Dodaj do ulubionych

najgorzej/najlepiej tłumaczony film

IP: gnom:* / 172.20.6.* 20.01.03, 12:32
Ostatnio oglądałem w telewizji jakiś film o śledztwie w sprawie mordowania
czarnych dzieci w Atlancie. Była tam scena, w której pojawiał się wielki
Murzyn, który organizował patrole, na które chodził on i jego kumple, każdy z
kijam baseballowym. Tłumacz przetłumaczył to jako „patrol nietoperzy”, bo nie
wiedział, że „bat” to właśnie nazwa kija, a nie tylko nietoperz. Myslałem, że
z krzesła spadnę. Pamiętacie jakies inne tego typu motywy? A pamiętacie może
nazwiska najgorszych/najlepszych tłumaczy?
Obserwuj wątek
    • Gość: staruch Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.nowysacz.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.03, 14:19
      W "Butch Cassidy @ Sundance Kid" ich boliwijsko-amerykanski pracodawca pluje co chwile tytoniem. Jak napluje sobie w brode - klnie, jak mu sie uda - mowi "bingo". W fajnym tlumaczeniu przeklenstwo brzmialo "cie choroba". W kiepskich tlumacze w ogole nie chwytaja tego plucia i tlumacza, ze "bingo" to imie mula, na ktorym ten facet jezdzi ("Ruszaj Bingo!" tłumacza). Zawsze mnie to troche wkurza.
      • Gość: lody Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.pde.philips.com 21.01.03, 14:26
        chyba Krwawy Romeo, ale nie jestem pewien
        what's up? jest tłumaczone "w czym sprawa?" - rewelacja
        • Gość: dodo Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.sympatico.ca 23.01.03, 15:19
          Gość portalu: lody napisał(a):

          > chyba Krwawy Romeo, ale nie jestem pewien
          > what's up? jest tłumaczone "w czym sprawa?" - rewelacja

          a jak ty bys przetlumaczyl "what's up?" w mozliwych kontekstach? nie ogladalam
          krwawego romeo ale spokojnie moge znalezc kontekst, w ktorym wlasnie "w czym
          sprawa?" (choc to akurat pachnie rusycyzmem, niestety) moze byc odpowiednim
          tlumaczeniem tego wyrazenia. masz jakies inne, lepsze zamienniki?
    • Gość: damian Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.03, 12:09
      Jak powszechnie wiadomo,najgorszych tłumaczy ma POLSHIT(czytaj polsat).
      Zaś najgorzej przetłumaczonymi filmami jakie widziałem były Bondy,który ta
      pożałowania godna stacja notorycznie emitowała.Po prostu zmasakrowano
      najlepsze i najśmieszniejsze kwestie z filmów.Tłumacze wykazali się zupełnym
      brakiem wyczucia i umiejętności.Nawet nie warto porównywać tej "twórczości"
      do rewelacyjnych tłumaczeń Tomasza Beksińskiego.
    • Gość: up-cheerer Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 24.01.03, 02:16
      A co powiecie na to? Na kanale Discovery oglądałem
      program o lotnictwie NATO. Jedną ze scen jest autentyczna
      rozmowa pilota bombowca (który miał zniszczyć irackie
      czołgi) ze swoją bazą. Amerykański bombowiec został
      trafiony przez iracką obronę przeciwlotniczą. Ponieważ
      dzwięk jest zniekształcony, na ekranie pojawia się napis:

      DROP THE TANKS AND GET BACK!

      polskie "tłumaczenie":

      ZOSTAW TE CZOŁGI I WRACAJ.

      Kiepskie?

      :)
      • Gość: dodo Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.sympatico.ca 25.01.03, 14:56
        Gość portalu: up-cheerer napisał(a):

        > A co powiecie na to? Na kanale Discovery oglądałem
        > program o lotnictwie NATO. Jedną ze scen jest autentyczna
        > rozmowa pilota bombowca (który miał zniszczyć irackie
        > czołgi) ze swoją bazą. Amerykański bombowiec został
        > trafiony przez iracką obronę przeciwlotniczą. Ponieważ
        > dzwięk jest zniekształcony, na ekranie pojawia się napis:
        >
        > DROP THE TANKS AND GET BACK!
        >
        > polskie "tłumaczenie":
        >
        > ZOSTAW TE CZOŁGI I WRACAJ.
        >
        > Kiepskie?
        >
        > :)

        z tego, co opisujesz, tlumaczenie jest jak najbardziej prawidlowe jezeli
        wydajacemu rozkaz faktycznie chodzilo o to aby pilot w niebezpieczenstwie
        porzucil pomysl bombardowania czolgow i wracal jak naszybciej do bazy -
        "zostaw te czolgi (w spokoju!) i wracaj (jak najszybciej!)". jak byc to wolal
        przetlumaczyc?
        • Gość: staruch drop the tanks IP: *.nowysacz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.03, 19:46
          mnie tam tez to smieszy, bo o ile wiem to "drop the tanks" to rozkaz dla lotnika, ktory z czolgami ma wspolnego niewiele. Wiecej z paliwem.
          • Gość: dodo Re: drop the tanks IP: *.sympatico.ca 25.01.03, 20:23
            bo to jest skrot od wyrazenia "drop the idea" w sensie porzuc pomysl
            zbombardowania tych czolgow, bo jestes w kiepskim polozeniu i musisz sie
            spieszyc z powrotem do bazy. co tu jest smiesznego i nieprawidlowego
            w tlumaczeniu - wciaz nie rozumiem. jestem pewna, ze jest mnosto zle
            przetlumaczonych idiomow i wyrazonek ale to akurat jest jak najbardziej
            correct :-)
            swoja droga, ilez razy w ciagu dnia powtarzamy sobie wzajemnie "just drop it"
            gdy ktos porusza jakis temat bez sensu albo po raz kolejny wraca do sprawy,
            ktora juz dawno odfajkowano. rozne rzeczy mozna "drop" ;-) zdecydowanie nie
            tylko bombs!
            • Gość: staruch Re: drop the tanks IP: *.nowysacz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.03, 20:35
              Jesli sie myle, to niech mnie ktos poprawi. Jesli samolot zostanie trafiony i sie pali - trzeba zrobic cos, co uratuje pilotow i jesli to mozliwe - maszyne. Zeby interes ow w calosci nie wybuchl - zrzuca sie zapasy paliwa, czyli "tanks" - (stad polskie tankowac). Drop - zrzuc, the tanks-paliwo. Teraz smieszniej? (Uff, zmeczylem sie...)
              • Gość: dodo Re: drop the tanks IP: *.sympatico.ca 25.01.03, 20:43
                Gość portalu: staruch napisał(a):

                > Jesli sie myle, to niech mnie ktos poprawi. Jesli samolot zostanie trafiony
                i s
                > ie pali - trzeba zrobic cos, co uratuje pilotow i jesli to mozliwe -
                maszyne. Z
                > eby interes ow w calosci nie wybuchl - zrzuca sie zapasy paliwa,
                czyli "tanks"
                > - (stad polskie tankowac). Drop - zrzuc, the tanks-paliwo. Teraz smieszniej?
                (U
                > ff, zmeczylem sie...)

                na samolotach sie nie znam, sorry :-) ale gdyby mial zrzucac paliwo to pewnie
                by uslyszal "get rid of the fuel", tank na paliwo to masz w samochodzie i tez
                go raczej nie bedziesz "drop" w potrzebie tylko go oproznisz czyli "you can
                empty your tank" - jako i ten pilot - moglby ewentualnie "empty the tanks" ale
                bardziej odpowiednie bylby jednak rozkaz pozbycia sie paliwa. cheers :-)
                coraz smieszniej :-)
                • Gość: staruch Re: drop the tanks IP: *.nowysacz.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.03, 10:28
                  Dodo, zlituj sie. Bombowiec to jest cholernie wielka maszyna dalekiego zasiegu. Ma wiec zapasy paliwa w specjalnych zbiornikach. Te zbiorniki to "tanks". Uzylem skrotu "paliwo", choc powinienem "zbiorniki z zapasami paliwa".
                  Piloci i inne typki od samolotow rozmawiaja ze soba nie jezykiem literackim ("pozbadz sie paliwa, Haroldzie") tylko jezykiem "zawodowym" czy tez wojskowym. "Drop the tanks" nie ma nic wspolnego z czolgami, ROGER?
                  P.S. "roger" to nie jest imie pilota, a pytanie "do you read?" nie jest pytaniem o jego analfabetyzm.
                  • otto_1 Re: drop the tanks 26.01.03, 17:26
                    Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich ekspertów od amerykańskiej wojskowości.
                    Jak rozumiem wszystkie możliwe komendy i powiedzonka amerykańskich wojaków
                    macie w małym palcu. Pełen podziw i szacunek. Może telewizja skorzysta z
                    waszych usług jako konsultantów ?
                    • Gość: staruch Re: drop the tanks IP: *.nowysacz.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.03, 17:41
                      Dobra, poddaje sie.
                      • Gość: dodo Re: drop the tanks IP: *.sympatico.ca 26.01.03, 21:07
                        Gość portalu: staruch napisał(a):

                        > Dobra, poddaje sie.

                        :-)
                        well, that's a great idea - before you drop down on me or
                        otto, let's drop the subject. obviously, we don't speak
                        the same language.
                        roger :-)
                        with affection,
                        dodo
    • dmirstek Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film 25.01.03, 20:47
      Na jedmym z Francuskich filmów pojawił się napis "niepoparcie" - ciekawe czy
      ktoś się by domyślił, że chodzi o "bojkot"
    • Gość: gfzdf Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 26.01.03, 10:50
      Najlepiej tłumaczony - Żywot Briana w tłumaczeniu beksińskiego
      Najgorzej tłumaczony - Żywot Briana w tłumaczeniu kogoś innego
      • Gość: julka Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 15:06
        Największe kuriozum translatorskie z którym sie spotkałam, to napisy w "American
        Psycho" na DVD. Gdy aktor mówi "well,well, well" pojawia się napis "well,
        well,well", gdy chrząka pojawia się napis "hmm". Aktor żartuje pytając
        prostytutkę czy przyjmuje kartę kredytową- pojawia sie napis "czy używasz karty
        kredytowej, ha, ha". Poza tym kompletny chaos, napisy niechronologicznie
        następujące w trakcie dialogu, zero gramatyki. TRAGEDIA!
        • Gość: up-cheere Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.01.03, 01:43
          o, kurcze! nie zadwałem sobie sprawy z tego, jakie
          zamieszanie wywoła mój wpis o "drop the tanks".

          Żeby zakończyć dyskusję:

          "Drop the tanks" oznaczało tam "z-/od-rzuć zbiorniki (z
          paliwem). Nie mogło to być polecenie poniechania
          bombardowania czołgów. W takim kontekście nie używa się
          słowa "drop" - raczej "leave the tanks", "forget the
          tanks" , "give up the tanks", etc. byłyby bardziej
          odpowiednie.

          Nie zmienia tto jednak faktu, że jak się okazuje, "drop
          the tanks" nie było znowu takie łatwe, więc i błąd
          tłumacza nie był może aż tak rażący.

          Jeżeli chodzi o porady przy tłumaczeniach, to
          rzeczywiście sama znajomość języka to za mało. Jestem
          anglistą, ale nigdy nie podjąłbym się tłumaczenia
          tekstów z zakresu militariów i wojskowości bez
          konsultacji z moim dobrym kolegą (inż. chemii), który
          jest pasjonatem militariów. Często oglądając razem
          programy o wojskowości na Discovery widzę, jak chłop
          śmieje się do łez nad "wpadkami" tłumaczy. Wpadkami,
          których i ja pewnie bym nie uniknął bez jego pomocy. Na
          przykład program o 'Marines' (pod tym samym tytułem)
          został przetłumaczony jako "marynarka wojenna". W tym
          przypadku nawet laik musi się uśmiechnąć.

          Moja rada - tego rodzaju błędy nie powinny być powodem do
          szydzenia z tłumaczy. Chociaż z drugiej strony są oni
          często temu sami winni nie konsultując swojego
          tłumaczenia z kimś, kto zna się na rzeczy.

          Uff, trochę przydługie...

          Pozdrawiam,

          Cześć

          • Gość: ten_no Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.dsl.sndg02.pacbell.net 27.01.03, 09:14
            Gość portalu: up-cheere napisał(a):
            > Jestem anglistą,

            O, to *zupelnie* nie na temat sie spytam: co sadzisz o tlumaczeniu "Ulissesa" przez Slomczynskiego? U nas chyba panuje obowiazkowy poglad, ze jest to genialne tlumaczenie, podczas gdy ja uwazam je za dobre, ale nie wiecej.

            Przykladzik zaraz na pierwszej stronie: slowo "fearful Jesuit" bylo najpierw przetlumaczone jako "przerazajacy Jezuito", potem jako "strachliwy Jezuito".
            • Gość: up-cheerer Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.01.03, 15:13
              cześć,

              co do "Ulyssesa" nie mogę się wypowiedzieć, bo go nie
              czytałem [sic!]. Poważnie. Czytałem i uczestniczyłem w
              kursach poświęconych krótszym utworom Joyce'a -
              Dubliners, etc. Te zresztą też znam tylko w oryginale.

              Co do Słomczyńskiego - uważam, że to wielki tłumacz.
              Wpadka, o jakiej piszesz jest rzeczywiście spora. O ile
              jednak wiem, jego matka była Angielką a on sam
              bilingwalny. No, ale wpadka to wpadka. Jeśli jest jak
              piszesz, to masz rację, że coś jest nieOK.

              Przy okazji, R. Stiller w przedmowie do "Alicji w Krainie
              Czarów" nabija się z wcześniejszych tłumaczeń tej
              książki. Twierdzi, że np. zdanie o tym, jak Alicja "was
              sitting on the bank" było tłumaczone "siedziała na
              ławce", zamiast faktycznie "na brzegu rzeki". Jak to
              wyglądało u Słomczyńskiego? Może wiesz?

              Myślę, że Słomczyński kapitalnie tłumaczył prozę. Co do
              poezji (w tym dramatów Shakespeare'a), ciężko jest
              przebić Barańczaka.

              Jeszcze jedno - spór: Stiller vs Słomczyński. Stiller
              twierdzi, że trzeba tłumaczyć jak najwierniej językowo
              (filologicznie?). Natomiastr Słomczyński zamiast bawić
              się w tłumaczenie piosenki o dzieciarni łażącej dookoła
              wrzosu wstawił w to miejsce polskie "Kółko graniaste".
              Stiller twierdzi, że to zły pomysł. Ja uważam, że
              Słomczyński zrobił słusznie - oprócz samego tekstu liczy
              się także nastrój książki, a ten można min. oddać poprzez
              pewien kod kulturowy. Jak sądzisz?

              Pozdrawiam
              • Gość: ten_no Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.dsl.sndg02.pacbell.net 30.01.03, 06:15
                Gość portalu: up-cheerer napisał(a):

                > Co do Słomczyńskiego - uważam, że to wielki tłumacz.
                > Wpadka, o jakiej piszesz jest rzeczywiście spora. O ile
                > jednak wiem, jego matka była Angielką a on sam
                > bilingwalny. No, ale wpadka to wpadka. Jeśli jest jak
                > piszesz, to masz rację, że coś jest nieOK.

                W przekladach Slomczynskiego bardzo zauwazalna (dla mnie przynajmniej) jest dziwacznosc i obcosc stylistyczna. "Ulisses" po polsku sprawia nieustannie wrazenie tlumaczenia. "Alicja w krainie czraow" zreszta tez. Byc moze jest to u nas akceptowane bo Joyce jest przeciez znany jako innowator stylistyczny. Jednak kiedy zaczalem czytac tekst angielski (przeczytalem ok. polowy) uderzyla mnie jedna rzecz: oryginal jest absolutnie pozbawiony jakiejkolwiek egzotyki stylistycznej, jest kompletnie gladki i tradycyjny. Czyta sie prawie jak Sienkiewicza. Oczywiscie forma jest b. nowatorska, ale sam styl jest calkowicie tradycyjny, i to po polsku zupelnie nie wyszlo.

                > Przy okazji, R. Stiller w przedmowie do "Alicji w Krainie
                > Czarów" nabija się z wcześniejszych tłumaczeń tej
                > książki. Twierdzi, że np. zdanie o tym, jak Alicja "was
                > sitting on the bank" było tłumaczone "siedziała na
                > ławce", zamiast faktycznie "na brzegu rzeki". Jak to
                > wyglądało u Słomczyńskiego? Może wiesz?

                Nie pamietam na 100%, ale chyba "nad brzegiem rzeki".

                > Jeszcze jedno - spór: Stiller vs Słomczyński. Stiller
                > twierdzi, że trzeba tłumaczyć jak najwierniej językowo
                > (filologicznie?).

                Nie zgadzam sie. To zupelny absurd. Stiller to jest w ogole model, byl znajomym mojego sp. ojca, czasami przychodzil do nas. Ale b. cenie go za mowienie wprost tego co mysli.

                > Natomiastr Słomczyński zamiast bawić
                > się w tłumaczenie piosenki o dzieciarni łażącej dookoła
                > wrzosu wstawił w to miejsce polskie "Kółko graniaste".

                To zalezy od kontekstu. Ale przeciez sam Slomczynski tez tlumaczyl piosenki w "Alicji" zywcem z angielskiego, co bylo bez sensu, bo Polak nie zna pierwowzorow (ktore w "Alicji" sa parodiowane). Moze pozniej zmienil zdanie...

                > Stiller twierdzi, że to zły pomysł. Ja uważam, że
                > Słomczyński zrobił słusznie - oprócz samego tekstu liczy
                > się także nastrój książki, a ten można min. oddać poprzez
                > pewien kod kulturowy. Jak sądzisz?

                Dokladnie. No ale 100-procentowych regul to tez nie ma.
                • Gość: Megi Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: 217.153.68.* 30.01.03, 19:05
                  W filmei "Zagubieni w kosmosie" jest scena, kiedy młody szykuje sie do akcji i
                  mowi: SHOW TIME.
                  A tłumacz na to: Pokaz czas.
                  Naprawde
                • Gość: up-cheerer Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 31.01.03, 17:18
                  cześć,

                  przede wszystkim dzięki za ciekawe opinie. nareszcie
                  ktos, kto wie o czym pisze.

                  co do Stillera i jego ew. teorii "tłumaczenia
                  filologicznego" - takie nieodparte wrażenie odniosłem po
                  lekturze wstępu do jego tłumaczenia Alicji, które jest
                  bez wbardzo dobre.

                  Uważam, że szczytową formę i klasę R. Stiller pokazał w
                  "Mechanicznej pomarańczy".

                  Jednak, czy nie odnosisz wrażenia, że jest on trochę
                  zarozumiały i pełen jezeli nie pogardy, to lekceważenia
                  dla pozostałych tłumaczy? Być może się mylę, bo taki
                  pogląd wyrobiłem sobie na podstawie lektury jego przedmów
                  do własnych tłumaczeń.

                  Pozdrav
                  • otto_1 Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film 31.01.03, 18:06
                    Myślę, że masz sporo racji co do zarozumiałości p. Stillera. To z pewnością
                    wybitna osobowość. Czytałem jego zbiór felietonów 'Pokaż język'. Rzecz
                    niewątpliwie ciekawa i godna polecenia. Ale ilośc jadu i żółci, jaka się z nich
                    wylewa, czyniła lekturę momentami nieznośną. Każde, nawet drobne potknięcie
                    językowe pisarza, tłumacza czy dziennikarza powoduje wytoczenie najcięższych
                    armat: głupota, niekompetencja, brak kultury i elementarnej znajomości języka.
                  • Gość: ten_no Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.dsl.sndg02.pacbell.net 01.02.03, 10:34
                    Gość portalu: up-cheerer napisał(a):

                    > co do Stillera i jego ew. teorii "tłumaczenia
                    > filologicznego" - takie nieodparte wrażenie odniosłem po
                    > lekturze wstępu do jego tłumaczenia Alicji, które jest
                    > bez wbardzo dobre.

                    O, to musze rzucic okiem, nie czytalem "Alicji" od b. dawna. Podobala mi sie tez - troche nie na temat, ale za to o filmie - ekranizacja Jana Svankmajera.

                    > Uważam, że szczytową formę i klasę R. Stiller pokazał w
                    > "Mechanicznej pomarańczy".

                    Tez nie znam! Widzialem tylko film.

                    > Jednak, czy nie odnosisz wrażenia, że jest on trochę
                    > zarozumiały i pełen jezeli nie pogardy, to lekceważenia
                    > dla pozostałych tłumaczy? Być może się mylę, bo taki
                    > pogląd wyrobiłem sobie na podstawie lektury jego przedmów
                    > do własnych tłumaczeń.

                    To chyba troche taka poza, nieco oryginal. On kiedys mial (moze dalej ma? Mieszkam w Stanach i troche stracilem kontakt) nagrode "Cegla" za najgorsze tlumaczenie roku (bodajze), do ktorej to nagrody on dolaczal czek. To jest dopiero! Moja mama kiedys sie go zapytala, czy "laureaci" w ogole inkasuja te czeki. Powiedzial "A wie pani, ze tak!" :-)
    • methinks Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film 30.01.03, 21:12
      Kiedys ogladalem jakis odcinek amerykanskiej wersji Pomyslowego Dobromira pt.
      MacGyver.
      Jacys kolesie zlapali glownego bohatera, ktory mial na sobie podsluch i
      znalezli ten podsluch.
      I mowia:
      "He is wired!" - w sensie, ze jest "okablowany", ma podsluch.

      Tlumacz nie zaczail i wpakowal bez ladu i skladu:
      "On jest dziwny!" - ("He is weird").
    • Gość: PAN Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 31.01.03, 22:53
      w ogóle nie widzę tu fajnuch przykładów -co jest z wami kinomaniakami???? Macie tu parę fajnych:

      Film chyba Mike Leigh'a - "We gonna eat some fish and chips" - tłumacz na to - "Zjemy rybę z czipsami" [fish and chips to po prostu ryba z frytkami z gazety w budce w Londynie]

      The Sopranos - "Meet him at Ramada Airport" tłumacz na to - "Spotkaj się z nim na lotnisku Ramada" - [ a Ramada to sieć hoteli tak jak np. Holiday Inn, czyli Ramada Airport znaczy hotel sieci Ramada zlokalizowany na lotnisku.

      I tekst z książki pt "Sex w wielkim mieście" - "There was no road so we use the snowbobs to get to the top of the mountain and then we could ski" - a tłumacz tak "Nie było tam drogi więc wjechaliśmy na górę na snowboardach i mogliśmy pojeździć sobie na nartach" [na snowboardzie nie da sie wjechać na górę - no chyba że na wyciągu orczykowym ale SNOWBOB to po prostu skuter śnieżny :) - pochodzi od firmy BobCat :)))))]

      Nie jestem anglistą ale do tłumaczenia współczesnych filmów trzeba po prostu znać realia kraju gdzie dzieje się akcja a nie kończyć filologię i siedzieć po dziesięć godzin dziennie nad gramatykę bo potem wstyd tylko wielki. Pozdro
    • mmpm Re: najgorzej/najlepiej tłumaczony film 01.02.03, 10:52
      Najgorszy, jaki widziałem - "Czy leci z nami pilot" w wydaniu Polsatowskim.
      Połowa dowcipów zarżnięta! :-(((
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka