a i tak był długi. Co do Gil-Galada. Fakt - to wspaniała postać. Ale spójrzmy na to ze strony kogoś kto robi film pod tytułem Władca Pierścieni, a nie Silmarillion - Gil- Gallad nie jest postacią istotną dla fabuły Lotra - pojiawa się tam jedynie w podaniach, opowieściach. Pięknych, ale zupełnie nie wpływających na wydarzenia. Istotną za to postacią jest Elrond i on został pokazany. Z czegoś trzeba było zrezygnować i to w wielu miejscach. Z Elendilem i Isildurem jednak zgoadzam się - to była wpadka, błąd po prostu. Jak dla mnie Jackson zrobił ten film na tyle dobrze na ile mógł. Nie ustrzegł się pewnych uproszczeń i lekkiego stylizowania na współczesność, czyli że tak powiem dostosowania filmu do potrzeb kina - niepotrzebnie rozbudowany wątek Arweny (choć już lepiej, że to ona pojawia się a nie Legolas jak w rysunku, co już jest kompletną bzdurą bo sugeruje, że Legolas był mieszkańcem Rivendell co jest oczywiście kłamstwem), za dużo Trolla, niepotrzebna bijatyka Gandalfa z Sarumanem etc. Ale... Łatwo nam mówić z pozycji fotela w kinie. Ten film to było strasznie karkołomne przedsięwzięcie, niesamowicie trudne zarówno dla reżysera, jak i aktorów. Myślę, że Jackson nie jest durniem, a za odwagę podjęcia się czegoś takiego (zwłaszcza, że zapewne wiedział na co się porywa)należy mu się w/g mnie uznanie. Błędy zaistniały, ale to dobry film. Nie rewelacyjny, ale fundamentalistyczne podejście do tematu jest w/g mnie chybione. To film, a nie książka - musiał być dostosowany, pocięty, uproszczony. Łatwo mówić - to nie tak, tamto źle. Ale warto się zastanowić jak wiele dałoby się zrobić lepiej?...W/g mnie nie tak dużo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Brite Re: Co do partaniny ekranizacji Tolkiena. IP: *.toya.net.pl / 10.0.212.* 23.03.02, 23:27 bardzo mnie to boli, ale również uważam film za partactwo, choc nie z aż tak fanatycznych powodów, jak przedmówca. Najbardziej udanym momentem była rozmowa Bilba z Gandalfem w Bag End. Tylko Ian Holm potrafił zagrać w tym filmie. McKellen nie do końca mnie przekonuje. Odpowiedz Link Zgłoś