Dodaj do ulubionych

Into the wild = into the kitsch

12.04.08, 01:15
Pretensjonalny i naiwny do bólu, mit wędrówki przedstawiony tak, jak go
amerykanie w swoich małych rozumkach mogli zrozumieć. Tytułowy supertramp jest
irytującym gnojkiem, o gładkiej, wypielęgnowanej skórze, i zmierzwionych
włoskach, który pali pieniądze, cytuje klasyków oraz sypie własnymi frazesami,
najeżonymi słowami takimi jak wiara, wolność, gniew, bunt, wszechświat.
Oczywiście jak na wieszcza przystało, najczęściej robi to na szczycie skały, z
tomikiem poezji w ręku. Mdło się robi po 15 minutach. Aby w swym powrocie do
natury był jeszcze bardziej naturalny reżyser kazał mu się poruszać w małpich
podskokach i co jakiś czas wyć. Piękne krajobrazy? Cliches rodem z reklam
Marlboro (konie na tle zachodzącego słońca) lub szamponu Palmolive (skok do
wody pod wodospadem). No i najlepsze: dziki świat przyrody sprowadzony do
terytorium USA... Sean Penn nakręcił landrynę, film o buncie dla amerykańskich
nastolatek. Jeśli oglądać, to tylko przed filmem Crossroads z Britney Spears.
ŻAŁOSNE!
Obserwuj wątek
    • kubissimo Re: Into the wild = into the kitsch 12.04.08, 12:13
      hmmm, potwierdziles moje obawy co do tego filmu. Dzieki Tobie
      oszczedzę 13 zlotych :)
      • hajota Re: Into the wild = into the kitsch 13.04.08, 11:29
        Potwierdzam w całej rozciągłości opinię gavlino. Świetnie to ujął.
        • hobbitfrodo Absolutnie się nie zgadzam!!! 14.04.08, 20:43
          Być może ten film jest prosty, ale dla mnie w swej prostocie genialny. W
          konsumpcyjnym podejściu do życia zapominamy o tym, co najważniejsze. I nam
          trzeba prosto - bo inaczej nic nie zrozumiemy. Może i ten film odkrywa oczywistą
          prawdę, ale tego właśnie mi było trzeba. Jeśli przez cały film myślałam o tym
          jak byłoby wspaniale stanąć na szczycie góry i zawyć ze szczęścia, to koniec
          tego filmu po prostu wbił mnie w fotel. Nie ma prawdziwego szczęścia, jeśli nie
          ma obok nas ukochanej osoby. I żadne stawanie na szczycie góry ani skok z klifu
          do wody, ani spływ najbardziej rwącą rzeką nie da nam tego, co mógłby dać, jeśli
          byłby dzielony z kimś innym. Krajobrazy mnie zachwyciły, chociaż na żywo
          wyglądają o wiele bardziej niesamowicie, wspaniały głos Eddiego na ścieżce
          dopełnia dzieła. Dla mnie ten film był absolutnie piękny.
    • Gość: flying_jureczek Re: Into the wild = into the kitsch IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.04.08, 14:47
      moze i tak,tyle,moze i tam sie wszystko zgadza w tej twojej
      recenzji,bo film rzeczywiscie momentami az smieszny,tylko,ze
      przecietny nastolatek przez ten film nie przebrnie ,nawet
      amerykanski,a jak wiadomo,to za granica jest

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka