staua
02.03.05, 17:18
Ogolnie - tzn. nie chodzi mi o watek taki, jak ponizszy o "Salonie" :-), tylko o fikcje.
Mam na mysli rzetelnosc w przygotowywaniu tla, zwiekszanie wiarygodnosci powiesci poprzez
podawanie podstaw, ktore sa prawda, a nie oczywista bzdura wyssana z palca i liczeniem na
ignorancje czytelnikow. Przyklady, ktore mi sie nasuwaja, to: Dan Brown - "Anioly i Demony" - cala
historyjka o antymaterii i tym, ze Robert Langdon, profesor Harvardu, nie wiedzial, co to CERN;
Barbara Wilson, kryminaly o Cassandrze Reilly - np. w kryminale, ktorego akcja toczy sie w
Transylwanii, obok stereotypow (nienawisc Rumunow do Wegrow, przmyusowe osadnictwo Rumunow
w Transylwanii, ktora wg autorki byla calkowicie wegierska) bzdura piramidalna zbudowana na
ziarnku prawdy (jak zawsze): fakt: Ceausescu zakazal aborcji; wniosek autorki: wszyscy Rumuni w
czasach Ceausescu mieli co najmniej piatke dzieci (znam glownie osoby urodzone w trakcie
dyktatury - druga polowa lat 60. i lata 70.; maja najwyzej jedna siostre lub brata); trzecim
przykladem ( z forum) sa archeologiczne i antropologiczne wywody Elizabeth Hand w ksiazce
"Przebudzenie Ksiezyca" (na tym akurat sie nie znam, wiec nie zauwazylam sama, ale podobno dla
osob z wiedza na ten temat bledy sa oczywiste).
I teraz pytania: zauwazacie takie rzeczy? Zastanawia Was, ilu przeklaman nie zauwazacie ze wzgledu
na brak znajomosci tematu? I wreszcie - jak gleboko autor musi znac "tlo" na ktorym opiera swa
powiesc? Czy naprawde powinien liczyc na to, ze ludzie, do ktorych adresuje swa ksiazke ("czytelnik
modelowy") wiedza mniej od niego?