monikate
07.03.05, 21:17
Śladem pisarzy, w miejsca, gdzie żyli i tworzyli. Tropem bohaterów literatury
pięknej. Odbyliście? Rozmyślnie, przypadkowo, okazyjnie. Napiszcie o swoich
wrażeniach!
Zainspirowała mnie yanga, wspominająca w wątku "kryminał/thriller" o swojej
podróży na Maderę, gdzie dzieje się część powieści Goddarda "Zbyt późno".
Moje literackie podróże:
1. Anglia, Yorkshire. Haworth i muzeum sióstr Bronte-plebania, gdzie ongiś ta
rodzina mieszkała. Już przed rogatkami, za rogatkami i w całym miasteczku
widoczne podejście mieszkańców i ich zdawanie sobie sprawy z tego, co to
znaczy... wizerunki Charlotte, Anne i Emily na drogowskazach, na kubkach, na
ścierkach do naczyń, wyciśnięte w mydle kupowanym na wagę. Ceny wszystkiego
wyśrubowane ile można. Domy stare-i-chyba-robione-trochę-na-stare. Stare
gospody, oznakowana gospoda, gdzie chadzał Branwell Bronte. Mieszkańcy
Haworth doskonale zdają sobie sprawę z wagi tego miejsca! Bardzo biznesowe
podejście, ale miało to swój urok. Plebania=muzeum zachowała swój klimat.
Dobry przewodnik. Do kupienia książki o rodzinie Bronte, o plebanii. Plebania
stoi na cmentarzu, widok na grobowce bodajże ze wszystkich okien. Może to
przynosić napady ciężkiej melancholii. Sporo czasu spędziłam przed oszkloną
gablotą, gdzie wystawione były suknia i pantofle Charlotte. Z podziwem-suknia
na oko miała ze 40 cm w talii! A pantofle, nie dość, że małe, to były
niesamowicie wąskie! Gdzie nam do nich... To był rok 1993.
2. Poznań, Jeżyce. Wizyta rodzinna. Telefon do pani Małgorzaty Musierowicz
zastrzeżony. Przeszłyśmy się z córką po dzielnicy, śladami
bohaterów "Jeżycjady". Z zewnątrz wszystko się zgadzało! I kamienica na
Rooswelta 5, i wille przy ul. Krasińskiego, ul. Słowackiego. Przy tej
ostatniej kamienica, gdzie mieszka pisarka. Domofon, przy nim jej nazwisko.
Ze skrępowaniem okropnym zadzwoniłam, p. Musierowicz w domu była, szybko
przeprosiłam i zapytałam, czy nie mogę na moment wejść po autograf dla
dziecka. Pozwoliła, była przemiła, mieszkanie strasznie stylowe i w książki
bogate. Po otrzymaniu dedykacji na "Pulpecji" szybko się zmyłyśmy. Chętnie
dłużej by się zostało... ale wiadomo. Takich nalotów p. Musierowicz zapewne
ma więcej. Wrażenie nader miłe i ciepłe! To był rok 1996.
Macie podobne wspomnienia?