Gość: maciek IP: 61.138.216.* 06.02.03, 09:07 gratulacje Panie Stanislawie film, ciekawy, super muzyka, ale ciezki to fakt bardzao mi sie podobal zycze ponownej ekranizacji panskich ksiazek moj tato jest panskim wielbicielem i pana bardzo ceni Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: BTH Bede szczery IP: *.tvtom.pl / 192.168.2.* 12.02.03, 22:09 Wiem, hollywoodzka papka etc. Niestety po prostu mi sie ten film nie podobal i cos mi sie wydaje, ze jeszcze wiele opini sie znadzie typu "nie doceniacie gdyz jestescie wychowani na "papce"". Trudno moze jestem "papkiem". Mam 26 lat tylko ale szkoda, ze tak ambitne ksiazki psuja nudne filmy a My Polacy dorabiamy do tego teorie, ze dzielo jest fantastyczne tylko trzeba je inaczej odebrac... Gdyby nie to, ze film powstal na podstawie ksiazki naszego mocarstwa zwanego Polska nikt by nawet tego filmu nie zauwazyl. Nedza, nedza i jeszcze raz nedza. Dziekuje Boze ze istnieje internet, bo strasznie bym sobie plul w brode gdybym wydal pieniadze idac na to "dzielo" do kina. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: perotin nt To co, widziales na kompie w Divx? Nie dziwota... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.03, 16:31 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: nt To co, widziales na kompie w Divx? IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 10:31 Nudny romans w kosmosie - Recenzja filmu ?Solaris? Steven?a Soderbergh?a i James?a Cameron?a Idąc 27 lutego roku 2003 na australijską premierę hollywoodzkiej wersji ?Solaris? starałem się jak mogłem, aby nie przynieść ze sobą na salę kinową żadnych uprzedzeń. Wynikało to z faktu, iż nie tylko znałem wcześniejsze recenzje tego fimu, ale też znam dość dobrze twórczość tych obu filmowców. Reżyser Steven Soderbergh jest znany głównie z ?Sex, Lies, and Videotape?, filmu, powiedzmy sobie to szczerze, nudnawego i pretensjonalnego. Jednakże największy zawód sprawił mi producent ?Solaris?, James Cameron (trzeba pamiętać, że w USA to producent, a nie reżyser, jest prawnie autorem filmu). Cameron jest znany z takich produkcji jak ?The Terminator?, ?Terminator 2?, ?Aliens? (?Obcy?), ?The Abyss? (?Głębia?) czy wreszcie ?Titanic?. Sądząc po tym ostanim filmie, można było się spodziewać, iż ?Solaris? zostanie sprowadzone de facto do wątku miłosnego (dość ważnego w powieści Lema, choć zdecydowanie w niej drugoplanowego). Niestety, ?Solaris? Steven?a Soderbergh?a i James?a Cameron?a to coś znacznie gorszego niż ?love story in space? (?romans w przestrzeni kosmicznej?), to jest po prostu nudne, rozwlekłe i pretensjonalne pseudo-romansidło, grane w sztucznym, teatralnym stylu przez marnych aktorów: George?a Clooney?a (Krisa Kelvina) i Nataszę McElhone (Rhey?ę, właściwie Harey, o czym będzie mowa później),i na dodatek źle wyreżyserowany i nienajlepiej zmontowany (liczne dłużyzny, nic nie wnoszące nawet do nastroju filmu). Według Soderbergh?a ?Solaris? to `a combination of ?2001? and ?Last Tango In Paris"? (`kombinacja ?2001? i ?Ostatniego tanga w Paryżu??). Dla mnie to zaś raczej marne naśladownictwo arcydzieła Kubrick?a, w stylu owego, jakże przereklamowanego, a tak naprawdę, to równie nudnego jak ?Solaris?, ?Ostaniego tanga?. W filmie ?Solaris? właściwie nic się nie dzieje. George Clooney pokazuje w nim conajmniej dwa razy swoją pupę, co bynajmniej nie ratuje filmu. Sceny miłosne są zbyt odważne, aby film był bez ograniczeń wiekowych, ale zbyt mało odważne, aby zaciekawić właściwie kogokolwiek. Z filozoficznego przesłania powieści Lema właściwie nic nie ocalało: kiedy zaczyna się ciekawa dyskusja na temat Boga, i nawet wspomniana jest opinia papieża, fonia zostaje natychmiast wyciszona, aby - broń Boże - nie zmusić widzów do myślenia? Jednym z powodów, iż filozoficzna głębia powieści została zgubiona przez Soderbergh?a i Cameron?a jest fakt, iż scenariusz został napisany przez Soderbergh?a na podstawie marnego tłumaczenia tej powieści na angielski (Joanna Kilmartin i Steve Cox przetłumaczyli ?Solaris?, na dodatek dość niechlujnie, nie z polskiego, a z francuskiego tłumaczenia, stąd owe, jedyne dotąd, angielskie tłumaczenie powieści Lema, zawiera mnóstwo błędów i przeinaczeń, w tym nawet nazwisk bohaterów). Jak już wspomniałem, dwójka głownych bohaterów gra w sztucznym, teatralnym stylu. Zamiast dialogów mamy deklamacje, zamiast gry aktorskiej jeno jej nędzne namiastki (przykładowo. scena ?rezurekcji? Rhei-Harey, jest niezamierzonie komiczna z powodu fatalnego aktorstwa Nataszy McElhone). Voila Davis jest niezła w roli czarnoskórej uczonej, doktora Gordona ? sęk w tym, iż jest to postać nieistniejąca w powieści Lema. Została ona wyraźnie wprowadzona ?na siłę? przez Soderbergh?a , aby film był politycznie poprawny (o ile dobrze pamiętam, to w powieści Lema występuje murzynka, ale jest ona tworem planety ?Solaris?, i nie jest naukowcem, a prześladowcą jednego z wyraźnie bialych uczonych z załogi stacji). Ulrich Tukur jest również dośc dobry w roli Gibariana, a własciwie jego ?ducha? (Gibarian popełnia samobójstwo tuż przed przylotem Kelvina), ale jest to rola wyraźnie drugo-, jak nie trzecio-planowa. Jeremy Davis jako Snow (Snaut) jest nieco lepszy niż Clooney czy McElhone, ale to przenież nie jest żaden powód do dumy? Od aktorstwa Clooney?a i McElhone chyba jeszcze gorsza jest reżyseria Soderbergh?a. Film po prostu się rozłazi, brak mu tempa, napięcia a przede wszystkim owego nastroju tajemniczej grozy, która uderza praktycznie z każdej strony powieści Lema czy też jest wyraźnie obecna w pamiętnej ekranizacji Tarkowskiego z roku 1972. Soderbergh starał sie naśladować Kubrick?a, stąd początek i zakończenie ?Solaris? jest marną kopią ?2001?. Brak funduszy na efekty specjalne rozłożył zaś ten film do końca. Wnętrze stacji i urządzenia znajdujące się w niej są na poziomie końca XX wieku i początku XXI, zaś techologia podróży kosmicznych o jakieś conajmniej 100 lat w przyszłość. Nieszczęściem Soderberg?a jest to, iż jego film ukazał sie po takich filmach jak ?Minority Report? (?Raport mniejszości) Spielberg?a (według opowiadania Philip?a K. Dick?a), czy też niedawnych adaptacjach dzieł H.G. Wells?a (jego ?Niewidzialnegp człowieka? i ?Maszyny czasu?). Stąd oczekiwania publiczności są obecnie wysokie, i nikogo już nie sa w stanie zadowolić efekty specjalne na pozoomie ?Milczącej gwiazdy? (?Astronauci?) Maetzig?a (1960) czy też ?Testu pilota Pirxa? Piestraka (1979), a znacznie gorsze (szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę upływ ponad 30 lat), niż w radzieckiej ekranizacji ?Solaris? z roku 1972. Miłośnikom science fiction czy też historii miłosnych zdecydowanie odradzam ?Solaris? Soderbergh?a, chyba, iż chcą się zanudzić na śmierć - na senasie w kinie ?Southland Village Cinema? na przedmieściu Melbourne, który zaczął się 27 lutego 2003 roku 2003 o godzinie 10:35 rano, tylko ja i osoba mi towarzysząca (ta ostania przez grzeczność) wytwaliśmy do końca? Polecam natomiast ten film studentom sztuki filmowej (aby zobaczyli, jak się się nie powinno kręcić filmów), oraz miłośnikom zdecydowanie złych, szmirowatych filmów, szczególnie z gatunku ?science fiction i fantasy?, do którego to, niewiadomo czemu, zakwalifikowano ten zdecydowanie nieudany romans Soderbergh?a i Cameron?a, marny romans, który nie tylko nie dorasta do pięt klasie powieści Lema, ale jest o kilka klas gorszy niż klasyczna ekranizacja Tarkowskiego z roku 1972. Jako iż Lem był wyraźnie niezadowolony z wersji Tarkowskiego, jestem niezmiernie ciekawy, co sądzi on o ?dziele? Soderbergh?a i Cameron?a. Obawiam się tylko, iż milionowe honorarium, które dostał on za prawa do sfilmowania ?Solaris? zostało wypłacone nie tylko pod warunkiem, iż nie bedzie się on wtrącał do filmowania tej powieści, ale tez, iż nie będzie on publicznie wyrażać negatywnych opinii o fiasku ?dzieła? Soderbergh?a i Cameron?a? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ten_no Re: Bede szczery IP: *.dsl.sndg02.pacbell.net 14.02.03, 05:35 Gość portalu: BTH napisał(a): > Wiem, hollywoodzka papka etc. Tak, film jest slabiutki. Lepszy niz przecietna hollywoodzka produkcja, ale slabiutki oraz bardzo z siebie zadowolony. Szkoda, ze Lem dal facetowi z Hollywood wolna reke, a poprzednio jak zglosil sie do niego Johann Sebastian Bach filmu (tzn. Andriej Tarkowski) to Lem go odtracil i zniszczyl jego koncepcje swoimi glupimi obiekcjami. Efekt jest taki, ze mamy sredniociekawy film rosyjski i slabawy film amerykanski. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pumper_nikiel@wp.pl Re: Bede szczery IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.03, 21:58 rzeczywiscie film jest kiepski, naprawde warto go nieogladac, strata czasu. Nic dziwnego ze producenci przestraszyli sie klapy i zaczeli reklamowac film jako ten w ktorym Clooney pokazuje tylek :) P.S. George Clooney przeczytal ksiazke dopiero po nakreceniu filmu, gdyby bylo inaczej moze by sie tak nie palil do tej roli. Na pytanie "Czy zna reakcje Lema na film?" Odpowiada: "Podobno bardzo mu sie podobal." Smiechu warte! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: R. Ebert 4/4 gwiazdki IP: *.57.28.55.Dial1.KansasCity1.Level3.net 13.02.03, 09:15 Pare znajomych osob, ktore poszly do kina pod wplywem moich entuzjastycznych komentarzy nie przestalo sie do mnie odzywac i wnioskuje, ze film im sie podobal... Nie spodziewajcie sie ani wiernej ekranizacji Lema, ani prymitywnego sci-fi. Film Solaris to b. dobrze zrobiony dramat psychologiczny. Do polecenia kazdemu, kto lubi klasyczne kino autorskie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ten_no Re: 4/4 gwiazdki IP: *.dsl.sndg02.pacbell.net 14.02.03, 05:36 Gość portalu: R. Ebert napisał(a): > Pare znajomych osob, ktore poszly do kina pod wplywem moich > entuzjastycznych komentarzy nie przestalo sie do mnie odzywac i > wnioskuje, ze film im sie podobal... Nie wiedzialem, ze pan tak swietnie mowi po polsku... :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: 4/4 gwiazdki IP: *.vic.bigpond.net.au 14.02.03, 12:04 Gość portalu: R. Ebert napisał(a): Pare znajomych osob, ktore poszly do kina pod wplywem moich entuzjastycznych komentarzy nie przestalo sie do mnie odzywac i wnioskuje, ze film im sie podobal... K: Pewnikiem to sa bardzo dobrze wychowane osoby... > Nie spodziewajcie sie ani wiernej ekranizacji Lema, ani > prymitywnego sci-fi. Film Solaris to b. dobrze zrobiony dramat > psychologiczny. Do polecenia kazdemu, kto lubi klasyczne kino > autorskie... K: Wierny byc nie moze, bo jest oparty na tlumaczeniu z drugiej reki (z francuskiego tlumaczenia "Solaris"). I co to za zwierze "kino autorskie"? Widziales film fabularny zrobiony bez rezysera? mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.htmlKagan Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: 4/4 gwiazdki - porawka IP: *.vic.bigpond.net.au 14.02.03, 12:05 Link to: mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Mialo byc: POPRAWKA! IP: *.vic.bigpond.net.au 15.02.03, 12:45 Gość portalu: Kagan napisał(a): Link to: mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: r. ebert kino autorskie... IP: *.57.27.211.Dial1.KansasCity1.Level3.net 15.02.03, 22:32 Gość portalu: Kagan napisał(a): > I co to za zwierze "kino autorskie"? Widziales film fabularny zrobiony bez rezysera? No prosze, taki koneser, a nie wie co to jest "kino autorskie"... Uproszczona definicja kina autorskiego (nie chcialbym, zeby ci sie przegrzala szara komorka) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: kino autorskie... IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 06:08 Kagan: co to za zwierze "kino autorskie"? Widziales film fabularny zrobiony bez rezysera? r.ebert: No prosze, taki koneser, a nie wie co to jest "kino autorskie"... Uproszczona definicja kina autorskiego (nie chcialbym, zeby ci sie przegrzala szara komorka) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: kino autorskie... IP: *.vic.bigpond.net.au 03.03.03, 06:20 Wczoraj wieczor (niedziela 2 marca 2003) widzialem w TV kolejna wersje "Psa Baskervillow" ("The Hound of the Baskervilles"), tym razem zrobiona przez BBC (dwoch Australijczykow w rolach glownych: Richard Roxburgh jako Holmes i Matt Day jako mlody sir Henry Baskerville, oraz Ian Hart jako Watson. Mimo iz widzialem juz conajmniej kilka wersji tego opowiadania Arthura Conan Doylea, to ogladalem te n-ta wersje z ciekawoscia i z wielka przyjemnoscia. A przeciez Brytyjczycy niedawno nakrecili tez doskonala wersje "Psa Baskervillow" (1983 r. z Ianem Richardsonem jako Holmesem). Moze gdyby rezyser tego filmu, ktory wlasnie widzialem w ABC TV, David Attwood nakrecil "Solaris", to zamiast nudnawego i zle granego romansu, mielibysmy pasjonujaca historie proby rozgryzienia tejemnicy Solaris, jak to ma miejsce w klasycznej juz powiesci Lema. Bowiem nie powinno sie robic eksperymentow z klasyka (do ktorej nalezy juz, niewatpliwie, "Solaris" Lema), jak sie nie ma nadzwyczajnego talentu, a jest sie tylko hollywoodzkim wyrobnikiem z pretensjami, jak Soderbergh... Wstyd, panie Soderberg, wstyd. Zostaje nam tylko nadzieja, ze skoro Holmesa gralo od roku 1922 (niemy film) conajmniej 20 aktorow, w tym Basil Rathbone (najbardziej znany Holmes), Peter Cushing (specjalista od horroru), Larry Hagman (Dallas), Roger Moore (007), Tom Baker (Dr. Who), Edward Woodward (Breaker Morant), Ian Richardson, Michael Caine, Christopher Lee, Jeremy Brett i nawet Buster Keaton... Tak wiec, jest wciaz nadzieja, ze Krisa Kelvina zagra znow prawdziwy aktor (jak to bylo u Tarkowskiego - Kelvina gral tam Donatas Banionis, chyba Litwin albo Lotysz), a nie nedzny trzeciorzedny amerykanski aktorzyna Clooney, co potrafi tylko pokazywac swa niezbyt dla normalnych mezczyzn ciekawa doope, i to na dodatek dwa razy w tym samym filmie... :( Kagan Odpowiedz Link Zgłoś
gale Re: Lem o 'Solaris' 16.02.03, 08:26 Pan Lem potraktował sprawę bardzo delikatnie. Film jest cieniusieńki, absolutnie pozbawiony klimatu, pełen dłużyzn (co z tego, że ładnych wizualnie), papkowaty. Przez cały czas widz zastanawia się, kiedy to się wreszcie zacznie - aż do napisów końcowych. Gdyby nie Żona, która jest miłośniczką twórczości Lema, film uprzedziłby mnie do Pisarza. A tak przynajmniej wiem, że ktoś położył na łopatki kawał porządnej literatury. Problem etyczny zarysowany w sposób wątły, ten aspekt został potraktowany bardzo po macoszemu. Mamy za to ciągnący się jak makaron wątek uczucia łączącego faceta o gumowej masce albańskiego alfonsa do pani o twarzy jak z filmu "Uciekające Kurczaki". Nie, nie, nie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan 'Solaris' czyli nudny romans w kosmosie IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 06:01 Nudny romans w kosmosie - Recenzja filmu “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i James’a Cameron’a Idąc 27 lutego roku 2003 na australijską premierę hollywoodzkiej wersji “Solaris” starałem się jak mogłem, aby nie przynieść ze sobą na salę kinową żadnych uprzedzeń. Wynikało to z faktu, iż nie tylko znałem wcześniejsze recenzje tego fimu, ale też znam dość dobrze twórczość tych obu filmowców. Reżyser Steven Soderbergh jest znany głównie z “Sex, Lies, and Videotape”, filmu, powiedzmy sobie to szczerze, nudnawego i pretensjonalnego. Jednakże największy zawód sprawił mi producent “Solaris”, James Cameron (trzeba pamiętać, że w USA to producent, a nie reżyser, jest prawnie autorem filmu). Cameron jest znany z takich produkcji jak “The Terminator”, “Terminator 2”, “Aliens” (“Obcy”), “The Abyss” (“Głębia”) czy wreszcie “Titanic”. Sądząc po tym ostanim filmie, można było się spodziewać, iż “Solaris” zostanie sprowadzone de facto do wątku miłosnego (dość ważnego w powieści Lema, choć zdecydowanie w niej drugoplanowego). Niestety, “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i James’a Cameron’a to coś znacznie gorszego niż “love story in space” (“romans w przestrzeni kosmicznej”), to jest po prostu nudne, rozwlekłe i pretensjonalne pseudo-romansidło, grane w sztucznym, teatralnym stylu przez marnych aktorów: George’a Clooney’a (Krisa Kelvina) i Nataszę McElhone (Rhey’ę, właściwie Harey, o czym będzie mowa później),i na dodatek źle wyreżyserowany i nienajlepiej zmontowany (liczne dłużyzny, nic nie wnoszące nawet do nastroju filmu). Według Soderbergh’a “Solaris” to `a combination of “2001” and “Last Tango In Paris"’ (`kombinacja “2001” i “Ostatniego tanga w Paryżu”’). Dla mnie to zaś raczej marne naśladownictwo arcydzieła Kubrick’a, w stylu owego, jakże przereklamowanego, a tak naprawdę, to równie nudnego jak “Solaris”, “Ostaniego tanga”. W filmie “Solaris” właściwie nic się nie dzieje. George Clooney pokazuje w nim conajmniej dwa razy swoją pupę, co bynajmniej nie ratuje filmu. Sceny miłosne są zbyt odważne, aby film był bez ograniczeń wiekowych, ale zbyt mało odważne, aby zaciekawić właściwie kogokolwiek. Z filozoficznego przesłania powieści Lema właściwie nic nie ocalało: kiedy zaczyna się ciekawa dyskusja na temat Boga, i nawet wspomniana jest opinia papieża, fonia zostaje natychmiast wyciszona, aby - broń Boże - nie zmusić widzów do myślenia… Jednym z powodów, iż filozoficzna głębia powieści została zgubiona przez Soderbergh’a i Cameron’a jest fakt, iż scenariusz został napisany przez Soderbergh’a na podstawie marnego tłumaczenia tej powieści na angielski (Joanna Kilmartin i Steve Cox przetłumaczyli “Solaris”, na dodatek dość niechlujnie, nie z polskiego, a z francuskiego tłumaczenia, stąd owe, jedyne dotąd, angielskie tłumaczenie powieści Lema, zawiera mnóstwo błędów i przeinaczeń, w tym nawet nazwisk bohaterów). Jak już wspomniałem, dwójka głownych bohaterów gra w sztucznym, teatralnym stylu. Zamiast dialogów mamy deklamacje, zamiast gry aktorskiej jeno jej nędzne namiastki (przykładowo. scena “rezurekcji” Rhei-Harey, jest niezamierzonie komiczna z powodu fatalnego aktorstwa Nataszy McElhone). Voila Davis jest niezła w roli czarnoskórej uczonej, doktora Gordona – sęk w tym, iż jest to postać nieistniejąca w powieści Lema. Została ona wyraźnie wprowadzona “na siłę” przez Soderbergh’a , aby film był politycznie poprawny (o ile dobrze pamiętam, to w powieści Lema występuje murzynka, ale jest ona tworem planety “Solaris”, i nie jest naukowcem, a prześladowcą jednego z wyraźnie bialych uczonych z załogi stacji). Ulrich Tukur jest również dośc dobry w roli Gibariana, a własciwie jego “ducha” (Gibarian popełnia samobójstwo tuż przed przylotem Kelvina), ale jest to rola wyraźnie drugo-, jak nie trzecio-planowa. Jeremy Davis jako Snow (Snaut) jest nieco lepszy niż Clooney czy McElhone, ale to przenież nie jest żaden powód do dumy… Od aktorstwa Clooney’a i McElhone chyba jeszcze gorsza jest reżyseria Soderbergh’a. Film po prostu się rozłazi, brak mu tempa, napięcia a przede wszystkim owego nastroju tajemniczej grozy, która uderza praktycznie z każdej strony powieści Lema czy też jest wyraźnie obecna w pamiętnej ekranizacji Tarkowskiego z roku 1972. Soderbergh starał sie naśladować Kubrick’a, stąd początek i zakończenie “Solaris” jest marną kopią “2001”. Brak funduszy na efekty specjalne rozłożył zaś ten film do końca. Wnętrze stacji i urządzenia znajdujące się w niej są na poziomie końca XX wieku i początku XXI, zaś techologia podróży kosmicznych o jakieś conajmniej 100 lat w przyszłość. Nieszczęściem Soderberg’a jest to, iż jego film ukazał sie po takich filmach jak “Minority Report” (“Raport mniejszości) Spielberg’a (według opowiadania Philip’a K. Dick’a), czy też niedawnych adaptacjach dzieł H.G. Wells’a (jego “Niewidzialnegp człowieka” i “Maszyny czasu”). Stąd oczekiwania publiczności są obecnie wysokie, i nikogo już nie sa w stanie zadowolić efekty specjalne na pozoomie “Milczącej gwiazdy” (“Astronauci’) Maetzig’a (1960) czy też “Testu pilota Pirxa” Piestraka (1979), a znacznie gorsze (szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę upływ ponad 30 lat), niż w radzieckiej ekranizacji “Solaris’ z roku 1972. Miłośnikom science fiction czy też historii miłosnych zdecydowanie odradzam “Solaris” Soderbergh’a, chyba, iż chcą się zanudzić na śmierć - na senasie w kinie “Southland Village Cinema” na przedmieściu Melbourne, który zaczął się 27 lutego 2003 roku 2003 o godzinie 10:35 rano, tylko ja i osoba mi towarzysząca (ta ostania przez grzeczność) wytwaliśmy do końca… Polecam natomiast ten film studentom sztuki filmowej (aby zobaczyli, jak się się nie powinno kręcić filmów), oraz miłośnikom zdecydowanie złych, szmirowatych filmów, szczególnie z gatunku “science fiction i fantasy”, do którego to, niewiadomo czemu, zakwalifikowano ten zdecydowanie nieudany romans Soderbergh’a i Cameron’a, marny romans, który nie tylko nie dorasta do pięt klasie powieści Lema, ale jest o kilka klas gorszy niż klasyczna ekranizacja Tarkowskiego z roku 1972. Jako iż Lem był wyraźnie niezadowolony z wersji Tarkowskiego, jestem niezmiernie ciekawy, co sądzi on o “dziele” Soderbergh’a i Cameron’a. Obawiam się tylko, iż milionowe honorarium, które dostał on za prawa do sfilmowania “Solaris” zostało wypłacone nie tylko pod warunkiem, iż nie bedzie się on wtrącał do filmowania tej powieści, ale tez, iż nie będzie on publicznie wyrażać negatywnych opinii o fiasku “dzieła” Soderbergh’a i Cameron’a… Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan 'Solaris'-nudny romans w kosmosie IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 06:18 Nudny romans w kosmosie - Recenzja filmu “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i James’a Cameron’a Idąc 27 lutego roku 2003 na australijską premierę hollywoodzkiej wersji “Solaris” starałem się jak mogłem, aby nie przynieść ze sobą na salę kinową żadnych uprzedzeń. Wynikało to z faktu, iż nie tylko znałem wcześniejsze recenzje tego fimu, ale też znam dość dobrze twórczość tych obu filmowców. Reżyser Steven Soderbergh jest znany głównie z “Sex, Lies, and Videotape”, filmu, powiedzmy sobie to szczerze, nudnawego i pretensjonalnego. Jednakże największy zawód sprawił mi producent “Solaris”, James Cameron (trzeba pamiętać, że w USA to producent, a nie reżyser, jest prawnie autorem filmu). Cameron jest znany z takich produkcji jak “The Terminator”, “Terminator 2”, “Aliens” (“Obcy”), “The Abyss” (“Głębia”) czy wreszcie “Titanic”. Sądząc po tym ostanim filmie, można było się spodziewać, iż “Solaris” zostanie sprowadzone de facto do wątku miłosnego (dość ważnego w powieści Lema, choć zdecydowanie w niej drugoplanowego). Niestety, “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i James’a Cameron’a to coś znacznie gorszego niż “love story in space” (“romans w przestrzeni kosmicznej”), to jest po prostu nudne, rozwlekłe i pretensjonalne pseudo-romansidło, grane w sztucznym, teatralnym stylu przez marnych aktorów: George’a Clooney’a (Krisa Kelvina) i Nataszę McElhone (Rhey’ę, właściwie Harey, o czym będzie mowa później),i na dodatek źle wyreżyserowany i nienajlepiej zmontowany (liczne dłużyzny, nic nie wnoszące nawet do nastroju filmu). Według Soderbergh’a “Solaris” to `a combination of “2001” and “Last Tango In Paris"’ (`kombinacja “2001” i “Ostatniego tanga w Paryżu”’). Dla mnie to zaś raczej marne naśladownictwo arcydzieła Kubrick’a, w stylu owego, jakże przereklamowanego, a tak naprawdę, to równie nudnego jak “Solaris”, “Ostaniego tanga”. W filmie “Solaris” właściwie nic się nie dzieje. George Clooney pokazuje w nim conajmniej dwa razy swoją pupę, co bynajmniej nie ratuje filmu. Sceny miłosne są zbyt odważne, aby film był bez ograniczeń wiekowych, ale zbyt mało odważne, aby zaciekawić właściwie kogokolwiek. Z filozoficznego przesłania powieści Lema właściwie nic nie ocalało: kiedy zaczyna się ciekawa dyskusja na temat Boga, i nawet wspomniana jest opinia papieża, fonia zostaje natychmiast wyciszona, aby - broń Boże - nie zmusić widzów do myślenia… Jednym z powodów, iż filozoficzna głębia powieści została zgubiona przez Soderbergh’a i Cameron’a jest fakt, iż scenariusz został napisany przez Soderbergh’a na podstawie marnego tłumaczenia tej powieści na angielski (Joanna Kilmartin i Steve Cox przetłumaczyli “Solaris”, na dodatek dość niechlujnie, nie z polskiego, a z francuskiego tłumaczenia, stąd owe, jedyne dotąd, angielskie tłumaczenie powieści Lema, zawiera mnóstwo błędów i przeinaczeń, w tym nawet nazwisk bohaterów). Jak już wspomniałem, dwójka głownych bohaterów gra w sztucznym, teatralnym stylu. Zamiast dialogów mamy deklamacje, zamiast gry aktorskiej jeno jej nędzne namiastki (przykładowo. scena “rezurekcji” Rhei-Harey, jest niezamierzonie komiczna z powodu fatalnego aktorstwa Nataszy McElhone). Voila Davis jest niezła w roli czarnoskórej uczonej, doktora Gordona – sęk w tym, iż jest to postać nieistniejąca w powieści Lema. Została ona wyraźnie wprowadzona “na siłę” przez Soderbergh’a , aby film był politycznie poprawny (o ile dobrze pamiętam, to w powieści Lema występuje murzynka, ale jest ona tworem planety “Solaris”, i nie jest naukowcem, a prześladowcą jednego z wyraźnie bialych uczonych z załogi stacji). Ulrich Tukur jest również dośc dobry w roli Gibariana, a własciwie jego “ducha” (Gibarian popełnia samobójstwo tuż przed przylotem Kelvina), ale jest to rola wyraźnie drugo-, jak nie trzecio-planowa. Jeremy Davis jako Snow (Snaut) jest nieco lepszy niż Clooney czy McElhone, ale to przenież nie jest żaden powód do dumy… Od aktorstwa Clooney’a i McElhone chyba jeszcze gorsza jest reżyseria Soderbergh’a. Film po prostu się rozłazi, brak mu tempa, napięcia a przede wszystkim owego nastroju tajemniczej grozy, która uderza praktycznie z każdej strony powieści Lema czy też jest wyraźnie obecna w pamiętnej ekranizacji Tarkowskiego z roku 1972. Soderbergh starał sie naśladować Kubrick’a, stąd początek i zakończenie “Solaris” jest marną kopią “2001”. Brak funduszy na efekty specjalne rozłożył zaś ten film do końca. Wnętrze stacji i urządzenia znajdujące się w niej są na poziomie końca XX wieku i początku XXI, zaś techologia podróży kosmicznych o jakieś conajmniej 100 lat w przyszłość. Nieszczęściem Soderberg’a jest to, iż jego film ukazał sie po takich filmach jak “Minority Report” (“Raport mniejszości) Spielberg’a (według opowiadania Philip’a K. Dick’a), czy też niedawnych adaptacjach dzieł H.G. Wells’a (jego “Niewidzialnegp człowieka” i “Maszyny czasu”). Stąd oczekiwania publiczności są obecnie wysokie, i nikogo już nie sa w stanie zadowolić efekty specjalne na pozoomie “Milczącej gwiazdy” (“Astronauci’) Maetzig’a (1960) czy też “Testu pilota Pirxa” Piestraka (1979), a znacznie gorsze (szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę upływ ponad 30 lat), niż w radzieckiej ekranizacji “Solaris’ z roku 1972. Miłośnikom science fiction czy też historii miłosnych zdecydowanie odradzam “Solaris” Soderbergh’a, chyba, iż chcą się zanudzić na śmierć - na senasie w kinie “Southland Village Cinema” na przedmieściu Melbourne, który zaczął się 27 lutego 2003 roku 2003 o godzinie 10:35 rano, tylko ja i osoba mi towarzysząca (ta ostania przez grzeczność) wytwaliśmy do końca… Polecam natomiast ten film studentom sztuki filmowej (aby zobaczyli, jak się się nie powinno kręcić filmów), oraz miłośnikom zdecydowanie złych, szmirowatych filmów, szczególnie z gatunku “science fiction i fantasy”, do którego to, niewiadomo czemu, zakwalifikowano ten zdecydowanie nieudany romans Soderbergh’a i Cameron’a, marny romans, który nie tylko nie dorasta do pięt klasie powieści Lema, ale jest o kilka klas gorszy niż klasyczna ekranizacja Tarkowskiego z roku 1972. Jako iż Lem był wyraźnie niezadowolony z wersji Tarkowskiego, jestem niezmiernie ciekawy, co sądzi on o “dziele” Soderbergh’a i Cameron’a. Obawiam się tylko, iż milionowe honorarium, które dostał on za prawa do sfilmowania “Solaris” zostało wypłacone nie tylko pod warunkiem, iż nie bedzie się on wtrącał do filmowania tej powieści, ale tez, iż nie będzie on publicznie wyrażać negatywnych opinii o fiasku “dzieła” Soderbergh’a i Cameron’a… Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nu! Re: Lem o 'Solaris' IP: *.bmj.net.pl 02.03.03, 06:00 Film jest OK. Nie sądzę, żeby Lemowi ten film się nie podobał - wręcz przeciwnie. Problem chyba w tym, że po filmach sf ludzie spodziewają się kina sensacji, podczas gdy to jest normalny, "poważny" film. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Lem o 'Solaris' IP: *.vic.bigpond.net.au 02.03.03, 07:00 Gość portalu: Nu! napisał(a): Film jest OK. Nie sądzę, żeby Lemowi ten film się nie podobał - wręcz przeciwnie. Problem chyba w tym, że po filmach sf ludzie spodziewają się kina sensacji, podczas gdy to jest normalny, "poważny" film. K: To nie jest film "poważny", ale nudny i zle zrobiony. Nie ma w nim nic z atmosfery ksiazki, nic z filozofii Lema. "Poważny" film SF to byla np. "2001" Kubricka czy "Solaris" Tarkowskiego... Moze sie ten film podoba Lemowi, bo na starosc, jak mu IQ spadlo, to on sie zachwyca prawie wszystkim co amerykanskie... Ale zobacz, co on dawniej pisal o USA: mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Lem o 'Solaris' IP: *.vic.bigpond.net.au 03.03.03, 06:19 Wczoraj wieczor (niedziela 2 marca 2003) widzialem w TV kolejna wersje "Psa Baskervillow" ("The Hound of the Baskervilles"), tym razem zrobiona przez BBC (dwoch Australijczykow w rolach glownych: Richard Roxburgh jako Holmes i Matt Day jako mlody sir Henry Baskerville, oraz Ian Hart jako Watson. Mimo iz widzialem juz conajmniej kilka wersji tego opowiadania Arthura Conan Doylea, to ogladalem te n-ta wersje z ciekawoscia i z wielka przyjemnoscia. A przeciez Brytyjczycy niedawno nakrecili tez doskonala wersje "Psa Baskervillow" (1983 r. z Ianem Richardsonem jako Holmesem). Moze gdyby rezyser tego filmu, ktory wlasnie widzialem w ABC TV, David Attwood nakrecil "Solaris", to zamiast nudnawego i zle granego romansu, mielibysmy pasjonujaca historie proby rozgryzienia tejemnicy Solaris, jak to ma miejsce w klasycznej juz powiesci Lema. Bowiem nie powinno sie robic eksperymentow z klasyka (do ktorej nalezy juz, niewatpliwie, "Solaris" Lema), jak sie nie ma nadzwyczajnego talentu, a jest sie tylko hollywoodzkim wyrobnikiem z pretensjami, jak Soderbergh... Wstyd, panie Soderberg, wstyd. Zostaje nam tylko nadzieja, ze skoro Holmesa gralo od roku 1922 (niemy film) conajmniej 20 aktorow, w tym Basil Rathbone (najbardziej znany Holmes), Peter Cushing (specjalista od horroru), Larry Hagman (Dallas), Roger Moore (007), Tom Baker (Dr. Who), Edward Woodward (Breaker Morant), Ian Richardson, Michael Caine, Christopher Lee, Jeremy Brett i nawet Buster Keaton... Tak wiec, jest wciaz nadzieja, ze Krisa Kelvina zagra znow prawdziwy aktor (jak to bylo u Tarkowskiego - Kelvina gral tam Donatas Banionis, chyba Litwin albo Lotysz), a nie nedzny trzeciorzedny amerykanski aktorzyna Clooney, co potrafi tylko pokazywac swa niezbyt dla normalnych mezczyzn ciekawa doope, i to na dodatek dwa razy w tym samym filmie... :( Kagan Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zniesmaczony Re: Lem o 'Solaris' IP: *.siemens.pl 13.03.03, 12:02 Kagan, obrażasz Lema (jednocześnie „broniąc” jego twórczości), obrażasz aktorów... A wszystko zza bezpiecznej anonimowości Internetu... Wypowiedziałbyś swoją opinię o IQ Lemowi prosto w twarz? Zastanów się, w jakim świetle się przedstawiasz... Smutne i straszne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Lem o 'Solaris' IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.03, 12:23 Gość portalu: zniesmaczony napisał(a): Kagan, obrażasz Lema (jednocześnie ?broniąc? jego twórczości), obrażasz aktorów... A wszystko zza bezpiecznej anonimowości Internetu... K: Poszukaj dobrze na forum, a znajdziesz link do mojej strony na WWW! I co, "prawda w oczy kole"? - Wypowiedziałbyś swoją opinię o IQ Lemowi prosto w twarz? K: TAK, ale nie teraz, gdy lezy ciezko chory w szpitalu... Ale dawniej mu mowilem prawde prosto w oczy, np. krytykujac jego zachwyt nad bombardowaniem przez USA Belgradu... A, jak pewnie wiesz, na starosc IQ gwaltownie spada... - Zastanów się, w jakim świetle się przedstawiasz... Smutne i straszne. K: Smutne i straszne jest, ze Lem pozwolil na tak marna ekranizacje SOLARIS, bo dostal za scenariusz milion dolarow, i ze sie rozmienial ostanio na drobne, piszac trzeciorzedne ksiazeczki typu OKAMGNIENIE. To tak, jakby Rolls Royce czy Porsche zaczelo produkowac samochody malolitrazowe... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Lem o 'Solaris' IP: *.vic.bigpond.net.au 14.03.03, 14:50 joolz napisał: Lepiej przeczytac, niz ogladac K: Niewatpliwie! mywebpage.netscape.com/stanislawlempl/solreven2.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jana Re: Lem o 'Solaris' IP: *.wydaw.polsl.gliwice.pl 17.03.03, 13:12 Dlaczego nie filmuja innych książek Lema? Pomyślcie jakie to są super tematy: "Eden" albo "Niezwyciężony"! To mogłyby być filmy, co? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Lem o 'Solaris' IP: *.vic.bigpond.net.au 18.03.03, 03:17 Gość portalu: jana napisał(a): Dlaczego nie filmuja innych książek Lema? Pomyślcie jakie to są super tematy: "Eden" albo "Niezwyciężony"! To mogłyby być filmy, co? K: Boje sie, ze po fiasku SOLARIS Soderbergha, nikt na zachodzie nie wezmie sie dlugo za filmowanie powiesci Lema... :( A z takiego wlasnie FIASKA mozna by tez zrobic niezly film SF... Nieoficjalna Strona Stanislawa Lema mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html Solaris - o ksiazce i filmach mywebpage.netscape.com/stanislawlempl/ Translation of Solaris to English mywebpage.netscape.com/stanislawlempl/ Odpowiedz Link Zgłoś
bogumilka Dziwne, że kręcą niefilmowy Solaris zamiast 05.05.03, 22:01 Niezwycieżonego? Niezwyciężony bylby świetnym filmem akcji o przyzwoitym poziomie intelektualnym (taki Terminator dla ambitnych). Odpowiedz Link Zgłoś