Dodaj do ulubionych

Keret - lepsze 8%

06.02.06, 14:14

Zakładam, że, podobnie jak ja, po prostu nie wiecie co o tej książce napisać,
ponieważ wgniotła Was w ścianę albo rozsmarowała po trotuarze, gdy niepomni
ostrzeżeń próbowaliście ją czytac na ulicy i ni stąd ni z owąd nadjechała
ciężarówka, która rozjechała Was na placek, tak że leżąc na brzuchu wciąż
patrzyliście twarzą w niebo?

Albo może jeszcze inaczej. Czy zdarzało się Wam czasem poczuć, że autor jest
zły? Znaczy nie, że źle pisze, czy coś takiego. Pisze fenomenalnie, ale macie
przeczucie, ze chce Wam zrobić krzywdę? Zachowuje się w sposób
nieodpowiedzialny, to znaczy w ogóle nie dba o czytelnika? Trudno jest zrobić
krzywdę książeczką niewiele grubszą od przeciętnej "Strażnicy" Świadków
Jehowy, a jednak Keret wali nią jak sztachetą.

W miniaturach Kereta na dwóch stronach może się wydarzyć więcej niż w filmie
Tarantino. I nic tu nie ma do rzeczy jeśli przypadkiem nie lubicie Tarantino.
Chodzi o gęstość wydarzeń. Nie nie, żadnych trupów. No, prawie żadnych. Od
czasu do czasu jakiś, jak w życiu. I w ogóle wszystko jak w życiu. Dziewczyny,
które odchodzą, faceci, którzy się do niczego nie nadają, moralność w jakiejś
powykrzywianej formie, zdarzenia decydujące o całym życiu zawarte w dwóch
zdaniach, między, powiedzmy, defekacją a rozpakowaniem lizaka. Brzmi
odrażająco? Skądże znowu, samo życie.

I to jest właśnie najdziwniejsze, że mimo zabiegów odrealniających, proza
Kereta to samo życie. Trudno mu nie wierzyć, nawet jeżeli przypadkiem któremuś
z jego bohaterów udaje się zamordować cały świat.

m,
.y.

P.S. Wydawnictwo WAB grozi, że będzie wydawać Kereta w tomikach
uwzględniających układ autorski. Oznacza to zapewne, że już niedługo otrzymamy
nowe książeczki w dużej mierze złożone z 'gazy blues' oraz 'pizzeri kamikaze',
wydanych do tej pory przez Świat Literacki. Nie wiem, czy bardziej się cieszyć
na to, że zapewne będzie trochę nowych rzeczy, czy zżymać na przewidywane
powtórki...

----------------------------------
What is home without Pinezka's Potted
Meat? Incomplete.
wypielęgnowany harmider w duszy
Obserwuj wątek
    • sto100 Re: Keret - lepsze 8% 06.02.06, 15:16
      dla mnie nadto widoczny optymizm. Też lubię.Podobnie jak krótkie formy.
      Tomik ciekawy, jak wszystko co do tej pory czytałam.
      Po za tym, że nic nowego. A nie wiem dlaczego takie oczekiwanie po mnie
      przemykało. Czasami mi się to zdarza. Właśnie, dlaczego?
    • braineater Re: Keret - lepsze 8% 07.02.06, 15:53
      Myślę, że coś w moim kompputerze się sppiepprzyło. Wydaje się, że to nawet nie
      kompputer, tylko klawiatura. Jak tylko ppróbuję coś nappisać o Kerecie, spprzęt
      dostaje czkawki i z cicha pposzepptuje - no coś ty.Pprzestań. Ppo co? Ale
      nappisać trzeba, bo 8% z niczego, jest niesppodziewanie rewelacyjną książką,
      ppozbawioną ppromocji, pprzemykającą z cicha. A szkoda by było, gdyby zlec
      miała w magazynach, bo nikt tak jak Keret ppisac nie ppotrafi, a i niewielu
      pprzed nim ppotrafiło. Może Vian, może Toppor, może Damon Ruynyon. I to by było
      na tyle. Ppprzecież ten facet jest najżywszym dowodem na to, że żeby ppisac o
      filozofii, nie trzeba wcale ppotężnych tomiszczy - wystarczą trzy kartki w
      ktorych zawiera sie wszystko - tak jak chocby w oppowiadanku o ppozbywaniu sie
      ppieseczka.
      Czytajcie więc Kereta, i ppluńcie na to, że ppsuje klawiatury i kompputery.
      Niniejszym nieustający konkurs ogłaszam na najleppszy tekst ppana Etgara z tego
      tomu - mój typp - Sziriki

      Pp:)
    • paternostwer Re: Keret - lepsze 8% 07.02.06, 16:55
      Ludu Duloc!
      A ja mam problem, bo sama byłam autorką wątku keretowego i to na kolankach obu,
      a teraz mam mieszane uczucia.
      Ten tyuł 8 proc. niczego jest jakoś adekwatny - bo ja ekhm tak oceniam ten zbiór.
      Istnieje prawdopodobieństwo, że jakby mam nastrój bardziej wiośniany, a Keret to
      trochę na depresje jest.
      Niemniej na gorąco i odrobinę bardziej merytorycznie mogę powiedzieć że:
      prawie żadne opowiadanie mnie nie zaskoczyło, to znaczy puenta była oczywista
      opowiadanie o ludziach na Księżycu, moim zdaniem najlepsze, ma o jedną puentę za
      dużo, co się dotąd Keretowi nie zdażało.
      Keret ekspatuje wszystkie dotąd już ujawnione techniki pisarskie i rozwiązania
      formalne, nie dodając do nich nic nowego. Mam na myśli poczatek odnoszący się do
      czasu i wieku, schematyczne wkraczanie świata ze snu świra (diabeł, gadająca
      ryba itp), rytm zdania itp co będę zanudzać.
      Ponadto są to opowiadania na wciąż ten sam temat, samotność jej, jego,
      niemożność porozumienia się, beznadzieja, okrucieństwo dzieci. To wszystko już
      było i sądzę w lepszych wersjach, w poprzednich tomach. Tak jakby Keret zastygł
      i stygdnie od 15 lat, bo od tylu publikuje.
      Spróbuję jeszcze ponownej lektury, ale dziś jestem rozczarowana.
      Pizzeria kamikadze pozostaje najlepszym jak dotąd utworem Kereta.
      I to jest dowód na to, że pisarz nie powinien się przejmować zachwyconymi
      czytelniczkami, bo ich łaska na pstrym koniu jeżdzi.
      Ale niech mi ktoś powie o co chodzi w tym opowiadaniu z gołą dziewczyną na
      trawniku co, bo może mi dysk siadł w głowie?
      • braineater Re: Keret - lepsze 8% 07.02.06, 17:53
        paternostwer napisała:


        > Ale niech mi ktoś powie o co chodzi w tym opowiadaniu z gołą dziewczyną na
        > trawniku co, bo może mi dysk siadł w głowie?
        >
        Po mojemu, to akceptację i to taką 100%. Jemu nie przeszkadza, że ona tak na
        goło na trawniku stoi (zreszta faktycznie jest to jedyna metoda na równą
        opaleniznę) i czyta i sie opala, więc sie nie wtrąca, ale oczywiście róznym
        przygodnym bucom, to musi przeszkadzać, więc komentują.
        A 'wtórności' i braku zaskoczeń bym sie raczej nie czepiał. Keret to chyba nie
        jest pisarz, od którego oczekuje sie fajerwerków inwencji i hardkorowej jazdy
        po bandzie w temacie stylu. Nie, on jest po prostu mistrzem opowiadań zwykłych
        i lekko zakręconych, doskonale się w tym czuje i widać nie czuje potrzeby
        długiego metrażu, czy radykalnych zmian. Zresztą, tu jak masz ochote możemy
        trochę powalczyc, bo dla mnie akurat tekst najdłuższy, czyli Pizzeria, jest
        tekstem juz zbyt długim, zbyt naciąganym, zbyt przekombinowanym (ale mimo to i
        tak fajnym).

        P:)
    • paternostwer Re: Keret - lepsze 8% 09.02.06, 10:41
      No to złapałam oddech.
      Otóż uważam, ze zarzut powtarzalności jest jak najbardziej uzasaniony.
      Sienkiewicz wszak tez pisał tylko jedną historię: piękna ona, piękny on, ten
      trzeci i gorejące na drugim planie historyczne tło. Bohaterowie główni zawsze
      byli tacy sami, ale po pierwsze,Sienkiewicz znalazł doskonały patent
      umieszczając ich w bogatych historycznych realiach, tak że Ligia jakby mniej
      kojarzy się z Heleną, a ponadto mając tak rozbudowane zaplecze, z mnóstwem
      postaci pobocznych, z historiami na zasadzie dygresji daje czytelnikowi
      dodatkowy gift. To wartośc dodana.
      Tymczasem Keret pisze fabuły króciutkie, i tego giftu rozumianego jako tło
      historyczne społeczne itp nie ma. Bohaterowie poruszają się w ciasnym kręgu
      swoich spraw, a autor skupia się na ich emocjach, głównie samotności.
      Więc dalej.
      Jeśli czytamy wciąż to samo, o niezrozumieniu człowieka przez człowieka, to
      można oczekiwać, ze jako nowum dostaniemy nowe rozwiązania formalne, albo, że
      temat zostanie potraktowany, dokrywczo, z innej strony.
      A tego nie ma. Keret w najnowszym tomie jest męcząco powatarzalny, bohaterowie
      charakeryzowanie są tak samo (jeden ma dziewczynę co mu daje, a ten główny nie
      ma, a chciałby), opisywani są tą samą frazą i puentują się podobnie (puenta z
      arbuzem w opowiadaniu o gołej dziewczynie jest typowa, zgrana, i prawie oczywista).
      problemy (np bycie gorszym dręczonym w szkole) ujęto są zawsze z tej samej
      perspektywy, a związki pana z panią, tak samo jak zawsze oparte na niedogadaniu.
      I o ile, kobitka, która przykleja sie do sufitu jest ok o tyle miludka, która po
      prostu zakłada własny biznes, czyli to ta sama historia o samotności i ukrywaniu
      przed partnerem wewnętrznego świata) to gorsza wersja superkleju.
      O.
      A dlaczego kamikadze pizzeria. Otóż dlatego, że jest to najbardziej rozbudowana
      fałubła, gdzie poza tradycyjnymi chwytami dostajemy pełny zbudowany świat, gdzie
      jest sporo bohaterów, a każdy szczęśliwie od trochę innej sztancy i gdzie autor
      szastał pomysłami fabularnymi.
      To jest dodatkowy zarzut: coraz mniej historii w opowiadaniach, Keret ma cień
      pomysłu i do rozdmuchuje, tak jest właśnie z opowiadaniem o agencie
      nieruchomości, któremu przychodzi zrozumieć, ze jeden pan zdradza drugą panią.
      Opowiadanie jest za długie, a finał (konstatacja bohatera) naciągana i słaba.
      Fakt, że jakaś pani wykorzystała agenta, zeby się dowiedzieć o tej drugiej -
      przepraszam banalny i by opowiadanie kupy się trzymało trzeby bohaterom
      zafundować jakąś przekrętkę.
      A nie dostali nic i opowiadanie jest marne. Nomen omen to opowiadanie tytułowe
      No - czytam to osiem procent z niczego i niestety utwierdzam się w opinii.
      Ale jeszcze będę czytać.
      • ydorius Re: Keret - lepsze 8% 09.02.06, 14:18

        Zastanówcie się obywatelko, co Wy też najlepszego robicie społeczeństwu.
        Czy ktoś potencjalnie zachęcony do Kereta, nie czytawszy nigdy nic jego
        wcześniej nadal będzie potencjalnie zainteresowany, gdy napotka na Twój post?
        Czy też zniechęci się do cna i nie pozna zjawiska literackiego zwanego EK? Gdzie
        Wasza Odpowiedzialność Intelektualisty? Zastanówcie się, droga Pater i poprawcie
        na przyszłość :-)

        Jednakże do meritumu:
        Keret nie wymyśla niczego nowego, prócz tego, co wymyślił na samym początku i
        nie jest to zarzut (a jest w przypadku Sienkiewicza). Sienkiewicz pisał bowiem
        całkiem na poważnie i jego proza tą powagą ocieka. Ku pokrzepieniu serc, by
        właściwe dać rzeczy słowo, aby język giętki powiedział wszystko i tym podobne et
        cetery. Keret zawsze pisze z przymrużeniem oka i zdaje się pytać "no chyba nikt
        nie traktuje tego serio?". Ale to - mimo wszystko - jest cholernie poważne. Nic
        nie poradzimy na to, ze rzeczywistość Keretowska wzięta jest w nawias
        przedziwnego poczucia humoru, ale to poczucie humoru jest keretowe i to ono
        właśnie się nie zmienia. Patenty, które stosuje, stają się po pewnym czasie
        przewidywalne, ale nie naruszają samego sedna opowiadań, z których, przynajmniej
        dla mnie, pozostaje zawsze kilka ziaren 'na serio'. I wcale mi nie przeszkadza,
        dopóki ziarna są różne i refleksyjne, że wszystkie opowiadania są o smaku jabłka.

        m,
        .y.

        P.S. Pizzeria Kamikaze również bardzo mi się podoba, może dlatego, ze składa się
        z krótkich opowiadań, które można czytać na wyrywki. Nie jest więc czymś aż tak
        jakościowo różnym od całej reszty, bym ją jakoś szczególnie traktował :-)

        ----------------------------------
        What is home without Pinezka's Potted Meat?
        Incomplete.
        wypielęgnowany harmider w duszy
    • paternostwer Re: Keret - lepsze 8% 09.02.06, 16:21
      e no, ja nie będę zniechęcać, bo ja Kereta lubię. I sama naisałam, czy to nie
      jest tak, ze percepcja utrudniona z okazji odmiennego niż keretowy nastrój. No
      daleko mi do depresji do deprimu.
      Po prostu ten tomik jest jak kolekcja na najnowszy sezon. Zasadniczo moda składa
      się z elemntów powtarzalnych, a styl artysty jest dość charakterystyczny. A
      jednak, gdy pokazuje coś nowego liczysz na zaskoczenie, opowieść o rocznych
      doświadczeniach, które przełożyły się na zadzwiające dżinsy, albo
      nieprawdopodobne zestawienie koloru.
      Ja tak liczyłam i się przeliczyłam.
      Niemniej - Keret dalej pozostaje mistrzem opowiadań krótkich.
      Za to nie zgodzę się z argumentem, ze pisze z nawiasem i to go rozgrzesza. Ten
      nawias jest pozorny, jest chwytem, jego opowiadania są baaaardzo serio, bo też
      najwyraźniej coś go bardzo serio ugniotło.
      POdobnie nie zgadzam się za zarzut, że powtarzalność głównych b. u Sieniewicza
      to zarzut, bo on pisał serioznie. A figę, pisał momentami z jajem, ponadto ja
      bardzo doceniam pracę jaką wykonywwał, budując dekorację. Że są nieścisłości, a
      nie jest on historykiem. Słowem lubię w nim uczciwego rzemieślnika. Po pisarz
      poza fazami rzemieślnikiem być musi. Keret jest, ale boję się, że zostanie jako
      ten jubiler co mu najlepsza brosza - ważka wyszła. I będzie tłukł tę ważkę aż do
      końca.
      Niemniej dalej czytam i szukam plusów. marnie mi idzie ale się nie poddaję. Jak
      znajdę to ryknę alleluja i natychmiast o tym doniosę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka