Dodaj do ulubionych

On Chesil Beach - McEwan

17.05.07, 20:54
Właśnie skończyłam słuchać. Czytał sam autor :)

Jak zwykle dobraliteratura. ani jednego słowa za dużo, ani jednego za mało.
jak zwykle opowieść o niby banalnym zdarzeniu, które zmienia całe życie kilku
osob.
Dla mnie także opowieśc o dwóch sprawach:
-o tym, jak słowa wypowiedziane i niewypowiedziane potrafią zmienić bieg
spraw; o tym, jak gubimy się we własnych domysłach i jak domysły potrafią
zgubić nas
- o tym, ze jesteśmy złapani w pułapkę czasów i kultury, w ktorej żyjemy.

I przypomina mi się dawno zapomniana opowieść o znajomej wieloletniej parze
szcześliwie w sobie zakochanych młodych ludzi. Pasowali do siebie jak ręka do
rękawiczki, byli dla siebie doskonałymi przyjaciółmi, swietnymi kochankami.
Az pewnego dnia pokłócili się o jakiś drobiazg. I wtedy padły słowa, po
których nie mogli już być razem. rozstali się.
Rózna sytuacja, ale zadziwiająco podobne słowa jak na Chesil Beach.
Słowa jednak mają moc. McEwan potrafi to przenieść na papier.
Obserwuj wątek
    • staua Re: On Chesil Beach - McEwan 17.05.07, 22:45
      U mnie dopiero dostepna pod koniec maja... Ale juz mam w koszyku :-)
      • nienietoperz Re: On Chesil Beach - McEwan 18.05.07, 11:27
        Grr, troche Wam zazdroszcze.
        U mnie 'dostepna' jak narod przeczyta i odda do antykwariatu ewentualnie jak
        pojawi sie w paperbacku...
        • formaprzetrwalnikowa nienietoperzu 18.05.07, 12:26
          audiobooku?
          • nienietoperz Re: nienietoperzu 18.05.07, 13:50
            Dzieki wielkie,
            teksty literackie przyjmuje przez ucho wylacznie w formie nuconospiewnej
            (i teraz np.:
            She gave me some dictation
            But my strength is in administration
            I took down all she said
            I even took down her little red dress)

            i jako znana maruda chyba sie juz nie przestawie. Poczekam cierpliwie, wstawie
            sobie Twoj watek do ulubionych w celu odszukania po lekturze (a prawdopodobnie
            i tak sie wkrotce zlamie w ksiegarni).

            Z uklonami,
            NN
            • formaprzetrwalnikowa Re: nienietoperzu 18.05.07, 15:05
              czekam zatem na Twoje refleksje.
              a za chwile oddale sie do domu, sluchajac Tipping the Velvet S. Waters
              :)
              • nienietoperz Re: nienietoperzu 18.05.07, 15:07
                A kto czyta Mme Waters?
              • staua Re: nienietoperzu 18.05.07, 18:14
                O, to napisz, jak wrazenia z "Tipping the Velvet". Moim zdaniem byla
                zdecydowanie slabsza od "Zlodziejki" i of "Affinity", choc tlo i portret
                glownej bohaterki - ciekawe.
                • formaprzetrwalnikowa Re: nienietoperzu 18.05.07, 19:47
                  Ja na razie mam za sobą The Night Watch - podobało mi się głownie ze względu na
                  pokazanie kobiet w czasach wojny. to mi otworzyło oczy na pewne kwestie tzw
                  feministyczne.
                  zobaczymy jak będzie z Aksamitem.
                  • staua Re: nienietoperzu 18.05.07, 19:57
                    Dla mnie "The Night Watch" byl taki.. pomiedzy. Do dzis nie moge sie
                    zdecydowac, czy w koncu podobalo mi sie, czy nie, bo zakonczenie sie jakos tak
                    rozplynelo, powiazania miedzy postaciami naciagane troche, a z drugiej strony
                    naprawde mistrzowsko oddana atmosfera i same postacie. Jesli chodzi o kwestie
                    feministyczne, to oczywiscie swietny, Jak zreszta cala Waters (chociaz
                    w "Affinity" glowna bohaterka jest straszliwie naiwna i glupia, ale mozna to
                    podpiac pod wychowanie i oczekiwania wobec kobiet z jej sfery)
                    • formaprzetrwalnikowa social constructionism (a moze constructivism?) 18.05.07, 20:57
                      jedno z zagadnien poruszanych na zajęciach z terapii systemowej, którego nie
                      mogłam pojąć (z róznych powodów)- książka Waters otworzyła mi oczy na kwestie
                      kobiet w tym aspekcie. A On Chesil Beach - ogolnie.
                      tak, jestesmy zlapani w pułapkę czasów, w których zyjemy; kultura i czasy
                      ograniczają nasze zyciowe wybory i decydują o kształcie naszego życia.

                      w The Night Watch podobała mi się własnie swietnie oddana atmosfera czasów; to
                      ze postacie bohaterek zostały skrojone na miarę swoich czasów (np. to jak
                      Vivianne 'przyczepiła sie' do roli obrączki w momencie przyjęcia do szpitala
                      byłoby śmieszne w naszych czasach). Mocno tez skrojona była scena, w któej
                      Helen się okalecza (z rozmów z osobami, które mają takie doswiadczenia wiem, ze
                      b. dobrze oddane mysli i uczucia towarzyszace zwykle takim aktom). Klimacik
                      lesbijski jakoś wyleciał mi drugim uchem.
                      A zakonczenie się własnie jakos ... rozpłynęło. Pamiętam, ze siedziałam jeszcze
                      1-2 minuty w samochodzie po tym, jak lektorka skonczyła czytać- i myslałam o
                      tym zakonczeniu. W koncu cos przyszło mi do głowy i przyjęłam to wyjasnienie.
                      Ale, ale,.... czy nie powinnysmy sie przeniesc do watku z Sarą Waters?
                      ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka