braineater
24.09.05, 10:50
Spowodowany nadmierną ekscytacją.
I tak się zastanawiam, czy to choroba powszechna, czy znowu tylko ja mam
takie objawy. Boicie się książek, które zbytnio się Wam podobają? Ksiązek
skonstruowanych tak, że nie sposób ich odłozyć przed dotarciem do napisu
koniec, tych które powodują spóźnienia, kłótnie i przypalone obiady? Nie
boicie się tego, że po tak intensywnej lekturze, odkryjecie, że
poświęciliście czas w sumie przeciętnej ksiązeczce, której w tydzień później
nie będziecie w ogóle pamietać?
Bo tak własnie zauwazyłem, czytając Eli Barbura, że powoli zaczynam się bać
ksiązek, które zbytnio mi się podobają, bac się tego, że wcale nie są warte,
aż takiego zachwytu i że coś szwankuje z moim wyczuciem tekstu.
P:)