Dodaj do ulubionych

autoironia w literaturze

21.01.05, 11:22
kluczem do powodzenia? :)
wczoraj przekopiowalem, dzis pasuje jak ulal:)

...........
Jak zostalem tancerzem i Wigilia w Marriotcie

Napisalem, ze jedyne pieniadze, jakie zarabialem na studiach, pochodzily ze
szlaku handlowego. To prawda, ale nie do konca. Tak bylo w pierwszych latach,
ale juz na trzecim roku polonistyki fortuna zaczela sie umiechac. Jak
wspomnialem, wyrzucono mnie ze Szkoly Teatralnej za zupelny brak zdolnosci i
cynizm. Za sam brak zdolnosci sie u nas nie wyrzuca, o czym sie mozna latwo
przekonac, chodzac do teatru i do kina. Co do zdolnosci, to sie nie bede
upieral, ale ten cynizm mnie zabolal. Bylem wtedy akurat zranionym w
uczuciach idealista. Owszem, moze i przesadzilem z jajkiem i szachem krolowi.
Przyznaje, ze uzyskiwalem dobre wyniki z przedmiotow teoretycznych, takich
jak historia teatru i sztuki, co budzilo naturalna podejrzliwosc profesorow,
ale zeby od razu wyrzucac...?
Moja biedna mateczka juz przedtem miala wyrzuty sumienia, ze urodzila mnie w
czasie wojny. Teraz, widzac, ze w mlodym wieku spada na mnie jedno
upokorzenie za drugim, chodzila po miescie, rozpowiadajac, ze "Jankowi stala
sie krzywda, bo kocha teatr". Jeden z pisarzy, ktorego ksiazke redagowala,
sie wzruszyl i zalatwil mi pisanie recenzji teatralnych w Polskim Radio. Jest
to jeszcze jeden dowod, ze gdyby nie protekcja, to juz by nie bylo w ogole
zadnej sprawiedliwosci. W radio poznalem utalentowanego dziennikarza Ryska,
specjaliste od spraw miedzynarodowych, ktory zapraszal mnie do barku w
Bristolu i udzielal rad. Chodzilo glownie o to, zebym o wszystkim pisal
dobrze, a jezeli nie bedzie mi sie podobalo, to bardzo dobrze. W ten sposob
nikt nie zwroci na mnie uwagi. Teatralne recenzje bede pisywal spokojnie do
smierci, mial za darmo bilety do teatrow i jeszcze pare zlotych. Powiedzialem
mu szczerze, ze do teatru chodzic nie lubie. A jezeli zgodzilem sie pisac
recenzje, to nie dla pieniedzy, bo wieksze zarabiam na krysztalach. (...)
Powiedzialem, ze pocwicze, a na razie napisalem na studiach referat
o "Falszerzach" Gide'a i zaczalem w recenzjach scigac swoich profesorow. W
tej dziedzinie zaslynalem wkrotce z okrucienstwa i bezczelnosci. Do radia
zaczely przychodzic listy protestacyjne od aktorow, widzow i rezyserow
teatralnych. Raz, kiedy napisalem jadowita recenzje z "Pozadania w cieniu
wiazow" O'Neilla z zona premiera Jozefa Cyrankiewicza, Nina Andrycz, grajaca
prosta, amerykanska farmerke, poza listami przyszlo nawet dwoch facetow z UOP-
u czy czegos w tym rodzaju. Ale szefowa mojej redakcji, Janina Titkow, ktorej
maz byl sekretarzem KW PZPR, sprawe zahamowala. A przy okazji powiedziala, ze
przejrzala moja teczke i jest tam napisane, ze chce uciec do Francji i zostac
kelnerem. Rzeczywiscie cos takiego powiedzialem, w stanie silnego
rozgoryczenia jednemu z profesorow obecnej Akademii Teatralnej, a on mnie na
wszelki wypadek zakapowal. Rysiek obserwowal to wszystko i krecil glowa, ze
kolo mnie robi sie "sytuacja" oraz wypytywal, czy nie zaniedlbuje rock and
rolla.
Poniewaz juz zle napisalem o wszystkich profesorach, stracilem motywacje,
rzucilem recenzje i zglosilem sie na probe do kabaretu Klaps. (..) Ale
poniewaz jestem dzieckiem szczescia, zostalem razem z legendarnym playboyem
Olkiem Nalesnikiem, zona jazzmana Iza Zabieglinska i sliczna blondyneczka
Inga, ktora szybko zniknela z Polski, zaangazowany w Klapsie do numeru
tanecznego. Tak wiec co wieczor (...) w rytmie Billa Halleya wtaczalismy sie
na scene w kolorowych koszulach i obcislych spodniach. Rysiek, ktory akurat
zaczal prowadzic Dziennik TV, zalatwil nam dobre recenzje, moje zdjecie z Iza
powieszono na wystawie sklepu z wedlinami na Nowym Swiecie. Slowem, wszystko
szlo dobrze. Co wieczor po godzinie dwudziestej trzeciej wracalem sobie
spacerkiem na ulice Bednarska, gdzie mieszkalem. Szedlem ulica Chmielna, na
ktorej znajdowalo sie centrum nocnego zycia. Kobiety pracujace na ulicy byly
na ogol starsze i nie za bardzo w moim typie. Zreszta, kuszac klientow,
odwolywaly sie na ogol do wyzszych uczuc, mowic: "Synku, daj babci zarobic,
twarz niewazna, chodz umrzec w moich ramionach z rozkoszy". Tak wiec co noc
stawalem przed powaznym dylematem moralnym, czy wypada odmowic starszej
kobiecie, ktora potrzebuje pieniedzy. Te kobiety z Chmielnej, tak samo jak i
te, ktore zarabialy pod holtelem Polonia, byly, jak wiekszosc spoleczenstwa,
sfrustrowane i do socjalizmu rozczarowane. Skarzyly sie, ze wojna zabrala im
najlepsze lata zycia, a obecnie mezczyzni za smoczek placa grosze. Z zawiscia
mowily o mlodych kolezankach, ktore sa oplacane w dolarach. Jak wiadomo,
Polacy lubia narzekac.
Ale musze uczciwie powiedziec, ze oprocz takich niechetnych reakcji na
rzeczywistosc spotkalem wiele kobiet, ktore myslaly inaczej. (...) Ale i te
pozytywnie myslace dziewczeta, jak artysci w krajach totalitarnych, stawaly
przed nielatwymi moralnymi wyborami. Oczywiscie nie chodzilo glownie o to, ze
trzeby bylo oplacac portierom. Klopot byl ze Sluzba Bezpieczenstwa, ktora
interesowala sie zyciem Warszawy po zmroku (...) To wszystko doprowadzalo do
bolesnych decyzji- wychodzenia za maz za bogatego cudzoziemca. Tak odjechaly
Paszcza i Paskuda, Sztafeta, Patelnia i Czar Starowki, Pstynka, Kuma, Drabina
i wiele innych. Ale okazalo sie, ze dla wielu tesknota za krajem stala sie
nie do zniesienia. Rok temu w restauracji hotelu Marriott w wigilie Bozego
Narodzenia nagle slysze wolanie "Glowa" i zobaczylem znajome twarze. Okazalo
sie, ze lata spedzone na uchodzstwie nie zniszczyly przyjazni. Te wszystkie
dziewczyny, a teraz dojrzale bizneswoman, urzadzily w restauracji hotelowej
zjazd. Jedlismy homara, pilismy chivas regal, a potem szampana Krug Clos du
Mesnin '85. Pieknie migotala choinka, a my wspominalismy kolezanki, ktore
odniosly sukces. Staly sie animatorkami zycia kulturalnego Polonii w
Australii i obu Amerykach, ale nie zdolaly byc dzisiaj z nami. Wspominalismy
i te, ktorym sie nie udalo, ktore jak Szuflada czy Czar Starowki przepadly
gdzies na zawsze, i takie jak Lolita, ktora wyszla za maz za wnuka jednego z
najslawniejszych amerykanskich prezydentow i mieszka w zamku gdzies w Nowej
Anglii, ale zerwala wszelkie kontakty, wyrzekla sie korzeni. I nawet nie
przyszla na nowojorski pokaz arcydziela Andrzeja Wajdy "Pan Tadeusz".
Ale na szczescie wiekszosc z nich nie utracila zwiazku z ojczyzna. Okazalo
sie, ze Paszcza byla wlascicielka centrum handlowego, Patelnia sponsorowala
wybory jednego z wicewojewodow. Byl to zreszta porucznik, z ktorym przed laty
poszla na uklad, ale czlowiek ludzki, a poza tym mial wielkiego ch u j a .
Tego wieczoru Paszcza i Patelnia wyszly wczesniej, bo wybiertaly sie na
pasterke. A mnie nad ranem Paskuda odwiozla na Bednarska. (..)
Dlugo jeszcze spacerowalem po Starowce. Przed moim domem handlarz choinkami
patrzyl smutno na niesprzedany towar i probowal namowic wracajacego z
pasterki sasiada-agenta ubezpieczeniowego.
- Sprzedam tanio, za dwadziescia zlotych.
- Panie, za dwadziescia zlotych to ja moge kupic pol litra.
- Ale pol litra kupuje pan codziennie, a choinke raz na rok...

Janusz Glowacki "Z glowy" (fragmenty)
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka