Dodaj do ulubionych

Jakie szanse ?

28.03.07, 02:10
W Polsce zylo mi sie jakos dobrze. Pielam sie po szczeblach kariery
zawodowej, konczylam jedne studia, potem drugie, zawodowo osiagnelam sukces.
W miedzyczasie otworzylam wlasny biznes . Mialam bogate zycie towarzyskie,
duzo przyjaciol, znajomych, ciekawe spotkania. Bylam szczesliwa.
Ale jak to mowia szczescie nie trwa wiecznie. W pewnym momencie firma upadla.
Rowniez nastapil krach w moim biznesie. Musialm splacac dlugi zaciagniete na
dzialalnosc gospodarcza. I przyszedl czas , w ktorym oceniam ze zostalam
bankrutem, stracilam wszystko.

Pojawila sie okazja wyjazdu za granice. Podjelam sie tego. Ale jestem tutaj
nikim, bez pieniedzy , bez znajomych, dno, walcze z uprzedzeniami, rasizmem,
niechecia tubylcow. Obcy akcent zamyka droge do wielu dziedzin zycia,
zawodowego rowniez. Wielokrotnie juz odczulam, ze jako obca nie mam szans na
zawodowe samorealizowanie sie.
Usiluje walczyc z depresja , mysli o tym ze tak skonczylam prawie mnie
zabijaja, odbieraja radosc zycia i chec jakiegokolwiek dzialania. Najchetniej
zamykam sie w czterech scianach, biore tabletke nasenna i ide spac. To
pozwala zapomniec o fatalnym zyciowym polozeniu.

Poznalam jednak kogos ostatnio, zaswicila sie iskierka nadziei. Bardzo
chcialabym z kims byc, wracac codzinnie z pracy i zeby ktos na mnie czekal.
zeby porozmawiac, przytulic sie, podzielic radosciami i smutkami.
Czlowiek ten jest takim, jakiego szukalam w zasadzie przez cale swoje zycie.
Ale jest to wlasnie "ale". On - wyksztalcony, bogaty, zajmujacy wysokie
sluzbowe stanowisko. Ja - sfrustrowany bankrut, nic nie znaczacy na
emigracji, niski status zawodowy.
Coraz czesciej zastanawiam sie czy to ma sens. Ten czlowiek nigdy nie zwiaze
sie ze mna, nie jstem w jego przedziale. On nic nie obiecuje, nie planuje,
duza wage przywiazuje do posiadania zasobow finansowych. Wystarczaja mu same
spotkania, ja marze o zwiazku. Gdybym poznala go wtedy , gdy mieszkalam w
Polce , w moich dobrych czasach, bylibysmy idealna para.

Teraz dopdla mnie frustracja, niskie poczucie wartosci, beznadzieja , bezsens.
Zauwazylam, ze kazde nasze spotkanie jest juz dla mnie wielkim bolem, widze
przepasc miedzy nami, cos dalekiego, nieuchwytnego, niemozliwego do
utrzymania.
Znajomi doradzaja kontynuacje tego zwiazku, ze moze on jednak sie zmieni i da
mi jakos szanse na przyszlosc (?) , a ja juz sama nie wiem co powinnam zrobic
ze swoim zyciem. Widze , ze zyje juz tylko z dnia na dzien bez jakiejkolwiek
nadziei na przyszlosc. Czy tak potezna roznica w statusie spolecznym ma
szanse na przetrwanie ? On raczej nie ma potrzeby bycia z kims na codzien,
starosc planuje w ekskluzywnym osrodku dla emerytow, a ja ? Gdzie jest moje
miejsce w tym wszystkim ?

Wybaczcie ... musialam sie wyzalic ...
Obserwuj wątek
    • zielonooka_bez_tyja Re: Jakie szanse ? 28.03.07, 10:59
      No jedno łączy Was na pewno: Oboje patrzycie na Partnera i potencjalny Związek
      poprzez pieniądze:/
      • grey_wolf Re: Jakie szanse ? 28.03.07, 12:18
        nie zgadzam się :P Wreszcie :P

        On mówiąc o ekskluzywnym domu starości i nie chcąc wchodzić w związek,
        pieniędzmi zasłania tylko swoją samotność i strach przed zaangażowaniem. Strach,
        który może wynikać z przeszłych niepowodzeń, albo np. z wieku. To dosyć typowe
        zachowanie, zresztą pod pewnymi względami daje bezpieczeństwo.
        Ona mówiąc o pieniądzach nie roztrząsa ich realnej wartości, tylko mówi o
        stracie kawałka życia, o tym że szlag trafił jej ciężką pracę i nadzieje i
        poczucie bezpieczeństwa i docenienia. Ona ma trochę męskie podejście do
        pracy/kariery/biznesu ale to chyba znak czasów. Wbrew pozorom jest silna,
        przypomnijcie sobie z lekcji historii ile było samobójstw w czasie Wielkiego
        Kryzysu. Ona się nie poddała, wyjechała za granicę.

        Do autorki: Trzymaj się! Na pewno warto zawalczyć o ten potencjalny związek, a
        to czy facet będzie się bardzo opierał zależy tylko od Ciebie. Przede wszystkim
        przestań myśleć o sobie "bankrut", "obcy" itp. bo sama siebie deprecjonujesz a
        to widać na zewnątrz. Pomyśl sobie, że znów jesteś na początku drogi, masz drugą
        szansę żeby wszystko stworzyć od początku i wszystko jest przed Tobą! Jestem za
        pewne od Ciebie odrobinę młodszy, ale musiałem kilka razy zaczynać wszystko od
        zera i dlatego wiem, że jest to trudne, ale możliwe!
        Pozdrawiam!
        • zielonooka_bez_tyja Re: Jakie szanse ? 28.03.07, 12:48
          grey_wolf napisał:

          > nie zgadzam się :P Wreszcie :P

          Zapachniało niemal podnieceniem w oczekiwaniu na spełnienie;)))



          > On mówiąc o ekskluzywnym domu starości i nie chcąc wchodzić w związek,
          > pieniędzmi zasłania tylko swoją samotność i strach przed zaangażowaniem.
          Strach
          > ,
          > który może wynikać z przeszłych niepowodzeń, albo np. z wieku. To dosyć typowe
          > zachowanie, zresztą pod pewnymi względami daje bezpieczeństwo.
          > Ona mówiąc o pieniądzach nie roztrząsa ich realnej wartości, tylko mówi o
          > stracie kawałka życia, o tym że szlag trafił jej ciężką pracę i nadzieje i
          > poczucie bezpieczeństwa i docenienia. Ona ma trochę męskie podejście do
          > pracy/kariery/biznesu ale to chyba znak czasów.

          Zgadzam się, ale... z podtrzymaniem poprzedniego podlądu:)
          Dla Nich obojga ranga, jaką nadają pieniądzom w swoim życiu, jest ZAMIAST tego
          zycia. ZAMIAST poczucia bezpieczeństwa, jaką daje druga Połowka. ZAMIAST
          zaufania, którego boją się okazać Oboje Komukolwiek, poza sobą samym i...
          pieniądzom (i to z założeniem "do starości" - w Jego przypadku)... Dlatego
          napisałam - są one Ich celem. W tym sensie, że znają wartośc, możliwości, zyski
          i straty mariażu ja + kasa (nie tylko w sensie 'pieniądz' - zauważ, że ta Jej
          kariera, pięcie się, itd. w dalszym ciągu kręci się wokół materializmu. Można
          zrobić karierę, nie stając się krezusem - dla samej realizacji siebie. I wtedy
          nie ma to nic wspólnego z pieniędzmi. W tym - ma: 'jestem bankrutem' -
          nie 'poniosłam klęskę w budowaniu siebie poprzez to, co robię':))



          > Wbrew pozorom jest silna,

          Jest, ale jest też zagubiona i nadal potknięcie finansowe traktuje, jako klęskę
          przekładającą się na całe Jej "ja", na kazdej płaszczyźnie deklasującą Jej
          Osobę.


          > przypomnijcie sobie z lekcji historii ile było samobójstw w czasie Wielkiego
          > Kryzysu. Ona się nie poddała, wyjechała za granicę.

          Pytanie... czy tak naprawdę WYJECHAŁA, czy UCIEKŁA (psychologicznie, to pewien
          rodzaj "samobójstwa")



          > to czy facet będzie się bardzo opierał zależy tylko od Ciebie.

          Rozwaliłeś mnie teraz Ty:))) Baseballem Go!! i po sprawie:)) (żart, ale siakoś
          mi się tak skojarzyło - nie bij [za] mocno;))



          > Przede wszystkim
          > przestań myśleć o sobie "bankrut", "obcy" itp. bo sama siebie deprecjonujesz a
          > to widać na zewnątrz. Pomyśl sobie, że znów jesteś na początku drogi, masz
          drug
          > ą
          > szansę żeby wszystko stworzyć od początku i wszystko jest przed Tobą!


          Podpisuję się pod każdym słowem:)



          Jestem z
          > a
          > pewne od Ciebie odrobinę młodszy, ale musiałem kilka razy zaczynać wszystko od
          > zera i dlatego wiem, że jest to trudne, ale możliwe!
          > Pozdrawiam!

          "To widać, słychać(...)", że powtórzę za Klasykami;)))
          • grey_wolf Re: Jakie szanse ? 28.03.07, 16:49
            > Zapachniało niemal podnieceniem w oczekiwaniu na spełnienie;)))

            może i cuś w tym jest :P

            > Dla Nich obojga ranga, jaką nadają pieniądzom w swoim życiu, jest ZAMIAST tego
            > zycia. ZAMIAST poczucia bezpieczeństwa, jaką daje druga Połowka. ZAMIAST
            > zaufania, którego boją się okazać Oboje Komukolwiek, poza sobą samym i...
            > pieniądzom (i to z założeniem "do starości" - w Jego przypadku)... Dlatego
            > napisałam - są one Ich celem. W tym sensie, że znają wartośc, możliwości, zyski

            e idealistka z Ciebie wyłazi :P Myślę, że to pieniądze ludziom nadają rangę a
            nie ludzie pieniądzom, przynajmniej w tym przypadku

            Można
            > zrobić karierę, nie stając się krezusem - dla samej realizacji siebie. I wtedy
            > nie ma to nic wspólnego z pieniędzmi. W tym - ma: 'jestem bankrutem' -
            > nie 'poniosłam klęskę w budowaniu siebie poprzez to, co robię':))
            >
            oczywiście, też tak uważam i dlatego nie dałem się wplątać w "wyścig szczurów" i
            nie jestem krezusem. Pamiętaj jednak, że nie każdy tak to postrzega, celem może
            być kariera, a nie kasa, oni i tak nie mają czasu by ją wydać. "Jestem
            bankrutem" nie dotyczy li tylko kasy, ale tez utraconego życia - kręgu
            towarzyskiego, statusu społecznego, samoświadomości itp. itd.

            > Jest, ale jest też zagubiona i nadal potknięcie finansowe traktuje, jako klęskę
            >
            > przekładającą się na całe Jej "ja", na kazdej płaszczyźnie deklasującą Jej
            > Osobę.

            Ja się jej nie dziwię (dlatego napisałem, że ona ma trochę męskie podejście),
            utrata wszystkiego na co się pracowało (nie tylko zer na koncie) i pozostanie
            bez środków do życia, nie jest potknięciem finansowym tylko klęską i ta klęska w
            zupełnie naturalny sposób przekłada się na "ja" i postrzeganie siebie jako
            przegrańca. Zagubienie, po wylądowaniu ileś tam pięter drabiny społecznej niżej,
            też jest naturalne. Dlatego nie można naciskać, że powinna "wziąć się w garść",
            przy depresji to najgorsze co można zrobić. Ona musi spojrzeć na to z innej
            perspektywy i zacząć od nowa.

            > Pytanie... czy tak naprawdę WYJECHAŁA, czy UCIEKŁA (psychologicznie, to pewien
            > rodzaj "samobójstwa")

            tego już nie wiemy, napisała że pojawiła się okazja to zaryzykowała. Zresztą
            pewnie i jedno i drugie, to zawsze lepsze niż zamknięcie się w domu i dołowanie,
            chlanie czy cokolwiek.

            > Rozwaliłeś mnie teraz Ty:))) Baseballem Go!! i po sprawie:)) (żart, ale siakoś
            > mi się tak skojarzyło - nie bij [za] mocno;))
            >

            A co?! Maczugą bez łeb, za włosy i do jaskini!
            Poważnie, to z tego co napisała o nim wyłonił mi się bardzo klarowny obraz
            faceta i to co napisałem nie jest bezpodstawne, wierz mi.

            > "To widać, słychać(...)", że powtórzę za Klasykami;)))

            Mówisz, że aż tak widać? :)
            • mahadeva Re: Jakie szanse ? 25.06.07, 20:41
              a od kiedy to klasa spoleczna (ja ja rozumiem raczej jako to, co czlowiek soba
              reprezentuje biorac pod uwage najwieksze wartosci naszej cywilizacji) zalezy od
              pieniedzy??? co za bzdura, dzis mam zera na koncie, jutro nie mam - jestem ta
              sama osoba
              oczywiscie jest to okropnie niekorzystne doswiadczenie stracic swoje
              dotychczasowe dokonania materilane, ale to niewiele tak naprawded zmienia... ja
              tez mialam swoje straty, ale jestem caly czas tym samym czlowiekiem... moze
              autorka niech poczyta troche madrych ksiazek (superinteligentna zielonooka,
              ktora tak chetnie twierdzi, ze niektorzy ksiazek nie czytaja chociaz nic o nich
              nie wie, pewnie ma dluga liste :)) i od razu bedzie jej lepiej :)
    • zielonooka_bez_tyja Re: Jakie szanse ? 28.03.07, 11:05
      aha. Nie, żebym uważała, że pieniądze nie są ważne we wspólnym życiu, ale -
      jeśli są środkiem, nie celem. Jeśli patrzy się na pieniądze poprzez Związek,
      nie na Związek poprzez pieniądze.
      • saqqara Re: Jakie szanse ? 28.03.07, 12:01
        tu sie z Zielooka zgodze. caly czas gdzies w podtekscie sa pieniadze, a
        przeciez maja one byc srodkiem, a nie celem.

        poza tym wszystkim. warto miec wyobrazenie idealu siebie, do ktorego sie dazy.
        nie warto jednak calego zycia spedzic w gonitwie za mzonka, ktora mocno przez
        nas podrasowana jest prawie niemozliwa do osiagniecia. cos a'la postanowienie
        noworoczne. pol biedy, kiedy to jest nasza wlasna mzonka. gorzej, gdy
        proboujemy byc idealni dla kogos za wszelka cene. najczesciej za cene samego
        siebie. potem sie okazuje, ze sie ideal osiagnelo, tylko ze prawdziwe, zwykle,
        w sumie najlepsze zycie gdzies bokiem ucieklo.
        ot, taka moja prywatna refleksja
    • camel_3d 3 lata 28.03.07, 13:06
      to okres "depresji"....zagranicznej:)
      jezeli uda ci sie w ciagu trzech lat wyrwac to super, a jak nie to sie tylko
      pograzysz. W tym czasie musisz poznac mentalnosc ludzi, poznac nowych
      znajomych (o przyjaznie trudno) i odczepic sie od polskiej pepowiny ...
      przestan myslec o sobie jako o Polce...

      Obcy akcent nie jest przeszkoda. Ja mam akcent po 8 latach pobytu w
      Niemczech..tylko nie Polski :) Jakis taki nijaki.


      > Ale jest to wlasnie "ale". On - wyksztalcony, bogaty, zajmujacy wysokie
      > sluzbowe stanowisko. Ja - sfrustrowany bankrut, nic nie znaczacy na
      > emigracji, niski status zawodowy.

      No i to jest wlasnie poslkie myslenia... on super, ja polka do dupy i bez szans
      i na emigracji. Pomys ze jestes fajna atrakcyjna, inteligentna itd ( o ile
      jestes). On sie w tym kraju urodzil, a ty dopiero zaczynasz.
      • mamagabusi Re: 3 lata 28.03.07, 16:23
        to mi przypomina moje frustracje w zwiazku..w koncu zrezygnowalismy oboje..nie
        bylo miejsca na milosc , czulam ze pieniadze to dla niego wartosc najwyzsza a
        ja jestem tylko pionkiem...zwiazek byl wyimaginowany w mojej wyobrazni bo koles
        chcial sie tylko pobawic..w rzeczywistosci ma teraz pozycje , jezdzi swietnym
        autem,ma kilka mieszkan , buduje dom , ma zone(dzieci nie maja),ktorej rodzina
        jest ustawiona dosc dobrze finansowo..podejrzewam ze nie jest jeszce
        szcesliwy..chociaz osiaga swoje szczeble kariery.Ciezko z takim
        czlowiekiem ,wiazac sie z nim zawsze bym czula sie gorsza dla mnie pieniadze
        nie byly tak wazne
    • lidka_77 zależy.. 28.03.07, 18:43
      gdyby to była komedia romantyczna, to Ty być go zostawiła, po czym zdobyłabyś
      od nowa pozycję, robiłabys karierę, bogaciła się i spotkalibyście się znow..
      w każdym razie powodzenia, trzymaj się, byłaś dobra w tym co robiłaś, skoro
      zaszłaś tak daleko - więc możesz zrobić jeszcze raz karierę tam. a jeśli nie
      tam - zarób wróć i spróbuj tutaj..
      eh.. trzymaj się
      • mahadeva Re: zależy.. 25.06.07, 20:51
        e tam, kariera to jedno, a milosc to insza inszosc
        nie wybieramy partnera po wielkosci konta tylko inteligencji, temperamencie,
        kulturze osobistej, wygladzie wreszcie
    • selka32 Re: Jakie szanse ? 24.06.07, 16:33
      hi bonnie,

      czy wiedzialas przed wyjazdem z polski co cie czeka? czy powaznie rozmyslalas
      nad swa decyzja? czy zdawalas sobie sprawe z tego ze to inna kultura oraz
      mentalnosc? mojim zdaniem to sa bardzo wazne punkty.
    • selka32 Re: Jakie szanse ? 25.06.07, 07:57
      czesc bonnie,

      urodzilam sie w polsce i wyjechalam z rodzicami jako dziecko za granice. fakt
      jest ze mowie bardzo dobrze po niemiecku lecz owszem mam akcent. lecz duzo ludzi
      nie moze mojego akcentu skojarzyc. nigdy nie ukrywalam i nie ukrywam ze pochodze
      z polski oraz nigdy do tej pory nie mialam problemow z tym. ostatnio podruzuje
      wiele po azji oraz pracuje tu. moj angielski nie jest zbyt dobry bo od czasow
      szkoly nie mialam praktyki i nie potrzebowalam tego jezyka. mojimi podruzami po
      europie oraz azji mialam okazje poznac ruzne mentalnosci i kultury. moge o sobie
      powiedziec ze potrafie sie zawsze dostosowac oraz akceptuje ze inne kraje wiec
      inne obyczaje. sa to wartosciowe doswiadczenia dla mnie.
      nie mam natury wywyszania sie. i bardzo dobrze sobie radze po swiecie.

      lecz bardzo czesto obserwuje polakow w innych krajach. sorry!!!
      wyjerzdzaja z nadzieja na lepsze zycie materialne i mysla ze w innych krajach
      pada luksus z nieba. odmawiaja sobie wszystkiego aby miec pokazywne mieszkanie
      lub dom i gruby samochod. w danym kraju sa jednym z milionow i gdy jada lub leca
      do polski, zgrywaja wielkich bogatych gosci, ha ha ha.
      a w kraju w ktorym zyja narzekaja na wszystkich innych i w glebi serca zyja polska.
      co rowniez zauwazylam za granica: kazdy polak chce byc lepszy od drugiego,
      zazdrosc jak sie innej rodzinie lepiej powodzi.

      nigdy do tego rodzaju ludzi nie nalezalam i nie chce nalezec. moja rodzinna nie
      oczekuje grubych prezentow jak jestem w polsce. wiedza jak wyglada zycie za
      granica i nie rozni sie wiele od ich zycia.

      facet ktorego poznalas robi wrazenie ze stoji obymi nogami w zyciu. ty myslisz o
      granicy materialnej ktora was dzieli. co jest dla ciebie wazne? spedzac cudowne
      chwile w jego ramionach pelne emocji? czy usiasc w jego gotowe gniazdo? on sobie
      z tego napewno zdaje sprawe i dlatego nie spieszy mu sie.
      wnioskuje z twojej opowiesci ze jestes materialnie bardzo nastawiona i
      rozgladasz sie wiecej za kieszenia danego faceta. a co ty ofiarujesz poza tym
      ze lacza was tak zwane granice statusu?
      poza tym uzalezniasz swoje szczescie od drugiej osoby, a tylko ty jestes za
      swoje szczescie odpowiedzialna.
      facet ktory wie czego chce od zycia, pragnie silnej kobiety ktora go wspomaga.
      ale ty czekasz chyba na ksiecia z bajki ktory cie bedzie finansowal i odczytywal
      kazdy twoj kaprys. he he he.
      czy ten facet bylby nadal dla ciebie w polsce atrakcyjny jesli nie mial by
      takiej wysokiej pozycji zawodowej?
      prawie ze watpie!

      jesli ci sie w polsce tak dobrze powodzilo, dlaczego wogule wyjechalas?
      pakuj walizki i wracaj, lecz tam sie tez napewno nic nie zmienilo...

      jeszcze raz przepraszam tym ludzi ktorych to nie dotyczy. ale moze pare z was
      przyzna mi racje.

      obojetnie gdzie sie jest i gdzie sie pracuje. przystosowac sie do mentalnosci i
      zyc nowym zyciem jest wazne. nie plakaz caly czas nad tym co bylo i co sie
      kiedys mialo. patrzec do przodu i korzystac z nowych szans.

      a tak wogule to mialas jakies doswiadczenia z australja zanim sie zdecydowalas
      dam wyjechac? interesowalas sie obyczajami, kultura i mentalnoscia tych ludzi.
      czy myslalas ze wszystko zaserwuja ci na zlotej tacy, hmmm.
      ludzie i ludziska sa wszedzie. zalezy co sie z tego zrobi.

      okay to wszystko na ten temat narazie.
      przepraszam za bledy ortograficzne.

      pozdrawiam wszyskich i zycze duzo szczescia w wybranych krajach.
      Selka.
    • no_okki Re: Jakie szanse ? 25.06.07, 08:59
      świetnie opisana sytuacja życiowa /nie mam co prawda czasu na głębsze analizy,
      ale powrócę/ - na pewno nie należy rezygnować, a umiejętnie rozegrać - po
      Twojej myśli - a nuż iskierka zaświeciła się i należy ją podjąć?
      Na to wygląda. Powodzenia ;]
    • kadi-lak Mnie to co innego frapuje 25.06.07, 15:06
      Z pozycji wieloletniego imigranta. Jednej rzeczy nie moge sie nadziwic, i
      akurat prosze wybaczyc, nie bedzie to dotyczyc spraw osobistych.
      "Skoczylem/al studia, zalapalem/am super prace, pozniej wlasna firma, super
      zycie- i buch !! !!"
      Ile razy to slyszalem? Ilu poznalem takich ludzi, to nie zlicze. Laduja na
      imigracji w wieku 30+ sprzatajac ludziom domy albo opiekujac sie dziecmi. Albo
      tyraja na budowie.
      Jak i co to takiego w tej Polsce jest na opak, ze ludziom tak sie wszystko wali
      na leb? Albo, czy lepeij fizyvcznie zasuwac niz podjac na nowo ryzyko? Znam
      nawet prawniczke z duzego miasta, pracowala w zawodzie, po aplikacji,z
      wspolniczka miala tazke jakis prywatny geszeft. A dzis wysaiduje w sadach jako
      dorywczy tlumacz, zawozi ludzi na rozprawy, wypalnia papiery etc. Marzenie
      polskiego prawnika?!

      Co jest w tym kraju nie tak?
    • jszhc Re: Jakie szanse ? 25.06.07, 15:38
      Po pierwsze wejz sie w garsc i przestan myslec o osbie jako o
      bankrucie....Probowalas cos osiagnac, ale nie wyszlo, tak bywa niestety w
      biznesie.
    • mahadeva Re: Jakie szanse ? 25.06.07, 20:30
      to bez sensu, co mowisz
      ze niby kiedys zwiazek bylby mozliwy, a teraz nie...
      LUDZIE SIE NIE ZMIENIAJA
      skoro kiedys doszlas do duzej kasy i ma to dla Ciebie takie znaczenie, dlaczego
      teraz nie dojdziesz??? ja zreszta uwazam, ze czlowiek to twor kompleksowy i nie
      o sama kase chodzi...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka