ydorius
21.02.02, 03:50
Chciałbym zamieścić. Może się komuś spodoba.
________________________________
Butelka Kleina
Wiesz mamo, boli mnie głowa. Gdzie cię boli? O tu. Nie wiem, co mogę z
tym zrobić. A próbowałaś brać jakieś środki… Mamo, nie jestem dzieckiem. Po
prostu nic mi nie pomaga. Przykro mi córeczko. No, wiem przecież, a co u
Ciebie? Wiesz, nic szczególnego. Od kiedy ojciec się wyprowadził do tej… Mamo!
No dobrze, przecież nie muszę jej lubić, prawda..? Dobrze, już nie będę. W
każdym razie zimno jakoś się zrobiło, wiesz? Czy dlatego, że jak są dwie
osoby, to robi się od razu ciaśniej, a jak ciasno, to i ciepło. Dużo rzeczy
nagle powychodziło na wierzch, wiesz jak to jest. Wiem. No właśnie. Nigdy ich
nie było, bo przykryte jakimiś innymi sprawami, a teraz stoją w swojej
prostocie, wyzierają z każdego kąta. Mamo, jak ty ładnie mówisz. Ładnie, ale o
rzeczach nieładnych; czytałam ostatnio książkę o tym, że język, jak każde
narzędzie musi być przede wszystkim użyteczny, kto nie potrafi posługiwać się
językiem, ten jest w jakimś stopniu kaleką, zresztą wiesz, że zawsze byłam
purystką. Wiem, mnie też do tego zmuszałaś! Nie zmuszałam, tylko ustawiałam na
właściwe tory. W każdym razie postanowiłam… Rany boskie, dlaczego płaczesz,
stało się coś. Nie, przypomniałam sobie jak byłam dzieckiem i wszyscy jeszcze
byliśmy razem i w kuchni jak żeśmy siadały we dwie i ojciec do nas przychodził
i… to było takie prawdziwe, mamo. Ale nie płacz już, nie ma po co płakać, to
nie wróci, bo wrócić nie może, jesteśmy dziś zupełnie inni, nie można żądać,
by fantastyka stała się rzeczywistością. Czasem szkoda, mamo. Tak, czasem
szkoda…
Odsunął się od szyby.
– Od dawna tak? – zapytał.
– Od dwóch miesięcy i czterech dni. To się stało nagle – odparł ponuro
sanitariusz
– Rozwód rodziców?
– Pięć lat temu. Trochę późno jak na reakcję, prawda? – sanitariusz uśmiechnął
się ponuro.
– Rzeczywiście. Słyszałem, ze mówicie na nią…
– Butelka Kleina – uśmiech stał się szerszy.
– Dlaczego?
– No wie Pan doktor, to taka konstrukcja, która ma tylko jedną płaszczyznę.
Jak się coś wleje do środka, to to i tak wypłynie na zewnętrzną ściankę... I u
niej jest tak samo. Cokolwiek, kiedykolwiek miała w środku, wypływa z niej na
zewnątrz.
– Rozpoznaje kogoś?
– Nikogo. Nawet matki. Była tu kilka razy, próbowała nawiązać kontakt, ale na
próżno. Ale najbardziej niesamowite jest to, że wszystko, co z siebie wyrzuca
miało miejsce naprawdę. Matka Butelki była przerażona. Dziewczyna powtarza
wszystko słowo w słowo, cokolwiek usłyszała. Założę się, że nawet nie zdawała
sobie sprawy z tego, że to wszystko pamięta…
Lekarz znów przysunął się do szyby i patrzył na dziewczynę chodzącą po pokoju,
gwałtownie gestykulującą. Wyglądała… wyglądała normalnie… Przerażająco
normalnie. Westchnął i poszedł w kierunku pokoju pielęgniarek. „Butelka
Kleina” – myślał – „kto to wymyślił?”
… Bierzemy więc…, tak słucham. Panie profesorze, ale przecież sam Pan przyzna,
że to jest absurd, jak wstęga może mieć tylko jedną stronę. Proszę się nad tym
zastanowić… Zastanawiałem się nad tym. Co więcej, są jeszcze dziwniejsze
rzeczy. Słyszała Pani o…
pozdrawiam,
.y.