vishnu
24.05.04, 19:54
Dziewne jest, że w kraju, w którym taką popularnością cieszą się obydwa tomy
przygód Bridget Jones, kobiety wolnej w sensie statusu społecznego,
majątkowego, seksualnego, Erica Jong jest autorką tak mało znaną. Wszystkie
te pisarki, które odważyży się pisać w sposób szczery i otwarty o seksie,
które dały kobieto prawo do orgazmu, do latania - jak chociażby Manuela
Gretkowska - są córkami Erici, są córkami "Strachu przed lataniem". Zrywając
z siebie łańcuchy patriarchalnego społeczeństwa, Isadora Wing, bohaterka (i
jednocześnie literackie alter ego autorki) nie umiera, jak Emma Bovary,
rażona syfilisem, ani nie rzuca się pod pociąg jak Anna Karenina. Jest wolna.
I tą wolność Jong ofiarowuje swoim czytelniczkom. I ta wolność jest jest
bardzo potrzebna. Dopóki kobiety odczuwają strach przed wzniesieniem się w
przestworza, dopóty są niewolnicami. Polecam tę powieść z całego serca.