Dodaj do ulubionych

"To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcze...

30.05.05, 14:33
... co szkaradne!"

Nie sądzicie, że to bardzo aktualne w stosunku do książek? Ten cytat mi się napatoczył na fali dyskusji o Masłowskiej. Nie odmawiając jej talentu do manipulacji językiem, sama treść jest dla mnie zwyczajnie wulgarna i obrzydliwa. Ale mówi się, że to (jak i "Gnój", i "Daj mi") jest prawdziwy świat, a np. Musierowicz nie - że to jakieś wyidealizowane mrzonki.
A więc stanowczo oświadczam:

1. Nie mam w rodzinie ani jednego alkoholika
2. "Wyrazy" gorsze niż "cholera" w gronie mojej rodziny i przyjaciół nie padają
3. Ww. osoby, nie pozbawione temperamentu, nie obmacują się po krzakach z kim popadnie, jak również nie były molestowane za młodu.

Skąd te zachwyty nad obrazowaniem ohydy? A nie można to pokazać ładnego świata? Nikt w niego już nie wierzy?
Dostaję do korekty cudowne teksty z mikrego wydawnictewka - pisane przez ludzi wykształconych, piękną polszczyzną (np. "Przygody dzielnego wojaka fizyka" prof. Leszczyńskiego - rżałam przy tym ze smiechu, moja Mama to samo). Ale z promocją kłopot - nikt nikogo w tych książkach nie gwałci, co za pech...
Obserwuj wątek
    • another_story Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz 30.05.05, 15:04
      Nie wiem, co na ten temat inni, ale ja faktycznie nie mogłabym czytać książek,
      w których trawka jest wiecznie zielona, owieczki - śnieżnobiałe, a pasterz
      słodko gra pod drzewem na fujarce. Z tego samego powodu nie znoszę Musierowicz.
      Esencja całej twórczości tej pani zamyka się dla mnie w sformułowaniu "pyzata
      buzia". Fuj ;). Nie ma to jak Lautreamont.
      • another_story Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz 30.05.05, 15:06
        A skąd u pisarzy te ciągotki do ohydy? Wydaje mi się, że im ktoś jest
        wrażliwszy, tym bardziej depresyjny - a to z kolei wyklucza sielankowe nastroje
        na rzecz gwałtów w krzakach.
      • Gość: Zdanka Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz IP: *.4web.pl 30.05.05, 15:38
        another_story napisała:
        Nie ma to jak Lautreamont.

        Yeah:)))))I tak trzymaj:)


      • szarobury specjalna dedykacja dla another_story 30.05.05, 16:46
        Pogoda była piękna jak zwykle – niebieściły się nieba i kosmaciły na
        nich białe obłoki. Daleko, na wschodzie, przycupnęła tęcza, która przybyła tu
        nie wiadomo skąd, chyba z czystej sympatii do tego typu okolic postanowiła
        dopełnić krajobraz sobą.
        A może lubiła owieczki? Pasły się śnieżnobiało na wiecznie zielonej
        trawie, którą wiatr rozkołysywał wraz z wzgórzem.
        Jaś grał na fujarce. Melodia była momentami skoczna, momentami rzewna,
        wzrok Jasia zmieniał się wraz z nią. Pyrch, wierny owczarek Jasia, przyczajony
        u jego stóp, przyglądał się uważnie owieczkom, nastawiał uszy, czułe na
        jakikolwiek ślad wilka.
        Ale to nie wilk przyszedł do Jasia, tylko Malina.
        Cóż można powiedzieć o takiej dziewczynie jak ona? Czegokolwiek by się
        nie spróbowało, byłoby tego za mało, taka była. Zresztą, nie warto by było
        chyba próbować sił w opisie, można by się wszak narazić tym Jasiowi, którego
        spojrzenie rozanielone widokami, melodią i widokiem Maliny, mogło roziskrzyć
        groźne błyski. Dlatego nikt, w całej Dolinie, nie próbował opisywać Maliny.
        Nawet o niej nie rozmawiano. W efekcie, Malina, jakby nie istniała. Kiedy szła
        swojskim klepiskiem, nie patrzono na nią, kiedy wchodziła do gospody,
        rozstępował się przed nią najbardziej nawet zbity tłum, a kiedy, przepełniona
        czasem złością na tę powszechną głuchotę i ślepotę, kąpała się nago w zakolu
        strumienia, okoliczne wsie wyludniały się. Ich mieszkańcy, młodzi, starcy i
        dzieci, wyruszali wtedy do malowniczego miasteczka, którego weseli mieszkańcy,
        pełni najlepszych chęci, ochoczo kupowali rozmaite rodzaje sera oraz rękodzieła
        ludowego. Dlatego dni, w które Malina się kąpała, nazwano dniami handlowymi.
        Nikomu to, oczywiście, nie przeszkadzało.
        Oprócz Maliny.
        I to by było na tyle, bo nie zdzierżę.
        pozdrawiam
        • another_story Po stokroć "merci", nt. 30.05.05, 16:57
    • braineater Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz 30.05.05, 15:24
      Ależ nikt ci nie broni uciekać w świat w ktorym Ania ma zielone włosy,
      Heatcliff się poprawia, a mała Genowefa dostaje od każdego talerz zupy i
      buziaka na dobranoc. Pewnie w rzeczywistości takie sytuacje też się zdarzają i
      pewnie nawet zdarzają się często. Tyle, że życie w takim swiecie
      przypominałoby, mnie przynajmniej, permanentną kapiel w budyniu waniliowo-
      truskawkowym. Ot, takie przesłodzone bagno, w którym prędzej czy później
      przyszłoby się udusić od nadmiaru słodyczy, lub nieustające nurkowanie w
      ciepłej bezpiecznej macicy.

      Ale w pewnym momencie trzeba chyba otworzyć oczy i zobaczyć, że świat raczej
      jest mało przyjemnym miejscem i żadne puchowe kołderki sentymentalnej
      literatury tego nie zmienią. Ludzie generalnie nie są mili, szczęsliwi są ci co
      potrafią wykorzystać innych na potrzeby swojego szczęścia, a sukces zdarza sie
      jednostkom. I od opisywania tego jest literatura - może to być nieprzyjemne,
      niezgodne z Twoim światopoglądem i generalnie dołujące, ale raczej jest
      prawdziwe - tzn inaczej - ma więcej punktów styku z tym co rzeczywiste.

      No i jest jeszce jeden argument - chyba nawet podstawowy, wałkowany wszędzie i
      zawsze - cudze szczęscie jest przeraźliwie NUUUUUUUUUUUdne i kompletnie nie
      medialne (co innego, oczywiście szczęscie własne). To się po prostu średnio
      sprzedaje, lub sprzedaje się specyficznemu rodzajowi ludzi, których zresztą
      bardzo cenię - ludzi, którzy potrafią zamknąc oczy i wmówić sobie skutecznie,
      że "jest super", że świat to raj a my to byty cudowne wręcz. Ten doskonały
      mechanizm samooszukiwania się jest chyba podstawą wszelakich Harlequinów czy
      powieści sentymentalnych, patrzących na świat z pozytywnej perspektywy (te
      harlequiny i romanse to nie tak specjalnie, tylko przez braki w wiedzy, bo
      faktycznie obraz świata pozytywnego znalazłem jeszcze tylko w literaturze
      religijnej)

      A nieszczęścia są fajne jeszce dlatego, że w tekście spełniają podstawowe
      arystotelejskie założenia katharsis - no bo jak czytając o udanych związkach
      czy niesamowitych osiągnięciach pozbyć się żalu i obrzydzenia? Nie da się, za
      to można się nabawić klinicznej zawiści:)

      Pozdrowienia:)

      P.S. A co do bluzgu jako stylu mowy się nie wypowiem, bom nieobiektywny i z
      chęcią bym roz... automat kropkowy:)
      • another_story Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz 30.05.05, 15:27
        Braineater napisał to co ja, tylko ładniej ;).
        • braineater Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz 30.05.05, 16:02
          nie ładniej tylko dłużej - ot, grafomańska przypadłośc:)
          Pozdrowienia:)
      • autumna Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz 30.05.05, 16:24
        Rację masz (a swoją drogą komentarze masz pięknie pisane, zazdroszczę Ci wnikliwości i wyczucia literatury - choć do Masłowskiej mnie nie przekonasz, wymiękłam po pierwszym akapicie). Nie mówię, żeby "wyciąć" ten typ literatury. Ale nie lubię padania przed nią na kolana i uznawania za "jedyną prawdziwą" wizję świata - do tego zmierzałam w pierwszym poście. I ta słodka, i ta gorzka strona zasługują na uznanie - moim zdaniem mniej więcej równe. Kult brzydoty to dla mnie jej akceptacja, to zachęta, by nic nie zmieniać, bo skoro mądrzy ludzie (no bo jak napisali książkę, to znaczy, że mądrzy, nie?) piszą, że jest tak i tak, to znaczy, że tak byc musi i inaczej już nie będzie...

        A męczę właśnie (korekta) autentyczne wspomnienia wojenne 92-letniego Ślązaka i jest to dla mnie nieprawdopodobny przykład siły przetrwania i wiary w lepsze jutro; w obliczu tej historii (dalekiej od budyniu waniliowego!) spisanej może nieco nieporadnie, ale barwnie, powieści współczesne wydają mi się miałkie i byle jakie, "prawdziwy" świat blokersów z bejsbolami - śmieszny. Słowo daję, znalazłszy się w takich warunkach, jak autor wspomnień, te chojraki beczałyby, że chcą do mamusi...
        • dr.krisk Czy przyzwoitosc moze byc interesujaca? 30.05.05, 16:42
          Sadze po prostu, ze latwo jest napisac ksiazke czy nakrecic film turpistyczny -
          brzydota czy okrucienstwo sa samograjem. To troche tak jak przy wypadku
          drogowym - ludziska nadbiegaja aby poogladac trupy.
          Ale znam cale mnostwo ludzi "przyzwoitych" (uzywam tego okreslenia, bo
          najlepiej chyba ich charakteryzuje). Nie papierowych swietych ale ludzi z krwi
          i kosci, pelnych wad i grzechow, ale jakos starajacych sie przezyc zycie jak
          trzeba. Moze z konformizmu, moze z glebokiego wewnetrznego imperatywu
          moralnego? Najprawdopodobniej z obu tych przyczyn razem.
          W najlepszym przypadku stanowia tlo powiesci lub filmow, anonimowy tlum sluzacy
          zaakcentowaniu innosci bohatera.... Szkoda.
          KrisK
    • Gość: jjj Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.05, 16:14
      a ja się z Tobą zgodzę, autumno. myślę, że nie chodzi tu tylko o szczęście w
      sensie, że Genowefa dostawała od każdego talerz zupy (a tak w ogóle to ona była
      przecież strasznie nieszczęśliwym dzieckiem, a potem równie nieszczęśliwą
      nastolatką! Jeśli chodzi o Musierowicz, to nie szczęście wyróżnia jej książki,
      a raczej poczucie humoru) Chodzi chyba o to, że chciałoby się poczytać o tym co
      dobre, piękne, o tym, że są większe wartości niż obmacywaie w krzakach. no i w
      ogóle, ze można dobrze, nieegoistycznie żyć mimo tego całego zła wokół.
    • dr.krisk Cos w tym jest! 30.05.05, 16:15
      Mam podobne watpliwosci. Oprocz rykow Maldorora mamy bowiem takze inne piosnki
      na tym swiecie. I nie chodzi tu o bukoliczne sielanki, gdzie wszyscy sie
      przykladnie kochaja i szczescie az krystalizuje sie n azaslonkach w stolowym,
      ale o przedstawienie zycia ludzi zwyklych i "normalnie przyzwoitych".
      Zapewniam, ze ludzie owi maja swoje pieklo, rozterki i rozpacze. A ze ciche i
      przyzwoite jak oni sami??? Moze dlatego tak trudno jest o nich pisac.
      Polecam "Smierc pszczelarza" Larsa Gustaffsona. Mniej wiecej o to mi chodzi.
      KrisK
    • another_story Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz 30.05.05, 16:51
      Widzę tu pewną sprzeczność. Niektórzy narzekają, że nie pisze się książek o
      ludziach dobrych i sprawiedliwych, ale kiedy już taka książka powstanie,
      nazywają ją (najczęściej słusznie!) grafomanią. Bo czym są np. powieści
      Grocholi, jeśli nie przykładem "pozytywnego" życia? I co - podobają się Wam? :)
      • dr.krisk Grafomania? 30.05.05, 17:02
        Alez grafomania moze dotyczyc rowniez ksiazek traktujacych o najciemniejszych
        czy dziwacznych stronach zycia.
        Z jednej strony Grochola, z drugiej Gretkowska....
        Normalnosci nam trzeba, ot co! Gdzie w niedziele rosol z kury z makaronem, lapy
        umyte, i nikt w skrytosci szczura wypchanego heroina na stronie nie podjada!
        • another_story Re: Grafomania? 30.05.05, 17:19
          > Z jednej strony Grochola, z drugiej Gretkowska....

          Kiedyś lubiłam Gretkowską. Przeszło mi po "Polce". Ale mimo wszystko nie
          zestawiałabym jej z Grocholą.
          • dr.krisk Re: Grafomania? 30.05.05, 17:24
            Nie podjalbym sie krytycznego porownania obu pan G, Grocholi nie znam w ogole
            (cos tam przekartkowalem gwoli znajomosci), Gretkowska czytalem dawno i nic z
            tego nie zostalo..... ale jakos mi obie wygladaja na pare Jekyll-Hyde.
            Ale to teza naciagana i niesluszna :)
        • ada08 Re: Grafomania? 30.05.05, 17:23
          dr.krisk napisał:

          > Normalnosci nam trzeba, ot co! Gdzie w niedziele rosol z kury z makaronem,
          lapy
          >
          > umyte, i nikt w skrytosci szczura wypchanego heroina na stronie nie podjada!

          Zaraz tam szczura ! Można prościej i, by tak rzec, jeszcze bardziej domowo.
          Taki dajmy na to pisarz Sorokin chcąc być wiarygodnym i uczciwym wobec
          czytelnika spożył kupkę, którą zrobiła jego mała córeczką (mówił o tym w
          wywiadzie).
          Spożył, przeżył i dopiero potem wziął się za fekalistyczne opisy.
          Kupka, nawiasem mówiąc, smakowała jak glina, tylko zapachem się różniła,
          wyznał pisarz.
          Wygląda na to , że niejeden z tych skandalizujących (?) twórców opisuje to,
          czego osobiście doznał. Niedowład wyobraźni czy co ? :-)

          A z drugiej strony weźmy taką np: "Złotą legendę" Jakuba de Voragine,
          bardzo stare dzieło (XIII). Tam to dopiroż jest !!! Smażenie pobożnych ludzi
          na ruszcie, członków ćwiartowanie itd Ohyda !!!

          A taki de Sade ? Kudy tam do niego współczesnym artystom ! Chociaż, jak
          na mój gust, za bardzo ten Sade rozgadany i rezonerski :-) Ale przecież
          poczciwości w nim nawet za grosz nie ma, niepoczciwy taki, chociaż wcale
          niewspółczesny :-)
          a.
          • dr.krisk Matko jedyna.... 30.05.05, 17:28
            Ten Sorokin...
            A wlasnie mialem drugie sniadanie...
            Oczywiscie dla porownania gline tez pozarl?
            KrisK Wstrzasniety i Zmieszany
            • ada08 Re: Matko jedyna.... 30.05.05, 18:36
              dr.krisk napisał:

              > Ten Sorokin...
              > A wlasnie mialem drugie sniadanie...
              > Oczywiscie dla porownania gline tez pozarl?

              Przepraszam, przepraszam za to drugie śniadanie, chyba nie zjedzone ? :-)
              Wywiad z Sorokinem, którego jak sądzę nie znasz, znajdziesz tutaj. Nie
              cały jest taki obrzydliwy, znaczy wywiad, bo do Sorokina to jednak jakąś
              obrzydliwość mam.
              .
              serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,2550256.html.

              A tak mi się, przy okazji, przypomniał Mozart. Też ponoć miał te swoje
              kopro... coś tam ... upodobania, a jednak dzieła tworzył niebiańskie.
              Umiał, znaczy się, oddzielić ducha od materii :-) Nie każdemu sie to udaje.
              No cóż, nie każdy jest geniuszem. Sorokin nie jest. Za to pewno , w odróżnieniu
              od Wolfganga Amadeusza, będzie żył długo i szczęśliwie. I bogato :-)
              a.
        • kawa_malinowa Re: Grafomania? 30.05.05, 17:25

          > Z jednej strony Grochola, z drugiej Gretkowska....

          Zaprotestuję głośno. Gretkowska grafomanką? (MOże "Sceny..." zasługują na takie
          miano). Tóż to zddolna, pomysłowa pisarka z antropologicznym pokładem wiedzy,
          zacięciem i własnym stylem!

          W drugim przypadku nie zaprotestuje ;)
        • autumna czemu zaraz grafomania? 30.05.05, 17:25
          Raczej kicz, dla mnie grafomania to jest totalnie kulawa i forma, i treść. Grocholi "Nigdy w życiu" mi się podobało, reszty nie czytałam. Lubię literaturę popularną, łatwą w czytaniu, sprawnie napisaną, bo dlaczegóżby nie - co nie znaczy, że nie sięgam po cięższy kaliber.
      • Gość: Zdanka Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz IP: *.4web.pl 30.05.05, 17:04
        Chciałam tylko nadmienić, że ten fragment, w którym Maldoror opowiada o
        hetmafrodycie jest na wskroś uroczy, sielsko-anielski i tylko żle sie kończy:)A
        historia Maliny zakończyła się zapewne tym, że do wsi przyjechał cyrk i wywiózł
        nieszczęsną do miasta, gdzie została sprzedana do domu publicznego i zmarła w
        sromocie po nieudanej aborcji...Normalnie Żeromski czy co?
      • braineater bo to jest chyba 30.05.05, 17:07
        tak, że max cięzko pisac o pozytywach, są nawet tacy co Dantemu mówią, że te
        Niebo to se darować mógł, bo nudne jest przeokrutnie.

        W drodze od komputera b do komputera a przemyśliwywałem sobie w tramwaju, czy
        ja w ogóle kojarzę jakieś lektury z pozytywnym wydźwiękiem, które nie byłyby
        romancami tudziez 'lyteraturom dla kucharek' i jest cięzko:) Zestaw taki mi sie
        nasunął (uwaga dla nienawidzących rankingów - teraz będzie ranking:)

        Tristam Shandy pana Sterna
        Gargantua i Pantagruel pana Rabbelaise'a
        Testament mój pana Villiona
        Don Quichote pana Cervantesa

        to z klasyków

        a z przyszłych klasyków:

        Deo Gratias pana Sevrina (tyle, że jest to totalnie pozytywna powieśc o
        złodzieju, żyjącym z okradania koscielnych skarbonek)
        Wesela w domu i inne obszerne fragmenty pana Bohuszkowej prozy
        i o dziwo "Gnój" Kuczoka, bo to jest jedna z najbardziej pozytywnych powieści w
        nowej lit polskiej - wbrew wszelkim przeszkodom, wbrew nieustającej presji
        bohater jednak się wyzwala i udaję się w strone ładnie zachodzącego słońca.

        Więcej pozytywów nie pamniętam, poprawię się:)
        Pozdrowienia:)

        P.S.
        Natomiast wszystkim spragnionym pozytywnego obrazu Polski, nie pozbawionego
        przy tym elementów tragicznych, lecz generalnie i ogólnie po prostu super:)
        polecam film Moje Miasto - zwykła prostą opowieść o zwykłych prostych ludziach
        ze Śląska. Do tego można dorzucic na wspolnym seansie Mojego Nikifora i
        Angelusa i człowiek zaczyna sobie skutecznie wmawiać, że da się wierzyć w ludzi
        i ludziom.
        • another_story Re: bo to jest chyba 30.05.05, 17:23
          > Testament mój pana Villiona
          > Don Quichote pana Cervantesa

          Eeee, ostemplowanie tych tytułów słowem "pozytywny" jest mocno dyskusyjne.
          Autorzy mieli poczucie humoru, ale treść bywa dramatyczna.
          • braineater Re: bo to jest chyba 30.05.05, 17:28
            No i o to chyba się cała dyskusja rozbija, bo podejrzewam, że ilu nas tu, tyle
            definicji człowieka 'pozytywnego." Dla mnie zarówno Villion jak i dzielny Don
            są wzorcami osobowymi z którymi się solidaryzuje i ściezki zyciowe obu panów
            bliskie sa memu sercu. Tak samo jak nadal są pozytywni w moim mniemaniu
            Raskolnikow jak i Stavrogin, za co mnie już w innym wątku łajano:), oraz Ryży,
            bohater "Sku..ela", czego już nikt nie potrafi zrozumieć.
            Pozdrowienia:)
            • another_story Re: bo to jest chyba 30.05.05, 17:37
              > Dla mnie zarówno Villion jak i dzielny Don
              > są wzorcami osobowymi z którymi się solidaryzuje i ściezki zyciowe obu panów
              > bliskie sa memu sercu.

              Nie zrozumieliśmy się, chyba z mojej winy ;). Myślałam, że pisząc "pozytywny"
              masz na myśli "optymistyczny" (to mi nie pasowało, bo obaj bohaterowie wydają
              mi się tragiczni ;)). Ale jeśli chodzi Ci o wymarzone postawy życiowe, to już w
              pełni się z Tobą zgadzam.

              > Tak samo jak nadal są pozytywni w moim mniemaniu
              > Raskolnikow jak i Stavrogin, za co mnie już w innym wątku łajano:)

              Raskolnikow od biedy tak (ubogi były student ratujący siostrzyczkę przed
              zakusami Łużyna ;)), ale Stawrogin? Toż to demon... choć bardzo intrygujący.
              • Gość: Zdanka Re: bo to jest chyba IP: *.4web.pl 30.05.05, 17:41
                Stawrogin to po prostu masochista pełną gebą .
                • another_story Re: bo to jest chyba 30.05.05, 17:43
                  Może sadomasochista (patrz: Matriosza)?
                  • Gość: Zdanka Re: bo to jest chyba IP: *.4web.pl 30.05.05, 17:51
                    No owszem sadomasochista, ale z przewagą masochizmu:))))Problemem Stawrogina
                    jest to, że mając tak ogromne pokłady masochizmu, nie trafia ani razu na
                    partnera chcącego to wykorzystać i jednoczesnie partnera przewyzszajacego go.
                    Krótko mówiąc, nie trafia na swoją drugą połówkę "sadyczną", płci obojętnej,
                    niekoniecznie zresztą w związku realizującym się przez erotykę:P
                    • another_story Re: bo to jest chyba 30.05.05, 17:54
                      Bo takiego Stawrogina chyba trudno przewyższyć. Mogliby się dogadać z Iwanem
                      Karamazowem, powstałaby zapewne nowa jakość ;).
                      • Gość: kubasa Re: bo to jest chyba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.05, 17:57
                        No a jak Stawrogin, Don Kichote i bohaterzy pozytywni, to ponoć Dostojewski
                        dzieło Cervantesa uważał za "najsmutniejsza powieść na świecie", acz
                        rozwiniecia tego nie mam, bo jedynie taka krotka fraze u Tomkowskiego
                        przeczytalem :).
                      • Gość: Zdanka Re: bo to jest chyba IP: *.4web.pl 30.05.05, 18:00
                        Tylko intelektualnie by nie współgrali :)))))...Uważam zresztą , że Stawrogin
                        to jedyny , który umiałby rozprawić się rozsądnie z przygłupim Aloszką
                        Karamazowem i jego rojeniami - po prostu pokazałby mu kilka rzeczy w
                        praktyce...Aloszki organicznie nie trawię i wzbudza we mnie coś między
                        zniecierpliwieniem, a ochotą łupnięcia między oczy.

                        Hmmm...Stawrogina nie trzeba przewyzaszać:) Jego nalezałoby dopełnić:)
                        • another_story Re: bo to jest chyba 30.05.05, 18:06
                          > Aloszki organicznie nie trawię i wzbudza we mnie coś między
                          > zniecierpliwieniem, a ochotą łupnięcia między oczy.

                          Bardzo Ci się narażę, pisząc, że go lubię? Może trochę naiwny, ale w swojej
                          naiwności sympatyczny. Doskonale spełnia więc kryteria tego wątku :).
          • Gość: Zdanka Re: bo to jest chyba IP: *.4web.pl 30.05.05, 17:29
            Dobrze, to moze tak...Czy Szekspir stronił od brutalności? Wręcz pzreciwnie -
            taki "Hamlet" choćby to przecież spiętrzenie koszmaru sennego...A Rej i "Żywot
            człowieka poczciwego"? Ani śladu tam okrucieństwa,jedynie wskazówki do ogólenej
            poczciwości nakłaniające- tylko kto przy zdrowych zmsłach ma ochotę z własnej
            woli Reja czytać?
            • another_story Re: bo to jest chyba 30.05.05, 17:42
              > Dobrze, to moze tak...Czy Szekspir stronił od brutalności? Wręcz pzreciwnie -
              > taki "Hamlet" choćby to przecież spiętrzenie koszmaru sennego...A Rej
              i "Żywot
              > człowieka poczciwego"? Ani śladu tam okrucieństwa,jedynie wskazówki do
              ogólenej
              >
              > poczciwości nakłaniające- tylko kto przy zdrowych zmsłach ma ochotę z własnej
              > woli Reja czytać?

              Tu wchodzą chyba w grę nie tylko różnice tematyczne, ale też odmienny poziom
              artystyczny :).
              • autumna o właśnie, bez dosłowności 30.05.05, 17:59
                > Tu wchodzą chyba w grę nie tylko różnice tematyczne, ale też odmienny poziom
                > artystyczny :).

                Ooo, o to też mi chodzi. O to, że nawet brutalność i podłość życia można różnie opisać - niekoniecznie 100% dosłownie, opisując malowniczo każdy rzyg i inne sensacje bohaterów. Tak jak w filmie - dobry horror na ogół nie polega na hektolitrach lejącego się "keczupu".

                Osobiście najkoszmarniejsze sny miałam po "Pikniku na skraju drogi" Strugackich...
                • another_story Re: o właśnie, bez dosłowności 30.05.05, 18:03
                  > Ooo, o to też mi chodzi. O to, że nawet brutalność i podłość życia można
                  różnie
                  > opisać - niekoniecznie 100% dosłownie

                  Mnie akurat chodziło o coś innego ;-). Lubię dosłowność. Miałam po prostu na
                  myśli, że Szekspir był o dwa nieba lepszym pisarzem niż Rej - dlatego czytuje
                  się go obowiązkowo do dzisiaj.
                  • Gość: Zdanka Re: o właśnie, bez dosłowności IP: *.4web.pl 30.05.05, 18:12
                    Dobrze, wstawmy dla porównania z Szekspirem np. Byrona. W zasadzie poziom
                    okrucieństwa równie wysoki, artyzm - podobny , a jednak Szekspira czyta się
                    nieporównanie częsciej niż Byrona. Tu nie chodzi tylko o temat i realizację
                    artystyczną - może chodzi po prostu o to, że u Byrona łatwiej wychwycić fałsz
                    pobrzmiewający w całym tym "demoniczno-okrutnym" sztafazu?
                    • another_story Re: o właśnie, bez dosłowności 30.05.05, 18:20
                      > Tu nie chodzi tylko o temat i realizację
                      > artystyczną - może chodzi po prostu o to, że u Byrona łatwiej wychwycić fałsz
                      > pobrzmiewający w całym tym "demoniczno-okrutnym" sztafazu?

                      To już temat na inną dyskusję: w którym momencie okrucieństwo przestaje pełnić
                      funkcję opisywania świata, a staje się narzędziem jego zafałszowania. Ale może
                      źle odczytuję Twoje intencje.
                      Aaaa, złażę z tego kompa, bo oczy mi już łzawią.
                      • Gość: Zdanka Re: o właśnie, bez dosłowności IP: *.4web.pl 30.05.05, 18:42
                        W zasadzie i tak i nie:) Okrucieństwo nie tyle opisuje świat, co pokazuje pewne
                        mechanizmy rzadzące nami samymi , a mechanizmy te są zupełnie nieadekwatne do
                        opisu dobra, bo w wypadku dobra, nie istnieją :) Czyli włąsciwie orucieństwo
                        daje pełniejszy obraz czlowierka, jakkolwiek dziwnie by to brzmiało...
                        • braineater Zdanko 30.05.05, 18:43
                          droga, coś mi się zda, że nas tu nie rozumiom:)
                          Pozdrowienia:)
                          • Gość: Zdanka Re: Zdanko IP: *.4web.pl 30.05.05, 18:49
                            Choroba! To czas zostać bohaterem negatywnym , czy jak?:)))))
                            • another_story Re: Zdanko 30.05.05, 18:52
                              > Choroba! To czas zostać bohaterem negatywnym , czy jak?:)))))

                              Proponuję rozpocząć kłótnię nad definicją bohatera negatywnego.

                              (Żartowałam, to by nas kosztowało 50 kolejnych postów.)
                        • another_story Re: o właśnie, bez dosłowności 30.05.05, 18:49
                          Nic dzisiaj nie piłam, ale i tak nie łapię ;). Czyli w przypadku dobra nie
                          istnieją żadne mechanizmy? A jeśli np. przechodzień widzi płaczące na chodniku
                          dziecko, zatrzymuje się i pyta: "czemu beczysz?" - też nie działa tu mechanizm
                          reakcji wywołanej zainteresowaniem? Na socjologię się nie wybieram, więc może
                          głupoty piszę... ale dlaczego zło da się usystematyzować, a dobro - nie?
                          • Gość: Zdanka Re: o właśnie, bez dosłowności IP: *.4web.pl 30.05.05, 18:53
                            Niezupełnie:)

                            Zło może być zarówno bezinteresowne, jak i w pełni "interesowne". Dobro jedynie
                            bezinteresowne, bo w wypadku interesowności przestaje być automatycznie dobrem:)
                            I stąd tez wynikają problemy tego wątku - bohater pozytywny, niekoniecznie musi
                            być dobry , ale bohater dobry nie może być negatywny:) Być może mętne to
                            trochę, ale wybaczcie u mnie jest 35 stopni!

                            • another_story Re: o właśnie, bez dosłowności 30.05.05, 18:58
                              > Zło może być zarówno bezinteresowne, jak i w pełni "interesowne". Dobro
                              jedynie
                              bezinteresowne, bo w wypadku interesowności przestaje być automatycznie dobrem:)
                              I stąd tez wynikają problemy tego wątku - bohater pozytywny, niekoniecznie musi
                              być dobry , ale bohater dobry nie może być negatywny:) Być może mętne to
                              trochę, ale wybaczcie u mnie jest 35 stopni!

                              Intuicyjnie się z Tobą trochę nie zgadzam, ale z racji tych 35 stopni daruję
                              sobie dalsze rozmyślania i dywagacje. Muszę się z tym przespać ;).

                              • Gość: Zdanka Re: o właśnie, bez dosłowności IP: *.4web.pl 30.05.05, 19:04
                                Ależ proszę bardzo - jutro jest ponoć dramatyczne zalamanie pogody do 20-stu
                                stopni, na które czekam z utęsknieniem, więc możemy pociagnąć temat w nieco
                                bardziej"intelektualnych" warunkach :)))))
                                • another_story Re: o właśnie, bez dosłowności 30.05.05, 19:08
                                  > Ależ proszę bardzo - jutro jest ponoć dramatyczne zalamanie pogody do 20-stu
                                  > stopni, na które czekam z utęsknieniem

                                  Mam nadzieję, że posiadasz profetyczne skłonności...
                                  Chociaż... Na razie mogę zrzucać winę na pogodę. Kiedy stanie się bardziej
                                  sprzyjająca, wyjdzie na jaw, jakam ciemna. Trudno.
              • hrabalek takie tam .... 30.05.05, 18:14


                ...przypomina mi się przypowiść przeczytana w książce "Pamięć i tożsamość":

                przypowieść o kąkolu i pszenicy-
                "..słudzy pytają gospodarza:"Chcesz więc,żebyśmy poszli i zebrali kąkol?", on
                odpowiada w sposób bardzo znamienny:
                "Nie , byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie
                obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: zbierzcie najpierw
                chwast i powiążcie w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego
                spichlerza" .(...)Dzieje ludzkości są widownią koegzystencji dobra i zła".
                ...a ja dopiszę,że dzieje literatury są widownią koegzystencji dobra i zła.

                "Znaczy to,że zło istnieje obok dobra; ale znaczy także,że dobro trwa obok zła,
                rośnie niejako na tym samym podłożu ludzkiej natury".

                .......i nijak chyba z tym dyskutować, a literatura jest odzwierciedleniem tej
                myśli.

                ....tak więc wydaje mi się,że pisarze winni pisać to, co czują potrzebę -by
                napisać, a na to -czy inni przeczytają to i czy się tym zachwycą- nie mają już
                wpływu .

                P.S.
                Droga autumno niniejszym oświadczam ,że mam w rodzinie alkoholika, i że używam
                słów gorszych niż cholera.JPII- wybacz!
                • autumna Re: takie tam .... 30.05.05, 18:51
                  > Droga autumno niniejszym oświadczam ,że mam w rodzinie alkoholika, i że używam
                  > słów gorszych niż cholera

                  Ale nie próbujesz wmawiać mi, że mój świat - bezalkoholowy i bezbluzgowy (z przypadłości tego świata zadowalam się wielce niemedialnymi chorobami, śmiercią i ewentualnie kłopotami finansowymi - zaiste, raj na ziemi) - nie istnieje. A taki bywa stosunek recenzentów do książek "pozytywnych" - że kicz, że bzdura...
                  • braineater Re: takie tam .... 30.05.05, 19:00
                    Tak w ramach reflexji z życia i bawienia sie w drzyzgizm na każdy temat: kiedyś
                    dawno temu, próbowałem mojej własnej zonie wytłumaczyć, czemu pochodzi z
                    rodziny patologicznej. A wszystko polegało na tym, że szacowna małzonka, mając
                    kochanego tatusia i całkiem miła mamusię oraz rodzeństwo, z którymi to osobami
                    potrafiła się zawsze dogadać, był dla mnie ewenementem, bowiem była pierwszą w
                    moim otoczeniu osobą, która nie pochodziła z 'rodziny niepełnej', nikt nikogo
                    tam np pustą butelka po winie po głowie nie nawalał, jak to było w rytualnym
                    zwyczaju cosobotnim moich sasiadów i, co dla mnie najdziwniejsze - wszyscy
                    potrafili zebrać sie co najmniej raz w tygodniu, by wspólnie skonsumowac obiad.
                    Przyznam się szczerze, że jak pierwszy raz wpadłem na taką akcję, to się czułem
                    jak w ekranizacji Foresterra czy innego Ibsena:)Więc to chyba środowisko też
                    niepozostaje bez wpływu na widzenie świata i dobór lektur. (dobra, ostatnie
                    zdanie jest głupie, ale nie bedę skreslał - moge zwalić na upał:)
                    Pozdrowienia:)
                    • another_story Re: takie tam .... 30.05.05, 19:05
                      > Więc to chyba środowisko też
                      > niepozostaje bez wpływu na widzenie świata i dobór lektur.

                      Jasne. Sade'a czytam z żalu do matki, Wojaczka - z urazy do ojca, a
                      Witkacego... hmm... Już nie pamiętam, dlaczego czytam Witkacego :-).
                      • braineater Re: takie tam .... 30.05.05, 19:07
                        Touche:)))))))))))))))))
                        ale napisałem, przecie że to głupie i ze to nie tylko upał:)
                        • another_story Re: takie tam .... 30.05.05, 19:11
                          > napisałem, przecie że to głupie i ze to nie tylko upał:)

                          Ale ja wcale nie twierdzę, że to głupie. Choć za dobór lektur odpowiada chyba
                          jednak bardziej usposobienie niż środowisko.

                          Idę stąd ostatecznie, no.
    • autumna I w efekcie... 30.05.05, 18:31
      Tak mnie zakręciliście, że już zapomniałam, o co mi chodziło na początku :-) Narobiłam zamieszania i opuszczam ten wątek...
      • braineater przypominam więc 30.05.05, 18:33
        chodziło, o to, ze brak Ci wspólczesnych powieści o wydźwieku pozytywnym:)

        No i w sumie brak:)
        Pozdrowienia:)
        • hrabalek Eater of Brain 30.05.05, 18:39
          braineater napisał:

          > chodziło, o to, ze brak Ci wspólczesnych powieści o wydźwieku pozytywnym:)
          >
          > No i w sumie brak:)
          > Pozdrowienia:)

          ..a to już zależy od czytelnika -czy chce ten wydźwięk znaleźć czy nie!
          też pozdr.
          • braineater Mózgożarł 30.05.05, 18:42
            takie ksiązki nawet, droga hrabalek, znalazł, wymienił, to mu zaraz
            powiedzieli, że Stawrogin lubił dostawac klapsy:)
            Pozdrowienia:)
            • hrabalek Re: Mózgożarł 30.05.05, 18:46
              braineater napisał:

              > takie ksiązki nawet, droga hrabalek, znalazł, wymienił, to mu zaraz
              > powiedzieli, że Stawrogin lubił dostawac klapsy:)
              > Pozdrowienia:)


              ...no bo łatwiej widać podobno gorsze strony życie i wszystkiego innego, w
              drugą stronę trochę trudniej

              P.S. przypominałam sobie dzisiaj Mózgożarła wątek "35C" bodajże z sierpnia
              ubiegłego roku , szkoda,że już w archiwum!..a upał ten sam.
      • another_story Re: I w efekcie... 30.05.05, 18:35
        Ja i tak uważam, że Kartagina powinna zostać zburzona.
        • Gość: daria13 Re: dobre komedie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.05, 20:37
          Wątek poszedł w taką bardziej zabawną stronę,a ja mam refleksję poważniejszą,
          acz o analogii z rzeczami śmiesznymi, a mianowicie z komediami. Ktoś tu
          napisał, że nie lubi dosadności i że lepsze horrory, w których nie pokazują
          tego co nas straszy, a jedynie budują nastrój grozy, niż pokazywanie
          hektolitrów czerwonej farby. I tu zgodzę się bezapelacyjnie. Ja natomiast
          myśląc o książkach tzw.pozytywnych, pomyślałam o filmach, a konkretnie o
          komediach. Spróbujmy sobie przypomnieć jak wiele jest naprawde dobrych,
          zabawnych komedii. Śmiem twierdzić, że niewiele, a gdyby przyszło nam wymieniać
          dobre filmy psychologiczne, najlepiej o patologiach, dewiacjach i zbrodniach
          moglibyśmy wymieniać godzinami. Bo o wiele trudniej jest zrobić coś, co nas
          rozbawi, ucieszy, poprawi nam humor niż nas zasmucić, przygnębić, czy
          przynajmniej skłonić do refleksji. Poprawcie mnie jeśli jestem w błędzie, przy
          czym zaznaczam, że chodzi mi o komedie NAPRAWDE dobre. Myślę, że pokazywanie
          dobra jest cholernie trudne, niemedialne i w odczuciu większośći osób, a już
          zwłaszcza krytyków, nieambitne.
          Ja sama nie stronię od książek trudnych, traktujących o ludziach, którzy mają
          przerąbane, jak to ktoś fajnie podsumował Pianistkę, ale też brakuje mi książek
          takich, o jakich mówił dr.Krisk. I śmiem twierdzić, że napisanie takiej książki
          to często zbyt duże wyzwanie dla pisarza, na które bardzo nieliczni są w stanie
          się poważyć, a szkoda.
          Bluzgom w literaturze, (jak i w życiu) mówię kategoryczne NIE,chyba, że są
          potrzebne do sportretowania danego środowiska, tak jak w ogóle mnie nie
          drażniły w Wojnie Masłowskiej. Wklejanie inwektyw gdzie popadnie, tylko
          dlatego, że to teraz modne, uważam za głupie i bezsensowne, sorry, taka już
          staroświecka jestem.
          Wszystko to mało odkrywcze, wiem, ale to przez ten lepki upał, nijak nie mogę
          się wznieść na wyżyny intelektu, a uważam, że temat wątku zostal ciekawie
          postawiony, czego zazdroszczę autorce, ja tak nie umie;)
          Pozdrawiam i liczę, że jak to zapowiadane ochłodzenie rzeczywiście nastąpi, to
          jutro jeszcze o tym porozmawiamy. Nie wyobrażam sobie tylko, jak dottore może
          żyć w klimacie, gdzie tak jest niemal non stop. Wyrazy współczucia:)
          • noida Re: dobre komedie 30.05.05, 22:47
            Daria, zgadzam się z Tobą na 100%! Ile jest w świecie dobra i zła i czy jest po
            równo czy któraś strona przeważa to ciężko powiedzieć, ale ze stwierdzeniem
            braineatera, że książki opisujące zło mają więcej wspólnego z rzeczywistością
            niż te opisujące dobro nie zgadzam się zupełnie! Dobro bowiem też istnieje
            nawet, jeśli jest go mało i nie mamy prawa odmawiać mu racji bytu! No tak, to
            było tak trochę filozoficznie, a właściwie chciałam się odnieść do tego, co
            powiedziała daria, a wczesniej dr.krisk (szczur wypchany heroiną zwalił mnie z
            krzesła ;-):
            książkę czy film (dario, odpuśćmy sobie komedie- ile znasz dobrych obyczajowych
            filmów traktujących o dobrych ludziach? założę się, że jeszcze mniej niż
            dobrych komedii) traktujący o dobrych ludziach i szczęśliwych losach jest
            bardzo trudno napisać nie popadając w kicz. Dlatego właśnie mamy eksterema-
            albo literaturę banalną typu Grochola czy inny Harleqiun albo od razu
            Masłowska. I tak to już jakoś jest, że w klasie "filmy/książki ponure" mamy o
            wiele więcej rzeczy byle jakich, ale dających się strawić, niż w
            klasie "filmy/książki wesołe", gdzie przeważa kicz. I wcale nie dlatego, że
            wesołe życie jest nudne. Dlatego, że ciepłe, ciekawe, mądre życie jest o tyle
            trudniej opisać niż taplanie się w rynsztokach. Ale takie książki istnieją i na
            dowód podam kilka przykładów:
            "Dwoje ludzi" A. A. Milne- pięknie i niebanalnie o szczęśliwej miłości
            "Ulica marzycieli" R. MacLiam Wilson- o tym, że szczęścia trzeba szukać nawet
            wtedy, kiedy wejście do kawiarni grozi utratą życia lub zdrowia
            "Trzech panów na łódce nie licząc psa" J. J. Jerome- prostota życia w całej
            krasie
            "Rok w Prowansji" P. Mayle- jak wyżej, tylko bardziej współcześnie
            "Nie mów noc" A. Oz- trudna ale dobra miłość
            "Czarodziejska góra" T. Mann- czyż Castrop nie był najszczęśliwszym z ludzi?
            I tak dalej a teraz idę spać, czego i wam życzę.
            • braineater Re: dobre komedie 30.05.05, 22:55
              Odniosę się tylko do dwóch tytułow - do "Ulicy", gdzie w tym szczęsliwym,
              beztroskim świecie, okazuje się, że nie znamy najbliższych nam osób, że mąz
              pijak to skarb w sumie, że w kazdym momencie możemy wybuchnąc z wszytskimi
              pozostałymi przechodniami i gdzie człowiek dorabia się majątku, szantazując
              ludzi, par excellence, gumowym fiutem; i do "Góry", której bohaterowie uciekają
              przed klęska całego świata, czyli po prostu popadają w skrajny eskapizm, dla
              niektórych kończacy sie (?) smiercią. A w tle nawałnica historyczna, która
              między innymi udowodniła, że to jednak zło jest motorem napędowym swiata. Do
              reszty się nie odniosę, bo Milne'a czytałem tak dawno, że nic z niego nie
              pamietam a reszty wskazanych po prostu nie czytałem.
              Pozdrowienia:)
              P.S. Zauważyłem dopiero teraz "Trzech Panów" - tu masz absolutną racje, za
              którą każda feministka obiła by cię tym samym czym handlował Grubas w "Ulicy":)
              • nienietoperz Re: dobre komedie 31.05.05, 13:15
                Hejho,
                braineaterze szanowny, demaskujac 'Ulice' jako przyklad literatury prezentujacej
                swiat mroczny, okrutny i paskudny, troche chyba popedziles na koniu polemicznym
                w celu polemiki wylacznie. Proponuje w tej dyskusji ogolnie rozdzielic dwa aspekty
                a) swiat przedstawiony, w ktorym nie padaja brzydkie slowa, aktywnosci
                seksualno-klozetowe sa omijane badz opisywane eufemistycznie, etc.
                b) wizja swiata, ludzi, perspektyw jest pozytywna i uzywajac nieznosnego
                banalizmu, 'budzaca nadzieje'

                a i b sa absolutnie niezwiazane; 'Ulica' moze nie kwalifikuje sie do a), za to
                do b) pasuje idealnie. 'Buddenbrookowie', czy 'Zamek' do a) trafiaja swietnie,
                za to do b) maja sie jak piesc do nosa.

                A propos ogolnej dyskusji, jest taka (bliska mi) koncepcja, ze kazda wielka
                literatura bierze sie z zalu zwiazanego z przemijaniem, i wlasnie przemijanie
                opisuje. Trudno wybuchac z radosci na mysl o tym, ze cos sie juz zdarzylo - a
                rzeczywistosc ktora znamy i ktorej jestesmy pewni, to wlasnie ta za nami, ta,
                ktora nigdy juz do nas nie wroci. Przyszlosc to glownie nieprecyzyjne
                oczekiwania. Stad moze duzy ladunek smutku w dobrych ksiazkach.
                Pozdrowienia,
                nntpz






                P.S. Z opinia na temat 'Gory' poniekad sie zgadzam.
                • braineater Re: dobre komedie 31.05.05, 14:56
                  Nie no, z tą "Ulicą" to taki bardziej dowcip wieczorny był, bo faktycznie
                  opowiastka stara się wszystkich przedstawić w jak najlepszym świetle, ludzi
                  dobrych i "pozytywnie zakreconych"

                  Ale przy okazji przypomniały mi się ksiązki w których co drugie słowo to, to
                  bluzg a jednak max pozytywnie nastrajające, czyli oczywiście szalony irlandczyk
                  Doyle i Barrytown Trilogy. Zresztą, czytając Dzidziusia ( z przecudowną sceną
                  otwierającą pt "Jesteś, kórwa, w czym?! W ciązy, tato, w ciąży") czy
                  Furgonetkę, cały czas miałem wrażenie, że czytam taką własnie iriszowską
                  Musierowicz tylko zywszym językiem zapodaną. Polecam na optymistyczne
                  nastawienie - za wyjątkiem "Kobiety, ktora wpadała na drzwi" bo to ksiązeczka
                  zbyt prawdziwa, żeby mogła być optymistyczna.

                  I jeszce jeden pisarz tak mi od wczoraj po łbie krązy - Tom Robbins i jego
                  dziwne powieści, które tez chyba cały czas wyrażają wiarę w ludzi - czy to
                  Kowbojki, czy księzniczkę mieszkająca w pudełku Cameli, jakos tak od razu
                  odruchowo chce się lubić.
                  Pozdrowienia:)
              • noida Re: dobre komedie 31.05.05, 14:35
                Co do góry to ja się też zgadzam, umieściłam ją w spisie trochę prowokacyjnie.
                Poza tym nie da się ukryć, że Castrop był szczęśliwy w tym swoim złudnym
                poczuciu bezpieczeństwa, więc zaliczałby się w zasadzie do katerogii a. w
                kwalifikacji nienietoperza.

                Dlaczego feministki obiłyby mnie tym, czym handlował grubas? Myślisz, że w
                ramach cenzury działającej wstecz? Zresztą, spróbowałyby... na pewno bym oddała!
    • Gość: Nu! Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz IP: *.necik.pl / *.necik.pl 31.05.05, 04:25
      To ciekawy problem, z tymi powieściami pozbawionymi elementów podłości
      i wszelkich zwierzęcych (czytaj niskich, małych) przywar ludzkich.

      Nawet, kiedy spotykamy dobrą, "konstruktywną" powieść, to na ogół
      te trujące aspekty życia i codzienności występują tam jako kontrast
      czy odniesienie.

      No bo dlaczego akcja nie ma się rozgrywać, między "kulturalnymi", wrażliwymi
      ludźmi, a jej przedmiotem nia mają być jakieś kwestie innego rodzaju,
      niż odwieczna walka człowieka ze zwierzęciem?

      Tym niemniej, kiedy próbuję przywołać jakieś dziełka nie zawierające tych
      jadów, przychodzi mi w pierwszym rzędzie na myśl proza estetyczna, w rodzaju
      "Zdeptanego kwiatuszka" Firbanka. A więc Camp. A więc coś jakby amoralnego.

      Kiedy chcę znależć się "w dobrym towarzystwie", sięgam po "Powinowactwo z
      wyboru" Goethego.

      "Dobre towarzystwo" znaleźć też łatwo w książkach "popularnonaukowych", których
      mnóstwo się wydaje, pisanych przez naukowców, często autorów ważnych odkryć
      z których zdają sprawę i ich historię opowiadają.

      Aczkolwiek nie jest to "proza artystyczna", to ma z nią sporo wspólnego, gdyż
      książki te najczęściej opowiadają "jakąś historię", historię odkrycia lub odkryć,
      jakiś badań czy są relacją z owocnej wyprawy naukowej.

      Ponieważ bohaterem tych książek jest nauka, konstruktywna intelektualna praca
      ludzka to na ogół wyprane są one z ludzkich jadów, chociaz możemy się domyślać,
      że ci boscy superinteligentni i pracowici naukowcy też muszą mieć ludzkie wady
      (i że z pewnością duzo rzeczy nieprzyjemnych zostało przed czytelnikami ukrytych).

      Lektura takich książek jest o tyle przyjemna, że jej bohaterowie mają pokrycie
      w swojej pozytywności poprzez realne osiągnięcia, które przysłaniają w sposób uzasadniony
      ich ewentualne wady osobowe o któych się zresztą raczej nie pisze bo i po co.

      Zaletą tych ksiązek jest na przykład to, że często opisują owo "dobre towarzystwo",
      podczas jakiś zebrań czy spotkań, wymianę myśli, burze mózgów, inteligentne czy nawet
      genialne powiedzonka i uwagi któregoś z tuzów mysli ludzkiej, jakieś prawdziwe
      i niepowtarzalne sytuacje związane z tymi osobami, których po prostu nie da się wymyśleć.

      Ciekawym jest też i to, że owi wybitni naukowcy o swoich wybitnych również kolegach
      wypowiadają się z najwyższa atencją i szacunkiem.

      w "Przygodach matematyka" S. Ulama znaleźć można mnóstwo na to przykładów.


      Fikcja literacka ma ten problem, że z faktu, iż opisze się kogoś, jako szlachetnego,
      dobrego nic nie wynika! Mam wrażenie, że "dobro", jego istotne pojęcie, ma taki
      ciężar gatunkowy w naszej kulturze, że fikcja dżwiga postać "dobrą" z najwyższym trudem!
      "Zło" z kolei posiada w świadomości kulturalnej cechę banalności i powszechności. Obdarzyć
      postać cechami "zła" nie razi naszych odczuć estetycznych co do jej prawdopodobieństwa
      i umożliwia budowanie fikcji.

      Poza wszystkim, literatura europejska zbudowana jest o zasadę podejrzliwości i demaskacji.
      Raczej dzieli włos na czworo i opukuje wszystkie monolity, niż epatuje szlachetnymi wzorcami.

      Gdybym miał zaprojektować bohaterów książki konstruktywnej, pozbawionej
      "brudu", wygladałaby tak:

      Wszyscy bohaterowie byliby ludżmi:
      a) porządnymi
      b) wykształconymi
      c) myślącymi
      d) posiadającymi "dobre maniery"
      e) nie zachowującymi się "po świńsku" w żadnej sytuacji
      f) sublimującymi skutecznie swoje "złe", naturalne instynkty
      g) mającymi coś do powiedzenia
      h) posiadającymi szerokie horyzonty
      i) wrażliwymi (acz, oczywiście, nie przewrażliwionymi)
      j) niemałostkowymi
      k) otwartymi na "drugiego", szanującymi inność, osobność bytu innych

      Oczywiście owe piekne cechy postaci nie byłyby jakims tematem powieści,
      lecz zaledwie punktem wyjścia, środowiskiem.

      Oczywiście całe to towarzystwo musiałoby pozostawac w ścisłej izolacji
      od otoczenia, które natychmiast zakłóciłoby swoim "chamstwem" przejrzystość,
      klarownośc postaci. Ewentualna akcja powieści nie byłaby napędzana niskimi popędami,
      ale jakowymiś innymi energiami, sytuacjami.

      Dialogi pomiędzy postaciami musiałyby byc interesujące, pełne celnych uwag
      i obserwacji, odkrywczych także dla czytelnika, ładne w formie. Nikt nie nawijałby
      namolnie w kółko tego samego, jak się to dzieje w "życiu".

      Ich celem nie byłoby nigdy dowalenie komuś, lecz zwyczajna ludzka wymiana myśli
      bądź ekspresja siebie.

      Rozmówcy dialogując zawsze zakładaliby dobre intencje partnera. Słuchaliby tego,
      co się do nich mówi, myśleli nad tym, co usłyszeli. Poddawali korektom swoje sądy
      po ich przemysleniu bądź naswietleniu przez nowe fakty czy opinie.

      Cechy zawarte w punktach powyzej nie wynikałyby z jakiś deklaracji narratora,
      ale wprost zawarte byłyby w wypowiedziach i zachowaniu.

      Akcja rozgrywałaby sie wokół jakiegos pozytywnego przedsięwzięcia
      (w sensie - bezinteresownego).

      I tak dalej.

      Wychodzi mi z tego "Powinowactwo z wyboru" albo "Uciekła mi przepióreczka"
      Żeromskiego. :D

      Nota bene, wiele z powyższego spełniają liczne stronice u Prousta.
      • Gość: Nu! p.s. IP: *.necik.pl / *.necik.pl 31.05.05, 04:40
        Nawiasem mówiąc, z pokazywaniem postaci pozytywnych lepiej radzi sobie film,
        z tym istotnym wyjątkiem, że kiedy obiera sobie za temat
        postac jakiegoś (fikcyjnego albo nie) artysty, najczęściej jest to katastrofa.

        Na przykład filmowe opowiadanie o jakimś pisarzu, rzekomo słynnym, wybitnym,
        bez zilustrowanie jego wybitności konkretnym tekstem jest czyms absurdalnym.

        Podobnie z muzykami.

        Jak to słusznie zauważył kiedyś Kałużyński, film o wybitnym muzyku
        "poważnym" jest z reguły nieudany, gdyż "istotą" Chopina jest jego twórczość,
        a nie to, że się nie czesał (albo coś na tym poziomie).

    • agrafek Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz 31.05.05, 10:28
      autumna napisała:

      > ... co szkaradne!"
      >
      > Nie sądzicie, że to bardzo aktualne w stosunku do książek? Ten cytat mi się
      nap
      > atoczył na fali dyskusji o Masłowskiej. Nie odmawiając jej talentu do
      manipulac
      > ji językiem, sama treść jest dla mnie zwyczajnie wulgarna i obrzydliwa. Ale
      mów
      > i się, że to (jak i "Gnój", i "Daj mi") jest prawdziwy świat, a np.
      Musierowicz
      > nie - że to jakieś wyidealizowane mrzonki.
      > A więc stanowczo oświadczam:
      >
      > 1. Nie mam w rodzinie ani jednego alkoholika
      > 2. "Wyrazy" gorsze niż "cholera" w gronie mojej rodziny i przyjaciół nie
      padają
      > 3. Ww. osoby, nie pozbawione temperamentu, nie obmacują się po krzakach z kim
      p
      > opadnie, jak również nie były molestowane za młodu.
      >
      > Skąd te zachwyty nad obrazowaniem ohydy? A nie można to pokazać ładnego
      świata?
      > Nikt w niego już nie wierzy?
      > Dostaję do korekty cudowne teksty z mikrego wydawnictewka - pisane przez
      ludzi
      > wykształconych, piękną polszczyzną (np. "Przygody dzielnego wojaka fizyka"
      prof
      > . Leszczyńskiego - rżałam przy tym ze smiechu, moja Mama to samo). Ale z
      promoc
      > ją kłopot - nikt nikogo w tych książkach nie gwałci, co za pech...
      >

      Wcinając się w dyskusję z opóźnieniem, spieszę z opinią:
      Otóż nieprawda, a w każdym razie nie do końca.
      1. Masłowska i okolice. Wszystkie te paskudne, obrzydliwe rzeczy trafiają się
      Masłowskiej i okolicom z tej to przyczyny, że próbują oni opisywać pewne
      środowiska osadzone w bardzo konkretnych czasach. A że opisywane środowiska
      nadzwyczaj chętnie posługują się "kurchuwą" (nazwa języka opierającego się na
      trzech popularnych słowach), to i słów tych, i obyczajów autorzy nie szczędzą.
      Ale to wynik jedynie obserwacji a nie potrzeby "pognojenia" świata.
      2. Suskind i okolice. Tu jest trochę inaczej, trudniej. Tutaj rzeczywiście
      zdarza się autorom eksponować rzeczy obrzydliwe (Suskind) lub okrutne (a choćby
      Fosnes z "Wieżą sokołów"). Czynią to jednak w imię celów, które da się, z pewną
      przesadą, nazwać pięknymi, co nieco ową obrzydliwość rozbraja.
      3. Barker i okolice. Tu akurat mamy doczynienia z wykorzystaniem okropności w
      celach rozywkowych. Cóż, jednym wychodzi to wcale nieźle, innym... okropnie. O
      powody takiego postępowania należy spytać wielbicieli horrorów.

      Ponadto, jakkolwiek wiele byłoby "okropieństw" w literaturze współczesnej, to
      nie wydaje mi się, by one dominowały. Raczej najlepiej je, jak zwykle, widać.
      Swift, Smith, Baricco, Huelle, Seane - na ten przykład, nie upychają w swoich
      powieściach żadnych rzeczy obrzydliwych, a jednak czyta się ich. I to chętnie!
      pozdrawiam
    • Gość: Magda Re: "To dziś modne, wdzięczne, ładne,. co zabójcz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.06.05, 22:07
      Nie o to chodzi. Po prostu celem autorki (dotyczy ksiązki "Daj mi!" ) było
      pokazanie faktycznych realiów życia tamtejszej młodziezy. Moim zdaniem książka
      ta pozwala nam zobaczyć,choćby oczami wyobraźni, co się tam naprawde dzieje.
      Książka jest do bólu realistyczna i dlatego uznałabym ją za jedną z lepszych
      książek wydanych w poprzednim roku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka