Dodaj do ulubionych

żona czy służąca?

17.01.03, 13:57
Witam,
Drodzy Panowie, jak traktujecie swoje żony? Przynieś ciepłe kapcie, piwko i
gazetkę? A może wcale nie? To jak to jest?
Obserwuj wątek
    • Gość: Roman Re: żona czy służąca? IP: *.sprint.com.pl 17.01.03, 14:17
      Eeee tam... "przynies"... Sama powinna wiedziec co nalezy do jej podstawowych
      obowiazkow ;)
      A na powaznie... co to ja nie mam wlasnych raczek i nozek zeby pognac do
      lodówki po piwo? W koncu niby dlaczego ona (czyli zona0 ma mi cokolwiek
      przynosic, ubierac wkladac do reki...
      • Gość: leon Re: żona czy służąca? IP: 80.48.162.* 23.01.03, 17:50
        łaski nie robi
        w koncu jest twoim waflem
        • Gość: Roman Re: żona czy służąca? IP: 213.199.192.* 24.01.03, 09:50
          Gość portalu: leon napisał(a):

          > łaski nie robi
          > w koncu jest twoim waflem

          Pewnie, ze łaski nie robi, bo nie łaski od niej oczekuje tylko miłości. A
          skoro kocham to nie wymagam, aby robiła coś co moge doskonale sam zrobić
      • Gość: mmmmmmmmmmm Re: żona czy służąca? IP: *.miks.uj.edu.pl 25.01.03, 16:34
        Bravo Roman. Oby więcej facetów uświadomiło sobie to, że jednak ma ręcę i nogi!
    • Gość: thistle Re: żona czy służąca? IP: proxy / *.bydgoska.krakow.pl 17.01.03, 15:13
      Mężczyzna też człowiek, drogę do lodówki znajdzie, a kapcie leżą przy wejściu,
      więc się o nie co najwyżej potknie.
      Tak poważnie, są jeszcze takie mamuty co wymagają piwka podanego przed tv przez
      żonkę zgiętą w pokłonach, ale coraz częściej mści się to na nich okrutnie (i
      raczej nie znajdziesz ich w sieci, siedzą wgapieni w kablówkę).
      Piwa lubemu nie podaję, ale jak wraca po 11 godzinach pracy to może liczyć na
      ciepły posiłek, a ja wiem, że gdy to moja praca się przeciągnie, mogę liczyć na
      to samo. I tak jest dobrze:))))
      • frisky2 Re: żona czy służąca? 21.01.03, 09:53
        Gość portalu: thistle napisał(a):

        > Mężczyzna też człowiek, drogę do lodówki znajdzie, a kapcie leżą przy
        wejściu,
        > więc się o nie co najwyżej potknie.
        > Tak poważnie, są jeszcze takie mamuty co wymagają piwka podanego przed tv
        przez
        >
        > żonkę zgiętą w pokłonach, ale coraz częściej mści się to na nich okrutnie (i
        > raczej nie znajdziesz ich w sieci, siedzą wgapieni w kablówkę).
        > Piwa lubemu nie podaję, ale jak wraca po 11 godzinach pracy to może liczyć na
        > ciepły posiłek, a ja wiem, że gdy to moja praca się przeciągnie, mogę liczyć
        na
        >
        > to samo. I tak jest dobrze:))))


        THistle, wzruszylas mnie tym cieplym posilkiem. Mysle, ze to podstawa,
        zwlaszcza zima i zwlaszcza po 11 godz. pracy. Ech, czasami tez tak mam, ze na
        mnnie czeka posilek, nawet do podgrzania, ale zawsze. Milo wiedziec, ze ktos o
        tobie w pewnym momencie dnia pomyslal.
    • kulka_ Re: żona czy służąca? 18.01.03, 17:57
      A ja robię wszystko w domu sama. Pracuję , gotuję, sprzątam, piorę, prasuję
      itd...itp... Do tego czasem muszę się uczyć, a tu dwoje dzieci też są "moje".
      Jest mi z tym bardzo ciężko.
      • Gość: thistle Re: żona czy służąca? IP: proxy / *.bydgoska.krakow.pl 19.01.03, 21:32
        Ja też mam dwójkę dzieci i kończę studia w tym roku, ale bez pomocy Onego nie
        wyrobialbym, naprawdę Cię podziwiam. A czy Twój zdaje sobie sprawę z ciężaru ,
        jaki spoczywa na Twoich barkach? Czasem wystarczy uświadomić, zeby kochająca
        osoba zechciała pomóc, szczególnie jeśli ma możliwość .
      • maretina Re: żona czy służąca? 22.01.03, 07:56
        kulka_ napisała:

        > A ja robię wszystko w domu sama. Pracuję , gotuję, sprzątam, piorę, prasuję
        > itd...itp... Do tego czasem muszę się uczyć, a tu dwoje dzieci też są "moje".
        > Jest mi z tym bardzo ciężko.
        niestety jesli tesciowa nie wychowal ci meza, to musisz to zrobic sama. masz
        swoja wartosc! partnerstwo, uzupelnianie sie -tak! sluzba? jesli juz to niech
        ci placi....kasa potrafo oduczyc zlych nawykow. szkoda tylko, ze jest
        skuteczniejsza od milosci w rodzinie i checi godnego zycia.
        pozdrawiam
    • kulka_ Re: żona czy służąca? 20.01.03, 17:20
      Pewnie zdaje sobie sprawę wymawiałam mu to już nie raz (najczęściej krzycząc),
      ale to nic nie dało. Od ośmiu lat jest tak samo. Widocznie taki mój los.
      • Gość: pinkus Re: żona czy służąca? IP: *.jazo.org.il 21.01.03, 14:32
        kulka_ napisała:

        > Pewnie zdaje sobie sprawę wymawiałam mu to już nie raz (najczęściej
        krzycząc),
        > ale to nic nie dało. Od ośmiu lat jest tak samo. Widocznie taki mój los.

        kulko, nie daj sie, wez problem we wlasne rece, zastrajkuj!! jak rodzinka
        bedzie musiala przez pare dni nie jesc gotowanego jedzenia tylko zadowolic sie
        chlebkiem z marmolada, nic im sie nie stanie, naprawde. u mnie tak bylo i po
        tygodniu nagromadzilo sie pranie, w domu balagan, nic "porzadnego" na
        stole...., ale za to mama/zona rozparta na fotelu z ksazka! zrozumieli, ze jak
        nie wezma na siebie czesci obowiazkow, to zaraz w szafach nie bedzie czystych
        koszul, zapasy w spizarce sie skoncza... nawet mnie serce nie bolalo, bo ksazka
        byla bardzo interesujaca. a na odpowiedzie dzieci "nie chce mi sie" tez
        zastrajkowalam i wzielam sobie tez prawo powiedziec nie chce mi sie... po 3
        dniach zrozumialy... trzymam kciuki!
      • thistle Re: żona czy służąca? 21.01.03, 15:32
        Takie zwykłe zastrajkowanie nie zawsze jest realne, szczególnie gdy dzieci są
        małe(sześciolatek jeszcze nie powinien się chyba nożem posługiwać, prawda?),
        ale zupełnie dobrym sposobem na "uświadomienie" mężczyzny jest dłuższy wyjazd.
        To, co napisałam o "mszczeniu się" takich zachowań widziałam na kilku
        przykładach, najczęściej smutnych, np: mama wyjeżdża za granicę na 3 m-ce, żeby
        podreperować domowy budżet(w Polsce "nie pracuje", tzn. opiekuje się trójką
        dzieci i prowadzi duże gospodarstwo rolne, przy minimalnej tylko pomocy męża),
        a tata pakuje w dzieci kupne pierogi z truskawkami, na które najmłodsze jest
        uczulone, dzieciak choruje, ojciec panikuje, bo nie wie, do którego pediatry
        iść, co podać, gdzie alergolog (a kto to taki?!). Potem trzeba poradzić sobie z
        przygotowaniem córek do akademii czy zabawy szkolnej, iść na wywiadówkę (a jak
        się nazywa wychowawczyni?)Dla mnie jednak szczytem wszystkiego było to, że
        facet nie potrafił nawet zrobić prania, i to w pralce wirnikowej!!!
        (automatycznej nigdy żonie nie kupił, bo pobiera wg. niego za dużo wody i
        prądu). Gdy przekonał sie, jaka to ciężka praca wyprać pościel w czymś takim
        doszedł do wniosku, że bez automatu to jak bez ręki( a żona przez 13 lat prała
        w starej frani). Gdy po 12 tygodniach żona wróciła ( pod koniec dzieci miały
        jeszcze świnkę, ale na szczęście łagodnie ją przeszły:) nosił ją na rękach i
        zapowiedział, że już dalej niż za granicę powiatu nie wypuści:)))))))
        Nie stał się ideałem , ale ma kobieta chociaż pralkę(na którą z resztą ciężko i
        uczciwie zapracowała). Teraz jest i tak dużo lepiej, nawt grilla sam
        przygotowuje i podobno kawę od czasu do czasu żonie poda!(jego matkę też to
        szokuje).
        Tak więc los może czasem spłatać miłego figla, moze i twojemu, Kuleczko, się
        przytrafi?
        Trzymam kciuki:))))

        • Gość: dana33 Re: żona czy służąca? IP: proxy / *.j1.actcom.co.il 21.01.03, 18:46
          thistle napisała:

          > Takie zwykłe zastrajkowanie nie zawsze jest realne,
          szczególnie gdy dzieci są
          > małe(sześciolatek jeszcze nie powinien się chyba nożem
          posługiwać, prawda?),
          > ale zupełnie dobrym sposobem na "uświadomienie"
          mężczyzny jest dłuższy wyjazd.
          > To, co napisałam o "mszczeniu się" takich zachowań
          widziałam na kilku
          > przykładach, najczęściej smutnych, np: mama wyjeżdża za
          granicę na 3 m-ce, żeby
          >
          > podreperować domowy budżet(w Polsce "nie pracuje", tzn.
          opiekuje się trójką
          > dzieci i prowadzi duże gospodarstwo rolne, przy
          minimalnej tylko pomocy męża),
          > a tata pakuje w dzieci kupne pierogi z truskawkami, na
          które najmłodsze jest
          > uczulone, dzieciak choruje, ojciec panikuje, bo nie
          wie, do którego pediatry
          > iść, co podać, gdzie alergolog (a kto to taki?!). Potem
          trzeba poradzić sobie z
          >
          > przygotowaniem córek do akademii czy zabawy szkolnej,
          iść na wywiadówkę (a jak
          > się nazywa wychowawczyni?)Dla mnie jednak szczytem
          wszystkiego było to, że
          > facet nie potrafił nawet zrobić prania, i to w pralce
          wirnikowej!!!
          > (automatycznej nigdy żonie nie kupił, bo pobiera wg.
          niego za dużo wody i
          > prądu). Gdy przekonał sie, jaka to ciężka praca wyprać
          pościel w czymś takim
          > doszedł do wniosku, że bez automatu to jak bez ręki( a
          żona przez 13 lat prała
          > w starej frani). Gdy po 12 tygodniach żona wróciła (
          pod koniec dzieci miały
          > jeszcze świnkę, ale na szczęście łagodnie ją przeszły:)
          nosił ją na rękach i
          > zapowiedział, że już dalej niż za granicę powiatu nie
          wypuści:)))))))
          > Nie stał się ideałem , ale ma kobieta chociaż pralkę(na
          którą z resztą ciężko i
          >
          > uczciwie zapracowała). Teraz jest i tak dużo lepiej,
          nawt grilla sam
          > przygotowuje i podobno kawę od czasu do czasu żonie
          poda!(jego matkę też to
          > szokuje).
          > Tak więc los może czasem spłatać miłego figla, moze i
          twojemu, Kuleczko, się
          > przytrafi?
          > Trzymam kciuki:))))
          >

          oczywiscie masz, racje, ja po prostu mam meza, ktory nie
          spanikowal tylko zabral sie do roboty, zaczal gotowac, i
          nawet niezle mu to wyszlo, tylko, rozumiesz, juz na nic
          nie mial czasu.... a co do szesciolatka i noza to po
          prostu kupowalam chleb juz krojony, to na aprawde nie
          problem. nie ma rady, dlaczego my mamy byc te ofiary, jak
          sie jeszcze dzisiaj znajdzie jakis, kory uwaza, ze szona
          o bezplatna pomoc domowa, nu, to niech pocierpi troszke i
          sie nauczy. nie mowimy o idealach, prawda, tylko o
          dzieleniu sie praca. i tak jak uczymy dzieci, nu to i
          partnera tez. pozdrawiam wszystkie panie
        • kulka_ Re: żona czy służąca? 21.01.03, 21:10
          Miałam jeden wyjazd w życiu na dwa tygodnie sama, dwa pobyty w szpitalu i
          zawsze mąż radził sobie w ten sam sposób - dzieci do babci, na obiadki też do
          babci (jednej albo drugiej) i spokój. Ale dziś udało mi sie postawić na swoim,
          powiedziałam, że nie zrobię obiadu jeżeli nie będę miała z czego i poszedł po
          zakupy.
          • thistle Re: żona czy służąca? 22.01.03, 16:06
            dobry początak dłuuugiej drogi :))))
    • Gość: moboj Re: żona czy służąca? IP: 62.233.154.* 20.01.03, 19:01
      ja jestem już prawie 8 lat ze swoim chłopakiem i mieszkamy razem od prawie 6.
      on wychował się w rodzinie, gdzie było trzech facetów (tata, brat i on) i jedna
      kobieta (mama). i mój chłopak i jego brat są nauczeni, że kobiecie we wszystkim
      się pomaga, w miarę możliwości wyręcza i usługuje gdy trzeba. ja więc nie mam
      problemów z byciem służącą. jak najwięcej rzeczy staramy się robić razem. nie
      ma u nas podziału na "babskie czynnosci" i "męskie zajęcia". jeśli ja mam czas,
      ja gotuję, jeśli nie mam to gotuje on. to są dla niego normalne czynności,
      których nie trzeba unikać. żyjemy sobie w partnerskim związku i to chyba
      najlepszy wariant. nigdy nie zgodziłabym się na bycie służącą, a faceta, który
      chciałby mnie widzieć w takiej roli na pewno szybko bym przegoniła. pozdrawiam.



      • Gość: dilena Re: żona czy służąca? IP: *.man.polbox.pl 20.01.03, 19:47
        "kobiecie się pomaga" z tego wynika, że posprzątaj, ugotuj, upierz to obowiązki
        kobiety, a czasem facet "pomoże", czasem "wyręczy"
        • Gość: as2008 Re: żona czy służąca? IP: 62.233.173.* 20.01.03, 20:30
          Moj mąż jest z rodziny , gdzie rządził ojciec a matka go słuchała i wykonywala
          polecenia - typowa służąca , a dom było 3 facetów i ona jedna do oprządzania
          ich. I to ona najbardziej , moja teściowa , boleje nad tym że ich synek musi mi
          pomagać. A mó mąż jak jest w domu to robi pycha obiadki i najlepsze kopytka pod
          słońcem !!!
          • Gość: obs Re: żona czy służąca? IP: *.dip.t-dialin.net 20.01.03, 21:19
            Gość portalu: as2008 napisał(a):
            > A mó mąż jak jest w domu to robi pycha obiadki i najlepsze kopytka pod
            >
            > słońcem !!!

            To módl się dziecko, żeby tych najlepszych pod słońcem kopytek nie wyciągnął.

            pozdr.
            obs
            • maretina Re: żona czy służąca?obs katastrofista:) 22.01.03, 13:43
              Gość portalu: obs napisał(a):

              > Gość portalu: as2008 napisał(a):
              > > A mó mąż jak jest w domu to robi pycha obiadki i najlepsze kopytka pod
              > >
              > > słońcem !!!
              >
              > To módl się dziecko, żeby tych najlepszych pod słońcem kopytek nie wyciągnął.
              >
              > pozdr.
              > obs

              ojej! a jak kobieta gotuje obiadki, to kopytek nie wyciagnie prawda? tylko
              panom grozi zgon przy garach!:) hehehe myslales moze nad zalozeniem kabaretu
              absurdu w stylu Halamy? bylbys dobra konkurencja dla niego:))))
        • Gość: moboj Re: żona czy służąca? IP: 62.233.154.* 21.01.03, 09:43
          Gość portalu: dilena napisał(a):

          > "kobiecie się pomaga" z tego wynika, że posprzątaj, ugotuj, upierz to
          obowiązki
          >
          > kobiety, a czasem facet "pomoże", czasem "wyręczy"

          CHYBA ŹLE MNIE ZROZUMIAŁAŚ, A MOŻE TO JA NIEJASNO SIĘ WYRAZIŁAM. "POSPRZATAJ,
          UGOTUJ, UPIERZ" TO SĄ NASZE OBOWIĄZKI. WYKONUJE JE TO Z NAS, KTÓRE AKURAT MA
          CZAS. I BARDZO CZĘSTO JEST TAK, ŻE TO MNIE OGARNIA LEŃ I WTEDY MÓJ FACET
          WYKONUJE TE WSZYSTKIE RZECZY. A CZASEM TO JEMU SIĘ NIC NIE CHCE, WIĘC NP. OBIAD
          GOTUJĘ JA. A PONIEWAŻ OBOJE JESZCZE SZUKAMY PRACY (DOPIERO SKOŃCZYLIŚMY STUDIA)
          I JESTEŚMY RAZEM W DOMKU CAŁYMI DNIAMI, WIĘC WSZYSTKO STARAMY SIĘ WYKONYWAĆ
          WSPÓLNIE.
    • Gość: kasiaczek Re: żona czy służąca? IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.03, 21:53
      pytanie?Mezczyzna czy reproduktor?Kobieta nie jest narzedziem zeby zastanawiac
      sie nad jej funkcja.Jak mozna byc takim ignorantem?I jestem ciekawa czy ina wie
      co jej maz tu wypisuje.Bo jesli tak to jej nie rozumiem.Kobieta przestala byc
      robotem i macica w jednym.Faceci niestety musza uznac nasza autonomie
    • Gość: Ona Re: żona czy służąca? IP: *.warta-vita.com.pl 21.01.03, 08:02
      Kurcze, a ja myślałam, że od jakiegoś czasu mamy równouprawnienie......Są dni
      kiedy nic nie chce mi się nic robić i wtedy mogę liczyć na moją druga połówkę a
      są takie, że mop w rękę, głośna muzyka i sprzątanko, gotowanie, prasowanie,
      podawanie piwka, itp.:-)I wcale nie jest mi z tym źle, to kwestia nastroju
      humoru.
      pozdrawiam wszystkie "uciemiężone" i te mniej:-)

      galka1 napisała:

      > Witam,
      > Drodzy Panowie, jak traktujecie swoje żony? Przynieś ciepłe kapcie, piwko i
      > gazetkę? A może wcale nie? To jak to jest?
      • Gość: elena Re: żona czy służąca? IP: *.matrix.zabrze.pl 22.01.03, 11:33
        Służącej czy raczej pomocy domowej sie płaci, i to dużo.Żonie nie.
    • Gość: Ona Re: żona czy służąca? IP: *.warta-vita.com.pl 21.01.03, 08:05
      Kurcze, a ja myślałam, że od jakiegoś czasu mamy równouprawnienie......Są dni
      kiedy nic nie chce mi się nic robić i wtedy mogę liczyć na moją druga połówkę a
      są takie, że mop w rękę, głośna muzyka i sprzątanko, gotowanie, prasowanie,
      podawanie piwka, itp.:-)I wcale nie jest mi z tym źle, to kwestia nastroju
      humoru.
      pozdrawiam wszystkie "uciemiężone" i te mniej:-)

      galka1 napisała:

      > Witam,
      > Drodzy Panowie, jak traktujecie swoje żony? Przynieś ciepłe kapcie, piwko i
      > gazetkę? A może wcale nie? To jak to jest?
    • wiktoria21 Re: żona czy służąca? 21.01.03, 12:11
      Niestety bardzo często tak jest,że mężczyzna oczekuję,że jego żona czy
      partnerka będzie jednocześnie żoną,służącą,kucharką,kochanką itd.a potem mają
      pretensję do całego świata,że jego żona nie wygląda jak gwiazda filmowa.Tacy są
      faceci;)
    • Gość: z dystansem_ona Re: żona czy służąca? IP: *.magma-net.pl 21.01.03, 12:15
      oczywiscie ze sluzaca,.... dzis faceci nie wiedza kto to jest zona, jak sie
      zyje z zona i jak sie ja traktuje. zdrady, znecanie sie psychiczne i fizyczne
      sa na porzadku dziennym a kobiety i tak sa zadowolone ze moga sluzyc "swoim"
      facetom. Ja nie pozwalam w moim zwiazku na niewolnictwo, jesli facet probuje
      dominowac tzn, ze tak na prawde jest słaby - slabi mnie nie interesuja, nie sa
      atrakcyjni. uwazam, ze w zwiazku dwojga ludzi najwazniejszy jest szacunek i
      partnerstwo. inaczej nie ma to sensu.
      • fear_at_heart Re: żona czy służąca? 28.01.03, 08:32
        >jesli facet probuje dominowac tzn, ze tak na prawde jest słaby - slabi mnie
        >nie interesuja, nie sa atrakcyjni. uwazam, ze w zwiazku dwojga ludzi
        >najwazniejszy jest szacunek i partnerstwo. inaczej nie ma to sensu.

        ja tez tak myslalem.
        ale sie mylilem.
        ustepowalem zonie na kazdym kroku. wychodzilem z zalozenia, ze kobieta slaba
        jest i nalezy jej pomagac kosztem wlasnego zycia.
        i teraz zamiast w domu - siedze w hotelu.

        partnerstwo?
        mialas meza?
        ja jeszcze mam zone....
        to chyba blad.



    • Gość: Ladyhawke Re: żona czy służąca? IP: 212.160.65.* 21.01.03, 13:30
      Teraz juz ani jedno ani drugie
      jak czytam to wszystkie wyzwolone, bzdety o rownouprawnieniu
      lub uzalanie sie nad soba bo nadmiar obowiazkow
      Tak naprawde to same niewiem czy chcemy byc albo jednym albo drugim
      w efekcie dopada nas wlasne niewolnictwo, aby nie poszedl gdzie indziej to
      i wcisniemy sie w jakies koronki niech ma, wiadomo kazdy facet lubi dobre jedzonko
      wiec obiadki, itd..... To nie panowie nas traktuja jak zony, kochanki....... tylko my same
      sie tak traktujemy.
      • Gość: wiktoria21 Re: żona czy służąca? IP: w3cachem:* / 195.117.96.* 21.01.03, 13:39
        To prawda,że niektórym kobietom to pasuje,ale nie jest powiedziane,że
        wszystkim.Mnie na przykład nie pasuje taka sytuacja i taki układ.Tak samo mąż
        może być służącym jeżeli jemu to pasuje...
    • Gość: kobek Re: żona czy służąca? IP: 194.9.223.* 21.01.03, 16:04
      Czy nie powinni sie wypowiadac na ten temat mezczyzni a nie kobiety, ktore sa w
      pelni zadowolone z tego jak postepuja?
      • Gość: thistle Re: żona czy służąca? IP: proxy / *.bydgoska.krakow.pl 21.01.03, 16:38
        gdzie te chłopyyy???
        • Gość: frisky2 Re: żona czy służąca? IP: 217.17.46.* 21.01.03, 17:11
          Gość portalu: thistle napisał(a):

          > gdzie te chłopyyy???

          Na pewno nie w malzenstwie. Gdzie sie zaczyna malzenstwo, tam sie konczy
          chlop:))
      • Gość: piasia Re: żona czy służąca? IP: *.cn.com.pl 21.01.03, 17:27
        Wielu mężczyznom nie chce się po prostu pomyśleć, że mogą być potrzebni
        kobiecie po to, by coś zrobić (pomóc etc.). My, kobiety mamy inaczej - np. Mama
        robi obiad, to córka gna do kuchni, żeby pomóc - bo to jest oczywiste. A
        facetowi jak się nie powie "chodź tu obierz ziemniaki" to po najdłuższym życiu
        sam na to nie wpadnie że kobieta w kuchni może oczekiwać pomocy. No bo przecież
        nie woła!
        • Gość: Wesolek Re: żona czy służąca? IP: *.telia.com 21.01.03, 18:52
          Ja to rozumiem w ten sposob.Jezeli zona jest w pracy ,no to oczywiscie odbywam
          stosunek ze sluzaca,po powrocie z pracy wieczorem z zona.Wilk syty i owca cala.
          • Gość: thistle Re: żona czy służąca? IP: proxy / *.bydgoska.krakow.pl 21.01.03, 18:57
            smutno mi się robi, jak czytam takie posty. :((((
            mam nadzieję, że żonie choć w pracy uda się znaleźć prawdziwego mężczyznę, bo
            do domu wraca do takiego wybrakowanego, co nie wie od czego są służące :P
          • maretina Re: żona czy służąca? 22.01.03, 13:49
            Gość portalu: Wesolek napisał(a):

            > Ja to rozumiem w ten sposob.Jezeli zona jest w pracy ,no to oczywiscie
            odbywam
            > stosunek ze sluzaca,po powrocie z pracy wieczorem z zona.Wilk syty i owca
            cala.
            "odbywam stosunek" co za elokwencja i romantycznosc! ile uczuc do zony w tym
            stwierdzeniu.. no no no aby tak dalej a sam sie pewnego dnia przestraszysz tego
            co zrobiles z zony i spieprzysz gdzie pieprz rosnie:)))))
    • Gość: kuka Re: żona czy służąca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.03, 22:04
      Żona to partnerka!!
      Mój mąż nie potrafi gotować więc tym zajmuję się ja. On
      sprząta czasem mu pomagam ;), myje okna. Uwielbia robić
      mi niespodzianki tym swoim sprzątaniem, kiedy idę do
      fryzjera i wracam - chatka posprzątana a on udaje, że nic
      się nie stało, że nic nie zrobił i czeka aż pochwalę. No
      i to motywuje go do tego aby pomagać. Kobietki nie dajcie
      się zapędzić w "Panią domu" obowiązki muszą być
      podzielone i wtedy jest ok.
      Trzymajcie się baby i bądźcie żonami!!!!!!!!!!
    • maretina Re: żona czy służąca? 22.01.03, 08:03
      galka1 napisała:

      > Witam,
      > Drodzy Panowie, jak traktujecie swoje żony? Przynieś ciepłe kapcie, piwko i
      > gazetkę? A może wcale nie? To jak to jest?
      moj maz jest kochanym i samodzielnym chlopakiem:). samodzielnosc i zaradnosc
      wyniosl z domu rodzinnego. tam kazdy obslugiwal siebie. jesli mama gotowala to
      tata zmywal i odwrotnie. moj maz nie napatrzyl sie na model rodziny z mama
      jako sluzaca. moi tesciowie to madrzy rodzice:)
      • Gość: młoda Re: żona czy służąca? IP: *.nik.gov.pl / 212.160.156.* 22.01.03, 12:51
        Bo od początku w małżeństwie musisz być konsekwentna. Na początku z tego ogromu
        szczęścia chciałoby się nieba mężowi uchylić, ale to jest właśnie ten błąd.
        Chłop przyzwyczaja się do obsługi i bardzo trudno to zmienić. Ja się staram nie
        być SUPERKOBIETĄ niech On też coś robi.
        Pozdr.
      • zdzichu-nr1 Re: żona czy służąca? 22.01.03, 12:56
        Sranie w banię większość wypowiedzi tutaj. Co ten mężczyzna ma jeszcze robić?
        Prać, gary gotować, zakupy robić, no i oczywiście przynosić wieeeeelką kasiorę
        do domu, tak? Ocknijcie się kobitki, bo zostaniecie same, wyemancypowane ale z
        ręką w nocniku. Któraś tu zauważyła oczywistą prawdę, że czas nie jest z gumy.
        Jak ma mieć dużą kasę, to nie będzie miał czasu na gary, bo jakoś ją musi
        zarobić, proste?!
        • maretina Re: żona czy służąca? 22.01.03, 13:21
          zdzichu-nr1 napisał:

          > Sranie w banię większość wypowiedzi tutaj. Co ten mężczyzna ma jeszcze robić?
          > Prać, gary gotować, zakupy robić, no i oczywiście przynosić wieeeeelką
          kasiorę
          > do domu, tak?

          moj maz potrafi wlaczyc pralke. zna sie na tym lepiej niz ja. czy to ujma uprac
          sobie gatki i portale? nie sadze! to zwykla czynnosc. co do zakupow, to robi je
          ten, kto wczesniej skonczy prace, albo ten kto jest mniej zmeczony lub ma sklep
          po drodze.co do garow, to pewnie myslales o ich myciu?:) jesli ja zrobie obiad
          pozmywa maz i odwrotnie!dla Ciebie dziwna sytuacja jest, ze facet robi przy
          wlasnym tylku? ZENADA! kazdy powinien umiec uprac sobie ciuchy, zrobic zarcie i
          posprzatac po sobie... to zwyklosc, codziennosc! nie awangarda i wymysly. nie
          zmyjesz? zarosniesz brudem! co do kasy... hmm oboje nie zarabiamy kokosow. moze
          kiedys moj maz zarobi wiecej jak zaczna placic lekarom godziwie, w co
          watpie...szczerze.

          Ocknijcie się kobitki, bo zostaniecie same, wyemancypowane ale z
          > ręką w nocniku.
          absurd! jesli facet szuka kobiety do kochania, do dzielenia z nia zycia to nie
          bedzie zaskoczony, ze jak zjadlo sie zupe to do zmycia jest talerz i garnek.
          ale jak ktos szuka sluzacej to bedzie mial to chcial. wybor na szczescie jest.
          kazdemu moze byc dobrze!
          czy emancypacja jest to, ze maz pomaga w zwyklych pracach w domu? PARANOJA!!!!
          Któraś tu zauważyła oczywistą prawdę, że czas nie jest z gumy.
          dokladnie. sily kobiet tez nie. ja nie zamierzam byc matka polka z
          wyciagnietymi rekami od dzwigania ciezkich siat. lzej je dzwigac wspolnie!
          malzenstwo to wspolnota, partnerstwo.
          > Jak ma mieć dużą kasę, to nie będzie miał czasu na gary, bo jakoś ją musi
          > zarobić, proste?!
          proste! ja tez wkladam pieniazki do rodzinnego budzetu! ja tez pracuje i MAM
          SWIETE PRAWO do zmeczenia. organizm kobiet i mezczynz dziala podobnie, wiesz?
          moim zdaniem facet, ktory zone ma za sluzaca: przynies, podaj, pozamiataj to
          frajer i zero.
          pozdrawiam normalnych panow, ktorych tu niebrakuje:)
          • Gość: Zdzichu Re: żona czy służąca? IP: *.acn.pl 22.01.03, 13:59
            Czyli Maretino, może tak zróbmy - ja opłacę sprzątaczkę i kucharkę oraz dam
            jeszcze mojej Pani "drobną" kasiorkę na godne życie?! A ona łaskawie (jak
            zechce oczywiście i będzie dobry nastrój miała) uraczy mnie łożem i paroma
            komplementami. To by Ci chyba -podobnie jak większości Pań wypowiadających się
            w wyzwolonych mediach- zapewne odpowiadało...

            Problem w tym, że jak mam za wszystko płacić i jeszcze sam to robić, to
            owszem , wynajmę kucharkę i sprzątaczkę, ale poza tym zadowolę się płatną
            dziwką. Przynajmniej wiem za co płacę, jest bez dziamgania i rzeczywiście na
            życzenie.

            Zdzichu
            PS. Są kłopoty z logowaniem, stąd jako "gość" tym razem.
            • Gość: wiktoria21 Re:Szczerze współczuję kobiecie,z którą żyjesz IP: w3cachem:* / 195.117.96.* 22.01.03, 14:08
              Gość portalu: Zdzichu napisał(a):

              > Czyli Maretino, może tak zróbmy - ja opłacę sprzątaczkę i kucharkę oraz dam
              > jeszcze mojej Pani "drobną" kasiorkę na godne życie?! A ona łaskawie (jak
              > zechce oczywiście i będzie dobry nastrój miała) uraczy mnie łożem i paroma
              > komplementami. To by Ci chyba -podobnie jak większości Pań wypowiadających
              się
              > w wyzwolonych mediach- zapewne odpowiadało...
              >
              > Problem w tym, że jak mam za wszystko płacić i jeszcze sam to robić, to
              > owszem , wynajmę kucharkę i sprzątaczkę, ale poza tym zadowolę się płatną
              > dziwką. Przynajmniej wiem za co płacę, jest bez dziamgania i rzeczywiście na
              > życzenie.
              >
              > Zdzichu
              > PS. Są kłopoty z logowaniem, stąd jako "gość" tym razem.
            • maretina Re: żona czy służąca? 22.01.03, 14:10
              Gość portalu: Zdzichu napisał(a):

              > Czyli Maretino, może tak zróbmy - ja opłacę sprzątaczkę i kucharkę oraz dam
              > jeszcze mojej Pani "drobną" kasiorkę na godne życie?! A ona łaskawie (jak
              > zechce oczywiście i będzie dobry nastrój miała) uraczy mnie łożem i paroma
              > komplementami. To by Ci chyba -podobnie jak większości Pań wypowiadających
              się
              > w wyzwolonych mediach- zapewne odpowiadało...
              sluchaj, to Twoja sprawa czy chcesz zyc w czystosci czy w brudzie? czy praca
              zawodowa zwalnia od obowiazkow domowych?kobiety tez pracuja!nic samo sie nie
              zrobi. idac Twoim tokiem myslenia, jesli zona pracuje i Ty pracujesz to w domu
              nikt zarcia nie robi i nie posprzata:) niezla teoria! jesli moja poglady sa
              z "wyzwolonych mediow" to pewnie Twoje rodem z alternatywy 4. chcialbys taka
              Miecke, na ktora mozna sie drzec, ktora da zupy... d...y i piwko wlozy do
              Twojej lapki jak zacznie sie mecz.
              > Problem w tym, że jak mam za wszystko płacić i jeszcze sam to robić, to
              > owszem , wynajmę kucharkę i sprzątaczkę, ale poza tym zadowolę się płatną
              > dziwką. Przynajmniej wiem za co płacę, jest bez dziamgania i rzeczywiście na
              > życzenie.

              dlaczego sam?! caly czas piszemy, ze malzenstwo to wspolnota i partnerstwo, to
              pomaganie sobie, wspieranie, a nie obciazanie jednej osoby trudami codziennosci.
              Zdzichu? odpowiedz mi prosze co kieruje (Twoim zdaniem), facetem, ktory
              oswiadcza sie kobiecie? lenistwo i odraza do gotowania sobie i prana ciuchow?
              jesli tak, to juz rozumiem Twoj punkt widzenia.
              • zdzichu-nr1 Re: żona czy służąca? 22.01.03, 14:23
                maretina napisała:

                > Zdzichu? odpowiedz mi prosze co kieruje (Twoim zdaniem), facetem, ktory
                > oswiadcza sie kobiecie? lenistwo i odraza do gotowania sobie i prana ciuchow?
                > jesli tak, to juz rozumiem Twoj punkt widzenia.

                Kieruje nim seks (myślenie chu*em) bądź wyrachowanie (polecam wątek
                niejakiej "Marianki" na forum Psychologia). Bądź miłość oparta na empatii - w
                nielicznych przypadkach.

                Partnerstwo to magiczne słowo, tylko obie płcie różnie je pojmują. Dla mnie to
                przede wszystkim samodzielność ze strony obojga partnerów. Nawet jeśli ktoś nie
                zarabia kasy, bądź ma jej malutko, może być prawdziwą podporą związku o ile
                tylko tej osobie "chce się chcieć" i załatwiać różne sprawy. Ja mam
                doświadczenia z Paniami, które muszą być wożone samochodem do pracy i z pracy,
                gotować nie lubią, dupy dają z rzadka i niechętnie, za to na Malediwy chętnie
                pojadą. Tfu!
                • maretina Re: żona czy służąca? 22.01.03, 14:30
                  zdzichu-nr1 napisał:

                  > maretina napisała:
                  >
                  > > Zdzichu? odpowiedz mi prosze co kieruje (Twoim zdaniem), facetem, ktory
                  > > oswiadcza sie kobiecie? lenistwo i odraza do gotowania sobie i prana ciuch
                  > ow?
                  > > jesli tak, to juz rozumiem Twoj punkt widzenia.
                  >
                  > Kieruje nim seks (myślenie chu*em)
                  i dlatego jestes taki rozgoryczony kobietami, bo wyobraz sobie Zdzichu ch***m
                  sie nie mysli! od tego masz mozg.moze nie wiesz,ale kobieta to nie materac, to
                  czlowiek.zatem tak ja traktuj.
                  bądź wyrachowanie (polecam wątek
                  > niejakiej "Marianki" na forum Psychologia). Bądź miłość oparta na empatii - w
                  > nielicznych przypadkach.
                  jesli milosc oparta na empatii to taki facet traktuje swoja zone godnie. ja mam
                  takiego meza. najlepszy na swiecie:)

                  > Partnerstwo to magiczne słowo, tylko obie płcie różnie je pojmują. Dla mnie
                  to
                  > przede wszystkim samodzielność ze strony obojga partnerów.
                  i tu sam sobie przeczysz! jesli masz byc samodzielny to nie szukaj kucharki i
                  sprzataczki!
                  Nawet jeśli ktoś nie
                  >
                  > zarabia kasy, bądź ma jej malutko, może być prawdziwą podporą związku o ile
                  > tylko tej osobie "chce się chcieć" i załatwiać różne sprawy.
                  dokladnie, ale ta osoba nie moze byc w tym zalatwianiu osamotniona!zwiazek to
                  DWIE osoby.
                  Ja mam
                  > doświadczenia z Paniami, które muszą być wożone samochodem do pracy i z
                  pracy,
                  > gotować nie lubią, dupy dają z rzadka i niechętnie, za to na Malediwy chętnie
                  > pojadą. Tfu!
                  to Twoja sprawa co dajesz tym paniom.nie pisalam tu o wykorzystywaniu tylko o
                  zdrowych ukladach w malzenstwie.perfidia jest naciaganie partnera na malediwy,
                  ale tez perfidia jest sprowadzanie kobiety do roli garkotluka.

                  ps. co wybrales to masz:( taka jest prawda!
                  • zdzichu-nr1 Re: żona czy służąca? 22.01.03, 14:45
                    maretina napisała:

                    > perfidia jest naciaganie partnera na malediwy,
                    > ale tez perfidia jest sprowadzanie kobiety do roli garkotluka.

                    No to się wreszcie zgadzamy ;)))

                    > ps. co wybrales to masz:( taka jest prawda!

                    Często pewne rzeczy wychodzą z człowieka po pewnym czasie, a nie od razu.
                    Dlatego nigdy nie wiesz, kogo tak naprawdę wybierasz (przysłowie o "beczce
                    soli" się kłania).
                    Zdzichu
                    • maretina Re: żona czy służąca? 22.01.03, 14:47
                      zdzichu-nr1 napisał:

                      > maretina napisała:
                      >
                      > > perfidia jest naciaganie partnera na malediwy,
                      > > ale tez perfidia jest sprowadzanie kobiety do roli garkotluka.
                      >
                      > No to się wreszcie zgadzamy ;)))
                      >
                      > > ps. co wybrales to masz:( taka jest prawda!
                      >
                      > Często pewne rzeczy wychodzą z człowieka po pewnym czasie, a nie od razu.
                      > Dlatego nigdy nie wiesz, kogo tak naprawdę wybierasz (przysłowie o "beczce
                      > soli" się kłania).
                      > Zdzichu
                      ja dodalabym jeszcze jedna wazna kwestie: w zwiazku wina NIE LEZY PO JEDNEJ
                      STRONIE.DWIE STRONY PRACUJA NA RELACJE I STYL ZYCIA.
                • fear_at_heart Re: żona czy służąca? 28.01.03, 08:42
                  "Ja mam doświadczenia z Paniami, które muszą być wożone samochodem do pracy i z
                  pracy, gotować nie lubią, dupy dają z rzadka i niechętnie, za to na Malediwy
                  chętnie pojadą. Tfu!"

                  Z ust mi to wyjales!!

                  Dodam jeszcze "kochanie, skocz natankuj mi beznyny do autka"
                  pojedz ze mna do sklepu bo jest przecena na buty, musze sobie wybrac spodnie,
                  pojedz ze mna... itp.
                  24/7
                  potem lazenie po jakis perfumeriach, sklepach z ciuchami galanteriach i innych.

                  JA NIE MAM PRETENSJI, ZE WYDAJESZ MOJE PIENIADZE - ALE ODPIEPSZ SIE "kochaNIE"
                  OD MOJEGO WOLNEGO CZASU. CIEZKO PRACUJE I NIE MAM OCHOTY NA GLUPOTY!!!

                  TFU.
                  • maretina Re: żona czy służąca? 28.01.03, 19:59
                    fear_at_heart napisał:
                    >
                    > Dodam jeszcze "kochanie, skocz natankuj mi beznyny do autka"
                    > pojedz ze mna do sklepu bo jest przecena na buty, musze sobie wybrac spodnie,
                    > pojedz ze mna... itp.
                    > 24/7
                    > potem lazenie po jakis perfumeriach, sklepach z ciuchami galanteriach i
                    innych.
                    >
                    > JA NIE MAM PRETENSJI, ZE WYDAJESZ MOJE PIENIADZE - ALE ODPIEPSZ
                    SIE "kochaNIE"
                    > OD MOJEGO WOLNEGO CZASU. CIEZKO PRACUJE I NIE MAM OCHOTY NA GLUPOTY!!!
                    >
                    > TFU.
                    jestes prymitywem to nie dziwne, ze masz taka sama kobiete!jestescie siebie
                    warci.
                    ona bo jest na tyle durna by po buty i kosmetyki nzawsze ciagac ze soba meza.
                    ty jestes za to tchorzliwym facetem, ktory swoje zdanie, swoj przeciw
                    prezentuje nam-forumowiczom, a nie swojej partnerce.
                    poza tym jestes niespojny logicznie. wyrazenie "spieprzaj kochanie" jest
                    irracjonalne. bo albo kogos darzysz uczuciem i mowisz do tej osoby czule. albo
                    tej osoby masz dosc serdecznie i mowisz spier....
                    • fear_at_heart Marentina 28.01.03, 22:16
                      pierwszy post z 28 stycznia 02, lacznie 1614, dziennikarz, posty prawie
                      codziennie, o kazdej porze, praca - nie praca, dom, i ty mnie nazywasz
                      prymitywem.

                      "ty jestes za to tchorzliwym facetem, ktory swoje zdanie, swoj przeciw
                      prezentuje nam-forumowiczom,"

                      Tak, mea culpa, wyrazilem swoja opinie w przyplywie furii.
                      Furia jeszcze nie minela. Teraz sie wsciekam.
                      Na twoje szczescie - tylko na siebie. I troche mnie nosi.
                      Forumowicze maja forum do prazentowania swojego zdania, krytyka pozwala czasem
                      utrzymac rownowage. Tyle - ze ty nie krytykujesz. Ty obrazasz. Moj sprzeciw
                      wyrazilem jasno, wyprowadzilem sie. Od razu i bez gadania. Zostawilem meble
                      ciuchy, sprzet, samochod, wzialem jedynie karty kredytowe, rakiety do tenisa,
                      i szczoteczke do zebow. Co ty wiesz? Co ty u licha mozesz wiedziec?! NIC!

                      Nie ma niespojnosci logicznej w tym co pisze. Absolutnie.
                      Slowo kochanie ma dla MNIE wydzwiek szalenie perioratywny. Negatywny.
                      To dysonans. Odruch Pawlowa. Nic nie poradze, ze moja "partnerka" tak mnie
                      traktowala. A tobie absolutnie nic do tego. Jak ci sie nie podoba to zamknij
                      oczy i nie czytaj. Sa inne pasjonujace zajecia. Jak dziennikarstwo.

                      Czuje sie jak zbity pies. Bez domu. Tak jak czuje sie zwierze wygonione do
                      lasu, patrzace w zimnie na swoj dom. Moj dom, ktory trzeba opuscic i pojsc
                      precz, jak najdalej szukac nowego.
                      Byc moze mam wiele wad, na pewno nie jestem swiety, ale jestem z tych, ktorzy
                      cierpliwie znosza rozne fanaberie przez lata. Bez slowa. Jednak cos we mnie
                      peklo. Juz nie bede nic "znosic". Nie zamierzam wiecej nic tlumaczyc.
                      Zamiast psychologowi, czy koledze - powierzam swoje wyznanie temu forum,
                      anonimowo, bezinteresownie, ku przestrodze innym facetom.

                      Jak ci sie nie podoba to trudno, plakac nie bede.

                      Wedruj dalej wzdluz drogi twojego zycia, i nie probuj prostowac innych poradami
                      typu emancypacja kobiet.

                      Piszesz:

                      "moim zdaniem facet, ktory zone ma za sluzaca: przynies, podaj, pozamiataj to
                      frajer i zero."

                      A moim zdaniem kobieta, ktora ma meza za obiekt sluzacy do przynoszenia
                      pieniedzy, przynies, podaj, pozamiataj to pijawa, menda i zero.

                      2+2=4

                      Przemysl to sobie.



                      • monopol Fear_at_heart - ile jesteś wart? 28.01.03, 23:43
                        fear_at_heart napisał:

                        > A moim zdaniem kobieta, ktora ma meza za obiekt sluzacy do przynoszenia
                        > pieniedzy, przynies, podaj, pozamiataj to pijawa, menda i zero.
                        >
                        > 2+2=4
                        >
                        > Przemysl to sobie.

                        Ja tylko na krótko. Pozwolę sobie wtrącić się w tą dyskusję z prostego bardzo
                        powodu. Mianowicie być może o tym nie wiesz, ale akurat tak się złożyło, że
                        jestem mężem Maretiny. Jak zauważyłeś zapewne w cytacie Twojego postu pominąłem
                        Twe lamenty i skargi. Tak właśnie - zrobiłem to, ponieważ absolutnie nie jest
                        mi Ciebie żal i Twoje problemy nie interesują mnie. Mam nieodparte wrażenie, że
                        człowieka równającego do poziomu podłogi nic lepszego w życiu nie mogło
                        niestety spotkać. Mniejsza z tym. Ja chciałbym Cię tylko uświadomić, że
                        małżeństwo moje i Maretiny w odróżnieniu od Twojego związku jest całkowicie
                        normalne. Traktujemy się jak partnerzy, nikt nikim nie rządzi, nikt nikomu nie
                        służy. Ponadto kochamy się, jeśli rozumiesz co to znaczy i jesteśmy ze sobą
                        szczęśliwi. Nam się powiodło, ponieważ traktujemy się wzajemnie z należytym
                        szacunkiem. A Ty możesz jedynie wściekać się w samotności...

                        Miłego wściekania!
                        • fear_at_heart Re: Fear_at_heart - ile jesteś wart? 29.01.03, 00:16
                          "Mianowicie być może o tym nie wiesz, ale akurat tak się złożyło, że
                          jestem mężem Maretiny"

                          czesc,
                          gratuluje,
                          jestem tutaj od wczoraj i juz wiem.
                          gratuluje ci monopol zgrania zespolu.
                          zawsze lepiej zaatakowac we dwojke.

                          juz mi lepiej.
                          bylo nie bylo trzeba myslec co dalej.
                          jak piszesz - sprawdzic ile jestem wart...
                          czytam dzisiaj to forum juz pol nocy.
                          bardzo interesujaca lektura.
                          no no masz na koncie 900 postow.
                          masz talent pisarski, i duuuuuzo czasu.


                          zostaw sobie zgryzliwosci na pozniej albo zaoszczedz na kogos innego.
                          mnie nie rusza.
                          strasznie dozarci jestescie oboje.


                          koniec tego dobrego. over and out
        • wiktoria21 ReChyba o czymś zapomniałeś 22.01.03, 13:57
          zdzichu-nr1 napisał:

          > Sranie w banię większość wypowiedzi tutaj. Co ten mężczyzna ma jeszcze robić?
          > Prać, gary gotować, zakupy robić, no i oczywiście przynosić wieeeeelką
          kasiorę
          > do domu, tak? Ocknijcie się kobitki, bo zostaniecie same, wyemancypowane ale
          z
          > ręką w nocniku. Któraś tu zauważyła oczywistą prawdę, że czas nie jest z
          gumy.
          > Jak ma mieć dużą kasę, to nie będzie miał czasu na gary, bo jakoś ją musi
          > zarobić, proste?!

          Jakbyś zapomniał to kobiety też zarabiają pieniądze,a oprócz tego musza
          prowadzić dom,i nie użalają sę nad sobą.A jakbyś raz wyręczył swoją kobietę to
          korona by Ci z głowy nie spadła!
          • Gość: Zdzichu Re: ReChyba o czymś zapomniałeś IP: *.acn.pl 22.01.03, 14:06
            wiktoria21 napisała:

            > Jakbyś zapomniał to kobiety też zarabiają pieniądze,a oprócz tego musza
            > prowadzić dom,i nie użalają sę nad sobą.A jakbyś raz wyręczył swoją kobietę to
            > korona by Ci z głowy nie spadła!

            Ależ wyręczam, tylko mam już tego serdecznie dosyć, bo ona tkana z tego samego
            materiału, co Wy tutaj! Poza tym, jakie pieniądze??? Może kilka procent Pań w
            naszym kraju zarabia ISTOTNE pieniądze - ja z takimi jak dotąd nie miałem do
            czynienia. Większość Pań ma za to długi, nieopłacone rachunki za komórki,
            szkołę wyższą etc. oraz oczekiwania, że wymarzony mężczyzna to wszystko zapłaci
            oraz jeszcze po sobie pozmywa!
            • maretina Re: ReChyba o czymś zapomniałeś 22.01.03, 14:16
              Gość portalu: Zdzichu napisał(a):

              Poza tym, jakie pieniądze??? Może kilka procent Pań w
              > naszym kraju zarabia ISTOTNE pieniądze - ja z takimi jak dotąd nie miałem do
              > czynienia. Większość Pań ma za to długi, nieopłacone rachunki za komórki,
              > szkołę wyższą etc. oraz oczekiwania, że wymarzony mężczyzna to wszystko
              zapłaci
              >
              > oraz jeszcze po sobie pozmywa!
              zmywanie po sobie to zadna rewelacja to standart! tyle razy juz to piszemy!
              a poza tym wstydz sie! jesli kobieta zarabia mniej od faceta to znaczy, ze ma
              gorsza pozycje w domu? ze jest do brudnej roboty? sorry, ale jestes meskim
              szowinista:( w dodatku zakompleksionym potfornie. za malo zona zarabia? znajdz
              sobie taka kobiete, ktora bedzie miala wiecej od Ciebie zrozumiesz wtedy o czym
              mowie. godnosc czlowieka nie zalezy od jego kasy.
              co do reszty zarzutow o rachunki.... zal mi Ciebie, taki brudy na sile
              wyciagac. pamietaj, ze kto szuka dziury w calym to ja znajdzie.
              • zdzichu-nr1 Re: ReChyba o czymś zapomniałeś 22.01.03, 14:33
                Co ty chrzanisz Maretino! Nerwy Cię poniosły i wkładasz mi w usta rzeczy,
                których nie twierdzę. Nic nie zrozumiałaś! Ja nie piszę, że kto ma mniej
                pieniędzy, to jest gorszy i ma służyć drugiemu; tylko, że może też coś wnieść
                do związku np. w mądry sposób wydając na wspólne cele zarobione przez faceta
                pieniądze.
                Jakie brudy wyciągam? Co ja tu nazwiskiem się podpisuję, czy co? Moja
                rzeczywistość jest taka, że każda chce ode mnie kasy, nie dając wiele w zamian.
                Ot i wszystko.
                Zdzichu

                • maretina Re: ReChyba o czymś zapomniałeś 22.01.03, 14:42
                  zdzichu-nr1 napisał:

                  > Co ty chrzanisz Maretino!
                  pardon, jesli ktos z nas tu chrzani to sklaniam sie ku Tobie. to nie ja jestem
                  rozgoryczona, to nie ja winie wszystkie kobiety za to co te Twoje Ci zrobily!
                  i nie odnosze sie do zadnej kwestii, ktorej Ty nie poruszales.

                  Nerwy Cię poniosły
                  nic takiego. ja jestem spokojna, bo mam meza silnego, bez kompleksow w stosunku
                  do kobiet. jestem szczesliwa.
                  i wkładasz mi w usta rzeczy,
                  > których nie twierdzę.

                  czyli? przyklad daj,bo zaczynasz macic i gubisz sie. poczytaj wlasne posty. do
                  kazdej wypowiedzi cytowalam Twoje slowa. nie przyznajesz sie do nich?

                  Nic nie zrozumiałaś!

                  a moze to Ty nic nie rozumiesz? masz monopol na racje? watpliwe!

                  Ja nie piszę, że kto ma mniej
                  > pieniędzy, to jest gorszy i ma służyć drugiemu; tylko, że może też coś wnieść
                  > do związku np. w mądry sposób wydając na wspólne cele zarobione przez faceta
                  > pieniądze.
                  do sposobu wydawania kasy w Twojej rodzinie sie nie wtracam. napislam tylko, ze
                  naciaganie na kase jest zle i ze gorsze traktowanie kobiety "bo malo zarabia"
                  to swinstwo. te teze podtrzymuje!
                  > Jakie brudy wyciągam? Co ja tu nazwiskiem się podpisuję, czy co? Moja
                  > rzeczywistość jest taka, że każda chce ode mnie kasy, nie dając wiele w
                  zamian.
                  syf jest syfem. obojetnie czy ma nazwisko czy nie.

                  • zdzichu-nr1 Re: ReChyba o czymś zapomniałeś 22.01.03, 14:54
                    To nie jest forum savoir-vivre, więc daruj sobie czepianie się celebry i
                    rzekome uchybienia grzecznościowym rytuałom. Przykład przeinaczeń z Twojej
                    strony dałem wcześniej - ja nigdzie nie twierdziłem, że żona ma być służącą i
                    że jak kobieta nie ma pieniędzy to jest gorsza. A o to właśnie mnie posądziłaś!
                    Powiedziałem za to parę słów o naciągactwie i wygodnictwie co poniektórych
                    kobiet (wspieranych pseudo-wyzwoloną retoryką niektórych
                    feministycznych "autorytetów"). Nic z tego nie cofam. A ponieważ wcześniej
                    zgodziliśmy się co do oceny naciągactwa, a ten ostatni post z Twej strony
                    naprawdę nic nowego nie wnosi, pozwolisz że się wyłączę.

                    Pzdr. Zdzichu

                • Gość: ajka Re: ReChyba o czymś zapomniałeś IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.03, 12:05
                  no to spotkaj się ze mną
                  chętnie zafunduję ci Malediwy
                  ale o obiady na codzień martwisz się Ty - ale pamiętaj seksownie nastraja mnie
                  tylko naprawdę pyszne jedzonko
                  • Gość: Zdzichu Re: ReChyba o czymś zapomniałeś IP: *.acn.pl 04.02.03, 21:23
                    Gość portalu: ajka napisał(a):

                    > no to spotkaj się ze mną
                    > chętnie zafunduję ci Malediwy
                    > ale o obiady na codzień martwisz się Ty - ale pamiętaj seksownie nastraja
                    mnie
                    > tylko naprawdę pyszne jedzonko

                    To do mnie???? Rozumiem, że ma to być śmieszne, tak?! Powiem Ci, że gotuję
                    nieźle i smakowicie z tym że rzadko, bo nie mam czasu. A co do fundowania, to
                    chyba jasno wynikło z dyskusji, kto tu komu i co może zafundować.

        • Gość: Misia Re: żona czy służąca? IP: *.pl.ibm.com / *.at.ibm.com 23.01.03, 12:33
          zdzichu-nr1 napisał:

          > Sranie w banię większość wypowiedzi tutaj. Co ten mężczyzna ma jeszcze robić?
          > Prać, gary gotować, zakupy robić, no i oczywiście przynosić wieeeeelką
          kasiorę
          > do domu, tak? Ocknijcie się kobitki, bo zostaniecie same, wyemancypowane ale
          z
          > ręką w nocniku. Któraś tu zauważyła oczywistą prawdę, że czas nie jest z
          gumy.
          > Jak ma mieć dużą kasę, to nie będzie miał czasu na gary, bo jakoś ją musi
          > zarobić, proste?!


          Kasiore to ja sobie sama zarabiam i nie potrzebuję brać jej od faceta. A to że
          chłop musi się do żarcia dokładać, czynszu, opłat i na utrzymanie swojego
          potomstwa łożyć, to łaski nie robi, jak się nie dołoży - nie będzie dla niego
          jedzonka czy mieszkanka. Proste?!
    • gumpel Bóg 22.01.03, 18:25
      ---------------------------------I pomyśleć, że tak to fajnie wszystko
      obmyśliłem z tym małżeństwem. Jeden z leprzych moich pomysłów. Każdy dostaje to
      co mu potrzebne; robi to, do czego został stworzony; uczy się jak szanować
      partnera, co to jest współodpowiedzialność, co to znaczy kochać; z pokorą
      przyjmuje swoje jestestwo ... no po prostu bomba !
      I co z tego zostało ? ... kłutnie, kto ma zmywać gary, i czy żona to służąca !
      Ach, ludzie, ludzie, wszystko potraficie spieprzyć ...
      Na koniec mała prośba: tylko potem, jak już zrujnujecie sobie życie do końca
      tocząc te wasze małe wojenki o gary i pranie to nie mniejcie do mnie pretensji,
      że to taki kurewski świat. Ja go stworzyłem całkiem, całkiem, to wy zaczeliście
      go "uleprzać"! ----------------------------------------------
      Pozdrawiam Bóg
      • Gość: Monca Re: Bóg IP: 195.116.62.* 22.01.03, 18:48
        ni z grórzki, ni z pietrórzki
        • Gość: peterpaul Re: Bóg IP: *.dip.t-dialin.net 23.01.03, 13:05
          Moja przyjaciolka majac meza i dwoch doroslych synow wykonywala bez szemrania
          wszelkie prace domowe az do momentu kiedy zlamala noge .
          Od tego czasu wykonuje dalej w/w prace lecz o wiele gorzej / zlamana noga /
          i do tego swym szemraniem denerwuje meska czesc rodziny !
          Do tego zwierzyla mi sie iz odczuwa dyskonfort psychiczny probujac wymoc na
          mezu pomoc przy zakupach itp.
          Co o tym sadzicie ?
          • lavazza Re: Bóg 23.01.03, 13:24
            masochiści są wśród nas...
          • Gość: piasia Re: Bóg IP: *.cn.com.pl 23.01.03, 13:31
            Gość portalu: peterpaul napisał(a):
            > Do tego zwierzyla mi sie iz odczuwa dyskonfort psychiczny probujac wymoc na
            > mezu pomoc przy zakupach itp.

            A oni nie czują dyskomfortu psychicznego? A poza tym ona wychowuje dwóch
            niezłych egoistów i leniuchów. Kiedyś jakieś kobiety nieźle się przez nich
            napłaczą. Nie rozumie tego?
    • Gość: kasia_ania Re: żona czy służąca? IP: *.vic.bigpond.net.au 23.01.03, 14:49
      Mam problem. Jestem z facetem 3 lata. Oboje pracujemy zawodowo. Ogolnie jest
      super. Wydaje mi sie ze uklad jest partnerski. Ale czasem sie zastanawiam... i
      po zrobieniu "rachunku sumienia" saldo wychodzi nie najlepiej:

      Facet jest raczej samowystarczalny - obiadki je na miescie, kolacje w domu sam
      sobie przygotuje. Na zakupy jezdzimy razem (ale to ja musze mu przypomniec ze
      trzeba bo pustki w lodowce). Sa tez rzeczy ktore zaczynaja mnie draznic:

      - Pranie robie ja, "przy okazji" i jego rzeczy upiore, wysusze i poskladam...
      - Dom sprzatam ja, on czasem mi pomoze ale... wydaje mi sie ze nie robi tego
      dokladnie i musze po nim poprawic, wiec wole czasem zrobic wszystko sama...
      - On garow nie zmyje od razu, tylko czeka jak sie nasklada Mount Everest w
      kuchni. Taki widok, po przyjsciu z pracy glodna, kiedy szukam jakiegos czystego
      talerza lub widelca lekko mna szarpie i z piana na ustach oraz gromami w oczach
      zmywam ja... On czasem zmyje za mnie lub zanim ja przyjde do domu...
      Ale tak poza tym to jest bardzo kochajacy i czuly, nie bije, ;-) seks jest
      super :))) kwiatki przyniesie od czasu do czasu (raz na 3 miesiace ;-) wiec
      niby wszystko OK?

      Chodzi o to ze on sam z siebie NIE POMYSLI ze trzeba by cos zrobic dla domu,
      dla nas, czy dla mnie. Jest samowystarczalny i potrafi zajac sie swoja osoba:
      nakarmic, ubrac, uprac, itp itd. A ja czasami chcialabym zeby i o mnie
      pomyslal... Czy mam prawo tego wymagac? No i nie wiem czy to ja robie blad ze
      zajmuje sie jego rzeczami, czy to on powinnien troche bardziej zainteresowac
      sie naszymi wspolnymi sprawami, tak zeby uklad byl prawdziwie partnerski. Bo
      jezeli nie to mozne byc i tak: "kazdy sobie rzepke skrobie" - ja moge prac
      tylko swoje rzeczy, najac sprzataczke do domu i myc tylko "moje" talerze, itp
      itd, ale gdzie w takim razie ten uklad partnerski??? To tak jakbym mieszkala
      sama - no to wole naprawde mieszkac sama, przynajmniej nie bede ciagle czula
      tej presji - ze musze "opiekowac sie" ta druga osoba, majac w zamian kwiatki na
      imieniny (bo o walentynkach to on zapomni...)

      Byc moze nie jest to dobre miejsce - wszakze jest to forum "Mezczyzna" :P) ale
      moze cos poradzicie?

      Kasia
      • aga_11 Re: żona czy służąca? 23.01.03, 16:24
        I to są niestety minusy naszego kobiecego wychowania.
        Bo dlaczego to Ciebie ma drażnić sterta naczyń?
        Sterta naczyń jest rzeczą ludzką i ma prawo się zebrać.
        Oczywiście, dopuszczanie żby w garach wszystko gniło przyjemne nie jest
        Ale może warto się poświęcić?
        Podobnie zakupy.
        Przecież możesz zjeść na mieście albo kuopić tyle, żeby mieć co zjeść na
        kolację.
        Nawet częstować go nie musisz - wystarczy że kupisz coś specjalnie dla siebie
        (albo coś czego on nie lubi, albo coś co możesz uzasadnić dietą - że to tylko i
        specjalnie dla ciebie - Twoje zdziwienie, że "jak to nic nie am w lodówce?"
        będzie dla niego z pewnością niespodzianką:))
        Podobnie pranie - jeżeli zrobisz tylko swoje i pewnego dnia bedzie musiał
        wybierać między koszulą brudną a bardzo brudną, upierze sobie. A Ty możesz mu
        wtedy do prania podrzucić parę swoich ciuchów. Do prasowania zresztą też.
        A poza tym większość mężczyzn uszy ma i mózg między nimi też. Jak
        powiesz "Kochanie, czy mógłbyś pomyć naczynia? Ja jestem zmęczona i chcę się
        wykąpać". To on zrozumie (jeśli jest osobnikiem "pełnosprawnym umysłowa" - co,
        jak piszesz, ma miejsce).
        Ni am sensu ani robić awantur, ani brać na siebie całej pracy.
        Trochę zdrowego egoizmu i uprzejmej asertywności związkowi dobrze robi.

        Aga

        PS. Oczywiście musisz być gotowa na to, że to on czasem poprosi o wypranie gaci
        czy pomycie naczyń, bo go wszystko po meczu boli:))
        Ale poprosi a nie zostawi ci na głowie :))

        PS2. Nie licz na to że wszystko zrobi - zresztą sama byś csię z tym źle czuła.
        Ale lekcja pt. naczynia nie myją się same nie jest trudna a skutki przynosi
        zbawienne


      • fear_at_heart Re: żona czy służąca? 28.01.03, 09:42
        "Mam problem. Jestem z facetem 3 lata. Oboje pracujemy zawodowo. Ogolnie jest
        super. Wydaje mi sie ze uklad jest partnerski. Ale czasem sie zastanawiam... i
        po zrobieniu "rachunku sumienia" saldo wychodzi nie najlepiej:"

        --> no, w zasadzie moglbym tobie cos doradzic....

        "Chodzi o to ze on sam z siebie NIE POMYSLI ze trzeba by cos zrobic dla
        domu"

        to akurat nic takiego groznego. tym nie przejmowalbym sie.

        Ale przejmowalbym sie, i to bardzo, nieobecnym spojrzeniem i nieuzasadnionym
        zamysleniem. Zastanow sie czy ten twoj gosc Ciebie w ogole slucha?
        Czy ten super uklad nie jest jedynie w Twojej imaginacji?

        Ja tobie powiem kiedy mezczyzna daje kobiecie kwiatki.
        Ano wtedy kiedy chce jej cos waznego przekazac. Nie w poczuciu checi zrobienia
        kobiecie przyjemnosci ale:
        - kiedy cos chce
        - kiedy ma poczucie winy
        - kiedy wypada, bo z powodu rocznicy/urodzin/imienin
        albo na okazje pogrzebu.
        Rozumiesz?
        mezczyzni nie rozumieja czegos takiego jak kwiatki. kwiatki to dla facetow
        kawal wiednacego zielska. a jak trafisz na wrazliwego to NIGDY nie kupi cietych
        kwiatow bo mu bedzie zal... kwiatow. Wtedy kupi ci tylko w doniczce.
        Rozumiesz?

        "No i nie wiem czy to ja robie blad ze zajmuje sie jego rzeczami, czy to on
        powinnien troche bardziej zainteresowac sie naszymi wspolnymi sprawami,"

        Nie robisz bledu, jezeli chcesz chlopa zatrzymac, to skladanie koszul jest
        najbardziej bolaca czynnoscia w zyciu kazdego faceta. Facet umyje gary,
        posprzata, wyodkurza, smieci wywali i nawet skarpetki posklada czasem,
        ale koszul skladac NIE BEDZIE. Ja nie mowie tylko o sobie, poznalem w zyciu
        kilku gosci i wypilem z nimi morze wodki. To wiem co mowie.
        Zadna czynnosc nie wzbudza w mezczyznie tylu uczuc niz jak widzi swoja kobiete
        skladajaca mu koszule po praniu. To jest milosc od pierwszego wejrzenia!
        To jest po prostu heaven.

        "przynajmniej nie bede ciagle czula tej presji - ze musze "opiekowac sie" ta
        druga osoba,"

        A czy pomyslalas przez chwile czy on nie ma podabnych odczuc? Czy ty go nie
        zameczasz czasem? Czy on sie toba nie opiekuje? Badz obiektywna.

        (bo o walentynkach to on zapomni...)

        Ja jestem potworem. Nigdy nie pamietam dat urodzin imienin nawet swoich
        rodzicow. Musialem to sobie zawsze zapisywac do kilku zeszytow i w kalendarz
        aby nie zapomniec. Swoich imienin tez nie pamietalem nigdy. Dopiero jak znajomi
        zadzwonili z zyczeniami. Wtedy tez musialem szybko organizowac jakas impreze
        zeby reszta sie nie obrazila. Bo moga pomyslec, ze ich nie zaprosilem bo cos
        tam. Kto to zrozumie? Chyba tylko inny facet...
        Caly dowcip polega na tym, ze mezczyzni tez pragna zrobic swoim kobietom
        przyjemnosc, ale Panie sa wyjatkowo niewrazliwe na niektore nasze pomysly.
        Bo my mamy wam kupowac "kwiatki na walentynki", ale jak kupimy wam jakas fajne
        ciacho, albo ksiazke to nie ma sprawy to sie nalezy. Normalka, zadnych uczuc.
        Czy wy wstydu nie macie?

        "Facet jest raczej samowystarczalny - obiadki je na miescie, kolacje w domu sam
        sobie przygotuje."

        Facet NIGDY nie jest samowystarczalny. Taki facet jest nieszczesliwy.
        Sam sobie przygotuje - bo widocznie uznal, ze tak bardziej sie oplaca.
        Nie musi dyskutowac na temat menu, gary zmyje po sobie, gegania nie ma i po
        sprawie.

        "Na zakupy jezdzimy razem"

        Po co? Malo masz zmartwienia z tym zwiazkiem? Wez mu pare dolarow z garnituru i
        jedz do sklepu sama. (piszesz z Australi, nie)
        Daj mu w zamian jakies konkretne zadanie, dla oczyszczenia swojego sumienia np.
        kaz mu naprawic cos, cokolwiek. Niech sie gosc pomeczy. Zapewniam, ze zaraz tak
        sie ozywi, ze go nie poznasz. Chyba, ze jest ksiegowym, ale watpie.

        "lekko mna szarpie i z piana na ustach oraz gromami w oczach zmywam ja..."

        ODBILO CI???!!!

        Masz wziasc goscia za fraki, zawlec do kuchni i ma zmywac przy tobie az do
        skutku. Zadnych gromow w oczach! Juz wiesz o co chodzi? Przeciez ten chlop nie
        dlatego od ciebie ucieknie, ze mu seksualnie nie pasujesz tylko dlatego, ze
        bedzie mial poczucie niedostosowania charakteru, ktore sama poglebiasz i nawet
        o tym nie wiesz! Facet ma w glowie jakies siano, mysli o czyms intensywnie,
        moze wlasnie zastanawia sie jakby tutaj bezbolesnie od Ciebie uciec,
        a tymu jeszcze serwujesz poczucie winy...
        Nie ma nic gorszego niz karcenie chlopa za to, ze znowu o czyms zapomnial.
        Faceci ciagle o czyms zapominaja, jeszcze nie zauwazylas?
        Facet to jest gora miesni i intelektu, to taka ciemna masa, ktora kochajaca
        kobieta musi czasem pomanipulowac. Jak dzieckiem. Tacy sa faceci. Trudno.
        Jezeli twoj gosc nie bedzie na twoje zawolanie naprawial swojego bledu i nie
        przyleci od razu na Twoje skinienie myc tej gory garow to chyba juz goscia
        stracilas...

        Takie sytuacje sa niebezpieczne. Uwazaj. Zastanow sie czy ty go kochasz czy juz
        to uczucie minelo. Jezeli milosc zamienila sie w ballade to lepiej wyniesc sie
        do hotelu. Tak jak ja zrobilem. Nie bede wysluchiwal gderania jaki to ja nie
        jestem okropny, i hm... garow nie umylem, nic w domu nie robie (co jest
        nieprawda) prania nie robie, koszul nie skladam itp.
        A jak trzeba sie zastanowic, gdzie auto kupic, konto otworzyc, drzwi naprawic,
        gumy zmienic, toster wymyc, pralke ustawic, tesciowa z dworca z walizami
        odebrac, itp. to nie jest "partnerstwo?" co? Gosciu nic nie robi? Nie?

        Moje kochane zony, uzywajace slowka "kochanie" z przekasem, w tych rzadkich
        momentach kiedy chcecie nam zwrocic uwage jacy jestesmy zli. Takie obrazone
        krowy:
        "Kochanie czemu znowu nie umyles podlogi w kuchni?"
        "Przestan kochanie wisiec na internecie!"
        "kochanie, ile razy mam powtarzac, ze..." itp.
        Ilez razy mozna tego sluchac, po 10 latach malzenstwa?

        Bujajcie sie baby!!!

        Adios!

    • Gość: to ja Re: żona czy służąca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.03, 17:03
      Proponuję zostawić małżonka lub partnera na 2 tygodnie samego w domu i wyjechać
      z kolezankami tam, gdzie to Wam będą usługiwac (szkoda ze za kasę).
      p.s. nie pisac instrukcji obsługi pralki, zlewu, żelazka itp. itd
      Panowie, po 2 tygodniach czekam na Wasze posty!
      pozdrawiam:)
      • Gość: świnka Re: żona czy służąca? IP: 80.51.237.* 23.01.03, 18:22
        Gość portalu: to ja napisał(a):

        > Proponuję zostawić małżonka lub partnera na 2 tygodnie samego w domu i
        wyjechać
        >
        > z kolezankami tam, gdzie to Wam będą usługiwac (szkoda ze za kasę).
        > p.s. nie pisac instrukcji obsługi pralki, zlewu, żelazka itp. itd
        > Panowie, po 2 tygodniach czekam na Wasze posty!
        > pozdrawiam:)

        jak się cieszę, że nie wyszłam za mąż!!!
        nie sprzątam, nie zmywam (raz w tygodniu jak zabraknie talerzy), nie prasuję,
        gotuję dziwne rzeczy, bo kuchnia polska jest okropna,albo nie gotuję,
        kiedy przychodzę zmeczona z pracy robię to na co mam ochotę, fotel, gazetka,
        piwo, film,
        Polscy mężczyźni są beznadziejni, cmok w rączkę, przepuszczanie przez drzwi to
        i owszem, w końcu to żaden wysiłek,
        a ja nie mam zamiaru nikogo wychowywać, zresztą nie zakochałabym sie w jakimś
        pasożycie, ani pasożyt we mnie, jestem za leniwa, żeby jescze na kogos pracować
        nie rozumiem narzekań na tesciowe, przecież nikt nie każe się z nimi spotykać,
        zawsze mozna taką z domu wyprosić raz na zawsze
        kobiety, nie bójcie się samodzielności, mężczyźni naprawdę nie są nam tak
        niezbędni do życia, jak to nam sie wydaje

        • Gość: to ja Re: żona czy służąca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.03, 18:48
          Gość portalu: świnka napisał(a):

          > Gość portalu: to ja napisał(a):
          >
          > > Proponuję zostawić małżonka lub partnera na 2 tygodnie samego w domu i
          > wyjechać
          > >
          > > z kolezankami tam, gdzie to Wam będą usługiwac (szkoda ze za kasę).
          > > p.s. nie pisac instrukcji obsługi pralki, zlewu, żelazka itp. itd
          > > Panowie, po 2 tygodniach czekam na Wasze posty!
          > > pozdrawiam:)
          >
          > jak się cieszę, że nie wyszłam za mąż!!!
          > nie sprzątam, nie zmywam (raz w tygodniu jak zabraknie talerzy), nie prasuję,
          > gotuję dziwne rzeczy, bo kuchnia polska jest okropna,albo nie gotuję,
          > kiedy przychodzę zmeczona z pracy robię to na co mam ochotę, fotel, gazetka,
          > piwo, film,
          > Polscy mężczyźni są beznadziejni, cmok w rączkę, przepuszczanie przez drzwi
          to
          > i owszem, w końcu to żaden wysiłek,
          > a ja nie mam zamiaru nikogo wychowywać, zresztą nie zakochałabym sie w jakimś
          > pasożycie, ani pasożyt we mnie, jestem za leniwa, żeby jescze na kogos
          pracować
          > nie rozumiem narzekań na tesciowe, przecież nikt nie każe się z nimi
          spotykać,
          > zawsze mozna taką z domu wyprosić raz na zawsze
          > kobiety, nie bójcie się samodzielności, mężczyźni naprawdę nie są nam tak
          > niezbędni do życia, jak to nam sie wydaje
          >
          świnko, nie zrozumialas mojej wypowiedzi:-) Ja równiez nie wyszłam za mąż,
          dopiero zamierzam to zrobić za kilka miesięcy po 8 latach bycia ze sobą i
          MIESZKANIA razem. I własnie dlatego zamierzm to zrobić, bo wiem, że wracając z
          pracy nie będę obładowana pięcioma siatami z zakupami, a otwierając drzwi do
          mieszkania nie potknę się o patelnię w przedpokoju. Nie wszyscy faceci siedzą
          przed TV pijąc piwo, i czekając na to, że kobieta przyniesie im do niego
          chipsy. Ja trafiłam na wspaniałego mężczyznę, nie musze mu mówić że trzeba
          zmyć, wynieść śmieci, etc. A stereotypy o polskim mężczyznach proponuję
          wyrzucić na śmietnik! Są też i tacy i mam nadzieję że to znakomita większość,
          którzy myją zęby i znają drogę do supermarketu:-) Ja trafiłam na mężczyznę
          który tę drogę zna i nie robi z tego problemu, ale jednocześnie nie będe się z
          tego cieszyć jak dziecko, bo uważam to za normę a nie powód do jakiejś
          szczególnej dumy.
          pozdrawiam wyedukowanych panów:)
          • fear_at_heart Re: żona czy służąca? 28.01.03, 08:51
            "Ja trafiłam na wspaniałego mężczyznę, nie musze mu mówić że trzeba zmyć,
            wynieść śmieci, etc. A stereotypy o polskim mężczyznach proponuję wyrzucić na
            śmietnik! Są też i tacy i mam nadzieję że to znakomita większość, którzy myją
            zęby i znają drogę do supermarketu:-) Ja trafiłam na mężczyznę
            który tę drogę zna i nie robi z tego problemu, ale jednocześnie nie będe się z
            tego cieszyć jak dziecko, bo uważam to za normę a nie powód do jakiejś
            szczególnej dumy. pozdrawiam wyedukowanych panów"

            POCZEKAJ Z TYM ENTUZJAZMEM 10 LAT TAK JAK JA.

            WYEDUKOWANYCH PANOW?
            Czys ty sie z choinki urwala?
      • Gość: Kraszan Re: żona czy służąca? IP: *.nask.waw.pl 23.01.03, 18:39
        Gość portalu: to ja napisał(a):

        > Proponuję zostawić małżonka lub partnera na 2 tygodnie samego w domu i
        wyjechać
        >
        > z kolezankami tam, gdzie to Wam będą usługiwac (szkoda ze za kasę).
        > p.s. nie pisac instrukcji obsługi pralki, zlewu, żelazka itp. itd
        > Panowie, po 2 tygodniach czekam na Wasze posty!
        > pozdrawiam:)

        Myślę, że popadacie Drogie Panie w skrajności.

        Jakiś czas temu moja małżonka wyjechała na 2 tyg za granicę a ja pozostałem "na
        włościach" z naszą 5-letnią córeczką. I jakoś nic się nie stało, dom nie
        eksplodował, maluch nie chodził głodny i obdarty a panie w przedszkolu nie
        wzywały kuratora :).
        I żeby nie było: nie wziąłem urlopu, nie jadaliśmy codziennie w restauracjach i
        nie zatrudniłem gosposi.
        Nawet nie trzeba rezygnować z kręgli z kumplami tylko zabrać dziecko i
        zaprowadzić na plac zabaw który jest w każdym szanującym się klubie (tak na
        marginesie to zawsze mnie rośmiesza odbieranie malucha z takiego placu zabaw -
        trzeba pokazać "kwit na dziecko".

        Oczywiście nie było idealnie - reczą której nigdy nie polubię jest prasowanie.
        Dlatego wyprane ciuszki nie były zawsze idealnie gładkie ;).

        Tak więc jest wielu fasetów co "czują bluesa", a całą resztę należy
        uświadamiać. Uważam, że bardzo rzadko brak pomocy w domu wynika ze złej woli -
        kobiety często nic nie mówią, zaciskają zęby a frustracja narasta.

        Pzdr
        -Kraszan

        P.S. Oczywiście była wielka radość jak żona wróciła ale dlatego, że się za nią
        stęskniliśmy a nie dlatego, że się czyste ubrania skończyły.
    • Gość: Doki Re: żona czy służąca?: nonsens IP: 195.13.26.* 24.01.03, 09:47
      Co to za cudaczne postawienie sprawy? Jesli sprzatanie robi z zony sluzaca, to w mysl zasady rownouprawnienia z meza tez, prawda? To wlasnie jeden z absurdow wojujacego feminizmu, ze regularnie zaplatuje sie we wlasne sieci.
      Moja zona juz nie chce, zebym jej pomagal w sprzataniu, bo nie potrafie tego zrobic tak dokladnie, ja ona by sobie tego zyczyla. Nadmienie, ze ODMAWIAM robienia tego dokladniej tylko dlatego, ze "juz x dni nie bylo sprzatane". To nie jest argument. Jesli nadal jest czysto, to sprzatanie nie pomoze, nie da sie usunac brudu, ktorego nie ma. Zona wyniosla z rodzinnego domu przekonanie, ze "raz w tygodniu trzeba jednak wszystko posprzatac". W moim rodzinnym domu tez pokutowal taki poglad, ale mialem dosc zdrowego rozsadku, zeby mu sie przeciwstawic. Sam posprzatam, jak uznam, ze trzeba i nie robie z tego problemu. Ale zatruwac sobie kazda sobote, co to, to nie. Wole, zeby zona nie sprzatala co tydzien.
      Ze zmywaniem nie bylo problemu, bo nawet lubie zmywac. Poza tym istnieja na swiecie zmywarki.
      Moim skromnym zdaniem idiotyzmem jest pojmowanie partnerstwa czy rownouprawnienia czy czego tam jeszcze jako dzielenia kazdej pracy na pol. Zona robi lepiej to, ja co innego. Chyba normalne, ze zadne z nas nie usiluje robic wszystkiego, bo i po co? Moge dbac o obiady, ale mam dluzsze godziny pracy i chociaz oboje wracamy do domu zmeczeni, jednak zona wraca wczesniej. Jesli na mnie wypadnie gotowanie, reszta rodziny bedzie czekac na mnie. Przeciez to bez sensu.
      Zakupy, planowanie zaopatrzenia i jadlospisu: lepiej jak jest jeden kapitan na okrecie niz jak wszystko trzeba ustalac w negocjacjach. Zona na biezaco organizuje te rzeczy, ma przeglad co jest, a co trzeba, woli zrobic zakupy sama, bo chlop i tak zawsze cos pomyli, a w najgorszym wypadku podsyla liste zakupow SMSem i czesc. Gdzie tu problem?
      Ja dbam o kase, ksiegowosc, sprawy bankowe i wszelkie "meskie sprawy", tj obsluga techniczna. Zona nie kwapi sie do wyreczania mnie w tych sprawach, ale potrafilaby, gdyby bylo to konieczne. Ja to samo, tylko na odwrot. Czy to jest dyskryminacja?
      • Gość: Doki Re: żona czy służąca?:jeszcze jedno IP: 195.13.26.* 24.01.03, 09:50
        Piwo kupuje sobie sam. Poniewaz zona tez lubi piwo, pijemy je sobie razem.

        Bo, panie i panowie, ja mam najlepsza zone swiata.
        • inus Re: Do Doki 24.01.03, 14:00
          Gość portalu: Doki napisał(a):

          > Piwo kupuje sobie sam. Poniewaz zona tez lubi piwo, pijemy je sobie razem.
          >
          > Bo, panie i panowie, ja mam najlepsza zone swiata.

          ****************
          No tak,ale weź pod uwagę,że jednak w wielu domach jest tak,że mężczyzna wręcz
          wymaga aby kobieta ogólnie zajmowała się wszystkimi tzw.domowymi sprawami i
          wcale nie przesadzając traktują je jak służącą,po prostu.I nie oburzaj się tak
          straszliwie tym faktem.
          *************************
          • Gość: Doki Re: Do Doki IP: 195.13.26.* 24.01.03, 14:28
            inus napisała:

            > No tak,ale weź pod uwagę,że jednak w wielu domach jest tak,że mężczyzna wręcz
            > wymaga aby kobieta ogólnie zajmowała się wszystkimi tzw.domowymi sprawami i
            > wcale nie przesadzając traktują je jak służącą,po prostu.I nie oburzaj się tak
            > straszliwie tym faktem.

            To ze mezczyzna wymaga, aby kobieta zajmowala sie wszystkimi domowymi sprawami moze byc calkiem sensownym podzialem zadan, np jesli kobieta nie musi pracowac zawodowo. Wcale sie nie oburzam na to. Oburza mnie natomiast tepe pojmowanie rownouprawnienia, ktore probowalem krotko opisac w poprzednich postach.
            • Gość: wiktoria21 Re: Do Doki IP: w3cachem:* / 195.117.96.* 24.01.03, 15:41
              Gość portalu: Doki napisał(a):

              > inus napisała:
              >
              > > No tak,ale weź pod uwagę,że jednak w wielu domach jest tak,że mężczyzna wr
              > ęcz
              > > wymaga aby kobieta ogólnie zajmowała się wszystkimi tzw.domowymi sprawami
              > i
              > > wcale nie przesadzając traktują je jak służącą,po prostu.I nie oburzaj się
              > tak
              > > straszliwie tym faktem.
              >
              > To ze mezczyzna wymaga, aby kobieta zajmowala sie wszystkimi domowymi
              sprawami
              > moze byc calkiem sensownym podzialem zadan, np jesli kobieta nie musi
              pracowac
              > zawodowo. Wcale sie nie oburzam na to. Oburza mnie natomiast tepe pojmowanie
              ro
              > wnouprawnienia, ktore probowalem krotko opisac w poprzednich postach.

              ************************
              Ok,z równym podziałem zadań się zgodzę,ale jeżeli facet traktuje pracę żony
              jako jej obowiązek,to już mi nie pasuje takie coś.
              ************************
              • fear_at_heart Re: Do Doki 28.01.03, 09:59
                "Ok,z równym podziałem zadań się zgodzę,ale jeżeli facet traktuje pracę żony
                jako jej obowiązek,to już mi nie pasuje takie coś."

                "To ze mezczyzna wymaga, aby kobieta zajmowala sie wszystkimi domowymi
                sprawami moze byc calkiem sensownym podzialem zadan, np jesli kobieta nie musi
                pracowac zawodowo."

                Tjaaa,
                Moja ostatnia awantura, po ktorej wyprowadzilem sie z domu, wziale sie stad,
                ze moja malzonka miala miec 2 dni w tygodnu wolnego (miala przejsc na pol etatu)
                tyle, ze jej szef sie nie zgodzil. Wlasciwie to on sie najpierw zgodzil, tyle
                ze potem, kilka dni pozniej zmienil zdanie.
                Ja juz sie cieszylem na te nasze ekstra dni.
                To spadlo na mnie jak grom.
                Wscieklem sie.
                Moja zonka jest pracoholikiem.
                Sama sobie z tego nie zdaje sprawy.
                Wiec zazadalem aby w ogole zrezygnowala z pracy. (jestesmy bogaci)
                I zaczelo sie.

                I dowiedzialem sie o sobie kilku nowosci.
                Teraz jestem juz tak swiadomy jak nigdy dotad.

                Spadajcie ode mnie baby.
                Rownosc?
                Won!


          • fear_at_heart Re: Do Doki 28.01.03, 09:51
            Piwo kupuje sobie sam. Poniewaz zona tez lubi piwo, pijemy je sobie razem

            Jezu, ale Ci zazdroszcze!!!

            A ja sobie wlasnie pije piwo z komputerem.
            To ostatnio moj najlepszy kumpel,
            -nie chodzi po domu obrazony,
            -nie mowi do mnie co drugie slowo "kochanie to","kochanie tam",
            -nie ma o wszystko pretensji.
            Nawet jak mu pisze te glupoty to milczy.
            To rozumiem.

            Doki, pije Twoje zdrowie i uszanowania dla malzonki.
    • Gość: a Re: żona czy służąca? IP: *.k.mcnet.pl 24.01.03, 13:27
      Ha, ha. U mnie mąż jest od pracy domowych (pranie, gotowanie itp) a ja od
      zarabiania. Myślę, że jest traktowany dobrze (aczkolwiek czasami myślę, że
      gosposia kosztowałaby mnie taniej).

      a
      • Gość: ona Re: żona czy służąca? IP: 62.233.151.* 24.01.03, 14:53
        pierwsza myśl jaka nasunęła mi się po przeczytaniu ostatniego listu od:a to
        brak szacunku do swojego męża on to pies a ona suka. Po co z nim jest? nie mam
        pojęcia.
        Bardzo odpowiadały mi odpwiedzi Zdzicha nr.1 sama znam wiele pań które mają
        dwie lewe ręce zachowują się jak głupie kobitki zawieźć przywieźć, załatwić i
        nic od siebie nie dać bo takie zmęczone i przepracowane. Niestety widzę że to
        jest wina też panów którzy dwoją się i troją żeby jakoś dać sobie radę. Zakupy
        bo ona nie może dzwigać, lekcje z dzieciakiem i wiele innych spraw.
        Mój mąż pracuje do wieczora i jestem ciekawa jak wyglądałby mój dom gdybym ze
        wszystkim czekała do wieczora. Albo pieniądze albo gary w domu!
        • Gość: cytrus Re: żona czy służąca? IP: *.localdomain / 80.48.229.* 24.01.03, 15:52
          Gość portalu: ona napisał(a):

          > pierwsza myśl jaka nasunęła mi się po przeczytaniu ostatniego listu od:a to
          > brak szacunku do swojego męża on to pies a ona suka. Po co z nim jest? nie
          mam
          > pojęcia.
          > Bardzo odpowiadały mi odpwiedzi Zdzicha nr.1 sama znam wiele pań które mają
          > dwie lewe ręce zachowują się jak głupie kobitki zawieźć przywieźć, załatwić
          i
          > nic od siebie nie dać bo takie zmęczone i przepracowane. Niestety widzę że
          to
          > jest wina też panów którzy dwoją się i troją żeby jakoś dać sobie radę.
          Zakupy
          > bo ona nie może dzwigać, lekcje z dzieciakiem i wiele innych spraw.
          > Mój mąż pracuje do wieczora i jestem ciekawa jak wyglądałby mój dom gdybym
          ze
          > wszystkim czekała do wieczora. Albo pieniądze albo gary w domu!
          zdaje się,że to świeta prawda:największym wrogiem kobiety kobieta.
          Nie znam osobiście żadnej kobiety, która zachowywałaby się j/w. A jeśli już
          takowe istnieją to szczerze zazdroszczę.Jestem na urlopie wych. czyli jak to
          niektórzy określają "siedzę w domu" i wcale nie uważam by wkład pracy innych
          domowników był czymś dziwnym.
          • Gość: ar Re: żona czy służąca? IP: *.co.uk 24.01.03, 17:00
            Doki masz racje i nie tylko ty masz najlepsza zone. To mnie przeraza ze kobiety
            ciagle o tym mysla przeciez to zabija milosc, malzenstwo i partnerstwo. dzis
            nie umyl garkow, dal mi gacie do prania, zapomnial zrobic to czy tamto, trzeba
            posprzatac a on nie sprzata..zgroza. Co ciekawe ze kobiety chca zeby wszystko
            robic pod ich dyktando...tzn sprzatac trzeba np. co sobote a jak facet chce co
            piatek tzn jest niepartnerski. Facet zmywa naczynia jak sie zbierze conajmniej
            6 talerzy a ona ze po kazdym nawet najmniejszym posilku. Dalczego one ciagle
            oczekuja ze ma byc tak jak one chca i ze na tym ma polegac partnerstwo. A jak
            facet powie ze zmywamy jak sie zbierze 6 talerzy to jest okropny i demoniczny
            itp. Wlasnie przez takie duperele calkiem niedawno sie rozlecial zwiazek moich
            znajomych. Facet pieprznol drzwiami i sobie poszedl. Mowil potem ze mial
            obsesje partnerstwa - zastanawial sie czy poprosic kobiete aby mu podala
            dlugopis bo obawial sie czy nie potraktuje ona tego za objaw meskiego szwizizmu
            i wyslugiwania. To oczywiscie skrajnosc ale jak widac czasem to ciagle dozenie
            do partnerstwa (w wersj rozumianej przez kobiety) to tego prowadzi. Czy nie
            moze byc tak ze kobiety po prostu zaczna zyc ze swoimi facetami? Bez ciaglego
            oceniania, dogadywania, pouczania itp. W moim przypadku partnerstwo takie
            codzienne polega na tym ze robilmy to co umiemy najlepiej i w tym wyreczamy
            druga osobe (a nie wszystko po pol). ja nie zmywam ani nie gotuje (choc umiem)
            bo pozno wracam z pracy, nie sprzatam (ale za to odkurzam odkurzaczem - bo
            robie to sprawniej jak trzeba przesunac kanape czy ciezki fotel czy podkurzyc
            pod lodowka). Pierze zona moje i swoje bo wszystko zobie zaplanuje tak aby
            zapelnic pralke w calosci a nie prac po dwa ciuch co chwila (ile to musi
            kosztowac?. Poza tym ona ma wiecej ubran to je czesciej pierze. Zona robi tez
            zakupy rowniez z tego samego powodu - umie to zaplanowac i ma doswiadczenie (ja
            najwyzej sluze jako tragaz..). Ja zie zajmuje tym abysmy mieli kase w kieszeni
            i aby wszystko sprawnie dzialalo a takze rachunkami podatkami itp. Proste -
            wiec po co dorabiac do tego filozofie i frustrowac sie? Po prostu robmy to co
            umiemy najlepiej i to co dla punktu widzenia funkcjonowania rodziny jest
            najlepsze i najbardziej opytmalne i ekonomiczne. I tyle.
            • fear_at_heart Re: żona czy służąca? 28.01.03, 10:06
              "Mowil potem, ze mial obsesje partnerstwa - zastanawial sie czy poprosic
              kobiete aby mu podala dlugopis bo obawial sie czy nie potraktuje ona tego za
              objaw meskiego szowizizmu i wyslugiwania."

              Jej,
              skad ja to znam.
              A jeszce to poczucie winy i ciagle zastanawianie sie czy wszystko dzisiaj
              zrobilem co chciala?
              Kupilem te cholerna kasze?
              Maka jest?
              Mialem pranie wyjac z suszarki...
              Rany, a oddalem kasete do biblioteki?

              Ja pierdole!!!
              Nigdy wiecej!

              Boze, ale ja blad zrobilem.
              Tyle lat zmarnowanych!!!

              Chryste Panie!


        • zdzichu-nr1 Re: żona czy służąca? 24.01.03, 16:43
          Ona - dziękuję Ci za poparcie, bo sądząc z wypowiedzi innych Pań tutaj, to moje
          trącące oczywistą prawdą teksty są dla nich czymś z Księżyca.

          Jak można twierdzić, że nie ma kobiet o których pisałem? Może szukając Pań
          miłych dla oka mam wypaczony obraz ogółu młodej populacji, no ale tak właśnie
          było... bierz mnie całą, daj kasę, rozrywki, egzotyczne wakacje, pracę,
          mieszkanie.... a ja Ci dam chwilkę przyjemności jak będę chciała i ochotę
          miała!
    • annika_vik Re: żona czy służąca? 24.01.03, 16:16
      Moim zdaniem faktem jest, że kobiety same wpędzają się w tę gehennę prac
      domowych. Głównie dlatego, że dla większości Pań w domu musi być czysto. Wydaje
      mi się, że warto z tego zrezygnować, co nie oznacza oczywiście życia w brudzie.
      Chodzi mi raczej o to, aby kobiety nauczyły się przedkładać czas wolny nad
      lśniące mieszkanie. Do pewnego bałaganu da się przyzwyczaić.
      Faktem jest też, że większość facetów jest przyzwyczajona do tego, że dom bez
      żadnych wysiłków z ich strony lśni czystością (cud!), a czyste ciuchy ciągle
      znajdują się w szafie (niesamowite!). Z drugiej strony rówież większość facetów
      nie zauważa nieporządku - nie denerwują ich brudne naczynia, "koty" kurzu w
      kątach i wyładowany po brzegi kosz z brudną bielizną.
      Można żyć właśnie tak - nikogo nie zmusi się do porządku, nie ma na to siły! W
      końcu nie chodzi o to, żeby cały czas tego biednego faceta gonić do sprzątania.
      Sam z własnej nieprzymuszonej woli do tego się nie weźmie. Lepiej sprzątać -
      wspólnie - raz na dwa miesiące, niż mieć ciągłe konflikty.
      Dziwi mnie postawa kulki_. Dlaczego po prostu nie przestaniesz? Nie sprzątaj,
      gotuj tylko dzieciom, albo wtedy kiedy jesteś głodna. Usiądź - nawet w totalnym
      bałaganie - i poproś męża o zrobienie herbatki. Czemu nie?
      Gwarantuję wszystkim: każdy dorosły, normalnie rozwinięty człowiek jest w
      stanie uprać, uprasować, ułożyć, pozamiatać, ugotować, zapłacić rachunki.
      To jest bardzo proste! Z drugiej strony, każdy człowiek, jeżeli ma możliwość
      wymigania się od tych niemiłych czynności, to się od nich wymiga!
      Nieprzyjemne konieczności radzę ograniczać do minimum: kupić zmywarkę
      (najtańsze nowe zmywarki kosztują 900 zł, a ich koszt zwraca się w ciągu 2 lat
      w oszczędności wody!), rachunki płacić poleceniem zapłaty z banku, zakupy robić
      duże raz na tydzień (wspólnie), odpuścić sobie sprzątanie częściej niż raz na
      miesiąc. Praniem podzielić się na zasadzie - ja wkładam do pralki, a ty
      rozwieszasz. Jeść rzeczy gotowe. I już.
      • Gość: siwa Re: żona czy służąca? IP: 217.20.193.* 24.01.03, 17:29
        i tu lezy pies pogrzebany. to bardzo czesto kobiety same wpedzaja sie w swoj
        kierat. po co zabierac sie za szorowanie calego domu, kiedy padasz z nog po
        powrocie z pracy? jak w zlewie zostanie kilka naczyn do jutra, to nic sie nie
        stanie. swiat sie nie zawali. nie lepiej wziac piwko, przytulic sie do meza i
        obejrzec film?
        ja chwilowo nie pracuje, a moja druga polowa pozno wraca z pracy, wiec uwazam
        za normalne, ze takie prace jak ugotowanie obiadu czy pozamiatanie w kuchni
        spadaja na mnie. ale jak nie mam pomyslu na obiad, to moj facet potrafi
        ugotowac cos pysznego :-). jak mam lenia i wieczorem nie chce mi sie pozmywac
        naczyn, to nie zmywam i zadnemu z nas to nie przeszkadza. pozmywam rano i tez
        jest ok. jemu nie przeszkadza to, ze na desce do prasowania 3 dni leza
        nieuprasowane ciuchy, bo musze miec natchnienie, zeby wyprasowac (okropnie
        tego nie lubie hihi), a mnie nie przeszkadza, ze od kilku tygodni biurko w
        pokoju i jego okolice sa zastawione roznymi narzedziami, bo on cos tam sklada
        i do tego jeszcze rozbudowuje komputer. czasem nie chce nam sie robic nic i po
        prostu lezymy w lozku do poludnia, a po poludniu idziemy na zakupy i jakies
        jedzenie do knajpy bo mamy totalnego lenia. i tak nam sie zdarza hihihi. nie
        odczuwam potrzeby ciaglego biegania ze scirka, miotla i czym tam jeszcze. jak
        jest brudno, to sprzatam, jak nie, to nie.
        wbrew pozorom wcale nie zyjemy w brudzie. w naszym mieszkaniu jest czysto,
        choc nie sterylnie. czasem w pokoju na stole lezy sterta gazet, a czasem w
        zlewie zostaja na noc talerze. i co z tego? nikt od tego nie umarl, a my
        przynajmniej na siebie nie warczymy. kazde z nas potrafi zaakceptowac to, ze
        to drugie moze miec zly dzien, albo po prostu napad totalnego lenistwa :-)
        • zeppelinek Re: żona czy służąca? 26.01.03, 20:12




          Ech Siwa :)) Popieram podejście... a Co do mnie, to nie pokochałbym kobiety, która dałaby się postawić w roli służącej-niewolnicy.. POza tym pomoc jest jakąś konsekwencja miłości.. skoro kochasz, to chyba nie chcesz żęby sie biedactwo zacharowywało.. oczywiste... a może nie ?



    • Gość: Elżbieta Re: żona czy służąca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.03, 23:00
      wspólna praca, wspólny wypoczynek, tylko że praca mężczyzn jest ważna, a
      kobiety to błahostka. Kobieta tylko gotuje, prasuje, sprząta, pierze
      (codziennnie), a mężczyzna NAPRAWIA KRAN , GNIAZDKO,ZAMEK U DRZWI(raz na kilka
      miesięcy)
    • Gość: Elżbieta Re: żona czy służąca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.03, 23:06
      A Zdzichuto jest taki jak mój mąż. On też uważa, że mężczyzna zarabia na dom, a
      kobieta zajmuje się resztą. Tylko że w życiu nie zawsze to się musi
      sprawdzać.On zarabia zbyt mało, abym ja też nie musiała pracować zawodowo, ale
      to mu wcale nie przeszkadza , aby kurczowo upierać sie przy swojej teorii.
      Zdzichu, nie bądź jak krowa, zmień poglądy!!!!!!!!!!
    • Gość: niedzwiedziczka Do Zdzicha IP: *.agh.edu.pl 25.01.03, 11:02
      Zdzichu, Ty po prostu szukasz kobiet typu "księżniczka" i
      właśnie takie dostajesz. Jeśli podchodzisz do związku z
      postawą "Ja daję kasę i mam następujące wymagania:...."
      to jeszcze dłuuuugo nie spotkasz prawdziwej partnerki. A
      tak w ogóle to z twoich wypowiedzi wnioskuję, że jeszcze
      nie kochałeś żadnej kobiety, bo te które miałeś tylko
      "cieszyły Twoje oko"...
      • zdzichu-nr1 Re: Do Zdzicha 25.01.03, 15:24
        Szukam księżniczek (to jeśli chodzi o wygląd) bo każdy woli mieć mercedesa niż
        malucha. A pisałem, że to kobiety same robią z siebie boże niebożątka, co to
        muszą wisieć na kasie i zaradności faceta. Więc nie zrozumiałaś mnie za bardzo.
        A kochanie i miłość to temat na inny wątek (zapraszam na prywatne "Damskie
        forum Zdzicha"). Pozdrawiam


        • Gość: the_f_d Re: Do Zdzicha IP: *.telia.com 26.01.03, 13:19
          Czytajac twoje wypowiedzi i twoj stosunek do pieniadza, smiem twierdzic, ze
          dziewczyny nic innego u ciebie ciekawego nie widza jak tylko pieniadze, a ze
          bardziej kochasz pieniadze oszczedzac, zamiast wydawac, stad twoje
          rozczarowania.
          • zdzichu-nr1 Re: Do Zdzicha 26.01.03, 14:47
            The_f_d, chyba nie jest aż tak źle ze mną, chytrusów o wiele większych
            widziałem, takich z gatunku "oddaj moje 7 gr za szatnię" (autentyk puszczony do
            dziewczyny na wyjeździe w jednym z tanich krajów). Co ciekawe, te prawdziwe
            chytrusy wcale nie narzekały na brak powodzenia;) A ja jestem dość ozdobny i
            nie sądzę aby w moich oczach można było dostrzec tylko dolary. Pieniążki owszem
            zbieram, ale jak się kupka uskłada, to ją na raz z fantazją wydaję.
            Pzdr. Zdzichu
            • Gość: the_f_d Re: Do Zdzicha IP: *.telia.com 26.01.03, 17:28
              Gratuluje pewnosci siebie ale zrewiduj jednak samoocenne. Moze inni widza
              ciebie inaczej.
              • Gość: dilena Re: kim jest Zdzichu IP: *.man.polbox.pl 27.01.03, 01:01
                Zdzichu napisał m. in. "[...] ja opłacę sprzątaczkę i kucharkę oraz dam jeszcze
                mojej Pani "drobną" kasiorkę na godne życie?! A ona łaskawie (jak zechce
                oczywiście i będzie dobry nastrój miała) uraczy mnie łożem i paroma
                komplementami. [...]
                Problem w tym, że jak mam za wszystko płacić i jeszcze sam to robić, to
                owszem, wynajmę kucharkę i sprzątaczkę, ale poza tym zadowolę się płatną
                dziwką. Przynajmniej wiem za co płacę, jest bez dziamgania i rzeczywiście na
                życzenie."
                czyli Zdzichu chce mieć full service
                panienka ma być reprezentacyjna, tak żeby można się z nią było pokazać na ulicy
                no i te Malediwy
                moim zdaniem Zdzichu jest nowobogackim, któremu wydaje się, że jak ma pieniądze
                to może mieć wszystko, kobieta ma wyglądać i dupy dawać i wykonywać swoje
                obowiązki - no bo przecież gotowanie, sprzątanie to są jej obowiązki, kobieta
                po to się rodzi i po to jest, żeby dupy dawać kiedy Zdzichu ma ochotę i go
                oporządzać
                Zdzichu, opowiedz o sobie, kim jesteś? kogo mam unikać? choć i tak czuję, że
                takiego jak ty wyczuję na kilometr, ach to solarium i ta bmka
                a poza tym dlaczego chcesz, by mówiła ci kompelmenty? chyba nie lubisz kłamstw?
                • zdzichu-nr1 Re: kim jest Zdzichu 29.01.03, 16:28
                  Czy Ty Dilena w ogóle wiesz o czym piszesz? Podważasz sens mojej zacytowanej
                  wypowiedzi, sprawiając wrażenie, iż powinno być właśnie w ten sposób, który ja
                  neguję. Czyli: mężczyzna daje wszystko, kobieta nic lub prawie nic. Czy o to Ci
                  chodzi? Tak mają wyglądać stosunki damsko-męskie?

                  Tłumaczę na tym i na innych forach różnym Paniom, że dawać powinny obie strony.
                  Słowem, należy wymieniać się w związku dobrami materialnymi i niematerialnymi.
                  Walczę z traktowaniem faceta jako dojnej krowy i robieniem łaski z każdej
                  swojej czynności (że się spotkam, że dam dupy, że umyję talerz itd.). Ale te
                  oczywistości bardzo ciężko wchodzą niektórym Paniusiom do głowy!

                  A jak chcesz mnie lepiej poznać, to zapraszam na forum prywatne (Damskie forum
                  Zdzicha).
                  • Gość: ekke Re: kim jest Zdzichu IP: *.acn.waw.pl 29.01.03, 17:36
                    zdzichu-nr1 napisał:

                    > Tłumaczę na tym i na innych forach różnym Paniom, że dawać powinny obie
                    strony.
                    > Słowem, należy wymieniać się w związku dobrami materialnymi i
                    niematerialnymi.
                    > Walczę z traktowaniem faceta jako dojnej krowy i robieniem łaski z każdej
                    > swojej czynności
                    > A jak chcesz mnie lepiej poznać, to zapraszam na forum prywatne (Damskie
                    forum
                    > Zdzicha).

                    ja chetnie zajrzalabym tam,
                    mozesz podac linka?
                    • zdzichu-nr1 Re: kim jest Zdzichu 29.01.03, 17:43
                      www2.gazeta.pl/forum/790620,30353,790602.html?f=10152
    • wonsz Re: żona czy służąca? 25.01.03, 23:04
      Wybaczcie, ale nie rozumiem: po co awantury o mycie naczyn, skoro zmywarka
      jest powszechnie dostepnym i nie az tak drogim urzadzeniem? Tyle postow w tej
      dyskusji na temat naczyniowy, a czy nie lepiej zaladowac wszystko do maszyny,
      a z zona pogadac przy swieczce i lampce wina?

      Drugie, ktorego nie czaje: dlaczego, drogie panie, kazecie swoim facetom prac
      swoje brudy osobno? Po cholere dwa razy robic pranie, skoro pralce wszystko
      kto nosi prane spodnie? Raz ja upiore ciuchy mojej pani, innym razem ona moje.
      Szczerze: uwielbiam segregowac jej bielizne :)))

      Wiele postow przedstawia obraz albo kompletnej uleglosci i sluzalczosci
      kobiety wobec mezczyzny, albo "kobiety swiadomej swej kobiecosci i
      nieustepliwie walczacej o nalezne jej miejsce w zwiazku oraz zwiazany z nim
      szacunek". Oba swiadcza o totalnym braku porozumiania i szacunku pomiedzy
      partnerami. Wspolczuje.

      Koniec mojego zdania.

      K.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka