Dodaj do ulubionych

Ślub jedynym wyjściem?

28.04.07, 11:58
Hej
Mam taki problem. Jestem z facetem którego kocham ale dzieli nas spora
odległość. Oboje chcielibyśmy to zmienić tylko tu napotykamy na przeszkody.
Jesteśmy jeszcze młodzi przynajmniej jak na moje standardy :D Nie zarabiamy
na tyle dobrze żeby kupić sobie mieszkanie, chyba że rodzice pomogliby nam. A
ja nie chce zaczynać życia we dwoje mieszkając z rodzicami albo teściami.
Widziałam takie przypadki i obu stronom nie wychodziło to na zdrowie.
Zamieszkanie razem jest jakimś wyjściem ale moja mama jest bardzo
konserwatywna osobą i wiem że zraniłabym ją robiąc coś taki8ego wbrew jej
woli. Szanuję to i rozumiem. Z drugiej strony mi wcale nie spieszy się do
zaobrączkowania, to dziwne ale mój facet bardziej na to naciska :D Kolejna
sprawa to nasza praca, ja nie chce zrezygnować ze swojej. Nie zarabiam na
razie wielkiej kasy, ale to pierwsza praca i jak na mje potrzeby jest
wystarczająca. A do tego szefostwo mogłabym sobie takie wymarzyc jak mam.
Jego praca mnie wnerwia bo "cieciowanie" to nie jest robota o którewj
mogłabym dla Niego marzyć. No i z tego wszystkiego wychodzi że ja stawiam
przeszkody bo ja wymagam a od siebie niewiele daje prócz uczucia. Ale uważam,
że tu gdzie mieszkam mamy większe możliwości. Macie pomysł jak rozwiązać taka
patową sytuację? Wszelkie pomysły będą mile widziane :)
Obserwuj wątek
    • silic Re: Ślub jedynym wyjściem? 28.04.07, 12:08
      A na czym polega patowość tej sytuacji ?
    • tina73 Re: Ślub jedynym wyjściem? 28.04.07, 12:29
      rybko nie wiem co masz zrobić w tej sytuacji , ale powiem ci jedno.jesli nie
      chcesz sie zenic to nie zgadzaj sie na zden ślub tylko dla tego ze nie chcesz
      go stracić bo to bez sensu. mozecie sprobowac razem zamieszkac i rodzice nie
      powinni ci tego wyrzucac bo w koncu jestes osoba dorosłą , a co do jego pracy
      to określenie " cieciowanie " -czy tu chodzi o to iz on wykonuje prace
      pracownika ochrony stacjonarnej ? bo widzisz jestem dyspozytorem w takiej
      wlasnie firmie i powiem ci jedno. to nie jest praca stala i oplacalna.
      pracownicy stacjonarni czesto są przezucani na rozne obiekty, sa najmniej
      oplacaną grupą zawodową w ochronie i raczej powinien -skoro jest jeszcze mlody -
      zając się szukaniem innej bardziej intratnej pracy. w kazdym razie nie rob nic
      co bedzie wbrew twojej woli , a on jesli cie na prawde kocha to pogodzi sie z
      tym co mu zaproponujesz. pozdrawiam
      • agni82 Re: Ślub jedynym wyjściem? 28.04.07, 12:46
        "cieciowanie" to właśnie określenie pracownika ochrony stacjonarnej. Bardzo
        dobrze zdaję sobie sprawę z tego że jest to kompletnie niopłacalna praca i
        dlatego tak naciskam żeby to zmienił. Szczególnie że ma wykształcenie budowlane
        a przy teraźniejszym boomie na mieszkania to jest dobra robota. Wiem, że Go
        boli jak mówię że nie chce wychodzić za mąż ale nie umiem robić czegoś wbrew
        sobie. Mieszkanie razem jest najlepszym wyjściem zgadzam się z tym. Tylko On
        zaczyna mi powoli wytykac, że nie potrafię pójść na kompromis i wszystko musi
        być tak jak ja chce: bo to On ma się przenieść, bo On ma zmienić pracę bo to bo
        tamto.
        • tina73 Re: Ślub jedynym wyjściem? 28.04.07, 14:06
          kochana to on musi sobie zdac sprawe z tego że to on nie potrafi pójśc na
          kompromis :):) przeciez to on jest mezczyzna i to on pownien zrobić wszystko
          aby być jak najbliżej ciebie bez względu na to czy formalnie czy nie. może
          spróbuj mu uświadomić że w twoim mieście jest wiecej możliwości p[odjęcia
          dobrze platnej pracy ? hmm, troszke dziwi mnie to że tak kurczowo trzyma się
          pracy która w mojej bynajmniej firmie wykonuja sami emeryci. moze spróbuj
          uswiadomić mu że ta praca jest dla ludzi starszych , niech chlopak troszke
          podniesie swoje ambicje. a skoro tak bardzo chce pracowac w ochronie i kreci go
          bycie " ochroniarzem " to niech zrobi lcencje i podejmie prace w grupach bądz
          konwojach w twoim miescie ? wiesz teraz jest wiele wolnych wakatów :):) trzymam
          za was kciuki , a on jesli wykaże sie odrobiną dojrzalości to przynajmniej to
          przemysli. bo jesli bedzie obstawal przy swoim to juz masz pierwszy sygnal że
          on jeszcze nie dorósł.
          • silic Re: Ślub jedynym wyjściem? 28.04.07, 16:19
            > kochana to on musi sobie zdac sprawe z tego że to on nie potrafi pójśc na
            > kompromis :):)

            Oby to był naprawdę żart, bo inaczej to w moim słowniuku słowo kompromis znaczy
            coś zupełnie innego...

            >przeciez to on jest mezczyzna i to on pownien zrobić wszystko
            > aby być jak najbliżej ciebie bez względu na to czy formalnie czy nie.

            A ona ma być świetą krową której się dary znosi i składa uniżone prośby...Jej
            chyba też zależy. Skoro ona nie chce być z nim to niech mu głowy nie zawraca.
            Przypominam słowo "kompromis".

            Ona ma tak samo jeśli nie gorzej płatną pracę, więc to ona niech zrezygnuje.
            Zresztą tak właściwie to nie ma po co, bo i tak nie będzie chciała z nim
            mieszkać (matka).

            >bo jesli bedzie obstawal przy swoim to juz masz pierwszy sygnal że
            > on jeszcze nie dorósł.

            Kali by się nie powstydził tego zdania. Jeśli zrobi to co ona chce to jest
            odrobinę dojrzały, jeśli nie - to nie dorósł... Tylko kobieta może wpaść na taką
            głupotę...
            • tina73 Re: Ślub jedynym wyjściem? 28.04.07, 17:03
              ot.. meskie podejście do sprawy. silic,czyli twoim zdaniem co ? powinna
              przeprowadzić sie do małej mieściny gdzie prwadopodobnie dziewczyna nie
              znajdzie pracy i będzie na utrzymaniu chlopaka który nie wykazuje nawet
              odrobiny chęci na to aby coś zmienić w swoim zyciu na lepsze i klepać razem z
              nim tam biede ? bo wybacz ale z pensji stróża he ,raczej nie da się żyć a nie
              wspomnę już o wynajęciu mieszkania. poza tym uwazam że chlopak dorosly skoro
              mysli o życiu we dwoje to powinien również pomysleć o ich lepszej przyszlości i
              choć zapewnić jej jakiś byt. przecież ten chlopiec chce sie zenic !! i co ? do
              mamusi na garnuszek ?? kompromis to chęc dotarcia obu stron do wspolnego celu
              niekiedy kosztem własnych interesów. ale to musi być obopulne. jak na razie ten
              chlopak tylko chce, on chce slub, on chce aby to ona zostawila wszystko i
              pojechala do niego , a co jej w zamian proponuje ? jaką przyszlosc ??
              • silic Re: Ślub jedynym wyjściem? 28.04.07, 18:21
                >powinna przeprowadzić sie do małej mieściny gdzie prwadopodobnie dziewczyna nie
                > znajdzie pracy i będzie na utrzymaniu chlopaka

                A gdzie wyczytałaś to o "małej mieścinie" ? Po kobiecemu tam gdzie tego nie
                napisano ?

                Ona ma się nie przeprowadzać bo nie znajdze pracy ale on powinien się
                starać...jak mówiłem: ona ma być świetą krową...
                Ona jest tak samo odpowiedzialna za ich przyłość i sama zarabia jakieś nędzne
                pieniądze.
                To ona ma do chłopaka pretensje i tworzy jakąś spomplikowaną historię.
                Widzisz z jej strony jakąkolwiek chęć do kompromisu ? Ja nię. Ona nie chce
                mieszkać razem, nie chce ślubu ( skoro nie chce ślubu to niech powie chłopakowi
                uczciwie, że nie widzi wspólnej przyszłości i że nie dorosła do tego), nie chce
                zmienić swojej pracy.
                A przyszłość będą mieli taka jaką sobie wybiorą. Razem lub osobno.
                • agni82 Re: Ślub jedynym wyjściem? 01.05.07, 22:29
                  Święta krowa powiadasz? No może choć zdaje mi się że święta krowa nie
                  zawracałaby sobie łepetyny jakimś"cieciem" tylko od razu wzięłaby się za gościa
                  z kasą, którego nie trzebaby było prowadzić za rękę. To, że nie chcę wychodzić
                  za mąż nie oznacza, że tak pozostanie na zawsze. Co do przeprowadzki i moich
                  obaw że nie znjade pracy to nadinterpretacja. Ja lubię swoją pracę dlatego nie
                  chcę jej zmieniać. On w swojej się denerwuje nie ma stałych godzin i nigdy nie
                  wie czy nagle nie zostanie wezwany bo brakuje ludzi. Zresztą to był błąd pytać
                  się o rady ludzi, którzy nie znają ani mnie czy mojego chłopaka ani naszego
                  życia. Macie rację, że decyzja należy do Nas. A co do Twojego stwierdzenia że
                  przyszłość będziemy mieli taką jaką sobie wybierzemy to trochę naiwne. Bo
                  wybrać można sobie buty w sklepie ale na pewno nie to jak będzie wyglądało
                  Twoje zycie za jaki.ś czas składa się na to zbyt wiele niewaidomych. Można
                  tylko sobie coś planować zakładać przypuszczać a i tak plany mogą wziąć w łeb.
                  Dzięki za wszystkie wypowiedzi :)
                  • silic Re: Ślub jedynym wyjściem? 02.05.07, 01:39
                    >To, że nie chcę wychodzić
                    > za mąż nie oznacza, że tak pozostanie na zawsze.

                    Nie znaczy. Tylko czy twój chłopak doczeka tego...

                    >Zresztą to był błąd pytać
                    > się o rady ludzi, którzy nie znają ani mnie czy mojego chłopaka ani naszego
                    > życia.

                    Błędem jest pytać nas myśląć że domyślimy się czegoś wiecej niż napisałaś. Jeśli
                    opiszesz się jak świeta krowa to tak będziesz oceniana. Nie mamy szklanej kuli
                    by domyślać się tego co ty wiesz i dla ciebie jest oczywiste. Natomiast
                    przeczytanie opini nie bedących po twojej myśli może pozwoli ci zobaczyć
                    sytuację innym okiem, takim nie zaangażowanym.
                    Jak dotąd w twoich postach nie znalazłem słowa o tym co TY jesteś gotowa dać.
                    Jest tylko o tym czego chcesz i oczekujesz od niego albo czego nie zrobisz.

                    >Co do przeprowadzki i moich
                    > obaw że nie znjade pracy to nadinterpretacja.

                    Nie moja , zresztą. Ja tylko z tym polemizowałem, bo osoba to pisząca zaczęła
                    tworzyć obraz ciebie poświecajacej się - nie mając podstaw.

                    >A co do Twojego stwierdzenia że
                    > przyszłość będziemy mieli taką jaką sobie wybierzemy to trochę naiwne.

                    To ty zdecydujesz z kim, gdzie i jak bedziesz żyć. Nawet jeśl przytrafi ci się
                    coś niespodziewanego (czego nie życzę) to i tak bedziesz decydować. Zaniechanie
                    jakiegoś działania czy nie przemyślenie skutków też jest działaniem. Tak jak nie
                    ma przypadkowych ciąż, są za to nie przemyślane...

                    >No może choć zdaje mi się że święta krowa nie
                    > zawracałaby sobie łepetyny jakimś"cieciem" tylko od razu wzięłaby się za
                    >gościa z kasą, którego nie trzebaby było prowadzić za rękę.

                    Jeśli zależy ci na kasie-bierz takiego z kasą. Jeśli zależy ci na czymś innym -
                    bierz coś innego. Nie narzekaj tylko , że twój wybór nie jest taki jakiego
                    chciałaś - bo sama decydujesz. A jeśli wybierasz to co chcesz to decydujesz o
                    tym co jest ważne i resztę możesz olać. Masz pracę nisko płatną ale ją lubisz ?
                    Więc nie zmuszaj kogoś innego do zmiany pracy bo jego ci się nie podoba. Na
                    początek zacznij od siebie. Chcesz czegoś wiecej- sama zapracuj na to.
    • jszhc Re: Ślub jedynym wyjściem? 28.04.07, 14:43
      Porozmawiaj z nim o plusach i minusach. jesli twoja miejscowosc oferuje wiecej,
      to....chyba samo przez sie. Albo zamieszkajcie gdzies posrodku;).
    • izabellaz1 Co to za bełkot??? n/t 28.04.07, 20:19

    • andreas3233 Re: Ślub jedynym wyjściem? 28.04.07, 23:56
      Po prostu, wiele sie nie zastanawiajac / lecz zebrawszy wczesniej troche
      pieniedzy - na start/,wyjedzcie razem za granice. Tam sprawdzicie swoje
      mozliwosci i ambicje. Tamze, spokojnie mozecie bez slubu mieszkac razem. Tam
      zniknie wiele ograniczen, ale pojawia sie nowe wyzwania.
      To moze byc proba dla Waszego zwiazku: A moze poznasz kogos nie mniej ciekawego
      niz Twoj dotychczasowy chlopak.
      Ta proba moze byc kosztowna, ale nie musi.
    • xtrin Re: Ślub jedynym wyjściem? 02.05.07, 02:58
      agni82 napisała:
      > Nie zarabiamy na tyle dobrze żeby kupić sobie mieszkanie, chyba że rodzice
      > pomogliby nam. A ja nie chce zaczynać życia we dwoje mieszkając z rodzicami
      > albo teściami.
      > Zamieszkanie razem jest jakimś wyjściem ale moja mama jest bardzo
      > konserwatywna osobą i wiem że zraniłabym ją robiąc coś taki8ego wbrew jej
      > woli. Szanuję to i rozumiem.

      Coś mi tutaj nie gra. Z jednej strony po ewentualnym ślubie problemem jest brak
      kasy na mieszkanie i jedyną alternatywą mieszkanie z rodzicami, z drugiej bez
      ślubu jest możliwość wspólnego zamieszkania, a problemem jest niezgoda matki.
      Małżeństwo podnosi koszt wynajmu? :)

      Ale już pomijając te dziwa...
      On ma się przeprowadzić, on ma zmienić pracę, a Ty zostajesz gdzie jesteś, pracy
      nie zmienisz, ślubu nie weźmiesz, a bez ślubu nie zamieszkasz razem. No to co
      proponujesz? Chciałabyś, żeby on przeprowadził się do Twojego miasta, ale nie
      zamieszkał z Tobą? Nie za dużo wymagasz?
      Musisz przystać na jakiś kompromis. Na początek - zamieszkajcie wspólnie w Twoim
      mieście, niech on tutaj znajdzie pracę, a Ty przyjmij oświadczyny. Będziesz mieć
      co chcesz (jego blisko i z lepszą pracą), on będzie mieć co chce (Ciebie blisko
      i narzeczeństwo), ruszycie jakoś z miejsca, a nawet mama powinna być udobruchana
      tym, że co prawda mieszkacie razem, ale już jako narzeczeni.
    • menk.a Re: jak ślub jt jedynym wyjściem w jakiejkolwiek 02.05.07, 09:08
      sytuacji, to ja jestem Queen Elizabeth II -/ albo nie! jestem nowym wcieleniem
      Napoleona Cesarza Francuzów :D na Sobieskiego apartament mi rozbudowują :P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka