a.adas
04.08.06, 16:32
Kim Pan był, Panie Bulatović?
Wybit(n)ym pisarzem czy grafomanem?
Wychodźcą politycznym czy artystycznym?
Twórcą pornografii na socrealistyczną miarę?
Historycznym relatywistą czy reakcjonistą?
Hochsztaplerem?
Ile napisał Pan naprawdę udanych książek? Chyba tylko jedną, przynajmniej z
tych dostępnych w Polsce, "Bohater na ośle" toto się nazywa. Jedyna pańska
powieść, w której obrzydzenie nie bierze góry nad wyobraźnią. Jedyna, która
nie jest ciągiem często zbytecznych fajerwerków słownych i harców
stylistycznych. Jedyna, przy której można opanować skłonność do wymiotów. I
jedyna przy której można jednocześnie śmiać się i płakać.
Ale, Panie Bulatovic, gdyby miał Pan przyjemność i szczęście urodzić się -
powiedzmy - w Bieszczadach i pisałby Pan o warszawskiej socrealcyganerii,
góralskich bieda-wioskach przyz apomnianych drogach, wojennych rozkoszach oraz
paryskich emigrantach, to po dziś dzień wyłyby za Panem prapolskie wilki
prowadzone na smyczy Narodu...
Wielki Pan jest. Zwyczajnie wielki.
[napisane po konsumpcji "Ludzi o czterech palcach]