edek
26.04.05, 01:38
Moje wlasne wspomnienia:
Byly to lata - pozny "Zapluty" (Gumula). Moja zyciowa przygoda za "kolkiem"
zaczela sie w Tech.Samochodowym w Poznaniu. Zrobilem tam prawo-jazdy, kat.3-
ciej i w ostatnim roku _studjow_ 2-ke. Tam tez poznalem "ustrojstwo" nazywane
samochodem. Po skonczeniu tej szkolki, (na studia mnie nie ciagnelo) wrocilem
do swej miejscowosci i zaczolem pracowac jako kierownik transportu w
niewielkiej firmie (PZGS). "kierownikowalem" tam 6-tka kierowcow i
traktorzysta (jest, jest i w tym zawodzie hierarchia). Z chlopakami nie
mialem problemow, bo nie interesowalo minie - co, ile i z kim pija. Lubili
mnie, poniewaz nie obcinalem im godzin, ktore powaznie naciagali. Po
pierwszej wyplacie zapoznalem sie z nimi dokladniej w garazu z musztardowa w
reku, kielbacha i "katolikami" na blacie warsztatu. Niechcialem uchodzic za
mieczaka - wiec spelnialem toasty rzetelnie. Efekt tego - narzygalem w lozko.
Ale ten "chrzest bojowy" przydal sie w przyszlosci. Mieszkalem z mama -
ojciec nie wrocil z wojny, zostal w Anglii. Sami pchalismy ta Polska bide.
Kierownikowalem - okolo roku - armia wezwala (za-szczy-tny obowiazek).
Wcielili mnie do RWNCZ (ruchome warsztaty naprawy czolgow) w Szczecinie. Po
unitarnym. (hej chlopaki z tamtych lat - pamietacie, nie raz wynosilo sie
peta na kocu w 40-stu 10 km. na poligon) zostalem postawiony do dyspozycji
zastepcy dow. 12 Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej im. Otokara Jarosza
(Narodnyj Gieroj CSRS) Pulkownika... mniejsza o nazwiska. Bylem jego
osobistym kierowca (jak za sanacji). Jako ciekawostka - Dowodca tej Dywizji
byl - no kto? Tak! -Jaruzel, widywalem go co dnia. Moj "stary"- okazal sie
przyzwoitym czlowiekiem, nie mialem z nim zadnych "pierepalek" ani... - on ze
mna. Zadanie moje polegalo na - wozeniu starego do Dywizji po inspekcjach i
na dziwki (byl zastepca, do spraw Tech. ) i do uslug rodziny. Stary mial zone
dwie cory (studiowaly na AM) i kilka kochanek. Nie byl za tegim opojem, ale
tez i nie gardzil. Lubilem go za specyficzne poczucie humoru. Wolal na
mnie "Robaszku", zreszta na wszystkich - nizszych ranga. Normalny dzien -
zaczynal mi sie o 7-mej rano, nie obowiazywala mnie pobudka, ani zadne tam
wojskowe "gupoty". W swej jednostce tylko spalem i garazowalem.
Patrzylo "Bractwo" na mnie z zazdroscia. Nikt do mnie nie skakal, wozilem
przeciez "Bat" na ich dupe, ale i ja nie pysznilem sie , staralem sie byc
kolezenski i uczynny. Po porannych "Oblucjach", (na sniadanie nie chodzilem)
siadalem w wymyta i zatankowana (chlopaki dbali o to co dnia, zawsze pod moim
siedzeniem byla flacha "zielska") "Wolge" i gnalem pod wille starego, ladowal
sie stary - dziewczyny z tylu, wiozlem starego do Dywizji, dziewczyny na
uczelnie - czasami odwrotnie. Stary mowil mi co mam dalej robic. Przewaznie,
wracalem po "mamuske" i wiozlem ja do psiapsiulek na "ploty", mowila mi o
ktorej mnej wiecej skonczy "pytlowac". A ja w miasto, (trzeba z czegos zyc)
bawilem sie w "Taryfiarza" (jezdzilem na "cywilnej" rejestracji). Raz WSW
zabralo mi rozkaz wyjazdu. Przyniesli staremu w zebach. Bylem wyprowiantowany
w swej jednostce. Ale wszyscy kucharze we wszystkich jednostkach, (po czasie)
znali mnie i dazyli "uczuciem", oczywiscie ,nie za darmo, "Lzy Soltysa" mialy
swoja wymowe. Jedny slowem - nie jezdzilem glodny, zawsze "cus" na czarna
godzine sie znalazlo, nieraz i stary kozystal z mej "spizarki" jak bylismy
dalej od "zaplecza"- a zglodnial . Kawal chlopa z niego bylo, wazyl - 130kg.,
wiec potrzebowal "paliwa" . Mial Ksywe "Skowronek", ale jak sie zdenerwowal,
jak przemawial do obwinionego, to wszyscy w kolo przysiadali. Mnie traktowal -
jak lubianego psiaka. Rodzine - jak udzielny ksiaze, ale nie bylo zle, nawet
kilka razy - podczas rodzinnych uroczystosci bylem zaproszony do "oltarza".
Bralem to wszystko jako "epizod" w mym zyciu. W 18-stym miesiacu
mej "sluzby", przytrafil mi sie glupi wypadek. Na hali gimnastycznej, przy
wyglupach (bylismy mlodzi) skrecilem noge w kolanie. Dwa miechy w szpitalu,
stracilem "lekotki", a poznalem milutka dziewczyne, Hello Tereniu C. !!! Moze
czyta? Byla na praktyce ze szkoly pielegniarskiej na "Orla Bialego" (plac w
Szczecinie - Pomian potwierdzi). Po rekonwalestencji, komisja lekarska uznala
ze wystarczy tych "za-szczy-tow" (zasluga "mamuski". Byla nawet raz u mnie z
wizyta, mila kobita. Tak mi "matkowala" troszeczke). Dali kat. D i zwolnili
do cywila.
Ps. Jesli (w co watpie) kogos to interesuje, nastapi cdn.
e