reptar
18.03.02, 22:10
�wiat pokazany w tej ksišżce jest... hm, inny. Można by powiedzieć, że to fantastyka, gdyby nie to, że nie ma w niej elfów i innych takich tam. Jest tylko zdegenerowana społeczno�ć. Czytajšc tę ksišżkę, niemal czuje się woń denaturatu. Ale spod wszechogarniajšcego marazmu i smrodu przebija się całe mnóstwo perełek: słowa, które plasnęły jak wpadajšcy nocš do potoku zegarek; przytułek wyglšdajšcy jak skrzynia pełna tajemnic; szmatoskrzydły nietoperz; mech, który gwałtownie zaczyna porastać próg. Warto też przeczytać tę ksišżkę choćby po to, żeby poznać niezwykłš odpowied� na pytanie "jaki dzień dzisiaj?", a także by wybuchnšć �miechem, kiedy Coca Mavrodin poznaje charakter pisma Gézy Kökénya. Mimo skrajnej obrzydliwo�ci, ksišżka ma swój niepowtarzalny czar.
Ciekawy jestem Waszych opinii.