Dodaj do ulubionych

wspólne mieszkanie bez ślubu a rodzina katolicka

19.07.08, 00:28
No więc zacznę od początku:
Jestem ze swoim chłopakiem szósty rok, znamy się od lat ośmiu. Jest
między nami ok, on jest opiekuńczy, troskliwy, odpowiedzialny i
dojrzały, co jest bardzo ważne przy moim wątłym zdrowiu. To pewnie
będzie zaskoczenie, ale mamy po 19 lat, w tym roku dostaliśmy się na
studia do W-wy (SGH, PW).
W związku z tym, że tak dobrze się znamy i po wielu ekstremalnych
momentach w naszym życiu możemy na sobie polegać zdecydowaliśmy się
razem zamieszkać. Na tę decyzję złożyło się także to, że oboje nie
mamy znajomych, z którymi moglibyśmy się dogadać w sprawie
mieszkania (ja szczególnie, bo ze względu na zdrowie potrzebuje
ciszy, spokoju, jakieś papierosy i imprezy są wykluczone).
O ile moja rodzina przyjęła tę decyzję bardzo spokojnie (podeszli
racjonalnie) i nawet tata, mimo swoich przekonań, wyraził zgodę, to
problem jest w rodzinie mojego Chłopaka.Mój facet wywodzi się z
wielodzietnej, wiejskiej rodziny (jego tata i rodzeństwo wychowało
się na zabitej dechami wsi, ale mój facet już w mieście). Ma on
brata, który zresztą niedawno jest po ślubie, ale przed ślubem i
nawet zaręczynami mieszkali razem (2-3 lata). Ojciec chłopaka był
bardzo przeciwny, nawet robił mu ponoć problemy z przeprowadzką, ale
ostatecznie odpuścił. Fakt ten natomiast był ukrywany (jest nadal
ukrywany;/) przed resztą rodziny ze strony ojca. W zasadzie jest to
najpilniej strzeżona tajemnica, bo już był przypadek w tej rodzinie,
kiedy w podobnej sytuacji rodzina obłożyła pare ekskomuniką i
nastąpiła schizma.. Oni traktują to śmiertlenie powaznie, nawet nie
wiem, jak to opisać, żeby dotarła ta esencja absurdu;/ Pan młody
nawet mówił, jak bardzo się stresował w trakcie ślubu, żeby nikt po
pijaku tego faktu nie ujawnił, bo ta rodzina, szczególnie jedna
ciotka (stara panna swoją drogą, typ a la męczennica pańska,
nauczycielka w klasach 1-3) potrafiłaby zrobić z ich wesela koszmar..
Ta ciotka jest na tyle bezczelna, że nawet w trakcie uroczystości
rodzinnej potrafiła przy stole, przy obiedzie, wypytywać mnie, wtedy
zupełnie obcą osobę o to, ile mam lat i ile moi rodzice są po ślubie
(zapytała nawet o miesiąc slubu i mojego urodzenia). Z lekkim
zażenowaniem powiedziałam jej, ze jestem dzieckiem nieślubnym, ale
oczekiwanym.
Teraz, kiedy z Chłopakiem stanęlismy przed problemem załatwiania
mieszkania, uzyskaliśmy nawet aprobatę ze strony jego rodziców
(chyba się zahartowali przy starszym synu). Problem leźy w tym, że w
trakcie podpisywania umowy najmu dowiedziałam się, co
moja 'teściowa' chce powiedzieć o tym mieszkaniu wspólnym. O tuż
chce całą odpowiedzialność zwalić na mnie i na moich rodziców,
powiedzieć, że to oni nalegali na to mieszkanie wspólne i że mamy
dwa pokoje. Owszem, mamy dwa pokoje, jeden sypialniany, a drugi to
taki salon. I dodała, że te dwa pokoje, to będzie dla
nas "rozgrzeszenie". Niestety, nie mogłam od razu jej powiedzieć, bo
mama, która podpisywała umowę, zawołała nas do siebie ( a rzecz się
działa na balkonie, w cztery oczy), ale jak potraficie sobie
wyobrazić, gotowało się we mnie. Moi rodzice WCALE na to nie
nalegali, bo są w stanie utrzymać mnie na tym poziomie i w zasadzi
enie musiałabym z nikim mieszkać, tata nawet był przeciwko, ale
uszanował to, że chcemy razem zamieszkać, mama go też przekonała. Ja
wiem, ze jak "teściowa" przekaże swoją wersję tamtej rodzinie, to ja
będę tą czarną owca, która niewinnego chłopaka skierowała na złą
stronę. Oczywiście tak nie jest.. W tej sprawie nawet zadzwoniłam do
niej i powiedziałam, że taka wersja jest dla mnie niedopuszczalna i
że nie wyobrażam sobie wmanewrowywac moich rodziców w takie
zagrywki. Powiedziałam jej tez, ze z szacunku do tej rodziny nie
powinna brac ich za takich naiwniaków, którzy uwierzą w bajkę o
dwóch pokojach. Ona powiedziała, że się ze mną zgadza, ale że nie
znam tej rodziny wciąż i nie zdaję sobie sprawy z konsekwencji.
Generalnie wygląda to tak, że całą odpowiedzialność mam za to wziąć
ja (mimo ze rodzice Chłopaka są na tak, szczególnie ze względu na
koszty;/) i moi rodzice. Właśnie się dowiedziałam, ze jak rodzina
będzie pytać, dlaczego rodzice Chłopaka wyrazili zgodę, to ona
powie, że wolała to "gorsze zło" niż stracić syna.. No i teraz to
bym dopiero wyszła na jakąś jawnogrzesznicę, która zabiera matkom
synów;// Już i tak widzę te sytuacje na obiadach rodzinnych (o ile
będę zapraszana) jak żona brata będzie uważana za cnotliwą i świętą,
a ja za tą złą, toksyczną itd... Boli mnie to, bo ta cała sytuacja
wydaje mi się baardzo niesprawiedliwa... Nie przejmuję się tym, co
by ta rodzina gadała, ale gdyby znała prawdę... W tym wszystkim
muszę dodać, że mój Chłopak jest tego samego zdania, nienawidzi
tamtej rodziny, ale jakoś to jest, że wszyscy się boją tej obrazy na
całe życie;/ I z tego powodu jakaś stara panna ma prawo zaglądać
ludziom do łożka i ze wszystkiego ich rozliczać... Powiedziałam
mamie Chłopaka, żeby powiedziała, że ja i jej syn sami podjęliśmy tę
decyzję i że nasi rodzice się na to zgodzili.. No i ona powiedziała
synowi, że to nie do końca tak, bo oni są przeciwni, ale jednak jest
więcej plusów.. No po prostu ręce mi opadły.. Ostatecznie
powiedziałam, że nie tak to sobie wyobrazałam, przede wszystkim
myslalam, ze oni sie na to zgadzali i to był podstawowy warunek.
Poza tym powiedziałam, ze nie potrafiłabym po tym jej "tłumaczeniu
się" tamtej rodzinie spojrzeć w oczy mojemu tacie. Powiedziałam, ze
prawda to jedyny warunek do wspólnego mieszkania i jeśli nie
zostanie spełniony, to znaczy, że jeszcze nie czas na to mieszkanie
razem (co im generalnie nie na rękę).. Wiem, że i tak czekają mnie
chamskie docinki w towarzystwie ze względu na to mieszkanie razem,
ale jestem na nie gotowa. Boli mnie to, że te docinki mogą być
dodatkowo spowodowane tym, co ta mama im nagada po prostu,a to
poczucie niesprawiedliwości może spowodować, ze będę się ograniczać
i powiem prawdę i przy okazji to co myśle. Najśmieszniejsze jest to,
że my - dziewiętnastolatkowie - mamy więcej odwagi cywilnej, żeby
powiedzieć prawdę. Nie mają jej ludzie po 50. ;/
Błagam, doradźcie mi coś, nie wiem, jak już rozmawiać z matką mojego
Chłopaka, która jest w ogole dla mnie miła, jak się widzimy..
I tak już sobie zagrabiłam, bo zawsze byłam na obiadkach uprzejma i
ulegliwa. Teraz pewnie ich zaszokowałam moją stanowczą postawą..
Czy ktoś ma pomysł, jak rozwiązać tę beznadziejną sytuację?
Proszę o komentarze na temat.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • cloclo80 Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a rodzina katoli 19.07.08, 00:44
      Do czasu skończenia studiów zanudzicie się sobą na śmierć więc problem rozwiąże
      się sam.
      • audrey_kathleen Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a rodzina katoli 19.07.08, 00:47
        Ok, do czasu skończenia studiów jeszcze troche czasu, czy masz może
        jakąs radę odnośnie terazniejszej sytuacji?
    • saksalainen Dwa pokoje 19.07.08, 02:01
      Niech bedzie ze kazde z Was ma swoj pokoj, dla swietego spokoju. Mieszkacie razem, a szczegoły to juz Wasza prywatna sprawa.

      Decyzja o mieszkaniu razem jest wspolna, rodzicow było trudno przekonac - i Twoich, i jego. Ale w koncu sie zgodzili.

      Tego bym sie na Twoim miejscu trzymał jako oficjalnej wersji.
    • pluskwaparszywka Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a rodzina katoli 19.07.08, 06:25
      najpierw rodzina ze strony ojca, a potem cały świat katolicki. RZUĆ GO!
    • delecta Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a rodzina katoli 19.07.08, 21:14
      A dlaczego dublujesz wątki? Myślisz, że kobiety i meżczyźni
      generalnie maja inne zdanie?
      Nudzi Ci się chyba przed tymi studiami.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=82336114&v=2&s=0
    • facettt pisz ktotsze teksty 19.07.08, 21:20
      gdyz na odleglosc smierdzi "adminizmem" :)

      formalnie.
      a metytorycznie tez.
    • menk.a Re: pytanie od czapy mam! 19.07.08, 23:17
      Z zawodu jesteś scenarzystką Mody na sukces???;)
      • audrey_kathleen Re: pytanie od czapy mam! 20.07.08, 13:36
        dopiero się uczę na rodzinie faceta ;-)
        • menk.a Re: pytanie od czapy mam! 20.07.08, 14:03
          audrey_kathleen napisała:

          > dopiero się uczę na rodzinie faceta ;-)

          Sądzę, iż producenci jak najszybciej powinni zgarnąć Cię do ich temu, bo
          marnujesz talent pisząc tasiemiec na forum. Tam zarobiłabyś kasę pisząc
          scenariusz do kolejnego tysiąca odcinków.;)
          • facettt no tempora , no more (s) :) 20.07.08, 21:51
            co za czasy...
            panienka o konotacjach "ludowych" z nickiem: audrey_kathleen :)

            America w calej pelni :)

            Slowem: Monki, Lubartow, Limanowa.

            Przenosze sie na Bialorus.
            Oni w swojej prostocie sa przynajmniej naturalni.
            • audrey_kathleen Re: no tempora , no more (s) :) 20.07.08, 22:34
              O czym Ty, mój drogi, mówisz?
              Czy potrafisz potrafisz czytać ze zrozumieniem (nie wymagam
              wyciągania wniosków z mojego postu)? Wyluuzuj..
              A poza tym dyskryminujesz jakiekolwiek pochodzenie "ludowe"? Bo
              dyskryminować mozna zaściankowość, głupotę itd. Taki
              jesteś "światowy", a jednak wyłazi z Ciebie prostactwo.
              Równie dobrze mogłabym powiedzieć: chłoptaś bez penisa, a ma nick
              Facettt.
              Co za czasy...
              Szkoda, że w swoim "intelektualizmie" jesteś mało naturalny.
            • pmisiek_kosmaty Re: no tempora , no more (s) :) 20.07.08, 22:43
              facettt napisał:

              > co za czasy...
              > panienka o konotacjach "ludowych" z nickiem: audrey_kathleen :)
              >
              > America w calej pelni :)
              >
              > Slowem: Monki, Lubartow, Limanowa.
              >
              > Przenosze sie na Bialorus.
              > Oni w swojej prostocie sa przynajmniej naturalni.

              STÓJ!!!
              Dokąd to??? ;)) po co zaraz na Białoruś? ;))) Trzeba daleko jechać,
              a bliżej są miejsca równie niebezpieczne ;)))
    • wypasiona_foczka Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a rodzina katoli 20.07.08, 19:36
      O losie słodki!
      Kobito! jesteście DOROŚLI! DO-RO-ŚLI!
      Wiesz co to oznacza?
      Że ciotki, wujki, matki, ojce, kuzyni i sąsiedzi mogą Wam naskoczyc. Po co to tłumaczenie się wszem i wobec, po co te podchody, czajenie się, kłamstwa, prawdy podawane w "strawniejszy" sosób?
      W ogóle w życiu taka mało asertywna jesteś? jesli tak to współczuję bo pewnie jeszcze nie raz w normalnych, ludzkich sytuacjach zostaniesz zmieciona z powierzchni przez silniejszych przeciwników. Asertywnośc trzeba trenowac i oto masz ku temu fantastyczną okazję.
      Powtórzę: jesteście dorośli, jeśli zamierzacie samodzielnie utrzymywac mieszkanie to nikomu nic do tego co w nim bedziecie robic. Po co ta szopka z "oddzielnymi" pokojami, tłumaczenie się na każdym kroku każdemu kto tych tłumaczeń zażąda, po co nerwy, psucie sobie nastroju i wyrzuty sumienia? Czujesz, że robicie coś złego? skoro nie to nie daj sobie wmówic, że jest inaczej tylko odważnie powiedz zainteresowanym, że z chłopakiem RAZEM podjęliście decyzje o zamieszkaniu, odwróc się na pięcie i odejdź.
      Aż się zbulwersowałam, jak mozna pozwalac obcym ludziom na takie wpiep.rzanie się w życie?
      Radzę dobrze, cwicz asertywnośc póki możesz bo będzie Ci ona potrzebna w życiu nie raz (patrz: rodzina chłopaka). Jeśli rodzice chłopaka bedą przekonani, że mieszkacie razem tylko dlatego, że ONI łaskawie wyrazili na to zgodę da im to umocowanie do dalszego wwalania sie w Wasze życie, naciskania na ślub (bo jak mieszkac tak w grzechu?), naciskania na rodzenie dzieci, naciskania na takie a nie inne zyciowe wybory itp. Tu nie trzeba zaraz robic wielkiej awantury ale powiedziec co swoje i nie dyskutowac z bzdurnymi argumentami (bo pewnie pada argument niechcianej ciąży i "zmarnowanego życia", no i nieśmiertelny "co ludzie powiedzą?").
      Polska to nie Iran czy Pakistan, nikt za mieszkanie z chłopakiem Cię nie ukamienuje (choc czasem i co do tego miewam wątpliwości), to kwestia Waszego wyboru i nikomu nic do tego. Nikomu kto tego zrozumiec nie chce nie musisz dodatkowo, łopatologicznie wyjaśniac. Dla mnie proste.
      pozdrawiam.

      ---
      "Trzeba żyć tu by wiedzieć, co dosłownie jest co noc
      Gdy samochody płoną, latarnie gasną,
      Los przypadkowych pieszych łapie za gardło.
      Ten świat jest pułapką, tu nawet z nieba wrócę
      Ten świat to Bałuty, stąd nie da się uciec..."
      • audrey_kathleen Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a rodzina katoli 20.07.08, 20:58
        Naciskam na to, żeby rodzina znała prawdę i tylko prawdę (że to nie
        ja, ani nie moi rodzice naciskali na to mieszkanie), więc z
        asertywnością nie mam kłopotu.
        Jestem przygotowana na niemiłe komentarze i wiem, co w takiej
        sytuacji odpowiadać, ale chcę, żeby znali prawdę.
        • wypasiona_foczka Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a rodzina katoli 23.07.08, 11:52
          Audrey, ale oni przeciez znają prawdę! Sadzisz, że wierzą w te dwa pokoje i inne cuda? Oni dobrze wiedzą co i jak ale zaprzeczają bo tak łatwiej.
          Udają, że nie wiedzą żeby usprawiedliwic się sami przed sobą (i przed tzw. "ludźmi")- niby tacy moralni a na "grzech" przyzwalają. Zawsze później mozna udac: "nic nie wiedzieliśmy, że razem mieszkają" i miec czyste ręce. Śmieszne to. Czym tu sobie głowę zawracac? powiedz normalnie, że mieszkacie razem. Chcą niech to przyjmą do wiadomosci, nie chcą - ich sprawa. A najlepiej niech powie im to ich własny syn.
          Pzdr.

          ---
          "Trzeba żyć tu by wiedzieć, co dosłownie jest co noc
          Gdy samochody płoną, latarnie gasną,
          Los przypadkowych pieszych łapie za gardło.
          Ten świat jest pułapką, tu nawet z nieba wrócę
          Ten świat to Bałuty, stąd nie da się uciec..."
    • king_rat Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a rodzina katoli 20.07.08, 21:44
      Doczytał to to do końca i nadal nie wiem o co chodzi. Mieszkanie załatwiliście,
      mieszkać razem możecie. Na czym więc polega problem?
      • audrey_kathleen Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a rodzina katoli 20.07.08, 22:08
        Juz na niczym :)
        Rozmawiałam z teściową i ostatecznie powie (z bólem) rodzinie
        prawdę, że decyzję podjęliśmy my młodzi, a oni ją popierają ze
        względów praktycznych :)
        Stanęło na moim :)
        • martynique1982 Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a rodzina katoli 22.07.08, 14:00
          Dziewczyno,nieważne co Twoja Tesiowa powie.I tak kazdy będzie myślał
          jak chce.Daj sobie spokój z prawdą,bo i tak nie wygrasz.Rób
          swoje,bądź tego pewna,bo to dopiero Twoja pierwsza potyczka z
          rodzicami Twojego chłopaka.Wasza prawda jest najwazniejsza,i tak
          generalnie to tylko Wy ją znacie.To Wy tworzycie swój związek.I jak
          wspieracie siebie nawzajem,to reszta może Wam zagrać na nosie.Naucz
          się tego,bo potem może być Ci ciężko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka