bestero
02.03.09, 14:40
Od kilku miesięcy mam romans z mężatką i matką. Sam jestem rozwiedzionym dawno
temu singlem. Nigdy nie poznałem tak odpowiadającej mi kobiety, choć kilka ich
było. Jestem może trochę pochrzaniony i nie lubię gdy ktoś mi zawraca na co
dzień głowę toteż odpowiadał mi "wyrywkowy" charakter związku. Kobieta
twierdzi, że mnie kocha, jest jej cudowanie itp. I nie mam podstaw, aby jej
nie wierzyć.
Niestety jakiś czas temu pojawiło się pewne ale. Otóż ona wyznała mi w ataku
szczerości, że przede mną miała romans z naszym wspólnym kolegą z pracy.
Trochę to obiło moje ego, myślałem, że jestem bardziej wyjątkowy, ale w sumie
jakie to ma znaczenie.
Jeszcze gdy o wspomnianym fakcie nie wiedziałem, ona twierdziła że to jej
bliski przyjaciel, często rozmawiają i są czasem z nim problemy, że ją ocenia,
sprawia przykrości. Nie wpadłem na to, że byli kochankami i poradziłem jej że
to nie jest przyjaźń i żeby to skończyła.
Po wspomnianym wyznaniu zrozumiałem więcej i wytłumaczyłem jej że to nie jest
przyjaźń tylko facet dalej myśli, że coś między nimi jest i dalej na coś
liczy. Powiedziałem jej, że jeśli chce się ze mną widywać to ma to zakończyć
definitywnie w trybie pilnym.
Kilkukrotnie twierdziła, że już po wszystkim ale chyba mam jakiegoś cholernego
pecha bo cały czas łapię ją na rozmowach z nim :-). Dziewczyna się kaja, ale
dziś to już było zbyt wiele, spotkałem ją w korytarzu, twierdziła że musi
gdzieś zadzwonić, wcześniej widziałem w okolicy jego toteż po dłuższej chwili
wkroczyłem do pewnego ustronnego miejsca gdzie zastałem ich rozmawiających.
Mam dość oszukiwania mnie i swojej podejrzliwości. Wiem, że dalej jest na moje
skinienie, ale nie mam ochoty na przedmiotowe jej traktowanie bez cienia
zaufania. Może mi doradzicie coś może nie, chętnie coś uzupełnię jeśli jest
niejasne. Po prostu chce mi się wyć ze smutku i nie mam się w tej chwili komu
wyżalić. Dzięki tym, którzy doczytali do końca.