swiety_mikolaj
30.03.04, 00:28
- Nie, nie, nie. Nie tym razem. – krzyknął Bóg poirytowany.
Właśnie wrócił z wakacji, z sanatorium dla bogów innej części wszechświata.
Przed wyjazdem polecił aniołom aby w razie jakichkolwiek trudności
momentalnie się z nim skontaktowali. Notesu z numerami pilnował Gabryś. Nie
była to zbyt roztropna decyzja Boga, zresztą nie pierwsza. Archanioł miał
dziwną, niezbyt pasującą do jego statusu w niebiańskiej hierarchii skłonność,
a mianowicie: był zapalonym amatorem gier hazardowych i alkoholu. Notes
stracił najprawdopodobniej podczas jednej z pamiętnych wypraw do piekiełka –
pubu na granicy nieba i piekła. Jaskółki ćwierkały, że przegrał notes z samym
Lucyferem, jednak nikt, nawet sam Gabryś nie mógł tego potwierdzić, po
prostu, nie pamiętał. Bądź co bądź notes zaginął i nikt nie mógł go odnaleźć.
Mały urlopik, zaledwie dwa tysiące lat, bardzo przydał się Bogu, wrócił
rześki i szczęśliwy. Podróż była długa. Przybywszy do nieba Bóg udał się do
łazienki i szybko wykąpał się pod prysznicem. Nałożył swoją różową pidżamę,
ulubione kapcie „tygryski”, które zakupił podczas urlopu i udał się do
kuchni. Bóg nigdy nie akceptował starej, dobrej zasady mówiącej o dzieleniu
się kolacją z wrogiem. Może to właśnie dlatego Lucyfer był zawsze taki
chudy ? nie ważne. W drodze do sypialni spotkał Gabriela. Biedak szwendał się
po nocach z nudów. Za bardzo przyzwyczaił się do trybu życia, który prowadził
wcześniej, a który obrzydł mu zaraz po tym jak inne anioły, za karę
oczywiście, uczyniły go uczylonym na alkohol. Bóg kazał mu, aby obudził go
wcześnie rano, chciał bowiem sprawdzić jak rozwija się stworzony przez niego
świat, jednak nie wiedział jeszcze, biedaczek, co go czeka i chyba
dobrze….dla wszystkich mieszkańców nieba oczywiście.
Kiedy Bóg zasnął w całym niebie zapanowała bardzo nerwowa atmosfera.
Większość aniołów zaczęła się powoli pakować i oddalać z nieba w bliżej
nieokreślonym kierunku, samotnie bądź grupami. Cała reszta, mowa tu o
aniołach, które nie miały jeszcze okazji zetknąć się z gniewem Boga,
zastanawiała się jakby tu uratować swoje ciepłe posadki. Jednak najbardziej
ze wszystkich przerażony był Gabryś. Na nim to miała przecież rozbić się
pierwsza fala gniewu Boga.
Czas pobudki zbliżał się wielkimi krokami. Atmosfera robiła się coraz
bardziej nieprzyjemna. Niepokoje pogłębił na dodatek fakt, iż nikt od kilku
godzin nie widział nigdzie Gabriela. Żaden jednak anioł nie zgłosił się, aby
go zastąpić, zarządzono, więc wielkie poszukiwania. W końcu udało się,
znaleziono go w jednej z toalet, leżał, namiętnie przytulony do pustej
butelki. Brak etykiety wcale nie umożliwiał jednoznacznego stwierdzenia
zawartości, zapach, który unosił się w obskurnym kibelku mówił sam za siebie.
Żaden z aniołów nie był w stanie rozwiać mgły tajemnicy owiewającej ubikację
i osobę Gabriela. Wszystkim cisnęło się na usta pytanie: „jak on to zrobił?”.
Najwidoczniej była to jedna z tych rzeczy, która jeszcze nawet nie śniła się
filozofom.
Wraz ze znalezieniem Gabrysia pojawił się kolejny problem. A mianowicie: kogo
wybrać aby go zastąpił?. Anioły postanowiły głosować demokratycznie.
Przygotowano urny i karty glosowania, wszystko okazało się zbędne gdy na
dźwięk budzika, niczym feniks z popiołów, obudził się Gabriel. Był to kolejny
już dzisiaj cud, kolejna rzecz, która nie śniła się jeszcze filozofom,
ponieważ lekarza stwierdził u Gabrysia brak wątroby. Podbudowany przez
kolegów, ze śladowymi ilościami alkoholu w krwioobiegu, wielkim kacem
moralnym i nie tylko oraz z całkowitym brakiem wątroby udał się nasz upadły
anioł do bożej sypialni w wiadomym celu:
- ależ panie…. zlituj się. Na pewno da się to jeszcze naprawić.
- Nie! i nie zmienię zdania za nic. Za dużo razy dawałem im już szansę.
Wysłałem im Budę, syna mojego – Jezusa, Mahometa, tylu ich już było, że nie
jestem w stanie spamiętać. A oni nic, jak trwali w ciemnocie tak trwają…