Dodaj do ulubionych

keret, keret, a czemu to o nim tak cicho

22.01.06, 18:20
tu. Dodam, że Etgar. Na plus mu można zaliczyć, że przystępny. Znajoma chciała
z nim prywatnie pogadać, umówił się, choć ona nie dziennikarka, potem nie
wypaliło, ale z przyczym obiektywnych.
To naturalnie nie definiuje go jako pisarza.
Pisarzem tymczasem, jest wyśmienitym i tak mnie zastanawia, dlaczego w Polsce
raczej mało znanym, zwłaszcza, że pisze nowocześnie, prostacko rzekłwszy, z
jajem, i co jak co, ale u nas, gdzie tyle młodych piór okupuje wydawnictwa,
mógłby zrobić karierkę. Albo chociaż dorobić się naśladowców.
Bo czerpać z niego warto. Właśnie wyszedł trzeci tom opowiadań, dwa poprzenie
"Gaza blues" i "Pizzeria kamikadze" są mistrzowskie, 90 proc trafień, to jest
90 proc. udanych tekstów. A to przy opowiadaniach trudne.
Keret to taki ekstremalny Ernest H. Buduje świat z kilku kresek, z samej
akcji, samych czasowników, wyatuowawaszy różne: pomyślał, skonstatował,
dojrzał, spostrzegł, poczuł itp. Jego narrator, najczęściej w pierwszej
osobie, tylko relacjonuje i tylko fakty. Ma dar puenty.
Hop hop zatem, czy są tu jacyś jego entuzjaści, albo choć krytycy?
" Buty" " Chodniki" no ktoś to konsumował i ma opinię?
Wyszukiwarka wypluwa tylko kilka, żałośnie krótkich wątków,sprzed lat.

Obserwuj wątek
    • blind_librarian Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 22.01.06, 18:36
      Mało, bo i mało marketingu mu zrobiono, a i o '8% z niczego' nie słychać zbyt
      wiele. Kto by zreszta jakiegoś tam Żyda promował - przecie wiadomo, że i tak
      zły jest. Żeby choć jeszcze pisał o Holokauście, albo złych Polakach to byłoby
      się czego czepiać, a tak... Jakies takie niewiadomo co, o umarłych w czyśccu,
      czy o chłopcu, co go nikt nie lubi. To panie nie jest literatura, która polska
      młoź ma się zachwycać..., Tych tam nie ma...no.... jak im tam...o WARTOŚCI w
      tym nie ma, tylko obłęd jakiś i epatowanie.
      Za to przynajmniej można go sobie w spokoju poczytac i dla samego siebie się
      pozachwycać:)
      Spróbuj tez kiedyś dopaść jego komiksy, bo są równie wielkie
      A
      tu
      deser:)

      P:)
    • paternostwer Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 22.01.06, 18:50
      co Żyd, jak polskie korzenie ma?
      Czyli, że prawie nasz, jak nie przymierzając Krzysztof Kolumb, o czym nauczała
      do niedawna jedna mazurska, chyba, nauczycielka.
      I na dodatek pisze o holocauście, z wątkiem na dodatek polskim. " Buty" tak
      nazywa się to opowiadanie i nigdy jeszcze niczego podobnego o holocauście nie
      czytałam.
      No kurcze, czytacza to skręca, bo ja się naczytam i nie mam gdzie pogadać!
      A rzydzi gurom znam. Ale co to znaczy, kiedy Keret nie trafia pod strzechy i
      brakuje jakieś ekscytacji, która pomogłaby mu zaistnieć.
      A nawet nazwisko ma proste, nie jak ten na Ho co go nawet napisać nie umiem.
      • braineater Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 22.01.06, 19:41
        A to to znaczy, że o czarch nie pisze, piersi kobiecych w świetle przychylnym
        nie ukazuje, mundrości zyciowych ni innej alchemii w onym nie ma, to kto to ma
        kupowac. To dla jakis maniaków w cfeterkach i pinglach, bo to przecie nikt
        normalny tego czytał nie będzie.
        I świętości szarga, śfinia taki - Cobain mu się nie podoba, Rabin jakiś taki
        nieważny u niego i nawet sie nie wstydzi, że jest Żydem. I brzydkich wyrazów
        nadużywa, co już w ogóle zakazane być powinno, bo sie młodź naczyta i na ulicy
        tak potem niedajbuk, gadać będzie.
        A Ty tu, że se pogadać nie masz z kim. Sienkiewicza poczytaj, czy innego
        Szmaciaka, to zaraz będziesz miała całe stado interlokutorów...

        P:)
    • paternostwer Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 22.01.06, 20:34
      nie no, sama się dziwię, jak tego Kereta dobrze znam, ale brain oczywiście, że
      piersi były, i to w jakim ładnym świetle: piersi, jak dwie krople, kapiące spod
      ttykotowej bluzki.
      Kapią sobie w opowiadaniu " Szalony klej"
      A Sienkiewiczem mnie nie trącaj, bo tu jestem ciemna, nic nie przeczytałam,
      archaiczny język mnie zamordował na śmierć. Ale lubię faceta za postawę życiową
      i jedno zdanie, wyciągnięte przez Wańkowicza: Herod to był wielki król - napisał
      Sienkiewicz, gdy dzieciarnia szalała po domu, a on kolejny odcinek trylogii
      oddać musiał na czas, do gazety.
      Tak, czasami też mam takie dobre myśli o Herodzie, znanym z pieśni Żydów
      Sefaradyjskich również pod imieniem Nimrod - cytuję z pamięci.
      A Keret? No kurcze, Keret udowadnia, w co polscy krytycy nie chcą uwierzyć, że z
      codziennej papki, z tych bylejakich słów, z mizerii opisu, nazwijmy go opisem
      przechodnia, można ulepić nie tylko bałwanka, ale i posąg, wieloznaczny, na
      lata, nowatorski.
      Keret ma to czego nie ma pokolenie polskich młodych pisarzy: a mianowicie, nie
      rzecz w formie, a w treści. Bo jego fabuły są fabułami w czystym znaczeniu. On
      pisze nie tylko jak, ale jeszcze o czymś.
      Mnie zżyma, jak się pojawia kolejne polskie nazwisko, człowiek czyta, ściska, a
      tu woda leci. Bo myśli, tego szkietetu, z którego jednak literatura jest
      zbudowana, i na który dopiero nakłada się szpachlą treść, jak ciało, ni ma. No
      ni ma i już.
      A Keret ma. Ma, ma, ma. To bardzo męska literatura, ale do mnie trafia, choć
      jakby nie ta płeć. Męska, ale nie w nadmiarze brzydkich wyrazów, ile w widzeniu
      świata. We wrażliwości na pewien szczególny rodzaj anegdoty. W życiu nie
      napisałabym tak jak Keret, i on jakoś nawet udowadnia, że mózg ma płeć.
      Ja tak po cichu sobie myślę, że po pierwsze powinien trafiś do kanonu lektur
      (pizzera kamikadze, uch ale to jest smakowite) a po wtóre powinień być
      obowiązkowy dla młodych pisarzy. Nie po to żeby ściągali metodę, ale po to, żeby
      na tym krótkim, czystym jak świeży papier toaletowy przykładzie, zobaczyli czym
      jest treść.
      No - kurczę to sobie pojechałam i lżej mi. Napewno od tego posta schudłam i to
      mnie wprawia w znakomity nastrój.
      A już cudny, godny polecenia wszystkim, jest ten kawałek jak Ari i Chaim idą do
      arabskiego pubu Dżin. I jak Ari naświewa się z arabskiego barmana, że mu za
      samobójstwo obiecali superdziewice nimfomanki.
      - I zobacz stoczyłem się w wódę - powiedział Arab, a potem dodał:- Dobra, a
      tobie co obiecali?
    • sto100 Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 22.01.06, 20:41
      lubię, odpowiada mi ten jego styl, sporo dystansu do wielu istotnych spraw,
      zatem bez patosu. I to jest świetne. Poznałam go, sympatyczny, otwarty młody
      człowiek, i jak uroczo rysuje. Kupuję i te opowiadania, poczytam.
    • mamarcela Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 22.01.06, 20:54
      Ja tam nie wiem, czy cicho, bo wśród większości moich znajomych akurat raczej
      głośno. I wszyscy jak jeden mąż (i żona)twierdzą, że znakomite. A są to w
      większości przypadków ludzie dorośli,oczytani, wyedukowani, bywali, posiadacze
      dorastających, czy wręcz dorosłych dzieci, które też czytają i również
      twierdzą, że świetne.
      To może dlatego jest o nim cicho, że wszystkim się podoba. :)
      Że to w kwestii współczesnych krótkich opowiadań mistrzostwo świata jest. I już.
    • paternostwer Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 22.01.06, 21:07
      No ja tu zapylam z tym sztandarem, żeby nie tylko ludzie oczytani, co to i tak
      wszystko przeczytali, ucieszyli się, ale i żeby wybadać dlaczego Keret to nie
      jest zjawisko.
      Bo Masłowaska jest.
      I Koelju jest.
      A Keret nie bo
      primo po pierwsze: nie wszedł jako podręczne słowo, do wokabularza gwiazd
      telewizyjnych na stanowisku prezenterskim
      primo po drugie: dyskusji nie wzbudził, a mógłby, ot weźmy Kereta i równie
      znakomitą, choć z innej półki. Tuszyńskiej " Historię rodzinną". Czyli dyskusja
      o żydowsktie jako takim, o przetwarzaniu historii, holocaustu, no tematów ile
      chcieć.
      primo po trzecie: nie ma naśladowców, a jak nie masz naśladowców to tego, jakby
      rzucasz kamyki w wodę, a już napewno nie jesteć zjawiskiem.
      no i primo po czwarte: słabiutko z nim na wątkach poświęconych literaturze. A tu
      też się można nagadać, bo on ma swoją metodę pisarską, i tę metodę możnaby
      przyjemnie rozłożyć.
      No a poza tym jak się przeczyta Kereta i go przetrawi, to człowiek przestaje być
      frustratem, a za to zyskuje poczucie humoru. Którego jednakowoż brak, często
      nawet na tym forum.
      Wychodzi, jakbym coś z tego Kereta miała, legat mi zapisał czy co, ale nie,
      idalistką idę na tę barykadę, której może wcale nie ma.
      • Gość: mamarcela Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 21:24
        Masz rację. To jest temat do przedyskutowania.
        Ale myślę, że akurat ci moi znajomi to po prostu ludzie bez złudzeń są. Bo oni
        w znakomitej większości "robią" w kulturze, albo na jej obrzeżah, ale z
        popkulturką, która w tym kraju rządzi i feruje wyroki, mają niewiele wspólnego
        i nawet im się gadać nie chce "dlaczego to, a dlaczego to", bo złudzenia
        stracili już dawno. Sutne to bardzo, ale niestety prawdziwe. Bo ile można z
        wiatrakami walczyć nawet wtedy gdy siępowinno.
        A akurat Tuszyńska mi nie bardzo. Dla mnie ma troszkę egzaltowanąmanierę
        pisania, ale temat odkrywania korzeni zdecydowanie jest interesujący. Właśnie
        tutaj i teraz.
        Idź na tę barykadę - masz moje błogosławieństwo. :)))

        A jeśli chodzi o wątki na forum to nie przyszło Ci do głowy, że może to trochę
        strachu przed forumowymi krukami i wronami, które zlatuja się na widok słowa
        żyd.
        pozdrawiam sedecznie.
        • Gość: mamarcela przepraszam za tysiące literówek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 21:26
          ale coś mi się z klawiaturą porobiło :)
    • paternostwer Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 23.01.06, 10:34
      naprawdę, wariaci od Żydów wciąż aktywni? No dobra, w takim razie polecę na
      barykadę ze sztandarem w jednej, a aktem chcrztu w drugiej ręce. To chyba załawi
      sprawę przynależności.
      A z tą Tuszyńską to ja się nawet zgadzam, on jest trochę czułostkowa, i możnaby
      powiedzieć: kwili. Jej proza ma jednak kilka poważnych zalet. To kawał polskiej
      historii, w szkolnym wypracowaniu by się napisało, losy rodziny rzucone na tło.
      I to tło jest interesujące, jednostkowe i ciekawe. Dotarła do ciekawych
      dokumentów, odtworzyła losy, które mogą rzucić nieco światła na zdrowo już
      ubrązowiony okres międzywojnia, no i na ten szczególny entuzjazm po wojnie. Na
      przykładach tłumaczy, dlaczego jej żydowscy przodkowie zaangażowali się w
      komunizm, dlaczego jej/ nasi rodacy szli do UB.
      Poza tym, cóż to zjawisko na rynku polskim, gdzie opowieść o rodzinie
      najczęściej wygląda tak, że babcia była dobra, dziadek miał wąsy, mama była
      piękna, a tata dużo pracował. Ona bebeszy rodzinne historie tak jak kiedyś
      wybebeszył sie Katon: najpierw przeciął brzuch, a potem jeszcze wyszarpał sobie
      wnętrzności. Tuszyńska odarła rodzinę, z lukru, z pianki: jej opowieść to
      opowieść o ludziach złamanych, upadłych, nieszczęśliwych, często przez swoją
      własną głupotę. Odsłania prywatną hipokryzję - to wielka zasługa.
      No a styl: tak to kwilenie, ale ja ją jakoś rozumiem, że boli. Przyzwyczailiśmy
      się że o Holocauście pisze się sucho i w twarz, jak Hanna Krall. No ale Krall
      opisywała cudze, a Tuszyńska, brnie przez własne. I czym innym jest opisanie
      ofiar tsunami, albo jakieś przypadkowej śmierci, a czym innym zmaganie się z
      pogromem całej rodziny: babki, ciotki, wujów, dzieci. Ludzi, którzy są twoimi
      przodkami, a którzy zginęli, w błocie, w stodole, w gazie. Porcja, córka Katona,
      połknęła rozżażone i tak się zabiła. Tuszyńska też to robi i dlatego ją boli.
      Więc ja kupuję ten melodramatyczny styl. Należy się autorce odpuszczenie.
      Tymczasem gdy idzie o Kereta. Cóż ja myślę, że padł on ofiarą kilku zjawisk
      naraz i wspaniale nadaje się na taką łódeczkę: puszczamy łódeczkę i patrzymy jak
      lecą rury.
      A lecą one tak. Aby zaistnieć potrzeba autorytetu, który powierdzi dokonania
      pisarza. Nie krytyka, bo kto tam pamięta krytyków. Najlepiej innego pisarza,
      kogoś o kim pomyślimy, że robi to bezinteresownie. Wskazuje. I jest paru takich
      autorów. Jesli już uzyskamy jakieś potwierdzenie, wtedy zaczyna się rundka po
      różnych programach literackich. A te są słabiutkie: minutka na tytuł i to
      jeszcze minutka jak ryba na słodko: o niczym. U nas nie ma autorytetu, programu,
      który porzadkowałby rynek, wskazywał wartych przeczytania, z którym by sie
      liczono. Sa różni mi ekranowi panowie i panie. Którzy po prostu opowiadają o tym
      co wydawnictwa przyniosły, a nie starają się kształtować gustów: na jednej nucie
      o Bariccio i Niani w Nowym Jorku.
      MOzna osiągnąć jeszcze lokalną sławę i ona wypromuje pisarza. Ale to rzadkie.
      Najgorsze natomiast, co sie keretowi przydarzyło, to to, że on nie jest nasz. Bo
      Polacy akturalnie lubią polskie, i stąd w wydawnictwach wszystkie te naprędkie
      powieści naprędnikch pisarzy. Polacy chcą, żeby było o nich.
      No a Keret, tego, trochę polski nawet jest, ale zasadniczo z Izraela.
      A teraz jak baran będę walić w drzewo i jeszcze powiem dlaczego jego warto.
      Mówią, ze skandalista. Ale to puste słowo. Weżmy przykład. Facet żyje w kraju, w
      którym wciąz wybuchają bomby. Giną ludzie, również na wojnie. W kraju, któremu
      stale się grozi. I potrafi z tego wyjść, stworzyć postać, zabawnego, złamanego
      Araba, równego jego żydowskim współbohaterowm. Dodajemy Araba, który sie
      samobójczo wysadził. Pisze też o swoim dziadku, zabitym w Polsce, przerobionym
      na super buty.
      Jest człowiek odważny, bo łamie wszelkie świętości. To jest taka literatura
      ponad. Wyobrażacie sobie coś podobnego u nas - który z pisarzy połamał naszą
      narodową dumę, nasze przywiązanie do religii, wyciągnął bezsens naszych działań,
      tak jak on w opowiadaniu o dwóch kumplach, z których jednego rąbneli na wojnie o
      kawałek pustyni. I po co? Po co ta wojna?
      I tego, to tyle.
      • braineater Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 23.01.06, 10:52
        Wyobrażamy sobie u nas takiego pisarza. Ba nawet kiedyś takiego czytaliśmy -
        sie nazywał Emil Zegadłowicz. Niestety pan Emil miał pecha urodzić sie w
        Polsce, gdzie miejsca na takie szarganie nie było, gdzie Żyda lubić nie
        wypadało (choc wypadało odeń pożyczac pieniądze), gdzie nie będzie nam dzieci
        germanił, gdzie wszystko było zgrabnie przykryte religijnym płaszczykiem - a
        pan Emil pod ten płaszczyk zagladał, wyśmiewał, że przykusy, bo jak już głowę
        rozczochraną zakrył, to stopy nieumyte odkrywał.
        I zjedli pana Emila endecy, i babuleńki stosów się dla jego ksiąg domagały, i
        nawet areszt na pierwsze wydanie Motorów został nałożony, bo godziły i
        podważały, a w dodatku niezdrowym biologizmem przesiąkniete były.
        No i przy takim nawrocie kółeczka historii jakie obserwujemy nie spodziewałbym
        się, że ktoś w te buty odważy się wejść, a nawet jesli się dowazy, to i tak nie
        sadze by znalazł równie odważnego wydawcę.
        Zostaje jedynie odszukanie pana Emilowych książek i po przyzwyczajeniu sie do
        maksymalnie manierycznego stylu pisarskiego (no cóż, taka epoka była) odkrycie,
        że bywali w Polsce pisarze, którym się chciało...

        P:)
      • mamarcela Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 23.01.06, 12:07
        Jeśli chodzi o Tuszyńską to jestem ostatnia osobą, która cokolwiek złego o
        wartości merytorycznej jej książek. Wszystkie są świetnie udokumentowane,
        ciekawe i znakomicie osadzone w realiach. Tylko ten z lekka minoderyjny styl,
        który byc może akurat "W rodzinej historii lęku" jest trochę usprawiedliwiony.
        Chociaż mnie osobiście akurat tutaj on najbardziej przeszkadza - pewnie
        dlatego, że ta książka jest najbardziej także i dla mnie "osobista".
        IMO ona przez cały czas kreuje może podswiadomie swój wizerunek - istoty
        nadwrażliwej, eterycznej, "pierwszej naiwnej". Ale może niesprawiedliwa jestem.

        Nad nie nadmierną popularnościa Kereta w naszym pięknym kraju trudno mi się
        zastanawiać jako osobie od lat przebywającej na emigracji wewnętrznej od radia,
        telewizji i różnych takich. Z każdym Twoim słowem się zgadzam, ale zdaje mi
        się, że w programach kulturalnych (dla masowego odbiorcy) nadal królują Kamele,
        Oliwery i inne Agatki Młynarskie. A te inne to gdzieś po północy , na
        programie, którego i tak nikt nie słucha, ani nie ogląda. No i nadal kamele
        rządzą. A autorytetów prawdziwych jeśli chodzi o kulturę to chyba w Polsce w
        ogóle nie ma? Zresztą tu się mogę mylić, bo na emigracji wewnętrznej jestem. :)
        Twoje zangażowanie wpłynęło na mnie tak mocno, że sie rzuciłam do regału, aby
        sobie Keretowe książki przypomnieć, atu masz dupa blada - przypomniało mi sie,
        że kumpel ode mnie pożyczył (szerzę tę religię wśród ludu, a co) i mi sie
        smutno zrobiło. Tym bardziej, że do księgarni po "8% z niczego" nie pójdę, bo
        po pierwsze pewnie jeszcze nie mają, a po drugie zimno!
        pozdrawiam
    • ydorius o, ktoś rozkopał keretowisko :-) 23.01.06, 15:02

      O Kerecie cicho sza, bo po co ma być głośno? Ja uprawiam od dłuższego czasu
      propagandę szeptaną, podrzucając różnym ludziom Kereta cichaczem i nakazując im
      w ten sam sposób działać dalej. Ostatnio moja mama zapytała co to za Żyd co leży
      w kiblu, skąd się wziął i dlaczego nikt jej wcześniej o nim nie powiedział,
      skoro jest tak świetny. Także Keret powoli - wierzę w to - szykuje się do
      rewolucji. Być może już niedługo będzie na ustach wszystkich, ale nie wiem, czy
      będzie mnie to cieszyć. Wolę, by pozostał autorem niszowym, ze wszystkimi tego
      zaletami i wadami :-)

      Jedyne co mnie irytuje to to, że jest go tak niewiele. Pizzerię i Gazę czytałem
      tak długo aż nie oddałem swoich egzemplarzy potrzebującym (trzeba przyznac w tym
      miejscu, że i ja dostałem je od ust sobie odjęte od przyjaciółki, która również
      wyczytywała je do cna). Dobrze, że pojawia się 8%, bo już doprawdy. Martwi mnie
      tylko, że nie przez Świat Literacki wydawane, ale cóż. Poczytamy (znów pewnie 17
      stron na krzyż), zobaczymy.

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      wypielęgnowany harmider w duszy
      • braineater na przystawkę: 23.01.06, 15:08
        www.nextbook.org/cultural/feature.html?id=244
        mam wrażenie, że juz to po polsku gdzieś też było ale google stroi fochy.

        P:)
    • paternostwer Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 23.01.06, 15:39
      ha! ja sobie zakupiłam po dwa egzemplarze, jakby mi kto świsnął. Ale nie świsnął
      i mogę sobie czytać stereo, na jedno oczko i na drugie.
      A tymczasem brain, no pewnie te Motory, Zmory, Wadowice, trumna i seks. Tak
      przekraczał i go skonfiskowali. Ale on przekraczał granice obyczajowe (takie
      Skiroławki też przekraczały na przykład) a Keret przekracza granice narodowych
      fobii, granice religijne, martyrologiczne.
      No naprawdę, niech ktoś tu weźmie i napisze jakąś historię i Niemcu i Polaku,
      tak po keretowsku. Albo się ponabija z naszego męczeństwa. No bo, żeby Żyd o
      holocauście tak pisał to u nas musiałby już nie wiem o czym, żeby bolało. O UPA?

      A z Tuszyńską, mamarcelo masz rację. Ona się trochę kryguje, tak to wygląda.
      Ale wiesz, może ona i jest taka pierwsza naiwa. W końcu długo się zmagała ze
      swoją przeszłością, weszła w nią z lękiem. Może trochę dziwić jej zdziwnienie,
      że na kazdym kroku trafia na antysemickie uwagi. Że ludzi nic wojna nie
      nauczyła. Hmm alelata temu wylądowałam w dawnym żydowskim miasteczku w
      zawodowych sprawach. I jedna kobieta, robiąca za miejscową śmietankę mówi do
      mnie tak: - A tu przychodziła w wojnę, taka dziewczynka. Pięcioletnia. Mówiła,
      że jest czysta, miła, że będzie cicho, no ale po co miałaby mamusia ją brać. To
      Żydówka była".
      No i tak, ja tam pierwsza naiwna nie jestem, ale mnie wcięło. I na tą panią
      spojrzałam plugawie.
      A potem w tym samym miasteczku inna pani mi powiedziała, że do dziś jej
      wypominają, że Żydów przechowywała. I że jeden taki co ich zabijał to strasznie
      długo żył. I ona była na to zła na Boga, ale ponoć jak umierał, to oni do niego
      przyszli. Ci Żydzi, w kondukcie, jak do gazu. I on krzyczał, że się boi umierać,
      bo już na niego czekają. No! mam nadzieję, że czekali.
      Więc z peryspektywy własnych doświadczeń, ja jakoś rozumiem, to zdziwienie
      Tuszyńskiej. Bo też się dziwiłam.
      A z tym nowym zbiorem Kereta to ja też wiążę taką oto obawę, że będzie
      cieniutki, jak opłatek i na tyle samo starczy.
      A swoją drogą, nigdy mi nie przyszło do głowy, by myśleć o Kerecie Żyd, Książka
      tego Żyda, o Żydlandii itp. To zastanawiające. Nigdy nie myślała o Austen,
      Angielka, o Szabo, Węgierka, o Austerze Amerykanin, a o Kunderze, ten Czech. Dla
      mnie po prostu pisarz i pisarka trochę ponadnarodowa kategoriia. Dobre albo słabe.
      • ydorius Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 23.01.06, 15:54

        A ja za to zazwyczaj jak sobie myślę o autorach to automatycznie niejako
        przychodzi do głowy narodowość. Po części dlatego, ze mój ulubiony antykwariat
        jest podzielony na kraje, więc trzeba wiedzieć gdzie szukać :-)
        I dlatego mam taki problem z Canettim, który był sefardyjskim Żydem, urodzonym
        jako obywatel turecki na terenie dzisiejszej Rumunii i posiadał obywatelstwo
        austriackie, brytyjskie i szwajcarskie (w różnych okresach swojego życia). I weź
        tu człowieku coś znajdź!

        m,
        .y.

        P.S. Ja kupuje po dwa egzemplarze, bo sam sobie świsam. Ostatnio byłem bardzo
        mądry, inteligentny oraz przebiegły i kupiłem kolejny 'ocean morze' Baricco.
        Następnego dnia podarowałem bratu...

        ----------------------------------
        What is home without Pinezka's Potted Meat?
        Incomplete.
        wypielęgnowany harmider w duszy
        • paternostwer Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 23.01.06, 17:12
          heh ydorius, czyli, że jednak "byt określa świadomość". Klasyka, wieczna w
          modzie i konieczna na półce. Bo ja książki biorę z księgarni, gdzie dzielone są
          po bożemu na literaturę obcą, polską i Chmielewską, a w antykwariatach szperam
          tematycznie.
          No to czuję się uświadomiona.
          Natomiast nie przekonuje mnie optyka awangardy. Mi tam "Pani Domu" może polecać,
          Kereta, a nawet Bariccio a co? Nawet fajnie, bo od tego mniej będzie postów
          typu: Niania w nowym Yorku, książka roku, Koleju, dlaczego zachwyca, oraz
          Samotność w sieci, kto czytał, dla mnie rewelacja.
          Ale kurcze rozumiem. Knajpa, dymek, on, ona, jedno wyciąga z torby Kereta,
          drugie wyciąga z torby Kereta, patrzą na siebie, błysk porozumienia on pochodzi
          do jej stolika i już wie: To najseksowniejsza blondyna jaką w życiu widział.
          Kiedyś zapyta ją czy są naturalne, te włosy.
          • ydorius Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 23.01.06, 18:14

            > Ale kurcze rozumiem. Knajpa, dymek, on, ona, jedno wyciąga z torby Kereta,
            > drugie wyciąga z torby Kereta, patrzą na siebie, błysk porozumienia on pochodzi
            > do jej stolika i...

            wyrywa jej książkę, po czym oddala się (biegiem, zakosami) w bliżej
            nieokreślonym kierunku.
            Tak, też to widzę. Romantyzm w etgarowym stylu :-)

            m,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Pinezka's Potted Meat?
            Incomplete.
            wypielęgnowany harmider w duszy
    • mamarcela Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 23.01.06, 16:06
      Ale żeście mi apetytu narobili. Zaraz bym sobie poleciała kupić drugie
      egzemplarze, ale za zimno, cholera.

      Natomiast jestem bliska przychylenia sie do zdania Ydoriusa i wcale nie chcę,
      żeby Keret i inni tacy moi byli szeroko znani i reklamowani. Żeby każdy głupi
      mógł w Cosmovivie, czy innej gali o nim przeczytać. Osobiście wolę taką
      literaturę troche drugiego obiegu. Zdecydowanie lepiej jest należeć do wych
      wybranych, co to "znają Kereta" niz doczekac czasów, kiedy Pani domu będzie
      polecała nową Grocholę i nowego Kereta.
      Nie żebym cos miała porzeciwko Grocholi i jej wielbicielkom. Ale ja wole tak
      trochę pod prąd.
      pozdrawiam
      • braineater Re: keret, keret, a czemu to o nim tak cicho 23.01.06, 16:56
        A w xiegarni nadal cisza, tak jak i z Pielewinem nowym, co to ponoć dwa
        tygodnie temu wyszedł:(
        Ale za to wyszły opowiadania Capote'a dotąd porozwalane po małych tomikach
        wydawanych w latach 60/70:)
        P:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka