formaprzetrwalnikowa
15.05.07, 00:04
a jednak nie.
ostatecznie ksiązka mnie rozczarowała.
oczywiscie, sam pomysł napisania historii dziecka powołanego do życia 'na
części' jest niesamowity, postac matki momentami powalająca z nóg, ale rozwój
opowieści do zaziewania poprawny: przemiana głownych bohaterów-blablabla,
jakieś nadęte, nie pasujące do wczesniejszego portretu psychologicznego
wygłaszających mowy, zaskakujące zakonczenie, które wnosi dziwny niesmak i
zamieszanie, czy aby pani P wiedziała, o czym pisze (żałoba? jaka żałoba?!
toż ich powinno poczucie winy zeżreć!)
Straszny wyciskacz łez. o tym, ze nic nie jest czarno-białe i nie ma dobrych
i złych wyborów. i o tym, jak trudno jest byc rodzicem. i inne oczywistosci.
ale dało mi to jedno do myślenia: czy istnieją kobiety takie jak Sara, zdolne
do używania reszty rodziny do ratowania za wszelką cenę życia jednego z
dzieci?