kolory1
09.11.08, 14:31
APOKALIPSA WEDŁUG MNIE
Siadam i spisuję ku Prawdzie, to co widzę i słyszę, to co zmieniło
świat, i zmieni ku śmierci. Albowiem czeluść smrodu - oszustwa
ludzkiego, braku wiary, grabieży uczuć , rozpusty penisów i macic,
politycznych targów Narodem, śmierdzących rąk od śmierdzących monet,
stała się nie substytutem życia, ale realizmem ŚMIERCI NARODU i
ludzkości.
A było to Roku Pańskiego 2007, licząc od podanej daty urodzin Żyda
Jezusa, umęczonego przez Piłata i przybitego do krzyża drewnianego
żelaznymi gwoździami. Od tej daty zmieniło się oblicze Ziemi,
zwierząt i Darwinowskich Homoidów.
Miałem sen. Miasto, podzielone na dwie części wielką rzeką. Mosty
łączące, a na nich pustka.
Wjechałem w ciemność i pustkę ulic. Cienie budowli kładły się na
umarłe chodniki. Śmieci i smród rozkładu był w nozdrzach mych.
A rzeka była czerwona, płynęła ku morzu, a morze było jak smoła.
Idąc pustą ulicą czułem strach i karę, jaka spotkała tych, którzy
żyli, nie tylko niesprawiedliwych, ale także tych, którzy mieli na
ustach imię Pana w słusznej sprawie.
Ręka i moc Stworzyciela nie uznała bowiem podziału. Na jezdniach
wypalone dziury, miejsca po ludzkich łzach, które jak kwas wyżarły
ciało asfaltu.
Na horyzoncie ulicy stała czarna postać. Miała habit siostry
zakonnej, przepasany czerwonym sznurem, który płonął ogniem, na
głowie welon czarny i opaska, na biel której spływała krew, jak z
ran korony cierniowej.
Nie miała twarzy, czarna czeluść, dwa oczodoły czerwone od krwi, a z
miejsca, gdzie były usta, wystawały trzy węże.
Ręce opuszczone wzdłuż habitu Nie widziałem dłoni. Rękawy
zasłaniały. Obok postaci stała dwójka dzieci. Senny umysł mówił , że
to chłopiec i dziewczynka – pierworodny Adam i Ewa.
A dzieci były nagie, ale ich nagość była niewstydliwa. Adam stał w
kałuży roztopionej smoły, z której pomarańczowe płomienie muskały
jego łydki, uda, penis i kończyły się na biodrach. Tors gnił. Twarz
czarna, oczy czerwone wpatrzone w nieznany punkt.
Ewa bez jednej nogi, oparta na żelaznej lasce. Nie była zżerana
przez ogień. Miała otwarte tętnice, a z nich wypływała czarna krew.
Przed zakonnicą siedziała kobieta, wielka i tłusta z krótkimi
włosami, siedziała w czarnej koszuli, skrzyżowane nogi były pokryte
ranami, ropnymi i potwornie śmierdzącymi.
Stałem wpatrzony w postacie. I nie wiedziałem, czy to sen czy jawa .
A w uszach brzmiał jak przez tubę głos "OTO SŁUŻEBNICA MA, która
zawarła ze mną Pakt przeciw Panu. Ona jest Kościołem mym i życiem
mym, a Naród Ten wybrany jest jej podnóżkiem, na którym położy swój
płód."
Strach czułem nieopisany, wiedziałem i czułem , że UMIERA moja
miłość, miłość jaką jest POLSKA .
Chciałem się obudzić, chciałem uciec w życie. Nie chciałem snu,
jawy. Chciałem poczuć ból, on był symptomem realizmu.
Nie było bólu.
Sen trwał. Zauważyłem, że za zakonnicą stoją inne postacie. Nagie ,z
wypalonymi od monet dziurami w dłoniach, a z tych dziur wychodziły
promienie czerwone jak płonące słońce.
A zmysły me mówiły, że są to Wybrańcy Narodu – komuniści,
socjaliści, demokraci, liberałowie, konserwatyści, ludowcy. I smród
zgnilizny był z nimi. A było ich po dwóch z każdej formacji,
bliźniacy .
I czekali, wszyscy czekali .
Uniosłem się ku górze. Nie czułem swego ciała, patrzyłem jakbym był
tylko zmysłem oka.
I wtedy spod ziemi, rozrywając jezdnię, wyrósł ołtarz, a z ołtarza
pokrytego czarnym obrusem wyłoniła się trumna .
Nie miała wieka, pragnąłem zajrzeć, dojrzeć jej wnętrze. Siłą nie
swą, ale tego, który dał mi wizję – zajrzałem
A na dnie trumny było LUSTRO.
Biada ci Narodzie ku zagładzie idący. Biada ci ludzkości. Biada ci
żyjący człowieku.
I miała być MSZA.
_________________
konrad