Gość: walwar@poczt.onet.
IP: *.dynamic.gprs.plus.pl
26.03.11, 12:45
Być może - i oby tak się stało -film ten będzie początkiem jakiejś sensownej dyskusji nt. poważnego przekazu w sztuce i zwrócenia uwagi na podstawowe kryteria pozwalające na jej zrozumienie.Kino nareszcie odnalazło kierunek takiego przekazu. Bardzo interesująca ,( a moim zdaniem nareszcie właściwa), próba współczesnego zmierzenia się: artysty z artystą, niezależnie od zastosowanej fabuły.Zadziwiające jak zaskoczyła wybitnych krytyków sztuki - żadnych poważnych wypowiedzi,choć w historii kina (nie jestem jego znawcą),nieśmiałe próby takiego spojrzenia na obraz filmowy już były ( np.wykorzystanie miniat.braci Limburg).Ten przekracza daleko bardziej granice zakreślone samą kompozycją obrazu filmowego. Jest swego rodzaju summą- ikonografii i ikonologii, dociekań Pnofskyego,Gibsona,Białostockiego,Wallisa,Walickiego i zapomnianego dziś Kublera z jakże prostym jego przekazem obcowania ze sztuką ( nie lubią go historycy sztuki bo nie był on historykiem sztuki ).Wszystko to oznacza niezmienny ,wzajemny związek:wrażliwości artystycznej i wiedzy.Prywatnie cieszy mnie(choć zapewne autor nie miał takiego zamiaru),mały pstryczek w nos wszystkim "wielkim",którzy próbują przekazać widzowi swoje "coś " np.wg Szekspira.(proszę wybaczyć osobisty ton,ale to "coś",jest zwykle śmiechu warte)