Gość: Barbapapa
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.03.05, 12:11
Przeczytałem kilka pierwszych stron „Rzeczpospolitej kłamców” W. Łysiaka.
Jeśli się daje taki tytuł swojej książce to automatycznie powinno się sobie
samemu postawić b. wysoką poprzeczkę prawdomówności, dokładności i
udokumentowania swoich tez. I cóż to dowiaduję się z tych kilku pierwszych
akapitów o Polsce. Dowiaduję się, że Polaka = Łysiaka (chyba??) wkurzają
różne rodzaje mocarstwowości niepodległej ojczyzny. Pomijam już to wątpliwe
założenie, że to co wkurza Łysiaka wkurza też przeciętnego Polaka (klasyczna
megalomania) ale wystarczy trochę krytycznie czytać te jego wywody aby
zrozumieć metodę, którą się posługuje.
No więc Polaka/Łysiaka wkurza m.in. mocarstwowość korupcyjna – „III
Rzeczpospolita (obok kilku krajów Czarnej Afryki) plasuje się na samym
wierzchołku potęg łapówkarskich”. Tyle Łysiak. A co na to Transparency
International?.
„Organizacja Transparency International (TI) przedstawiła międzynarodowy
wskaźnik postrzegania korupcji na rok 2004. Wskaźnik zwany CPI (od ang.
Corruption Perception Index) jest oparty o kilkanaście niezależnych badań
eksperckich i szereguje poszczególne kraje w zależności od zaobserwowanego
poziomu korupcji wśród urzędników publicznych i polityków. Prezentuje on
poglądy analityków, jak również przedsiębiorców z całego świata. Ranking
oparty jest na skali od zera (dla państw najbardziej skorumpowanych) do 10
(dla wolnych od korupcji). Według najnowszego raportu do państw najbardziej
odpornych na korupcję należą: Finlandia (9,7 punktu), Nowa Zelandia (9,6)
oraz Dania i Islandia (oba kraje: 9,5).
Na ostatnich miejscach są takie kraje jak Bangladesz i Haiti (oba najniżej
sklasyfikowane na 145 miejscu ze wskaźnikiem 1,5 punktu) oraz Nigeria (144
miejsce i 1,6 pkt.). Polska ze wskaźnikiem 3,5 pkt. znalazła się na miejscu
67, dzieląc je m.in. z Chorwacją. Co ciekawe bardziej "przejrzyste" od nas są
np. takie kraje jak: Meksyk (3,6) Bułgaria (4,1), Salwador (4,2) czy Malezja
(5,0).
Wśród naszych najbliższych sąsiadów sytuacja wygląda następująco: jako
bardziej skorumpowane niż Polska jawią się Ukraina (2,2), Rosja (2,8 pkt.)
oraz Białoruś (3,3). Mniej podatne na tą patologię są wg TI Słowacja (4,0),
Czechy (4,2), Litwa (4,6) oraz, zdecydowanie - Niemcy (8,2)(...). Źródło:
www.pomagamy.pl/numery/19/korupcja.htm
I co? Jak wygląda to nasze 67 miejsce na świecie? Sam wierzchołek? Nie
twierdzę, że nasza korupcja się zmniejszy poprzez porównanie jej z tym
zjawiskiem w Bangladeszu, na Haiti itp. ale rzetelność publicystyczna i
zwykła pisarska uczciwość nakazywałaby się jakoś do tego wskaźnika wg TI
ustosunkować. Korupcja jaka jest każdy w Polsce widzi ale stawianie Polski na
równi z Nigerią świadczy jednoznacznie o złej woli piszącego – w ten sposób
buduje się nieprawdziwy obraz Polski zarówno wśród Polaków jak i za granicą a
Pan Łysiak lubi odmieniać wyraz PRAWDA przez wszystkie przypadki.
Podobnie ma się rzecz z mocarstwowością aferalną – wg Łysiaka mamy jeden z
najwyższych wskaźników afer finansowych na świecie (nie pamiętam dokładnego
cytatu z ksiązki ale wymowa właśnie taka była). Jak zmierzył ten wskaźnik –
ilość afer/ na mieszkańca? I znowu powtarzam – afery są i to b. dużo ale
czym kieruje się Łysiak szeregując państwa wg ilości afer? Czy posiada jakieś
dane z innych krajów na ten temat? Jest to tylko jeszcze jedna próba
udowodnienia bez dowodów, że Polska tkwi w najgłębszym g...nie.
Wg Łysiaka Polaka podobno wkurza wysoki kurs złotówki do dolara. Cytuje tu
jakiegoś pana bodajże z „New York Timesa” (konia z rzędem kto wie kim on
jest?). Łysiak ekonomistą nie jest ale jest z pewnością na tyle inteligentny
aby wiedzieć, że w środowisku ekonomistów zdania co do wartości złotego są
podzielone- zainteresowanych odsyłam np. do artykułu „Osłabiać czy wzmacniać,
czyli z jakim złotym do strefy euro” autorstwa Bartosza Pawłowskiego albo do
artykułu Marcina Billa „Skorzystamy na mocnym złotym” Źródło:
bankowy.wp.pl/waluty.html?POD=19&wid=6741886&_err=1&ticket=2211873024135026bu0IrefyCYJRmI7UzFqQXoGEchnHy
wJeB6k6SAI7AdXB4m%2BpJyN5F8F5%2FkCsU1Dwn8A3GCk%2Bl4xHs3xaxM%2B807AQzg%
2BNqoRAfgYi4m76J7%2FDXkULtQUhcfcPz8XdOKmA
Autorzy równie anonimowi dla mnie jak ten Łysiakowy. I co? Kto kogo
przekonał? Pewnie nikt nikogo bo aby to rzetelnie rozważyć trzeba mieć sporą
wiedzę ekonomiczną – i pytam czy W. Łysiak taką wiedzę posiada aby wysuwać
tak autorytatywne wnioski o polityce L. Balcerowicza?
Kilka stron później Łysiak próbuje porównań naszej sytuacji po komuniźmie i
wszystkim co się z tym wiąże (bezrobocie, olbrzymie zadłużenie, sytuacja
gospodarcza, mentalność ludzka) do sytuacji RFN po II wojnie światowej –
„Niemcy (NRF) w ciągu 15 lat (1949-1964) dźwignęli się ze schyłkowo-wojennej
i poklęskowej nędzy do stanu kwitnącego, lecz mieli polityków (K. Adenauer) i
ekonomistów (L. Erhard) klasy super.”
A ja się pytam dlaczego nie porównuje naszej sytuacji z sytuacją NRD -
bliższej czasowo i ze zbliżonymi okolicznościami (wychodzenie z komunizmu)?
Może też choć słówko by warto było napisać o planie Marschalla, z którego RFN
dostała 1.3-1.5 mld dol. Ale przeczytajmy:
W 15 LAT PO ZJEDNOCZENIU NIEMIEC-CZYLI CO DALEJ?
Każda rocznica skłania do refleksji nad przebytą drogą, licząc od daty
ważnego wydarzenia. To także dobry moment dla podsumowań i ocen , ale też dla
prognoz na dalsze lata.
Zjednoczenie Niemiec na przełomie dekady lat osiemdziesiątych i
dziewięćdziesiątych, po kilkudziesięcioletnim powojennym podziale jest
pretekstem tak do takiej zadumy nad przebytą ostatnio drogą, jak i do
spojrzenia w przód. Niemieckie piętnastolecie pokazuje jak ściśle wiążą się
ze sobą decyzje polityczne, z rozwojem gospodarki.
Gdy powstała sprzyjająca polityczna sytuacja dla połaczenia NRF z NRD nie
było zbyt wiele czasu na zastanowienie. Politycy uznali, że to najlepszy
moment, który może się szybko nie powtórzyć. Wstępne szacunki tego procesu
byly optymistyczne. Bogata część Niemiec nie miała odczuć zbytnio kosztów tej
zjednoczeniowej operacji, a wschodnie landy miały szybko doszusować do
bogatszych braci.
Niestety niemiecki, powojenny cud gospodarczy nie powtórzył się. Koszty
okazały się być wielokrotnie wyższe niż zakładano, a skutki mizerne i
wielokrotnie niższe, niż planowano.
A na początku wydawało się, że wszystko jest logicznie i po niemiecku
precyzyjnie przygotowane. By pozyskać społeczeństwo wschodnie przyjęto
parytet wymiany walutowej 1:1 i podwyższono płace, zmieniono też zasady
opieki społecznej na obowiązujace w NRF. Uruchomiono też programy
inwestycyjne głównie w infrastrukturze. Jednak okazało się, że szybko,
skokowo wzrosło bezrobocie, bo firmy d. NRD szybko straciły swoją
konkrencyjność. Problemy reprywatyzacyjne wstrzymały procesy inwestycyjne.
Mimo, że subwencje w niektórych latach przekroczyły nawet 100mld euro
rocznie, to jednak nie przynosiło to oczekiwanych skutków. Boom gospodarczy
we wschodnich landach nie nastąpił, a kłopoty te stały się zbyt dużym
obciążeniem dla zachodnioniemieckiej gospodarki. W ten sposób Niemcy - w
ostatnich dziesięcioleciach lokomotywa europejskiej gospodarki zaczęły tracić
tempo rozwoju swojej gospodarki i od trzech lat nie mogą jej ustabilizować.
Teraz politycy usilnie pracują nad nową koncepcją zaktywizowania gospodarki
wschodnich landów i nadania całej gospodarce niemieckiej trwałych cech
rozwojowych.
By porównać skalę pomocy jakiej udzielono landom wschodnim warto powiedzieć,
że dwukrotnie większa Polska w ubiegłym 15-leciu otrzymała ok. 5 mld euro
subwencji o