Dodaj do ulubionych

poczatek powiesci

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.05.02, 14:37
Czesc :-)
Zacytuje wam maly fragmencik czegos, to poczatek pewnej powiesci (chwilowo nie
zdradze tytulu, ani autora)
Czy taki poczatek zaciekawil by was? zachecil do dalszego czytania?
A moze przeciwnie, zniechecil?
Podobno poczatek jest niezwykle wazny, co wy na to?
Pozdrawiam :-)
Czekam na opinie
ramona





Jutro ... jutro się z nim spotkam sam na sam. Drżę w oczekiwaniu na tę chwilę.
Drżę z ciekawości, ale i z obawy. Jak będzie, co będzie, czy w razie czego
umiem się oprzeć?

Zaczęło się pół roku temu. Poznałam go tak nowocześnie: przez internet. Czat,
wirtualna poga-wędka, okienka i słowa. Wyłącznie słowa, słowa, słowa. Ach,
jakże spragniona byłam miłych słów, ciepłych, czułych, głaszczących moje
kobiece ego. Jak kania dżdżu łaknęłam komplementów. I właśnie czat mi to dał.
Spędzałam w internecie długie godziny, głównie w nocy. Mąż czytał w łóżku,
wzdychał, kryty-kował, mówił, że marnuję czas. Ale nie dawał mi żadnych miłych
słów, żadnych komplementów, kwiatów. Od bardzo dawna nie dawał mi tego, czego
potrzebowałam najbardziej. Nasze małżeń-stwo się wypaliło?

Krzysztofa poznałam pewnej pięknej nocy, gdy właściwie już zamykałam okienko
czata. A jutro zjemy razem kolację. Wytworny lokal, wytworne menu - czy nie
marzy o tym każda kobieta?







Obserwuj wątek
    • Gość: okonka Re: poczatek powiesci IP: *.chello.pl 05.05.02, 15:38
      moim zdaniem - banalne!!!
      • olawoy ueeeeeeeeeee 06.05.02, 10:07
        i tylko mi prosze nie mowic ze ktorys z moich
        ulubionych autorow tak nisko upadl
        :(
    • ellivia Re: poczatek powiesci 05.05.02, 17:35

      Bardzo bym chciala wiedziec co bylo dalej :)
      pzdr.


    • Gość: Ada sz. Re: poczatek powiesci IP: *.kaliny.szn.pl 05.05.02, 18:50
      Eee, kolejny Wiśniewski:( Może coś bardziej oryginalnego, hm?
      • ewakowi Re: poczatek powiesci 05.05.02, 23:01
        A z czego to pochodzi, Dobry Czlowieku? Czym mamy sie zachwycac lub co
        krytykowac? Zdradz wreszcie te tajemnice, bo zasnac z ciekawoscie wielkiej nie
        moge!
        • Gość: ramona Re: poczatek powiesci IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.05.02, 23:59
          ewakowi napisał(a):
          > A z czego to pochodzi, Dobry Czlowieku? Czym mamy sie zachwycac lub co
          > krytykowac?

          A czy twa krytyka badz zachwyt zalezec beda od autora badz tytulu, dobra duszo?
    • ada08 Re: poczatek powiesci 06.05.02, 11:22
      Gość portalu: ramona napisał(a):

      >
      > Zaczęło się pół roku temu. Poznałam go tak nowocześnie: przez internet. Czat,
      > wirtualna poga-wędka, okienka i słowa. Wyłącznie słowa, słowa, słowa. Ach,

      Co to jest poga-wędka ?

      >
      > Krzysztofa poznałam pewnej pięknej nocy, gdy właściwie już zamykałam okienko
      > czata. A jutro zjemy razem kolację. Wytworny lokal, wytworne menu - czy nie
      > marzy o tym każda kobieta?
      >

      Nie :-)
      Pozdr ada :-)

      • Gość: micka Re: poczatek powiesci IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.05.02, 16:34
        ada08 napisał(a):
        > Co to jest poga-wędka ?

        albo ta kreseczka to jest myslnik, ktory dzieli wyraz na koncu wiersz
        albo poga-wędka to jest wędka pogan
        hehe
        • ada08 Re: poczatek powiesci 07.05.02, 07:25
          Gość portalu: micka napisał(a):

          > ada08 napisał(a):
          > > Co to jest poga-wędka ?
          >
          > albo ta kreseczka to jest myslnik, ktory dzieli wyraz na koncu wiersz
          > albo poga-wędka to jest wędka pogan
          > hehe

          Albo taniec pogo z wędką.
          hehe

      • ellivia Re: poczatek powiesci 06.05.02, 18:15
        ada08 napisał(a):

        A jutro zjemy razem kolację. Wytworny lokal, wytworne menu - czy ni
        > e
        > > marzy o tym każda kobieta?
        > >
        >
        > Nie :-)
        No to albo
        nie jestes kobietą
        albo
        nie możesz patrzec na jedzenie nawet z wytwornego lokalu i wytwornego menu
        ;-)
        pzdr.
        E.
        • ada08 Re: poczatek powiesci 07.05.02, 07:29
          ellivia napisał(a):

          > ada08 napisał(a):
          >
          > A jutro zjemy razem kolację. Wytworny lokal, wytworne menu - czy ni
          > > e
          > > > marzy o tym każda kobieta?
          > > >
          > >
          > > Nie :-)
          > No to albo
          > nie jestes kobietą
          > albo
          > nie możesz patrzec na jedzenie nawet z wytwornego lokalu i wytwornego menu
          > ;-)
          > pzdr.
          > E.

          Jestem kobietą , ale nie mam tak wyrafinowanych marzeń :-)
          ''O czym marzy dziewczyna, gdy dorastac zaczyna .... lalalalala .....''
          Dorastac do swoich marzeń ... taaaak ... to jest temat .... :-)))
          a.
          • Gość: micka Re: poczatek powiesci IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.05.02, 15:40
            ada08 napisał(a):
            > Jestem kobietą , ale nie mam tak wyrafinowanych marzeń :-)
            > ''O czym marzy dziewczyna, gdy dorastac zaczyna .... lalalalala .....''
            > Dorastac do swoich marzeń ... taaaak ... to jest temat .... :-)))
            > a.


            nikt nie powiedzial, ze marzenia o wykwintnej kolacji w wykwintnym lokalu
            (z facetam, ktory ma kupe kasy i moze nas do takiego lokalu zaprosic)
            sa jedynymi marzeniami dziewczyny
            ale pomysl .. nie chcialabys tak? choc raz? moc zaszalec kulinarnie nie patrzac
            na koszta? moc sprobowac tego i owego z tzw. gornej polki?
            ja bym chciala ;)
            • bukowski27 na tyle na ile znam ade... 17.05.02, 12:07
              ... to nie chcialaby;)))))))))
    • ewakowi Re: poczatek powiesci 06.05.02, 20:52
      ciekawosc moja tym wieksza, im wiecej domyslow i niedomowien sie kryje w owych
      kreseczkach, laczeniach wyrazow, niedokonczonych przeniesieniach.
      Ramono droga, zdradz nam wreszcie autora, chociaz nie od wielkosci jego
      nazwiska zalezy nasza (moja) ocena. Po prostu - zwykla, ludzka ciekawosc,
      wyzwolona twoja zreszta ispiracja.
      Pozdrawiam i czekam z niecierpliwoscia :)))
      • perlotiel Re: poczatek powiesci 06.05.02, 22:06
        poczatek, delikatnie mowiac, nie przypadl mi do gustu.
        ale z wlasnego doswiadczenia wiem, ze po poczatku xazki
        oceniac sie nie powinno. przynajmniej takie jest moje
        zdanie. ciekawosc mnie jednak zrzera: kto jest
        autorem??? i co to za ksiazka???
        pzdr
        • ewakowi Re: poczatek powiesci 06.05.02, 23:07
          Nnnoo własnie!!! Juz tuptam z niecierpliwościiiii!!!!!
    • Gość: ramona zaspokajam ciekawosc? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.05.02, 00:21
      Slow kilka do tych, co sie niecierpliwia, sa ciekawi lub uzalezniaja swoja
      opinie o tym "poczatku powiesci" od .. tytulu, autora:
      Ksiazka jest czesciowo w pisaniu, czesciowo u wydawcy, ktory ..... podejmuje
      decyzje ....
      Czy wyjdzie? Nie wiadomo
      Autor chce pozostac anonimowy, wyda rzecz pod pseudonimem (jesli wyda)
      W kazdym razie to nikt znany (pocieszam tych, co drza, ze ich ulubiony pisarz
      spadl "tak nisko", hm ... bez komentarza)
      Pozdrawiam wszystkich
      ramona
      • ewakowi Re: zaspokajam ciekawosc? 07.05.02, 00:27
        Ramona, wszak to byl tylko malenki poczatek, cala reszta moze byc genialna. Nie
        ma sie co zalamywac. Spojrz na naszych wielkich autorow - z reguly ich
        najlepsze dziela byly (sa) na samym poczatku potwornie nudne! Ale jakie
        arcydziela poznie!!! Palce lizac.
        Byc moze tak jest i w tym przypadku.
        Serdecznosci wielkie:)))

        • ada08 Re: zaspokajam ciekawosc? 07.05.02, 07:32
          ewakowi napisał(a):

          > Ramona, wszak to byl tylko malenki poczatek, cala reszta moze byc genialna. Nie
          >
          > ma sie co zalamywac. Spojrz na naszych wielkich autorow - z reguly ich
          > najlepsze dziela byly (sa) na samym poczatku potwornie nudne! Ale jakie
          > arcydziela poznie!!! Palce lizac.
          > Byc moze tak jest i w tym przypadku.
          >
          >
          Właśnie !!! tj. oczywizda !!!
          Pozdr.
          ada :-)
          • perlotiel Re: zaspokajam ciekawosc? 07.05.02, 14:36
            JAK JUZ WCZESNIEJ MOWILAM: NIE POWINNO OCENIAC SIE
            KSIAZKI PO WSTEPIE ^^
            • Gość: micka co decyduje IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.05.02, 15:44
              perlotiel napisał(a):
              > JAK JUZ WCZESNIEJ MOWILAM: NIE POWINNO OCENIAC SIE
              > KSIAZKI PO WSTEPIE ^^

              a co cie moze zachecic do ksiazki? kiedy i dlaczego decydujesz sie, zeby
              przeczytac ja cala (lub sprobowac przeczytac ja cala)?
              no, wyobraz sobie: wchodzisz do ksiegarni/biblioteki, bierzesz ksiazke do reki,
              powiedzmy ze wydana b. starannie, zagladasz pod okladke ...
              i ..
              no wlasnie, co dalej?


              • perlotiel Re: co decyduje 07.05.02, 23:14
                szczerze mowiac NIE WIEM ^^" nigdy sie nad tym
                niezastanawialam... kupuje ksiazki pod jakims chwilowym
                impulsem, spontanicznie ;P czytam fragmenty umieszczone
                z tylu okladki. krotkie wprowadzenie w fabule. ale
                zadko kiedy wstep. kilka lat temu Verne byl moim
                ulubionym pisarzem. wstep jego ksiazek prawie zawsze
                mnie nudzil. pozniej bylo znacznie lepiej.
                z zasady ksiazki kupuje/wyporzyczam pod katem tematyki.
                jesli w trakcie czytania okarze sie, ze jezyk, styl
                autora pozostawia wiele do zyczenia- przerywam.
                to chyba na tylko;)
                pzdr
              • ada08 Re: co decyduje - dobre pytania :-) 08.05.02, 07:37
                Gość portalu: micka napisał(a):


                >
                > a co cie moze zachecic do ksiazki? kiedy i dlaczego decydujesz sie, zeby
                > przeczytac ja cala (lub sprobowac przeczytac ja cala)?
                > no, wyobraz sobie: wchodzisz do ksiegarni/biblioteki, bierzesz ksiazke do reki,
                >
                > powiedzmy ze wydana b. starannie, zagladasz pod okladke ...
                > i ..
                > no wlasnie, co dalej?
                >
                >

                Autor.
                Jesli nie znam autora - czasem nazwisko tlumacza.
                Czasem intrygujacy tytul.
                Pierwsze zdanie. Mam w glowie prywatna kolekcje :-) ulubionych
                pierwszych zdan, np.:
                ''Tymczasem wybuchła wojna i dostałem się do niewoli'' jest
                to pierwsze zdanie z ''Jeziora Bodeńskiego'' Stanisława Dygata.

                A dalej ? Roznie bywa ....
                Pozdrawiam :-)
                ada
      • Gość: GRAFOMAN Re: zaspokajam ciekawosc? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.05.02, 12:14

        Gość portalu: ramona napisał(a):

        > Ksiazka jest czesciowo w pisaniu, czesciowo u wydawcy

        ramona. mozesz podac namiary na takiego milosiernego wydawce?
    • masaker Re: poczatek powiesci... 08.05.02, 14:59
      > Jutro ... jutro się z nim spotkam sam na sam. Drżę w oczekiwaniu na tę chwilę.
      > Drżę z ciekawości, ale i z obawy. Jak będzie, co będzie, czy w razie czego
      > umiem się oprzeć?
      >
      > Zaczęło się pół roku temu. Poznałam go tak nowocześnie: przez internet. Czat,
      > wirtualna poga-wędka, okienka i słowa. Wyłącznie słowa, słowa, słowa. Ach,
      > jakże spragniona byłam miłych słów, ciepłych, czułych, głaszczących moje
      > kobiece ego. Jak kania dżdżu łaknęłam komplementów. I właśnie czat mi to dał.
      > Spędzałam w internecie długie godziny, głównie w nocy. Mąż czytał w łóżku,
      > wzdychał, kryty-kował, mówił, że marnuję czas. Ale nie dawał mi żadnych miłych
      > słów, żadnych komplementów, kwiatów. Od bardzo dawna nie dawał mi tego, czego
      > potrzebowałam najbardziej. Nasze małżeń-stwo się wypaliło?
      >
      > Krzysztofa poznałam pewnej pięknej nocy, gdy właściwie już zamykałam okienko
      > czata. A jutro zjemy razem kolację. Wytworny lokal, wytworne menu - czy nie
      > marzy o tym każda kobieta?

      No cóż, straszna chała. Domyslam się, ramono, że to początek twojego dzieła, którym masz zamiar
      podbić swiat, a przynajmniej Europę (no, Polskę chociaż!). Niestety, czytając ten początek miałem tylko
      dwie mysli w głowie: "już to gdzies czytałem" i "dobrze, że takie krótkie".
      Jeżeli Krzysztof ma się okazać przystojnym, mądrym i czułym dżentelmenem, który zapłonie miłoscią do
      bohaterki, ona odwzajemni to uczucie, a oni oboje pokonają piętrzące się trudnosci, jakich nie oszczędzi
      im zły swiat (i jeszcze gorsza tesciowa), i będą już na zawsze szczęsliwi, to naprawdę - daj sobie spokój.
      Oczywiscie, mogę się mylić i mam nadzieję, że się mylę. Może okaże się (ale dopiero w okolicach 50
      strony), że Krzysztof przeszedł operację zmiany płci, a bohaterka będzie musiała stoczyć ciężki i
      dramatyczny bój psychiczny stawiając sobie (i czytelnikowi) pytania typu: "czy nadal mogę go(?) kochać?",
      "czy nie lepiej zostać z mężem - wybrać stabilizację zamiast dramatu?", "czy swiat (Bóg, rodzina, itp.) nas
      zaakceptują?", "czy ja sama akceptuję ten stan rzeczy?", itd. Rozterki doprowadzą ją do odsunięcia się od
      pracy zawodowej i zwiększą dystans do męża. Tymczasem okaże się, że zaniedbany mąż znalazł sobie
      kochankę - on nie ma żadnych dylematów (bo to w gruncie rzeczy podła swinia) i oswiadczy naszej
      bidulce, że ją rzuca. Bohaterka wpada w rozpacz, bo rozejsć się z kims, bo się znalazło kogos lepszego,
      to jedno, a dostać kopa w dupę, to co innego. Zaczyna walkę o męża, a Krzysztofa traktuje bardziej jak
      przyjaciółkę niż mężczyznę. Mąż i tak ją rzuca, bo tamta jest w nim slepo zakochana, a poza tym jest
      bogata i lepsza w łóżku, tymczasem Krzysztof przechodzi kryzys tożsamosci, bo uswiadamia sobie, że dla
      ukochanej kobiety nic nie znaczy jako mężczyzna. Odbiera sobie życie, a nasza sierotka boża zostaje
      sama.

      Aha! I zmień stronę językową przedsięwzięcia, bo w zaprezentowanym fragmencie już od pierwszej linijki
      cała intryga jest wyłożona jak na tacy.

      chrum?
      • Gość: ramona Re: poczatek powiesci... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.05.02, 16:26
        masaker napisał(a):
        > Może okaże się, że Krzysztof przeszedł operację zmiany płci, a bohaterka będzie
        > musiała stoczyć ciężki i dramatyczny bój psychiczny stawiając sobie pytania
        > typu: "czy nadal mogę go(?) kochać?", "czy nie lepiej zostać z mężem - wybrać
        > stabilizację zamiast dramatu?", "czy swiat (Bóg, rodzina, itp.) nas
        > zaakceptują?", "czy ja sama akceptuję ten stan rzeczy?", itd.
        > Rozterki doprowadzą ją do odsunięcia się od pracy zawodowej i zwiększą dystans
        > do męża. Tymczasem okaże się, że zaniedbany mąż znalazł sobiekochankę - on nie
        > ma żadnych dylematów (bo to w gruncie rzeczy podła swinia) i oswiadczy naszej
        > bidulce, że ją rzuca. Bohaterka wpada w rozpacz. Zaczyna walkę o męża,
        > a Krzysztof a traktuje bardziej jak przyjaciółkę niż mężczyznę. Mąż i tak ją
        > rzuca, bo tamta jest w nim slepo zakochana, a poza tym jest
        > bogata i lepsza w łóżku, tymczasem Krzysztof przechodzi kryzys tożsamosci, bo
        > uswiadamia sobie, że dla ukochanej kobiety nic nie znaczy jako mężczyzna.
        > Odbiera sobie życie, a nasza sierotka boża zostaje sama.
        >
        > w zaprezentowanym fragmencie już od pierwszej linijki cała intryga jest
        > wyłożona jak na tacy.
        >
        > chrum?
        >



        no swietny scenariusz/plan powiesci! ;p
        moze napisz takowa, co? hehe ;p
        jesli uwazasz, ze cala intryga wylozona jest juz w pierwszym zdaniu, to powiem
        ci, ze mylisz sie okrutnie
        bohaterka dopiero jutro spotka sie z Krzysztofem
        co bedzie pojutrze?

        jakie chrum? czys ty swinka?


        • perlotiel Re: poczatek powiesci... 08.05.02, 22:10
          a mozesz zdradzic co bedzie jutro? wiem, ze pewnie
          niechetnie bys to zrobila, ale nie prosze o dokladny
          opis sytuacji. chcialabym tylko wiedziec czego mniej
          wiecej moge sie spodziewac:)
          pzdr
    • ydorius zadziwiające... 08.05.02, 23:10

      wystarczy zrobić tajemnicę i od razu znajduje się grono potencjalnych fanów,
      którzy chcą poznać, co było dalej...

      Podzielam zdanie masakera: mam nadzieję, że dalej będzie lepiej. Tu mamy
      zaprezentowane dwa wątki:
      - wątek zawierania znajomości via Internet (co przypomina mi "Samotność w
      sieci")
      - wątek romansu z nieznajomym mężczyzną (+ dodatkowo mamy nieinteresującego
      męża, co daje nam "Bridges of Madison County" chociażby).

      Oba wątki, w zaprezentowanej formie, są niestrawnie wręcz wtórne.

      Oprócz tego dość uboga warstwa językowa: "łaknąć jak kania dżdżu" to jedyne
      porównanie, reszta (można jeszcze zauważyć jeden klasyczny cytat :-)) jest
      powiedziana wprost. Reasumując ten krótki wywód: zaczyna się jak klasyczny
      Harlequin i szczerze mówiąc nie zachęca do dalszej lektury.

      pozdrawiam,
      .y.
      • Gość: micka Re: zadziwiające... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.05.02, 23:38
        ydorius napisał(a):
        > Oprócz tego dość uboga warstwa językowa: "łaknąć jak kania dżdżu" to jedyne
        > porównanie, reszta (można jeszcze zauważyć jeden klasyczny cytat :-)) jest
        > powiedziana wprost.

        ile porownan, metafor, itp. zyczylbys sobie w tak krotkim fragmencie?
        czy umiar nie jest wskazany? zwlaszcza na poczatku?
        • ydorius Re: zadziwiające... 08.05.02, 23:51

          Ilość (i jakość również) metafor była tylko jednym z argumentów. Wydaje mi
          się, że - jeżeli człowiek już decyduje się na bycie tajemniczym - można zacząć
          nieco bardziej intrygująco.

          Umiar jest jak najbardziej wskazany. Również w tym, by w pierwszych trzech
          akapitach nie opowiedzieć treści książki.

          p,
          .y.
          • cc=sisi Re: zadziwiające... 09.05.02, 00:22
            moim zdaniem w tym fragmencie nie widac jeszcze wszystkiego

            bo co wiemy?:
            bohaterka spragniona cieplych slow,
            "wirtualny" mezczyzna, ktory jej te slowa daje (poza tym oferuje jej wytworna
            kolacje),
            realny maz, ktory ja zauwaza, ale nie daje jej milych slow
            bohaterka spotka sie jutro z "wirtualnym" mezczyzna

            a co dalej? moze byc roznie:
            tak, jak proponowano juz w wyzszych postach,
            zupelnie przewidywalnie: rzuci meza, zwiaze sie z tamtym facetem, ktory z kolei
            ja rzuci, gdy ona bedzie w ciazy,
            albo autor wymysli cos zupelnie innego
            ja jestem ciekawa, co bedzie dalej,
            ale tylko na podstawie przytoczonego poczatku trudno byloby mi zdecydowac, czy
            kupie te ksiazke

            pozdrawiam
            cc

            ps. "samotnosci w sieci" nie czytalam
            • masaker Do różnych ludzi 09.05.02, 08:38
              Po pierwsze - zgadzam się z ydoriusem, który więcej uwagi niż ja poswięcił stronie językowej
              przedsięwzięcia. Nie chciałem też używać tego słowa, ale skoro padło... Harlequin - niestety,
              zaprezentowany styl wyłącznie z tym mi się kojarzy. Krótko i do rzeczy, żadnych bijących swieżoscią
              zdań, żadnego estetyzmu. Jak w filmach klasy B - dialogi są po to, aby bohaterowie zdążyli
              przeładować broń (sensacyjne), nalać wina do kieliszka (erotyczne) lub dać robotom sznasę
              naładowania baterii (s-f).

              Do cc=sisi (co za dziwacny nick): to nieprawda, że jeszcze nie znamy wszystkiego. W Harlequinie
              obowiązuje pewna konwencja i autorka BĘDZIE się jej trzymać. To przynajmniej wynika z pierwszych
              zdań. Nie czytałas "Samotnosci w sieci"? Nie czytaj, szkoda czasu.

              Do ramony: przyznaj się, że to twoje dzieło, bo z tonu, w jakim odebrałas moją krytykę, własnie cos
              takiego wnioskuję.
              A do rzeczy, naprawdę nie czujesz wtórnosci tego tekstu? Nie słyszysz w głowie gromkiego krzyku
              publicznosci: "BYŁO!!!"? Jeżeli już koniecznie ktos (kto?) musi pisać tekst na ten temat, to niech
              chociaż zdania zadźwięczą jakos inaczej niż do tej pory. Gdzie ambicja?

              PS. Nie jestem swiniką. A co - chrumać nie wolno?
              chrum-chrum-chrum-chrum-chrum-chrum-chrum-chrum-chrum-chrum-chrum...
              • ada08 Re: Do różnych ludzi 09.05.02, 09:49
                Czy nie nazbyt powaznie traktujesz tego gniota ?
                :-)
                • masaker Re: Do różnych ludzi 09.05.02, 10:41
                  Jesli wierzyć ramonie, jakis wydawca interesuje się jego opublikowaniem. Zatem to, co czynię, czynię
                  pro publico bono.
                  • ada08 Re: Do różnych ludzi 09.05.02, 10:55
                    masaker napisał(a):

                    > Jesli wierzyć ramonie, jakis wydawca interesuje się jego opublikowaniem.

                    Wolne żarty :-)))
              • Gość: RUDA Re: Do różnych ludzi IP: 193.0.117.* 10.05.02, 12:59
                popieram.Ścigać grafomaństwo.Jak ktoś ma być pisarzem, to widać to od razu,
                można diament oszlifować do brylantu, samorodek złoty wykuć z bryły szarego
                kwarcu, ale 'i w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu'.
                Chrum-chrum-kwiiik!!!!
                • masaker Re: Do różnych ludzi 10.05.02, 13:17
                  No, ale kwiiiknięcie było trochę za głosne.
    • Gość: ramona ulepszony (?) poczatek powiesci IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 09.05.02, 16:01
      niby to ingerencja w cudzy tekst, ale potraktowalam to jako zabawe
      czy teraz lepiej? hihi ;p
      do starej wersji tego poczatku powiesci dopisalam kilka nowych zdan,
      wycielam wszystko o mezu
      oryginalne zdanie autora ujelam w takie znaczki >>> tekst<<<
      co wy na to teraz? hihi
      moze zasugeruje cos autorowi?





      ulepszony (?) poczatek powiesci

      Poprzez zielone konary spogladalo na mnie popoludniowe niebo, a sloneczny jezor
      leniwie lizal lawke, na ktorej siedzialam. Cieply wiatr bawil się moimmi
      wlosami, a wszechobecna ptasia muzyka zdawala się saczyc w każdy mój nerw.
      Wszystko wokół mnie było tak spokojne i wyciszajace. A ja sciskalam telefon
      komorkowy, jeszcze cieply od niedawnej rozmowy i chcialam skakac jak nastolatka
      i krzyczec z radosci.

      >>>Jutro ... jutro się z nim spotkam sam na sam. Drżę w oczekiwaniu na tę
      chwilę. Drżę z ciekawości, ale i z obawy. Jak będzie, co będzie, czy w razie
      czego umiem się oprzeć?

      Zaczęło się pół roku temu. Poznałam go tak nowocześnie: przez internet. Czat,
      wirtualna poga-wędka, okienka i słowa. Wyłącznie słowa, słowa, słowa. Ach,
      jakże spragniona byłam miłych słów, ciepłych, czułych, głaszczących moje
      kobiece ego. Jak kania dżdżu łaknęłam komplementów. I właśnie czat mi to dał.
      Spędzałam w internecie długie godziny, głównie w nocy.<<< Prowadzilam wirtualne
      rozmowy o wszystkim i o niczym. Z doroslymi, z nastolatkami, z mezczyznami, z
      kobietami.
      >>>Krzysztofa poznałam pewnej pięknej nocy, gdy właściwie już zamykałam okienko
      czata. A jutro zjemy razem kolację.<<<


      • masaker Re: ulepszony (?) poczatek powiesci 10.05.02, 11:11
        Ach, ta ingerencja w cudzy tekst! Ramono, a co na to Jego Pisarskosć Autor?

        Początek zachęcił mnie na tyle, aby podrzucić projekt kontynuacji:

        Krzysztof zaprosił mnie do "Szalonego Bakłażana", najmodniejszej i najszykowniejszej restauracji w
        centrum. Jaka to odmiana po wszystkich poprzednich facetach! Na przykład - Romek. Wydawał się taki
        miły, taki cholernie charmant, a tymczasem na pierwszej randce zaproponował wieczór w kinie porno. Do
        dzis pamiętam ten wyraz twarzy, kiedy powiedział:
        - Rozumiesz, he-he-he, wiesz, o co chodzi, nie?, he-he-he, tego-ten...
        Nagle z sympatycznego mężczyzny przeistoczył się w oblesnego satyra. Jego ręce drżały, kiedy dotknął
        mojego ramienia podczas swojej wypowiedzi, jego oczy swieciły się. Cały czas powtarzał to swoje:
        "he-he-he" i oblizywał wargi. Uciekłam, nawet nie patrząc, czy mnie goni, czy nadal stoi w miejscu, w
        ogóle przestało mnie interesować, co się z nim dzieje. Nie zadzwonił później. Chociaż tyle w nim było
        kultury.
        Ale Krzysztof... To na ktos wyjątkowy, na nim na pewno nie sposób się zawiesć. I na pewno nie jest żonaty
        jak Adam. Podła swinia - przez pół roku oszukiwał mnie, że taką ma pracę, że ciągle musi gdzies
        wyjeżdżać. Tymczasem okazało się, że jest bezrobotnym wałkoniem na utrzymaniu żony.

        No i co? Ładnie?
        • Gość: ramona masaker IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 12:07
          masaker napisał(a):
          > No i co? Ładnie?

          mnie sie nie podoba ;p

          • masaker Re: masaker 10.05.02, 13:17
            Dlaczego? Złe ujęcie tematu? Krzysztof za mało obiecujący? Odpowiedz, może ja też zacznę pisać i
            na starcie chcę wiedzieć, jak się zabrać do rzeczy.
            • Gość: ramona Re: masaker IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 13:19
              sory masaker, ja nie wiem, nie jestem pisarzem, ani nie jestem sluchaczem szkoly
              dla pisarzy ;P
              • masaker Re: masaker 10.05.02, 13:32
                To argument formalny. Ja też nie jestem ani pisarzem, ani pobierającym pisarskie nauki. Jednak
                potrafię się wypowiedzieć na temat literatury. Może nie mam racji - to już inna kwestia, ale zabrać głos
                umiem. Dlatego nie widzę przeszkód, abys i ty nie mogła zrobić tego samego.
                • Gość: ramona Re: masaker IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 13:47
                  glos moge zabrac, ale udzielac wskazowek, jak pisac nie osmielam sie

                  twoj framgment ze wspomnieniami o bylych facetach bohaterki, byl malo smaczny,
                  jakie taki "oblesny", a mzoe nawet "nieco wulgarny" mimo, ze nie bylo tak
                  wulgaryzmow
                  takie ejst moje zdanie, mozesz miec inne ;p
                  • masaker Re: masaker 10.05.02, 14:04
                    Rozumiem, ale chciałem pokazać, jak dotychczas bohaterka fatalnie trafiała na facetów. Czytelnik
                    zaczyna rozumieć, że ona ciągle ma nadzieję na udany związek, a jednoczesnie doswiadczenie
                    życiowe podpowiada, że Krzysztof też może być niewypałem. Może to "urodzić" powiesć o
                    rozczarowaniach, niemożnosci znalezienia własciwej osoby, o tym, że ludzie nie potrafią uczyć się na
                    własnych błędach.
                    I co o tym sądzisz?
                    • Gość: ramona Re: masaker IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 14:28
                      masaker napisał(a):
                      > zaczyna rozumieć, że ona ciągle ma nadzieję na udany związek,

                      a jesli ci powiem, ze bohaterka wcale nie szuka nowego zwiazku, nowego partnera?
                      spojrz na zdanie: "Jak będzie, co będzie, czy w razie czego umiem się oprzeć?"

                      • masaker Re: masaker 10.05.02, 14:39
                        Gość portalu: ramona napisał(a):

                        > a jesli ci powiem, ze bohaterka wcale nie szuka nowego zwiazku, nowego partnera?
                        > spojrz na zdanie: "Jak będzie, co będzie, czy w razie czego umiem się oprzeć?"

                        Hmm, bohaterka nie szuka nowego partnera. Ciekawe, dlaczego tak bardzo ekscytuje ją kolacja, na którą
                        on ją zaprosił. Przecież wygodniej byłoby umówić się na miescie, pójsć na lody albo pospacerować po
                        ulicach. I czemu ta nie szukająca partnera bohaterka miałaby się nie umieć oprzeć? Polewie
                        czekoladowej dodawanej do lodów?
                        Powiem szczerze - nie wciskaj kitu. W zarysowanej sytuacji gołym okiem widać, że on i ona chcą
                        zobaczyć, czy do siebie pasują. Jako partnerzy własnie.
                        • Gość: ramona Re: masaker IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 14:58
                          masaker napisał(a):
                          > Hmm, bohaterka nie szuka nowego partnera. Ciekawe, dlaczego tak bardzo ekscytuj
                          > e ją kolacja, na którą on ją zaprosił.
                          > Przecież wygodniej byłoby umówić się na miescie,
                          > I czemu ta nie szukająca partnera bohaterka miałaby się nie umieć oprz
                          > eć? Polewie czekoladowej dodawanej do lodów?


                          a jednak to ja mam racje
                          wiem, bo czytalam ;p
                          bohaterka nie szuka nowego zwiazku, ale obawia sie, ze on szuka przygody, wiec
                          zastanawia sie, czy jest na tyle silna, ze w razie czego mu sie oprze (a
                          bynajmniej nie jest on polewa czekoladowa)
                          jest spragniona milych slow i komplementow, a on jej to oferuje, wiec czy umie
                          zatrzymac sie tylko na wspolnej kolacji? czy umie oprzec sie jego ewentualnym
                          checiom, by pojsc dalej?
                          a na kolacje umawia sie z nim przeciez na miescie (czy wytworny lokal, gdzie ma
                          sie odbyc owa kolacja, to moze byc jej mieszkanie lub dom Krzysztofa? chyba nie o
                          to chodzilo)


                          • masaker Re: masaker 10.05.02, 15:05
                            Gość portalu: ramona napisał(a):

                            > a jednak to ja mam racje
                            > wiem, bo czytalam ;p
                            > bohaterka nie szuka nowego zwiazku, ale obawia sie, ze on szuka przygody, wiec
                            > zastanawia sie, czy jest na tyle silna, ze w razie czego mu sie oprze (a
                            > bynajmniej nie jest on polewa czekoladowa)jest spragniona milych slow i
                            > komplementow, a on jej to oferuje, wiec czy umie zatrzymac sie tylko na
                            > wspolnej kolacji? czy umie oprzec sie jego ewentualnym checiom, by pojsc dalej?
                            > a na kolacje umawia sie z nim przeciez na miescie (czy wytworny lokal, gdzie ma
                            > sie odbyc owa kolacja, to moze byc jej mieszkanie lub dom Krzysztofa? chyba nie
                            > o to chodzilo)

                            Biedactwo. Krzysztof powie kawał albo dwa, sypnie życiową mądrością i bohaterka
                            się zapomni. Wiadomo - facet zbałamuci, obróci i rzuci. A mamusia ostrzegała,
                            żeby nie ufać obcym panom.
                            Przeczytaj jeszcze raz zaprezentowany przez ciebie tekst i zastanów się, czy
                            rzeczywiście, to jest takie oczywiste, że obojgu chodzi o niezobowiązującą gadkę-
                            szmatkę jak u cioci na imieninach.
                            • Gość: ramona Re: masaker IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 15:16
                              masaker napisał(a):
                              > Przeczytaj jeszcze raz zaprezentowany przez ciebie tekst i zastanów się, czy
                              > rzeczywiście, to jest takie oczywiste, że obojgu chodzi o niezobowiązującą gadk
                              > ę-szmatkę jak u cioci na imieninach.

                              jej tak, ale WLASNIE obawia sie, ze jemu moze nie (?)
                              to ty przeczytaj ten tekst jeszcze raz ;P
                              ona siebie zna (jasne, ma obawy, ale mniej wiecej wie czego chce), jego zas nie
                              zna prawie wcale
                              poza tym moze jej chodzi o przezycie takiej wytwornej kolacji, bo nigdy nie byla
                              w wytwornym lokalu i nie smakowala wytwornego menu? hihi ;P

                              masaker chyba zaczynam cie lubic ;)

                        • Gość: ramona Re: masaker IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 15:00
                          masaker napisał(a):
                          > Hmm, bohaterka nie szuka nowego partnera. Ciekawe, dlaczego tak bardzo ekscytuj
                          > e ją kolacja, na którą on ją zaprosił.

                          a ekscytuje sie, bo ona prawie wszystkim ekscytuje sie jak dziecko
                          w dodatku oczekiwanie na spotkanie z milym facetem naprawde moze byc ekscytujace,
                          wierz mi ;)
                          • masaker Re: masaker 13.05.02, 08:41
                            Wszystko to ładnie i pięknie, ale ja jakos nie mogę sobie wyobrazić, że jej ten facet w ogóle nie
                            interesuje jako facet. A jesli tak, to mogła powiedzieć mu o tym już na wstępie - niech i on wie, co
                            może go spotkać z jej strony. Poza tym, to trochę niespójne - niby babeczka wie, czego chce, ale z
                            drugiej strony na samą mysl o wytwornej kolacji dostaje gęsiej skórki, bo ją wiele rzeczy cieszy.
                            Powiem ci, że jest mało zachęcająca jako kobieta. Jakas taka banalna.

                            PS. Miło wiedzieć, że ktos zaczyna mnie lubić. Odwzajemniam.
                            • Gość: ramona Re: masaker IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.05.02, 16:28
                              masaker napisał(a):
                              > Wszystko to ładnie i pięknie, ale ja jakos nie mogę sobie wyobrazić, że jej ten
                              > facet w ogóle nie interesuje jako facet. A jesli tak, to mogła powiedzieć mu o
                              > tym już na wstępie - niech i on wie, co może go spotkać z jej strony.

                              on wie, ze ona ma meza i ze tego meza ... kocha, ale ze to jej malzenstwo jakos
                              sie nie uklada najlepiej



                              > Poza tym, to trochę niespójne - niby babeczka wie, czego chce, ale z
                              > drugiej strony na samą mysl o wytwornej kolacji dostaje gęsiej skórki, bo ją
                              > wiele rzeczy cieszy.

                              spojne, spojne (o ile kobieta moze byc spojanw swych emocjach, hi hi):
                              wie czego chce - chce komplementow i wytwornej kolacji i mysl o tym jest na tyle
                              ekscytujaca, ze dostaje gesiej skorki



                              > Powiem ci, że jest mało zachęcająca jako kobieta. Jakas taka banalna.

                              bardzo niebanalna, wierz mi :)



                              > PS. Miło wiedzieć, że ktos zaczyna mnie lubić. Odwzajemniam.

                              :)))


                              • masaker Re: masaker 14.05.02, 12:35
                                Gość portalu: ramona napisał(a):

                                > on wie, ze ona ma meza i ze tego meza ... kocha, ale ze to jej malzenstwo jakos
                                > sie nie uklada najlepiej

                                Stanowczo protestuję! Przecież fragment o mężu został usunięty. Zrozumiałem więc, że należy to traktować tak,
                                jakbysmy nic o mężu nie wiedzieli. Może jednak zdecydujmy się - jest ten mąż czy go nie ma?
                                • Gość: ramona Re: masaker IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 13:32
                                  masaker napisał(a):
                                  > Może jednak zdecydujmy się - jest ten mąż czy go nie ma?

                                  maz jest, jeno nie pojawia sie od razu na poczatku (w mojej wersji)
                                  co jednak nie znaczy, ze Krzysztof o nim jeszcze nie wie (on nie czyta powiesci)
                                  he he

        • ellivia Re: ulepszony (?) poczatek powiesci 13.05.02, 20:36
          Skoro masaker pokusil sie o ciag dalszy to ja zaproponuje swoja wersję i to
          bedzie dopiero Harlequin :-)
          cvęść pierwsza została opublikowana przez ramonę
          A oto dalsze części napisane przeze mnie w natchnieniu majowego wieczora

          2 część

          Weszłam do lokalu w ktorym mial czekac na mnie Krzysztof. Serce pukalo mi jak
          przed pierwszą randka. Bylam tak podekscytowana, tak poruszona i czułam ,ze to
          najwspanialsza chwila -chwila, ktorej nigdy nie zapomnę.
          Szlam powoli wsród rzędu stolików, w czerwonej obcislej sukni i zobaczylam jego.
          Tak sobie własnie wyobrażałam Krzysztofa; męzczyzna o szpakowatych włosach w
          eleganckim ciemnym garniturze spoglądal na mnie usmiechajac sie leciutko kącikiem
          ust. Nie wiedzialam czy to własnie ten stolik ,ale nie musialam sprawdzac ,
          chcialam podbiec i rzucic sie w jego ramiona od razu bez słów....gdy platynowa
          blondynka w czarnej garsonce usiadła przy tym oto stoliku. Przerzucil spojrzenie
          na tamta kobietę a ja poczułam jak moją twarz opieka rumieniec wstydu.
          -Hej Mariolka tutaj, tutaj sie umówilismy droga moja!- zawołal lysy, grubawy
          facet ze stolika pod oknem. Nr 42 tak to numer stolika przy ktorym sie umowiłam.
          I to byl Krzysztof.
          -Kwiatku slodki jestes taka piekna.Wygladasz jak truskaweczka w jogurcie, a cerę
          masz jak brzoskwinka w jogurcie. Nie klamię,domyslałas się,że lubie sypac
          komplementami jak z rekawa ale wszystkie sa szczere a ten najszczerszy. I
          usmiechnąl sie do mnie a w jego usmiechu blysnęła zlota gorna jedynka.

          Część 3

          Homar wcale mi nie smakował. Mial smak rozczarowania, podobnie jak czerwone wino,
          ktore piłam w nadmiarze. A Krzysztof ciagle opowiadal o swojej pracy... strzepki
          jego słów docierały do mnie powoli.
          -I wtedy, gdy na straganie sprzedawałem nabiał nie pomyslal bym ,ze będe jednym z
          wiekszych biznesmenów w tym miescie. A teraz otworzylismy drgugi zaklad ,
          bedziemy produkowac serki topione o smaku cebulowym i borowikowym. Nasze jogurty
          podbily juz rynek ukrainski.A w przyszlosci kto wie...
          -Krzysztof, musze iść.
          -Droga moja nie puszcze Cię sama, jestes tak słodką istotą. Pójedzmy do mnie,
          potańczymy, po...
          Wybiegłam , kolowalo mi się w glowie, czułam ,ze bylam nie fair wobec męża,
          czułam jak bardzo boli zderzenie z rzeczywistoscia.

          Część 4

          Padal deszcz, krople opadały z łomotem na chodnik, błyskalo gdzies w oddali,
          W glowie dzwięczały mi jeszcze wolane z wyrzutem slowa! "Mariola umowiłem sie z
          toba a ty co, uciekasz? Zaplacilem za jedzenie, jak możesz?"
          Rozczarowałam Krzysztofa, rozczarowałam siebie. Łzy ciurkiem spływały mi po
          policzkach. Przemokłam do szpiku kosci. Nagle usłyszałam,że ktos za mna biegnie
          i poczulam czyjes dotkniecie. Zadrżałam. Odwróciłam sie przerazona i zobaczyłam
          mężczyzne z restauracji, ktorego pomyliłam na poczatku z Krzysztofem.
          -Widziałem jak Pani wybiegła, obawiałem sie,że cos moglo sie stac, chciałem tylko
          pomóc. Niech Pani nie będzie taka smutna! Jestem juz wolny, moja wspólniczka
          musiała wracac. Czy pozwoli pani,ze zaprosze Pania do Magdonald's na lody i colę ?
          część dlasza (nie) nastapi
          Ellivia ( all rights reserved)
          ;-))))


          • Gość: ramona Re: ulepszony (?) poczatek powiesci IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.05.02, 23:23
            swietne, ellivia i do smiechu i do rozmazania tuszu ;)
      • ellivia Re: ulepszony (?) poczatek powiesci 13.05.02, 19:35

        Troche offtopic bedzie, ale metafora "sloneczny jezor leniwie lizal
        lawke"przypomniala mi pewnien kawal.
        Dziewczyna z chlopakiem uprawiaja seks w parku na ławce , dziewczyna nagle mówi:
        Heniek zdejmij okulary , bo mi rajstopy podrzesz
        Lepiej załóz te okulary , bo ławke lizesz
        ;-)
        • Gość: ramona zdradzam pewne szczegoly IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.05.02, 23:31
          zdradze cos:
          bohaterka wie, jak Krzysztof wyglada, spotkali sie juz w wiekszym czatowym
          gronie, jutro spotkaja sie pierwszy raz sam na sam (nie liczac obslugi
          wytwornego lokalu)
          poza tym Krzysztof jest doskonale wychowany, przyjedzie po nie samochodem, po
          kolacji odwiezie pod mieszkanie, podaje plaszcz, przepuszcza w drzwiach itp, a
          jego komplementy naprawde sa wyzszej klasy niz "truskaweczka w smietanie"

          pozdrawiam :)
          • masaker Re: zdradzam pewne szczegoly 14.05.02, 12:41
            Przykro mi, bo to, co zaraz napiszę, nie będzie przyjemne, ale zdradzone szczegóły to banał do kwadratu.
            Proszę, uczłowiecz jakos tego Krzysztofa niczym Romek i A'Tomek uczłowieczali Tytusa. Niech on chociaż ma
            znamię na policzku albo sepleni albo ma jakis tik albo cokolwiek...
            Czy ty, ramono, naprawdę chciałabys się spotykać z takim kryształem? To już chyba lepiej wazonik sobie kupić.
            • Gość: ramona Re: zdradzam pewne szczegoly IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 13:35
              masaker napisał(a):
              > Przykro mi, bo to, co zaraz napiszę, nie będzie przyjemne, ale zdradzone
              > szczegóły to banał do kwadratu.
              > Proszę, uczłowiecz jakos tego Krzysztofa niczym Romek i A'Tomek uczłowieczali T
              > ytusa. Niech on chociaż ma
              > znamię na policzku albo sepleni albo ma jakis tik albo cokolwiek...
              > Czy ty, ramono, naprawdę chciałabys się spotykać z takim kryształem? To już chy
              > ba lepiej wazonik sobie kupić.


              chyba nie rozumiem, co masz na mysli
              skad wiesz, ze Krzysztof nie ma wad? moze ujawnia sie pozniej?
              tak chetnie spotkalabym sie z Krzysztofem, dawnosmy sie nie widzieli ;p
              wazonik? na kwiaty od Krzysztofa?
              • masaker Re: zdradzam pewne szczegoly 15.05.02, 14:09
                Gość portalu: ramona napisał(a):

                > skad wiesz, ze Krzysztof nie ma wad? moze ujawnia sie pozniej?
                > tak chetnie spotkalabym sie z Krzysztofem, dawnosmy sie nie widzieli ;p
                > wazonik? na kwiaty od Krzysztofa?

                To nie w tym rzecz. Kiedy czytam, że wyjątkowosc Krzysztofa (oczywiscie - przy pierwszym poznaniu)
                polega na tym, że podaje płaszcz i otwiera drzwi, to czuję się rozczarowany, bo to elementarne podstawy
                kulturalnego stosunku do kobiet, a nie eksplozja oryginalnosci. Poza tym współczuję bohaterce
                (autorce?), bo znaczy to, że do tej pory nie spotkała faceta z takim chociażby minimalnym poziomem
                ukulturalnienia.
                • Gość: ramona Re: zdradzam pewne szczegoly IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.05.02, 22:16
                  masaker napisał(a):
                  > Kiedy czytam, że wyjątkowosc Krzysztofa (oczywiscie - przy pierwszym poznaniu)
                  > polega na tym, że podaje płaszcz i otwiera drzwi, to czuję się rozczarowany,


                  masaker, nie zrozumielismy sie :(
                  wyjatkowosc Krzysztofa nie polega WYLACZNIE na jego kulturalnym zachowaniu wobec
                  kobiet
                  a wspomnialam o tym niejako w odpowiedzi na post elivii (z jej pomyslem na ciag
                  dalszy)

                  mysle, ze powinnismy zakonczyc te dyskusje (aczkolwiek mila)
                  wydawca powiedzial, ze na razie nie wyda tego :(
                  • masaker Re: zdradzam pewne szczegoly 16.05.02, 10:47
                    Gość portalu: ramona napisał(a):

                    > mysle, ze powinnismy zakonczyc te dyskusje (aczkolwiek mila)
                    > wydawca powiedzial, ze na razie nie wyda tego :(

                    Pewnie czytał naszą wymianę postów na tym forum i się zniechęcił, bo przeraziło go, ile będzie się musiał
                    użerać z autorem.
                    No to kończymy. Pa pa, ramono! Pa pa, Krzysztofie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka