johnny2005
09.05.07, 11:55
Sprawa wygląda tak. Zanim poznałem moją obecną żonę kupiłem sobie kawalerkę
30m2 na kredyt (tylko na tyle było mnie stać w dużym mieście). Mieszkamy w
niej obecnie. Oczywiście wiadomo, że mieszkanie takie nierozwojowe (dzieci,
etc.), no ale w chwili obecnej nie możemy jej z pewnych względów sprzedać, bez
tego nie kupimy większego, bo muszę najpierw zejść z kredytu. Mam taki
problem, że teraz noszę w sobie poczucie winy za to że kupiłem takie małe
mieszkanie i przez to mamy trudniej bo nie możemy wspólnie (na razie) planować
większego (sprzedaż mieszkania na kredyt nie jest niestety taka hop-siup jak
nieobciążonego, zwł. jeśli wciąż czeka się na wpis hipotek do KW). Doprowadza
to do tego że jakiekolwiek dyskusje o mieszkaniach drażnią i mnie i w ogóle
wstydzę się tego swojego mieszkania, mimo że choć małe, to jest ładne, w
fajnej okolicy i przyjemnie się w nim mieszka. Nie lubię jak żona zaprasza
znajomych do nas bo wtedy wstydzę się że jest takie małe, a oni wszyscy mają
większe i lepsze. Głupie to w sumie, ale czuję się winny, wstydzę się i w
ogóle najchętniej bym o tym nie rozmawiał. To wszystko, tak się chciałem
uzewnętrznić.