Dodaj do ulubionych

................Kochanka .....................

08.05.06, 10:20
Wydaje mi sie ze jestem "skazany" na kochanke. Zawsze bylem w trudnych,
bardzo wymagajacych zwiazkach z kobietami, bylem romantyczny i zakochiwalem
sie bardzo latwo i gleboko i trudno bylo mi sie odkochac, i powiem ze kobiety
wykorzystywaly moja slabosc do nich, bo wielbilem je jak boginie.

W koncu 5 lat temu poznalem moja zone, i po roku pobralismy sie, sadzilem ze
jest nagroda za te wszytkie poprzednie niespelnione do konca zwiazki. Moja
zona jest cudowna, kochajaca, chce dzieci i daje mi absolutnie
wszystko...wrecz szaleje na moim punkcie.

Niestety na ironie losu, teraz ja odmienilem sie nie do poznania, czuje ze
nie kocham jej, i potrzebuje luznego zwiazku, takiego jak przedtem mialem z
Junko i Chanieng, mieszkam w USA i jakos tak wyszlo ze moje obie poprzednie
dziewczyny obydwie byly azjatkami.

Wiem ze moze zabrzmi to egoistycznie, ale nie czuje sie szczesliwy z zona
ktora jest Polka, bo Ona jest zbyt normalna, zbyt latwo wszystko mi dala, a
ja jestem raczej artysta, mysle niekonwencjonalnie, zawsze o wszystko
musialem walczyc i potrzebuje wyzwania i wiem na pewno ze nie bede z zona
dlugo.

Mysle ze zawsze uciekalem od codziennosci, dlatego lepiej czulem sie z
kobietami z innych nacji, choc one dla mnie nie byly nigdy takie dobre jaka
jest moja zona.


Czy jestem skazany na kochanke, albo na nowa partnerke?



PS. Nie jestem zainteresowany w opiniach tepiacych moje zachowanie, nie
potrzebuje moralizownia ani tym bardziej publicznego ukamienowania. Raczej
spowdziewam sie ze ktos kto byl lub jest w podobne sytuacji podzieli sie ze
mna swoimi doswiadczeniami i porzytecznymi radami.

Obserwuj wątek
    • mikele111 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 10:51
      niezle sie usmialem...stary, najlepsza polka, azjatkom mowimy nie:)
    • cyberski Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 11:08
      Nie... nie jesteś skazany...
      Skazany to ktoś kto musi...
      A nikt nie musi mieć kochanki, nie ma takiego przymusu...
      Jeśli ją będziesz miał to będzie Twoja świadoma (czego życzę) lub nieświadoma (czego nie zyczę) decyzja, ale nie przymus...
      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 11:29
        cyberski napisał:

        > Nie... nie jesteś skazany...Skazany to ktoś kto musi...
        > A nikt nie musi mieć kochanki, nie ma takiego przymusu...
        > Jeśli ją będziesz miał to będzie Twoja świadoma (czego życzę) lub nieświadoma
        > (czego nie zyczę) decyzja, ale nie przymus...


        Wlasnie ja czyje przymus, bo wiem ze powinienem byc szczesliwy z moja zona, ona
        jest we mnie zakochana, wrecz szaleje na moim punkcie, seks jest swietny..Ale
        mysle ze zrobilem blad bo ucieklem od kobiet ktore sa w moim typie, wprost w
        ramiona mojej zony.

        Teraz wiem ze nie pasuje mi moja zona, choc ona sadzi ze jestesmy para
        doskonala...

        Mysle ze ja zawsze wolalem wyzywajace kobiety, ktore nie koniecznie sa dobrym
        materialem na zone, zreszta nie jestem pewien ze jestem gotowy na taki staly
        zwiazek na cale zycie. Mysle ze zaczne od poczatku, bo nie dam szczescia mojej
        zonie, gdy sam nie czyje sie szczesliwy. Nie potrafie udawac. Zreszta jej juz
        ot powiedzialem, ale ona mysli ze to chwilowy kryzys.
        • cyberski Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 11:42
          Waldek...
          Zrobisz jak uznasz za słuszne, ale nie nazywaj wyboru przymusem...
          No chyba że jesteś ubezwłasnowolniony przez swoje - nie wiem - popędy...
          Ale wówczas nalezałoby się zastanowić czy nie powinno się tego leczyć...
          Musieć to musi alkoholik, seksoholik, pracoholik...
          Moze jesteś jakiś -holikiem, ale to się leczy, a nie pielęgnuje
          • waldek1610 Zachochalem sie w image...kobiety feme fatal 08.05.06, 12:17
            Mysle ze moje "popedy" jak to nazwales to dobre ujecie mojego problemu. Nie
            wiem czy powinienem sie z tego leczyc, bo po prostu mam takie preferencje
            odnosnie mojej "wymarzonej partnerki".

            Mysle ze sa mezczyzni ktorzy nie lubia typu "zony", tylko sa szczesliwi z
            typem "kochanki"... kobiety ktora nie daje im wszystkiego, ale jest dla nich
            wyzwaniem, sadze ze Junko byla perfekcyja kochanka w tego slowie znaczeniu.

            Pozatym moje zycie zawsze bylo jednym wielkim wyzwanie, najpierw wyjechalem z
            Polski w wieku 19 lat, od razu skoczylem na gleboka wode, poszedlem do US
            Marines, i zaraz potem wyslany zostalem do Japoni, poznalem Junko, i ona oddala
            mi siebie natychmiastowo jesli chodzi o seks, powiedziala mi ze chce zebysmy
            byli "kochankami" tak Japonki nazywaja bycie kogos dziewczyna/chlopakiem.

            Teraz dowiedzialem sie ze jej nie chodzilo o wielko milosc tylko o seks, bo
            dziewczyny z Japoni uwazaja bialych facetow za tzw; "fashion statement" i
            posiadanie bialego chlopaka to powod do dumy, poza tym czuja sie tym
            dowartosciowane. Zreszta mozesz zobaczyc na forum www.jref.com tam pisze pod
            nickiem Wally S; pisze na forach "Love and Relationship" oraz; "Culture Shock".

        • agunia_29 Re: ................Kochanka .................... 09.05.06, 23:52
          > Mysle ze ja zawsze wolalem wyzywajace kobiety, ktore nie koniecznie sa dobrym
          > materialem na zone, zreszta nie jestem pewien ze jestem gotowy na taki staly
          > zwiazek na cale zycie. Mysle ze zaczne od poczatku, bo nie dam szczescia
          mojej
          > zonie, gdy sam nie czyje sie szczesliwy. Nie potrafie udawac. Zreszta jej juz
          > ot powiedzialem, ale ona mysli ze to chwilowy kryzys.


          W pewnym stopniu Cię rozumiem, ale współczuje twojej żonie bardziej niż Tobie.
          Ona Cię pewnie kocha całym sercem i duszą bo kobiety inaczej czują miłość, chcą
          stabilizacji i harmonii niż ciągłych przygód i wyzwania. Wszystko chce ci dać
          co najlepsze bo jesteś całym jej życiem a Ty to odrzucasz. Zastanów sie co
          wolisz przygód i żądzy czy stałego związku w harmonii. Jeżeli tego pierwszego
          to porozmawiaj z żoną i zakończ to zanim wyrządzisz jej jeszcze wiekszą
          krzywde.
    • majki1976 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 11:17
      żona Cię kocha, a kochanke nie wiesz jak długo cie bedzie kochać , żone masz
      pewną a za kochanke nie możesz być pewny , przecież ja nic przy tobie nie
      trzyma,kochaj zone ,bo jezeli ona kocha ciebie to jest tego warta
      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 11:36
        majki1976 napisał:

        > żona Cię kocha, a kochanke nie wiesz jak długo cie bedzie kochać , żone masz
        > pewną a za kochanke nie możesz być pewny , przecież ja nic przy tobie nie
        > trzyma,kochaj zone ,bo jezeli ona kocha ciebie to jest tego warta

        Tak, masz racje, zona kocha mnie i jest warta milosci odwzajemnionej....A ja
        niestety chyba juz jej nie kocham, choc wiem ze ja kochalem, ale zdalem sobie
        sprawe z tego ze nigdy nie kochalem jej tak jak kochalem Junko....na ktora
        czekalem dlugo gdy mielismy znajomosc na odleglosc.

        Moja zona jest cudowna pod kazdym wzgledem, ale gdy mysle o milosci mojego
        zycia to widze twarz.... Junko, choc z nia skonczone, i wiem ze niezbyt
        zaslugiwala na moja milosc, zreszta dlatego z nia zerwalem.

        Mysle ze znajde sobie nastepna azjatke, prawdopodobnie Japonke, nie zasluguje
        na kobiete ktora poswieca sie dla mnie jak moja zona...ja potrzebuje kogos kto
        chce luznego zwiazku, romansu, partnerstwa, mysle ze jestem zbyt samodzielny
        dlatego ze zbyt dlugo zylem sam i moje poprzednie dziewczyny zrobily mnie takim.



    • tamara_t Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 11:18

      Zacznę od końca:

      > PS. Nie jestem zainteresowany w opiniach tepiacych moje zachowanie, nie
      > potrzebuje moralizownia ani tym bardziej publicznego ukamienowania. Raczej
      > spowdziewam sie ze ktos kto byl lub jest w podobne sytuacji podzieli sie ze
      > mna swoimi doswiadczeniami i porzytecznymi radami.

      Zastanawiam się jakich rad oczekujesz? Nie jestem mężczyzną, nie byłam nigdy w
      podobnej sytuacji, ale nie zamierzam rzucać kamieniem.

      > Wydaje mi sie ze jestem "skazany" na kochanke.

      Żyjesz w wolnym kraju, jeśli jesteś na cokolwiek skazany, to z WŁASNEJ -
      bardziej lub mniej świadomie - nieprzymuszonej woli. Człowiek jest tak dziwnie
      skonstruowany, że kiedy coś sobie ubzdura - nie potrafi już myśleć o świecie
      inaczej. Tak się przynajmniej wydaje. Nie jesteś pierwszym, który kobietę [o
      której mówi w superlatywach] w pełni świadomie rani,prowadzi do destrukcji
      wszystkiego co dobre między ludźmi może być. Być może masz perwersyjną
      przyjemność z niszczenia szczęścia swojego i czyjegoś, może nie potrafisz być
      szczęśliwy - to podobno cecha nabyta, dlatego Cię nie oceniam. A może nie
      chcesz być szczęśliwy? Na żonie chcesz się zemścić za milczenie Junko? Hm,
      ciekawa koncepcja...

      > Niestety na ironie losu, teraz ja odmienilem sie nie do poznania

      jeśli Twoja żona jest tak dobra, jak twierdzisz, to jaka jest przyczyna tej
      zmiany? Może nareszcie spotkałeś "tą" kobietę i okazało się, że jednak wolisz
      jak Ci kobieta wali mięsem w twarz, udaje że nie zna, wykorzystuje Twoją
      słabość...? Pamiętaj, żeby odchodąc od żony nigdy nie mówić, że "była dla
      Ciebie za dobra" - kobiety nie rozumieją tego tekstu, on nic nie znaczy.
      Powiedz po prostu, że jej nie kochałeś - z tym łatwiej się pogodzić. I chyba
      bliższe to prawdy będzie - nie mylmy wygody, przyzwyczajenia etc z miłością.
      Tak jest chyba uczciwiej.
      Cóż, zastanów się i szczerze wobec siebie powiedz [sobie w twarz] co sprawi, że
      będziesz szczęśliwy za 10 lat - nowa kobieta w łóżku, kochająca nadal żona,
      dzieci.. wstaw dowolne - ? Może jak będziesz to wiedział łatwiej przyjdą Ci
      pewne decyzje. Ja wyznaję filozofię: " Jeśli coś się ma spier***ić, to lepiej
      prędzej niż później" - to dużo mniej boli i nerwów kosztuje [to ostatnie
      niestety nie zawsze :(].

      Powodzenia i trafnych wyborów życzę :)
      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 12:05
        tamara_t napisała:

        > Żyjesz w wolnym kraju, jeśli jesteś na cokolwiek skazany, to z WŁASNEJ -
        > bardziej lub mniej świadomie - nieprzymuszonej woli. Człowiek jest tak
        > dziwnieskonstruowany, że kiedy coś sobie ubzdura - nie potrafi już myśleć o ś
        > wiecie inaczej. Tak się przynajmniej wydaje. Nie jesteś pierwszym, który
        > kobietę [o której mówi w superlatywach] w pełni świadomie rani,prowadzi do
        > destrukcji wszystkiego co dobre między ludźmi może być. Być może masz p
        > erwersyjną przyjemność z niszczenia szczęścia swojego i czyjegoś, może nie
        > potrafisz być szczęśliwy - to podobno cecha nabyta, dlatego Cię nie oceniam.
        > A może nie chcesz być szczęśliwy? Na żonie chcesz się zemścić za milczenie
        > Junko? Hm, ciekawa koncepcja...




        Zawsze chcialem byc szczesliwy ale z ...Junko, i zdalem sobie sprawe z tego ze
        najbardziej kochalem Junko, i po prostu ucieklem od niej najpierw do Chanieng,
        potem do zony bo milosc do niej zbyt duzo kosztowala mnie poswiecen i Ona po
        prostu mnie wykorzystywala.

        Trudno to wytlumaczyc, to sa ruznice kulturowe, bo szybko oddala mi swoje
        cialo, ale przez prawie 2 lata znajomosci Junko nigdy nie powiedziala
        mi "Kocham Ciebie" nawet gdy przez 1 i pol roku mielismy znajomosc na
        odleglosc, to nigdy nie napisala; "Teskine za Toba" ...jedynie zebym na nia
        czekal i sie nie martwil bo napewno kiedys sie spotkamy jeszcze.

        Po prostu nie potrzebowala wielkiej milosci, dlatego po 2 latach przyjechala do
        USA na studja ale na przeciwlegle wybrzeze, i chciala zebym byl jej chlopakiem
        na wakacje... Dla niej wazniejsza byla kariera, i zeby wyrwac sie z Japoni.


        > > Niestety na ironie losu, teraz ja odmienilem sie nie do poznania
        > jeśli Twoja żona jest tak dobra, jak twierdzisz, to jaka jest przyczyna tej
        > zmiany? Może nareszcie spotkałeś "tą" kobietę i okazało się, że jednak wolisz
        > jak Ci kobieta wali mięsem w twarz, udaje że nie zna, wykorzystuje Twoją
        > słabość...?


        Po prosu ponad miesiac temu mialem sen o Junko, ze wkoncu do mnie przyjechala
        tak jakby nic sie nie zmienilo, i nawet w tym snie mialem dylemat, czy ona czy
        moja zona.

        Zawsze zdawalem sobie z tego sprawe ze nigdy nie zdolam zakochac sie w mojej
        zonie tak bardzo jak kochalem Junko..a przeciez wolalbym kochac kobiete z ktora
        jestem, to jest odemnie niezalezne.



        > Pamiętaj, żeby odchodąc od żony nigdy nie mówić, że "była dla
        > Ciebie za dobra" - kobiety nie rozumieją tego tekstu, on nic nie znaczy.
        > Powiedz po prostu, że jej nie kochałeś - z tym łatwiej się pogodzić. I chyba
        > bliższe to prawdy będzie - nie mylmy wygody, przyzwyczajenia etc z miłością.
        > Tak jest chyba uczciwiej.


        Juz jej to powiedzialem ze nie jestem pewien czy ja kocham bo nadal mysle o
        mojej Japonskiej ex, poczatkowo byla zalamana, ale ja sam nie wiem czego chce,
        ale nie moge jakos siebie zmusic do tego zeby kochac zone...bo patrze na nia i
        widze kobiete ktora jest we mnie zakochana, az oczy sie jej blyszcza, a ja nie
        czuje tego samego do niej. Mysle ze jednak bede musial od niej odejsc.


        > Cóż, zastanów się i szczerze wobec siebie powiedz [sobie w twarz] co sprawi,
        > że będziesz szczęśliwy za 10 lat - nowa kobieta w łóżku, kochająca nadal
        > żona, dzieci.. wstaw dowolne - ? Może jak będziesz to wiedział łatwiej
        > przyjdą Ci pewne decyzje. Ja wyznaję filozofię: " Jeśli coś się ma
        > spier***ić, to lepiej prędzej niż później" - to dużo mniej boli i nerwów
        > kosztuje [to ostatnie niestety nie zawsze :(]. Powodzenia i trafnych
        > wyborów życzę :)

        Nie wiem co bedzie za 10 lat, ale w tej chwili jestem pewien tego ze nie kocham
        mojej zony, i chyba lepiej bedzie jesli odejde po 4 latach, nie chce marnowac
        jej czasu, ani mojego. Mysle ze zawsze bylem kochliwym, niepoprawnym
        romantykiem, pozatym straszny ze mnie babiarz, w tym sensie ze moje zycie
        seksualnie jest dla mnie niesamowicie wazne, i wiem ze moja zona nie
        satysfakcjonuje mnie zupelnie w lozku.

        Zawsze podobaly mi sie kobiety ktore sa wyzywajace, a moja zona ma bardzo
        delikatna urode, choc bardzo kobieca, majac 27 lat wyglada na gora 19. A ja
        potrzbuje kobiety ktora jest uosobieniem seksu taka jakimi byly Junko i
        Chanieng, a nie dziewczynki...Wiem ze nie brzmi to dobrze ale ja nie potrzebuje
        zony...tylko kochanki.
        • tamara_t Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 12:24
          Wybacz, ale czuję się, jakbym cierpienia młodego wertera czytała...

          Masz rację, zostaw tą biedną kobietę czym prędzej, niech ułoży sobie
          szczęśliwie życie póki młoda, bo widzę, że to walka z wiatrakami. I tak ją
          zostawisz, jak nie teraz, to za kolejnych 5 lat. Gdybyś - jak większość
          meżczyzn - potrafił radzić sobie ze swoją seksualnością - zorganizowałbyś sobie
          kochankę i nie raniąc żony byłbyś szczęśliwy godząc przyjemne z pożytecznym.
          Ale po co, skoro można słowami kroić komuś serce jak tępym nożem, nie
          odchodzisz i nie jesteś z nią jednocześnie, wyobrażam sobie katusze jakie
          przeżywa Twoja żona - ani wolna, ani szczęśliwa. Zdecyduj się chłopie i zrób co
          należy - cokolwiek postanowisz.
          • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 12:53
            tamara_t napisała:

            > Gdybyś - jak większość
            > meżczyzn - potrafił radzić sobie ze swoją seksualnością - zorganizowałbyś
            > sobie kochankę i nie raniąc żony byłbyś szczęśliwy godząc przyjemne z
            > pożytecznym.

            Troche dziwi mnie to ze jako kobieta zachecasz mnie do znalezienia sobie
            kochanki. Zreszta moja zona powiedziala ze moge znalesc sobie jakos azjatke
            jesli chce, i kochac sie z nia to moze przejdzie mi niedostyt ktory pozostal po
            Junko, ale nie o to chodzi, ja nadal kocham Junko i nie potrafie o niej
            zapomniec. Najgorsze jest to ze ona na moja milosc nawet nie zasluzyla.

            Ale nie chodzi mi ze mam niedosyt na azjatki bo po po Junko bylem 2 lata z
            Chanieng, Taika ktora wychowala sie w USA, nasz zwiazek tak sie rozwinal ze
            praktycznie bylismy malzenstwem przez 2 lata, to jednak nie pasowalismy do
            siebie.

            Mysle ze wlasciwie to powiedzialem zonie ze ja nie kocham, ale ona mnie nadal
            kocha i daje mi 1 rok czasu zebym sie namyslil czy chce byc z Junko, jesli ona
            wkoncu sie odezwie, albo znajde sobie inna dziewczyne ktora mi odpowiada, albo
            zaangazuje sie w mojej zonie znowu.

            Mysle ze jednak odejde od zony bo jej nie kocham. Poza tym moja zona mowi ze
            jestem wielka miloscia jej zycia i nawet gdy wroce do Junko, to ona byla by
            zdolna czekac na mnie 2 lata, gdybym chcial do niej wrocic.
            • tamara_t Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 13:33
              > Troche dziwi mnie to ze jako kobieta zachecasz mnie do znalezienia sobie
              > kochanki. Zreszta moja zona powiedziala ze moge znalesc sobie jakos azjatke
              > jesli chce,

              Obawiam się, że większość zdradzanych kobiet, jednocześnie na zabój kochających
              swoich meżczyzn, przymyka oko na zdrady. Kochająca kobieta jest skłonna do
              wielu poświęceń dla mężczyzny-jakkolwiek absurdalnie to brzmi. Najczęściej
              tłumaczą to tym, że są skłonne wybaczyć zdrady, jeśli to zatrzyma przy nich
              mężczyznę. A przede wszystkim obowiązuje zasada "czego oczy nie widzą, tego
              sercu nie żal". Akurat z tym ostatnim się zgadzam, dlatego tak wcześniej
              napisałam.

              > Junko, ale nie o to chodzi, ja nadal kocham Junko i nie potrafie o niej
              > zapomniec. Najgorsze jest to ze ona na moja milosc nawet nie zasluzyla.

              Dziwi mnie, że używasz słowa "miłość" w tym kontekście. Powiedz co masz na
              mysli mówiąc "kocham..."? bo ja nie rozumiem...

              > Mysle ze wlasciwie to powiedzialem zonie ze ja nie kocham,

              To powód większości nieporozumień, jeśli jedno myśli, że "w zasadzie
              powiedziało". Tylko to "w zasadzie" zazwyczaj oznacza, że dla drugiej strony
              Twoje intencje są zupełnie niejasne.
              Proponuję odbycie szczerej rozmowy - najpierw ze samym sobą, a potem z żoną.

              >daje mi 1 rok czasu zebym sie namyslil czy chce byc z Junko, jesli ona
              > wkoncu sie odezwie,

              Dziwne rzeczy piszesz - Junko nie chce kontaktu z Tobą, zniknęła, na maile
              odpowiada [jeśli to ona], że piszesz do niewłaściwej osoby - dla mnie to
              zachowanie osoby która nie chce mieć z Toba do czynienia, a Ty i żona
              rozprawiacie o tym, czy możesz do Junko odejść czy nie???!!! Zastanów się. Dla
              mnie to jakiś tragiczny żart. Gdyby Junko Ciebie chciała, to znalazłaby kontakt
              i odezwała się. A minęło już dużo czasu jak sądzę [2 lata z Chanieng, teraz
              małżeństwo] - ile to już? Daj dziewczynie żyć - najwyraźniej ona NIE tęskni.
              Jednej właśnie niszczysz świat, mało Ci? Człowiek - tajfun..?
              • waldek1610 Junko jednak mnie kochala 08.05.06, 23:07
                Ja bardzo kochalem Junko, a Ona chciala zebym na nia czekal, ja poswiecalem sie
                dla niej bo jako 26 letni facet potrzebowalem stalej dziewczyny przy moim boku,
                i wkoncu miala przyjechac ale wszystko bylo na jej zasadach. Wiem ze ona wtedy
                nie potrzebowala wielkiej milosci, tylko faceta ktory bedzie na zawolanie,
                myslala ze sie ciesze ze bedziemy mogli spedzac wspolne wakacjie.

                Ale przeciez ona Junko ktora mnie nie kocha jest tylko zwykla dziewczyna, i nie
                czeka sie 2 lata na podowny seks, mysle ze nikt nie jest w stanie poswiecac sie
                dla kogos kto nas nie kocha.

                To ja zerwalem kontakt z Junko przed laty, bo potrzebowalem wiecej niz zwiazek
                ktory ona mi proponowala. Teraz wyglada tak jak bylem winny, rozpadowi naszego
                zwiazku...

                Wcale nie dziwi mnie ze po ponad 6 latach ona nie chce ze mna rozmawiac,
                napewno jest zaintrygowana, lub troche zszokowana tym...ze nagle sie odezwalem.

                Mysle ze ona napewno nie mysli o mnie zle, zreszta gdy poznalismy sie widzialem
                ze byla bardzo szczesliwa, i to ona sama robila dla nas plany, mowila co
                odemnie chce, zreszta to ona zaciagnela mnie do lozka.


                Potem przez 1.5 roku naszej znajomosci na odleglosc cieszyly ja moje milosne
                listy, moze nie potrafila na nie odpowiedziec. Wystarczy ze powiem ze
                rozmawialem z wieloma Japonczykami i Japonkami i oni wszyscy zgodzili sie z tym
                ze w ich kulturze ludzie sa bardziej stubtelni i normalka sa 40 letnie zwiazki
                malzenskie w ktorych ani Ona ani Ona nigdy nie wypowiedizala slowa "Kocham
                Ciebie". Po prostu u nich milosc wyrarza sie poprzez czyny.


                Dlatego wlasne teraz wiem ze jednak chyba mnie nie kochala, bo paru Japonczykow
                powiedzialo mi w prost, ze gdyby ona mnie nie kochala, to napewno nie pisala by
                do mnie listow przez 1 i pol roku. Zreszta mowiac mi; "Czekaj na mnie!" "nie
                moge sie zmienic, ale chce sie z toba zobaczyc" bylo rownoznaczne z tym ze mnie
                kocha.
          • beti777 Re: ................Kochanka .................... 09.05.06, 12:45
            kobieto co ty piszesz? chciala bys byc oszukiwana?
    • koni42 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 13:16
      Idź za głosem serca! O mnie przeczytasz na forum dla mężatek "Elektryzuje mnie
      inny mężczyzna". Jak przeczytasz, to pogadamy. Pozdrowienia.
      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 23:08
        swietnie, wyslij mi link, bo nie wiem gdzie znalezc twoj watek.
        • koni42 Re: ................Kochanka .................... 11.05.06, 12:37
          forum>kobieta>młodziutkie mężatki i...>elektryzuje mnie inny mężczyzna
    • mamba8 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 16:10
      szlag mnie trafia jak czytam takie rzeczy....nie obwiniam cię waldek bo wiem
      tacy ludzie i taki świat.

      Nie musisz zyć skrajnościami-musisz znaleźć inne rozwiązanie, odejdziesz od
      swojej żony i za 20 lat to jej będziesz szukał :/

      A może musiscie przejsć na wyższy etap.......i zbudować prawdziwą rodzinę z
      dziećmi? Chcesz skończyć jako żałosny 70 latek bawiącewgo się w sponsoring czy
      mieć dzieci kochającą żonę i boku i szczęście.

      Nie pozwól zeby namiętność tobą rządziła bo to nie tylko swiadczy o słabości
      charakteru ale i taki specyficzny masochizm.
      • nutka_walca Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 16:30
        Kto pierwszy powie KOCHAM przegrywa? Ja przegralam z takim facetem jak ty a po
        kilku latach sytuacja sie odwrocila,zatesknil ojj jak zatesknil z powrotem do
        polskiej obrączki ......
        • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 23:23
          nutka_walca napisała:

          > Kto pierwszy powie KOCHAM przegrywa? Ja przegralam z takim facetem jak ty a
          > po kilku latach sytuacja sie odwrocila,zatesknil ojj jak zatesknil z
          > powrotem do polskiej obrączki ......

          Ja tez pierwszy powiedzialem Junko "I love you" i zwracajac uwage na jej
          reakcje, na pewno popelnilem blad.

          Wiem ze moja zona jest cudowna, ale nie dla mnie....i niemoge udawac ze jest
          moim idealem skoro nie jest. Mysle ze musze jeszcze raz sprobowac szczescia z
          kobieta ktora mi pasuje, nawet gdybym znowu sie sparzyl, ale nie sadze ze tak
          sie stanie tym razem bo mam wieszy bagarz cennych doswiadczen, i nawet gdyby
          znowu sie nie udalo nie zalowal bym ze stracilem zone, bo zreszta to byla moja
          decyza.

          Kazdy powinien isc za tym co podpowiada serce, nawet gdyby nie byly to dabre
          rady, ale gdy sie ignoruje takie glosy to potem mozna cale zycie zalowac.


      • waldek1610 John nie mogl byc z Syntia z tych samych powodow. 08.05.06, 23:18
        mamba8 napisała:

        > szlag mnie trafia jak czytam takie rzeczy....nie obwiniam cię waldek bo wiem
        > tacy ludzie i taki świat.


        Ciesze sie ze probujesz mnie rozumiec, zreszta na pewno nie jestem pierwszy ani
        ostatni.


        > Nie musisz zyć skrajnościami-musisz znaleźć inne rozwiązanie, odejdziesz od
        > swojej żony i za 20 lat to jej będziesz szukał :/
        >
        > A może musiscie przejsć na wyższy etap.......i zbudować prawdziwą rodzinę z
        > dziećmi? Chcesz skończyć jako żałosny 70 latek bawiącewgo się w sponsoring
        > czy mieć dzieci kochającą żonę i boku i szczęście.

        Mysle ze nie jest tak zle, i potrafilbym sobie znalesc kogos, zreszta jestem
        bardzo operatywny, a to ze niewyszlo z Junko i Chanieng to dlatego ze po prostu
        one mialy inne priorytety, a one nie chcialy zrezygnowac z czegos na moja rzecz
        a ja nie moglem wiecznie sie poswiecac i zyc ich zyciem.

        > Nie pozwól zeby namiętność tobą rządziła bo to nie tylko swiadczy o słabości
        > charakteru ale i taki specyficzny masochizm.


        Jestem niepoprawnym romantykiem, zreszta nie bez powody rowniez jestem artysta,
        maluje i chyba mam talent bo kazdy mi o tym mowi, ale niestety duzo artystow
        placi za to czesto poplatanym zyciem osobistym i jak to ty ujelas "tajfunem,
        burza emocji"

        Pomysl o Chopinie, Lennonie, a ile zon mial Picasso, i wcale nie jest tak ze "
        ja sie chce do nich upowobniec" po prostu jestem tego typu czlowiekiem i
        dlatego zmierzam w podobna strone. Mysle ze osoby tworcze, humanistyczne moga
        to jedynie zrozumiec.

        Poza tym ja chce byc szczesliwy, ale jakos nie widze twarzy mojej zony gdzy
        mysle o szczesciu, nadal widze twarz Junko.

        Mysle ze znajde sobie kochanke albo zmienie partnerke, a taka ktora bardziej mi
        odpowiada.
    • azille Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 17:34
      Waldek!

      Polaku pochloniety przez us army (rotfl)
      jak mnie bawia Twoje posty o szparkach azjatek.
      I oto pojawia się post sentymentalny! Ah! Waldek prawdziwi
      mężczyźni są poligamistami! (rotfl) Zamiast siedzieć przy komuterze
      Twoje miejsce przy dupiastych murzynkach.
      Ehehehehehehehe

      Pzdr!
    • maialina1 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 18:23
      Zawsze powtarzam ze faceci to dziwki.
      nigdy takiemu nie dogodzisz!
      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 23:27
        maialina1 napisał:

        > Zawsze powtarzam ze faceci to dziwki.
        > nigdy takiemu nie dogodzisz!


        Ale skad mozesz wiedziec co dany facet potrzebuje, ludzie sa bardzo
        skomplikowanymi istotami, zyje sie raz i kazdy ma prawo do suzkania idealu.

        To ze z kims sie przespisz, albo nawet w nim sie zakochasz to nie oznacza ze
        bedzie twoj na cale zycie.

        Mysle ze tylko kobieta ktora kocham moze mnie satysfakcjonowc seksualnie przez
        cale zycie, te kobiety ktorych nie kocham sa tylko kobietami...
        • maialina1 Re: ................Kochanka .................... 09.05.06, 17:13
          waldek1610 napisał:

          , zyje sie raz i kazdy ma prawo do suzkania idealu.
          >


          Oczywiscie ze niech sobie szuka idealu...
          POKI NIE JEST ZONATY!!
    • znj2 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 20:53
      Stary,ty nie dorosłeś do roli męża.Jesteś dalej wolnym strzelcem.
      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 23:29
        znj2 napisała:

        > Stary,ty nie dorosłeś do roli męża.Jesteś dalej wolnym strzelcem.

        Tego akurat to jestem pewnien. Mysle ze jestem typem kochanka a nie meza.
        Zreszta nie moge narzekac ze nie mialem wielu romansow...
        • scots więc nie narzekaj Waldku i 09.05.06, 00:03
          bądź na tyle - prawdziwym mężczyzną ( humanista-też mężczyzna) i uwolnij od
          swojej artystycznej postaci żonę, która najwyraźniej Ciebie kocha - nie niszcz
          Jej życia, chociażby dlatego, że ma je jedno.
          • waldek1610 Re: więc nie narzekaj Waldku i 09.05.06, 00:12
            scots napisała:

            > bądź na tyle - prawdziwym mężczyzną ( humanista-też mężczyzna) i uwolnij od
            > swojej artystycznej postaci żonę, która najwyraźniej Ciebie kocha - nie
            niszcz
            > Jej życia, chociażby dlatego, że ma je jedno.


            Prawda, ale ja do tej pory napewna ja kochale, ale zrozumialem ze uciekalem od
            kobiet ktore byly moimi idealami dlatego ze latwiej bylo kochac moja
            zone...Teraz wychodzi to na wierzch.

            Zreszta nie jestem piewszy ktory marnuje komus czyjes zycie, Junko tez trzymala
            mnie przez 2 lata w niewiarygodnie paranoicznym zwiazku, i zachowywala sie tak
            jakby to bylo normalne.

            Nie jest tak ze teraz chce sie "zemscic na mojej zone", po prostu zadajac sie z
            kobietami typu Junko i Chanieng stalem sie takim jak one, nieczylum i
            kalkulujacym zimnym draniem..
            • scots Re: więc nie narzekaj Waldku i 09.05.06, 18:11
              Zimny Draniu ;) - jeśli możesz mi odpowiedziec-to proszę : co zamierzasz w
              stosunku do swojej żony? O Ciebie się nie martwię, bo tacy jak Ty - świadomi
              swojego wnętrza - dają sobie radę ;)
              • waldek1610 Re: więc nie narzekaj Waldku i 09.05.06, 23:25
                scots napisała:

                > Zimny Draniu ;) - jeśli możesz mi odpowiedziec-to proszę : co zamierzasz w
                > stosunku do swojej żony? O Ciebie się nie martwię, bo tacy jak Ty - świadomi
                > swojego wnętrza - dają sobie radę ;)


                Zona daje mi jeden rok na zastanowienie sie czego (kogo) tak naprawde chce.
                Nawet pozwolila mi sypiac z azjatkami jesli pomoze mi to zapomniec o niedosycie
                jakim pozostal po Junko.. Zreszta ja jej nie trzymam, od razu powiedialem jej
                jak mysle zaraz po tum gdy bylem penien tego ze nie jestem szczesliwy.

                Po prostu ja potrzebuje kobiety ktora jest dla mnie wyzwaniem, cos takiego jak
                problem Johna L. gdy rozstawal sie z Syntia...no i na ironie losu trafil na
                Japonke...

                Ludzie ktorzy nie sa od mnie podobni, od razu sklonni sa pomyslec ze ja chce
                kogos na sladowac...A nigdy nie pomysla ze pewnien typ ludzi po prostu jest
                skazany na pewnien schemat i podobne sytuacje...
    • babushka Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 23:22
      heh, ludzie lubia sie unieszczesliwiac, sprawdzone

      Waldku, trzeba Cie walnac w leb!
      Nie wiesz, czego chcesz, gowniarz z ciebie i tyle, ot
      Bez urazy.....:))))
    • babushka Re: ................Kochanka .................... 08.05.06, 23:23
      Gowniarz, bo widac nie wkurzyles jeszcze Polki:) Zbuntuj sie Jej otwarcie,
      zobaczysz, jak trudno bedziesz mial, hihihihi :)
      No, oczywiscie, jesli to Polak z "jajami":))))))))))))
    • swawolny.diabel Re: ................Kochanka .................... 09.05.06, 10:27
      zabawne :)
    • bzz_bzz Re: ................Kochanka .................... 09.05.06, 16:47
      Jesoooo.. Tracę wiarę w człowieka.. :-|
    • wila300 Re: ................Kochanka .................... 10.05.06, 00:04
      Nie musisz byc "skazany" na kochankę.
      Poszukaj raczej nowej zony która będzie dla Ciebie wyzwaniem która stworzy z
      Tobą związek, w którym nie będziesz miał czasu na net a każdy dzień będzie jak
      trzęsienie ziemi.
    • ann_35 Re: ................Kochanka .................... 10.05.06, 11:13
      dla mnie jestes przykladem upadku cywilizacji
      do tego jeszcze te Stany ....
      KOSZMAR !!!
      • annabellee1 Re: ................Kochanka .................... 10.05.06, 15:13
        Koles sie nudzi ... i zmysla.
        • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 10.05.06, 23:02
          annabellee1 napisała:

          > Koles sie nudzi ... i zmysla.


          Jednak chyba bede teraz pisaj na forach angielskojezycznych, bo tam nikogo nie
          dziwi nic.

          Przepraszam ze nie mieszkam w Polsce, nie mam dziewczyny z tego samego miasta,
          i nie zyje w polskiej rzeczywiostosci :)

          • likeadrum Re: ................Kochanka .................... 10.05.06, 23:06
            wiesz to jest dla nas już rzeczywistością....nikogo to nie dziwi. Są rózne
            osoby i masz prawo robić co chcesz. Zwłaszcza artysci......szukają natachnienia
            w kobietach, muzy i skazani są na takie życie-niestety nie kazdemu musi to
            pasować.
            • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 11.05.06, 00:32
              Oczywiscie nie kazdemu musi to pasowac, ale to nie znaczy ze od razu trzeba
              uwazac ze ktos klamie, dlatego tylko ze to co ja mowie, jest jak ktos
              powiedzial dosc orginalne.

              Cieszy mnie fakt ze jednak jest wielu ludzi tak jaich jak ty ktorzy potrafia
              rozmaiwac na kontrowersyjne tematy, nie tylko trzymajac sie szablonow. Ludzie
              maja rozne losy, rozne okolicznosci, sztuka jest ich zrozumiec i probowac
              spojrzec obiektywnie na kazdy temat.

    • mserski Re: ................Kochanka .................... 11.05.06, 12:09
      No fakt niezła historia z tobą... z jednej strony żołnierz z drugiej dusza artysty. To chyba jakieś rozdwojenie jaźni, Nie bardzo się da te dwie rzeczy pogodzić - choć sam z tym walczę od ponad 10 lat... tylko ja jestem po tej drugiej stronie - jestem bardziej artystą, ale ciągle ciągnie mnie gdzie indziej. Mam też podobny problem z kobietą z którą jestem od 3 lat - dokładny obraz twojej żony - miła, dobra, piękna - tylko jak jest dobrze między nami - to mi się wydaje, że jej nie kocham, kiedy zaczyna się coś psuć nagle czuję chęć walki o nią... do tego jeszcze pewna piękna artystka - która sprawia, że jeszcze mam ochotę o cokolwiek walczyć.

      btw: jak się do stałeś do US MarineCorps > bardzo mnie ten temat interesuje. Teraz odszedłeś z woja, masz US citizenship?
      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 11.05.06, 12:56
        mserski napisała:

        > No fakt niezła historia z tobą... z jednej strony żołnierz z drugiej dusza
        > artysty. To chyba jakieś rozdwojenie jaźni, Nie bardzo się da te dwie rzeczy
        > pogodzić - choć sam z tym walczę od ponad 10 lat... tylko ja jestem po tej
        > drugiej stronie - jestem bardziej artystą, ale ciągle ciągnie mnie gdzie
        > indziej. Mam też podobny problem z kobietą z którą jestem od 3 lat -
        > dokładny obraz twojej żony - miła, dobra, piękna - tylko jak jest dobrze
        > między nami - to mi się wydaje, że jej nie kocham, kiedy zaczyna się coś psuć
        > nagle czuję chęć walki o nią... d o tego jeszcze pewna piękna artystka -
        > która sprawia, że jeszcze mam ochotę o cokolwiek walczyć.

        Ciesze sie ze mozna od czasu do czasu uslyszec kogos kto ma podobne sytuacje
        jak my, i moze nas zrozumiec, prawda? Majac podobne do mojego usposobienie
        napewno swietnie rzumiesz moje rozterki, ktore nie sa wyssane z palca, po
        prostu jest cos w duszy artysty, (czlowieka ktory mysly niekonwencjonalnie,
        lamie konwenanse) co nie pozwala nam zanzac spokoju...Malo tego jesli zaznamy
        spokoj to czujemy sie nieszczesliwi. Ktos mi powiedzial ze jestem typem faceta,
        niepotrawnego romantyka ktory moze byc szczesliwy gdy jest nieszczesliwy ( na
        przyklad w milosci).


        > btw: jak się do stałeś do US MarineCorps > bardzo mnie ten temat interesuje
        > . Teraz odszedłeś z woja, masz US citizenship?


        Moj ojciec mieszkal w USA od 1981, wiec dostalem prawo stalego pobytu od niego.
        Do USA przyjechalem w wieku 19 lat i po 4 latach zglosilem sie na ochotnika US
        Marines, sluzylem 5 lat, i wyszedlem 5 lat temu. O obywatelstwo moze ubiegac
        sie kazdy kto ma zielona karte po okresie 5 lat, wiec ja juz od 7 lat jestem
        obywatelem USA. Wojsko zawodowe w USA pomaga zdobyc cenne doswiadczenie,
        college za darmo i inne benefity. Poza tym nic nie pomaga zasymilowac sie w
        nowym kraju jak sluzba w wojsku zawodowym.

        Poza tym co ciekawe tez sluzylem w policji, ale teraz wracam do malarstwa, i
        chyba wkoncu zaczne to robic zawodowo. To prawda ze trudno jest byc artysta i
        miec kariere w military. Dlatego wkoncu zdecydowalem sie robic to do czego mam
        powolanie.

        Wydaje mi sie ze moje doswiadczenie w US Marince Corps daje mi pewnosc siebie i
        sile przebicia, bo nie ma takich rzeczy ktorych nie moglbym osiagnac. Napewno
        takie roznorodne doswiadczenia to mieszanka wybuchowa i daje mi to przewage nad
        innymi.

        A jesli chodzi o Ciebie to w jakim medium pracujesz; malarstwo olejne czy cos
        innego?
        • mserski Re: ................Kochanka .................... 11.05.06, 13:16
          Hehe - nic wspólnego nie mam z malarstwem (no może pozatym, że nieco studiowałem historię sztuki), bardziej moja dziewczyna - ona maluje (olej, akwarele, grafiki). Ja jestem związany z muzyką klasyczną - a dokładnie z operą (ale nie jestem śpiewakiem).

          Co do naszych problemów - nie wiem, ja staram się z tym walczyć - chodzę do psychologa i na zajęcia grupowe. Chcę jakoś z tego wyjść, a nie męczyć siebie i kogoś przez całe życie.

          Coś w tym jest - znam bardzo wielu artystów i większość tych co coś znaczą miała/ma bardzo poryte życie. Nikt normalny nie zostaje artystą, albo jest przeciętny. To jest jakiś dziki pęd - do sceny, do świateł, do braw... Ten pęd nie robi się sam z siebie. Nie wiem może też powinienieś pochodzić do psychologa, może masz jakieś nierozwiązane sprawy (np. z okresu dzieciństwa).
          • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 12.05.06, 06:19
            Raczej nie mam zadnych problemow nautury emocjonalnej wyniesionych z
            dziecinstwa, w moim domu rodzinnym raczej nie bylo patologi, co prawda rodzice
            sie praktycznie rozwiedli, i ojca nie bylo w domu zanim skonczylem 8 lat. Choc
            to prawda ze zawsze czulem inny, nigdy nie moglem sie dostosowac do otoczenia.

            Jezeli mialem jakies nierozwiazane sprawy to wlasnie byla to moja milosc do
            Junko, mysle ze teraz to wraca bo chyba byla to najwiekszy zawod w moim zyciu.
            Ale sam sie w ta znajomosc wpakowalem, bo od razu byla narazona na problemy,
            np; odleglosci, roznice kulturowe, no i zupelny brak zrozumienia pomiedzy mna i
            nia.

            Bylismy ze soba nie bardzo zdajac sobie sprawe z tego ze ja chialem wielkiej
            milosci, a Ona traktowala mnie jako "fashion statement" i sex toy...moze brzmi
            to troche smiesznie, ale tak bylo, w Japoni wiele mlodych dziewczyn uwaza
            posiadanie bialego chlopaka jako powod do dumy, pozatym One seks traktuja
            bardziej jak cos na dobre samopoczucie i dta tzw "fun". A wiadomo zachodni
            faceci to dla nich ieal kochanka...Poza tym w Japoni "lover" to ktos z kims ma
            sie seks, niekoniecznie wiaza sie z tym wielkie uczucia, milalem okazje sie o
            tym przekonac...

            Wydaje mi sie ze ja sadzilem ze bedac w takim trudnym zwiazku bede szczesliwy,
            i bylem poczatkowo, ale wkoncu przychodzi zmeczenie i apatia.

            Chyba zgodzisz sie ze mna ze takie "tragiczne historie", "zawod w milosci" sa
            czyms pozytywnym w zyciu osoby tworczej choc wcale sobie tego nie chialem.
            Zreszta bedac muzykiem, znasz historie F. Chopina....Wlasnie ja mialem w swoim
            zyciu pare takich; K. Gladkowskich, moja Maria Wodzinska byla Junko i moja
            Geroge Sand byla Chanieng (Taika ktora byla mocna kobieta, i rownie przewrotna
            jak G.S)....a moja zona jest moja Jane Sterling :)

            Mysle ze psycholog nie powie mi wiecej, niz to co juz sam wiem, kierujac sie
            zdrowym rozsadkiem, i sluchajac opini innych na temat moich problemow.

            Mysle ze jak powiedzialem juz jestem skazany na nieustabilizowane zycie
            milosne, choc zona mnie kocha i chce dac mi wszystko, w tego nie doceniam i
            chce wrocic do czasow gdy musialem walczyc o kobiete.


            • mserski Re: ................Kochanka .................... 12.05.06, 15:13
              No zaimponowałeś mi swoją znajomością biografii Chopina, ale przestań nie może być tak, że twoja żona to Sterling... tak źle chyba nie jest z twojej strony...

              A Konstancja Gładkowska, cóż w tym było wiele winy Chopina, on wyjechał, zostawił ją - co miała zrobić, on jej nie dawał żadnych nadziei.

              Ale fakt, że pod wpływem takich emocji tworzy się największe dzieła. Przykładem tego jest właśnie Larghetto z Koncertu pfte f-moll (ta delikatna fraza w pianissimo).

              No cóź życzę ci powodzenia - i nie rezygnuj z żony, może kiedyś będziesz bardzo żałował (spróbuj jakiejś formy terapii z nią)

              • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 13.05.06, 10:14
                Nie zamierzam rezygnowac z mojej zony, zreszta wszystko jej powiedzialem, to ze
                sam nie wiem czego chce w tej chwili...i powiem Tobie ze ona to zrozumiala.

                Nawet gdyby cos mi uderzylo i odszedl bym od zony to nigdy nie zalowalbym bo
                bylaby to moja decyzja, byc moze glupia... ale moja decyzja.

                Mysle ze najlepsza terapia jest sztuka, moze przeleje cal ta moja enerige ktora
                nagromadzila sie po nieudanym zwiazku z Junko...na plotna. Teraz musze zrobic
                cos szalonego, ale i tak nie wiem czy nie bede musial znalezc sobie kochanki
                albo nastepnej partnerki...nie mozna ignorowac w sobie glosow nawet jesli nie
                sa to zbyt madre glosy...

    • occasion Waldek, ale Ty nudny jesteś!!!!!!!!!!! b/t 12.05.06, 15:14
    • w_kropce2 Re: ................Kochanka .................... 12.05.06, 15:20
      rade moge dac jedna:
      przemysl i porozmawiaj z zona czego oczekujesz.
      moze ona tez wolalaby, zeby wasze relacje wrocily do tych
      z przed lat? :)
      Zawsze mozna sprobowac
      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 13.05.06, 10:25
        w_kropce2 napisała:

        > rade moge dac jedna:
        > przemysl i porozmawiaj z zona czego oczekujesz.
        > moze ona tez wolalaby, zeby wasze relacje wrocily do tych
        > z przed lat? :)
        > Zawsze mozna sprobowac

        Obawiam sie ze jestem z zona dlatego ze ona wydawlo mi sie ze milosc do niej
        jest latwiejsza niz to byla z moimi ex...ale teraz doszedlem do wniosku ze
        niemozna dlugo siebie oszukiwac. Ja powinienem byc z kobieta ktora jest trudna
        ale odpowiada mi jesli chodzi o jej charakter, i wyglad.

        Zreszta przyjemnosc jest wieksza gdy kobieta sie wyrywa (w przenosni i
        doslownie) a gdy wszystko mam podane jak na talerzu to nagle nie smakuje mi to
        co ona ma do zaoferownia az tak.
    • seth.destructor Re: ................Kochanka .................... 12.05.06, 15:35
      Nie, wystarczy, ze zona przestanie ci dawac, a bedziesz mial wyzwanie.
      • zdzichu-nr1 Re: ................Kochanka .................... 12.05.06, 22:41
        Waldek, zrób jeszcze sobie ostatni test.

        Wyobraź sobie, że Twoja żona Cię zdradziła z jakimś facetem. Miała z tego dużą
        przyjemność i opowiada Tobie o sexie ze szczegółami chcąc się odegrać za
        myślenie o Junko itp.

        Zastanów się teraz, co czujesz? Złość na żonę, wściekłość, że miał ją inny
        mężczyzna? Czy może wali Cię to i jest ci obojętne z kim ona się prześpi, w
        jaki sposób i ile razy?

        Jeśli myśl o zdradzie żony Cię jakoś poruszyła, to nie wszystko stracone. Ale
        jeśli odczuwasz wobec takiego zdarzenia wyłącznie obojętność, bądź jakieś
        anatomiczne zainteresowanie typu 'w jakiej pozycji się kochali', no, to daj
        sobie spokój i rozstań się z nią jak najprędzej.
        • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 13.05.06, 10:28
          zdzichu-nr1 napisał:

          > Jeśli myśl o zdradzie żony Cię jakoś poruszyła, to nie wszystko stracone. Ale
          > jeśli odczuwasz wobec takiego zdarzenia wyłącznie obojętność, bądź jakieś
          > anatomiczne zainteresowanie typu 'w jakiej pozycji się kochali', no, to daj
          > sobie spokój i rozstań się z nią jak najprędzej.

          Raczej nie bylbym zazdrosny, bo jesli ona mnie zdradza to nic na to nie
          poradze...Problem w tym ze nie potrafie kochac mojej zony tak jak kochalem
          kiedys Junko...choc ta druga zrobila dla mnie nieporownywalnie mniej niz zona..


      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 13.05.06, 10:26
        seth.destructor napisał:

        > Nie, wystarczy, ze zona przestanie ci dawac, a bedziesz mial wyzwanie.


        Co ciekawe zona zawsze dawala mi duzo, a teraz nawet jeszcze wiecej pomimo
        tego..a wlasciwie dlatego ze mam watpliwosci...
    • ewaaa06 Re: ................Kochanka .................... 13.05.06, 14:05
      uświadom żonę jak się czujesz w związku z nią..niech nie trwa w błędzie, że
      jesteście dla siebie stworzeni a Ty poszukaj swojego ideału.
      • jaona27 Re: ................Kochanka .................... 13.05.06, 15:27
        dokladnie wiem o czym piszesz...i nie jestem tutaj zeby Cie potepiac czy
        cos...TY uwielbiasz kobiety jak boginie, ja niestety mam slabosc do facetow...i
        co jest w tym wszystkim najdziwniejsze to to,ze czesto mylimy pojecie milosci z
        dobra zabawa, seksem i fajnym spedzaniu czasu...ja takie wlasnie rzeczy
        lubie...zeby ciagle cos sie dzialo , bo rutyna mnie zabija do kwadratu...i
        jestem bardzo wrazliwa osoba i romantyczna...ale jednoczesnie szalona....
        mieszkam w usa 5 lat...pozdrowki.....
      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 14.05.06, 06:24
        ewaaa06 napisała:

        > uświadom żonę jak się czujesz w związku z nią..niech nie trwa w błędzie, że
        > jesteście dla siebie stworzeni a Ty poszukaj swojego ideału.

        Juz zonie powiedzialem ze nie jestem pewien ze ja kocham, wiem na pewno ze
        nigdy nie kochalem jej tak gleboko jak kochalem Junko. Ale Ona sadzi ze to
        tylko chwilowe i mi przejdzie, ale obawiam sie ze jednak ja jestem typem ktory
        nie chce nigdy sie do konca ustatkowac.

        Jestem typem kochanka nie meza.
    • samotniczka26 Re: ................Kochanka .................... 14.05.06, 10:16
      Wybacz, że nie przeczytałam wszystkiego tylko część Twoich wypowiedzi ale
      jestem w podobnej sytuacji,Mam 26 lat,jestem romantyczką ,szybko się
      zakochuję,Obecnie jestem w takiej sytuacji że spotykam się z facetem który mnie
      kocha,jest dla mnie czuły,dobry a ja po prostu jestem z nim ponieważ leczę rany
      po facecie,na którym mi bardzo zależało ale on nie jest zainteresowany
      znajomością.Jest wolnym strzelcem,jest o 10 lat starszy.Nie jest
      Polakiem.Spotkaliśmy się kilkakrotnie(związek podobny do Twojego z Azjatką)
      Potem wyjechałam z kraju miałam kilka przelotnych związków,które nie przetrwały
      bo zawsze brakowało mi czegoś nowego, tej walki zdobywania.Jeżeli spotykam
      faceta to lubię jeśli muszę się pomęczyć w zdobywaniu jego względów,czym
      trudniej tym facet ma u mnie większe szanse a jeśli już go zdobywam to mi potem
      szybko przechodzi i szukam dalej.Najważniejsze aby bardzo mi na nim zależało a
      jakl już go mam to wtedy uciekam z takiego związku bo on mie męczy i czuję się
      osaczona.Czasami wydaje mi sie że nie jestem stworzona do małżeństwa,czy
      związku...Facet,który dał mi do zrozumienia,że nic do mnie nie czuję po prostu
      sprawił, że straciłam poczucie wartości, pewności siebie i teraz znowu ją musze
      odbudować...Tak więc gdyby Junko tej dziewczynie o której wspominałeś zaczęło
      by jej na Tobie zależeć to z pewnością szukałbyś dalej nowej zdobyczy...Wiem że
      moja wypowiedz jest chaotyczna ale mam nadzieję że zrozumiałeś sedno sprawy.
      • waldek1610 do Samotniczki 14.05.06, 11:26
        Doskonale Ciebie rozumem, Ja tez "leczylem rany" po Junko i Chanieng...moja
        zona, to wspaniala kobieta, niestety nie jest typem fame fatal, a dla mnie
        niepoprawnego romantyka, zreszta jestem malarzem artysta, takie trudne kobiety
        chyba sa mi potrzebne bo inaczej czyje sie niepotrzebny, choc mam zone to nic
        mnie nie cieszy.

        Probuje wyladowac cala ta niesporzyta energie na plotnie, ale czasami nie moge
        sie skupic bo ciagle mysle o Junko, albo tez rozwazam mozliwosc znaleznienia
        sobie kochanki, lub nastepnej kobiety w moim zyciu.

        Zwierzylem sie mojej zonie z wszystkiego, bo nie pototrafie mowic 10 razy na
        dzien "Kocham Ciebie" jesli mam watpliwosci. Moja zona bardzo mnie kocha i
        sadzi ze to jest to chwilowy kryzysm nawet zgodzila sie zebym znalazl sobie
        jakas Japonke zeby wyladowac caly ten niedosyt ktory pozostal po niedokonca
        szczesliwym zwiazku z Junko...Ale nie chodzi tylko o seks, ja potrzebuje
        kobiety ktora jest dla mnie wyzwaniem.

        Mysle ze jednak zostane z zona bo to cudowna kobieta i moge stworzyc z nia
        partnerski zwiazek ale prawdopodobnie bede kochal sie rowniez z innymi
        kobietami bo czuje sie niepotrzebny i niespelniony bedac z zona ktora nie jest
        moim typem.

        Samotniczka, mysle ze nie powinnas rezygnowac ze swojego chlopaka, bo ciagle
        szukanie i zdobywanie kogos tez staje sie w koncu bardzo uciazliwe i po prostu
        wkoncu Tobie tez sie znudzi...Mysle ze najlepszym wyjsceim sa przelotne
        zwiazki...mozesz byc ze swoim chlopakiem i tworzyc z nim partnerski zwiazek, a
        dla nowych wrazen mozesz od czasu do czasu upatrzyc sobie wlasciwa osobe ktora
        mysli podobnie i szuka podobnego luznej znajomosci.

        • samotniczka26 Re: do Samotniczki 14.05.06, 12:02
          Kiedyś byłam w takim związku w którym On kochał a ja myślałam że w życiu
          najważniejsze jest by mieć taki partnerski układ a moje uczucie jest
          niepotrzebne wystarczy że on będzie mnie nim obdarzał.Facet miał wszystko,taki
          ideał,tylko że ja męczyłam się w takim związku,czułam się osaczona,żyłam w
          takim zawieszeniu.Rozstałam się z nim a teraz żałuję że zmarnowałam sobie i
          jemu dwa lata życia.Bo czas niestety nie stoi w miejscu,a miłość drugiego
          człowieka i partnerstwo w związku to za mało...Obecny facet nie jest moim
          chłopakiem,tylko kolejnym mężczyzną,dzięki któremu uciekam przed
          samotnością.Nie mam wobec niego żadnych planów.To tylko taki
          przystanek...ciągła ucieczka...
          • waldek1610 Re: do Samotniczki 14.05.06, 12:13
            samotniczka26 napisała:

            > Kiedyś byłam w takim związku w którym On kochał a ja myślałam że w życiu
            > najważniejsze jest by mieć taki partnerski układ a moje uczucie jest
            > niepotrzebne wystarczy że on będzie mnie nim obdarzał.Facet miał
            wszystko,taki
            > ideał,tylko że ja męczyłam się w takim związku,czułam się osaczona,żyłam w
            > takim zawieszeniu.Rozstałam się z nim a teraz żałuję że zmarnowałam sobie i
            > jemu dwa lata życia.Bo czas niestety nie stoi w miejscu,a miłość drugiego
            > człowieka i partnerstwo w związku to za mało...

            Niewiarygodne jak jestes podobna do Junko, ona tez zmarnowala 2 lata mojego
            zycia, i niezdawala sobie nawet sprawy ze moja milosc do niej kosztuje.
            Oczywiscie nie musiala mnie kochac, ale po co byc z kims jesli sie nie kocha?
            NO wlasnie, niektorym kobietom wystarcza seks i adoracja ze strony przystojnego
            faceta, i One nie dbaja czy facet potrzebuje milosci czy nie.
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=520&w=39459389

            > Obecny facet nie jest moim
            > chłopakiem,tylko kolejnym mężczyzną,dzięki któremu uciekam przed
            > samotnością.Nie mam wobec niego żadnych planów.To tylko taki
            > przystanek...ciągła ucieczka...


            A czy on o tym wie? Jesli odpowiada mu taki luzny zwiazek, to w porzadku, ale
            jesli nie to mozesz go latwo zranic..
            • samotniczka26 Re: do Samotniczki 14.05.06, 13:20
              Wiem i to jest bardzo przykre...Ale mimo mojego chwilowego zwątpienia czuję ze
              jeszcze nie czas na jakiś stały związek,nie jestem jeszcze gotowa...A kolejni
              partnerzy to tylko taka ucieczka przed samotnością wierz mi że ta droga do
              nikąd nie prowadzi...nie wiąże się z nikim bo stały związek obcina mi
              skrzydła,nie rozwijam się,czuję sie jak w złotej klatce...
              • waldek1610 Potrafic kochac i byc kochanym.... 15.05.06, 06:10
                samotniczka26 napisała:

                > Wiem i to jest bardzo przykre...Ale mimo mojego chwilowego zwątpienia czuję
                > ze jeszcze nie czas na jakiś stały związek,nie jestem jeszcze gotowa...A
                > kolejni partnerzy to tylko taka ucieczka przed samotnością wierz mi że ta
                > droga do nikąd nie prowadzi...


                Wiesz sa zle ale i dobre strony malzenstwa/stalego zwiazku... Ja troche dusze
                sie tym ze musze sypiac z jedna i ta sama kobieta, ale potrafie docenic to ze
                zona grwarantuje mi komfort psychiczny, bo wiem co to znaczy miec kogos kto nie
                chce sie angarzowanc... Uwierz mi ja do tej pory ponad 6 lat po rozstaniu z
                Junko nadal mam do niej zal, za to ze mnie wykorzystywala, bo nie chciala byc
                samotna... Wogule nie chciala przyjac do wiadomosci ze zeby miec chlopaka
                trzeba starac sie o jego wzgledy...i jaki byl tego efect? Nie mialem wyboru
                tylko musialem ja rzucic, zreszta do konca nie wiadomo kto kogo rzucil, bo nasz
                zwiazek na jej zasadach byl nie dozaakceptowania dla mnie.

                Jej sie wydawalo ze bede czekal na nia najpierw 2 lata, a ona pojdzie sobie do
                szkoly 3 tysiace mil odemnie, a ja bede ja odwiedzal w czasie feri i zabieral
                co rok na wakacjie...I do tego chiala zebym sie z tym cieszyl...Nie rozumiala
                ze ja potrzebuje dziewcznyne ktora rowniez dba o mnie, jej wydawlo sie ze ja
                jestem takim dostarczycielem seksu, roznych przyslug i moge czekac na nia
                zawsze....Troche sie przeliczyla.


                > nie wiąże się z nikim bo stały związek obcina
                > mi skrzydła,nie rozwijam się,czuję sie jak w złotej klatce...

                Ploki jestem mloda i bardzo atrakcyjna, ale z czasem moze okazac sie ze coraz
                to nastepny partner bedzie ofiarowal Tobie coraz mniej a zadal coraz duzo
                wiecej...

                Wiesz, faceci tez sa wybredni i przebieraja ... Gdy mialem 27 lat, po nieudanym
                zwiazku z Junko, zamiescilem swoje ogloszenie na AOL Love. com i zglaszaly sie
                same rozwiedzione kobiety nawet z dzieckiem...Niezdajesz sobie sprawy jakie
                przewrotne sa One, wszystkie szukaja faceta "bez zobowiazan" przystojnego
                kawalera, a samie maja poza soba duzy bagaz doswiadczen. Zdarzalo sie ze
                starsza kobiety odemnie o 5 lat uwziely sie na mnie, albo mlodsze odemnie ale
                rozwiedzione z 1 rocznym dzieckiem...

                Moze tobie wydaje sie to wygodnym roziazaniem, bycie z facetem dla wygody, ale
                to co ty nazywasz "ucieczka od samotnosci" inni nazywaja wyrachowaniem i
                wykorzystywaniem slabosci innych.

                Nie chce zebys myslala ze ciebie krytykuje albe wlasnie taka kobieta byla
                Junko, juz ja widze teraz majac 27 lat jak musi starac sie o faceta ktory daje
                jej mniej niz ja dawalem jej, i do tego pewnie rozpacza ze byla taka glupia i
                naiwna, a ja ja traktowalem jak ksiezniczke i jedyna kobiete na ziemi...Ale
                wszystko ma swoj kres, no chyba ze ktos potrafi kochac i byc kochanym :)
                • samotniczka26 Re: Potrafic kochac i byc kochanym.... 15.05.06, 11:03
                  "Nie chce zebys myslala ze ciebie krytykuje albe wlasnie taka kobieta byla
                  Junko, juz ja widze teraz majac 27 lat jak musi starac sie o faceta ktory daje
                  jej mniej niz ja dawalem jej, i do tego pewnie rozpacza ze byla taka glupia i
                  naiwna, a ja ja traktowalem jak ksiezniczke i jedyna kobiete na ziemi...Ale
                  wszystko ma swoj kres, no chyba ze ktos potrafi kochac i byc kochanym :)"

                  Też takie słowa słyszałam od swojego partnera z którym się rozstałam,był dla
                  mnie za "dobry" i to mnie męczyło...Nie mówię aby mnie żle traktował ale
                  chociaż zachował taki dystans.Bo ile razy można słuchać slowa "kocham".Zawsze
                  gdy domagano się ode mnie deklaracji moich uczuć to zawsze tłumaczyłam się tym,
                  że słowa mają tylko wtedy magiczną moc jak nie są często nadużywane,albo kocham
                  Cię na swój "sposób" i zawsze unikałam sytuacji deklarowania swoich uczuć.Teraz
                  gdy słyszę od faceta takie słowa to się śmieję i ironizuję.Bawią mnie takie
                  sytuacje...Ale to nie znaczy że w moim pojęciu są bez znaczenia...Są ważne
                  dopóki istnieją...
                  Waldek czasami traktowanie kobiety jak kiężniczki staje się dla kobiety
                  męczące.Postaw siebie w takiej sytuacji bo gdy masz podane wszystko na tacy to
                  przestaje Cię to interesować...Niejednokrotnie słyszałam pod swoim adresem
                  opinie że jestem "zimna" i "wyrachowana".Już nawet mój ostatni partner,którym
                  się tak "zafascynowałam" powiedział,że jestem egoistką.Być może... Dużo wymagam
                  ale również daje od siebie pod warunkiem że też kocham.Wierzę, że kiedyś
                  spotkam osobę którą pokocham i ona również mnie pokocha.Najgorsze jest to że
                  każde uczucie prędzej czy póżniej się wypala...Tak jak pisałam, należę do osób
                  kochliwych ale moje uczucia szybko zamierają niezależnie od tego jak będę je
                  pielegnować. Ja też zostałam zraniona wiem jak to jest kogoś kochać ale nie być
                  kochanym.Teraz wiem jak Ci faceci cierpieli,tak jak ja teraz...Ale nie będę w
                  związku który polega tylko na partnerstwie, szacunku i uczuciu drugiej osoby.
                  To za mało...

                  Liczę się również z faktem że mogę zostać skazaną na samotność,będzie ciężko
                  ale stawie temu czoła....

                  Jestem przekonana że gdybym spotkała faceta na którym mi tak zależy prędzej czy
                  póżniej moje uczucie do niego wygasło by.Myślę o nim często tylko dlatego, że
                  zastanawiam się jak by to było...Czy długo bylibyśmy razem...Pewnie nie bo nas
                  cieszy tylko to co nieosiągalne to co nas rozwija,to co nowe...

                  Niestety nowi partnerzy to żadne rozwiązanie bo okazuje się że to strata
                  czasu,która zmierza do nikąd...

                  • waldek1610 Re: Potrafic kochac i byc kochanym.... 15.05.06, 11:47
                    Wiesz nie bylo tak zebym ja podawal Junko wszystko na tacy..raczej dawalem bo
                    sprawialo mi to przyjemnosc gdy widzialem ze Ona cieszy sie jak dziecko. Swoja
                    droga niepoprawnemu romantykowi jak mi odpowiadaja takie sytuacje, daje bardzo
                    duzo siebie, i potem patrze jaki jest jej odzew...gdy ona odpowiada miloscia na
                    moja milosc to wygrywam cos cudownego!!! Jesli ja pozostaje jej obojetny to
                    czuje sie urazony.

                    Zreszta ja nienawidze narzucac sie kobietom, przyznam Ci sie ze ja zawsze bylem
                    z kobietami ktore pierwsze zrobily krok i mna sie zainteresowaly, zreszta Junko
                    uwielbiala byc kochana przezemnie, ale patrzac na to co ona dla mnie zrobila z
                    perspektywy czasu to moge to strescic w jednym zdaniu; "szybko poszla do lozka,
                    ale serca nie chciala oddac za nic".

                    Ciekaw jestem jaki jest twoj ideal? Moze chcesz zeby facet dawal wszystko i nic
                    nie zadal w zamian? Moze chcesz zeby On zawsze byl pod reka, na kazde Twoje
                    zawolanie, ale zeby sam nigdy o nic ciebie nie prosil?

                    Kto by tego nie chcial...Moja ex Junko tez chciala zebym cieszyl sie tym ze
                    bede mogl zabrac ja na wakacje po prawie dwoch latach znajomosci na odleglosc,
                    nie zdawala sobie sprawy z tego ze fakt ze nie pisala 9 miesiecy byl gwozdziem
                    do trumny naszego zwiazku... i pewnie sie zdziwila ze juz nigdy jej nie
                    odpisalem.

                    Powiem Tobie, ze przedtem bylem troche naiwny, ale teraz przebieral bym przez
                    dzieciatki kobiet gdybym chcial znalezc sobie nowa partnerke. Wkoncu
                    doswiadczenia z kobietami samolubnymi kobietami nauczyly mnie raz na zawsze, ze
                    jej marzenia nigdy nie powinny byc wazniejsze od moich marzen. Teraz gdy mysle
                    o Junko to widze samolubna dziewuszke, ktora nie bylo stac powiedziec; "Sorry
                    Waldek nie kocham Ciebie"...gdyby tak powiedziala to szanowal bym ja za
                    szczerosc, a tak to teraz mysle o niej troche jak o oszustce, zreszta nikt nie
                    kazal jek kontynuowac znajomosci ze mna.

                    Wiesz, teraz gdy juz doswiadczylem wielkiej i odwzajemnionej milosci od mojej
                    zony, to teraz gdybym szukal nowej kobiety to bylbym sklonny dac jej moze 10
                    procent tego co dalem zonie.

                    I dawal bym jej tylko to na co zasluzyla, oczywiscie za wyjatkiem seksu, bo w
                    tej materi mam do kobiet slabosc i raczej nic mnie to nie kosztuje :)
                    • samotniczka26 Re: Potrafic kochac i byc kochanym.... 15.05.06, 12:14
                      Waldek myślę że moje dalsze wypowiedzi nic nie zmienią dlatego zakończę naszą
                      dyskusję takim banalnym stwierdzeniem,że tak naprawdę to człowiek nie wie czego
                      naprawdę oczekuje od życia ale wie na pewno że musi to osiągnąć...

                      Waldku życzę aby w Twoim życiu wydarzyło się coś co sprawi że będziesz
                      szczęśliwy i to wcale nie musi być kobieta...A żonę po prostu kochaj najmocniej
                      jak potrafisz nawet na swój "sposób"...Samotność też potrafii zaboleć.Jesteś z
                      kimś ale czujesz się jakbyś był sam.... A kochanka to tylko byt
                      fizyczny...Zagłuszenie duchowego bólu...
                      • waldek1610 Re: Potrafic kochac i byc kochanym.... 15.05.06, 12:47
                        W moim przypadku szczescie oznacza tylko jedno..kobiete ktora kocham, i kotra
                        amnie kocha. Przedtem mialem kobiete ktora kochalem, teraz jestem z kobieta
                        ktora mnie kocha. Wydaje mi sie ze trudno jest znalezc dokladnie to czego sie
                        szuka.
                        • samotniczka26 Re: Potrafic kochac i byc kochanym.... 15.05.06, 12:52
                          Waldek ja też tak mam jednak będę cierpliwa,może zdarzy się cud... Ponoć się
                          zdarzają?????????????
                          • waldek1610 Re: Potrafic kochac i byc kochanym.... 15.05.06, 12:59
                            Wiem ze nigdy nie powinno sie zalowac ze kogos sie kochalo, nawet bez
                            odwzajemnienia, bo jednak dalas z siebie cos pieknego, i jesli ta osoba nie
                            docenila tego w przeszlosci to napewno kiedys to doceni. Zreszta nie zaluje
                            wrazen kiedy bylem zakochany po uczy w niej.

                            Teraz ja jestem jak Junko, jestem kochany, ale nie kocham, pomimo tego czuje
                            sie bezpiecznie...Wiem ze kiedys docenie moja zone :)

                            Ah czlowiek to dziwna istota, nigdy nie jest zadowolony z tego co ma!
                            • teaspoon1 Re: Potrafic kochac i byc kochanym.... 15.05.06, 19:10
                              szkoda, że tak późno odkryłeś, że potrzebujesz femme fatale a Twoja żona nią
                              nie jest... ciekawe czy jak przychodzi proza życia i szara codzienność można
                              być z femme fatale... czy może taka kobieta zawsze jest niedostępna więc nie
                              uzyskasz od niej bliskości, ciepła i troski... więc de facto z nią nie jesteś,
                              tylko ciągle ją gonisz...
                              a gdyby te egoztyczne kobiety dały się usidlić przestałyby Cię pociągać?
                              może dlatego że są daleko dziś wspomnienia o nich są tak bardzo pociągające...

                              • waldek1610 Re: Potrafic kochac i byc kochanym.... 16.05.06, 03:38
                                teaspoon1 napisała:

                                > szkoda, że tak późno odkryłeś, że potrzebujesz femme fatale a Twoja żona nią
                                > nie jest... ciekawe czy jak przychodzi proza życia i szara codzienność można
                                > być z femme fatale... czy może taka kobieta zawsze jest niedostępna więc nie
                                > uzyskasz od niej bliskości, ciepła i troski... więc de facto z nią nie
                                jesteś,
                                > tylko ciągle ją gonisz...
                                > a gdyby te egoztyczne kobiety dały się usidlić przestałyby Cię pociągać?
                                > może dlatego że są daleko dziś wspomnienia o nich są tak bardzo pociągające...

                                Mysle ze "egzotyczny" jestem rowniej ja i ty dla kogo z Japoni, w Polsce
                                przyjelo sie mylne znaczenie tego slowa, bo nie znaczy to ze ktos jest z
                                cieplych, kolorowych :) poludniowych krajow. Tak dla kogos z Afryki ktos z
                                Finlandi lub z Polski jest osoba egzotyczna, czyli doslownie "inna", "spoza ich
                                wlasnego kregu kulturowego".

                                Natomiast jesli chodzi o "femme fatale" to tak rzeczywiscie taki typ kobiety
                                jest dla nas mezczyzn wyzwaniem, wiec wydaje sie ze gdy juz ja zdobedziemy to
                                nastopi eksplozja szczescia idt. Nie sadzie z Junko to taki typ kobiety, ona po
                                prostu nie byla wtedy zdolna do wielkiej milosci, choc chiala sie "kochac"...

                                Trzeba pamietac ze sa ludzie na tym swiecie co nie kochaja do glebi, na zaboj,
                                ze wszystkich sil, sa ludzie rowniez kobiety ktore po prostu chca miec kogos i
                                to im wystarcza, i nie zdaja sprawy z tego ze mozna kochac tak gleboko.
                            • mahadeva Re: Potrafic kochac i byc kochanym.... 21.05.06, 18:08
                              Musisz troche uwazac, bo zona moze nie zniesc Twojego zachowania i chociaz
                              teraz sila inercji wyglada na to, ze Cie kocha, moze jednak sie chciec zemscic
                              za takie traktowanie i nic jej juz wtedy nie przekona, wiem to po sobie,
                              dlatego uwazaj z powierzaniem jej swoich dylematow :) nikt nie lubi sluchac ze
                              nie jest kochany przez osobe ktora sie kocha, szczegolnie ze chciales z nia
                              powaznego zwiazku....
                        • elektroniczna.pomarancza Re: Potrafic kochac i byc kochanym.... 23.05.06, 22:43
                          waldek1610 napisał:

                          > W moim przypadku szczescie oznacza tylko jedno..kobiete ktora kocham, i kotra
                          > amnie kocha.

                          No coż, wiec takie warunki stawiasz swojemu szczesciu?
                          I głęboko wierzysz, ze gdy tylko opatrznosc je spełni bedziesz dozgonnie
                          szczęśliwy?
                          Akurat...
                          Szczęście to nie sprawa okolicznosci zewnetrznych. Gdyby tak było, to wszyscy
                          zdrowi, zamozni, urodziwi, kochajacy, kochani powinni byc ludzmi szczęsliwymi.
                          Czyli całe rzesze szczęśliwcow.
                          Nic podobnego, wszyscy sa nieszczęśliwi, nienasyceni, niezrealizowani,
                          stęsknieni.
                          Miewają momenty wiekszego zadowolenia, ale trwaja one krótko i znow pojawia
                          sie - niedosyt i brak, ktory potrzebuja wypełnic kolejną znajomoscia, dobrami
                          materialnymi, wrażeniami itp.
                          Myślę, ze ulegasz złudzeniu. Celebrujesz w umysle iluzję swojej niesamowitej
                          Japonki. Prawdopodobnie, gdybys sie z nia związal na dluzej, niepoprawnie
                          uganialbys sie za Polka, ktora obecie jest Twoja zona. Wychwalalbys jej
                          subtelna urode i rozkoszowal sie marzeniami o delikatnej skorze jej powlok
                          cielesnych.
                          Miraż, iluzja, złudzenia Twojego umysłu napędzanego niespełnialnymi
                          pragnieniami. Oto, czemu ulegasz. Przejrzyj na oczy.
                          • waldek1610 Re: Potrafic kochac i byc kochanym.... 24.05.06, 02:41
                            elektroniczna.pomarancza napisała:

                            > Myślę, ze ulegasz złudzeniu. Celebrujesz w umysle iluzję swojej niesamowitej
                            > Japonki. Prawdopodobnie, gdybys sie z nia związal na dluzej, niepoprawnie
                            > uganialbys sie za Polka, ktora obecie jest Twoja zona. Wychwalalbys jej
                            > subtelna urode i rozkoszowal sie marzeniami o delikatnej skorze jej powlok
                            > cielesnych.
                            > Miraż, iluzja, złudzenia Twojego umysłu napędzanego niespełnialnymi
                            > pragnieniami. Oto, czemu ulegasz. Przejrzyj na oczy.


                            Twoja wypowiedz jest jedna z najlepszych komentarzy na moje posty, ktora
                            ostatnio widzialem!

                            Mysle ze uderzylas od razu w sedno sprawy, to ze czlowiek czesto chce tego
                            czego nie ma...a jak juz cos zdobedzie to nie potrafi byc usatysfakcjonowany
                            tym co ma.

                            Moj problem z Junko polega na tym ze nie mialem okazji byc z nia wystarczajaco
                            dlugo zeby sie nia nasycic, bo po cudownym poczatku; seks, czulosc w jej
                            dloniach, i mile spedzonym czasie musialem wkrotce wyjechac z Japoni, i na
                            ponowne spotkanie z nia jak sie okazalo musialbym czekac 2 lata...Gdyby
                            powiedziala mi ze mnie kocha to czekalbym, ale nie moglem czekac tak dlugo na
                            dziewczyne ktora chce tylko utrzymywac powierzchowna znajomosc, seks owszem ale
                            ona nie byla gotowa na wielka milosc.

                            Sytyacje dalej komplikowal fakt ze Japonczycy nie sa z natury romantyczni, i
                            raczej na prozno oczekiwac od nich milosnych listow, albo plonocego uczucia.
                            Wiec gdy ja wyjechalem Junko pisala listy, ale nigdy nawet nie napisala ze za
                            mna teskini, nie mowiac o "Kocham cie"...

                            Ona sadzila ze ja po 1.5 roku uciesze sie z faktu ze ona przyjezdza studjowac
                            do USA na....przeciwleglym wybrzerzu i bede sie cieszyl ze bedziemy mogli
                            widywac sie w czasie wakacji...Mysle ze nie bylo to realne, bo ja nie jestem
                            inny, jak kazdy potrzebuje kogos blisko, i nie mogl bym byc z kims 4 lata
                            spotykajac sie tylko w czasie wakacj, taka znajomosc skazana byla z gory na
                            niepowodzenie.






    • ofelia1982 Re: ................Kochanka .................... 17.05.06, 21:02
      Tak, jestes skazany na kochanke
      Zonie daj spokoj i odejdz od niej poki jeszcze ma szanse znalezc kogos, kto
      bedzie ja kochal (mam nadzieje ze ma)
      I podczas gdy ona bedzie budowala sobie zycie z nowym mezczyzna, Ty fruwaj i
      pukaj wszystkie Azjatki, ktore pojawia sie na Twojej drodze, bo
      przeciez "jestes taki niekonwencjonalny i jestes artysta"..a jak kiedys ktoras
      z tych bogini Cie wpusci w kanal, to napisz na forum: "Najwiekszy blad mojego
      zycia - odszedlem od kochajacej zony..Moje zycie nie ma sensu.." POMOZEMY

      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 17.05.06, 23:07
        Nadmierna zapobiegliwosc tez jest choroba, i nie czyni czlowieka szczesliwym.
        Trzeba sluchac swoich potrzeb, swojego serca, zeby niczego nie zalowac gdy
        bedzemy odchodzic z tego swiata, zreszta nie zal mi bylo by niczego jesli
        podjalem raz decyzje, nawet jesli byla to zla decyzja to zawsze moge miec
        swiadomosc ze zrobilem co chcialem.

        Nie zyje sie jedynie po to zeby uczczesliwiac zone/meza. Ale ja nadal kocham
        moja zone i ona nie ma nic przeciwko temu zebym czasami przespal sie z inna,
        zreszta ustalilismy zasady.

        Nie trzeba od razu rezygnowac z kuchni polskiej zeby najesc sie chinszczyzny...
        • teaspoon1 Re: ................Kochanka .................... 18.05.06, 14:41
          smutne..., ciekawe czy Ty umiałbyś zaakceptować taki układ w druga stronę,
          gdyby to ona miała kogoś innego do uprawiania seksu ale skoro to jej pasuje to
          jej wybór. może jest bardziej "wschodnia" niż myślisz z takimi poglądami, może
          przez to stanie się dla Ciebie bardziej atrakcyjna ;)
          • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 19.05.06, 07:22
            teaspoon1 napisała:

            > smutne..., ciekawe czy Ty umiałbyś zaakceptować taki układ w druga stronę,
            > gdyby to ona miała kogoś innego do uprawiania seksu ale skoro to jej pasuje
            > to jej wybór. może jest bardziej "wschodnia" niż myślisz z takimi poglądami,
            > może przez to stanie się dla Ciebie bardziej atrakcyjna ;)

            Zaczynasz kapowac Lyzeczka od herbaty :) Szczescie wymaga kompromusow a nie
            upartym tlupaniem nozka.
            • teaspoon1 Re: ................Kochanka .................... 20.05.06, 20:20
              jedyne co kapuje to to, że Ty właśnie nie poszedłeś na kompromis. bierzesz to
              co chcesz bo takie masz potrzeby, niewczuwając sie w uczucia innych, czy Twoja
              żona też mogłaby sypiać z innymi facetami a Ty byś bez problemu umiał się nią
              dzielić, że powtórzę.
              kompromis ok, codziennie towarzyszy nam w życiu, pytanie o jego granice....
              równie dobrze żona alkoholika czy faceta który używa przemocy też "idzie na
              kompromis"... pytanie tylko czy w porządku jest dorabiać idealogię kompromisów
              do zwykłego egocentryzmu. Napisałeś, że nie chcesz aby oceniano Twoją postawę
              ale sorry po tym jaki obraz siebie tu malujesz i jak bez specjalnych refleksji
              kwitujesz wypowiedzi choćby małżeństwo to kompromis - więc niech żona akceptuje
              kochanki i cieszy się że jestem z nią, bo mógłbym pojechać sobie w siną dal,
              jakoś nie budzą mojej sympatii.... jakoś pachnie mi to brakiem samokrytycyzmu i
              szukaniem wymówki na taki układ.
              • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 21.05.06, 08:05
                Zona mowi ze taka jest cena posiadania faceta ktory jest cudownym kochankiem,
                zreszta jestem facetem ktory nie slucha nikogo, i zawsze slucha swojego serca,
                ona wie ze nie chce ja zranic.

                Zreszta pomysl ile malzenstw konczy sie tylko dlatego ze zona lub maz
                przespal/a sie z kims innym raz lub dwa? Niestety ty chyba nie potrafisz
                odroznic seksu od milosci, zreszta co jest smieszne to dzis wstapilem do
                ksiegarni z zona, i ona przez przypadek otwozyla ksiazke; "Czego chca
                mezczyzni" na rozdziale pt; Seks pozamalzenski....

                Ja sobie tego nie wymyslilem ze chce kochac sie z innymi kobietam, bo taki
                dylemat maja wszyscy mezczyzni, choc wielu boi sie stracic kobiete ktora
                kochaja, albo nie robia tego z powodow religijnych, itd. Ale wielu facetow i
                tak to robi, bo taka jest nasza natura.

                • teaspoon1 Re: ................Kochanka .................... 21.05.06, 14:00
                  potrafię odróżnić seks od miłości. A jak myślisz, kobiety nie mają tego
                  dylematu? w takim razie z kim usprawiają seks ci faceci? chyba zabrakłoby
                  singielek gdyby mieli go uprawiać tylko z nimi.... Myślisz że tylko facetom
                  podobają się inne kobiety? a tak na marginesie Ty odróżniasz seks od miłośći?
                  (bo piszesz, że chcesz się kochać z innymi kobietami a nie uprawiać z nimi
                  seks). Zgodzę się z Tobą że to biologia decyduje o tym, że faceci chcą
                  zapłodnić jak największą liczbę kobiet (polecam "ewolucje pożądania" jeśli nie
                  czytałeś) i stąd ich potrzeba uprawiania seksu. Nie zgodzę się natomiast na to
                  że jesteście tylko biologicznymi robotami i to ma wszystko tłumaczyć. Człowiek
                  został wyposażony jeszcze w uczucia wyższe i to one między innymi odróżniają
                  nas od zwierząt. Wiesz na tej zasadzie może kierując się popędami może
                  zatłuczesz jakiegos faceta w knajpie i wytłumaczysz to nadmiarem testosteronu i
                  bilogicznymi uwarunkowaniami.
                  ja nie neguje Twoich popędów czy potrzeb, na nie nie masz wpływu, natomiast
                  dokonujesz wyborów, które w mojej ocenie są krzywdzące dla drugiej osoby. Może
                  powinieneś sięgnąć po inną książkę - z pewnością znajdziesz taką w której
                  napisane jest po co ludzie są ze sobą. To że wiele kobiet traktuje małżenstwo
                  jako instytucję zapewniającą im byt materialny to nie znaczy, że trzeba je
                  naśladować. To że ludzie kłamią nagminnie nie musi być moją wytyczną. Chcesz
                  podążać za swoimi instynktami i potrzebami proszę bardzo, nie chcesz się
                  ograniczać go ahead, nie pisz tylko proszę że Twoje kochanki to źródło
                  szczęścia dla Twojej kobiety, bo jakoś trudno mi uwierzyć że po to wiązała się
                  z Tobą żeby teraz "dzielić się" Tobą w kwestiach miłości i bliskości.
                  • waldek1610 Kto kogo krzywdzi? 22.05.06, 06:33
                    teaspoon1 napisała:

                    > ja nie neguje Twoich popędów czy potrzeb, na nie nie masz wpływu, natomiast
                    > dokonujesz wyborów, które w mojej ocenie są krzywdzące dla drugiej osoby.



                    Zakazanie mezowi seksu pozamalzenskiego tez moze byc krzywdzace, nie uwazasz?

                    Zwlaszcza gdy sama przyznalas ze mezczyzna posiada uwarunkowania bilogiczne
                    ktore zachecaja go do wspolzycia z roznymi partnerkami...
                    • teaspoon1 Re: Kto kogo krzywdzi? 23.05.06, 12:42
                      nie dojdziemy do porozumienia ani nawet zrozumienia. ja ciągle podkreślam wpływ
                      Twojego zachowania na innych Ty mówisz wyłącznie o tym co dla Ciebie jest
                      ważne. Uważam że żeby być rozumianym trzeba wysilić się i pomyśleć również o
                      uczuciach i potrzebach innych.
                      Nie wiem własciwie czego szukasz na forum. Jeśli odpowiedzi na pytanie o
                      doświadczenia w trójkątach lub większej ilości kątach, to nie znam układu który
                      tak funkcjonuje i jest udany. Zawsze ktoś cierpi, taka jest natura miłości,
                      wymaga pewnej wyłączności.
                      • jaona27 Re: Kto kogo krzywdzi? 23.05.06, 13:46
                        faceci to ogolne barany nie ublizajac nikomu,ale z tego co czytam,to
                        rzeczywiscie Waldku myslisz o sobie i ciagle sie powtarszasz...
                        • waldek1610 Re: Kto kogo krzywdzi? 24.05.06, 02:50
                          Byc moze chcialem uszczesliwic Junko na sile, myslalem ze ona powinna pyrzjac
                          moja milosc z otwartymi ramionami, ale dla niej moje uczucie nie znaczylo
                          wiele, mysle ze dla niej jej kariera byla najwazniejsza, a chlopak dla niej byl
                          tylko dostarczycielem seksu i adoracji...bo wiadomo tzw; "succesfull woman" jak
                          ona nie moze byc bez faceta...

                          Gdybym chcial byc z nia, musial bym zupelnie zapomniec o moich potrzebach, i
                          tylko egzystowac jak roslinka czekajac az Junko zechce sie kochac, albo poczuje
                          sie znowy samotna i zadzwoni do mnie po roku tak jakby nigdy nic.
    • tigrissimo Re: ................Kochanka .................... 19.05.06, 17:39
      Podobno każde małżeństwo po 5-7 latach przechodzi jakieś kryzysy. To normalne.
      Jeśli człek nie uświadomi sobie tego, że ciągle się zmienia i ludzie w jego
      najbliższym otoczeniu też się zmieniają, to zwykle w wyniku chwilowego
      załamania, wątpliwości, potrafi zepsuć to co budował i o co latami zabiegał.
      Tak już jest. I nie jesteś Waldku osamotniony w swych rozterkach.

      I tak decyzję musisz podjąć sam, i przyjąć jej wszystkie koncekwencje

      Powodzenia
      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 20.05.06, 07:02
        tigrissimo napisała:

        > Podobno każde małżeństwo po 5-7 latach przechodzi jakieś kryzysy. To normalne.

        Tak zdaje sobie z tego doskonale sprawe. Dzieki dyskusji z zona, z przyjaciolmi
        i takze na anonimowych forach mozna zrozumiec samego siebie i isc do przodu.
        Teraz wiem ze jestem na innym etapie mojego zycia i trzeba patrzyc w
        przyszlosc, ktora tak na marignesie zapowiada sie szalenie ekscytujaco!
    • katinka_w_letniej_sukience Re: ................Kochanka .................... 19.05.06, 22:14
      tak sobie obserwuje ten Twoj watek i musze napisac, ze im bardziej sie rozwija,
      tym wieksze bzdury piszesz. malo tego, coraz bardziej placzesz swoje zdanie,
      jakby samemu sobie zaprzeczajac. i jakos tak nijak ma sie to wszystko do faktu
      (? naprawde? w kazdym badz razie czesto to podkreslasz), zes artysta. przez
      chwile nawet mialam ochote cie przepytac ;) z tego malowania, ale teraz mysle,
      ze nie warto.
      czy twoja zona wie, ile rzeczy nam tutaj opisales? ciekawe, jakbys sie poczul
      odkrywajac nagle takie cudenka. moze lepiej ksiazke napisz, bylaby niezla
      lektura na jeden wieczor.

      bardzo przepraszam, ale wstyd mi czasami za wszystkich biedakow, ktorzy tak
      skrupulatnie dziela sie zyciowymi dylematami z calym swiatem. wez sie w garsc,
      Waldek, bo cala ta epistola jest naprawda zalosna.
      Kati
      • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 20.05.06, 06:59
        Musze sie przyznac ze irytuja mnie tacy powsciagliwi ludzie jak Ty, nic
        tylko "wez sie w garsc", "nie placz nad soba"...Wogole nie masz cierpliwosci i
        szacunku do innych.

        Czlowiek to nie maszyna, ktora mozna naoliwic i bedzie dzialala bez probelmow.
        O problemach nalzy rozmawiac, zreszta zobacz na tych ktorzy nie rozmawniaja o
        swoich problemach...... sa na cmentarzu albo w wiezieniu albo stoczyli sie do
        rynsztoku. W Polsce panuje znieczulica i niechec do tzw; "mowienia o swoich
        problemach uczuciach" konstruktywnie.

        Ja mowie o tym bo to mi pomaga zrozumiec samego siebie.
        • mahadeva Re: ................Kochanka .................... 21.05.06, 18:48
          ... a moze sprobujecie sie rozwijac razem z zona?
          • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 22.05.06, 06:37
            mahadeva napisała:

            > ... a moze sprobujecie sie rozwijac razem z zona?


            Tak, rozmawiam na ten temat rowniez z zona...jesli o to Ci chodzi :)
        • katinka_w_letniej_sukience Re: ................Kochanka .................... 26.05.06, 22:54
          napisales:
          Musze sie przyznac ze irytuja mnie tacy powsciagliwi ludzie jak Ty, nic
          tylko "wez sie w garsc", "nie placz nad soba"...Wogole nie masz cierpliwosci i
          szacunku do innych.

          Waldku, nawet nie wiesz (no bo skad), jak bardzo sie pomyliles (...)

          napisales:
          Czlowiek to nie maszyna, ktora mozna naoliwic i bedzie dzialala bez probelmow.
          O problemach nalzy rozmawiac, zreszta zobacz na tych ktorzy nie rozmawniaja o
          swoich problemach...... sa na cmentarzu albo w wiezieniu albo stoczyli sie do
          rynsztoku. W Polsce panuje znieczulica i niechec do tzw; "mowienia o swoich
          problemach uczuciach" konstruktywnie.
          Ja mowie o tym bo to mi pomaga zrozumiec samego siebie.

          oczywiscie, ze nalezy rozmawiac o problemach. zawsze to powtarzam, ale tego tez
          nie mozesz wiedziec... ale rozmowy nalezy zaczac od osob najblizszych,
          dotknietych owym problemem. a takze od siebie: powaznie zastanowic sie nad soba
          i swoim zyciem, by w koncu potrafic odpowiedziec sobie na jedno wazne pytanie:
          czego ja tak naprawde chce? mnie irytuja stwierdzenia-banaly rodzaju "w Polsce
          panuje znieczulica" oraz "niechec do mowienia o swoich problemach uczuciach
          konstruktywnie", zwlaszcza przez Polakow, ktorzy nagle poczuli sie
          swiatowcami ;) w twoim pisaniu nie ma nic konstruktywnego, Waldek. przykro mi,
          ze Polska wydaje ci sie taka nijaka i bylejaka, moze czegos nie zauwazasz?...

          wciaz uwazam, ze twoja zona po przeczytaniu tych opowiesci czulaby sie
          strasznie. ty tego nie widzisz, zapatrzony w siebie brniesz dalej...
          szkoda.
          • waldek1610 Re: ................Kochanka .................... 27.05.06, 06:07
            Czesc Katinka,
            Nie czuje sie swiatowcem, lecz musze przyznac ze na polskojezycznych forach
            internetowych ludzie sa na ogol bardziej agresywni niz na forach
            angielskojezycznych. Wystarczy ze tutaj powiem ze czuje sie swietnie, i jestem
            zadowolony, pewny siebie ...to natychmiastowo spadnie na mnie lawina obelg,
            oskarzen i atakow, tak jakby to ludzi denerwowalo ze ktos jest
            szczesliwy...Jesli wspomne o tym ze mieszkam w USA to jest jeszcze gorzej :)

            Jesli chodzi o moja zone to uwierz mi rozmawiam z nia o wszystkich, rowniez
            moich problemach uczuciowych...zreszta ja nie jestem niewolnikiem mojej zony
            tylko jej partnerem wiec nie boje sie jej powiedziec ze moja milosc do niej
            przechodzi kryzys.
            • katinka_w_letniej_sukience Re: ................Kochanka .................... 27.05.06, 11:46
              no dobrze... :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka