tamara8
18.04.05, 11:52
opiszę wam pewną sytuację i chciałabym żebyście faceci powiedzieli co o ty
sądzicie? jak to oceniacie? co ja powinnam zrobić? jak do niego dotrzeć?
zawsze był zamknięty w sobie i mało rozmowny podczas nieporozumień wiem że ma
dużo problemów naprawdę staram się go wspierać ale po takich jazdach myślę
czasem : a po co mi to wszystko...może mi coś podpowiecie bo ja już nie wiem
co w tych waszych męskich głowach siedzi....
w sobotnie popołudnie dość spontanicznie ja mój mąż i nasz 14 syn
postanowiliśmy pojechać do knajpy coś zjeść. po drodze już prawie u celu...
ktoś jadący na pasie obok zjechał zbyt mocno w naszą stronę czym zmusił go do
asekuracyjnego zwolnienia by nie doszło do kolizji. mój mąż zatrąbił na
gościa ..ale to mu nie wystarczyło wściekł się i za chwilę dodał gazu
wyprzedził go demonstracyjnie obrzucając go piorunującym spojrzeniem. podczas
tych manewrów skomentował że to pacan i jak nie umie jeździć to ma siedzieć w
domu albo na pieszo chodzić i takie tam jak to wku..ony facet.. nastąpiła
również wymiana zdań między nami ja zapytałam co wyprawia, że ten ktoś to
może nawet nie wiedział co zrobił może jest początkującym i że mi się też
kiedyś coś takiego przytrafiło i nie mie ma powodu do takiego wściekania się
i takiego hamskiego bądź co bądź zachowania...na co mój mąż upierając sie
przy swoim stwierdził że z oburzeniem że ja powinnam trzymać jego stronę anie
jakiegoś dupka ,po czym padło "poznaj mnie ze swoim mężem bo ja nim napewno
nie jestem" ...mnie zamurowało próbowałam mu jeszcze coś wyklarować ale on
wściekł się jeszcze bardziej no i cóż obiad w knajpie zjedliśmy w grobowej
ciszy zaciskając szczęki a ja myślałam że się rozryczę......kiedy wróciliśmy
do domu nastąpiła jeszcze wymiana zdań której on stwierdził że wszystkiemu
winna jestem ja bo powinnam nie kontynuować tematu..powiedzmy już w
samochodzie. nie przyjął argumentu że gdyby nie jego zachowanie to przecież
moich uwag niebyłoby....padło jeszcze parę stwierdzeń z jego strony w stylu
że może mam jakiś plan "b" że może złoże papiery o rozwód i w tej sytuacji
będzie z orzeczeniem o jego winie i takie tam nie potrzebne słowa....
powiedziałam mu że jest jednym wielkim kłębkiem nerwów( dwie prace hroniczny
brak czasu i dużo problemów)ale nie może wyładowywać ich na mnie bo to nas
daleko nie zaprowadzi czuję się obrażona tą sytuacją powiedziałam żeby się
zastanowił co chce z tym zrobić...i ze sobą ..
oczekuję że mnie przeprosi!! on jednak powiedział że tego nie zrobi