Dodaj do ulubionych

granice stylizacji

20.03.06, 13:58
Przeczytałam sobie wątek o "Brokeback mountain" i zastanawiam się, do jakiego stopnia dopuszczalna jest w tekście literackim stylizacja. Niby wiemy, że robol od łopaty będzie mówił "tą", "mi się podoba", "poszłem", "żem się spocił" i nabijamy się z nieudolności autora, który w usta takiej postaci włoży język przesadnie poprawny. Z drugiej strony nagromadzenie błędów językowych - choćby i uzasadnione typem postaci - jest trudne do zniesienia dla osoby w miarę przyzwoicie posługującej się polszczyzną, a i sprawia wrażenie, że książka z korektorem nie miała przyjemności. Jak to powinno wygladać Waszym zdaniem? Jakiś złoty środek? Tylko lekkie zarysowanie stylu, by nie stał się całkiem "płaski"?
Obserwuj wątek
    • ben-oni Re: granice stylizacji 20.03.06, 14:03
      Jak to zalecał Parandowski, stylizacja (w tym archaizacja) nie może powodować
      niezrozumiałości tekstu. Gdyby Sienkiewicz napisał dialogi Trylogii w języku
      XVII-wiecznej Polski plus teksty w j. litewskim (Radziwiłłowie np.) ruskim,
      tatarskim i szwedzkim to nikt by tego nie czytał.
      • braineater Re: granice stylizacji 20.03.06, 14:12
        tak, tylko z drugiej strony masz książki wystylizowane na maxa, jak choćby
        opowiadania Damona ryunyona, gdzie pojechane jest wszystko, łacznie z gramtyka,
        bez czasu przeszlego i menelska stylizacja jezykowa - doskonale zreszta
        przełozoną na polski, czy powieści Irvine Welsha albo Palahniuka, gdzie tez
        cięzko znaleźc zdania zapisane w standardowej angielszczyźnie, a sa one nadal
        zrozumiałe - gporzej juz z oddaniem tego w innym języku:)
        Dla mnie granica stylizacji nie do przebrnięcia stał sie Golubiew.

        P:)
      • autumna Re: granice stylizacji 20.03.06, 14:12
        > Jak to zalecał Parandowski,

        O, a w czym? "Alchemia słowa" przypadkiem?
        • ben-oni Re: granice stylizacji 20.03.06, 15:26
          Nie podejrzewam, bo to było w czymś bardziej obszernym, ale jak wrócę do domu
          to sprawdzę.:))
          Nie wiem na ile dziadek miał rację, jedno jest pewne - w chwili gdy czytacz
          porzuca książkę bo stylizacja go męczy logiczne jest że pisarz coś przedobrzył.
          Bo książka jest dla czytacza, czyz nie?
    • aiczka Re: granice stylizacji 20.03.06, 15:22
      > Jak to powinno wygladać Waszym zdaniem? Jakiś złoty środe
      > k? Tylko lekkie zarysowanie stylu, by nie stał się całkiem "płaski"?
      W narracji jestem za "lekkim zarysowaniem". Chyba, że chodzi o stworzenie przy
      pomocy wypaczonego języka nowej jakości, czegoś humorystycznego lub
      groteskowego. Przykład: "Mechaniczna pomarańcza".
      • zanilk Re: granice stylizacji 20.03.06, 20:09
        mechaniczna pomarańcza powiadasz... tam chyba jednak o nieco inne rzeczy się
        rozchodziło, ale być może mylę z inną książką, dlatego nie wchodzę w większe
        dywagacje.
        odnośnie pytania-nie czytałam więc cięzko mi powiedzieć. na pewno jeśli trzymać
        się prawdopodobieństwa lepiej pisać niepoprawnie, byle w miarę podobnie i
        rzeczywiście, natomiast sama bym przez to nie przebrnęła. "poszłem" drażni mnie
        za bardzo.
        złoty środek? raczej brak.
        • aiczka Re: granice stylizacji 21.03.06, 13:42
          > mechaniczna pomarańcza powiadasz... tam chyba jednak o nieco inne rzeczy się
          > rozchodziło,
          Ja się chyba trochę nie na temat wypowiedziałam. Dopiero później zajrzałam na
          wątek o BM i dowiedziałam się, że pewnie raczej chodzi o stylizację w
          wypowiedziach bohaterów a nie o stylizację w narracji pierwszoosobowej (w
          "Mechanicznej" jest taka i jest prowadzona językiem wymyślonym prkatycznie na
          użytek tej powieści, taką wizją języka młodzierzy z przyszłości).
          Wypowiedzi bohaterów, które zazwyczaj zajmują mniej miejsca niż narracja, mogą
          być, moim zdaniem, silniej stylizowane. Byle sensownie. Z wątku o BM wynika, że
          ktoś fatalnie przetłumaczył to opowiadanie na język polski. Przypuszczam, że
          tłumaczenie czegoś takiego to nie lada wyzwanie - wymaga dużo wyczucia i dobrej
          znajomości różnych odcieni mowy w obu językach.
    • broch Re: granice stylizacji 21.03.06, 15:42
      Najlepsza metoda byloby pojechac do Wyoming. Nie ma mowy o "robolach". Tak sie
      po prostu mowi. Faktycznie zas (mowie o oryginale, po przekladu nie znam, choc z
      uwag roznych nie wyglada dobrze), jezyk jest czescia krajobrazu. Nie ma mowy o
      stylizacji. Wrecz przeciwnie, Proulx w bardzo niewielu miejscach pozwolila sobie
      na uzycie jezyka mieszkancow stanu.

      "Z drugiej strony nagromadzenie błędów językowych - choćby i uzas adnione typem
      postaci - jest trudne do zniesienia dla osoby w miarę przyzwoicie posługującej
      się polszczyzną, a i sprawia wrażenie, że książka z korektorem nie miała
      przyjemności. "

      W tym wypadku, to Ty masz klopot, nie korektor. Jesli masz problemy z
      rozroznieniem zamierzonego uzycia okreslonych zwrotow, a bledami jezykowymi autora.
      Mysle ze aby faktycznie oddac jezyk oryginalu, "zem" to nieco malo. Co gorsza
      znajac oryginal uwazam ze tlumaczenie (moge byc niesprawiedliwy, bo to tylko
      fragmenty) jest po prostu beznadziejne. Rowniez ze wzgledu na "prosze bardzo" i
      "alez Pan pierwszy" itp.

      Sadze ze Twoje pytanie, to troche wynik czytanek szkolnych np "Chlopow" gdzie
      stylizacja byla czescia odktywania skarbow narodowych a artysci chodzili w
      wiejskich chalatach. Proulx, nie "stylizuje", uzywa takiego jezyka, jakim
      posluguja sie mieszkancy stanu w ktorym autorka mieszka przez wieksza czesc
      swojego zycia. Bardzo smiesznie brzmialby poprawny jezyk w ustach kowboja z Wyoming.

      Uwazam, ze (mimo generalnych zachwytow nad), polskie tlumaczenia az tak
      rewelacyjne nie sa. Nie koniecznie wynika to z bledow tlumacza (choc ewidentnie
      Brokeback mountain zostalo zepsute), ale z okreslonej tradycji. U nas wszyscy
      mowia poprawnie i odejscie od tej poprawnosci wyglada na stylizacje, podczas gdy
      pisarze angielscy, francuscy itp uzywaja jezyka ludzi o ktorych pisza.

      Imie Rozy jest przetlumaczone na "starofrancuski/staroangielski". Na polski jest
      tlumaczone poprawna polszczyzna (oryginal rowniez nie jest pisany jezykiem
      nowoczesnym). Sterne w tlumaczeniu polskim traci w porownaniu z przezabawnym
      oryginalem.

      "..jest trudne do zniesienia dla osoby w miarę przyzwoicie posługującej się
      polszczyzną.."
      Anglik dobrze wladajacy rodzimym jezykiem nie ma klopotow (nie idzie o
      rozumienie, ale akceptacje) z tekstami Proulx lub Sterne'a czy Eco lub Celine'a.
      W Polsce jezyk rozumiany jest dosc wasko: tzn wyksztalcony czlowiek zna jezyk
      szkolno poprawny i ma podobne do Twoich watpliwosci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka