kawa_malinowa
08.08.05, 17:54
Książka stanowi zapis doświadczeń autora z pobytu w radzieckich domach
dziecka. Jako dziecko niepełnosprawne skazany był z góry na porażkę - takich
jak on kierowano po osiągnięciu pewnego wieku do domów starców, gdzie
umierali w ciągu kilku tygodni...
Wstrząsające i brutalne przez swoją powściągliwość i surowość. Komentarz
ograniczony do minimum, nagie obrazki, krótkie epizody. To się nazywa ostra
literatura. Jest w opowieści Rubena Gallegi coś odpychającego, jest coś co
sprawia, że ta książka ficzynie boli. I mimo wszystko jest pewien optymizm...
Był wcześniej jeden wątek, ale został przeniesiony do archiwum:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=20655010&a=20655010
MOim zdaniem pojawiające się porównanie do "Bidula" jest niezbyt trafione.
Przede wszystkim dlatego, że Gallego jest o niebo lepszym pisarzem, w jego
książce jest jakiś nerw, a nie to co u pana Maślanki. Jeśli miałabym
obstawiać, który z nich będzie pisał - postawiłabym na rosyjskiego Hiszpana.
Ciekawe, czy napisze coś jeszcze- będę wyglądać tej książki. A "Bidul"? Taka
sobie opowieść... I bardzo-tak-sobie podana.
A co inni czytelnicy sądzą o tej książce?
(Umbra, dzięki za pożyczenie)