Dodaj do ulubionych

Służalczość literatury

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 02:18
W czym przejawia się służalczość literatury?
Obserwuj wątek
    • bdx65 Re: Służalczość literatury 10.02.06, 07:18
      Historia - w okresie pozytywizmu np. sztuki czy powieści (opowiadania) z tezą
      miały na celu propagowanie idei pozytywistycznych.
      Stąd artyzmu niewiele, ale nachalna propaganda - tak jak w okresie
      socrealizmu. To chyba jeszcze lepszy przykład.
      Należałoby się zastanowić nad tym, jak to jest dzisiaj...
      Forumowicze dadzą wspaniałe przykłady.
    • ben-oni Re: Służalczość literatury 10.02.06, 10:54
      Pojęcie już raczej historyczne. Dzisiaj tę rolę przejęła prasa i przede
      wszystkim film. Sprowadza sie to do produkowania "dziełek", których aktualność
      czyni je bezwartościowymi po kilku lub kilkunastu latach.
      "Twórcom" dość często wychodzi służalczość, choć w zamierzeniu miało powstać
      dzieło zaangażowane, "ku pokrzepieniu serc", informacyjno-demaskatorskie lub
      propagujące. Dość częste zjawisko w krajach o silnej władzy. Tam własnie
      funkcja usługowa przeradza się w służalczość.
      W literaturze jest kilka klasycznych przypadków. Proza W.Wasilewskiej
      (Ojczyzna), A. Tołstoja (Chleb), Ludlum i Fleming, glamurowate knigi grafomanek
      typu Collins czy Steel - chociaż tu być może propaganda jest niezamierzona.
      Ogólnie w zakresie literatury usługowej socrealim może się pochwalić jako
      jedyny dziełami całkiem wartościowymi (Pamiątka z celulozy, Odwilż, jak
      hartowała się stal...)
      :)))
      Dziś najczęściej spotykane w filmie amerykańskim:
      lata 70-te: naszym wrogiem są Palestyńczycy i Rosjanie
      lata 80-te: Rosjanie (do 96 r.) i Iran, później chaos (Korea płn., Iran,
      Libia, Kuba)
      lata 90-te: Rosjanie to przyjaciele, wróg to Irak.
      po 1999r: Irak, Iran, Korea płn., Libia, Panama, Kuba, Syria, terroryści,
      Hezbollah, Al-Kaida, szaleńcy i terroryści.
      I wszystko pod płaszczykiem filmów rozrywkowych.
      • Gość: Skajstop To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.06, 11:07
        ben-oni napisał:

        > W literaturze jest kilka klasycznych przypadków. [...] Ludlum i Fleming,
        > glamurowate knigi grafomanek typu Collins czy Steel - chociaż tu być może
        > propaganda jest niezamierzona.

        Ben-oni, moim zdaniem te autorki i ci autorzy pisali dla pieniędzy... jak
        większość tych z literatury popularnej. Rozróżniałbym ideowców od typowych
        autorów/autorek komercyjnych. Bo ci drudzy, jak modne będzie wykorzystywanie
        postaci detektywa w kapeluszu, to tak zrobią, ale jak detektywki w sukni, to bez
        problemów się przerzucą :) i gdzie tu propaganda?
        • ben-oni Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? 10.02.06, 11:27
          W dolaryzmie (wyższa forma kapitalizmu), dolar zastępuje rewolucyjne ideały i
          polityczne przekonania. TAM wydawca, sterując strumieniem pieniężnym, tworzy
          warunki do wykluwania się potworków wychwalających beztroskie życie Beverly
          Hills, a nie dopuszcza do rozpowszechniania wieści o gettach murzyńskich,
          latynoskiej prostytucji, narkomanii i nędzy przedmieść w tym samym LA.
          Gdyby nie ludzie pokroju Spike'a Lee do dziś Polaczki wierzyliby
          w "szczęśliwych rozśpiewanych murzynów robiących zawrotne kariery w
          sporcie".:))
          • baltazarus Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? 10.02.06, 13:19
            "W dolaryzmie (wyższa forma kapitalizmu)"
            Mógłbyś coś więcej napisać o dolaryzmie, czym się przejawia?

            "Gdyby nie ludzie pokroju Spike'a Lee do dziś Polaczki wierzyliby
            w "szczęśliwych rozśpiewanych murzynów robiących zawrotne kariery w
            sporcie"
            E tam. Większość ludzi wie, że Murzyni do niczego się nie nadają (oprócz sportu
            i ciężkiej pracy fizycznej - jeśli ich do tego zagonić) i zwykle są klientami
            socjału. Pokazują to także filmy amerykańskie.

            PS. Piszesz "Polaczki"... A Ty kto jesteś "Pepiczek", "Żydek", "Szwabek"?
        • braineater Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? 10.02.06, 11:36
          Nie do końca tak Skaju jednak. Literatura popularna, robiona i owszem głównie
          dla kasy, bardzo często jest tez doskonałym nośnikiem określonego ideolo. Nie
          pisze o nim zazwyczaj wprost, ale wmontowuje te ideologie po prostu w opis
          świata, w ktorym dzieje się akcja. To czepianie się 'stereotypowości'
          literatury pop, jest własnie miedzy innymi czepianiem sie jej przekazu
          ideologicznego. Kilka przykładów : mocny katolicyzm Musierowicz (a w tekstach
          niby ani słowa), dyskretny feminizm Tokarczuk, prawicowość SF Ziemkiewicza,
          zeby tylko sięgnąc do tych popularnych i współczesnych. Mistrzem tego typu
          pisania był Łysiak, nawet na długo przed popadnięciem w aktualną sytuację,
          który w praktycznie każdej swojej pop-powieści umieszczał sążniste wyklady z
          teorii konserwatyzmu i tak ustawiał swoich bohaterów, bysmy zawsze wiedzieli po
          czyjej stronie jest 'prawda' - tu mistrzostwo manipulacji osiągnął w Dobrym,
          gdzie dla niepoznaki wszystkie antysemickie teorie (jakaś 1/3 całego tekstu)
          wkłada w usta Żyda odszczepieńca. I co? I wygląda doskonale, obiektywnie,
          ksiązkę czyta się rewelacyjnie ale jest niczym innym jak wykładem ideologii. z
          drugiej strony masz chociazby Astronautów Lema, czy niektóre z tekstów
          zabanowanych przez samego autora z Sezamu.
          a problem detektyw w kapeluszu czy kobieta wcale nie jest wolny od tych
          ideologicznych uwarunkowań. Wysyp pań Holmes pojawił sie wraz z rewoltą
          feministyczną, i prócz tego, że zdobył wydawcom nowy target, to jeszcze przy
          pomocy tych prostych historii (nie znaczy, że złych) przekazuje swoim
          czytelniczkom wzorce postawy wobec świata, pomaga rozstrzygac problemy, buduje
          większa wartośc kobiety. Splot propagandy, stereotypów i sztuki masowej jest
          tak idealny, że praktycznie nie widac już szwów, ale to wcale nie znaczy, że
          ich nie ma. Możesz nawet śmiało załozyć sobie hipotezę, że 90% literatury
          komercyjnej, jaką weźmiesz w ręce, bardziej lub mniej świadomie spróbuje
          wcisnąć ci na marginesie głównej opowieści jakąs ideologię.

          P:)
          • Gość: Skajstop Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.06, 11:57
            braineater napisał:

            > Nie do końca tak Skaju jednak. Literatura popularna, robiona i owszem głównie
            > dla kasy, bardzo często jest tez doskonałym nośnikiem określonego ideolo. Nie
            > pisze o nim zazwyczaj wprost, ale wmontowuje te ideologie po prostu w opis
            > świata, w ktorym dzieje się akcja.

            Poczekaj. Nie chciałem robić kilometrowego posta, więc nie pisałem tego
            wcześniej, ale to jasne, że każdy tekst niesie jakieś idee, nawet harlequin.
            Tylko pytanie, czy jest to ideologia prawdziwa, czy po prostu opis świata.

            Ja się odniosłem do innej warstwy: intencji. "Propaganda " zakłada intencje, nie
            fakt, iż np. Steele pisze o takim amerykańskim świecie rodem z "Dallas", bo
            innego nie zna.

            Ben-oni podaje przykład Spike'a Lee. Skądinąd, jeden z moich ulubionych
            reżyserów. Ale on tworzy filmy zaangażowane społecznie, takie są jego intencje,
            których nie kryje. Natomiast już uwaga Ben-oniego, że bez tego reżysera Polaczki
            nic by... i tak dalej, jest mocno nieuprawniona. Richard Wright jako autor, a
            filmów też pewnie by się kilka znalazło.

            Stąd ja rozdzielam na tych, którzy wykorzystują świat sobie znany, albo taki,
            jaki - uważają - chcą poznać ich czytelnicy, bez dorabiania do tego jakiejś
            ideologii, i na tych, którzy mają intencje "propagandowe".

            Inaczej można popaść w absurd. Podam jeden, który wcześniej sobie odpuściłem.
            Gdyby się zgodzić z Ben-onim bezdyskusyjnie, wyjdzie na to, że jakaś partia
            "wiejska, małomiasteczkowa" wynajęła Kinga do kampanii wyborczej. I za parę lat
            na jego plecach, jak już czytelnicy bedą odpowiednio urobieni, to ta partia na
            tym skorzysta. Oczywisty absurd, podkreślam, przykład z palca, takiej partii
            zresztą tam nie ma. Ale zawsze można sobie powiedzieć, że przecież Kingowi
            intencje "propanandowe" przyświecają.

            Moim zdaniem, nie każdej literaturze, daleko nie każdej, świeci w tle ideologia.
            Amen :)
            • braineater Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? 10.02.06, 12:17
              Ważny podział - ideolo swiadome/nieświadome. Tyle, że w trakcie lektury nie
              masz pewności, czy fakt, iż ten detektyw (zostańmy przy fikcyjnych przykładach)
              jest bezrękim Murzynem, tylko i wyłącznie dlatego, że Autor uznał, że taka
              postać może być ciekawa, czy też dlatego, by w przystępny i niewymagający
              sposób zwrócic uwage swoich odbiorców na problemy bezrękich Murzynów.
              Oczywiście można się tym w ogóle nie przejmować i czytać ten kryminał, jak
              panbuk przykazał, czyli interesując się intrygą i zwrotami akcji, ale gdzies w
              głowie zostanie, że bezręcy Murzyni, jesli mają odpowiednie wsparcie i opiekę
              poradzą sobie w życiu.
              I tak zupełnie na marginesie Ci powiem, że taki styl odbioru, skupiony na tym,
              co ukryte w opisie świata, bohaterów czy w dialogach, czasmi pozwala uratowac
              dla siebie najbardziej szmirowate książki. Przykład już nie fikcyjny, mój
              faworyt Marczyński - niby koszmarne juz dzisiaj sensacyjno-szpiegowskie ramoty -
              i ta warstwa jest już praktycznie martwa, ale z drugiej strony odnajdziesz w
              nich rewelacyjny zapis mocarstwowych dążeń Polski okresu międzywojnia, wykład z
              podstaw polskiego antysowietyzmu i pare innych ideologicznych rewelacji tamtych
              czasów, a wszystko to podane tak, by wzbudzac zaciekawienie i by na czytelniku
              wywierac odpowiednie wrażenie. A przeciez Marczyński był tylko maszyna do
              pisania powieści w odcinkach, masowym producentwem łatwych fabuł i bynajmniej
              propaganda nie była jego naczelnym celem.
              Więc nadal się upieram, że praktycznie w każdej ksiązce odnajdziesz elementy
              promocji okreslonego światopoglądu - a to, czy jest to świadomym załozeniem
              Autora, czy też wynika z porusznaia sie przez Tworce posród klisz gatunkowych i
              stereotypów, to akurat najmniej wazny element:)

              P:)
              • Gość: Skajstop Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.06, 13:17
                braineater napisał:

                > Więc nadal się upieram, że praktycznie w każdej ksiązce odnajdziesz elementy
                > promocji okreslonego światopoglądu - a to, czy jest to świadomym załozeniem
                > Autora, czy też wynika z porusznaia sie przez Tworce posród klisz gatunkowych i
                > stereotypów, to akurat najmniej wazny element:)

                No dobrze. Przestańmy używać wielkich, niedoookreślonych pojęć i pojedźmy jakimś
                przykładem.

                Rozumiem, że Twoim zdaniem Chińczyk z Pekinu, wybierając za tło swej powieści
                Pekin, dokonuje świadomego wyboru ideologicznej promocji "chińskości", cokolwiek
                by to miało znaczyć?

                Bo jak rozumiem, może przecież równie dobrze za tło wybrać realia Wyspy
                Wielkanocnej albo Los Angeles i związane z nimi wartości, ideologie, etc, mimo
                że nic o nich nie wie, bo na przykład całe życie spędził w Pekinie i jedynym
                znanym mu światem jest nawet nie świat chińskiej wsi, tylko wielka metropolia,
                Pekin?

                Ejże, Braineater, Ben-oni... co w takim razie ze zwykłym opisem świata? Jak
                chcecie _uniknąć_ promowania jakiejś ideologii, świadome odejście od niej?
                Doradźcie mi coś... bo wychodzi, że nieświadomie cos promuje, a za product
                placement, to może bym dostał jakieś pieniądze? ;-D
                • braineater Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? 10.02.06, 13:30
                  oczywiście, ze promujesz. Ja promuje wersje literatury silnie zideologizowanej,
                  a Ty promujesz wersję literatury oderwanej od ideologii. Obu nam za to
                  najpewniej nie zapłacą, prędzej mnie wsadzą za dogmatyzm, a Ciebie za
                  bezwyznaniowość:)
                  Może uznajmy, ze ja i Ben mamy paranoję i wszędzie węszymy akwizytorów idei, a
                  Ty na szczęście jesteś zdrów. Bo nasz problem chyba nie da się rozstrzygnąć -
                  bo tam gdzie Ty będziesz widział tylko opis, ja w paranoicznym zwidzie bede
                  starał się odnaleźć ukryte wartości przez ten opis propagowane. I obaj
                  znajdziemy cos dla siebie, przy czym oczywiscie nie oznacza to, że obaj nie
                  mozemy sie mylic:)

                  P:)
                  • mamarcela Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? 10.02.06, 13:39
                    Dobra panowie. Jeśli przyjmiemy nawet tezę Braina, że niemal każde dzieło
                    literackie jest "ideologią podszyte" to jednakowoż ideologia to nie jest chyba
                    to samo, co służalczość.
                    "służalczość _"charakter, usposobienie właściwe służalcowi, uniżoność,
                    płaszczenie się przed kimś, wysługiwanie się sie komuś" służalczość w stosunku
                    do kogoś, przed kimś.
                    • braineater Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? 10.02.06, 13:47
                      a to oczywiście, z tych wyzej wymienionych to tylko pan Waldemar pasuje i pan
                      Lem,a z niewymienionych to pan Brzechwa w mniej znanych tekstach, mocno i
                      radykalnie antysemickich.

                      P:)
                      • Gość: mamarcela służalczość, serwilizm, wazeliniarstwo a ideologia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 14:12
                        Tak sobie zaczęłam myśleć o przykładach literackich na rozróżnienie tych pojęć
                        i wiele mi ich przyszło do łba. Aż za dużo. I dlatego przykład najprostszy i
                        półliteracki - dlatego, że właśnie słucham - "Poligono industrial" Kultu.
                        Teksty ideologiczne jak jasna cholera, a służalcze? No, nie wiem...:)
                        P:)
                  • Gość: Skajstop Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.06, 14:29
                    v braineater napisał:

                    > oczywiście, ze promujesz. Ja promuje wersje literatury silnie
                    > zideologizowanej, a Ty promujesz wersję literatury oderwanej od ideologii. Obu
                    > nam za to najpewniej nie zapłacą, prędzej mnie wsadzą za dogmatyzm, a Ciebie
                    > za bezwyznaniowość:)
                    > Może uznajmy, ze ja i Ben mamy paranoję i wszędzie węszymy akwizytorów idei, a
                    > Ty na szczęście jesteś zdrów. Bo nasz problem chyba nie da się rozstrzygnąć -
                    > bo tam gdzie Ty będziesz widział tylko opis, ja w paranoicznym zwidzie bede
                    > starał się odnaleźć ukryte wartości przez ten opis propagowane. I obaj
                    > znajdziemy cos dla siebie, przy czym oczywiscie nie oznacza to, że obaj nie
                    > mozemy sie mylic:)

                    1. za łatwo mnie ustawiasz, Braineater :) ja nie twierdzę, że są tylko dwa
                    stany: ideowość i bezideowość, obie totalne :) a co ze stanami pośrednimi?

                    2. ja jednak zarobię :)

                    3. wiesz, gdyby nie fakt, iż jest to forum anonimowe, chętnie bym Ci dał kawałek
                    czegoś swojego i poprosił o zweryfikowanie ideologii :) pyszna zabawa by z tego
                    była, jak sądzę ;-DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD łatwo tak sobie dumać, jaką
                    ideologię autor wymyślił i propaguje, ale jak autor z kijem stoi obok... :DDD

                    Najlepszego :)
            • annabellee1 Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? 10.02.06, 12:23
              Jeszcze bym tu rozroznila słuzbe i słuzalczosc.Konotacje jednej i drugiej sa
              zupelnie inne.Przy slowie sluzalczosc pozytywizm automatycznie wylatuje.
              A pisanie, ze Steel jest sluzalcza to przeciez bzdura.Ona zarabia pieniadze
              piszac zgrabne powiastki ze swiata, ktory dzieki zarobionej na pisaniu kasie juz
              jest jej swiatem, a o ktorym lubia sie czegos dowiedziec jej czytelniczki.Ja bym
              raczej mowila o absolutnym barku ideolo.To hamburger.Oczywiscie hamburger tez
              ma ideolo ale jak mu ja dorobisz..
              I pod termin sluzalczosc podpada tylko socrealizm i tyle.I ten lepszy i gorszy.
              Bo Łysiak ma ideologie swoja ale gdzie on sluzalczy Z uporem maniaka pisze to co
              mu w duszy gra.Gdyby pisal co gra komu innemu mozna by o sluzalczosci..
              Musierowicz tez nie zaciagnieta pod zadne sztandary -wyznaje pewien system
              wartosci i przemyca go w swoich ksiazkach co jest jej dobrym prawem.

              Jesli to do matury to mozna jeszcze siegnac do dworskiej poezyji i tam takich ...
              • annabellee1 Re: To Ludlum nie pisał dla pieniążków??? 10.02.06, 12:48
                Zastanawiam sie czy lit niemiecka lat trzydziestych ..Bo film tak.Ja malo znam
                lit niemiecką..ale napewno cos by sie znalazlo np antysemickiego..
    • ben-oni Mój manifest 10.02.06, 15:20
      Nie sądziłem, że mój wtręt spowoduje dyskusję. skoro jednak mleko już się
      wylało, należy powiedzieć beeee.
      Moje rozumienie "służalczości" nie ogranicza się do przypadków kiedy kacyk
      wręcza mieszek talarów za jakieś dzieło i artysta pod to zamówienie tworzy
      propagandowego gniota. Dla mnie służalczość to również zgoda na szerzenie
      hipokryzji, złudy, fikcji społeczno-moralnych, kłamstw (opium dla ludu). To
      tworzenie książek, filmów, muzyki, obrazów zakłamujacych rzeczywistość,
      uspokajajacych sumienia. Lukier na g... , puder na syfilis. Tylko dlatego
      że "system" tego potrzebuje. Głupawe komedyjki o romansach w koledżu, kiedy po
      szkołach snują się dilerzy i gangi uzbrojone po zęby lepiej niż GROM. Wesoły
      Eddie Murphy kiedy ofiary Katriny nie mają gdzie mieszkać w najbogatszym kraju
      swiata (ponoć najbogatszym). To jest służalczość wobec tej śmietanki z wierzchu
      społecznej masy. Bo ta śmietanka daje na te wypociny pieniądze, by reszcie
      zakalcu powiedzieć, że: "nie jest źle, żyjecie w wolnym kraju, w najbogatszym
      kraju swiata". To jest służalczość. Do jej propagowania oczywiście niezbedne
      jest całe obudowanie instytucjami finansowo-medialnymi. Oscara dostanie
      Gladiator bo przecież musi wygrać demokracja (żenująca przemowa pod koniec
      filmu - Gladiator demokrata - prawie jak Bush).
      Sa niepokorni - Moore. I co? Nic. Dlatego knigi Steel czy Collins sa szkodliwe.
      Tworzą fikcję, rozpylają perfumy w zatkanym klozecie. Ale przemysł rozrywkowy
      takie ma zadanie.
      Tyle na poczatek.
      • annabellee1 Re: Mój manifest 10.02.06, 15:49
        E tam, Ben oni- nakrzycz na mnie-ale myslalam, ze jestes starszy..
        Lubie złude i fikcje; bez niej sie nie da zyc.Najlepsze..moze nie najlepsze -
        ale tego szukam ja i mysle,ze nie tylko ja,to optymizm..
        Czasem czlowiek ma juz dosyc swiata i lepiej mu sie robi, gdy usiadze i zanurzy
        sie w fikcyjny swiat starych komedii,milych ksiazek i wcale do relaksu nie
        potrzebuje Moora,mam go w glebokim powazaniu(uwazam ze jest sluzalczy bo wrednie
        robi kariere i bynajmniej niczego nie demaskuje tylko zarabia)ofiarom Katriny
        wspolczuje ale..umowmy sie jak ktos w Usa tyle miesiecy siedzi w hotelu i czeka
        az mu cos dadza.Ja bym sobie znalazla na ich miejscu i prace i
        mieszkanie.No,moze mieszkanaia nie, bo skoro daja to czemuz nie siedziec w
        hotelu.Zreszta ci co nie pracowali przedtem to i po huraganie dalej nie
        pracuja.A reszta czyli smietanka im daje zapomogi.Jak i wszedzie..
        • annabellee1 Re: Mój manifest 10.02.06, 15:58
          I tylko mi nie pisz,ze nie jestem solidarna z ofiarami doskonale wiesz mimo
          rozpierduchy z domami dla ofiar to 98 % z nich to klienci wieczni opieki
          spolecznej z pokolenia na pokolenia nie pracujacy ,co i unas juz sie zaczelo.
          I o ile sie nie myle to programow wychodze maja jak mrowkow i stypendiow roznych
          i jak kto chece to moze.
          • ben-oni Re: Mój manifest 10.02.06, 16:03
            98 % z nich to klienci wieczni opieki
            > spolecznej z pokolenia na pokolenia nie pracujacy

            No co ty? Oficjalnie w USA jast tylko 3,5% bezrobocia! Pracują i muszą brać z
            opieki? Oficjalnie każda rodzina ma samochód a połowa NO nie miała jak wyjechać
            z miasta. Ale w filmach każdy ma samochód i telefon komórkowy. Sztuka czy
            propaganda?
        • ben-oni Re: Mój manifest 10.02.06, 15:58
          Wybacz, ale... w biednej Polsce powodzianom postawiono w Opolu osiedla domków
          (prawda, że szwedzkie prowizorki, ale u nas prowizorka jest najtrwalsza - tam
          ludzie już ogródki sobie pozakładali). Bo takie są standardy w cywilizowanym
          świecie, a tym w USA proponują baraki na kółkach bez prądu (u nas budowlańcy
          przy autostradzie mają lepiej). Ale jesli powstanie film o Katrinie, to o
          dzielnych strażakach. Nie o zostawionej bez pomocy czarnej biedocie.
          To jest manipulacja. I mit o szczęśliwości pełnej krainie, zwanej US dalej trwa.
          Jesteś za fikcją. Ale czy jesteś za kłamstwem??
          • ajtra Re: Mój manifest 10.02.06, 16:37
            ben- oni napisał: "...w biednej Polsce powodzianom postawiono w Opolu osiedla
            domków (prawda, że szwedzkie prowizorki, ale u nas prowizorka jest najtrwalsza -
            tam ludzie już ogródki sobie pozakładali). Bo takie są standardy w
            cywilizowanym świecie..."
            No, jeśli prawda ma być mówiona, to zaręczam Ci ben-oni, że nie chciałbyś
            mieszkać w tych szwedzkich domkach. Są to kontenery służące w Szwecji TYLKO do
            zamieszkania na krótki okres po jakiejś katastrofie. Niestety, nasze państwo
            potraktowało te kontenery jak domki jednorodzinne i zmusiło ludzi do
            zamieszkania w nich na stałe. Jedź i zobacz jaki tam jest grzyb na ścianach...
            • ben-oni Re: Mój manifest 10.02.06, 16:54
              Ale nikt powodzian nie trzymał przez pół roku w hotelu w obcym mieści!
              A poza tym, wszak USA to imperium. Nie stać ich na coś lepszego niż biedną
              Polskę?
              A osiedla powodzian widuję niemal codziennie.
              • ajtra Re: Mój manifest 10.02.06, 17:00
                Masz rację. Nikt. Poniewierali się po rodzinach i znajomych. Bo naszego państwa
                na hotele dla powodzian nie było stać. Ale za to ... OK. Nie powiem nic
                wiecej. Zagalopowałam się ;)
                Widujesz osiedla powodzian? To złóż którejś z tamtych rodzin, wizytę.
      • Gość: Skajstop Re: Mój manifest IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.06, 16:19
        Ben-oni, a możesz podać ksiązki, które ostatnio czytałeś?
        Moim zdaniem, jeżeli w beletrystyce szukasz Prawdy I Tylko Prawdy, to w ogóle
        szkoda dyskutować :)
        Fikcja literacka nigdy nie opisuje Prawdy, jakkolwiek by tę Prawdę z dużej
        litery definiować. Jeżeli ktoś uważa, że literatura to czyni, to cóż, jego
        wybor... i w tym sensie twoje postulaty rozumiem, Ben-oni. Ale co Ty czytasz, do
        diaska? Moim zdaniem książek, jakie chciałbyś czytac, po prostu nie ma ;-D

        Nawiasem, Moore to kłamca. Podajesz go jako przykład wiarygodnego opisu
        rzeczywistości. No to sobie może trochę poczytaj, jak ustawiał ludzi do kamery,
        albo jak aranżował "sceny z życia wzięte".

        Ja pasuję, mamy inne widzenie literatury :)
        • ben-oni Re: Mój manifest 10.02.06, 16:51
          Na samym początku nadmieniłem, że miejsce literatury zalęły film i prasa! Patrz
          wyżej.
          Moore nie jest wzorem prawdy, bo i nie o nią tu chodzi. Chodzi o odsłanianie
          prawdy (nawet jeśli w celu wstrząśnięcia posłużyć się trzeba reżyserią i
          fikcją). Pokazanie, że nie wszystko co pokazuje TV i piszą pressy to prawda. Bo
          u Amerykanów "Świat ma rozmiar gazety". Moore mówi Amerykanom, że są
          manipulowani, wkręcani na maksa i żyją w huxleyowskiej fikcji szczęścia i
          dobrobytu. Że na piciu piwa i gapieniu się na Super Bowl świat sie nie kończy.
          NBA to erzac szczęścia, który cały świat (z wyjatkiem Polski) ma gdzieś. Kobe
          Briant jest zwykłym grojkiem za szmal a nie półbogiem podziwianym na całym
          świecie. Europejczycy jeżdżą za granicę nie bojąc się Al-Kaidy. Francuzi nie
          pasjonują się baseballem. McDonalds to nie restauracja tylko bar szybkiej
          obsługi.
          Ale oficjalna filmografia pokazuje szczęśliwe kelnerki na stacji benzynowej
          (koszmar), a na ladzie stoi... mała flaga USA. Zresztą w większosci filmów
          amerykańskich pojawia się ich sztandar.:))
          W filmach Amerykanie podróżują jak Bolek i Lolek. A w rzeczywistości tylko 12%
          Amerykanów było za granicą. W tym 60% w Kanadzie lub Meksyku.
          Pani prokurator zawsze jest młoda i sexy, pan prokurator to Adonis. Fikcja i
          lukier aż do wyrzygania.
          • Gość: Skajstop Re: Mój manifest IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.06, 16:58
            Ben-oni, miałem już nie dyskutować w tym wątku, no ale sie nie oprę :)

            > Ale oficjalna filmografia pokazuje szczęśliwe kelnerki na stacji benzynowej
            > (koszmar), a na ladzie stoi... mała flaga USA.

            Może nie wiesz, ale w jak najbardziej oficjalnej imoprezie, czyli na festiwalu w
            Cannes (chyba tam) Moore dostał jak najbardziej oficjalną nagrodę :) zresztą w
            kinach amerykańskich - czyżby było jakieś podziemie kinowe w Ameryce - jego
            filmy były wyświetlane... :P

            > Moore nie jest wzorem prawdy, bo i nie o nią tu chodzi. Chodzi o odsłanianie
            > prawdy (nawet jeśli w celu wstrząśnięcia posłużyć się trzeba reżyserią i
            > fikcją). Pokazanie, że nie wszystko co pokazuje TV i piszą pressy to prawda.
            > Bo u Amerykanów "Świat ma rozmiar gazety". Moore mówi Amerykanom, że są
            > manipulowani, wkręcani na maksa

            Aha. Czyli jak wkręcacz jest po naszej stronie, to w porzo. Ale jak kręci w inną
            stronę, to brzydal ;-D

            No to ja już naprawdę nie mam więcej pytań...
      • broch Re: Mój manifest 10.02.06, 16:32
        he, he
        Moore to idiota: taka sama propaganda tyle ze w imieniu demokratow. Jezu, nigdy
        mi nie przyszlo do glowy ze Moore moze byc uznany za "niepokornego"... :))))
        Nie daj Bog okaze sie ze to Sztuka (opinia wyzierajaca z Twojego postu)


        A w ogole, najlepiej to sie zapieprzyc na smierc: opisywac rope cieknaca z ran
        glodomora groty zbiera plyn bo nie ma co pic...

        z Twoich postow wyraznie wynika iz sztuka ma pelnic sluzalcza role, tyle ze w
        "slusznym" imieniu. ...whateva

        I w tym momencie (po obejrzeniu trupow w Somalii oraz bandy krwizerczych
        Amerykanow ktorzy i tak sa doomed = wiesz narkotyki, syfilis i w ogole moralna
        degrengolada) wychodzisz z kina zadowolony... bo co?

        Moim zdaniem filmy tzw moralnego niepokoju to takie same gnioty jak filmy
        Murphy'ego. Tyle ze zaspojakaja potrzeby osob ktorym wydaje sie ze maja tzw
        sumienie.

        Nastepny, powiedzmy nierozwazny argument:
        pisanie dla pieniedzy jest zle a Ludlum i Steel i podobni to juz w ogole:
        uwazasz ze dla Twojego spokojnego sumienia i gwarancji ze masz kontakt ze sztuka
        artysta powinien z glodu umrzec?
        Marquez jest bogatym czlowiekiem, Dali wyraznie dawal do zrozumienia ze nie ma
        nic przeciw pieniadzom. Ludlum pisze i zarabia. Twoj podzial jest dosc malo
        racjonalny (podzial na ambitna sztuke ktora jest usprawiedliwiona i moze
        zarabiac i mniej ambitna sztuke: swinie nie gardzace groszem). Naprawde myslisz
        ze przecietny czytacz potrzebuje Marqueza? Naprawde sadzisz ze Ludlum to
        ucielesnienie zla?

        Dla przecietnego zjadacza chleba ma znaczenie czy Bond zwalcza Hezbollah czy
        Kroato/chorwatow w Turcji trafiajacych do U.S.A. i geografii z "Peacemakera"
        (granica miedzy Rosja a.. Turcja itp). Przecietny zjadacz ma i tak wyrobiona
        opinie na podstawie doniesien sasiadki i poglady ksztaltowane przez Kaczynskich.
        Przede wszystkim dla przecietnego zjadacza chleba Rosja to zagranica wschodnia a
        Turcja to gdzies daleko (nawet dla tych co po kozuchy jezdzili).

        Wyraznie widac ze ideologia uniemozliwia Ci trzezwe spojrzenie na sztuke.
        Czyzbys byl slugusem czegos tam?
        Swoja droga Toj post jako zywo przypomina mi szkolna propagande z czasow
        Gomulki. Nie osmielam sie wnioskow wyciagac.

        • ben-oni Re: Mój manifest 10.02.06, 17:05
          No nie zrozumiałeś. Nie potrzebuję trupów w Somalii. Wystarczy, że gdy pani
          inspektor X wraca do domu (zawsze w nienagannej fryzurze choć minutę wcześniej
          goniła przez pół NY bandę psycholi), to czeka na nią gromadka zakatarzonych
          dzieci a nie stęskniony kochanek cud-urody przy stole z kolacją przy świecach i
          z szampanem.
          Niech czasami kibel w biurze będzie zatkany, a stos brudnych naczyń w zlewie
          niech zakwitnie pleśnią. Niech będzie ŻYCIE.
          "W filmach, Amerykanie maja tylko początek układu pokarmowego".
          • annabellee1 Re: Mój manifest 10.02.06, 17:16
            Masz pozycje nie do orony.
            Przeciez wiesz ze to fikcja.
            Masz porzadne filmy Coehnow Tarantino,Payne'a About Schmidt np.Kino drogi.Od
            cholery jest przyzwoitych amerykanskich filmow pokazujacych AM jaka jest.
            Ostatnio ogladalam Wiernego Ogrodnika - akurat cos dla zapalencow. I to tez jest
            manipulacja.- ale szlachetna moze...
            Ku..ki swiat jest od zarania.Ale by zyc trzeba miec zludzenia..
          • Gość: Zdanka Re: Mój manifest IP: *.4web.pl 10.02.06, 17:27
            Jak się chce, żeby kibel się zatkał, facet zakochal się w kobiecie, która
            okazuje sie traną ,7 letni chłopak przebierał sie w sukienki , a wszyscy zyli w
            miescie tak malowniczym , jak Wałbrzych w lutym to nie oglada się filmów
            amerykańskich i nie czyta sie ksiązek amerykańskich, ale ogląda się filmy
            angielskie i czyta sie ksiązki angielskie. Howgh.

            Anglofil z zamiłowania i przyzwyczajenia :)
            • staua Re: Mój manifest 10.02.06, 21:36
              Zdanka: w ogolnosci zgadzam sie z Toba, ale sa amerykanskie wyjatki, ktore
              mozna czytac, jak sie chce tego, co wymienilas, i sie nie zawiesc. Problem w
              tym, ze Ameryka produkuje tyle ksiazek, ze te wlasnie moga zniknac w morzu
              promocji, produkcji popularnej nakrecanej przez popyt itd. Ale istnieja.
              • broch Re: Mój manifest 10.02.06, 22:40
                ja sie nie zgadzam :)))
                co za roznica filmy Europy czy Stanow?
                Manipulacja jest elementem sztuki. Zdanka woli byc manilupowana przez sztuke
                europejska.
                Poza tym chodzi o jakosc czy o fakt manipulacji? Bo to dwa rozne problemy.

                Jesli idzie o lit, to faktycznie bardziej widac proby (kiepskie) manipulacji w
                Europie :))
                • ben-oni Re: Mój manifest 10.02.06, 22:54
                  co za roznica filmy Europy czy Stanow?

                  No to chyba przesadziłeś... W Ameryce nawet technika filmowania (miodowe
                  filtry, inna prędkość klatkowania w celu "zmiękczenia obrazu") służy
                  przesładzaniu przekazu.
                  Mnie wystarczy rzut oka na ekran by rozpoznać, czy film robiony był w Europie
                  czy w USA. No i Europa wykazuje większą różnorodność. No i policjantki w
                  angielskich filmach są niskie, tegie i mają niezdrową cerę. W USA każda jest
                  skrzyżowaniem Pam Anderson z J.Lo. no i intelekt!
                  • staua Re: Mój manifest 10.02.06, 22:57
                    No wlasnie nie we wszystkich - patrz: Fargo... Trudo Frances McDormand uznac za
                    skrzyzowanie...itd.
                    • ben-oni Re: Mój manifest 10.02.06, 23:09
                      No właśnie, jeden przypadek i już wszyscy go znają bo jest wyjątkiem. Jeden
                      reżyser i już z mianem kultowego. Odwracając - w Europie trudno znaleźć taką
                      Pamelę, chyba że we włoskich lub polsatowskich serialach. Kino europejskie jest
                      NORMALNIEJSZE, bliższe rzeczywistości, przez to uczciwsze. Brudniejsz. Aż do
                      Dogmy włącznie.
                  • broch Re: Mój manifest 10.02.06, 23:47
                    USA to jeden kraj Europa wiele.
                    Ja tam nie wiem ale intelekt u filmowych policjantek amerykanskich po oczach nie
                    daje :))
                    Nie idzie o jakosc fizyczna filmu, idzie o to ze manipulacja jest czescia
                    sztuki, dzielenie na lepsza i gorsza manipulacje juz jest manipulacja informacji :))

                    ee tam Pam Anderson. Nie lubie mrozonek.
                    • Gość: Stricte Re: Mój manifest IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 23:58
                      Nie chodzi o odbiór sztuki, ale o manipulacje na poziomie człowieka. Chodzi o
                      to, aby myślał ( albo nie myślał ) i odbierał rzeczywistość zgodnie z
                      oczekiwaniem.
                • staua Re: Mój manifest 10.02.06, 22:58
                  Chodzilo mi o to, ze typ manipulacji (czy tez tematyke, albo smaczki, jak kto
                  woli) podany przez Zdanke mozna w filmach amerykanskich znalezc, jak sie
                  poszuka.
                • Gość: Zdanka Re: Mój manifest IP: *.4web.pl 11.02.06, 12:10
                  sie nie zgadzam :)))
                  > co za roznica filmy Europy czy Stanow?
                  > Manipulacja jest elementem sztuki. Zdanka woli byc manilupowana przez sztuke
                  > europejska.

                  Ale ja nie napisałam, że wolę filmy europejskie. Nie ma zresztą czegos takiego
                  jak filmy europejskie, bo Europa to i Francja, i Rumunia, wiec o wiele więcej
                  róznic niż tylko połozenie geograficzne. Napisałam, że wolę filmy angielskie.
                  Anglicy mają świetne kino społeczne, dobre jakościowo i bez nachalnych przesłań.
                  Aktorzy nei wyglądają tam jak reklama chirurga plastycznego, ale jak normalni
                  ludzie, czesto po prostu normalni albo brzydcy(ale własnie normalnie brzydcy) i
                  ich zycie też jest normalne albo brzydkie. Choćby taki "billy Elliot"
                  Daldry`ego, który jest filmem z przesłaniem, ale już sobie wyobrazam to
                  przesłanie w wersji amerykańskiej ...Chłopak z pólnocnej Anglii, którego ojciec
                  jest góernikiem,mieszka w miescie, gdzie zawsze leje , w domu, który wygląda jak
                  dom górnika. Zostaje tancerzem baletu:))))) Tylko własciwie to on wcale nie
                  chciał zostac tancerzem, ale pewnego dnia zobaczył , co sie dzieje na kółku
                  baletowym prowadzoną przez jedną podstarzałą babkę. I zachwyciło go to. Tylko ,
                  ż eto nei jest takie proste tańczyć , w mieście, gdzie każdy facet jest
                  górnikiem , pije piwo i cwiczy boks. Niby nic, ale jakos cholernie życiowe.
                  • broch :))) 11.02.06, 23:47
                    "Nie ma zresztą czegos takiego jak filmy europejskie, bo Europa to i Francja, i
                    Rumunia, wiec o wiele więcej róznic niż tylko połozenie geograficzne."

                    ooo moj spozniony Kolumbie!!
                    (Juz myslalem ze na uproszczenie mozna sobie pozwolic)

                    W tym watku pojawilo sie wiele ciekawych spostrzezen:
                    pieniadze jako dowod sluzalczosci, mylenie (albo raczej przeciwstawianie)
                    jakosci sztuki ze sluzalczoscia, wyzszolsc turpizmu, nad ... nieturpizmem

                    Innymi slowy dzisiaj Ty dajesz sie nabierac na (kiepskie, pseudointelektualne
                    produykcje) Lars von Triera (wiem ze Dunczyk, to tylko przyklad), i Houellebecqa
                    (a co :))) ) a reszta daje sie nabierac na plastikowe filmy z U.S.A.

                    Zagadka: szegolny zwiazek miedzy sluzalczoscia a stopniem "prawdziwosci" sztuki?

                    Pewnie spodoba Ci sie film "Brokenback mountain", a moze nie, bo aktorzy ladni
                    (podobno)

                    Filmy europejskie (o.k. angielskie) sa skladane na potrzeby europejskiej
                    publicznosci, uwzgledniaja estetyke przecietnego europejczyka. Nie czyni ich
                    (tych filmow) to mniej sztucznymi niz amerykanskkie. Amerykanie maja zajoba na
                    punkcie "mlodosci" za wszelka cene i wola aktorow podrasowanych.

                    Gites, jak ma sie to do sluzalczosci w sztuce?

                    stwierdzenie o wiekszej "prawdziwosci" (wyzszosci flakow) sztuki angielskiej niz
                    amerykanska..

                    Nie ma takiej (wyzszosci "flakow")_, znajdziesz tak samo "prawdziwa" sztuke
                    angielska jak amerykanska lub wloska itp.
                    pozostaje kwestia gustu. To juz jest lata swietlne od sluzalczosci :)))
                    • Gość: Zdanka Re: :))) IP: *.4web.pl 12.02.06, 09:43
                      Tak sie składa, że nie lubię ani filmów Larsa von Tiera ani faceta
                      od "Platformy". Obaj nie nadaja na moich falach, wiec nie daję sie nabierać na
                      ich pseudoproblemy, jak miłość znaleziona tylko wsród tajskich dziwek czy
                      zrżnięcie sie ze wszystkimi w celu doprowadzenia męza do zdrowia .

                      Nie wiem, ile jeszcze razy mam napisać, ż e lubie angielskie kino społeczne,
                      żeby ktos usłyszał, ż e nie piszę o kinie duńskim, francuskim, czy czeskim, nie
                      nazywam go europejskim w jednym worku i nie uwazam, ż e ten jeden worek różni
                      się od worka amerykańskiego w kazdym kraju identycznie.
                      Moja odpowiedż nie jest o słuzalczości, ale jest odpowiedzią na czyją zarzut o
                      lukrowatość i ckliwośc amerykańskich produkcji lat ostatnich.

                      Lubię Daldry`ego, niektóre filmy Neila Jordana, Frearsa, a literacko bardziej
                      odpowiada mi kolejny angol mcEwan niż facet od "Platformy", którego nazwiskop
                      przerasta moje umiejętności napisania nazwiska:) Ufff.
                      • annabellee1 Re: :))) 12.02.06, 11:19
                        Solidaryzuje sie ze Zdanka.Przestalam sie juz tu wypowiadac bo jednak to
                        dziecinna dyskusja co nie znaczy, ze ja dorosla ale ..
                        Swietne jest spoleczne kino angielskie a i w usa sie co nieco znajdzie dobrych
                        filmow.Tez nie trawie tych p.H. i L v T i innych im podobnych sprzedajacych
                        najokropniejszy kant bo kant ukryty.Wole juz plastik przynajmniej wiadomo o co
                        chodzi i mozna sie posmiac o co mi przynajmniej czesto chodzi.
                        Sluzalczosc sztuki czy jest nia lukier? Moze to wychodzenie na przeciwko
                        potrzeb? Frustraci ogladaja Moora a depresyjni Cameron Diaz czy
                        Carey'a.Pozbierani ogladaja Parkera a szukajacy błysku inteligencji Frearsa.Sa
                        tacy co ogladaj wszystko jak leci.Ja np.
                        Masz wybor. Wiec czemu to sluzy-zaspokojoniu potrzeb klienta?
                        Literatura zawsze w gruncie rzeczy temu sluzyla.Poczawszy od Seneki, ktory byl
                        cwanym kolesiem i wciskal kit.Nieglupi.By bylo jasne.Ach! Lubie Arniego! A
                        Seneke tez. czytam.Glupio,nie...
                        Wydaje mi sie, ze to wrazenie ze nas atakuja legalne blondynki i co tu kryc
                        grochole rozne(Sic) czy coelho(podobny) dziesiaty to wynik nadprodukcji
                        wszystkiego Odkad wynaleziono komputer pisarze pisza jak jakby juz
                        drukowali.Napisanie ksiazki zajmuje kilka miesiecy i nie trzeba sie specjalnie
                        napracowac.Nakrecenie filmu tez jejst dostepne dla wiekszej grupy artystow(sic)
                        no bo jest wiecej potencjalnych bywalcow kin. Podniosla sie stopa zyciowa i
                        znikl analfabetyzm; klientow wiecej; wszystko nas zalewa.Dawniej filmy tez byly
                        cukierkowe i to w wiekszym jak sie zdaje procenice niz dzis (w stos do calosci
                        prod).Podobnie z ksiazkami- Dekobra, Marczynski czy Cours Mahlerowa to bylo gros
                        wydawanych ksiązek.
                        Mysle ze ambitna literatura w Polsce przedwojennej musiala miec naklady rzedu
                        nawet kilkuset egz. Ale sie rozpisalam. sorry.
                        Sztuka to opium dla ludu.Nic wiecej.
                        • broch Re: :))) 12.02.06, 17:11
                          1) nie bronie kina amerykanskiego, uwazam ze o projekcji decyduja dystrybutorzy:
                          w Polsce widac te czes kina ktora chca pokazac dystrybutorzy. Reszta to wybor z
                          dokonanej juz selekcji. W zwiazku z tym smieszy mnie nieco ten nagly skok os
                          "sluzalczosci" do ataku na sladka amerykanska flimografie. Do polski czasem
                          docieraja filmy takie jak "Maszynista", ale glownie trafiaja "Blondynki". O to
                          mozna miec pretensje wlasnie do dostrybucji. Ktora chce zrobic kase.

                          Mozna miec za to zastrzezenia do efektu otwarcia Polski na swiat: zatracila sie
                          specyfika polskiej kultury, dzisiaj to mieszanka amerykansko-niemiecka.

                          Ogladam kino dla przyjemnosci (nie dlatego ze sfrustrowany jestem lub w
                          depresji), choc ostatnio niezwykle rzadko. Uwazam jednak ze kino jest takie jak
                          jego odbiorcy. Nalezaloby wiec zaczac od wyksztalcenia widza.


                          troche smieszy mnie przejscie (w wiekszosci postow) od "sluzalczosci" do ataku
                          na amerykanska sztuke, pokazuje wlasnie sporo frustracji (niekoniecznie
                          kinowej). Mnie nie przeszkadza wyglad kina amerykanskiego, poniewaz ostatecznie
                          to ja decyduje co chce ogladac. Ja wybieram filmy, ksiazki (z ktorych nawiasem
                          mowiac, w Polsce ukazuje sie jedynie minimalna czesc: nie tylko amerykanskich,
                          ale rowniez wloskich, hiszpanskich francuskich. Czytajac tlumaczenia to malo aby
                          mowic o profilu literatury jakiegokolwiek kraju).

                          O kryzysie kultury kiedys pisalem, uznajac ze litartura (bo o to glownie
                          chodzilo) przestala byc interesujaca. Wowczas pamietam uznano mnie za
                          malkontenta :))
                          Stwierdzenie Zdanki z paru postow wyzej jest absolutnie niesluszne (czesc o
                          literaturze), poniewaz niezaleznie od tego co czytelnicy mysla, na polski rynek
                          wcale nie trafia kwiat kwiatow literatury. Niewielka czesc dobrej literatury
                          starszej i nowszej jest jedynie tlumaczona. Wybor jeszcze bardziej niz w wypadku
                          kina jest wykrzywiony mozliwosciami polskiego rynku (tlumacze + wydawcy +
                          pieniadze + naklad)
                          Sa naprawde duzo lepsze rzeczy niz "Atonement".
                          • Gość: Sen Czy o kondycji umysłów decydują dystrybutorzy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.06, 17:24
                            • broch Re: Czy o kondycji umysłów decydują dystrybutorzy 12.02.06, 17:54
                              zle pytanie mistrzu/szefowo, brak zrozumienia. Tlumaczyc mi sie nie chce.
                              Przecztaj, zastanow sie czy na postawie tego co napisale faktycznie takie
                              pytanie sie nasuwa. Jest znowu takie pytanie sie pojawi, to przeczytaj jeszcze
                              raz, choc wygladaloby na to ze powinnas/es sie poddac.
                              • Gość: Sen Re: Czy o kondycji umysłów decydują dystrybutorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.06, 18:09
                                Brochu, nie przypisuj sobie zbyt wiele. Nie jesteś pępkiem świata.
                                Możesz czytać swój tekst bez końca i zastanawiać się, gdzie są korzenie mojego
                                pytania. Życzę miłej lektury, chociaż chyba nie warto...
                                • broch Re: Czy o kondycji umysłów decydują dystrybutorzy 12.02.06, 18:22
                                  o pepku niewiele wiem,
                                  logicznie: pierwszy (nie idzie o "odkrywczosc") napisalem o dystrybutorach,
                                  piszesz pod moim postem. Twoje pytanie wynika wiec z tego co ja napisalem.
                                  Jesli tak, to znaczy ze nie zrozumialas/les uwagi o dystrybucji. Tyle.
                                  nielogocznie: Twoje pytanie wzielo sie z sufitu oraz przemyslen wlasnych, i mimo
                                  ze prawdopodobienstwo (gdyby tak faktycznie bylo) jest zerowe: myslisz o
                                  dystrybucji (czytajac smieszne posty o sluzalczosci), trafiasz na moj post i
                                  przez przypadek sie pod nim wpisujesz, niech bedzie.


                                  W dziedzinie lektury daje sobie rade, dziekuje.
                                  • Gość: Sen Re: Czy o kondycji umysłów decydują dystrybutorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.06, 21:51
                                    Brochu, twoje rozumowanie jest pozornie poprawne, ale prowadzące do błędnych
                                    wniosków.(Widzę, że będę ci musiał wyłożyć kawę na ławę, zresztą krótka lekcja
                                    logiki ci nie zaszkodzi). Z tego, że mój post następuje po twoim, wynika tylko,
                                    że pisałem go po tobie, czyli później. Nie wynika z tego w ogóle, że moje
                                    pytanie jest odpowiedzią na twoje wypociny, a można jedynie wysnuć wniosek, że
                                    jest wysoce prawdopodobne, że tam zajrzałem, być może przeczytałem cały tekst,
                                    a może tylko część. Można wysnuć logiczny wniosek, że skojarzyłem ze sobą pewne
                                    znane mi fakty, o których ty nie wiesz ( bo niby skąd ) i napisałem to, co
                                    chciałem napisać. Nie musi to w ogóle wynikać z twojego postu. Twój dalej idący
                                    wniosek jest tylko konsekwencją twojego nieprawidłowego toku myślenia oraz
                                    twoich stanów emocjonalnych i projekcji własnego ego ( przekonanie: tak, jestem
                                    doskonały, nieomylny, patrzcie jaki jestem mądry ). Ale rzeczywistość jest inna
                                    i trzeba się z nią pogodzić albo oszukiwać samego siebie. Jeśli chcesz, możesz
                                    się oszukiwać. ( Lekcja darmowa, drugiej nie przewiduję )




                                    • mietowe_loczki Re: Czy o kondycji umysłów decydują dystrybutorzy 12.02.06, 22:16
                                      Śnie, rzeczywistość jest inna, tak, i trzeba się z nią pogodzić - nie masz
                                      zielonego pojęcia o pisaniu w wątkach, o ich strukturze i sposobie odpowiadania
                                      na posty. Reszty pseudo-psychologicznych rozważań nie ma sensu komentować.
                                      Zwłaszcza za darmo.
                                      • Gość: Sen Re: Czy o kondycji umysłów decydują dystrybutorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.06, 22:42
                                        Widzę, że Ciebie już nic nie nauczy. Szkoda! Nie mam zamiaru robić tego na siłę.
                                        Widzę również, że bardzo Cię uraziłem. Dlatego przepraszam uprzejmie.
          • broch Re: Mój manifest 10.02.06, 17:32
            Zrozumialem, zrozumialem: nie idzie o trupy w Somalii (przerysowanie jest forma
            argumentacji dla podkreslenia slabosci (w tym wypadku Twojego argumentu)
            Dlaczego musi byc katar i chore dzieci, lub przelewajacy sie klop? Lit to bajka
            mniej lub bardziej nowoczesna, to samo film. Ludzie chca zapomniec na chwile o
            problemach finansowych i zasmarkanych dzieciach. Nic w tym zlego. Nie
            zakazywalbym sprzedazy Smoka wawelskiego lub profesora Baltazara Gabki.

            Nie mam doswiadczenia w dziedzinie "hunks", sadze ze spora czesc zenskiej
            publicznosci potrzebuje tego (faceta ktory jest bardziej przystojny, szarmancki
            inteligentny niz maz = ponura rzeczywistosc). I dobrze. Zasmarkane dzieci
            czekaja w domu. Po co w kinie ogladac cudze?
            Turpizm do niczego nie jest potrzebny. Twoje posty zabieraja wolnosc (tworzenia)
            i sa bardzo programowe.
            Artysci tworza to co chca, Ty decydujesz o swoim repertuarze. Jesli sprawia Ci
            przyjemnosc ogladanie codziennie po ciezkim dniu "Requiem for a dream" to
            znakomicie, sa tacy ktorzy wola "big brother". Zmuszajac innych do ogladania
            (najlepszego, ambitno/realistycznego), pozbawiasz ludzi chwili ucieczki od
            niekoniecznie slodkiej rzeczywistosci.

            Co wiecej Twoje wybory (Moore) sa zdecydowanie hmm kontrowersyjne. Zastepowanie
            jednej propadandy inna nic w zyciu ludzi nie zmienia.

            Jesli ktos ma potrzebe publicznego seppuku (spowodowanego utrata pracy) a Ty
            masz ochote to ogladac (no dobrze: jesli ktos chce pisac o kiblach) to swietnie,
            jesli ktos chce zapomniec sie na chwile i posluchac jak Shrekowi sie glosno
            odbija, lub ujrzec na ekranie ksiecia z bajki (kontynuacja w marzeniach sennych
            i na jawie), to ma do tego pelne prawo.

            Sadze ze zlem jest przeklamywanie rzeczywistosci w imie ideologii
            politycznej/religijnej (i znowu Moore sie klania). Historycznie, jak wiadomo,
            ideologia prowadzi wylacznie do nieszczesc.

            reszta to bajki.
            • Gość: Stricte Re: odpowiedź IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 20:30
              W służalczości chodzi o zaspokojenie czyichś kaprysów, zachcianek, wysługiwanie
              się komuś, i tak rzeczywiście jest. Dzisiejszy świat wysługuje się tym, którzy
              nadają ton.
              A kto nadaje ton światu? Jakie są proporcje w dostępie do środków masowego
              przekazu?
              Odpowiedź wydaje się jasna i oczywista. Współczesny świat nie jest wolny. On
              jest zmanipulowany ( patrz "Spadająca chwila czasów" Lacha ).
              Mówi się wiele o wolności, demokracji, o prawach człowieka, a w praktyce -jak
              jest? Wiadomo, że nie chodzi o utopię, ale o zwyczajną przyzwoitość. Ale
              przecież przyzwoitość to teraz temat do żartów, dla prześmiewców. W efekcie
              jedni robią, co chcą, a inni albo im przytakują, albo milczą. Weta prawie
              się nie słyszy.
              Do czego to prowadzi? Każdy uważny i bezstronny obserwator może zobaczyć na
              własne oczy.
              • annabellee1 odpowiedź 10.02.06, 21:53
                Oczywiscie,ze wspolczesny swiat jest zmanipulowany.
                A demokracja jest jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy.
                Dlatego Kaczki manipulujac daza do dyktatury.
                Sni im sie Pilsudski.A prawde mowiac - wcale im sie nie dziwie. Tylko,ze nie mam
                do nich zaufania.Ani nikt rozsadny.
                Cos sie powinno zrobic z ta demokracją.Tylko co?
            • ben-oni Re: Mój manifest 10.02.06, 22:08
              Widzisz, to co zrobił Moore przynajmniej zmusiło niektórych do zastanowienia
              się nad rzeczami ciut ważniejszymi niż mecz Lakersów. Po "Legalnej blondynce 2"
              to nawet cień myśli nie powstał. A filmy typu "Legalna blondynka 2" czy "Głupi
              i głupszy" to 99% produkcji filmowej.
              Polityką sie nie zajmuję, Demokraci są tacy sami jak Republikanie (po jednych
              pieniądzach). Ale prawdziwe kino amerykańskie skończyło się "Rambem". Koncówka
              lat 60-ych i poczatek 70-ych dawał jeszcze nadzieję na kino uczciwe ("Nocny
              kowboj", "Narkomani", "Serpico", "Absolwent"...). Dziś oglądam jeszcze
              czasami... "Nowojorskich gliniarzy" bo tam są takie paradokumentalne wstawki z
              ulicy. Nie szklane biurowce, nie domki jednorodzinne tylko śmierdzące
              czynszówki, czyli normalne miasto z parującymi kanałami. Ale ten serial ginie w
              powodzi "JAGów", "Tajemnic Las Vegas" i innych reklamówek.
              • broch Re: Mój manifest 10.02.06, 22:47
                no to tera powiedz: o co chodzi manipulacje czy jakosc(tejze manipulacji)? hmm?

                Moore mnie tylko "zniesmaczyl". Nie ma znaczenia czy cos jest prymitywne
                "slusznie" czy "nieslusznie". Nie idzie o polityke. Po prostu dzielo kiepskie,
                ale daje poczucie zadowolenia ze sie czuwa (tym tam swiadomym). Teraz
                wszedl/wejdzie/nie wejdzie film Clooney'a "Good night and good luck", juz do
                Oskara mianowany i kupa ludzi wzruszonych ze tak odwaznie o mccarthyzmie. A i
                George'owi sie lezka w oku zakreci jak se ojca uciemiezonego dziennikarza
                przypomni (lub cos takiego). Cholerka, jakto panocku im w tyj hameryce gebe
                zamylaki, a jak ich tak dreczyli (ze niby tych (pseudo/nie zawsze)
                "lewicowcow"). A tu taki artysta z sumieniem. :)))
                Bzdury, taka sama propaganda jak za czasow komuny.

                O.k. Absolwent to fajny film, lepszy od ksiazki, jest tez "Lowca jeleni", "Pola
                smierci", "Pluton", pozniej ten tam odwazny "Requiem for a Dream" i jakies
                europejskie tez wybitne (na liste wpisz co chcesz).
                Wszystko to jest manipulacja. W zwiazku z tym jak pisalem Twoj zarzut jest
                nielogiczny: dzielisz manipulacje na sluszna (slusznie ideowa) i niesluszna
                (cala reszta: pieniadze, hmm ideowosc (ale ta zla), i inne).

                "Serpico" podobal sie dlatego ze zdarzyl sie raz na jakis czas. Jakby byl
                produkowany seryjnie, nikt by nawet nie zauwazyl.
                Ludzie lubia byc upominani ale nie za czesto. Jesli robisz to raz na jakis czas
                to beda zadowoleni: przyznaja Ci racje = tez maja sumienie.
                Jesli bedziesz robil to codziennie to skonczysz jak Savonarola.


              • staua O/T wyszedl w koncu 10.02.06, 23:34
                20 marca ide na mecz Lakers:Celtics. Powaznie! Ciekawe, czy bede w stanie
                wysiedziec do konca. Wybralam koszykowke jako najbardziej dla mnie zrozumialy z
                ulubionych sportow Amerykanow. Zobaczymy...
                No wlasnie, produkcji filmowej czy literackiej jest w USA tak duzo, ze duzo
                jest tez tych glupot, o ktorych piszesz, ale z tego morza da sie wylowic
                prawdziwe perelki. Tylko jest to trudne. Dla mnie w ogole Ameryka daje problem
                wyobru - to jest (oczywiscie to moje doswiadczenie) cos, czego trzeba sie
                nauczyc na poczatku, bo mozna sie strasznie pogubic: wybierac. A jest z czego.
                Nie wiem, moze to byl problem tylko dla mnie, ale mozliwosci konsumpcji sa tu
                tak ogromne, jak chyba nigdzie w Europie (moze tez dlatego, ze w Europie, a
                wlasciwie w Szwajcarii, ktora znam jedynie jako miejsce do mieszkania w
                Europie, a nie miejsce, ktore zwiedzalam, istnieje jakas kontrola spoleczna,
                pewne, odsc scisle, normy poza ktore trdno sie wychylac, w USA ich nie ma w
                takim natezeniu, wszystko jest dozwolone, wiec wybor jest wiekszy).
                • ben-oni Re: O/T wyszedl w koncu 10.02.06, 23:40
                  w USA ich nie ma w
                  > takim natezeniu, wszystko jest dozwolone, wiec wybor jest wiekszy).

                  I pewnie dlatego w USA popełnianych jest połowa wszystkich przestępstw
                  kryminalnych na świecie i "spożywa" się 60% światowej produkcji narkotyków.:))
                  • staua Re: O/T wyszedl w koncu 11.02.06, 00:08
                    Prawdopodobne ;-)
    • paternostwer Re: Służalczość literatury 10.02.06, 22:39
      przepraszam, ale nie rozumiem.
      przeca: autor tworząc dzieło, harlekina, grafomanię, widmnokrąg, albo lalkę lub
      lolitę opiera się w konstrukcji świata na tym co zna. W tym sensie propaguje
      taki czy inny punkt widzenia, ale nie może byc inaczej, poniewaz autor tworząc
      wywnętrza się. Czy tak?
      Wszystko co pisze wywodzi się wprost z jego marzeń, lęków, opowieście mamy i
      lektur, oskarżanie go, że mu wyszło to co wyszło jest bez sensu, bo wtedy
      zarzucamy autorowi to, że jest jaki jest.
      Tymczasem wszak inny być nie może i jako LLosa nie napisze raczej Ernestem H. bo
      nie jest Ernestem H. tak i Borghes ze swoją fascynacją półświatkiem nie może być
      Jane Austen oglądającą rzeczywistość z ubogiej kanapy.Piszę prosto jak łopatą,
      ale chyba to jest proste.
      Istniała i istnieje literatura zaangażowana, ale wtedy to nie jest literatura (
      bo nawet harlekiny piszę się z jakiejś tam potrzeby serca) natomiast autor,
      który zamiast ciśnienia na głowę, bo mu się słowa wylewają, ma ciśnienie takiego
      czy innego kacyka nie jest autorem tylko propagandzistą.
      A propagandzista i jego dzieła (ot choćby literatura socrealizmu) nie jest
      literatem, ale progagandystą.
      To samo moim zdaniem rzecz dotyczy filmu.
      Generalnie twórcy mają tę przewagę nad innymi, że to co im w duszy gra mogą
      zaprezentować publiczności (wizję małżeństwa rodziny, historii, komunizmu czy
      czegokolwiek) podczas gdy inni ludzie mogą się co najwyżej uzewnętrzniać w
      gronie przyjaciół i na starość ubierać takie albo inne nakrycie głowy.
      No i jeszcze jedno: napewno rynek wydawniczy czy filmowy kreuje rzeczywistość
      badając co jest ciekawe i szukając twórców, którzy są w kliemacie i piszą na
      temat, który jest modny. Obrabiają modne idee, modne środowiska itp, modny styl
      briget jones na przyład. MOżnaby się na to zżymać, ale wtedy musiałabym zamiast
      gustownego kaszkietu nosić wianek pierwszej naiwnej i co gorsza również głupiej.
      Albowiem Eden był, ale nas z niego dawno wygnali.
      Ale czy wyn

      • Gość: Stricte Re: Służalczość literatury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 23:37
        Ale kto tworzy modne idee? Kto nadaje im siłę przebicia? I gdzie ten gustowny
        kaszkiet?
        To chyba raczej gacie założone na głowę. I zasłaniają oczy...
        • paternostwer Re: Służalczość literatury 11.02.06, 09:42
          no niestety nie mogę zaliczyć tej odpowiedzi. Naprawdę trudno rozmawiać o
          literaturze, kiedy pan nie odróżnia gaci od kaszkietu. Na dodatek - zamiast
          odpowiadać zadaje same pytania.
          Także teraz niedostateczny, a mu spotkamy się za pół roku na poprawce, jak się
          pan lepiej przygotuje.
          • Gość: Stricte Re: Służalczość literatury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 12:01
            Paternostwer napisał"
            "no niestety nie mogę zaliczyć tej odpowiedzi. Naprawdę trudno rozmawiać o
            literaturze, kiedy pan nie odróżnia gaci od kaszkietu. Na dodatek - zamiast
            odpowiadać zadaje same pytania. Także teraz niedostateczny..."

            ODPOWIADAM (PISZĘ DRUKOWANYMI ŻEBYŚ "reprymendo" ZROZUMIAŁ)
            Niestety nie widzę u u ciebie kwalifikacji na profesora.
            Po pierwsze - nie potrafisz zrozumieć nawet kilku zdań napisanych przez kogoś
            innego. Już samo czytanie bez zrozumienia kwalifikuje do podstawówki.
            Po drugie
            • Gość: Stricte Re: Służalczość literatury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 12:43
              Już przerwali, ale dokończę ( DLA Paternostwera )
              PO DRUGIE - przy takich zdolnościach pedagogicznych możesz spodziewać się kubła
              śmieci na głowie
              PO TRZECIE - twoje ego jest za bardzo niedojrzałe, aby oceniać innych
              PO CZWARTE - jeżeli myślisz, że tylko ty wiesz co to kaszkiet, to bardzo się
              mylisz. Znajomość jednego słowa to za mało, aby uznać czyjąś inteligencję
              Reasumując, proponuję zapisać się na kilka kursów przed maturą, aby nie było
              obciachu. Powodzenia.
              • mamarcela Re: Służalczość literatury 11.02.06, 13:04
                gosć portalu Stricte napisał:
                "ODPOWIADAM (PISZĘ DRUKOWANYMI ŻEBYŚ "reprymendo" ZROZUMIAŁ)
                Niestety nie widzę u u ciebie kwalifikacji na profesora.
                Po pierwsze - nie potrafisz zrozumieć nawet kilku zdań napisanych przez kogoś
                innego. Już samo czytanie bez zrozumienia kwalifikuje do podstawówki"

                Nie do mnie są skierowane słowa gościa portalu Stricte, ale parę myśli mi się
                nasuwa na gorąco:
                1. trudno wyrzucać komuś nieumiejętność czytania ze zrozumieniem skoro samemu
                mimo wybitnych, jak mniemam, umiejętności w tej dziedzinie nie dojrzało się
                żeńskich końcówek w postach Paternostwer.
                2.przepraszam nie rozumiem, kiedy włączasz capslock (taki klawisz z lewej
                strony)to piszesz DRUKOWANYMI, a w przeciwnym wypadku to czym piszesz?
                3. post Paternostwer ma 304 wyrazy, jesli założymy, że wiele z nich się
                powtarza to i tak nijak nie wychodzi, że autorka zna tylko jedno
                słowo "kaszkiet"
                4. forum internetowe jest miejscem, gdzie swobodnie i anonimowo można wylać
                żółć, ale jak się udaje, iż się używa argumentów merytorycznych to trzeba się
                trochę wysilić.
                Następnym razem napisz - "jesteś głupia, gruba i masz krzywe nogi", a nikt sie
                Ciebie czepiać nie będzie. Przynajmniej ja nie.
                5.kursy dobra rzecz - też się radzę zapisać.
                pozdrawiam
                • Gość: Stricte Re: Służalczość literatury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 13:34
                  Jakieś "mamarcele" czy "mary" mnie napadają i próbują zamęczyć. Wmawiają mi
                  różne rzeczy. Co to za licho? Zgiń, przepadnij maro przeklęta...! Może
                  odejdzie...?
                  • Gość: Iwonka Re: Służalczość literatury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 13:49
                    Pisać dużo i bez sensu każdy może. Wystarczy zamknąć oczy i udzerzać palcami o
                    klawiaturę. Nie trzeba do tego ani polotu, ani wyobraźni, ani inteligencji.
                    • mamarcela Re: Służalczość literatury 11.02.06, 14:01
                      Najmilsza(y) Stricte Iwonko, po co zamykać oczy w końcu " chyba raczej gacie
                      założone na głowę. I zasłaniają oczy... ".
                      Faktycznie można mało, kulturalnie, mądrze i z wielkim wyczuciem. Właśnie tak
                      jak Ty, sorki Wy, ilu Was tam jeszcze będzie.
                      Odczepiam się z wielka przyjemnością. W koncu przyczepiać też się trzeba z
                      klasą. I na poziomie pewnym. Stricte merytorycznym.
                      pozdrawiam
                      • Gość: Iwonka Re: Służalczość literatury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 14:08
                        Idź, idź... Pokazałaś całą klasę!
                        • schabomil Re: Służalczość literatury 11.02.06, 18:33
                          Gość portalu: Iwonka- Stricte napisał(a):

                          > Idź, idź... Pokazałaś całą klasę!

                          Idź Mamarcelo, klasę pokazałaś
                          Czyniąc ze Stricte-Iwonki, szukającej zwady,
                          Celnym punktowaniem
                          Plamę Mamarmolady.

                          Kłaniam się: Schabomił
                          • Gość: Iwonka Re: Służalczość literatury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 19:19
                            Schabomil, zasłużyłeś na swoje miano. Gratuluję!
                            • schabomil Re: Służalczość literatury 11.02.06, 19:34
                              Nie wiem jakie miano
                              Nie wiem czym zasłużyłem
                              Nie wiem czego tu gratulować
                              Ale dziękuję i polecam się na przyszłość.

                              Ukłony: Zasłużony, niegdyś zapewne mianowany Schabomił
                              • braineater Re: Służalczość literatury 11.02.06, 19:37
                                uuu
                                lustracyjka pod kątem schabomiłowania się jakaś chyba kroi.
                                Znaleźć Ci metę, żebyś mógł się przyczaić na czas śledztwa?

                                P:)
                                • schabomil Re: Służalczość literatury 11.02.06, 19:45
                                  Boję się, że to na nic.
                                  Popatrz, jak Oni plastycznie zmieniają płeć, mnożą się jak insekty.
                                  Są wszędzie.

                                  Och! Jeden wychodzi z wentylatora! Zbliża się! Odejdź, ach odejdź paskudny
                                  insercie stricte! AAAA! Wsysa mnie!! Wsysa! Ratunku!
                                  AAAAAAAaaaaaaaaaaa.........

                                  ..
                                  • Gość: ??? Braineater, odpowiedz temu pacanowi, bo on ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 20:44
                                    Braineater, odpowiedz temu pacanowi, bo on myśli, że ty to ja.
                                    • ignacy_loyola Re: Braineater, odpowiedz temu pacanowi, bo on .. 11.02.06, 21:00
                                      Widzisz mój drogi Trójpytajniku, ja sam czasami myslę, że jestem Tobą. Tak jak
                                      w gwałtownych napadach megalomani myslę, że jestem Zdanką, w chwilach
                                      zdenerwowania myślę, żem Ben-Oni, a w chwilach intensywnej działalności
                                      intelektualnej, zdaża mi pomylic samego siebie z Mietowymi_Loczkami.
                                      A ze Schabomiłem - znaczy 'tym pacanem' razem raźno budowaliśmy babki z piasku
                                      oraz poszukiwali sląskiej tożsamości, więc może weź i ugryź się w dupę. To
                                      pomaga na frustracje, kimkolwiek bys nie był.
                                      Amen
                                      • Gość: Milord Re: Braineater, odpowiedz temu pacanowi, bo on .. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 21:24
                                        Tak ładnie się zaczęło, a kończy się tak idiotycznie. Zwykły cham rozmawia ze
                                        znakami zapytania. Chyba pora już to zakończyć. Janie! Zamknij drzwi od salonu!
                                        Kto jeszcze chce niech się kłóci w pomieszczeniu dla ...
                • paternostwer Re: Służalczość literatury 11.02.06, 13:55
                  mamarcelo bardzo dziękuję, zwłaszcza już za te końcówski żenskie:-)
                  Końcówka ważna rzecz, nieprawdaż.
                  A teraz ciąg dalszy: mody tworzymy my sami, bo to my kupujemy bilety na
                  romansidła (więc się je produkuje) my kupujemy książki (np ostatnio dobrze
                  sprzedają się polskie kryminały, więc jest wysyp tychże, podobnie jak po
                  Witkowskim poszerzyła się nisza na literaturę gejowską).
                  My również jesteśmy sprawcami sukcesu Coelho oraz Erica, Emmanuela S. bo
                  najwyraźniej potrzeba aktualnie ludziom, jakiejś dobre filozofii zrozumiałej
                  nawet dla Stricte (albowiem nie ma tam nic o kaszkietach).
                  Wydawcy pilnie śledzą rynek i stąd np Zadie Smith i jej "Białe zęby", książka,
                  która znakomicie wpisuje się w nurt poprawności politycznej, współobcowania
                  kultur itp, choć gdy ją przeczytać uważnie grzeszy zabawnymi nieścisłościami
                  (czy ktoś tam uważnie prześledził wątek II wojny światowej, zwłaszcza zaś jej
                  zakończenia?).
                  Inną jeszcze sprawą jest marketing, bez tego ani rusz. Pamiętam Harrego P, gdy
                  był już modny na świecie, a w Polsce pierwsze wydanie leżało. Dopiero kiedy
                  wkroczyła ostra promoca, książka zaskoczyła. Niemniej wydawcy rzadko puszczają
                  marketingową maszynę w ruch, jeśli na dzieło nie ma zapotrzebowania społecznego,
                  albo nie uda się go stworzyć (jak na jogurt 0% na przykład)
                  Poza tym mody tworzą autorytety, liderzy opinii, oraz czas (literaturę schyłku
                  wieku np często cechuje metafizyka, przesyt itp).
                  A na koniec wywnętrzę się na temat pisarzy i ich ideologii. Istnieje oczywiście
                  szkoła polegająca na tym by dzieła oceniać bez kontekstu biografii, ale wydaje
                  mi się ona nie do obrony z pozycji zdroworozsądkowych. Za przykład wezmę sobie
                  malarza, ale co tam Touluse-Lautrec malował domy publiczne, prostytutki gmin,
                  obnażał świat uczuć, nie dlatego, że tak sobie umyślił, ale dlatego, że takim go
                  widział on: karłowaty, oszpecony, z brzydką twarzą i kuriozalnie krzywymi
                  nogami. Na miłość bez pieniędzy nie miał co liczyć. Dlaczego nie został malarzem
                  salonów to też można wyczytać z jego przypadków życiowych, podobnie jak ślady
                  impresjonistów, a zwłaszcza jednego. W pewnym momence T-l i van Gogh malowali u
                  tego samego mistrza. W tym czasie van G stworzył osiemnaście autoportretów, a T-
                  L. dwa.
                  ps
                  do Coejlu nic nie mam - potrzebny jest tym, którym jest potrzebny i to jest święte.

                  • Gość: Iwonka Re: Służalczość literatury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 14:05
                    A nie mówiłam?
    • ben-oni Re: Służalczość literatury 10.02.06, 23:29
      Od dzieięciu minut leci na dwójce film amerykański. Ani jednej "brzydkiej"
      osoby. Wszyscy zdrowi, młodzi, mądrzy, piękni i bogaci. Oprócz tego wstrętnego
      arabskiego terrorysty. Ohydny typ z gęby.
      O, ale d..cie! Agentki CIA. Jak w agencji modelek!
      • schabomil Re: Służalczość literatury 11.02.06, 00:28
        ben-oni napisał:

        > Ani jednej "brzydkiej" osoby. Wszyscy zdrowi, młodzi, mądrzy, piękni i
        >bogaci.

        No zupełnie jak na forum.
        Dowcipni, oczytani, ironiczno- sarkastyczni, zdystansowani, nienachalni,
        wybitnie uzdolnieni, z takimiż potomkami.

        > Oprócz tego wstrętnego
        > arabskiego terrorysty. Ohydny typ z gęby.

        Ojej! Tu na forum też miga ohydna gęba Coelho (fuuj! błeee!), Whartona (błeee,
        blech!), Grocholi (fuuj!), nieudacznych polityków z nieprawomyślnych partii (ło
        pfee! bleeeuche!), żałosnych- pacynkowych prezenterów (ło ho ho!), obciachowych
        muzyków (jakich tam muzyków- beztalenciów podrasowanych syntezatorem dżwięku).

        A kto nie myśli jak piękni, uzdolnieni i estetycznie pełnosprawni, ten pewnie
        też nieudacznik, wstręciuch, głupek i prymityw, i też arab paskudny.

        Bo przecież na pierwszy rzut oka widać, kto jest piękny, mądry, silny i
        wspaniały.

        Schabomił, dumny z uczesnictwa w elitarnym forum.
        • venus22 Re: Służalczość literatury 11.02.06, 22:01
          Ben-oni, dobrze gadasz tylko zle zeby skladasz, Pojecia nie masz o zyciu w
          Ameryce, pojecia nie masz co naprawde rodowici Amerykanie mysla o np. Legalnej
          Blondynce, o panu Moore,
          wiekszosc Amerykanow to naprawde przystojni mezczyzni z ksztaltnymi glowami i
          malymi nosami, porzadanie ogoleni, i ostrzyzeni, kobiety szczegolnie mlode
          takze, rzadko ktora brzydka,
          pojecia nie masz dlaczego mozna miec samochod i rownoczesnie pobierac zasilek,
          przecietna rodzina o miernych zarobkach moze miec i trzy samochody, pojecia nie
          masz jaka jest sytuacja Murzynow w Ameryce, (BTW co za rasistowska uwaga z
          twojej strony Shabobenie) takich jak Kobe jest tu tak duzo ze nikt sie nimi nie
          przejmuje, (a jak prasa i TV rozdmuchuje cokolwiek na ich temat to sie zmienia
          kanal), pojecia nie masz ile kto poswieca czasu na baseball (mniej wiecej tyle
          samo co w Posce na pilke nozna) i wogole o wielu rzeczach nie masz pojecia a
          madrzysz sie podobnie jak na temat HP ktorego notabene tez nie przeczytales..

          Moja rada- zanim zaczniesz sie wypowiadac na jakis temat to go najpierw dobrze
          go poznaj..

          Venus
      • broch Re: Służalczość literatury 12.02.06, 03:58
        drogi ben-ni,
        jak malo spostrzegawczym musisz byc aby nie zorientowac sie ze padasz ofiara nie
        amerykanskiej gladkiej sztuki, ale polskich dystrybutorow? Kupowane sa filmy
        ktore zrobia kase. No i robia. A ze Ty biedaku sie jeszcze w tym nie polapales,
        placzac na dokladke jakosc sztuki ze sluzalczoscia, nic sie na to poradzic nie da.

        Badz tylko ostrozny przy przechodzeniu przez ulice, przy taskim oku mozesz pod
        spora ciezarowke wpasc :))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka