reptar
14.08.03, 12:05
Wyjmuję z półki "Księżniczkę Anginę" Topora, a tu mi wypadają zapomniane
zasuszone kwiatki.
To musiało być wtedy, kiedy byłem na łonie natury. Moja córka była wtedy żywo
zainteresowana robieniem zielnika. A może to ja byłem żywo zainteresowany.
Już nie pamiętam.
Tak czy siak roślinki opuściły miejsce, w którym się były pracowicie
zakorzeniły, i trafiły między stronice Anginy, gdzie przewegetowały
(o ile można to tak nazwać) dłużej, niżby się ktokolwiek spodziewał. Lata.
A właśnie, tu się pisało na forum o "zakładaniu" książki grzbietem do góry,
o naddzieraniu kartek, a może nawet o zalewaniu obszernych fragmentów zupą.
A kwiatki suszyć? Jak się zapatrujecie na taką formę wykorzystania książki?