Dodaj do ulubionych

W doborowym towarzystwie

IP: *.wdw-res.utoronto.ca 11.03.05, 04:58
Wspanialy film, nieslychanie cieply madry i wzruszajacy!Piec gwiazdek!
Ps.Mialam okazje zobaczyc bo mieszkam w Kanadzie.
Obserwuj wątek
    • Gość: Rudi Re: W doborowym towarzystwie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.05, 18:53
      Film naprawdę miły, a Carter wygląda jak Kevin Spacey 20 lat temu...po prostu
      boski
    • Gość: KoZa W doborowym towarzystwie - recenzja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.05, 23:28
      Czasem człowieka nachodzi chęć obejrzenia filmu miłego, lekkiego i przyjemnego.
      Powinien być obrzydliwie politycznie poprawny i z obowiązkowym happy endem.
      Gdyby jeszcze śmieszył raz na kilka minut, to już byłoby wręcz cudowanie.
      Właśnie z myślą o takich chwilach, został stworzony najnowszy film Paula Wietza
      – „W doborowym towarzystwie”. Warto wspomnieć, że ten pan dostarczał już nam
      zabawy przy okazji filmów „Był sobie chłopiec”, czy „Mrówka Z”. Gdyby sprawdzać
      zgodność „In good company” z przedstawionym powyżej ideałem, to otrzymany wynik
      na pewno oscylowałby w okolicach 100%.

      Przyjemna, sztampowa fabuła doskonale pasuje do lekkiej konwencji. Na talerzu
      dostajemy opowieść o perypetia 50-letniego weterana branży reklamowej, Dana
      Foremana (Dennis Quaid) i jego nowego szefa – 26-letniego „złotego dzieciaka”
      (Topher Grace). Mamy tu wszystko – zwolnienia, awanse i romanse. Jedyny problem
      stanowi przesadzony kontrast między „tymi dobrymi” i „tymi złymi”. Najlepszym
      przykładem jest mecz koszykówki – źli i wulgarni przedstawiciele GlobeCom w
      czarnych koszulkach, kontra dobrzy i mili kumple Quaid’a w strojach białych.

      Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie muzyka, przygotowana przez Stephena Traska.
      Kawałki wpadały w ucho i, o dziwo, zapadły mi w pamięć. Chętnie bym posłuchał
      jeszcze utworów tego pana w innych filmach – zobaczymy, czy poradzi sobie równie
      dobrze.

      O stronach technicznych filmu nie ma się za bardzo co rozpisywać. Montaż był jak
      najbardziej poprawny, a ujęcia trafnie dobrane. Niestety o aktorstwie też można
      jedynie powiedzieć, że było poprawne i nic ponadto. Jedynym wyjątkiem, ale wcale
      nie takim dużym, był oczywiście Dennis Quaid.

      Reasumując. „W doborowym towarzystwie” jest dobrym wyborem, gdy macie trochę
      wolnej gotówki oraz czas w sobotę, z którym nie wiecie co zrobić. Zawieść się
      nie zawiedziecie, bo i nie ma na czym. Ot kolejny lekki film na poprawę humoru.
      • Gość: Lekito Re: W doborowym towarzystwie - recenzja IP: *.crowley.pl 29.03.05, 11:53
        Ostatnie pół godziny filmu skopane w klasycznym amerykańskim stylu. Nie ma jak
        spierniczyć dobry pomysł na film.
        • Gość: Agnieszka Re: W doborowym towarzystwie - recenzja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.05, 00:20
          Pomysł był dobry, ale całość jest schrzaniona w klasycznym hollywoodzkim stylu.
          A Scarlett Johansson po prostu drewninana. Banał za banałem. Kilka śmiesznych
          scen i już po wyjściu można zapomnieć. Bo i o czym tu myśleć.Reżyser udziela
          nam (i sam sobie) odpowiedzi grubymi drukowanymi literami. No po prostu kino
          familijne...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka