Dodaj do ulubionych

Powieść - czy ma jeszcze sens?

28.05.04, 01:28
Witam wszystkich, którzy to czytają i wogóle czytają! Mam pytanie właśnie do
was: czy nie macie wrażenia, że powieść - jako forma, w swej klasycznej
postaci jest już na wyczerpaniu? Że tak właściwie wszystko już było? A
kolejne książki są już tylko powtarzaniem tego, co właściwie już zostało
powiedziane? Na dodatek w ten sam sposób? Wiem, że to zdecydowane
uogólnienie, ale chcę poznać wasze zdanie na ten temat. Chcę zaznaczyć, że są
to pytania które, gdzieś tam plątały mi się po głowie od pewnego czasu, ale
tak właściwie to do zadania ich sprowokowała mnie pewna książka, która
całkowicie przewróciła mój stosunek do literatury... ale o niej może później
jeżeli zainteresujecie się tym wątkiem.
Obserwuj wątek
    • dr.krisk Też się zastanawiam... 28.05.04, 11:40
      Zauważyłęm, że od dłuższego czasu czytam wyłącznie eseje, wspomnienia, ogólnie -
      książki będące rodzajem osobistej rozmowy autora z czytelnikiem, natomiast
      jakoś unikam klasycznych powieści. Może wynika to z tego, że nie interesuje nas
      literackie opisanie życia innych ludzi? Mamy tego do woli w gazetach, TV itp.
      Siedząc na kanapie z garścią czipsów w paszczy możemy obserwować wojny,
      królewskie zaręczyny, życie prawdziwe oraz życie udawane.
      Dlatego też coraz bardziej zależy nam na refleksji a nie na prostym świata
      przedstawieniu!
      Tak myślę ja, KrisK, w piątek o 11.42.
      KrisK
      • narysuj.mi.baranka Czytam teraz 'Swedno sprawy' Greene'a. Wybacz... 28.05.04, 14:01
        ... ale gazetki nie opisuja tak ludzi.
      • hania55 Re: Też się zastanawiam... 30.05.04, 18:35
        Ha, ja często sięgam po powieści - lepsze i gorsze, może dlatego, że unikam
        oglądania Wiadomości i telewizji w ogóle. Lubię eseje, wspomnienia, ale bez
        powieści od czasu do czasu czegoś mi brakuje.
    • agrafek Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 28.05.04, 12:35
      Zależy, czego oczekujesz. Dla wszystkich tych, którzy ciągle jeszcze po
      powieści sięgają najwyraźniej mają one jakiś sens:). Ja, na przykład,
      zwyczajnie lubię opowieści i cieszę się gdy ktoś mi jakąś ofiarowuje.
      pozdrawiam.
      • Gość: P.S.J. Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.itpp.pl 28.05.04, 12:38
        Przekazywanie historii to, wg. niektórych, wyznacznik człowieczenstwa (w
        odróżnieniu od zwierząt). :)

        A ja lubie powieści, zwłaszcza te osadzone jednak w realiach (chociażby
        historycznych) - są znakomitym uzupełnieniem do faktów historycznych, o ile
        autor nie zmysla zbytnio i trzyma się faktów :)
    • broch Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 28.05.04, 13:09
      wyczerpanie powiesci, powiesc wyczerpania. Bylo juz, bylo (calkiem przyzwoite
      efekty). Na stan kultury dzisiaj nakladaja sie dwa zjawiska: zwolnienie rozwoju
      kultury generalnie (nie dotyczy przeciez wylacznie literatury) i kompletna
      (prawie) nowosc zmiana mediow. Kiedys byli bardowie ktorych "wykonczyl"
      Gutenberg (stad "prawie" powyzej), dzisiaj powiesc jest "wykanczana" przez kino
      i telewizje z domieszka lenistwa odbiorcow (prowadzacego z reszta do rosnacej
      ignorancji). To zas jest nowoscia, bo Gutenberg rozszerzyl mozliwosci dostepu do
      slowa i zmusil odbiorce do wysilku. Kino i telewizja generalnie rozleniwiaja.
      • clevera Rozleniwiają, 28.05.04, 14:17
        to prawda, ale to ta ujemna strona medalu. Pojawienie sie takich mediów jak TV,
        radio i internet , daje pisarzowi możliwości snucia fabuły w powieści o jakiej
        nie marzyli ci sprzed 100 lat. Przykładem takiej powieści dla dorosłych
        jest "Samotność w sieci" J. L. Wiśniewskiego i wiele innych , które
        wykorzystują element internetu, sprawijąc, że powieść nadal jest atrakcyjna.
        • broch Re: Rozleniwiają, 28.05.04, 14:30
          ale coraz wiecej osob zamienia sie w "couch potato". Ludzie przestaja czytac.
          Sam fakt zmiany mediow nie jest niczym zlym oczywiscie, ale chyba ludzie do TV
          nie dorosli. Powiesc Verne'a bylaby niemozliwa do napisania w XVw. Niezaleznie
          jak bardzo powiesc jest "SF" wykorzystuje wylacznie elementy rzeczywistosci.
          Pisarz z XII wieku nie moglby wydac ksiazki o lotach na ksiezyc bo zostalby
          uznany za heretyka i spalony na stosie, a poza tym ksiezyc byl tylko zawieszony
          na niebie aby oswietlac w nocy droge spoznionym podroznym.
          W zwiazku z czym powiesc Wisniewskiego (ktorej nie znam) zmienila tylko
          scenografie, ale nie jest to element ktory decyduje o jej wartosci. Fabula moze
          byc ulokowana w zamierzchlych czasach i powiesc w dalszym ciagu moze byc wybitna
    • a.adas Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 28.05.04, 15:15
      Wiesz co, po przeczytaniu "Jeśli zimową porą podróżny" Calvino prowokacyjnie
      napisałem coś podobnego. I Szanowny Broch bardzo celnie odpowiedział - poszukaj
      tego wątku, zaczynał się od słów: "Labirynt powieści...".
      Proza ucieka od rzeczywistości, ale te zarzuty słyszeli już pewnie pisarze
      kilkaset lat temu. Mało jest powieści czysto realistycznych - ja z ostatnich
      kilkudziesięciu lat kojarzę Bellowa, Naipaula, Llosę i...? - i nie
      podporządkowanych wyłącznie udowodnieniu kolejnej tezy politycznej; przeważają
      zabawy formą, króluje patisz. A to, stosujac porównanie filmowe, jest jak z
      Tarantino - udaje się tylko najzdolniejszym. I czy przy całkowicie ironicznym
      podejściu do tematu nie ginie gdzieś szczerość? A czytelnik, co jak co,
      oszukiwany lubi być tylko do pewnego stopnia czy też momentu.
      • Gość: kubasa Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 00:45
        Dzis pewien zlamany karierowicz prosil o litosc pewnego dosc przerazajacego
        typa. Dzialo sie to w polskim sejmie. I to jest temat na powiesc. Gatunek sie
        nie wyczerpal, moze w formie tak, ale na pewno istnieje jeszcze przestrzen dla
        tego gatunku. I to wlasnie dla prozy realsitycznej, bo dobrej prozy
        realistycznej jak na lekarstwo...
    • braineater Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 28.05.04, 16:14
      hmm - koniec powieści..wszystko już było...? No niby tak, ale być może tylko
      koniec powieści jako pewnego typu wyrazu, bo na pewno nie koniec epickich
      narracji, które mają się jak najlepiej tyle, że przetransponowane na inne
      media.Ludzie nadal złaknieni są pięknie opowiedzianych kłamstw o życiu,
      narysowanych z rozmachem realiów, czy bohaterów z którymi łatwo się
      zidentyfikować - wystarczy sprawdzić rankingi topowych filmów, by bez trudu to
      zauważyć, wystarczy spojrzeć w serialowe rankingi oglądalności, by stwierdzić,
      że dominującym gatunkiem są telenowele, w których drugi człon nazwy nie wziął
      się przecież z nikąd, a które w swych chwytach fabularnych nie wykraczają poza
      XIX/XX wieczną powieść atrakcji, z jej nagłymi zwrotami akcji, fałszywymi
      rozpoznaniami czy romantycznymi perypetiami bohaterów. I być może tu tkwi
      przyczynek do kryzysu powieśći jako formy opowiadania - film zajmuje max. 3
      godziny, odcinek telenoweli średnio 45 minut - czas, który możemy sobie
      poświęcić na oderwanie od rzeczywistości staje się po prostu coraz krótszy i
      niewielu ludzi stać na to by poświęcić kilkadziesiąt godzin, by poznać
      chociażby najwymyślniejszą z pięknych historii. Można oczywiście nad tym
      ubolewać, ale niczego to nie zmieni. Zawsze będą ci, którzy opowieśći wolą w
      formie "Piguł" - połknąć, odlecieć na ściśle określony czas i wrócić do "życia"
      oraz ci, którym nie szkoda poświęcać większości swojego czasu na poznawanie
      dogłębne coraz to nowych światów lęgnących się w pisarskich głowach.
      Pozdrowienia:)
    • idzieniebo_ciemnanoca Powieść - czy ma jeszcze sens? 29.05.04, 00:35
      Dziękuję wszystkim za wypowiedzi. Rzeczywiście popełniłam błąd, nie sprawdziłam
      czy podobny wątek już był. A było kilka. Broch i a.adas dzięki!
      Poza tym chyba rozpozynając ten wątek sama pogubiłam się w tym o co chciałam
      zapytać. Chodzi mi nie tyle o sens istnienia powieści, ale o sens istnienia jej
      w takiej formie, jaka dziś domniuje. W malarstwie do ok I połowy XIX w królował
      realizm, w pewnym momencie przestało to wystarczać, narodził się impresjonizm,
      ekspresjonizm ... i tak do abstrakcji. Dziś już chyba nikt nie maluje tak , jak
      w XIXw. Mało tego, malarstwo wyszło poza formę narzuconą przez ramy i płótno.
      Podobnie było z muzyką, czy bardziej współcześnie z filmem. Siła wyrazu,
      przekaz przestały być zawarte jedynie w treści, ale zostały też powiązane z
      formą. A literatura? Czy w większości nie stoi nadal w XIX wieku? /Nie mam tu
      na myśli tematów, czy współczesnego języka, ale jej FORMĘ/

      Źle zaczęłam ten wątek. Powinnam raczej zapytać: Co sądzicie o liberaturze?
      www.mik.krakow.pl/liberatura/
      • Gość: adas Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 29.05.04, 02:31
        Dziewczyno, wpadasz jak burza na stateczne Książki, robisz bałagan, a potem
        żałujesz. Weź się w garść!!! albo przenieś się na Aktualności. Żartowałem.
        Chyba. Sam już nie wiem...
        Sądząc po Twoim poście, o literaturze sądzimy, znaczy sie - sądzę, inaczej niż
        Ty. Do malarstwa jeszcze wrócę. Jak pewnie się zorientowałaś moja troska o
        kondycje powieści ma zupełnie inne podstawy. Dla mnie, wręcz przeciwnie,
        współczesna proza zapomina o swych realistycznych korzeniach, zatraca się w
        eksperymentach z formą. Problem w tym, że dzisiejsza proza, choć w wielu
        wypadkach wybitna, gubi swą komunikatywność i, niech bedzie, prostotę. Zatraca
        się w litarackich zabawach "dla wybranych", w cień spychając "funkcję opisową".
        Ważne staje się nie CO, a JAK.
        Zgrabnie mogę teraz przeskoczyć do malarstwa, na którym się kompletnie zresztą
        nie znam. Z "Hebanowej wieży" Johna Fowlesa - przciętnego w sumie zbioru
        opowiadań - zapamiętałem następujacą refleksję:
        Współczesna sztuka (malarstwo) nie tworzy dla UCZUĆ, dla oczu a dla rozumu,
        ważniejsze od samego dzieła stają się idee przez nie przekazywane.
        I już nie wiem jakie z tego wyciągnać wnioski odnośnie literatury, zaplątałem
        się we własne sieci.
        Może tak - aby powstało wybitne dzieło sztuki składniki składające się na nie
        muszą być dokładnie wyważone. Rzemieślnicze umiejętnosci muszą pogodzić się z
        geniuszem, przekazywane idee z pierwotnym "tworzywem". Nie może nastapić
        zjawisko "przerostu formy nad treścią", ale tresć musi takze uzyskać
        odpowiednio ponętną formę.
        Język jest bardzo niesfornym narzędziem. Tak naprawdę nie sposób nim wyrazić w
        pełni odczuć, zachowań postaci czy też wszystkich niuansów opisywanego swiata.
        Zawsze pozostaną niedopowiedzenia i niedomówienia.
        Powieść tak jak malarstwo przeszła swoją ewolucję. Na pewno nie zatrzymała się
        w dziewietnastym wieku. Praktycznie każdy rok przynosi nowe "odkrycia" - na
        szczęście ich rzeczywistą wartość oceni czas.
        Paru pisarzy z ostatniego półwiecza, gwarantuję intrygującą formę:
        Jose Saramago
        Mario Vargas Llosa
        Stefan Themerson
        Italo Calvino
        Julio Cortazar (czytałem tylko opowiadania)
        Julian Barnes (Historia Świata w dziesięciu i pół rozdziałach - mały esej
        o "Meduzie" Théodore Gericault)
        Wiliam Faulkner
        Wiliam S. Burroughs ("Nagi lunch" ale to juz perwersja)
        Georges Perec (czytałem tylko "Rzeczy")
        • Gość: adas Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 29.05.04, 02:33
          Zapomniałem się pożegnać.
          Pozdrawiam i dobranoc
          adas
          • a.adas Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 29.05.04, 12:43
            Już sie zamykam.
            W "Historii" - jeden z rozdziałów jest poświęcony "Meduzie" - ja miałem z
            biblioteki egzemplarz z reprodukcją obrazu. Nie wiem czy w innych wydaniach też
            można ją znaleźć.
            John Fowles - "Kolekcjoner"; w książce tej można znależć (domyslić sie) kilka
            odpowiedzi na pytania z tego wątku, i literackie i malarskie.

            Szkoda, że nie wspomniałaś o malarstwie w pierwszym poście.
            Pozdrawiam
            adas

            Jednak żartowałem:)
            • idzieniebo_ciemnanoca Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 29.05.04, 13:45
              Nie zamykaj się ;)
              Chyba rzeczywiście powtórzę Fowles'a - czytałam dość dawno i jeszcze innaczej
              patrzyłam na literaturę i malarstwo. Ale pamiętam ten rozdział o "Meduzie".
              Dziękuję, że mi przypomniałeś o nim.
        • idzieniebo_ciemnanoca Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 29.05.04, 13:38
          Adas! Nie żałuję. Szukam. Mam wątpliwości, dlatego pytam i cieszę się, że są
          chętni do dyskusji.
          Rozumiem troske o współczesną prozę realistyczną. W pewnym sensie nawet ją
          podzielam. Wszystko zależy od tego, co rozumiesz przez powieść realistyczną.
          Naturalista Zola czy Joyce? Ja wybieram Joyce'a. Jego sposób pisania jest dla
          mnie bardziej realistyczny.
          Zgadzam się z tym, że forma musi być zgodna z treścią. Jestem, nawet skłonna
          przyznać, że są przypadki, gdy forma musi usąpić treści. (Ale czy wtedy nie
          jest to już publicystyka?)
          Poza tym wciąż pozostajemy w obszarze słów, ich modyfikacji i układu. Chodzi mi
          o coś jeszcze: Książki z dzisiejszą prozą składają się, w większości z: treści
          + ilustracji (nie zawsze) + papieru, na którym została wydrukowana. Przy czym
          za najważniejszą uważa się treść. Ta treść była by wciąż tą samą treścią, gdyby
          np. opublikować ją w internecie, przenieść na jedwab, drewno, kamień czy papier
          toaletowy...
          Treść nie współgra z podłożem, na którym istnieje. Autor nie przekazuje obrazu
          świata jaki widzi, ale obraz swych myśli, bez klucza do odczytania, tej drogi
          pomiędzy odbieraną przez niego rzeczywistością, a myślami, refleksjami
          wywołanymi nią.
          W malarstwie to nie możliwe, bo żeby wypowiedzieć cokolwiek w tym 'języku',
          trzeba wybrać technikę.
          Myślę, że przekaz pisarza będzie bardziej czytelny i pełny, gdy weźmie on pod
          uwagę również kształt książki, materiał z jakiego zostanie wykonana, układ
          strony, szatę graficzną itp. Np. jak by wyglądał tekst "Małego księcia" bez
          ilustracji, chociażby tej z 'przekrojem' przez węża boa?
          Dlatego dobrym rozwiązaniem wydaje mi się liberatura, która łączy wszystki te
          elementy - przynajmniej do tego dąży.
          Dziękuję za tą listę pisarzy, przyznam, że nie mam pojęcia o J. Saramago czy
          M.V.Llosa, z pozostałych kilku czytałam, kilku kojażę, a Cortazar'a i
          Faulkner'a po prostu nie lubię.
          Pzdr.
          • a.adas Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 29.05.04, 18:39
            Dyskusja staje się coraz ciekawsza, a każdy Twój post otwiera nowe furtki:)
            Zola - nawet nie próbowałem czytać
            Joyce - "Ulisses" wzbudza we mnie, irracjonalny przyznaję, lęk. A "Dublinczycy"
            zaskakują, przynajmniej mnie, tradycyjną formą.
            Sait Exupery - do "Małego księcia" mam uraz, prwadopodobnie jeszcze z
            podstawówki. Dziwne, bo ostatnio czytałem trzy "dorosłe" powieści Francuza i na
            pewno się nie zawiodłem. "Ziemia..." momentami fascynujaca.
            Z jednym się nie zgodzę - każda powieść ma jakąś formę, może pomijając
            przypadki utworów skrajnie propagandowych. Który realizm. Ha, dobre pytanie.
            Należę do ludzi zafascynowanych "Lalką" i "Faraonem" Prusa. Raz po raz
            pojawiają się wątki na temat tego pisarza - dla mnie unikalnego w polskiej
            literaturze. I właśnie "Lalka" rzutuje na moją definicję powieści realistycznej.
            Oczywiście nie sposób żądać od współczesnych pisarzy kopiowania stylu Prusa ale
            już ducha - jak najbardziej. I znowu - chodzi o to żeby forma nie przesłaniała
            treści.
            Wykorzystać współczesne osiągniecia techniki i innych gałęzi sztuki w
            literaturze? Intrygująca teza i ożywcza. Ale konserwatywny chochlik na moim
            ramieniu szepcze - czy literatura nie przemieniłaby się w krzyk? Pewnie
            uzasadniony - ba nawet potrzebny. O ile sie orientuję współczesna sztuka
            epatuje brutalnoscią czy może - naturalistycznym podejściem do odtwarzanego
            świata (to moje nieudolne określenie). To nic nowego - kto nie wierzy niech
            sobie obejrzy niedawno pokazywanego "Tytusa Andronikusa", ale brakuje nowych
            idei, a bunt, nienawiść czy (często fałszywa) prostota stają się rutynowe,
            powstaje kolejna "trendy cool" moda-:)
            Jak to sie przekłada na proponowane zmiany? Dlaczego o tym piszę? Otóż sądzę,
            że w nowym otoczeniu sam tekst mógłby stracić na ważnosci. To co powinno być
            tylko dodatkiem, uzupełnieniem może stać sie ważniejsze od tego czemu miało
            służyć, a tekst spełniałby funkcję wyłącznie rolę komunikatu. To tak jak z
            częścią prasy, w której słowa służą do podpisywania zdjęć.
            Jak te pomysły zrealizować od strony technicznej? Ja widzę dwie mozliwości:
            1 w większym zakresie wykorzystywać dzisiejsze możliwości drukarskie
            2 posłużyć się "technologią internetową"
            Wspominałem o Stefanie Themersonie - polsko angielskim pisarzu, z
            wykształcenia fizykiem. Przed wojną wraz ze zoną realizował awangardowe filmy,
            ponoć i dzis uczą sie na nich studenci. Jego groteskowe książki ilustrowała
            żona, (www.themersonarchive.com/), a w swoich powieściach używał (na
            niewielką skale) alfebetu Morse'a, czcionkę grecką, zapis nutowy czy wzory
            matematyczne.
            Co do Cortazara mam podobne uczucia - doceniam i umiejetności, i nawet pomysły,
            ale nie potrafię tej prozy przyjąć jej jako swojej. Nie porywa mnie. Moze z
            powodu swej bezbłędnosci a może sterylnej wręcz "czystości"?
            Faulknerem jestem zafascynowany.

            adas
            • braineater idzie nowe.... 29.05.04, 19:12
              Jak wykorzystać internet? - Polecam wpisanie w wyszukiwarkę "Liternet" -
              projekt krakowsko- warszawski, literatury tworzonej i odczytywanej za pomocą
              internetu - daje to wielce ciekawe efekty, pod jednym skromnym warunkiem -
              musi, jak i tradycyjna literatura nieść ze sobą jakieś treści, co w
              rzeczonym "liternecie" kompletnie się nie udało i gdy rzecz została
              przeniesiona na papier, bronią się z niej jeno teksty teoretyczne, natomiast
              fabuły & wiersze równają do poziomu publikacji we wszelakich nadambitnych
              magazynach typu "Fa-Art" i "Ha- Art", czyli, rzecz prostymi słowami ujmując są
              dramatyczną sieczką:)
              Więcej informacji na temat potencjału literatury sieciowej, uzyskasz
              wpisując "Hipertekst", "Hipertekstualnośc" - i to moim zdaniem jest jedno z
              najciekawszych narzędzi literackich dostępnych w naszych stechnicyzowanych
              czasach i jest kilka projektów wizualno - tekstowych, które naprawdę prezentują
              całkiem nowe podejście do literatury, że wymienię jedynie -
              www.grammatron.com/ - jeden z najciekawszych konglomeratów animacji i
              naprawdę dobrze przemyślanego tekstu, wykorzystujący narzędzie przeglądarki
              internetowej...przy czym zaznaczyć muszę, że pfrzebrniecie przez całośc zajmuje
              na pewno więcej niż 3 dni, bom tyle poswięcił a końca nie było widać:). Innym
              ciekawym projektem jest strona Geoffa Rymana - www.ryman-novel.com/ -
              której książkowa wersja istnieje w języku polskim jako "253" i znów ujawnia
              ubóstwo dawnych analogowych narzędzi literackich w porównaniu z mozliwościami
              internetu. Ksiązka analogowa, papierowa, jest z założenia dziełem skończonym i
              niepodlegającym zmianom, natomiast owe dwa projekty podlegają ciągłej ewolucji,
              uzależnionej także w dużym stopniu od interakcji z czytelnikiem.
              Więcej jeśli wątek się rozwinie....
              Pozdrowienia:)
              • a.adas Re: idzie nowe.... 29.05.04, 19:46
                Niestety, jak juz wspominałem, z jezykami obcymi u mnie kulawo, a nawet jeszcze
                gorzej.
                Ksiązka analogowa, papierowa, jest z założenia dziełem skończonym i
                > niepodlegającym zmianom, natomiast owe dwa projekty podlegają ciągłej
                ewolucji,
                >
                > uzależnionej także w dużym stopniu od interakcji z czytelnikiem


                To nie do końca tak. Papierowa książka nie jest dziełem skończonym (nie
                powinna przynajmniej) dla czytelnika, tylko nie sposób sklonować wyobraźni,
                przenieść na odpowiedni nośnik ;-). Przekaz mysli na ekran - to by było to!!!
                daiabelsko nudne i perwersyjne.
                Nawet jeśli książkę uznać za twór skończyny to dobrze czy źle? O odbiorze
                dzieła w znacznym stopniu decyduje autonomicznosć autora. Płynna proza,
                przynajmniej pisarze nie będą musieli poprawiać kolejnych wydań...
                Ja jeżeli chodzi o internet myślę trochę inaczej - nie ma służyć do modyfikacji
                czy rozszerzania tekstu, co najwyżej ciągłej zmiany ilustracji czy też
                interpretacji (graficznej, filmowej, muzycznej itd.)? Może wtedy wiele książek
                uniknie miana "nie nadążających" z duchem czasu?

                adas
                • braineater Re: idzie nowe.... 29.05.04, 21:28
                  To dla ułatwienia hipertekst po polsku, do zapoznania się z załozeniami -
                  www.techsty.art.pl/hipertekst.htm
                  A mówiąc o ksiązce skończonej mówię po prostu o dziele, gdzie autor postawił
                  kropeczkę ostatnią i nie ma zamiaru nic dodawać - i to np byłby przykład
                  wspominanego przez was "Ulissesa", gdzie Joyce, jak sam mówił, chciał tekst
                  zakończyć najbardziej afirmatywnym słowem świata, czyli "tak." i takoż go
                  zakończył.
                  Oczywiście i w analogowych tekstach pojawiały się koncepcje "dzieła otwartego"
                  poddawanego permanentnym zmianą, niezachowującego jednorodności i spójności,
                  chciażby, "Gra w klasy" czy "Życie - Instrukcja obsługi" Pereca, która to
                  ksiązka, nie dość, że w samym obszarze tekstu poddaje się wielu sposobom
                  czytania, uzależnionymi od apriorycznej decyzji czytelnika -
                  zaznaczam "czytania", nie "odczytwywania", to jeszcze wchodzi w bezpośrednie
                  korelacje z innymi książkami tego autora.
                  I nie jest zdecydowanie moim zamiarem oceniać czy lepszy tekst "skończony"
                  czy "Dzieło otwarte", bowiem w obu typach mam ksiązki swoje ulubione, tylko
                  pokazanie, że koniec powieści nie jest wcale taki bliski, jeno może nastąpić
                  przewrót w kwesti tzw. "kompetencji" czytelniczej, bowiem nie wystarczy tylko
                  odrobinka czasu i relaksujące miejsce ale trzeba będzie podejmować szereg
                  decyzji dziś leżących jeszcze w gesti autora. W ramach cwiczeń spróbuj sobie
                  wyobrazić interaktywną "Panią Bowary", z tobą w roli narratora i bohatera
                  pierwszoplanowego, na bieżąco tworzącego swoją opowieść pozostającą w ścisłej
                  relacji z skończonym tekstem dzieła Flauberta (ćwiczenie zresztą zerżnięte
                  perfidnie z jednego z opowiadań Woody'ego Allena:)
                  Pozdrowienia:)
                  • a.adas Re: idzie nowe.... 30.05.04, 02:24
                    Przejrzałem wprowadzenie i chyba wolę się zatrzymać w spokojnych latach
                    sześćdziesiątych. Choć perspektywa dowolnego komponowania utworów intrygująca.
                    Nurtuje mnie wątpliwośc, w jakim stopniu termin "hipertekst" jest sztuczną
                    nazwą sztucznie wykreowanego tworu. No cóż, jestem tradycjonalistą
                    reformowalnym w nieznacznym stopniu.
                    Wśród protoplastów umieściłbym kilku pisarzy latynoamerykańskich: Carlosa
                    Fuentesa ("Kraina najczystszego powietrza"), Bastosa ("Syn człowieczy", "Ja,
                    Najwyższy"), moze nawet Asturiasa ("Niejaka mulatka").
                    No i Argentyna. Borges, Cortazar i Bioy Casares, choć ten ostatni z
                    zastrzeżweniami - jego utwory są w sumie linearne. Zressztą Argebtyńczycy mają
                    dziwna obsesję na punkcie czasu i przestrzeni.
                    P{rzeglądając notatkę o Cooverze przypomniała mi się "Nagroda" Montalbana.
              • broch Re: idzie nowe.... 30.05.04, 07:10
                nie takie nowe. Happening to polowa lat 60-tych. Choc trzeba przyznac ze
                generalnie Performance art historycznie siega Dadaistow i Bauhaus. To bylyby
                lata 20-te. Sam hypertext moze teraz jest bardziej popularny, ale markup
                language (SGML) wywodzi sie z konca lat 60-tych (standard HTML opublikowany na
                poczatku90-tych). Standard XML to koniec lat 90-tych. Markup language moze
                dzisiaj jest bardziej widoczny bo wiecej osob ma i uzywa komputerow i jest
                zdecydowanie jatwiej tworzyc hypertext (na poczatku lat 90-tych musialem kupic
                Turbo Pascala do pisania hypertext, dzisiaj mozna uzyc nawet Worda lub
                FrontPage). Nowe media sa natychmiast wykorzystywane przez artystow. Pojawienie
                sie CD spowodowalo powstanie ksiazej do jednorazowego czytania (CD ulegalo
                zniszczeniu w trakcie czytania).
                Tego typu zmiany formalne w literaturze z reguly maskuja brak talentu. Z
                papierem ciagle jeszcze mozna wiele zrobic. Najlepszym przykladem jest proza
                Danielewskiego (House of leaves), oczywiscie Sukenick, Sorrentino, wymieniany
                Cortazar i wielu innych. Rzut oka na historie eksperymentow formalnych w
                literaturze sugeruje ze forma zawsze byla wazna (bez Sterne'a nie moze sie
                obejsc). Podobnie jednak jak ma sie to z klasycznym wykorzystaniem slowa
                wszystko zalezy od talentu.
                Jesli idzie o lepsza kondycje malarstwa, to jeszcze musze odkryc godnych
                nastepcow Schiele, Noldego, Braque'a czy Fauve lub Kandinsky'ego.
                Film? Wlasnie na ekranach kin pojawila sie "Troja" a kazdemu milosnikom "Kill
                Bill" przypominam o "Pulp Fiction" czy "Reservoir Dogs" aby tylko zostac przy
                tym samym nazwisku rezysera. Przy tych dwoch tytulach "Bill" wyglada slabiutko,
                a popularnosc ostatniej produkcji Tarantino mozna tylko tlumaczyc spadkiem
                wymagan publicznosci.
                • braineater Re: idzie nowe.... 30.05.04, 16:33
                  Dobrze - to wróćmy do pisania tradycyjnego, analogowego, linearnego, czyli jak
                  zwał tak zwał, do książek których grzbiety gromadzą kurz naszych regałów. I
                  tutaj pytanie, samo w sobie może i bardzo błache ale dla mnie dośc istotne.
                  Prosiłbym szanownych państwa o odnalezienie w pamięci jakiś pisarzy przełomu
                  wieków - uściślając: lata 1989-2004, których proza zmusiła was do cichego
                  westchnienia "tak! ten to wymyślił, czegoś takiego jeszcze nie widziałem/nie
                  widziałam." i skrupulatne sprawdzenie własnej erudycji czy aby na pewno autor
                  ów stworzył jakieś novum, czy też udatnie połączył znane schematy z oryginalnym
                  (czyt. z rzadka publicznie ujawnianymi) przemysleniami. Bo ja przyznaję dośc
                  długo szukałem i w sumie mógłbym jedynie wymienić pana od "Snu nr 9"
                  i "Widmopisu" czyli, jeśli pamięć mnie nie myli Davida Mitchella. I to by było
                  na tyle, reszta współczesnych pisarzy czy to wiedziona marą
                  postmodernistycznych modyfikacji, czy też prościej - niezdolna do wysilenia
                  własnej wyobraźni by stworzyć coś naprawdę oryginalnego, drepcze w kółko po
                  wciąż tych samych grządkach. I tyczy to zarówno tych uznanych świecznikowych
                  twórców - vide Eco, Fuentes, Llosa, którzy odkrywszy jeden, mocno komercyjny,
                  patent na ambitną literaturę, tłuką wszystko wedle jednego wzorca (mówię tu
                  tylko oczywiście o powieściach wyżej wymienionych, zupełnie nie czepiając się
                  ich eseistyki czy innych marginaliów) jak i pisarzy debiutujących, po których
                  zwykły czytelnik mógłby spodziewać się jakiejś świeżości czy nowatorskich
                  rozwiązań formalnych. I tu powstaje pytanie czy wina to biednych autorów, czy
                  nas czytelników, którym po prostu wystarczają odgrzewane dania, popijane wciąz
                  tym samym kompotem z rozgotowanych śliwek. Patrzę sobie na tych debiutantów i
                  nie mogę zrozumieć jednego: czy dzisiejszy świat jest nieopisywalny, czy brak
                  im talentu czy weny do opisania tego co wokół, czy też patrząc na dorobek
                  uznanych poprzedników postanawiają wejśc w ten ogród krzyżujących się ścieżek,
                  ale bynajmnie nie z zamiarem wydeptania ścieżki nowej, jeno cierpliwego
                  tropienia sladów poprzedników i tworzenia gloss i przypisów do dokonań wieków
                  poprzednich. Mogło by to niebezpiecznie cofnąć literaturę w stronę
                  średniowiecza, gdzie by zostać uznanym pisarzem należało komentować, komentować
                  i raz jeszcze komentować a nie występować z nowymi ideami, gdyż groziło to
                  niezrozumieniem i potępieniem, vide biedny miś Rabelais...
                  Także, podsumowując, nadal czekam na autora, który mnie olśni świeżością a nie
                  po raz kolejny zmusi do cytowania Koheleta...
                  Pozdrowienia:)
                  • a.adas Re: idzie nowe.... 30.05.04, 17:01
                    Tu masz rację, tylko ze o tym właśnie miedzy innymi jest ten wątek.
                    Nie jest to tak, że do powszechnego obieku jakiejś myśli, formy literackiej
                    jest potrzebny spektakularny sukces? I tutaj pytanie do wydawców - naprawdę nie
                    ma nowatorów klasycznego formatu ksiażki (nie twórców pastiszu) czy ich po
                    prostu strach wydawać?
                    Postmodernizm (całkowicie poważnie pewna studentka tłumaczyła memu bratu, że to
                    juz przestarzałe określenie, teraz jest neo post....). Moze sie trzeba pogodzić
                    z faktem, ze to takie pokolenie zdolne jest co najwyżej do spektakularnego
                    wywracania schematów - i tak przynajmniej piszą, a nie tylko czytają jak
                    piszący te słowa.
                    O ile zrozumiałem, hipertekst postuluje budowę ciągle rozbudowujących się
                    układów, postuluje brak ograniczeń, ale równocześnie występowanie
                    współzależnosci w tym układzie. Nie można więc tworzyć czegokolwiek w
                    całkowitym oderwaniu od, no właśnie czego, rzeczywistości? innyh książek?,
                    starych teorii?
                    Ja czasem myslę, ze Eco poważnie potraktował tylko pierwszą swą powieść.
                    Pozostałe są już postmodernistycznym pastiszem, wykwintnymi objawami choroby
                    dzisiejszej literatury.
                    Fuentes i Llosa, przyznaję, jak na mój gust piszą zbyt dużo i zbyt szybko -
                    przeciwnie do Eco. W znacznym stopniu sami siebie autoplagiatują. Tyle, ze w
                    momencie wydania "Krainy najczystszego powietrza" (Fuentes, lata 50te)
                    i "Rozmowy w Katedrze (Llosa lata 60te) ksiażki te było nowatorskie, choc nie
                    do końca - wspomina się dos Passosa przy Fuentesie i Faulknera przy Llosie.
                    Pisarze prawie nigdy nie zmieniają swojego stylu - albo się wypalają albo
                    pisują według jednego wzorca - pewnie czeka to i dzisiejszych rewolucjonistów.
                    Ja z pisarzy wydanych w latach 90 kojarzę tylko Jose Saramago, tyle że nie
                    mampewnosci czy to nowator czy wyjatkowo zjadliwy osiemdziesięcioletni
                    postmodernista
                    adas

                  • broch Re: idzie nowe.... 30.05.04, 20:38
                    Jak napisalem wczesniej: Uwazam ze ostatnio nic ciekawego sie nie dzieje,
                    uwazam ze DZISIAJ eksperymenty formalne ukrywaja brak talentu. Uwazam rowniez
                    ze eksperymenty formalne bez zadnej tresci sa nudne jak flaki z olejem. Nie ma
                    znaczenia czy to bedzie tekst drukowany czy markup language. Nie sadze aby
                    zmiana mediow (papier na internet) oznaczala rewolucje w literaturze. Jesli to
                    ma byc rewolucja to do d** z taka rewolucja.
                  • idzieniebo_ciemnanoca Re: idzie nowe.... 30.05.04, 21:48
                    Braineater, dziękuję za te linki. Właśnie brnę przez grammatron, a ryman'a i
                    techsty tylko przeglądałam, ale warto. Bardzo warto. Stopniowo uświadamiam
                    sobie, jak niewiele jeszcze wiem o temacie, ktory poruszyłam. Będę się
                    dokształcać, dlatego, czy mógł polecić coś jeszcze (oczywiście pamiętam o
                    wyszukiwarce)? Zastanawiałam się nad twoim pytaniem i żeczywiście masz rację!
                    Kolejne powieści już nic nowego nie wnoszą w literaturę. Dlaczego? Przecież
                    wciąż różnimy się od siebie, każdy patrzy na swój własny sposób - a może już
                    nie? Może nastąpiło ujednolicenie sposobu myślenia, postrzegania (może tylko
                    patrzymy, ale już nie widzimy)? Może używamy jednego sposobu - klucza, opartego
                    na schematach i archetypach. Bo po co męczyć się myśleniem, tracić na nie czas -
                    a czas to pienądz (ciekawe, że dzisiejsi debiutanci są coraz młodsi), skoro
                    mamy gotowy, łatwi i pewny wzór. (A powieść jest tym "lustrem, które przechadza
                    się gościńcem"). Czyżby wloność, swoboda myśli i wypowiedzi, która jest już
                    nawet prawnie zagwarantowana, była tylko pozorna? Na zasadzie: możemy, ale już
                    nie potrafimy?
                    Może niepotrzebnie założyliśmy, że wszystko już było, wszystko jest tylko
                    nawiązaniem i teraz tkwimy w pułapce? Bo jeżeli wszystko już było, to nie ma
                    sensu szukać, próbować dostrzec coś nowego.
                    Wacham się czy o tym pisać, ale właśnie zaczęłam studiować architekturę i
                    myślę, żę mogę zaryzykować takie stwierdzenie: moje pokolenie nie ma już nic do
                    powiedzenia. Pusta forma króluje nad treścią. Wolimy przejmować utarte
                    schematy, zapożyczenia ("bo to się sprawdziło, więc jest dobre") niż szukać
                    swjej drogi. Często od samego projektu ważniejsza jest forma w jakiej jest
                    przedstawiony. Mało tego takie postępowanie jest mile widziane. Przed
                    rozpoczęciem projektu wszyscy rzucają sie do albumów czasopism
                    szukając "inspiracji". Chyba nikt nie szuka w sobie... Opisuję to, bo jeżeli
                    tak samo jest z pisarzami, to nie ma sensu czytać!

                    Chyba futuryści twierdzili, że aby stworzyć nową kulturę należu unicestwić
                    starą. Zburzyć zabytki, zlikwidować muzea... (A Neron spalił Rzym!)
                    A. Gide pisał, chyba w "Pokarmach ziemskich", o tym, żeby "spalić w sobie
                    wszystkie książki", "przywrócić oczom nowe widzenie, obmyć je z brudu książek".
                    Może, rzeczywiście zbyt mocno uchwyciliśmy się, tego co już było.

                    Pewnie wszystko, co napisałam jest chaotyczne i nie za bardzo z sensem, sama
                    sie w tym gubię.
                    Pzdr
                    • Gość: adas Re: idzie nowe.... IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 30.05.04, 23:42
                      Tylko, że futuryści z wiekiem zatracili swą młodzieńczą werwę i bojowość. A
                      burzyli za nich inni, także futurystów.
                      Łatwiej przyjąć określoną postawę wobec przeszłości niż teraźniejszości.
                      Przewrotnie, bo wydawałoby się że będąc naocznym świadkiem łatwiej zdecydować
                      co dobre, a co złe. Pewnie nadmiar mozliwosci paraliżuje. Wielu pisarzy,
                      malarzy, pewnie architektów odkrywa się po latach, często po ich śmierci. Za
                      życia nikt o nich nie wiedział, krytyka spierała się o trzeciorzędne dzieła, a
                      w tym czasie ci geniusze w ukryciu projektowali, ważyli, mieszali. Kto wie,
                      moze właśnie teraz w mieszkaniu obok jakiś biedak meczy się nad rękopisem?
                      Słyszymy: Irlandia; myslimy Joyce, Beckett, Flann O' Brien. A obok nich
                      tworzyło dziesiątki jak nie setki marnych i wydawanych pisarzy. Ale czas
                      odczepił balast, to łatwiej "odkryć" talent.
                      To nie jest tak, ze każdy malarz, pisarz, architekt, grafik, filmowiec musi byc
                      artystą. I już.
                      Podsumowując, nie godzę się ze stwierdzeniem, że współczesna sztuka jest
                      gorsza, nudniejsza od poprzedniej. Tak z reguły twierdzą młodzi ludzie,
                      nawołują do rewolucji,a po piećdziesieciu latch ich wnuki robia to samą. I jest
                      tak, jak sądzę, od prehistorii. Kryzys kultury, najczęściej używane w tejże
                      kulturze wyrażenie.
                      Zdałem sobie zdanie sprawę, ze szanowni poprzednicy wzywają do masowego ruchu
                      odnowy. Sztuka z definicji jest indywidualna, nie ma czegoś takiego jak
                      zbiorowość, a różne etykietki i nazwy nurtów są wymysłem krytyków albo
                      ironicznym określeniem samych twórców, rzuconym, ot tak, na odczepkę.
                      Samotność, egocentryzm, próżność i egoizm MUSZĄ napędzać demiurgów, a frazesy o
                      dobrze ludzkości są tylko frazesami.
                      • broch Re: idzie nowe.... 31.05.04, 00:00
                        nie, nie nie sadze aby ktos nawolywal do "masowego ruchu odnowy". Wszelkie
                        odgorne metody kierowania sztuka koncza sie zle. To samo dotyczy masowosci ktora
                        jest zaprzeczeniem tworczego ducha.
                        To raczej stwierdzenie faktu (mowie o sobie), stanu rzeczy dzisiaj. Sztuka toczy
                        sie swoim rytmem ktorego nie nalezy zaburzac. Chocby po to aby nie przeszkadzac
                        nowemu, nieznanemu jeszcze Wielkiemu Artyscie (oraz kilku pomniejszym) w
                        tworczym szale ktory zrodzi genialne dzielo.
                        • a.adas Re: idzie nowe.... 31.05.04, 00:23
                          Brochu, rewlucjoniści wszelkiego rodzaju nigdy nie pamiętają, że będą starzy,
                          dostojni, klasyczni. Jeśli przeżyją... No i są przekonani o wyjatkowości i
                          nowatorstwie tego co właśnie budują. Takie błędne koło dziejów.
                          Jak idzie z nauką hiszpańskiego? Właśnie sie doczytałem, ze "Karawele wracają"
                          Portugalczyka Antunesa inspirował Celine, Twój ulubiony pisarz ja sądzę. A
                          portugalski podobny do Hiszpańskiego jest, jak sądzę.:)
                          Pozdrawiam
                          adas
                          • broch Re: idzie nowe.... 31.05.04, 01:31
                            hiszpanski powoli sie rozwija. Brak jednak slownictwa na tyle abym mogl wygodnie
                            czytac (i chyba minie troche czasu nim poznam jezyk na tyle). Po naszych na
                            forum rozmowach, wlasnie wrocilem do Celine'a. W tej chwili czytam "Rigadoon"
                            (Rigodon), pierwszy raz po angielsku i musze przyznac ze tlumaczenie jest
                            naprawde dobre. Chyba sie nie powstrzymam i kupie reszte trylogii: "Castle to
                            Castle" i "North". Przeklady zostaly dokonane przez tego samego tlumacza, mam
                            nadzieje ze sa przynajmniej tak dobre jak "Rogadoon". Celine jest jednym z
                            niewielu (dla mnie) ktorzy przy kolejnym czytaniu nie rozczarowuja.

                            Poniewaz moj hiszpanski jeszcze jest w lesie sprawdzilem czy sa angielskie
                            tlumaczenia Antunesa (ktorego nie znam). Znalazlem:
                            The Inquisitors' Manual, The Natural Order of Things, Fado Alexandrino, Act of
                            the Damned, The Return of the Caravels. Moze z jedna jego pozycje doloze do
                            planowanego zakupu Celine'a.
                            • Gość: adas Re: idzie nowe.... IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 31.05.04, 15:36
                              Brochu, linki - po polsku - o Antuesie
                              polityka.onet.pl/162,1018290,1,0,2281-2001-03,artykul.html
                              polityka.onet.pl/151,0,1,953,2433-2004-01,notki.html
                              polityka.onet.pl/151,0,1,953,2370-2002-40,notki.html
                              serwisy.gazeta.pl/ksiazki/1,19970,1862658.html
                              serwisy.gazeta.pl/ksiazki/1,19970,1184039.html
                              Osobiscie, za "Karawele" biorę się w wakacje - książka niemal rok czeka na
                              półce; polskie tłumaczenie ma ponoć niezbedny słowniczek historyczny.
                              A tego hiszpańskiego Ci zazdroszczę - Borges w oryginale; chyba sam się wezmę
                              za naukę tego jezyka:), kilku innych Latynosów też uwielbiam.

                              • broch Dzieki 31.05.04, 16:06
                                zamowilem dwie (razem z Celine'm):
                                The Natural Order of Things
                                The Return of the Caravels

                                Wiesz, moj hiszpanski jest jeszcze daleki od idealu. Mojemu dziecku idzie
                                szybciej (ale obiecalem ze pojedzie w tym roku na wakacje do Hiszpanii wiec uczy
                                sie jak szalona zeby z "tubylcami" sie dogadac).

                                Udanych wakacji
                    • staua Re: idzie nowe.... 31.05.04, 04:24
                      Idzieniebo, dziekuje Ci za ten watek. I dziekuje Braineaterowi za linki.
                      Tez niewiele wiem na ten temat, ale mysle, ze powiesci bez eksperymentow
                      formalnych, "tradycyjne" nadal maja racje bytu, o ile autor ma cos ciekawego do
                      powiedzenia i umie to ubrac w slowa (np. tak, jak Stefan Chwin - choc
                      moze "Zloty Pelikan" odchodzi troszke tez juz od takiej zupelnie tradycyjnej
                      formy. Ale tylko troszke). Ciekawa historia zainteresuje wielu nadal. Mam taka
                      nadzieje.
    • idzieniebo_ciemnanoca Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 29.05.04, 20:55
      Nie mogę dziś odpisać, nie mam czasu (chociażby na to żeby przejżeć wszystkie
      linki i pomyśleć) - sesja nadchodzi :). A bardzo żałuję, bo jest ciekawie...
      Świetnie, że dochodzi nam do tego wszystkiego kino i internet Napiszę jutro.
      Pozdrawiam wszystkich.
      Do jutra!
      • Gość: Grigorij Golarkin Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 30.05.04, 22:04
        Jednak powieść. Bo to tak, jak gdyby pytać: murowane domy - czy mają jeszcze
        sens? Amerykanie w tym towarzystwie, sięgnijcie po "Modern Epic" Frakco
        Morettiego
        • braineater odpowiedź zbiorcza 30.05.04, 23:00
          bo i dla chodzącegonieba i dla grigorija oraz brocha
          Pielewin - to znów tylko zabawa formą, interesująca, zabawna a wzbudzająca
          wrażenie nowości tylko dość egzotycznym (od pewnego czasu:) kręgiem kulturowym.
          DeLillow "Białym Szumem" na przykład również nie rusza się po za kierunki
          wyznaczane przez modernę.Na tej samej zasadzie mógłbym wymienić Murakamiego,
          który też interesujący jest ze względu na zderzenie z nową kulturą - japońską
          tym razem.
          Nikt nie twierdzi również że "Ulisses" nie jest nam potrzebny ale problem
          polega na tym, że od momentu kiedy U. był nowością minęło kilkadziesiąt latek i
          od tego czasu powinien pojawić się ktoś nowy, kto wzorce Joycowskie uzna za
          przestarzałe i spróbuje pójść w stronę całkiem innych odjazdów..a tak masz
          tylko skonsumowany "strumień świadomości" najczęściej używany bez sensu i
          zrozumienia" oraz wypowiedzi licealistek zachwyconych "Ulissesem" po lekturze
          50 stron...bo dalej to już jest całkiem inna książka:)
          A wracając do hipertekstu, zgadzam się z brochem, że zabawy materią edytorską
          najczęściej maskują brak talentu, co zresztą również napisałem przy okazji
          wspominania projektu "Liternet" ale wydaje mi się, że te dwa projekty które
          podalem - czyli twórczośc marca amerika i geoffa rymana godne są uwagi =
          ponieważ u obu z nich narzędzie służy do opisiwania sfragmentaryzowanego świata
          i robi to za pomocą formy oddającej doskonale ową fragmentaryczność.
          Pozdrowienia:)
          • Gość: Grigorij Golarkin Re: odpowiedź zbiorcza IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 30.05.04, 23:16
            Ok, ale czy wystarczy się w takim razie zgodzic, że "novel writing today is
            another lunatic fringe of the entertainment industry"? To juz nie jest może
            gatunek uprzywilejowany systemowo/społecznie - tu zatąpiła go telewizja - ale
            imho nadal jest uprzywilejowany poznawczo.
            • idzieniebo_ciemnanoca Re: odpowiedź zbiorcza 31.05.04, 00:36
              Grigorij co rozumiesz przez "uprzywilejowany poznawczo"? Co do "novel... " - co
              zrobić, żeby się z tym nie zgodzić? Zacząć pisać czy przestać kupować i czytać
              książki? ;) Gdybym wzięła się do pisania pewnie okazałoby się, że nie mam nic
              nowego do powiedzenia...
              Zgadzam się z braineater'em, że w przypadku grammatikon'u forma wyjątkowo
              dobrze współgra z treścią - więc jesnak można.
              Adaś: dobro ludzkości... o tym myśli się chyba najmniej. To dziś nie jest już
              zadaniem prozy. Wiesz co napędza dziś twórców? Pieniądz, sława.
              Patrz: 2+3 D nr. z 23 kwietnia, art. "Ładnie", lub
              www.bunkier.com.pl/index.php?section=kbs&sub=kbs_archiwum&more=180
              Broch: Pewnie rzeczywiście jest gdzieś taki W.A., który siedzi sobie cichutko i
              tworzy... Jest więc sens bawić się w dyskusje tego typu? /pytam serio/
              • Gość: adas Re: odpowiedź zbiorcza IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 31.05.04, 01:17
                Pieniądz i sława zawsze napędzały, zawsze, ja bym jeszcze dodał zawiść. Ale do
                tego dorabiało się różne, z reguły idiotyczne i "sztuczne" ideologie. Prosty
                przykład - spróbuj przeczytać jakąkolwiek recenzję, powiedzmy książki -
                gwarantuję, ze znajdziesz w niej więcej - izmów, niż w przęciętnym podręczniku
                teorii literatury.
                Pytanie: i pieniądz i sławę, można uzyskać na różne sposoby. Niekiedy, sława i
                pieniadze nie występują jednocześnie, ale to rzadkie wypadki. Dlaczego
                dziesięciu najlepszych pisarzy Europy nie miałoby zarabiać tyle co dziesieciu
                najlepszych lekarze, ekonomistów, piosenkarzy itd. To już są prawa rynku,
                brutalne ponoć. Choć może w miejsce najlepsi wstawić by należało
                najskuteczniejsi.
                adas
                ps Robie sobie przerwę od Forum. Jak cos ważnego, to proszę na skrzynkę.
              • broch Re: odpowiedź zbiorcza 31.05.04, 01:44
                idzieniebo_ciemnanoca napisała:
                ....
                > Broch: Pewnie rzeczywiście jest gdzieś taki W.A., który siedzi sobie cichutko i
                > tworzy... Jest więc sens bawić się w dyskusje tego typu? /pytam serio/
                Pewnie ze jest sens (dla mnie). Po pierwsze ja zawsze znajde sobie cos nowego w
                wypowiedziach innych co dla mnie moze byc interesujace. Poza tym byc moze ze
                ktos juz odkryl tego W.A. i podzieli sie informacja....
                A troche mniej serio to kto wie, moze wlasnie w tej chwili Artysta czyta nasze
                posty i zlituje sie i opublikuje COS NOWEGO, EXPERYMENTALNEGO, NOWATORSKIEGO i
                FANTASTYCZNEGO?
                • idzieniebo_ciemnanoca Re: odpowiedź zbiorcza 31.05.04, 03:11
                  Byłoby pięknie. Artysto jeżeli czytasz zlituj się...
                  • braineater Pytanie i prośba do brocha 31.05.04, 17:53
                    Pomimo iż siedzę w polskich tekstach akademickich, przyznać muszę, że niewiele
                    wiem o nowych ksiązkach amerykańskich, szczególnie tych aktualnie
                    popularyzowanych przez szanowne gremia amerykańskich autorytetów. Stąd pytanie -
                    kogóż promują teraz szacowni profesorowie, komu dają laur gwiazdy pierwszej
                    wielkości i nowatora spośród prozaików najmłodszych (nie interesuje mnie
                    Bellow, Roth czy inni przedstawiciele tego pokolenia). Wiedząc, iż broch
                    szanowny za wielką wodą przesiaduje stad moje pytanie i ewentualna prośba o
                    jakieś linki bądź namiary na uniwersyteckie strony o literaturze. Bo może jest
                    tak, że my zapóźnione misie z priwislanskiego kraju marudzimy i biadamy, a za
                    wielką wodą pojawiły się już jakieś promyczki nadzieji na odnowę?
                    PS. Moja wiedza na temat teorii i nowoczesności amerykańskiej kończy się w
                    okolicach Sukiennicka, Bartha i pomniejszych dekonstruktywistów:)
                    Pozdrowienia:)
                    • staua Re: Pytanie i prośba do brocha 31.05.04, 18:12
                      Ja nie Broch (i tez czekam na jego odpowiedz, bo sie na tym niezle zna IMHO),
                      ale moge podpowiedziec, ze wielu z tych promowanych autorow to ci, ktorzy
                      publikuja krotkie opowiadania w The New Yorker na przyklad. Ostatnio zachwycam
                      sie Franzenem, ale on nie eksperymentuje w formie za bardzo, promowany byl tez
                      Eggers (wydany w Polsce), jako tworca mieszajacy style i konwencje, sprobuj,
                      jesli nie znasz, mnie sie forma podoba, ale tresc mniej, ciekawe byloby
                      uslyszec opinie innych. Jest w Merlinie.
                      • broch za jednym zamachem(?) 31.05.04, 21:33
                        staua i braineater:
                        Moja znajomosc najnowszej literatury amerykanskiej jest mierna. Jestem tylko
                        czytelnikiem a moj zawod ma zero zwiazku z literatura (Staua wie). Musze
                        przyznac ze pare razy nacialem sie na "nadzieje" literatury. Moze dlatego jestem
                        dosc negatywnie nastawiony do ostatnich nowosci. Ponizej przyklady ciekawszej
                        literatury. Nie ma tego duzo, tyle co znam.
                        "House of leaves" Marka Danielewskiego. W atmosferze "The Ring" i "Blair witch
                        project" (dobrze napisane). Pisane troche Braille'm i do czytania odbicia w
                        lustrze (przypisy). Cztery wersje w tym jedna nie ukonczona. Jesli do zdobycia
                        to polecam.
                        "Confessions of an Ugly Stepsister" Gregory Maguire (tym razem wariacje na temat
                        Kopciuszka). Dobrze napisane ale czy przerabianie bajek to rzecz nowa? Pozostaje
                        wiec Danielewski.
                        Jest jeszcze Donna Tartt. Ale nie czytalem. "Secret story" podobno interesujaca
                        (pisana 10-lat) Troche kryminal a troche pastisz.
                        Jeffrey Eugenides "Middlesex" - Tym razem ciekawie. Glowny bohater(ka) rodzi sie
                        dwa razy. Raz jako chopiec jak dziewczyna.

                        Franzena przegladalem, ale jakos mnie nie wciagna, ale polecam:
                        Ignacio Padilla (gosc jest z Meksyku, a Stany niedlugo zostana przez Meksyk
                        wchloniete, wiec moze sie liczy). Naprawde dobra proza i ciekawy pomysl (gra o
                        zycie w szachy, bohaterowie zdejmuja kolejne maski i do konca nie wyjasnia sie
                        jakie losy ich spotkaly). Jest tez element polski wiec moze dlatego tez warto
                        siegnac...
                        Eggersa nie znam.
                        Trendy? Jest cos co nazywa sie NEW REGIONALISM. Przedstawicile to Anne Tyler,
                        Jill McCorkle, Jane Smiley, Larry McMurtry, Cormac McCarthy. W skrocie pisza o
                        swoim domu: Baltimore, Georgia, North Carolina. Zaden z wymienionych mnie nie
                        zainteresowal. Pewnie mam alergie na "regionalizm". Napewno jest wiecej nowych
                        kierunkow, ostatecznie nie mozna zapomniec o Toni Morrison czy Alice Walker. Z
                        pewnoscia nie byli tlumaczeni: Alan Lightman, Richard Ford. Z proza Andre Dubus
                        III mozna zetknac sie w kinie: "House of Sand and Fog" (Kingsley w roli
                        glownej). Nie mam pojecia jaki moze byc polski tytul. Powyzsze pozycje sa o.k.
                        (bede niesprawiedliwy nie przyznajac sie do tego ze niektore tylko przejzalem,
                        ale na dokladne czytanie i rewizje pogladow o ksiazce trzeba miec czas). Ale
                        zaden z wymienionych autorow nie jest nowatorski. Po prostu (i az) dobrze lub
                        przyzwoicie pisza.

                        Staua:
                        Do literatury amerykanskiej dolozylbym Anglika (braineater go zna): Geoff Rayman
                        "Was" (jeszcze jedna wariacja "bajkowa" tym razem tematem sa bohaterowie krainy OZ)
                        Mam nadzieje ze Padilla zostanie niedlugo przetlumaczony na polski.

                        Proza Michaela Fabera (Holender z Australii jest dosc beznadziejna i choc nie
                        jest Amerykaninem, to pisze o nim, bo ma to byc autor pierwszej wielkiej
                        powiesci XXI. Moj komentarz: czyzbysmy tak nisko upadli?)

                        Jak widac za wiele bardzo nowych autorow nie udalo mi sie znalezc. Tak naprawde
                        to Padilla, i Danielewski. Ale, braineater, moje obserwacje sa absolutnie
                        nieprofesjonalne.

                        Poza tym? Zawsze pozostaje Celine oraz perelki takie jak np Tsypkin.

                        Staua, kup i przeczytaj: Padille, Danielewskiego i Tsypkina (nowy na rynku, ale
                        napisane ~30 lat temu).
                        • staua Dzieki! i pare innych typow :-)) 31.05.04, 22:27
                          Dzieki, Broch!
                          Padilla to na razie nazwisko kojarzace mi sie tylko z muzyka (ale to jest Jose
                          Padilla :-)). Zapisalam sobie.
                          "House of Leaves" juz od dawna mam na liscie, chyba bedzie pierwszy w kolejce,
                          jak teraz bede wymieniac ksiazki w bibliotece. Tsypkina tez juz kiedys
                          zapisalam po rozmowie z Toba, ale TEZ jeszcze nie siegnelam... zamiast dobrych
                          ksiazek czytam "Biale jablka"... (ale przeczytam dzis wieczorem, bo to idzie
                          jak woda, ale chyba nic mi nie zostanie).
                          "Middlesex" chyba w koncu kupie.

                          Braineater, Donna Tartt, to dobry przyklad, zarowno "Sekretna historia" jak
                          i "Maly przyjaciel" (chociaz mnie ta pierwsza podobala sie bardziej, ale druga
                          tez ma ciekawe zwroty akcji i caly niesamowicie oniryczny klimat).
                          Czy chcesz tylko lit. amerykanska? Bo w Europie ciekawe rzeczy sa tworzone,
                          popatrz nawet na Andruchowycza. Albo moj ulubiony Pavic, to dopiero zakrecenie
                          (formalne!!! i mnostwo wiedzy). Np. "Dictionary of the Khazars", "Landscape
                          painted with Tea", "Last love in Constantinople" - znasz je? Pavic to poeta i
                          profesor historii literatury, bawi sie pisaniem prozy, mysle, ze mozna ja jak
                          najbardziej nazwac eksperymentalna!
                          • braineater Andruchowycz 01.06.04, 16:16
                            jakżeż mi mógł umknąć....pewnie, że znam i polubiłem już od "Rekreacji" po czym
                            wszystkich znajomych zmuszałem do zachwycenia się "Perwersją"
                            Pavic natomiast to nazwisko całkiem obce - więc nie3 omieszkam i coś sobię
                            pościągam...
                            Dzieki obojgu wam...
                            Pozdrowienia:)
                            • staua Re: Andruchowycz 01.06.04, 17:26
                              Mnie sie "Perwersja" skojarzyla zaraz z ksiazkami Pavicia. Sprobuj. Naprawde
                              polecam. Jak przeczytasz cos, daj znac, ciekawa jestem, czy Ci sie spodoba.
                              Pierwsza wymieniona przeze mnie ksiazka wyszla w Polsce, ale nie wiem kiedy, ma
                              tytul "Slownik chazarski", tylko uwazaj, bo sa dwie wersje, meska i zenska!
                        • braineater Re: za jednym zamachem(?) 31.05.04, 22:36
                          Heh - czytanie w lustrze - wiedziałem, że Majewski jest filmowym hohsztaplerem,
                          ale teraz już wiem, że literackim również - pół Hipnotyzera musiałem czytać za
                          pomocą pudełka po Cd-ku - bom nie umiał znaleźć wygodnego lusterka:)
                          Donna Tratt - tajemna historia - genialna ksiązka do czytania w 40 stopniowym
                          upale - nie trza się za dużo skupiać a przyznać trzeba, że czytadło
                          rewelacyjne. Natomiast do "małego chłopca" podchodziłem już trzykrotnie i coś
                          go zdzierżyć poza 300 stroną nie mogę...
                          Midlesex leży w księgarniach, więc zainwestuję
                          Szachy jako metafora - coś skojarzenia z Obroną łużyna Nabokova - więc może być
                          nice...
                          Toni Morisson - przeczytałem "Jazz" i całkiem nieźle...tyle, że żadne
                          nowatorstwo..
                          Pozdrowienia:)
    • preacher post modernizm-fu! 31.05.04, 07:15
      to jest zdanie post modernistow ktorzy tak usprawiedliwiaja swoja miernote
    • Gość: lilka Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 31.05.04, 16:22
      Co tam powieść :))) Twój nick jest najpiękniejszy z dotychczas poznanych. Masz
      w fartuszku pełno gwiazd? Czy błyszczą i mogoczą tak, że ptaszki z gniazd
      powyglądały? Dawno się tak nie ucieszyłam :)))
      • idzieniebo_ciemnanoca Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 01.06.04, 15:37
        Lilka! No to zostałam rozszyfrowana ;). Od zawsze silnie się identyfikowałam z
        tymi ptaszkami, co jak wyjżały, zobaczyły to nie chciały w nocy spać :)
        pozdrawiam
    • idzieniebo_ciemnanoca Powieść - czy ma jeszcze sens? 01.06.04, 15:58
      Ci z was, którzy mimo wszystko zdobyli Wyborczą - mi udało się to całkiem
      przypadkiem, bez poszukiwań itp., pewnie czytali rozmowę J. Mikołajewskiego z
      Umberto Eco. Jej fragment dpoisuję do naszej dyskusji:

      J.M.: Czy "Imieniem róży" nie sprzeniewierzył się Pan przypadkiem samemu sobie?
      U.E.: A tak dokładnie to czemu?
      J.M: W latach sześćdziesiątych brał Pan aktywny udział w dyskusjach awangardy,
      czy - jak sami się nazywaliście - neoawangardy. Grupa 63, której był Pan
      członkiem, prowadziła polemikę z tradycyjną pwieścią na rzecz powieści
      eksperymentalnej. A "Imię róży" to przecież powieść tradycyjna...
      U.E.: Pamiętam tamte polemiki, ale pamiętam także i to, że od 1965 roku byłem
      przekonany - i głośno o tym mówiłem - że w chwii, gdy sztuka osiągnęła już
      poziom białego płótna, musi wejść na drogę ironicznej reinterpretacji. to samo
      dotyczy powieściopisarstwa. W tych latach zaczęli pojawiać się powieściopisarze
      połudnniowoamerykańscy, tacy jak Gabriel Garcia Marquez. To ich książki
      prawdopodobnie ośmieliły mnie do tego, by samemu snuć opowieści - nie tak, jak
      się to robiło kiedyś, ale znajdując smak w ironicznym traktowaniu tradycyjnych
      form.
      J.M.: Czyli w postmodernizmie?
      U.E.: Niektórzy nazywają to postmodernizmem, ale ja sam nie lubię tego
      określenia. Nigdy tak naprawdę nie rozumiałem, co oznacza słowo postmodernizm.
      Jest to rzeczownik prawie obraźliwy, bo znajdujezastosowanie w każdej sytuacji.
      • a.adas Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 01.06.04, 16:30
        Droga Forumowiczku
        (login moze i piękny, ale cieżko odmienialny)
        Miałem przez pewien czas nie pisać, ale Forum wciąga jak bagno;)
        Strasznie juz długo me "reakcyjne" poglądy promuję, i pewnie straszliwie nudno.
        Dlatego jedno zdanie tylko wyskrobię:
        Może to nie problem z samą twórczością, a nadanymi nazwami i etykietkami?
        Wzmiankowany postmodernizm, choć nie tylko się kłania.
        • braineater Eco - postmoderna - leniwe gaduły 01.06.04, 16:41
          Przyznam szczerze że nie sposób zgodzić się z adasiem - od kilku lat wysłuchuję
          tęgogłowców co plwają na postmodernizm, odsądzając go od czci i wiary i mówiąc
          o jego niedefiniowalności. A definicje wszelakie, jeśli ktoś nie jest leniwcem
          tudzież nie spędza dni na zajęciach misia koali, odnaleźć można w księgach
          wielu oraz setkach tekstów pomniejszych - z czego polecam przed spuszczeniem mi
          wiadra gnojówki na głowę i odsądzenie mnie tym razem od wiary i rozumu
          sięgnięcie - po a) "Postmodernizm" - antologię pod redakcją Nycza;
          b) "Postmodernizm dla dzieci" Lyotarda; c) "Literaturę wyczerpania" Johna
          Bartha publikowaną onegdaj w "Literatuże na świecie" (zielona okładka, pan w
          okularach na niej, rysowana dziecinną kreską:)
          Pozdrowienia:)
          • a.adas Re: Eco - postmoderna - leniwe gaduły 01.06.04, 17:13
            O, ja korzystam z bardziej plebejskich źródeł informacji. Dawno temu
            przeczytałem, ze postmodernizm to "worek do którego wsadza się wszystko, a
            szczególnie (serdecznie przepraszam) kupę".
            I tutaj rozmywają się nasze spojrzenia na sztukę. Dla mnie etykietki to
            największe zło, górnolotnie tego świata, i ich używanie jest
            przejawem "intelektaulnej masturbucji"- jak to ktoś napisał na forum
            poświęconym Eco. Za Capkiem: "Krytykować to znaczy przekonać autora, że nie
            robi tego tak, jakbym to robił ja, gdybym to umiał". Akt twórczy jest sprawą
            indywidualną i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Nazwy nurtów to już robota
            wydawców, redaktorów, krytyków i, rzadko, odbiorców. Dla mnie postmodernizm,
            abstrakcja, surrealizm, naturalizm, egzystenconalizm są tylko, nomen omen,
            abstrakcyjnymi pojęciami, tak naprawdę opisujacymi rzeczy nieistniejące. Co
            najwyzej mogą stanowić drogowskaz, moze czasowy?, dla odbiorcy, ale nie należy
            ich brać pod uwagę w odbiorze dzieła.
            Co łączy nastepujacych pisarzy:
            Capek, Kafka, Marai, Schulz, Musil?
            Czy wyciąganie wniosków z miejsca dorastania nie doprowadziłoby do rozumowania,
            że to pisarze austro - węgierscy. I byłoby to błędne rozumowanie? Jeżeli nie,
            pojdźmy dalej - Jeżeli wszyscy urodzili sie w jednym państwie, mniej wiecej w
            jednym czasie (poza Musilem), to nie powinni pisać TAK SAMO? Czyli pisarze ci
            są identyczni.
            O ile się orientuję jest to przykład logicznego rozumowania opartego na
            fałszywych przesłankach, prawda?
            Sztuka jest dziedziną w której jest miejsce tylko dla jednostek. A tworzenie
            wspólnej platformy dla pojedynczych twórców jest nadużyciem.
            • a.adas Re: Eco - postmoderna - leniwe gaduły 01.06.04, 17:23
              Zapomniałem dodać, ze sam często wpadam w tą przypadłość, co przypomniałeś w
              związku z Eco - moze najlepiej by było dawać nazwy nurtów literackich w
              cudzysłowie?
            • braineater Re: Eco - postmoderna - leniwe gaduły 01.06.04, 17:34
              Etykietki to tylko narzędzia - a wywód twój perfidny bo Capka akurat cenię
              bardzo to i kłócił się z nim nie będę:)
              A czy sztuka tylko dla jednostek - tak ale tylko w określonym kontekscie
              kulturowym - i po to właśnie te etykietki, których oczywiście nie należy się
              trzymać wiernopoddańczo i z których trzeba potrafić w odpowiednim momencie albo
              zrezygnować albo umiejetnie je poszerzyć. Bo jak głosi durnawe nieco
              poweidzenie "nikt nie jest samotnym okrętem" i rzadna twórczość, nawet ta
              najwybitniejsza, a zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że zwłaszcza ta, nie
              powstaje w oderwaniu od środowiska z którego wywodzi się twórca. Spójrzmy na to
              tak - jak wyglądała by twórczość Kasprowicza, czy Micińskiego gdyby w tym samym
              okresie nie działał Przybyszewski. Co pisaliby pozytywiści, gdyby nie mieli
              umysłów zapłodnionych pismami Comtego, a wreszcie gdzie dotarłoby "pokolonie
              kolumbów" gdyby nie drugie kuku swiatowe - mogłaby to być kompletnie inna
              twórczośc - patrz erotyki i niepatriotyki Baczyńskiego, by dalej nie sięgać. I
              tu chyba dochodzimy do sedna - czy naukowe badanie literatury ma cokolwiek
              wspólnego z jej zwykłym doświadczaniem - bo skoro nauka, to i definicje, i
              kontrdefinicje - to spory i argumentacje, to nie dogadujący się ze sobą
              profesorowie, gotowi łby sobie pourywać o interpretację jedego wersu, i gotowi
              również poprzeć każdą najdurniejszą teorię jeśli może zostać nagrodzona
              grantem. Siedzę w tych klimatach, że tak powiem, ze stron obu od paru lat, i do
              dziś nie jestem w stanie się zdecydować, który odbiór jest przyjemniejszy - czy
              zwykły czytelniczy, kiedy po prostu siadam i zapominam o całym swiecie czy też
              gdy obkładam się teoretykami i muszę śledzić tropy stylistyczne w np. powieści
              awanturniczej. Oba podejścia mają swoje wady i zalety, tak więc spór
              etykietkowy, pozostanie nierozstrzygnięty prawdopodobnie do momentu do kiedy
              będą istnieć maniacy, którym marzyć będą się wielkie teorie literackie...
              Pozdrowienia:)
              • Gość: adas Pauza. IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 01.06.04, 17:43
                To pewnie wiesz, że to fraszka z "Bajek i przypowiastek":)
                Mnie fascynuje Trylogia Powieściowa -moze poza "Hardubalem" - dwie pozostałe
                powieści są genialnymi "poradnikami" pisarskimi. Z "Fabryki Absolutu"
                najbardziej zapamiętałem muhadżediów w Skandynawii, i ostatnią scenę - bardzo
                czeską (ha, zaprzeczam sam sobie:).
            • broch Re: Eco - postmoderna - leniwe gaduły 01.06.04, 17:54
              "O ile się orientuję jest to przykład logicznego rozumowania opartego na
              fałszywych przesłankach, prawda?"
              Paralogizm czy sofizmat?
              Osobiscie sadze ze sofizmaty sa ciekawsze..
              Chyba wpadles we wlasna pulapke: portmodernizm obejmuje wszystko co mozna
              przeciwstawic tzw klasycznej powiesci (tatusiem byl Sterne). Literatura
              wyczerpania jest dosc dobrze zdefiniowana przez Bartha.
              Czesc pisarzy (wlasciwie prawie wszyscy) wzdragaja sie przed zaszufladkowaniem
              do kategorii postmodernizmu. Mimo to krytycy i publicznosc ciagle ich tam
              pakuje. Kiedys o tym pisalem, ludzie potrzebuja katalogow: pewniej sie czuja.
              Przy calej niecheci do katalogowania: gdy ktos spyta o postmodernizm w
              literaturze, potrafisz wymienic wielu pisarzy. Ludzie kataloguja nieswiadomie w
              poszukiwaniu porzadku. Gdy nagle ktos uswiadomi sobie ze "kataloguje" zaczyna
              zwalczac "zlo", ale po pewnym czasie jak phoenix z popiolow odradza sie WIELKI
              KATALOG.
              Najzabawniejsze jest to ze w praktyce artysci pisza o tym co lubia stosujac
              techniki ktore lubia (wyjatek stanow poczatek nowego nurtu ktory jest
              programowo inny niz pozostale... kategorie). Nie sadze aby hamowala ich
              tworczosc podswiadoma chec czytelnikow (wlaczajac w to krytyke) do
              szufladkowania. Dzisiaj powstala moda na zwalczanie szufladek. Co zrobic z
              realizmem, naturalizmem, dadaizmem, surrealizmem? Jesli musze zerknac na
              surrealizm to wezme Bretona do reki albo Apollinaire'a a potem bede szukal
              dalej.
              Problem moze w tym ze z czasem wyrazne granice zacieraja sie co wprowadza stan
              paniki wsrod czytelnikow choc w praktyce prowadzi(lo) do powstania nowych
              kierunkow (i szufladek).
              • Gość: adas Racja Panie Broch IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 01.06.04, 18:03
                Chyba jednak sofizmat - proszę zwrócić na budowę tego wyrażenia - wybitnie
                uczniowską.
                www.tygodnik.com.pl/dodatek-ks/01/dudziak.html
                Juz ostatni link o Antunesie - dla dywersyfikacji źródeł.
                Do lata i do wakacji od internetu daleko.
          • idzieniebo_ciemnanoca Re: trochę zbiorcze. 01.06.04, 17:29
            Panowie! Czepnęliście się tego postmodenizmu w wypowiedzi Eco, a miało to tylko
            pokazać kontekst słów o poglądach/postawie autora ;). Chodiło mi raczej o to, ż
            e Eco (zaznaczam od razu, że nie jes to dla mnie autorytet - jet tu przykładem,
            który sam się przyplątał) najpiew dyskutował, szukał a potem napisał, bo pewnie
            miał taką wewnętrzną potrzebę - tylko dlaczego tłumaczy się, że pisał tak, bo
            skoro koledzy tak pisali to on też może (teraz ja się czepiam, pewnie nie do
            końca słusznie i powierzchownie).
            Ja też nie lubię etykietek i wszelkiego szufladkowania, ale prawdą jest, że
            takie uogulnienia ułatwiają prozumiewanie się.
            Na zakończenie: stwierdzam raz jeszcze, że chyba mam jeszcze za małą wiedzę,
            żeby dalej dyskutować muszę ją poszerzyć, chociażby o polecane przez was
            książki (część znam, ale większości nie), dlatego chciałam poinformować, że na
            razie ne będę pisać na forum. /Ma na to wpływ także zbliżająca się sesja i
            obrona projektu./ Szczerze mówiąć to marzy mi się kilka takich dni na zajęciach
            misia koali czy leniwca ;)
            Dziękuję wszystkim za wypowiedzi, książki, linki. Było mi naprawdę miło.
            Zastanowię sie nad zmianą nika na bardziej odmienialnego :)
            Pozdrowienia!
            • Gość: adas Re: trochę zbiorcze. IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 01.06.04, 17:36
              Poradzę sobie i z tym nickiem:)
              A po zmianie musiałbym zapoznawać się od nowa.
              My się nie kłócimy jedynie w kontekście Eco - chyba mamy trochę inny kąt
              spojrzenia na literaturę.
              Dokształcać się nie musisz, w końcu nie mam matury i jakoś sobie radzę:)
              Miłej sesji.
              Tak wiem, że te słowa się wzajemnie wykluczają:)
              adas
    • Gość: pszemcio Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 18:28
      Jeśli mowa o realizmie we współczesnej prozie to ja jestem zdecydowanie na
      NIE...Niedawno pisałem pracę magisterską o Białym kruku Stasiuka. Właściwie
      wszyscy krytycy zarzucali tej powieści korzystanie ze wzorców prozy
      realistycznej. Jestem w 100% przekonany, że słusznie, bo w momencie gdy na
      rynku wydawniczym pokazują się takie "zjawiska" jak proza M. Tulli, wracanie do
      starych i wyeksploatowanych sposobów przedstawiania rzeczywistości może już
      tylko irytować. Powieśc realistyczna jest błędem juz u samych podstaw. Powieśc
      realistyczna nie mówi prawdy o tym, jak postrzegamy rzeczywistość. Powieśc
      taka - choć nazwana realistyczną - kłamie. Ten paradoks polega na tym, że że
      tak napradę człowiek postrzega rzeczywistość w zupełnie inny sposób, niż to
      przekazuje ten typ prozy. Zmysły grywją ogromna role w postrzeganiu świata,
      które nigdy nie jest postrzeganiem całościowym, a fragmentarycznym. Liczą się
      uczucia, reminescencje, funkconowanie wśród znaków, skojarzeń itd...Myślę, że
      własćiwie problem realizmu w "starym" znaczeniu już nie istnieje. Ten typ
      literatury został zanegowany już w momencie pierwszego wydania "Ullisesa", choć
      moim zdaniem najpiekniejsze "nie realistyczne" powieści to:"Wściekłość i
      wrzask" - Foulknera i "Gra w klasy" Cortazara.
      • a.adas Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? 01.06.04, 18:37
        Przepraszam, dlaczego "Wściekłość i wrzask" nie jest powieścią realistyczną?
        Przecież to czysty realizm podany w nowatorskiej formie. O to toczy się spór w
        tym wątku. Etykietki, etykietki...
        Zresztą o ile się orientuję w prozie Faulknera, jest to pojedynczy wyskok
        Amerykanina - inne ważniejsze powieści mają już trochę inną formę. Swoją drogą
        właśnie takich książek we współczesnej prozie najbardziej brakuje - dosadnych,
        nie poświęconych autorowi, nowych w formie i ukzujacych rzeczywistość.
        Pozdrawiam
        adas
        • Gość: pszemcio Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 19:34
          ...nie rozumiem cie...pytasz czemu "Wściekłośc" nie jest prozą realistyczną, a
          potem mówisz, że trzeba nam takich książek- o "nowej formie"...jeśli nowa
          powieść to nie realizm!!! Jeśli "Wściekłość" jest powieścią realistyczną to
          albo czytaliśmy inne książki, albo masz jakieś dziwne wyobrażenie powieści
          realistycznej...przecież mówiąc o prozie realistycznej nie mówimy o tym czy
          opowiada prawdziwa historie, lecz o pewnej konwencji, którą akurat "Wściekłość"
          przełamuje poprzez oparcie fabuły na strumieniu świadomości poszczególnych
          bohaterów...zabieg ten stosował autor także w innych książkach...wydaje mi sie,
          że rozumiesz realizm, jako opowiadanie historii która faktycznie mogła by sie
          wydarzyć (wtedy nie realistyczne byłyby tylko powieści Fantasy!!!), a mi zdaje
          sie, że w pytaniu zadanym na początku była mowa o realizmie jako formie
          powieściowej (wykształconej w 19w)...pozdrawiam
          • Gość: adas Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 01.06.04, 20:05
            Nie, ja realizm rozumiem jako chęć opisania szerszego zjawiska,
            obiektywnie/subiektywnie, ale ze zbudowaniem autonomicznego świata i osadzonego
            w rzeczywistych realiach. Świata w który będę wierzył, a nie bawił się
            obalonymi schematami czy konwencjami. Pod słowem realizm rozumiem książkę o
            świecie (wiem szerokie pojęcie), a nie kolejną książkę o książce, których jest
            teraz pełno. I naprawdę nie interesuje mnie przyjęta forma. Dla mnie Faulkner,
            a nawet Saramago, jest realistyczny, a taki Calvino czy O'Brien już nie. Poza
            tym sądząc po różnorakich recenzjach, sama definicja realizmu się przez sto lat
            zmieniła. Dla przykładu o Llosie się często pisz jako pisarzu realistycznym i
            dodaje bez przymiotnika magiczny. A Llosę przyrównuje do Faulknera, i jak
            wybrnąć z tego kołowrota?
            Pozdrawiam
            adas
            • Gość: adas Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 01.06.04, 20:31
              Ostatnie zdanie z PWN owskiej definicji:

              W pojmowaniu metody realist. zachodzą zmiany, zwł. wskutek odrzucania XIX-
              wiecznych konwencji (asymilacja form afabularnych, dziennikarskich,
              piśmiennictwa nauk.).

              całość tu:
              encyklopedia.pwn.pl/62408_1.html
            • Gość: pszemcio Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 20:33
              no to czym np. jest dla ciebie "Sto lat samotności", bo przecież korzysta ze
              środków powieści realistycznej, a nie może być nazwana realistyczną. prezentuje
              autonomiczny świat, ale tak naprawde neguje schemat prozy realistycznej, obala
              ją tak jak większość literatury 20w. obala realistyczne ujęcie świata...problem
              (który pewnie powoduje, że się nie zgadzamy) polega na tym , że- w moim
              odczuciu - realizm w prozie nie jest możliwy. nie jest możliwe obiektywne
              opowiedzenie historii..realistycznie i obiektywnie opowiedziana historia nigdy
              nie będzie prawdziwe, bo kryterium obiektywnego świata przestało istnieć wraz
              ze zdobyczami psychoanalizy. to właśnie dzięki psychoanalizie literatura
              rozwinęła sie tak a nie inaczej. po Froydzie i Ulissesie literatura nigdy nie
              będzie juz taka sama...i nie mówie tu tylko o postmodernizmie (z wszystkimi
              tymi intertekstualnymi zabawami), ale o rewizji w patrzeniu na prawdę i na
              obiektywnie istniejący świat. otóż obiektywnie istniejący świat nie istnieje (a
              przynajmniej my o takowym nie mozemy orzekać), nie istnieje wiec także pojęcie
              prozy realistycznej, bo ta z założenia promuje obiektywizm, szczegół i
              wypełnianie świata do ostatniej kropki
              • Gość: adas Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 01.06.04, 20:45
                Wiesz co, sam się zastanawiałem co zrobić z Kolumbijczykiem. Wykombinowałem tak:
                "Nie makto pisać do pułkownika" - realizm, "Sto lat", ha sam nie wiem, no cóż
                realizm magiczny:)
                Widzisz mi nie chodzi o obiektywizm, Faulkner ze swoimi poglądami choćby
                rasowymi nie moze być obiektywny, a i tak będę się upierał, ze jest
                realistyczny. Może to jest kwestia wiary? Po prostu ja chciałbym czuć
                opisywany świat, a nie ze robią sobie ze mnie jaja. Co nie znaczy, ze takich
                książek nie czytam z przyjemnością. Często bardziej zresztą ufam jawnie
                subiektywnej prozie, a nie pozornie obiektywnej - tutaj się zgadzamy, nie ma
                czegos takiego jak obiektywizm w literaturze. Podsumuję to tak: chciałbym żeby
                współczesna proza pamiętała o(przynajmniej niektórych) przykazaniach realizmu
                wymienionych w pierwszych linijkach wspominanej definicji.
                Ech, ciągniemy niepotrzebne akademickie spory...
                Pozdrawiam
                adas
                • Gość: pszemcio Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 21:00
                  no tak .."Pułkownik" to realizm (a nawet naturalizm), ale Faulkner to raczej
                  nie rasista...nie mozna wnioskować o autorze na podstawie bohaterów jego
                  powieści. Dzięki silnemu naciskowi na psychologie znasz myśli tych postaci, ale
                  czy to oznacza, że to poglądy autora!!! realizm to krok po kroku, szczegółowo
                  opowiedziana historia, od początku do końca..a Faulkner zawsze zadaje więcej
                  pytań niz odpowiedzi, bo hołduje subiektywizmowi...Nabokov czytany bez
                  opracowań też często mógły być posądzony o realizm, a przecież jego powieśći
                  tylko pozornie są proste i oczywiste; jest tu tyle niewiadomych, celowych
                  pomyłek, gierek z czytelnikiem i motywacji psychologicznych, że książki te
                  stają się łamigłówkami. wymagaja maxymalnego zaangażowania czytelnika...na tym
                  polega różnica miedzy dzisiejszą prozą, a powięscia realistyczną
                  • Gość: adas Re: Powieść - czy ma jeszcze sens? IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 01.06.04, 21:15
                    Nasz spór genialnie oddał braineater; i tutaj go zakończmy:)
                    Ironicznie - mój "program literacki" lepiej oddaje "Sto lat samotności"
                    niż "Pułkownik". realizm magiczny:)
                    Pozdrawiam.
                    • broch Faulkner, Marquez realizm.. magiczny i modernizm 02.06.04, 04:58
                      Faulkner byl modernista: Absalom, Absalom!, Kiedy umieram, Swiatlosc w sierpniu.
                      To przyklady modernizmu ktory (modernizm) wprowadzil m.in. strumien swiadomosci
                      do literatury.

                      Realizm Magiczny? he, he "Sto lat zamotnosci" zawdziecza wiele Faulknerowi.
                      Ostatecznie Yoknaputawpha County inspirowalo Macondo. O tym jak wazny byl
                      Faulkner dla Marqueza swiadczy przemowienie z okazji uzyskania Nobla przez
                      Marqueza. W mowie Kolumbijczyk uznal Faulknera za jednego z ojcow magicznego
                      realizmu. W zwiazku z czym chcialbym sie dowiedziec o jakich roznicach mowicie?

                      Faulkner byl "magicznym realista".
                      • Gość: pszemcio Re: Faulkner, Marquez realizm.. magiczny i modern IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.04, 08:50
                        stwierdzenie, że Faulkner był realistą magicznym" uważam za słuszne i nie
                        sądze, aby było w sprzeczności z tym co mówię. Bo dla mnie pojęcie "realizmu
                        magicznego" stoi w opozycji do realizmu w ogóle. samo określenie sugeruje
                        sprzeczność, bo jeśli magiczny to nierealny. Właśnie o tym piszę, stwierdzając
                        że "Wściekłość" to dla mnie najpiękniejsza nierealistyczna książka. Dzieła
                        Faulknera przybieraja więc raczej formę brutalnych mitów niż prozy
                        realistycznej.
              • braineater adas vs pszemcio - koda 01.06.04, 20:52
                Może byłoby wam panowie prościej gdybyście podrzucili sobie kilka tytułów
                powieści uważanych za powieści realistyczne. Czy będzie nią "Lalka" czy też
                inne XIX wieczne "powieści -panoramy" - Hugo, Zola itp? A jeśli tak, to co
                wtedy powiedzieć chociażby o rozdziale pierwszym wzmiankowanej "Lalki", który
                dokumentnie rozbija realizm tej powieści, oraz o wątku Geista, który również do
                realizmu nie pasuje (btw. miał być wykorzystany, jako postać pierwszoplanowa
                ppowieści sf zamierzanej acz nieopublikowanej przez Prusa).
                Byłbym w stanie stwierdzic, że nie istnieje coś takiego jak powieść
                realistyczna, bez odchyłów, gdyby nie kontakt z pisarstwem Henry'ego Millera, a
                z rzeczy nowszych z tekstami Bukowskiego (Charles'a) i z zupełnie ostatnich
                kąsków z "Brudną Trylogią o Hawanie" - tyle, że z tych nazwisk wynika, że
                realizm = cynizm i turpizm. Tylko co z tego wynika? Po pierwsze - to co pisał
                już pszemcio - realizm w prozie = subiektywizm. I po drugie - adasiowi
                prawdopodobnie chodzi o teksty służace opisaniu świata, co jest praktycznie
                niemożliwe bez pierwiastka odautorskiego, subiektywnegi i już z samego
                założenia nierealistycznego. Więc zda mi się panowie, że szans najmniejszych
                dogadać się nie macie, bo różni was zdecydowanie podejście do definicji...
                Pozdrawienia:)
                • Gość: pszemcio Re: adas vs pszemcio - koda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 21:13
                  mam Adasiu wrażenie, że jesteś nastawiony bardzo anty -
                  postmodernistycznie:)..napisałeś, że to książki o ksiązkach, jaja
                  itd...tymczasem temat książek postmodernistycznych to żadne jaja. Książki są
                  zawsze odzwierciedleniem czasów. A żyjemy w czasach w których intertekstualność
                  jest podstawową zasadą funkcjonowania kultury. mieszają się znaki , konwencje,
                  teksty, środki przekazu... Postmodernista uważa, że wszystko juz było więc jego
                  powieśći to dramat kogoś, kto szuka nowego środka wyrazu i zdaje sobie sprawę z
                  karkołomności tego zadania. postmodernizn wynikł z dramatu pisarza, który zdaje
                  sobie sprawę, że nie można opisać świata (zgadzam się z kodą), z niemozności
                  wyrażenia siebie...postmodernista to ten, który zdał sobie sprawę z naiwności i
                  kłamstwa prozy realistycznej
                  • Gość: adas Re: adas vs pszemcio - koda IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 01.06.04, 21:20
                    Miałem się zamknać, ale...

                    postmodernista to ten, który zdał sobie sprawę z naiwności i
                    >
                    > kłamstwa prozy realistycznej

                    I buduje swoją naiwność i kłamstwo, tyle ze daje do zrozumienia że to właśnie
                    kłamstwo i naiwność?
                    Odzwierciedlenie swoich czasów zakłada realizm ponoć?
                    No i kiedy artysta nie twierdził, ze wszystko juz było i nie szukał wyjścia z
                    impasu?
                    Przepraszam za chwytanie za słowa.
                    adas


                    • Gość: pszemcio Re: adas vs pszemcio - koda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 21:32
                      postmodernista nie buduje kolejnego kłamstwa lecz obala i rozbija isniejące
                      formy..stąd brak fabuł (fabuła jest kłamstwem!), ...nie rozumiem tej ironi na
                      temat odzwierciedlenia czasów przez literaturę...już Arystoteles mówił o tym
                      definiując zasadę mimezis (nie wiem co według ciebie jest nie tak w tym
                      sformułowaniu)..myślę, że artysta nie zawsze był świadom ,że wszystko już
                      było...wręcz przeciwnie - historia literatury to nieliczne wielkie dzieła i
                      rzesze epigonów...taka refleksja nad literaturą, jaka miała miejsce w 20w. nie
                      istniała nigdy wcześniej
                      • Gość: adas Re: adas vs pszemcio - koda IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 01.06.04, 21:35
                        Pas. Muszę odpocząć do kompa. Najlepiej kilka tygodni.
                        Pozdrawiam
                        adas
                        • Gość: pszemcio Re: adas vs pszemcio - koda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 21:40
                          ok...dzieki...czasem muszę z kimś pogadać...było miło

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka