Dodaj do ulubionych

Charlie Chaplin Rulez

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.04, 18:58
Najbardziej zaawansowane efekty specjalne były w flimi Charlie
Chaplina "Gorączka Złota" a nie było wtedy takich dobrych komputerów. Ile to
wysiłku trzeba włożyć aby kury tak latały. Za 10 lat Matrixa nikt nie będzie
chciał oglądać a Charliego Chaplina zawsze
Obserwuj wątek
    • cptniamo snobowanie się na fana Chaplina rulez 25.04.04, 05:47
      > Za 10 lat Matrixa nikt nie będzie
      > chciał oglądać a Charliego Chaplina zawsze
      Nie powiem, że się nie zgodzę, bo jego dzieła są ciągle żywe, nie są jakimiś
      zakurzonymi bucikami marszałka Piłsudskiego z muzeum... Z drugiej strony,
      Matrixa będzie się oglądać ze względu na jego popularność - tak, jak dziś
      ogląda się stare holywoodzkie produkcje, ze schematycznym scenariuszem.
      > Najbardziej zaawansowane efekty specjalne były w flimi Charlie
      > Chaplina "Gorączka Złota" a nie było wtedy takich dobrych komputerów. Ile to
      > wysiłku trzeba włożyć aby kury tak latały.
      Chyba wtedy nie było żadnych komputerów! Może później, ale te pierwsze raczej
      nie były w stanie robić cokolwiek z grafiką - to były duże liczydła. Może za
      sto lat będą oglądać matrixa ze względu na niezwykle udane efekty jak na
      raczkującą technikę komputerową. A poza tym to nie ma chyba większego
      znaczenia. To tak, jak z mówieniem "elektronika to nie jest muzyka, bo to
      przeszło przez komputer i nikt nie musiał przez całe życie uczyć się gry na
      skrzypcach, żeby to zagrać".
      A jeśli chodzi o latanie kur, to o wysiłku, jaki trzeba włożyć w tę naukę,
      mówią "Uciekające kurczaki".
      Mam chamskie, ale za to osobiste pytanie: czy całe życie gapiłeś/aś się w
      hongkońskie kino kopane i matrixy, szklane pułapki i władców pierścieni, że w
      filmie Chaplina doceniasz... efekty specjalne? Obejrzyj "Brzdąca". Sama
      widziałam go bardzo dawno, ale charaktery przedstawione w filmie są niezwykle
      świeże. Kiedy po Eisensteinie i takich tam język kina został mniej więcej
      uformowany, wszystko było świeże. Nie wiem czemu, ale "nowość" wyciskającej łzy
      historyjki ("Brzdąc", na przykład, ale "Gorączka" też)da się wyczuć. Im dalej w
      konwencje języka i gatunków, tym bardziej postmodernistycznie, wreszcie
      dochodzimy do filmu, który jest już tylko stekiem nawiązań, a gatunkowo -
      mieszaniną wszystkich gatunków albo może pastiszem filmu gatunkowego. Jak na
      razie mistrzem w braku treści (tzn ten brak treści jest treścią, ale to zbyt
      długo mówić) jest "Orgazmo" (kręcony przez reżysera South Parku). Im głębiej w
      postmodernizm, tym płytsze doznania. Cieszymy się własną zabawą z gatunkiem,
      opowiadaną historyjką, a intelektualnie - analizujemy formę i gry
      intertekstualne. Stare filmy, chociaż to one ukonstytuowały gatunki, starały
      się coś powiedzieć. Czasem się udawało.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka