Dodaj do ulubionych

Recenzja książki Ostatni list

14.07.21, 11:35
Berger ze swoim zespołem od 30 lat utrzymują status jednej z najpopularniejszych kapel rockowych w kraju. Jednak w rzeczywistości żerują na kilku hitach stworzonych przez niego w początkowym etapie kariery. Zbierająca się od lat frustracja o monotonnie i bezsens jego życia oraz niemoc twórczą wybuchają po kolejnym wtórnym koncercie. Konflikt z zespołem i managerem zbiega się w czasie z pojawieniem się dziewczyny twierdzącej, że jest z nim w ciąży. Może jednak ten koszmarny wieczór okaże się jednak początkiem czegoś lepszego?

Główny zarys fabuły jest bardzo przewidywalny, czytelnik bez problemu odgadnie przebieg wątków, a nawet ich zakończenia. Nie musi to być jednak zarzut, bowiem konstrukcja akcji jest poprawna. Ciąg przyczynowo skutkowy został zachowany a Ostatni list czyta się błyskawicznie i przyjemnie. Do tego autor zastosował kilka pozytywnych urozmaiceń. Warte uwagi były wątki muzyczne, opisy tworzenia utworów, próby czy przesłuchania. Te ostatnie były moim ulubionym fragmentem książki. Ciszewski wymyślił barwnych artystów, a ich występy na zmianę wywoływały ekscytacje i śmiech tak samo, jak telewizyjne programy talent show. Podobało mi się też, że w niektórych kwestiach autor nie poszedł w banalne rozwiązania. Miałam wielkie obawy do wspomnianej z tyłu okładki tęsknoty za utraconą miłością. Odpowiedź jest zupełnie inna, niż możecie się spodziewać. Żeby jednak nie było tak kolorowo inna część fabuły, konflikt z managerem, jest bardzo stereotypowy i czarno-biały. Gdyby został on inaczej poprowadzony, książka mogłaby być dużo lepsza. W tej wersji wprowadził tylko okropnie irytującą postać pojawiającą się na zdecydowanie za dużej ilości stron.

Taka opowieść często stoi bohaterami, a niestety mam mały problem z Begerem. Najpierw go zwyczajnie nie lubiłam, a pod koniec książki miałam do niego w najlepszym razie neutralny stosunek. Muszę jednak przyznać, że jest w swojej kreacji wiarygodny i zrozumiały, jednak został przedstawiony na takim etapie życiowym, że jest po prostu… męczący. Zgorzkniały, zmęczony wieloletnią monotonią, wypalony twórczo, ale też nieumiejący wziąć odpowiedzialności za własne błędy i obwiniający za nie innych. Z biegiem historii oczywiście następuje w nim zmiana na lepsze, dowiadujemy się też co odcisnęło na nim piętno, i sprawiło, że ma problem z nawiązywaniem głębszych relacji. Pomimo to nadal nie został szczególnie lubianym przeze mnie bohaterem. Choć nie wykluczam, że ktoś inny może odebrać go zupełnie inaczej.

Cała recenzja na:

popkulturowykociolek.pl/na-zyciowym-zakrecie-recenzja-ksiazki-ostatni-list/
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka