Dodaj do ulubionych

Błędy ortograficzne w książkach

12.08.05, 15:52
Spotkaliście się kiedyś z błędami ortograficznymi w książkach??
Ja ostatnio chciałam odświeżyć sobie "Anię z Zielonego Wzgórza" i przeżyłam
lekki szok. Jak byk stoi:
"Sądzę, że ją zgubiła i boi się przyznać ze strachu, że ją UKAŻĘ."
Dobrze, że nie zauważyłam tego czytając w wieku szczenięcym, bo jeszcze by mi
się wżarło na całe życie:) Dzięki Bogu za nawyk (umiejętnosć??) czytania od
razu całego słowa.
Dla porządku: Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 1997, str. 80.
Obserwuj wątek
    • aaneta Re: Błędy ortograficzne w książkach 12.08.05, 16:21
      Niestety, coraz częściej się to zdarza, i w książkach, i w gazetach, nawet w tak
      szanujących się jak Rzeczpospolita. Redakcje najwyraźniej oszczędzają na
      korekcie. Nie przychodzi mi w tej chwili do głowy żaden przykład, za to mam
      pytanie odnośnie czytania całymi słowami: czy nauczyłaś się czytać sama, tzn. w
      domu, przed pójściem do szkoły?
      Pozdrawiam :)
      • halszka_m Re: Błędy ortograficzne w książkach 12.08.05, 16:40
        Tak, czytałam dosyc wcześnie (ale bez przesady, nie zaliczam się do czytająch
        trzylatków), w pierwszej czy drugiej klasie szkoły podstawowej spałam z Tomkiem
        Sawyerem i ukochanym wtedy Szatanem z siódmej klasy pod poduszką... Ta ostatnia
        była wyszlajana do ostatnich granic :). Uważasz, że właśnie o to chodzi w
        czytaniu "całymi słowami"? NIgdy nie zastanawiałam się, czy właśnie literowanie
        w nauczaniu początkowym powoduje późniejsze problemy.. Hm... Ale wiem, że działa
        to na okropne, uporczywe SZEPTANIE w czasie "cichego" czytania. Pozdrawiam
        • aaneta Re: Błędy ortograficzne w książkach 12.08.05, 20:31
          To oczywiście nie na temat, ale co tam, skoro już zaczęłam.
          Parę lat temu w Dużym formacie GW ukazał się artykuł, w którym wypowiadała się
          pewna pani, specjalistka od nauczania czytania i pisania, niestety, nie pamiętam
          jej nazwiska. Pani ta miała bardzo niekonwencjonalne poglądy, które trafiły mi
          do przekonania, ale nigdy później już nie natknęłam się na żaden tekst na ten
          temat. Może są gdzieś w wydawnictwach specjalistycznych, ale to nie moja
          działka, więc nie wiem, czy poglądy tej pani zostały rozpowszechnione czy w
          dalszym ciągu są opozycyjne. Wtedy temat ten mnie zainteresował, bo moje dzieci
          były na etapie wczesnoszkolnym i miały straszne problemy z ortografią. Wiązałam
          to z czytaniem, bo wprawdzie ewidentnych problemów z czytaniem moje dzieciątka
          nie miały, ale nie czytały z taką łatwością, zapałem i przyjemnością jak ja w
          ich wieku. Dotyczyło to nie tylko moich synów, chyba nie było dziecka, które
          pisałoby bezbłędnie albo przynajmniej w miarę poprawnie. Moim synom przeszło
          dopiero gdzieś w piątej - szóstej klasie, kiedy zaczęli sporo czytać. Być może
          wtedy coś im w głowach zaskoczyło i zaczęli czytać całymi wyrazami. Podejrzewam,
          że wcześniej tak nie było. To właśnie tłumaczyła pani z Dużego formatu, że w
          procesie nauczania początkowego popełniany jest straszny błąd dydaktyczny,
          związany ze zmuszaniem dzieci do literowania i głoskowania. Faktycznie, kto,
          normalnie posługując się językiem, rozkłada słowa na głoski, a wyrazy na litery
          (o ile dobrze pamiętam rozróżnienie pomiędzy słowami a wyrazami, którego uczyła
          nas, rodziców, ambitna pani nauczycielka mojego syna, zalecając jednocześnie
          intensywną pracę z dziećmi w domu, bo ta metoda ma tę zaletę, że w szkole nie
          wystarcza czasu na nauczenie dzieci czytania i pisania, podczas gdy w przypadku
          metod "domowych", naturalnych, jak sądzę, wystarcza parę dni). I teraz tak mi
          się właśnie przypomniało, bo od tamtej pory mam podejrzenie, że osoby, które
          lubią czytać od dziecka, to te, które nauczyły się czytać same, w domu, i
          szkoła im nie zaszkodziła. Oczywiście, jednocześnie wiąże się to ze znajomością
          ortografii, dlatego zastanawiam się też, czy te coraz częściej spotykane błędy
          ortograficzne w książkach i gazetach nie mają źródła właśnie w niewłaściwej
          metodologii nauczania początkowego. Może wśród uczestników FK jest ktoś, kto ma
          jakiś pogląd w tej sprawie?
          Pozdrawiam :)
          • agni_me Re: Błędy ortograficzne w książkach 13.08.05, 00:07
            Zaczełam czytać jako czterolatka (wstolicylecznienaszej - to pierwsza
            samodzielnie przeczytana książeczka z serii "poczytaj mi mamo"). Uczyłam się
            sama. Nie tyle w domu, ile w bibliotece, gdzie moja ukochana ciotka była
            bogiem. W wieku sześciu lat płynnie czytałam gazety. Do szóstej klasy robiłam
            koszmarne błędy ortograficzne, do teraz robię błędy interpunkcyjne. Toteż albo
            jestem wyjątkiem potwierdzającym twoją tezę, albo klasycznym przykładem ją
            obalającym.
            Mam wrażenie, że braki ortograficzne i interpunkcyjne to nic innego, jak braki
            w wykształceniu podstawowym. Niezależne od nauki czytania, zależne za to od
            przełożenia na praktykę regułek, które się poznaje w klasach jeden - sześć
            szkoły podstawowej. Pamięć wzrokowa jest tylko pomocna. Nie jest konieczna.
            • halszka_m Re: Błędy ortograficzne w książkach 13.08.05, 13:21
              I TU się nie zgodzę. Od pierwszej chwili znienawidziłam regułki i praktycznie
              NIGDY z nich nie korzystałam. A mam na koncie parę nagród ortograficznych i ciąg
              piątek za dyktanda. Natomiast całkiem często muszę napisać słowo, zeby przekonać
              się, jak powinno być poprawnie zapisane. Co śmieszniejsze, moja pamięć wzrokowa
              ogranicza się do hmm... "sfery pisanej", czyli słów, książek itp, natomiast mam
              ogromne problemy z zapamiętaniem np. twarzy poznanych ludzi, haha:) pozdrawiam
              serdecznie
              • gatta13 Re: Błędy ortograficzne w książkach 13.08.05, 22:02
                Halszko, ja mam tak samo. :) I z regułkami, i z dyktandami, i z zapisaniem żeby np. komuś odpowiedzieć, jak jest poprawnie, i, co najgorsze, z zapamiętywaniem twarzy. Najgorsze, bo nie poznaję klientów na ulicy i się obrażają. :)
                • staua Re: Błędy ortograficzne w książkach 14.08.05, 19:23
                  Tez tak mam, moze to rzeczywiscie typ pamieci - pamietam slowa, liczby (wszystkie - abstrakcyjne
                  wyniki obliczen w pracy, numery telefonow, adresy, PINy), szlaki na mapie, ale nie twarze albo np.
                  miejsca, w ktorych bywalam Do tego wykorzystuje meza, ktory ma odwrotny typ pamieci (on jest
                  zreszta ciekawym przypadkiem osoby, ktora swietnie zna dwa obce jezyki i kilka innych - romanskich -
                  niezle, ale w mowie, uczac sie NA SLUCH, a w pismie, moze procz jednego z tych jezykow, robi
                  karkolomne bledy ortograficzne, skladniowe, interpunkcyjne, jakie chcesz).
              • agni_me Re: Błędy ortograficzne w książkach 13.08.05, 22:36
                Obawiam się, że to żaden argument. Choćby dlatego, że istnieje jednak cała masa
                osób, które piszą w miarę poprawnie, a w ogóle nie czytają.
            • aaneta Re: Błędy ortograficzne w książkach 13.08.05, 17:01
              Agni, wiedziałam, że mogę liczyć na Twoją odpowiedź na moje pytanie. Dzięki.
              Wprawdzie Twoja samokrytyka w kwestii błędów interpunkcyjnych brzmi nieco
              fałszywie, ale pewnie tylko ja to czuję, z Tobie i mnie wiadomych względów, więc
              nie przejmuj się zbytnio. Twoja odpowiedź jest zresztą dokładnie taka, jak się
              spodziewałam, czyli politycznie poprawna, konwencjonalna, co tak naprawdę
              oznacza brak własnej refleksji, ale to szczegół.
              A co do meritum: ja tak sobie tylko gdybam, badań naukowych nie przeprowadzałam
              i nie mam zamiaru, dlatego nie wiem, czy jesteś wyjątkiem, czy zaprzeczeniem.
              Taką nieformalną mini-ankietę chciałam zrobić, i tyle. Ale Twoja wypowiedź
              zainspirowała mnie do refleksji, co to znaczy "wykształcenie podstawowe", w
              zakresie ortografii oczywiście. Bo z polską ortografią jest ten problem, że
              więcej w niej wyjątków niż regułek, więc, moim zdaniem, nauczyć się jej nie
              sposób. Mam na myśli uczenie się przez regułki, żeby nie było wątpliwości.
              Ściślej: można się przez regułki nauczyć ortografii, ale tylko w ograniczonych
              zakresie, reszta to intuicja wyrobiona poprzez czytanie. Zresztą na początkowym
              etapie nauki, tzn. w klasach 1-3, jak to jest przyjęte w Polsce, dziecko nie
              jest w stanie nauczyć się regułek. Nie znam się wprawdzie na dydaktyce nauczania
              początkowego, ale uczyłam się kiedyś dydaktyki matematyki i pamiętam jeszcze,
              choć nie praktykuję, że na tym etapie należy polegać na intuicji i
              spontaniczności, to znaczy nie należy tłumaczyć zasad logicznych i oczekiwać, ze
              dziecko je zrozumie i zapamięta, a jedynie pokazywać zjawiska i zależności, tzn.
              doprowadzić do tego, żeby dziecko je zauważyło i przyswoiło sobie intuicyjnie. W
              dydaktyce matematyki klasycznym przykładem jest rozwiązywanie równań: kto będzie
              próbował wytłumaczyć pierwszoklasiście, że aby rozwiązać równanie x+2=5, trzeba
              przenieść 2 na prawą stronę ze znakiem minus, poniesie klęskę, bo wytłumaczenie
              tego jest możliwe dopiero wtedy, kiedy dziecko pozna pojęcie liczby ujemnej,
              natomiast na tym etapie wystarczy doprowadzić do tego, żeby dziecko odgadło,
              jaką liczbę trzeba wstawić w miejsce x, żeby równanie "się zgadzało".
              Przepraszam za te matematyczne dywagacje tych, którzy mają alergię na
              matematykę, ale tylko w ten sposób potrafię uzasadnić moje poglądy. One zresztą
              wcale nie są moje, tylko wyuczone, ale, moim zdaniem, ten sam mechanizm działa w
              przypadku ortografii, tyle że jest to tylko moja hipoteza, której potwierdzenia
              bądź obalenia poszukuję, dlatego oczekuję na następne głosy w tej kwestii. Z
              góry dziękuję i pozdrawiam :)
              • agni_me Re: Błędy ortograficzne w książkach 13.08.05, 23:26
                Zdecydowanie przeceniasz swój wpływ na moją samoświadomość, także
                interpunkcyjną. Poprawność polityczna zupełnie mi nie przeszkadza, natomiast
                trudno mi się zgodzić z bezrefleksyjnością mojej wypowiedzi, ona zwyczajnie nie
                jest ograniczona, ale to już szczegół.

                Przez ostatnie trzy lata poznawałam bardzo dokładnie postępy dzieci w
                ortografii. Co prawda klasa liczyła tylko nieco ponad trzydzieścioro dzieci,
                ale to więcej niż "własna dwójka". Jeśli mogę coś rzec o nauczaniu początkowym
                ortografii, to dzieci dostają zasady, a potem w prostych ćwiczeniach je
                przyswajają. Reguła i ćwiczenia. Reguła i ćwiczenia. Reguła i ćwiczenia.
                Wypełnianie wciąż i wciaż pustych miejsc w wyrazach, ćwiczenia typu stacja -
                stacji, armia - armii, należy pisać rz, gdy wymienia się na r - morze, mierzyć,
                trójka, marcowy. Proste, prawda? Tylko w zupełnej sprzeczności z tym, co
                zechciałaś napisać. Dodam, że to program nauczania początkowego zaakceptowany
                przez MEN i stosowany z powodzeniem od lat w szkołach podstawowych (Z
                ekoludkiem w szkole)
                W klasie czytało wyjątkowo dużo troje dzieci, dwoje z nich robiło masę błędów
                ortograficznych. Zupełnie bezbłędnie pisała Ala, dziecko uzdolnione
                matematycznie, a także pięcioro tzw zadbanych dzieci. Dzieci, z którymi
                odrabiano lekcje i poświęcano ich edukacji masę czasu. Każde z tych dzieci
                rozwiązywało dodatkowe zadania typu: zasada - wstaw odpowiednią literę, albo
                wyjątki - wstaw odpowiedną literę.
                Można oczywiście upierać się przy tym, że czytanie jest lekarstwem na
                ortografie. Tylko, że nijak to się ma do "ortograficznej prawdy". Czytanie może
                poprawić zaniedbania szkolno-rodzicielskie. Ale to lekarstwo na zaniedbania,
                nie sposób na ortografię.
                Zresztą dokładnie ten sam sposób nauki ortografii i gramatyki istnieje przy
                wbijaniu do głowy języków obcych. Ale to pewnie sposób konwencjonalny i
                bezrefleksyjny, za to poprawny politycznie. Niech żyją metody niekonwencjonalne
                i poprawna ortografia osiągana tuż przed pełnoletnością. :)
                • aaneta Re: Błędy ortograficzne w książkach 14.08.05, 10:00
                  He, he, to oznacza, że jesteś belferką, i to właśnie od nauczania początkowego?
                  To nie mam więcej pytań. Ale może, mimo wszystko, zastanów się jeszcze nad swoim
                  przekonaniem o braku różnicy pomiędzy mechanizmami uczenia się pierwszego języka
                  i języków obcych. Wiem, że takim osobom, jak Ty, nie przychodzi to łatwo, ale
                  jednak spróbuj, bo trochę Cię to przekonanie kompromituje.
                  • staua Re: Błędy ortograficzne w książkach 14.08.05, 19:29
                    Patrz moj post ponizej, tez porownalam to do jez. obcego.
                    Uwazam sie za przyklad osoby, ktora na pewno nie uczyla sie regulek, bo pisalam poprawnie przed
                    pojsciem do szkoly (nie robilam bledow ortograficznych jeszcze na etapie, kiedy odwracalam litery do
                    ich lustrzanych odbic, mam tego przyklad w postaci moich wlasnych zachowanych poematow pisanych
                    w wieku lat 5, typu "raz wrobelek Elemelek zrobil sobie babelek" (przyznasz, Agni, ze jest to zdanie, w
                    ktorym mozna narobic sporo bledow) :-)
                    Moi rodzice specjalnie nie przejmowali sie moja edukacja, nigdy tez nie odrabiali ze mna lekcji.
                    Pozdrawiam
                  • agni_me Re: Błędy ortograficzne w książkach 16.08.05, 19:31
                    Gdybym była belferką to tych dzieci byłoby znacznie więcej, nie da się ukryć.
                    Ale staraj się dalej, ładne to takie. :)
          • sol_bianca Re: Błędy ortograficzne w książkach 14.08.05, 18:39
            Ja się nauczyłam czytać sama i nigdy nie literowałam. No, prawdę mówiąc raz
            spróbowałam przeliterować na głos jakieś słowo, tak z ciekawości, i dzięki temu
            moja mama dowiedziała się, że umiem czytać :)))) Rodzice mnie nie uczyli, bo
            myśleli że jestem za mała, ale ja miałam taką ceratową podkładkę pod talerz z
            literkami i słowami (A jak autobus itp.) i w ten sposób przy posiłkach
            poznawałam alfabet... Czyli chyba jestem potwierdzeniem twojej teorii.
            Za to w szkole zaczęły się "schody", bo nienawidziłam czytania na głos (pewnie
            właśnie dlatego, że nie byłam przyzwyczajona, no i byłam nieśmiała...), zawsze
            się jąkałam i zatykałam. Najgorsze jest to, że na głos czyta sie wolniej niż w
            myślach, łatwo się zgubić w tekście jeśli jest się przyzwyczajonym do innego tempa.
          • staua Re: Błędy ortograficzne w książkach 14.08.05, 19:14
            Aaneta,
            ja mam taki sam poglad, bo zaliczalam sie wlasnie do czytajacych trzylatkow :-) I nigdy nie mialam
            problemow z ortografia, a w szkole bylam zwolniona z tego typu cwiczen przez pierwsze dwie klasy (po
            indywidualnych dyktandach). Dla porownania, moja siostra, ktora nauczyla sie czytac w szkole, robila
            bledy ortograficzne normalnie, jak wszystkie dzieci (jako przykladna uczennica do konca podstawowki
            nauczyla sie ich nie robic, byl to jednak zmudny proces stosowania regulek). Mysle, ze warto jest
            zachecac dzieci do czytania "naturalnego". Na pewno tak zrobie ze swoimi dziecmi (choc nie
            zamierzam ich zmuszac, jesli beda oporne). Nie wymaga to geniuszu, tak samo, jak liczenie, a wiele
            upraszcza. Wydaje mi sie, ze masz racje, to jest taka naturalna nauka jezyka, moze jest w tym jakas
            analogia do wczesnej nauki jezykow obcych, ktore w dziecinstwie sa przyswajane, nie nauczane
            (acquisition vs learning).
            Pozdrawiam. To bardzo ciekawy temat.
            • aaneta Re: Błędy ortograficzne w książkach 14.08.05, 22:18
              Polecam w takim razie do poczytania podręcznik dr Ireny Majchrzak (znalazłam!),
              ze szczególnym uwzględnieniem komentarza w rozdziale "Pismo - zjawisko wizualne":
              www.irena-majchrzak.net/text_podrecznika.htm
              Ja będę mogła wypróbować dopiero na wnukach, na synach nie zdążyłam, czego
              bardzo żałuję, ale za późno przeczytałam rozmowę z dr Majchrzak.
              Bardzo cenna wydaje mi się Twoja uwaga, Olu, dotycząca faktu, że Twoi rodzice
              nie brali udziału w Twojej edukacji i nie odrabiali z Tobą lekcji. Otóż to. Moim
              zdaniem metoda stosowana powszechnie w polskich szkołach od wielu lat jest z
              gruntu niewłaściwa właśnie z tego powodu, że wymaga intensywnego wspomagania ze
              strony rodziców i wielogodzinnej pracy z dzieckiem w domu. Przecież to jest
              jakiś absurd. Już pominę fakt, że mało który rodzic ma na to czas, ale przede
              wszystkim ilu rodziców może podołać temu wyzwaniu intelektualnie? Nie mogę
              pojąć, jak to możliwe, że przez kilkadziesiąt lat nikomu z tzw. metodyków i
              innych władz oświatowych nie przyszło do głowy choćby to, że coś musi być nie
              tak z metodą, która wymaga tak intensywnej pracy zarówno w szkole, jak i w domu,
              co oznacza, że po prostu jest nieefektywna. Od czasu do czasu ktoś zastanawia
              się na głos, dlaczego jest tyle dzieci z dysleksją, dysgrafią czy dysortografią,
              ale tylko w takim kontekście, że zaświadczenia o takich zaburzeniach,
              uprawniające do lepszych ocen na egzaminach, są wystawiane w olbrzymich
              ilościach, nikt natomiast nie zastanawia się, dlaczego tyle dzieci ma takie
              zaburzenia. Nie twierdzę, że jedyną przyczyną jest niewłaściwa metoda nauczania,
              ale obawiam się, że jest to przyczyna zasadnicza. Tylko nie mam pojęcia, co z
              tym zrobić.
              • staua Re: Błędy ortograficzne w książkach 14.08.05, 23:00
                Podejrzewam, ze rodzice odrabialiby ze mna lekcje, gdyby byly jakies klopoty, ale nie bylo. Z siostra
                takze nie. Same natomiast przepytywalysmy sie ze slowek lacinskich i wloskich, dobrze to
                zapamietalam.
                Szkola uczy niesamodzielnosci, niestety. Na szczescie w podstawowce zostawiono mnie w spokoju,
                poniewaz oceny byly dobre, ani rodzice, ani nauczyciele nie probowali dopasowac mnie do idealu
                ucznia (bylam dosc przemadrzala i nie lubilam np. pracy w zespole, gier itd), a w liceum mialam
                szczescie, ze ceniono raczej indywidualnosc.
                Nie mam pojecia, co zrobic z przestarzala metodyka w szkolach... fakt, ze moja podstawowke konczyly
                dzieci bez znajomosci ortografii i tabliczki mnozenia (tak!), przepychane z klasy do klasy warunkowo i
                po szkole upchniete w "przysposobieniu do zawodu". Jakos nie chce mi sie wierzyc, zeby az tyle osob
                bylo tak malo zdolnych, zeby nie potrafilo przyswoic wiedzy na poziomie podstawowym. To szkola jest
                zniechecajaca.
                • marcelina_prust Re: Błędy ortograficzne w książkach 15.08.05, 09:40
                  Przypomniało mi się coś własnie: czytać się nauczyłąm sama (na komiksach z
                  Kapitanem Żbikiem:)i z ortografią problemów nie miałam. Ale słówka i regułki
                  też zakuwałam, a jakże. Kiedyś na dyktandzie pojawiło sie słowo "piasek" i ja
                  bez zastanowienia napisałam piasek. I wtedy sobie przypomniałam, że tam ,gdzie
                  pojawia sie watpliwość "i" czy "j" Pani Nauczycielka kazała dzielić słowa na
                  sylaby, bo wtedy słychać, co trzeba wstawić. No i z tego dzielenia wyszedł mi
                  pjasek. Po tym dyktandzie straciłam zaufanie i do regułek i do nauczycielki.


          • Gość: krzych Re: Błędy ortograficzne w książkach IP: 193.24.201.* 15.08.05, 18:54
            Ja od 5 lat czytałem sporo, a z dyktand w podstawówce byłem prawie najgorszy w
            klasie. Zresztą do dzisiaj robię sporo błędów mimo, że staram się z tym walczyć.
          • klymenystra Re: Błędy ortograficzne w książkach 10.12.05, 19:56
            zgadzam sie z tym, chociaz sama dzieci jeszcze nie mam. ale obserwuje- zaliczam
            sie do czytajacych trzylatkow, nauke zaczynalam od skladania liter, ktorych
            nauczylam sie sama, nie przeszlam przez etap sylabizowania, w krotkim czasie
            czytalam bardzo plynnie i nigdy nie mialam problemow z ortografia. pojawily sie
            ostatnio (ale tylko w kilku wyrazach), bo malo teraz czytam po polsku. znajomi,
            ktorzy uczyli sie tradycyjnie- czyli w zerowce, czy pierwszej klasie- do tej
            pory maja problemy. chyba ze nagle zaczeli duzo czytac.
    • ada08 Re: Błędy ortograficzne w książkach 12.08.05, 16:30
      Iwan Turgieniew "Wiosenne wody".
      Bohater miał "podbrudek", a ceny "uległy zwyszce".

      Wypuściło to nieznane mi bliżej wydawnictwo "Dom Wydawniczy Szczepan Szymański"
      z Warszawy, aż dziw, że trudne imię Szczepan wydrukowali poprawnie,
      a nie Strzepan na przykład.
      Kupiłam na stoisku z tanią książką, zapłaciłam 5 złotych, bo cena może
      z powodu tej zwyszki uległa zniżce.
      a.
    • marcelina_prust Re: Błędy ortograficzne w książkach 12.08.05, 20:31
      W książce "Salam" Piotra Ibrahima Kalwasa aż się roi od literówek i niestety
      błędów ortograficznych. Najlepsze było stwierdzenie, że jakieś tam
      owoce "rosnom na drzewach" a padło przy okazji wyśmiewania jakiejś głupiej
      nauczycielki od biologii. Chyba bardziej powinno sie dostać polonistce, a
      najbardziej korekcie wydawnictwa Rosner&Wspólnicy (o ile istnieje tam coś
      takiego jak korekta)
      A niedawno spotkałam gdzieś "rzeźko". Śmieszne to, czy może nie bardzo?
      • Gość: Mimoza Re: Błędy ortograficzne w książkach IP: *.fonet.pl / 195.117.234.* 12.08.05, 20:38
        A ja spotkałam: "Chorwacja jak mażenie" Hmm... A może i lepiej niż "Horwacja
        jak marzenie". Jeszcze byłaby prośba ( lub rządanie) o notę z przeprosinami:)
        • autumna Re: Błędy ortograficzne w książkach 13.08.05, 11:22
          O rany! To ja chyba nienormalna jestem: się jak głupia zamartwiam, gdy po mojej korekcie w 300-stronicowym tekście uchowa się parę literówek typu brak ogonka przy "ą". A inni wypuszczają taaaakie koszmarki i w nosie mają...
          • Gość: Ina Re: Błędy ortograficzne w książkach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.05, 15:36
            Uczyam się przepisowo w szkole czytania i pisania.Czytałam bardzo dużo i mimo
            to,robiłam masę błędów.Ponieważ byłam małym "cwaniakiem" poszukiwałam więc
            synonimów słów w wypracowaniach szkolnych.Gorzej było z dyktandami, tam nie
            dało się obejść danego słowa. Po wielu latach dowiedziałam się, że miałam
            dyslekcję, a właściwie dysortografię.Męczyłam się długo z tą " przypadłością".
            Nie pomagały żadne metody, tylko mój upór.Czytam dużo do dnia dzisiejszego, bo
            cała rodzina jest " czytelników". Dla nas najlepszym upominkiem jest
            książka.Mamy niemałą bibliotekę z pozycjami, które niejedna biblioteka nam
            pozazdrościłaby . Nie tylko korekty w książkach brakuje, ale i słowo mówione
            jest kaleczone przez "redaktorów" np. telewizyjnych.Ostatnio denerwuje mnie u
            nich "zaciąganie" mowy polskiej amerykańskim akcentem. Jak mają młodzi ludzie
            walczyć ze swoimi problemami, gdy nikt już nie zwraca uwagi na to, jak się mówi
            i pisze czysto po polsku.Już byliśmy pod zaborami, a teraz sami nie dbamy o
            własny język. INA
    • schabomil Re: Błędy ortograficzne w książkach 13.08.05, 23:12
      > Spotkaliście się kiedyś z błędami ortograficznymi w książkach??

      Ciekawsze bledy, bo zamierzone, sa w "Dzienniku psotnego chlopca"
      (przypuszczalnie w oryginale anglojezycznym rowniez). Niestety, chyba tylko w
      starszych wydaniach, bo nowsze sa juz wydane na modle "bawiac uczy- uczac bawi"
      i z owych bledow zrezygnowano.

      Z jednej strony niby dobrze, bo ksiazka jest adresowana do mlodych, wiec niech
      sie ucza poprawnej polszczyzny, z drugiej- jest to typowe traktowanie
      literatury jak rzemiosla, nie sztuki.

      To tak, jakby w albumach malarskich ktos "poprawil" postacie Chagalla z
      intencja, by dzieciaki sie uczyly anatomii.

      Schabomil
      • flakonka Re: Błędy ortograficzne w książkach 14.08.05, 10:45
        myślę i myślę i nie przypominam sobie takiej błedowej wpadki... ale chciałabym
        cos napisać o tym pisaniu i czytaniu (i mam nadzieję, że nie zostanę posądzona
        o brak refleksji) i moje doświadczenie też jest inne... nauczyłam się czytać w
        szkole, normalnie, bez osiągnięc czytelniczych w wieku przedszkolnym i od tego
        czasu jestem zapalnym czytelnikiem i z czytaniem nigdy problemów nie miałam,
        więc chyba zalezy to od egzemplarza :))
        • Gość: jaija Re: Błędy ortograficzne w książkach IP: *.elblag.dialog.net.pl 14.08.05, 23:58
          Mnie wkurza to, że kiedyś można było mieć stuprocentową pewność co do pisowni
          książkowej (korekta, itp.), a teraz roi się od różnego rodzaju "każę"
          zamiast "karzę", "mielić" zamiast "mleć", itp. kwiatów. Wygląda na to, że
          również w sferze w sumie wysokiej kultury można zaobserwować tendencję
          spadkową. Tłumacze coraz częściej piszą banały, korekta chyba śpi, albo wcale
          jej nie ma (w lokalnej gazecie miejskiej mogę co tydzień podziwiać
          wymysły "dziennikarzy" - "co róż" - dodam, że miało być "co rusz", "a nóż",
          itd., itp.). ZGROZA.
          Apeluję zatem do czytania starych wydań książek i czerpania wiedzy
          ortograficznej właśnie z nich. Ja z książek nauczyłam się, jak wyglądają
          literki. I czytałam bez sylabizowania :)
          • hopik Re: Błędy ortograficzne w książkach 16.08.05, 10:54
            ostatnio kilka razy zdarzyło mi się zobaczyć żądzić zamiast rządzić i np
            porządać zamiast pożądać, w ogóle kwiatki pt. żądzić/rządać. aaaaaaaaaaaaa!!!
            raz na pewno u olgi tokarczuk, chyba w "dom dzienny, dom nocny".
    • autumna Re: Błędy ortograficzne w książkach 16.08.05, 11:17
      To chyba w sporej części wynika z polegania na słowniku komputerowym, który oczywiście nie podkreśli zwrotu "naważyć piwa" albo "marzę pisakiem po ścianie". Oszczędność, oszczędność, korektor z prawdziwego zdarzenia niestety kosztuje.
    • Gość: M Re: Błędy ortograficzne w książkach IP: *.elk.mm.pl 16.08.05, 20:50
      Właśnie skończyłam czytać książkę Joanne Harris "Świat w ziarnku piasku", książkę wydał "Prószyński i spółka',a tam jak byk napisane na str. 302 "syn nie zdradzał RZADNEJ chęci współpracy". Zerknęłam, książka przeszła korektę.
      • librero Re: Błędy ortograficzne w książkach 16.08.05, 23:00
        w Ester Chwina widziałam 'szezląg':/ i jeszcze inne pomniejsze błędy,
        chyba 'szyltkretowy' albo coś w tym guście.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka