kroplakro
01.12.09, 22:27
Bardzo proszę o ocenę poniższego tekstu.
Już kolejny raz dodaję tu fragment tej samej opowieści (Honza i Honza -
nuuuda:)). Ale chyba się uparłam i chcę ją spisać.
Z góry dziękuję za każdą opinię.
To Witek pierwszy zauważył, że zbliża się do ich stołu. Kasztanowe włosy
swobodnie opadały na jej odsłonięte ramiona, tuszując zbyt wystające kości
obojczyków. Jedyną ozdobą sukienki był błyszczący, czarny pas, dzięki któremu
biodra mocniej niż zazwyczaj odcinały się od talii. W porównaniu do Klary,
jaką znał, ta wyglądała bardziej... krągło. Brak okularów sprawiał, że rysy
jej twarzy nagle złagodniały. No, całkiem nieźle, pomyślał. Szła powoli.
Uważnie się wszystkim przyglądała, szukając pośród gości znajomych twarzy.
- Ale lala tu idzie... Sam zerknij - odezwał się w końcu. - Tam z lewej.
Honza odwrócił się i przez chwilę przeczesywał wzrokiem okolice baru.
Znajomych Ivety przybywało, w knajpie robiło się coraz tłoczniej. Naraz
wyrzucił z siebie krótkie „aha” i przełknął ślinę.
Poruszała się z gracją, o jakiej pewnie pisano by, że przypomina kołysanie się
trzciny na wietrze. Przy każdym kroku materiał krótkiej czerwonej sukienki
podkreślał jej uda. Załamywał się między nimi, gdy przystawała na chwilę, by z
kimś się przywitać, opinał biodra, kiedy szła.
- Kto to jest? - Poczuł, że tembr jego głosu stał się nienaturalnie wysoki.
- Klara przecież! Też jej na początku nie poznałem.
- Klara...
Patrzył na gęste włosy ślizgające się po satynie eleganckiego półgolfu.
Bardziej złote niż pióro żarptaka. Patrzył na profil jej twarzy – wysokie
czoło, lekko zadarty nos. Odwróć się, odwróć, chcę zobaczyć twoje oczy i usta!
Ktoś odgarnął z jej policzka jasny kosmyk i odsunął barowe krzesło. Sam
odszedł, chyba po to, by coś zamówić. Usiadła.
- Przepraszam za spóźnienie. - Klara stała przy ich stole i uśmiechała się.
Odpowiedział coś, nawet na nią nie patrząc. Wzrok cały czas wbijał w odległy w
punkt po jej lewej stronie. Zajęła miejsce obok i mimowolnie spojrzała tam,
gdzie on. Naraz poczuła, że robi się jej gorąco. Honza nie patrzył w
przestrzeń. Przy barze siedziała jakaś dziewczyna. Klara odchrząknęła i
powiedziała coś do Janki. Nic ważnego, byle tylko wypełnić ciszę, która nagle
zaczęła rozsadzać jej głowę. A potem zaklęła w myślach. Czy zawsze musi być
tą, którą ma się gdzieś?
Znowu się dla kogoś przebrała. Ten obleśny, błyszczący pasek wygląda przecież
jak z odpustu, kupiła go tylko dlatego, że w sklepie tak go zachwalano.
Podkreśli pani biodra, podkreśli pani talię... Otworzyła torebkę i wyciągnęła
z niej okulary. Bez nich nie widziała, komu dokładnie przypatruje się Honza.
Przetarła chusteczką szkła. Już. A więc, kto to taki? Kolejny raz poczuła, że
do jej twarzy zbliża się niewidzialna pochodnia. Gorąco. Błagam, niech tam nie
siedzi akurat ona...
Patrzył, jak z torebki wyjmuje paczkę papierosów, jak jeden z nich wkłada w
cygarniczkę, zaciąga się. Czerwone wargi okalają szkło. Rozchylają się, we
włosy wplątuje się dym, złoty dym. Sięgnął po swój kufel i upił kilka łyków.
Janka i Klara rozmawiały o czymś, potem któraś zapytała, dlaczego się tak
zawiesił. Rzucił im nieskładną odpowiedź. Złoty dym przyciąga wzrok. Czerwone
usta wciąż się rozchylają. Rytmicznie? Dlaczego ta dziewczyna to robi?
Zauważyła go – oto powód. A więc bawi się, czy daje sygnał? Kolejny raz coś
mruknął, tym razem odpowiadając na pytanie Witka. O co mu chodziło? O
Bertranda? Czy oni się dziś na niego uparli?
Naraz poczuł, że spojrzenie dziewczyny w czerwonej sukience pali go. Tak jakby
patrzyła z dwóch różnych części sali. Odruchowo odwrócił głowę w prawo. Od
razu spuścił wzrok, kiedy zauważył, że o jeden z drewnianych filarów opiera
się Iveta. I przygląda się mu uważnie, i tajemniczo się uśmiecha.