Gość: yawokim IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.04, 23:41 film jest dobry, ale nie az tak....no ludzie.....ma tez wady- najwieksza to stereotypowy obraz japonii chociazby....ale Scarlett jest bezbledna, bedzie wielka gwiazda.... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Piter Re: Między słowami ****** IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.02.04, 10:47 Miejscami zabawny,ale ogolnie to przynudnawy. Nie rozumiem tego calego zamieszania z nagrodami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mawey Re: Między słowami ****** IP: *.wspiz.edu.pl 20.02.04, 12:48 Film genialny. Pieknie opowiedziana historia, miejscami powalająco śmieszny, miejscami wręcz smutny (ale nigdy w prostacki sposób nie wyciska łez). Johansson jest piękna i delikatna a Murray gra przekonująco (w końcu niemalże gra sam siebie). Polecam wszystkim! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cień Re: Między słowami ****** IP: *.ap-USEN.usen.ad.jp 20.02.04, 17:06 W filmie najlepszy jest właśnie obraz Japonii. Tak zachowują się Japończycy w zetknięciu z cudzoziemcami, tak wygląda japońska telewizja. W Japonii w ogóle o tym filmie nie słychać i nie pojawił się w kinach (być może nie rozpowszechniano go poza np. Tokio); ciekawe, dlaczego. Odpowiedz Link Zgłoś
cza_ha Re: Między słowami ****** 20.02.04, 18:14 Trzeba zobaczyć, to pewne, chociaż fabułka jest co najmniej niszowa. " Bill Murray - nawet w "Dniu Świstaka" nie był lepszy" to już przesada, bo lepiej, jak tam, już nie zagra ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: janusz jak ten film dostanie oscara za scenariusz IP: *.nsm.pl 22.02.04, 02:28 to ja jestem za tym, zeby przyznac takiego super oscara warholowi za "sleep" jak juz wczesniej napisalem, film wedlug mnie to jeden z najnudniejszych i najbardziej bezplciowych filmow, jakie widzialem w swoim zyciu ale ze jako na forum prawie same achy i ochy nad tym obrazem, to moja dezabropata swiadczy zapewne, ze sie po prostu nie znam :p Odpowiedz Link Zgłoś
cza_ha Re: Między słowami ****** 22.02.04, 16:55 To znaczy,też bym nie polecał tej historyjki raperom na przykład, od czasu Gost Busters lubię oglądać filmy Billa Murray'a, wwszystko n.t. Odpowiedz Link Zgłoś
j_karolak Re: Między słowami ****** 23.02.04, 09:21 To się zawiedziesz, bo z idiotyczną komedią ten film ma wspólne tylko pierwsze słowo, a i to nie do końca. Tak więc jest czymś krańcowo innym. Na szczęście. Film z pewnością nie jest nudny. Polecam, a nawet bardzo polecam, co zdarza mi się bardzo rzadko. Odpowiedz Link Zgłoś
niech Re: Między słowami ****** 23.02.04, 14:20 To pierwsze slowo to "Gost"? Ono faktycznie jest jakies dziwaczne... Odpowiedz Link Zgłoś
cza_ha Re: Między słowami ****** 23.02.04, 14:33 Pytanie pomocnicze: Czy film Dzika namiętność= Something Wild jest dobry? [TVP1'4.02.22] Bo dla mnie na poziomie Dnia świstaka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Antoni A. MAM PEWNE WĄTPLIWOŚCI... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.04, 17:40 Przeczytałem kilka recenzji (dytyrambów) filmu "Między słowami". Następnie zniesmaczyłem się nieco, a później mocno zaniepokoiłem. I pojawiło się pytanie: Czy deficyt dobrego kina popularnego, usprawiedliwia tak pochopną relatywizację ocen? Film wzbudza powszechny zachwyt. Być inaczej nie może, skoro i Globami i nominacjami do Oskarów go uhonorowano. Pewności, że właściwie ulokowaliśmy swoją sympatię, dają rodzinne konotacje reżyserki. W ten sposób mamy spokój oraz porządek, bo już wiemy, co białe, a co ciemniejsze i kogo barbarzyńcą nazwać. Jako że krytykiem jestem niedzielnym, a więc ostracyzmu i odwoływania od czci i gustu obawiać się nie muszę, pozwolę sobie na odrobinę herezji. Czyta się, że film dostarcza nieopisanej (no może niezupełnie, a szkoda) przyjemności, której źródłem jest przede wszystkim nieuchwytny charakter relacji, powstającej na naszych oczach między dwójką głównych bohaterów: Bobem (Bill Murrey) i Charlotte (Scarlett Johansson). Z tym bynajmniej nie zamierzam polemizować. Oglądając film, błądzimy gdzieś pomiędzy przyjaźnią, fascynacją erotyczną, instynktami ojcowskimi z jednej i komplementarnymi potrzebami z drugiej strony. Analizujemy każdy ruch, zdanie, ale to nie wystarcza, aby móc zająć jednoznaczne i zadowalające stanowiska. Kiedy myślimy, że coś nas wreszcie wyrwie z drażniącego i fascynującego zarazem stanu niepewności, reżyserka niweczy oczywistość konsekwencji zachowań i słów. Ktoś nazwał ten obraz „erotycznym” - musiał być to jeszcze większy antagonista tego filmu niż ja, gdyż w ten sposób krzywdząco go zredukował, niwecząc wachlarz subtelnych możliwości interpretacyjnych. Istotę stosunku łączącego tych ludzi tworzy wrażliwość i dorobek doświadczeń pojedynczego widza. Gdybym był złośliwy, dodałbym tu, że efekt ten nie był nadmiernie trudny do osiągnięcia, zważywszy, że po części jest on zasługą najzwyczajniejszej bierności i swego rodzaju apatii panującej między bohaterami (co nie stanowi bynajmniej zarzutu, gdyż jest wynikiem stanu świadomości obojga) - między słowami ma tu możliwość wydarzyć się naprawdę dużo. Ale oprócz pomysłu i gry aktorskiej na film składa się jeszcze innych parę elementów, a ta reszta jest niestety słaba. Największą (wręcz unicestwiającą) słabości tego filmu jest to, że jest on po prostu nudny. W tym momencie na pewno posypie się wiele słów pod moim adresem, których sens można by sprowadzić do tego, że jestem troglodytą z całym dobrodziejstwem inwentarza. Lubię melancholijne, nieśmiałe, nieśpieszne nastrojowe kino, ale TO jest tylko nudne. Film od początku uderza swoją nijakością. Zamysłem reżyserki było przedstawienie kondycji psychicznej bohaterów nie tylko poprzez grę i dialogi, ale przede wszystkim wsączając esencję ich stanu duchowego w taśmę filmową. Niedoświadczona twórczyni podjęła się sztuki trudnej i poniosła klęskę - przeciągnięta struna i próba budowy nastroju inercji, zgorzkniałości, wyobcowania przemienia się w najzwyczajniejszą monotonność, a mówiąc trywialnie – nudę. Reżyserka zdaje się tu wykonywać rolę sabotażysty własnego dzieła i jedynie gra aktorów ratuje przed kompletną klapą. Bo ich losy są frapujące, ale sposób prowadzenia akcji nie pozwala w nich z zainteresowaniem uczestniczyć, wprowadza sztuczność i utrudnia empatię. Kolejny powód do narzekań pod adresem Coppoli (a jest to właściwy adres, bo to również autorka scenariusza) dostarcza typ dowcipu. Jest to dowcip inteligentny – tak przynajmniej twierdzi dystrybutor, a gro recenzentów przytakuje. Wprawdzie „inteligentny” jest pojęciem nieostrym, ale o zakresie przynajmniej w przybliżeniu do uchwycenia. Zakres, jaki obejmuje humor tego filmu, niekiedy się z wcześniejszym zakresem pokrywa. Reszta to przeciętny dowcip sytuacyjny lub słowny, który równie dobrze mógłby gościć w każdej przeciętnej produkcji z Kalifornii. Nie żeby urągał możliwościom umysłowym tzw. intelektualisty – jest „sympatyczny”, ale jego źródłem są przede wszystkim proste, narzucające się odmienności kulturowe Japończyków. Żadnej w tym specjalnej finezji, subtelności, a przede wszystkim zaangażowania intelektualnego. Są to gagi typu: Japończyk gada długo po japońsku – pani tłumaczka treść jego wypowiedzi umieszcza w dwóch angielskich słowach. I jeszcze bez umiaru eksploatowane. Dobrze zagrane mogą być, ale reżyserce chodziło chyba o coś więcej. Tokio – to też jeden z głównych bohaterów tego filmu. Podobno, reżyserkę łączy z tym miastem szczególna więź, a wyrazem tego mają być szczególne zdjęcia, ukazujące jego szczególne piękno. Powiem tak: dzięki temu filmowi zaoszczędzę ewentualne wydatki na podróże do Tokio. To miasto w filmie to hałaśliwa futurystyczna aglomeracja, atakująca zewsząd potokiem kiczowatego neonowego światła i drażniąca nieładem architektonicznym. Jej obraz może i interesujący ze względów kulturowo-socjologicznych, ale z pewnością nie dostarcza pozytywnych wrażeń estetycznych (podejrzewam, że sam Francis Ford miałby z tym duże trudności). Na koniec słówko o muzyce. Chwali się niezmiernie Sophii Coppoli, że konsekwentnie w swoich filmach posiłkuje się nowatorską czy wręcz eksperymentalną muzyką. Ale jej obecność w filmach nie ma być celem, a środkiem. Tu tego często nie czuć - zamiast „ilustrować” obraz, muzyka częstokroć burzy jego specyfikę i klimat. Odczuwamy dysonans między tym, co słyszymy, a tym, co widzimy. A to, w połączeniu ze wspomnianymi słabościami toku akcji składa się na potężny cios w plecy aktorów. Ten film jest wybornym dowodem na to, że sam dobry pomysł i znający swój fach aktorzy nie są jeszcze gwarancją sukcesu. Martwi to bym bardziej, że ta koncepcja subtelnej gry uczuć szczerze ujmuje i stanowi „ożywcze” urozmaicenie na tle, z reguły czarno-białej filmowej rzeczywistości relacji damsko-męskich. Do kina można się wybrać, bo w końcu, jak mawia Lars von Trier, nasze życie tworzą zarówno dobre, jak i złe doświadczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
j_karolak Re: MAM PEWNE WĄTPLIWOŚCI... 24.02.04, 09:14 Strasznie żeś dużo liter umieścił. Tylko w zasadzie - po co? Wystarczyło byś napisał, że film Ci się nie podobał. Reszta jest tylko konsekwentnym "czepianiem" się wszelkich skladowych filmu, by tę tezę uwiarygodnić. I może, bym się zaczął zastanawiać, czy czasami nie masz racji, gdyby nie fakt, że film widziałem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zadymiakk Re: MAM PEWNE WĄTPLIWOŚCI... IP: *.icpnet.pl 24.02.04, 23:10 a ja powiem tak: przed filmem słyszałem ze ten film to dno - od jednego kolesia - ale patrze na plakat - wyróżnienia - czyli coś jest nie tak. byłem na nim z dziewczyną - ona przeżyła ten film bardzo mocno (i to uprzedze - nie ze względu na związek z 50 latkiem;]) - ja w połowie sie nudziłem - ale później postarałem sie zobaczyć w nim coś co widzi moja dziewczyna - film w sumie nie była taki zły. ale na koniec powstaje pytanie - czy musze wczuwac sie w kogos innego zeby bawic sie na filmie ? moze jak bym mial 50 lat to bym inaczej to odebrał... pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Antoni A. Re: MAM PEWNE WĄTPLIWOŚCI... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.04, 12:23 Proponujesz, żeby zamiast oceny filmów motywować, po prostu je popierać albo negować. Wybacz, ale chyba nie wezmę sobie tego do serca. Sam zresztą konsekwencją nie grzeszysz - wystarczyło napisać, że nie zgadzasz się z moją opinią i koniec. A może jednak pokusisz się o konstruktywną krytykę - chętnie przeczytam, gdzie popełniłem błąd. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
cza_ha Re: Między słowami ****** 27.02.04, 19:27 Po głębokim namyśle, dopisuję: Nie wiem, czy taki, w sumie zwykły film, zasłużył sobie na tak głębokom analizę. Na pewno recenzja jest trudniejsza do wchłonięcia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gonzo Re: MAM PEWNE WĄTPLIWOŚCI... IP: *.dronet.gliwice.pl 29.02.04, 23:32 Panie Antoni A, bardzo dobra recenzja, napisana ciekawie, oryginalnie i dobrze. Czy prawdziwa? na cale szczescie kazdy moze odebrc film na swoj sposob. Dla mnie byla to uczta; film jest piekny, swietnie zagrany, ma wspanialy klimat. Byc moze jest plytki i ma niewyszukany homor. Jednak humor ten smieszy, a film porusza. Pozwala docenic bogactwo relacji, jakie moga sie wywiazac pomiedzy ludzmi W zyciu tez mamy niedopowiedzenia i dowolnosc interpretacji. Oby wiecej takich filmow Odpowiedz Link Zgłoś