fioletowaryba
04.11.12, 22:18
więc tak- jestem mężatką, zlinczujcie, mnie, ale tak jest
poznałam faceta, zakochałam się.
Tak, ma swoje wady, wielkie, niefajne. Ale wiem o nich, mam świadomość.
Nie, nie idę z nim do łóżka, mimo, że ciągnie nas do siebie. Mocno.
Był taki moment, że chcialam odejść od męża. Powiedziałam temu facetowi o tym. I o tym, że kocham.
Nie zawalczył.
Trudno mi było. Ale poukladałam.
Jestem żoną i matką. Naprawdę fajną w obu rolach (zrezygnowałam z tego, co czułam), z tamtym spotykam się rzadko, czasem piszemy. Zawsze powtarza, że można na mnie liczyć, że jestem wyjątkowa. Parę razy próbowałam zakończyć znajomość, ale on walczył o to, żeby trwała. Ostatnio nawet pojechaliśmy kupić razem samochód dla niego, bo stwierdził, że mu zależy żeby mi się auto podobało.
Pytanie (może głupie, bo się pogubiłam) - skoro nie walczył o mnie, skoro nie ma seksu, to po co to wszystko ? Kim jestem dla niego?
Bo że nie tym kim chcialabym być to wiem.