meimei
28.04.10, 19:00
Tak sobie dziś rozmyślam na ten temat i dochodzę do wniosku, że wielokrotnie
przestawałam coś pisać, bo wydawało mi się, że przecież moje pomysły nie mogą
być dobre, że styl nie taki, że nie jest to coś, co można by nazwać dobrą
literaturą. Potem żałowałam i zaczynałam od nowa. I tak w kółko.
Wczoraj dostałam od znajomego książkę. Nie podoba mi się zupełnie. A on
walczy, wierzy w siebie, reklamuje ją jak się da i gdzie się da. Nie pyta, czy
się podoba, po prostu mówi: poleć ją wszystkim, których znasz.
I właśnie. Może to, co ja piszę jest beznadziejne? A może komuś się spodoba?
Gdybym miała trochę inny charakter zupełnie bym się nie przejmowała, tylko
robiła to, co kocham. Tymczasem znów zmierzyłam się sama ze sobą. A przecież
to dopiero początek, to potem trzeba się przełamać i wysłać tekst do
znajomych, potem do wydawców. Ja na razie upycham wszystko po wirtualnych
szufladach. Najnormalniej w świecie wstydzę się pokazać moją pisaninę, wstydzę
się nawet powiedzieć, że piszę cokolwiek, a mój laptop to moje drugie życie. I
nie chodzi o to, że boję się krytyki jako takiej. Zupełnie nie, nawet tutaj
kiedyś wkleiłam wprawkę i cieszyłam się, że ktoś bardziej doświadczony chce mi
pomóc pisać lepiej. Ale boję się tej przykrej krytyki, tej miażdżącej, nie
zostawiającej na człowieku suchej nitki. Boję się śmieszności. Wiem, głupie i
słabe, ale tak właśnie jest - boję się, że ktoś uzna, że jestem nienormalna,
skoro wydaje mi się, że moje teksty są cokolwiek warte.
I tak się zastanawiam, czy przez ten strach nie tracę czegoś bardzo cennego.
Przecież pisać uwielbiam, nic innego nie sprawia mi tyle przyjemności. A
jednak ciągle przekonuję samą siebie, że nie powinnam. Taka forma samoobrony.
Macie tak czasem? Jak sobie z tym radzić?