Dodaj do ulubionych

Muzyka, której nie słychać

05.02.03, 15:59
Z tego, co wiem....jesli muzyka do filmu jest zrobiona dobrze, to wogóle jej
w trakcie filmu nie slychac. Nie wiadomo tylko skąd widz odczuwa ten
fantastyczny klimat. Moim zdaniem amerykanie robią najgorszą muzykę do
filmów, jaka może być np. we "Wladcy Pierscieni". Są tam momenty, ze muzyka
jest nawet fajna, ale są też takie, ze jeeeeeeezu.
Jestem kompozytorem, wiec co nieco wiem na ten temat.
Muzyka do filmu "Piano" jest przyjemna, ale cały czas na jedną nute. Są tam
trzy utwory fortepianowe oparte o jeden pomysł, nuuudaaa......
pozdr
Bartek.
ps. szukam ludzi zajmujących się robieniem filmów.
Obserwuj wątek
    • farsa Re: Muzyka, której nie słychać 05.02.03, 16:51
      bartosz.sieminski napisał:

      a co sądzisz o "wszystkich porankach świata"?
      czy w tym filmie mamy do czynienia z "muzyką towarzyszącą" i transparentną?
      czy jest to może film muzyczny?
      czy może muzyka jest pierwszym bohaterem tego filmu?

      bo niewątpliwie, we "wszystkich..." muzykę słychać.
      piękną.
      • bartosz.sieminski Re: Muzyka, której nie słychać 05.02.03, 18:14
        farsa napisała:

        > a co sądzisz o "wszystkich porankach świata"?

        Na oczy nie widzialem. ;-))))

        > czy w tym filmie mamy do czynienia z "muzyką towarzyszącą" i transparentną?
        > czy jest to może film muzyczny?
        > czy może muzyka jest pierwszym bohaterem tego filmu?

        Zadajesz strasznie fajne pytania, ale ja widzisz jestem kiepskim kinomanem.
        Gdybym tamtej film widzial, to z pewnoscią dyskusja by sie rozwinęła że hooo....

        > bo niewątpliwie, we "wszystkich..." muzykę słychać.

        Uogólnie to...
        Jest roznica gdy muzyke w filmie slychac, a roznica gdy spełnia ona swoją
        funkcje. W filmach amerykańskich ją ZDECYDOWANIE "łoooojjj" ...słychać.
        Bartek.
    • otto_1 Re: Muzyka, której nie słychać 06.02.03, 15:50
      A niby dlaczego muzyki ma nie być słychać ? Zarzucasz muzyce do 'Piano', że
      nudna. To w końcu było ją słychać, czy nie ? Gdyby była ciekawa, to pewnie
      byłoby ją słychać jeszcze bardziej.
      • bartosz.sieminski Re: Muzyka, której nie słychać 06.02.03, 19:05


        > A niby dlaczego muzyki ma nie być słychać ?

        Chodziło mi o to, ze muzyka do filmu powinna być pewną jego cześcią. Nie moze
        ona być czymś zupełnie odłamanym albo (w skrajnosciach) odrzucającym.

        > Zarzucasz muzyce do 'Piano', że
        > nudna. To w końcu było ją słychać, czy nie ?

        Nudna w sęsie, ze oparta właściwie o jeden, moze dwa tematy.


        • Gość: dodo Re: Muzyka, której nie słychać IP: 209.226.65.* 06.02.03, 20:23
          bartosz.sieminski napisał:

          >
          > Nudna w sęsie, ze oparta właściwie o jeden, moze dwa tematy.
          >
          >

          podejscie "w tym sensie" mozna miec do wiekszosci gatunkow, zwlaszcza
          wywodzacych sie z muzyki ludowej takiej czy innej - do tego sie przeciez
          sprowadza blues, country, irish dance zeby wymienic cokolwiek na poczatek. jako
          muzyk - dopisz sobie reszte :-)
          tak to w ogole jest ze sztuka - wiekszosc literatury, teatru i filmu to
          walkowanie dwoch czy trzech tematow (milosc, zazdrosc, smierc...) ale ilez
          przyjemnosci w owym "walkowaniu" :-)
          nie czepiaj sie, bartek, calej amerykanskiej muzyki filmowej tylko z powodu
          zniesmaczenia "dwoma wiezami" - to nie uchodzi!
          • bartosz.sieminski Re: Muzyka, której nie słychać 07.02.03, 16:33
            > podejscie "w tym sensie" mozna miec do wiekszosci gatunkow, zwlaszcza
            > wywodzacych sie z muzyki ludowej takiej czy innej - do tego sie przeciez
            > sprowadza blues, country, irish dance zeby wymienic cokolwiek na poczatek.

            Nie zgadzam sie. Nie nazwalbym "w tym sensie", podejściem.

            > tak to w ogole jest ze sztuka - wiekszosc literatury, teatru i filmu to
            > walkowanie dwoch czy trzech tematow (milosc, zazdrosc, smierc...) ale ilez
            > przyjemnosci w owym "walkowaniu" :-)

            Mialem na mysli tematy muzyczne, a nie sprawy życiowe. Chodziło mi o
            powtarzanie, w niezbyt różniących się od siebie konfiguracjach, jednego
            pomyslu.

            > nie czepiaj sie, bartek, calej amerykanskiej muzyki filmowej tylko z powodu
            > zniesmaczenia "dwoma wiezami" - to nie uchodzi!
            A właśnie, ze sie bede czepiał. Filmów amerykańskich, w których słyszałem ten
            sam rodzaj orkiestry i te same motywy, jest od pyty. Zawsze gdy coś oglądam i
            słyszę takową, od razy wyłączam głos w telewizorze. Nie wiem co Ci amerykanie
            mają? Każdy film (z reguły obyczajówki, choć też filmy akcji), mają muzykę o
            takim samym sztucznym nacechowaniu. Patrzeć nie moge,wieć nie patrze!!;-)))
        • otto_1 Re: Muzyka, której nie słychać 06.02.03, 21:06
          Oczywiście, rozumiem, w jakim 'sęsie' - chodzi Ci o to, że muzyka nie powinna
          wysuwać się na pierwszy plan. Otóż może tak, może nie. W sztuce nie ma
          sztywnych reguł. Ilu rezyserów, ilu kompozytorów muzyki filmowej, tyle różnych
          ssopsobów operowania dźwiękiem i muzyką w filmie, podobnie jak różnoerodne i
          często skrajne może byc podejście do operowania światłem czy kadrowania.
          Kieslowski specjalnie użył zielonego filtra w Krótkim filmie o zabijaniu, co
          przez większośc fachowców trktowane jest jako błąd w sztuce.

          Muzyki z 'Fortepianu' za bardzo nie pamiętam, ale muz. filmowej w ogóle nie
          powinno sie oceniać w oderwaniu of filmu, chyba że jest wykonywana (lub
          nagrywana samoistnie). Jeśli spełniała swoją rolę, była dobra bez względu na
          to, na ilu tematach była oparta.

          A 'Wszystkie POranki Świata' każdy muzyk powinien obejrzeć przynajmniej trzy
          razy.
          • bartosz.sieminski Re: Muzyka, której nie słychać 07.02.03, 16:41

            > Oczywiście, rozumiem, w jakim 'sęsie' - chodzi Ci o to, że muzyka nie powinna
            > wysuwać się na pierwszy plan.
            Moze, ale pod warunkiem, ze jest w niej coś co wyjść powinno!!

            > Otóż może tak, może nie. W sztuce nie ma
            > sztywnych reguł. Ilu rezyserów, ilu kompozytorów muzyki filmowej, tyle
            różnych
            > ssopsobów operowania dźwiękiem i muzyką w filmie, podobnie jak różnoerodne i
            > często skrajne może byc podejście do operowania światłem czy kadrowania.

            No właśnie, a ile razy oglądam jakąś amerykańską szmirę, tyle razy ten sam
            rodzaj muzyki (nie zależnie od kompozytora)...ech...czy to wina komercji? czy
            kultury? nie wiem

            > Muzyki z 'Fortepianu' za bardzo nie pamiętam, ale muz. filmowej w ogóle nie
            > powinno sie oceniać w oderwaniu of filmu, chyba że jest wykonywana (lub
            > nagrywana samoistnie). Jeśli spełniała swoją rolę, była dobra bez względu na
            > to, na ilu tematach była oparta.

            Tak, ale gdybym robił ją sam, to TEMATÓW mialaby znacznie wiecej. Jesli autor
            muzyki do 'fortepianu' jest naprawdy tak wielki, jak mawiają, to z pewnością
            stać go na coś znacznie lepszego.
            >
            > A 'Wszystkie POranki Świata' każdy muzyk powinien obejrzeć przynajmniej trzy
            > razy.
            Wezmę to pod uwage.
            • otto_1 Re: Muzyka, której nie słychać 07.02.03, 17:26
              bartosz.sieminski napisał:

              >
              > Tak, ale gdybym robił ją sam, to TEMATÓW mialaby znacznie wiecej. Jesli autor
              > muzyki do 'fortepianu' jest naprawdy tak wielki, jak mawiają, to z pewnością
              > stać go na coś znacznie lepszego.

              I być może nie spodobała by sie reżyserowi i nie pasowała do jej koncepcji. I
              może dlatego Jane Campion wynajęła Nymana, a nie Ciebie. Ale wszystko przed
              tobą, pracowała już chyba z POlakami (Kilar)
              • bartosz.sieminski Re: Muzyka, której nie słychać 07.02.03, 17:58
                > I być może nie spodobała by sie reżyserowi i nie pasowała do jej koncepcji. I
                > może dlatego Jane Campion wynajęła Nymana, a nie Ciebie. Ale wszystko przed
                > tobą, pracowała już chyba z POlakami (Kilar)

                No wiec o to chodzi. Rzecz jednak w tym, ze zanim byc zaczął ją pisac, to
                zapoznał bym się z filmem (obejrzał go jeszcze kilka razy). Napewno
                przemyslalbym jego wszystkie przesłania. Ale zgadzam sie, ze mogłaby sie nie
                spodobać, bo rezyserzy to strasznie samolubni ludzie. Myslą, ze jak robią film,
                to juz każdy musi chodzic na szpilkach;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka