Dodaj do ulubionych

Panna Lawenda

08.03.09, 16:14
Panna Lawenda mieszkała w uroczej Chatce Ech, w głebi
lasu.Zastanawia mnie z czego się utrzymywała, skąd miała pieniądze
na swoje jedwabne suknie,eleganckie podwieczorki, opłacenie Karoliny
Czwartej.Majątku nie miała, farmy nie prowadziła, rodziny która by
ją utrzymywała też nie miała. A żyła wręcz luksusowo.
Obserwuj wątek
    • supervixen Re: Panna Lawenda 08.03.09, 17:33
      rodziny która by
      > ją utrzymywała też nie miała

      Może w tym rzecz, wszystkie ciotki i pociotki poumierały, panna
      Lawenda się obłowiła spadkami i żyła z procentów:)
    • spinelli Re: Panna Lawenda 08.03.09, 19:08
      Zycie na Wyspie bylo bardzo tanie, panna Lawenda napewno miala jakies
      gospodarstwo, kury, krowe. Domek byl malenki, nie wiem jakie tam miala luksusy.
      Podwieczorkow nie robily codziennie tylko wtedy kiedy samotnosc dokuczala jej
      zbyt mocno. Prawdopodobnie miala jakis spadek. Karolina Czwarta to byla mloda
      dziewczynka, ktora prawdopodobnie pracowala za wikt i opierunek, moze dostawala
      jakies grosze. Lawenda bardzo cierpiala na mysl, ze Karolina odejdzie jak jej
      siostry kiedy tylko dorosnie do odpowiedniego wieku, zeby pojsc do "prawdziwej"
      pracy w Bostonie.

      Co mnie bardziej smieszy (wiem, wiem - inne realia) to fakt, ze panna Lawenda
      przedstawiona byla jako sedziwa staruszka.
      • supervixen Re: Panna Lawenda 08.03.09, 20:06
        Za to Ania, wiecznie młoda, pierwszy siwy włos znalazła dopiero w
        Rilli ze Złotego Brzegu. Sczęściara:)))
      • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 09.03.09, 10:00
        > Co mnie bardziej smieszy (wiem, wiem - inne realia) to fakt, ze
        panna Lawenda
        > przedstawiona byla jako sedziwa staruszka.
        >

        Chyba jednak nie. Sędziwa staruszka nie wychodziłaby za mąż.Ona
        raczej jest przedstawiona jako osoba w średnim wieku, w pełni sił.

        Domek nie był taki maleńki, miał salon. Panna Lawenda elegancko
        uczesana i ubrana w jedwabną suknię.O kurach jest coś wspomniane,
        ale o krowie nic.Karolina Czwarta nie dałaby rady całemu
        gospodarstwu, a na parobka Lawendy nie było stać. Sama panna Lawenda
        pracą się nie zajmowała. No może ogrodem, coś jak Ania w Złotym
        Brzegu, taka gospodyni honoris causa, bez realnych obowiązków.Ale
        Ania mając męża lekarza mogła sobie na to pozwolić.
        A panna Lawenda żyjąca tak beztrosko w leśnej głuszy może lekko
        dziwić.Siedzi z Anią przy kominku, chrupie karmelki i nic a nic nie
        martwi się z czego będzie żyła, czy z czego zapłaci podatek.
        Przypomina leśną nimfę żyjącą kroplami rosy.
        • pontecorvo Re: Panna Lawenda 09.03.09, 12:42
          jadwiga1350 napisała:
          > Domek nie był taki maleńki, miał salon. Panna Lawenda elegancko
          > uczesana i ubrana w jedwabną suknię.O kurach jest coś wspomniane,
          > ale o krowie nic.Karolina Czwarta nie dałaby rady całemu
          > gospodarstwu, a na parobka Lawendy nie było stać. Sama panna Lawenda
          > pracą się nie zajmowała. No może ogrodem, coś jak Ania w Złotym
          > Brzegu, taka gospodyni honoris causa, bez realnych obowiązków.Ale
          > Ania mając męża lekarza mogła sobie na to pozwolić.
          > A panna Lawenda żyjąca tak beztrosko w leśnej głuszy może lekko
          > dziwić.Siedzi z Anią przy kominku, chrupie karmelki i nic a nic nie
          > martwi się z czego będzie żyła, czy z czego zapłaci podatek.
          > Przypomina leśną nimfę żyjącą kroplami rosy.

          A mi się skojarzyła postać z któregoś opowiadania (nie pamiętam tytułu), której
          duma nie pozwalała na ujawnienie swej nędzy tak wielkiej, że każdy kęs chleba
          miała wyliczony, w opinii sąsiadów uważana była za dziwaczkę i ostatniego skąpca.
          Ale to nie ta sama historia co Lawendy.
          • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 09.03.09, 13:25
            To była Małgorzata Lloyd w "Starej damie". Żyła ze sprzedaży jajek.
            Chyba na Wyspie Księcia Edwarda te jajka były bardzo drogie, że
            kobieta dała radę się utrzymać.
            • kooreczka Re: Panna Lawenda 09.03.09, 19:55
              Pieniądze za jajka mogły starczyć za kieszonkowe (Emilka) a nie utrzymanie.
              Panna Lyold balansowała na granicy śmierci głodowej- człowiek przekopujący jej
              ogródek był w porównaniu z nią bogaty bo jadł kiedy był głodny. Stare suknie po
              matce, nieogrzewany dom, suchary i jakja- to nie życie a wegetacja.
        • dzika_zurawina Re: Panna Lawenda 05.08.18, 13:40
          Z racji tego, że w tym upale ciężko mi się czyta "poważne" książki, przypomniałam Anię z Avonlea, więc pozwolę sobie dopisać do tego starego wątku i przywitać się, gdyby ktoś tu jeszcze był :)
          No więc mnie wychodzi, że panna Lawenda coś w domu robiła, bo w dniu ślubu Karolina Czwarta panikuje, że tyle rzeczy do zrobienia, a na Lawendę nie można dziś w ogóle liczyć. Czyli jednak normalnie ogarniała co nie co :)
      • zawsze.aliks Re: Panna Lawenda 15.04.09, 21:25
        Panna Lawenda zatrudniała kolejne "Karoliny" bo nie mogła sobie
        ozwolić na dorosłą służącą. I nie była przedstawiana jako staruszka,
        tylko kobieta o zupełnie białych włosach i gładkiej cerze, ta
        sprzeczność miała zapewne podkreślić jednoczesny upływ czasu i
        subiektywne "zatrzymanie się" jej osobistej historii.
    • spinelli Realia panny Lawendy i rozmiar Chatki Ech:) 10.03.09, 17:46
      Najpierw "Salon":
      Salon to polskie tlumaczenie - nam kojarzy sie z eleganckimi salonami w bogatych
      arystkoratycznych czy mieszczanskich domach. Kazdy kanadyjski dom (ktory nie byl
      wiesniacza chata) musial miec tzw parlor z kominkiem - czyli pokoj w ktorym
      przyjmowalo sie. Rodzina tam nie siedziala - zazwyczaj zycie rodzinne
      koncentrowalo sie wokol kuchni, szczegolnie w zimie - bo byla jedynym dobrze
      opalonym pomieszczeniem.
      Parlor mogl byc mikroskopijny ale byl.

      Chatka Ech - to polskie tlumaczenie z Echo Lodge. Nie ma dobrego polskiego
      tlumaczenia na lodge. W ksiazce wielokrotnie wspomniane jest, ze byl to
      niewielki domek. Musial byc niewielki bo byl zbudowany z kamienia. Jak pamietamy
      Chatka Ech znajdowala sie w glebi lasu. Nikt o zdrowych zmyslach nie wozil ton
      kamieni do lasu majac dookola dorodny kanadyjski budulec iglasty i lisciasty.
      Droga pewnych kalkulacji doszlam, ze Ania poznala Lawende ok. 1880 roku (moze
      byc pewien rozstrzal bo chronologia wydarzen w Aniach nie zawsze jest logiczna).
      Dom wedlug opowiesci Maryli ma 80 lat i zostal wybudowany przez ojca Lawendy
      zaraz po jego przybyciu na Wyspe Ksiecia Edwarda z Anglii.
      Pan Lewis wybudowal wiecna pewno cos na wzor angielskich "cottages"
      www.bellewood-gardens.com/GWA_PA_08-26_B.jpg
      blog.silive.com/homegarden_impact_design/2007/10/10-10home3.jpg
      Co zas do luksusow zycia Lawendy - Nie bylo na Wyspie kobiety w koncu 19 wieku,
      ktoraby nie pracowala. Damy szorowaly kominy i obory, rabaly drzewo, ogacaly
      chalupy na zime, byloby nie do pomyslenia gdyby najeta dziewczyna wykonywala
      wszsytkie roboty a pani lezala i pachniala. Oczywiscie damy nie mowia o pracy -
      podobnie jak mimo, ze w ksiazkach ani raz nie pada slowo ciaza to Ania rodzi
      siedmioro dzieci.

      Lucy Maud Montgomery sama opisuje z bolesna ironia jak ona - szacowna zona
      pastora, swiatowej slawy pisarka szorowala stajnie i razem z dziewczyna wywozily
      z niej taczkami gnoj.

      Ksiazki LMM to polukrowana rzeczywistosc jakiej od pisarki wymagala publika a
      ona ja dostarczala.

      Spinelli




      • kooreczka Re: Realia panny Lawendy i rozmiar Chatki Ech:) 10.03.09, 19:20
        Salonik i pokój gościnny- dwa pokoje stojące od parady- dla mnie to było
        straszne marnotrawstwo miejsca, choć po części tłumaczyć można to tym, że
        podróżowano wolniej niż dziś wiec jak ktoś zebrał się i przyjechał to zostawał
        na dłuższy czas i trudno go było lokować na dmuchanym materacu:)
        • nessie-jp Re: Realia panny Lawendy i rozmiar Chatki Ech:) 03.12.11, 18:57
          kooreczka napisała:

          > Salonik i pokój gościnny- dwa pokoje stojące od parady- dla mnie to było
          > straszne marnotrawstwo miejsca,

          Przecież i do tej pory ludzie tak żyją, nawet w mikroskopijnych mieszkankach w bloku (które pewnie by się wydawały straszliwą nędzą mieszkankom starych domów). Jedzą w kuchni, śpią w sypialni, a do "salonu" wchodzą pokazać sąsiadom, że mają plazmę ;)

          Poza tym akurat miejsca to w Kanadzie nie brakowało
          • pontecorvo Re: Realia panny Lawendy i rozmiar Chatki Ech:) 27.04.13, 13:22
            w górę!
    • minerwamcg Re: Panna Lawenda 17.03.09, 22:15
      O mój Boże. Toż to nie takie znowuż skomplikowane. Jedwabne suknie
      prawdopodobnie miała po matce i ciotkach, a może własne z lepszych
      czasów. Prawdziwy jedwab nie niszczy się tak szybko, a panna Lawenda
      na pewno posiadła umiejętność nicowania, odświeżania, przeszywania,
      przerabiania, ozdabiania koronkami wygrzebanymi w pudłach po
      matce/ciotkach... Ma salon i pokój gościnny? A cóżby miała z nimi
      zrobić, skoro odziedziczyła dom po rodzicach? Miała zburzyć dwa
      pomieszczenia tylko dlatego, że stała się biedniejsza?
      Moja mama żyje ze skromnej emerytury, a jednak meble w jej jadalni
      to wiedeńska secesja z końca XIX wieku, w szufladach i szafkach
      kredensu kryje się stara porcelana, srebra i koronkowe serwety. Te
      wszystkie rzeczy są w rodzinie od pokoleń, ich utrzymanie nic nie
      kosztuje, a że osoba używająca ich musi się dobrze zastanowić, zanim
      kupi sobie nowe pantofle - to i co z tego? Wiadomo, że żadnej z tych
      starych rzeczy nie sprzedałaby bez realnego zagrożenia śmiercią
      głodową.
      Co do Karoliny Czwartej, napisane jest wyraźnie, że panna Lawenda
      zgodziła Karolinę Bowman za mieszkanie i ubranie, ponieważ nie stać
      ją było na wynajęcie dorosłej służącej.
      A eleganckie podwieczorki... mój Boże! Domowy dżem w kryształowej
      miseczce i świeżo upieczony chleb na ręcznie malowanym talerzu
      potrafią zrobić z chleba z dżemem coś zupełnie innego :).
      Tak więc panna Lawenda żyje sobie skromniutko, ale wykwintnie.
      Kiedyś ta umiejętność była w wielkiej cenie...

      P.S. Do krakowskiej jadłodajni "U Stachy" przychodziła kiedyś na
      tanie obiady stareńka, chudziutka pani, która zamawiała mały rosołek
      i pół porcji pierogów. Spożywała je niespiesznie lecz ze smakiem,
      posługując się cieniutkimi, wytartymi do niemożliwości srebrnymi
      sztućcami, które wyjmowała z torebki i odwijała z bibułki.
      Prowadziła przy tym zajmującą konwersację z przypadkowymi sąsiadami
      przy stole - mówiła piękną polszczyzną, z rzadka wtrącając
      francuskie słowo. Pasjami lubiłam siedzieć przy jej stole - zawsze
      miała coś ciekawego do opowiedzenia, a poza tym była zawsze pogodna
      i nigdy się na nic nie skarżyła. Nazywaliśmy ją Hrabiną.
      Pewnego dnia starsza pani przestała przychodzić, niedługo później w
      Tygodniku Powszechnym ukazał się nekrolog. Nie myliliśmy się. To
      rzeczywiście była hrabina.
      • mela54 Re: Panna Lawenda 17.03.09, 22:26
        Spożywała je niespiesznie lecz ze smakiem,
        > posługując się cieniutkimi, wytartymi do niemożliwości srebrnymi
        > sztućcami, które wyjmowała z torebki i odwijała z bibułki.

        Zainteresowały mnie te słowa, które napisała Minerwamcg. Czy
        wyciąganie własnych sztućców z torebki nalezy do dobrego (godnego
        hrabiny)tonu?
        • pontecorvo Re: Panna Lawenda 18.03.09, 10:27
          Czy
          > wyciąganie własnych sztućców z torebki nalezy do dobrego (godnego
          > hrabiny)tonu?
          Uznałabym to za dziwactwo graniczące ze snobizmem.
          • minerwamcg Re: Panna Lawenda 19.03.09, 14:56
            Może je lubiła. Może była do nich przyzwyczajona. Może stachowymi
            aluminiakami jej nie smakowało i już :) Starsze panie mają swoje
            dziwactwa, a to było w gruncie rzeczy dość niewinne.
      • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 18.03.09, 15:47
        > Moja mama żyje ze skromnej emerytury, a jednak meble w jej jadalni
        > to wiedeńska secesja z końca XIX wieku, w szufladach i szafkach
        > kredensu kryje się stara porcelana, srebra i koronkowe serwety.

        O właśnie, to wszystko wyjaśnia ,SKROMNA EMERYTURA. A panna Lawenda
        jest tej, nawet najskromniejszej, emerytury pozbawiona.Chyba żyje
        zapachem kwiatów i rosą.

        Przy kreśleniu postaci panny Lawendy LMM poniosła fantazja. W
        niektórych opowiadaniach jest dużo większy stopień
        realizmu.Wspomniana wyżej Małgorzata Lloyd żyje na ganicy śmierci
        głodowej.
        W opowiadaniu "Istota całkowicie niesamolubna" samotne kobiety są
        bezpłatnymi służącymi u krewnych.
        A panna Lawenda w jedwabnej sukni chrupie karmelki i wspomina
        Stefana Irvinga. Istna sielanka.
        • spinelli Re: Panna Lawenda 18.03.09, 19:52
          jadwiga1350 napisała:


          >
          > O właśnie, to wszystko wyjaśnia ,SKROMNA EMERYTURA. A panna Lawenda
          > jest tej, nawet najskromniejszej, emerytury pozbawiona.<

          Ale skad to wiadomo?
          Nic nie wiadomo o zrodlach dochodu panny Lawendy, nie wiadomo tez nic na temat
          ich braku.
          Byc moze odziedziczyla calkiem pokazne farmy i zyje z dzierzawienia ich. Byc
          moze jej ojciec mial fabryczke gwozdzi:) i pozozstawil dochod z niej w spadku
          corce. Byc moze ma braci, ktorzy odziedziczyli farmy wraz z obowiazkiem
          utrzymania siostry. A karmelki nawet w Kanadzie nie kosztuja kroci:)

          A co do fantazji LMM to w koncu z tego przeciez zyla, ze ja ponosila fantazja.
          spin




          Chyba żyje
          > zapachem kwiatów i rosą.
          >
          > Przy kreśleniu postaci panny Lawendy LMM poniosła fantazja. W
          > niektórych opowiadaniach jest dużo większy stopień
          > realizmu.Wspomniana wyżej Małgorzata Lloyd żyje na ganicy śmierci
          > głodowej.
          > W opowiadaniu "Istota całkowicie niesamolubna" samotne kobiety są
          > bezpłatnymi służącymi u krewnych.
          > A panna Lawenda w jedwabnej sukni chrupie karmelki i wspomina
          > Stefana Irvinga. Istna sielanka.
          >
        • klymenystra A propos Irvinga 19.03.09, 14:43
          Jak ma w oryginale na imie jego syn? Bo po polsku jest Jas- czy John. John
          Irving jest dla mnie calkowicie jednoznaczny...
          • spinelli Jas = Paul w oryginale nt 19.03.09, 15:30

            • klymenystra Re: Jas = Paul w oryginale nt 23.03.09, 22:37
              Dzieki :) To sie tlumaczka wyjatkowo nie popisala... Nie miala pojecia o
              literaturze, czy jak?
              • supervixen Re: Jas = Paul w oryginale nt 24.03.09, 09:51
                Hm, ale czy przypadkiem tłumaczenie Bernsteinowej nie jest
                wcześniejsze niż kariera Johna Irvinga?
        • minerwamcg Re: Panna Lawenda 19.03.09, 14:54
          jadwiga1350 napisała:

          > O właśnie, to wszystko wyjaśnia ,SKROMNA EMERYTURA. A panna
          > Lawenda jest tej, nawet najskromniejszej, emerytury pozbawiona.

          Ale skąd Ty to wiesz? Jest gdzies napisane, że nie ma literalnie
          nic??? Ja sobie w każdym razie nie przypominam i nie mam pojęcia, na
          czym opierasz swoje założenie. Wystarczyłaby nie tak znów wielka
          suma w banku, zgromadzona przez jej ojca, żeby panna Lawenda miała
          stały dochód z odsetek, skromny, ale wystarczający na jej małe
          potrzeby. Albo większy kawałek ziemi, za którego dzierżawę jakiś
          Murray czy Kimball płaci co miesiąc pannie Lawendzie kilkanaście
          dolarów.
          • sowca Re: Panna Lawenda 15.04.09, 22:22
            Nawet Joanna z Błękitnego Zamku miała swój maleńki majątek - zdaje
            się dwieście dolarow złożonych w banku w dniu swoich narodzin.
            jestem pewna,że panna Lawenda miała również niewielką sumkę w banku.
      • dzika_zurawina Re: Panna Lawenda 05.08.18, 13:44
        minerwamcg napisała:


        > A eleganckie podwieczorki... mój Boże! Domowy dżem w kryształowej
        > miseczce i świeżo upieczony chleb na ręcznie malowanym talerzu
        > potrafią zrobić z chleba z dżemem coś zupełnie innego :).
        > Tak więc panna Lawenda żyje sobie skromniutko, ale wykwintnie.
        > Kiedyś ta umiejętność była w wielkiej cenie...
        >

        O nie, na pierwszym podwieczorku było ciasto kruche i biszkopt, chociaż Karolina Czwarta uważała, że to nieroztropne piec dwa ciasta tylko dla nich. Potem wspomina się, że Jaś Irving był bardzo objedzony, tyle było przysmaków u panny Lawendy, i kilka innych sytuacji mówiących o tym, że na jedzeniu tam się nie oszczędzało ;)
    • hemeczka Re: Panna Lawenda 17.05.09, 23:02
      a mnie co innego zastanawia i dziwi. Panna Lawenda tak narzeka że
      nie stać ją na dorosłą służącą. Czemu z niej nie zrezygnuje i sama
      nie weźmie się za prowadzenie gospodarstwa. bo z opisów wynika że
      nie prowadziła wielkiej kanadyjskiej farmy tylko chatkę. nie miała
      jakiejś większej pozycjii społecznej więc nie ,,nie wypadało" jej
      nie mieć służącej.
      • kooreczka Re: Panna Lawenda 18.05.09, 09:58
        Przynieś wody. Zagrzej, odkurz, pościeraj. Ręcznie. Uszyj. Napraw dach. Narąb
        drewna, rozpal, ugotuj. Idź po zakupy. Dzisiaj to wszystko wydaje się łatwe, ale
        kiedy nie było elektryczności trudno było prowadzić dom jednej osobie.
        • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 20.05.09, 14:44
          Pewnie, że trudno, ale większość kobiet u LMM radziło sobie bez
          służących. Ot choćby Maryla na Zielonym Wzgórzu. Przed przbyciem Ani
          robiła wszystko sama w domu,zajmowała się zwierzętami.Dom Cuthbertów
          był dużo większy niż Chatka Ech, więc i więcej wysiłku wymagało
          utrzymanie go w czystości. A Maryla nie narzekała i ze wszystkim
          sobie dobrze radziła. Cuthbertowie chcieli wziąść chłopca z domu
          dziecka aby pomagał Mateuszowi w gospodarstwie. Maryla do pracy w
          domu dziewczynki nie potrzebowała.
          W ogóle w Awonlea posiadanie służących nie jest zbyt powszechne. Są
          młodzi chłopcy, pełniący rolę pastuchów: pastuch Jerry na Zielonym
          Wzgórzu i pastuch pana Harrisona. A jeśli chodzi o kobiety to chyba
          tylko rodzice Diany mieli francuską służącą Mary do opieki nad
          dziećmi.
          Nic nie ma wspomniane żeby służbę miała pani Linde, Gillisowie,
          Blythe'owie, czy choćby sama pani pastorowa Allan.
          Więc może rzeczywiście trochę dziwić służąca panny Lawendy. W ogóle
          w kreacji panny Lewis i jej błogiego życia za mało jest realizmu, a
          za dużo baśniowości.
          • monikate Re: Panna Lawenda 21.05.09, 19:04
            1. W Avonlea można było się szybciej doczekać pomocy sąsiadów, niż na odludziu,
            gdzie mieszkała panna Lawenda.
            2. Podejrzewam, że panna Lawenda potrzebowała służącej również jako damy do
            towarzystwa. No, było do kogo gębę otworzyć :) I tak czuła się bardzo samotna, a
            gdyby nie było nawet Karoliny Czwartej?
            • minerwamcg Re: Panna Lawenda 24.12.09, 07:01
              Otóż to. Mam wrażenie, że panna Lawenda chociaż mogłaby sama
              prowadzić dom, to jednak zatrudnia Karolinę głównie jako
              towarzyszkę, żeby mieć do kogo gębę otworzyć, i żeby nie było to
              tylko echo :)
              Poza tym zatrudnianie Karoliny ma jeszcze jeden aspekt. Dziewczynka
              (bo oceniam wiek Karoliny na około 14 lat) pracuje nie tylko za
              mieszkanie i ubranie. Ona się u panny Lawendy uczy gospodarstwa
              domowego - czyszczenia sreber, sprzątania, prasowania, szycia, może
              nawet gotowania i pieczenia ciasta - dzięki czemu jako
              wykwalifikowana służaca będzie mogła kiedyś znaleźć dobrą pracę w
              Bostonie, podobnie jak jej siostry.
          • spinelli Re: Panna Lawenda 22.05.09, 00:04
            jadwiga1350 napisała:

            >
            > w kreacji panny Lewis i jej błogiego życia za mało jest realizmu, a
            > za dużo baśniowości.<

            Mysle, ze zeby mowic o realizmie nalezy znac realia. Panna Lawenda moze jest
            urocza dziwaczka ale jej zycie nie jest blogie, jest wrecz smutne, co ktoregos
            dnia wyznaje Ani.
            Charlotta Czwarta nie jest pokojowka a raczej kims o kim w Polsce w tamtych
            czasach mowiloby sie dziewka. Czyli dziewczyna do poslug wszelakich. Lawenda nie
            potrzebuje parobka bo nie ma gospodarstwa i pewnie nie bylaby go w stanie
            utrzymac, ale jest samotna, mieszka w srodku lasu, prawdopodobnie pochodzi z
            wyzszej klasy spolecznej, w ktorej naturalne w tamtych czasach bylo naturalne,
            ze ma sie sluzbe do pomocy.
            Francuska sluzaca panstwa Barrych moze byc mylaca. Nam Francuzki kojarzyly sie
            glownie z guwernantkami zatrudnianymi przez arystokracje i bogate mieszczanstwo
            do nauczania dzieci jez. francuskiego.
            Frankofoni na Wyspie Ksiecia Edwarda traktowani byli zdecydowanie jako gorsza
            kategoria spoleczna i zatrudniani byli glownie jako pomoc na farmach. Nie
            sprowadzano sluzby z Francji tylko z sasiedztwa:)
            Co do zas braku sluzby u pastorowej Allan to nie jest to nic dziwnego. Parafie w
            malych wioskach byly ubogie i nie placily pastorom tyle by mogli pozwolic sobie
            jeszcze na sluzbe.
            Lucy Maud Montgomery oplacala swoje maids z wlasnych zarobkow, i byla w tym
            fakcie (zarobkowania) bardzo nietypowa pastorowa.
            • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 22.05.09, 10:17
              Ale skąd to przekonanie że Lawenda pochodzi z wyższej warstwy
              społecznej?
              Rzeczywiście trudno Karolinę nazywać pokojówką, bo pokojówki to
              miewali ludzie mający masę służby.No więc jest Karolina dziewką.
              Taką dziewką jak w Polsce w tym okresie zatrudniał Maciej Boryna
              czy Józef Ślimak. I która kokosów nie zarabiała.
              Naprawdę trudno zrozumieć, że pannę Lewis, która nie wiadomo z czego
              żyła stać było na taką dziewkę, a pani Allan mającej może małe,ale
              konkretne i stałe dochody, już nie. Państwo Allan to nie bieda z
              nędzą jak pastor Meredith z Glenn.Na pani Allan biedy nie znać, jest
              kobietą elegancko ubraną. Trudno uwierzyć, że nie stać ją na jakąś
              pomoc do domu.

              Francuzi, czy też raczej Kanadyjczycy o francuskich korzeniach, to
              chyba nie tylko na Wyspie, ale w całej Kanadzie byli traktowani jako
              obywatele drugiej kategorii.
              Pamiętam,kiedyś leciał taki serial "Emily". Akcja toczyła się wśród
              francuskich Kanadyjczyków i problem gorszego traktowania w
              społeczeństwie był tam wyraźnie poruszony.
              • spinelli Re: Panna Lawenda 22.05.09, 13:25
                jadwiga1350 napisała:

                > Ale skąd to przekonanie że Lawenda pochodzi z wyższej warstwy
                > społecznej?<

                Wcale nie jestem przekonana, napisalam "byc moze...":)


                > Naprawdę trudno zrozumieć, że pannę Lewis, która nie wiadomo z czego
                > żyła stać było na taką dziewkę, a pani Allan mającej może małe,ale
                > konkretne i stWałe dochody, już nie.<

                No widzisz, pare razy juz w tym watku pisano, ze Karolina pracowala za wikt i
                opierunek. Co do reszty to pani Allan nie miala zadnych, konkretnych dochodow.
                Dochody mial jej maz. Jesli naprawde chcemy zglebic sie w realia tamtego miejsca
                i tamtych czasow i zastanowic sie nad strojamy pani Allan to latwo przypuszcic,
                ze skoro byla swiezo po slubie to jej eleganckie suknie pochodzily z trousseau
                czyli wyposazenia panny mlodej.
                Na tej stronie dla ciekawostki kilka strojow z trousseau LMM:
                images.ourontario.ca/uoguelph/results.asp?fsu=Montgomery%2C+Lucy+Maud
                Jesli rodzina pani Allan byla w miare zamozna to zaopatrzyla ja w elegnacka
                wyprawe. Jej suknie nalezaly do niej. Zas zatrudnienie sluzby nalezalo do meza i
                on niekonicznie musial widziec taka koniecznosc:)

                Pamietaj, ze plebanie utrzymywali wierni. Wielu placilo pastorowi w naturze -
                tak wiec naturalnym bylo, ze pastor otrzymuje opal na zimie, ktorego juz nie
                musi rabac (palono glownie drzewem), pastorowa, ktora nie miala dzieci a ktora
                zatrudnialaby sluzbe moglaby sie wydawac parafianom zbyt wielkim zbytkiem a to
                mogloby rzutowac na nie przedluzenie kontraktu z pastorem. Jak widac wszedzie
                polityka:)

                Nie mam zamiaru bronic Lawendy wlasna piersia ale znajac troche historie
                spoleczna Kanady jakos nie uderza mnie jej styl zycia. Trzeba tez pamietac, ze
                spotykamy ja w ksiazce doslownie kilka razy, nie wiemy jak haruje przez reszte
                zycia:)
                • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 02.06.09, 08:54
                  No ale ta hipotetyczna służąca pani Allan też mogła pracować tylko
                  za wikt i opierunek( z tym opierunkiem to chyba nie bardzo, Karolina
                  Czwarta na pewno sama sobie prała, a nie była opierana przez pannę
                  Lawendę)

                  Jeśli chodzi o dochody pani Allan, no to prawda,sama nie
                  zarabiała,żyła z pensji męża, więc jego dochody były jednocześnie
                  jej dochodami.

                  To tak jak z Anią w Wymarzonym Domku, czy w Złotym Brzegu. Ania nie
                  pracuje, zarabia tylko Gilbert, a nie widać żeby brakowało jej
                  pieniędzy.Stać ją przecież żeby podarować mężowi srebny scyzoryk z
                  wygrawerowanymi inicjałami.

                  Nie wiem czy rzeczywiście zatrudnianie służącej przez pastorową
                  byłoby w oczach parafian zwykła fanaberią. W książkach LMM pastorzy
                  to zazwyczaj ludzie ważni w lokalnej społeczności, cieszący się
                  szacunkiem otoczenia. Pani pastorowa to pierwsza dama w parafii.Więc
                  raczej wypadało żeby ktoś taki miał służącą.Status pastora świadczył
                  o statusie samej parafii i parafian.Przecież w Glenn ludzie się
                  zamartwiali,że Flora i Una chodzą byle jak ubrane, a córeczka
                  pastora metodystów nosi takie śliczne zapinane na guziczki buciki.
                  • spinelli Re: Panna Lawenda 02.06.09, 18:57
                    Jadwigo, ja podpieram moje argumenty jaka taka znajomoscia historii spolecznej
                    Kanady, wnikliwa znajomoscia Dziennikow LMM, jej biografii itd.

                    Twoim argumentem na zamoznosc jest srebrny scyzoryk fikcyjnej Ani Shirley
                    zakupiony na 20 chyba rocznice slubu.

                    Kiedy pisze, ze zamezna kobieta prawnie nic nie posiadala to wiem co mowie. LMM
                    byla wyjatkiem - szczegolnie w wiejskim srodowisku - kobiety jej sfery, ktora
                    pracowala zarobkowo i zatrzymywala pieniadze na wlasnym koncie bankowym.

                    Pastor byl osoba bardzo szanowana, takoz jego zona ale byli tez na cenzurowanym
                    calej parafii. I wiedzieli, ze jego zatrudnienie od tej parafii zalezy. Duchowny
                    prezbiterianski staral sie o prace tak jak kazdy inny smiertelnik i zeby ja
                    zachowac musial tez pokazac jak madrze gospodaruje pensja wyplacana przez rade
                    parafialna.

                    Moglabym jeszcze dalej: ze zatrudnienie nieoplacanej sluzacej na plebanii byloby
                    ponizej godnosci pastorowej - nie zapominaj, ze te malenkie spolecznosci dalyby
                    sie pokroic za odrobine inside information. Poza tym to byloby chyba gorsze dla
                    opinii parafii miec pastora z nieplatna sluzaca niz pastora bez sluzacej w ogole.

                    Niemniej przyznaje, ze nie posiadam wiecej argumentow, zeby Cie przekonac.
                    Padlam w tej dyskusji (zdeptana bucikami coreczki pastora Metodystow)
                    :))

                    Pozdrawiam,
                    Spinelli
                    • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 02.06.09, 20:22

                      Zacznę może od tego że nie czytałam ani Dzienników, ani biografii
                      LMM. Czytałam tylko utwory literackie LMM. I wszystkie moje posty
                      odnoszą się do fikcyjnych postaci i do świata wykreowanego przez
                      LMM. Być może komuś, kto dobrze zna realia społeczno-ekonomiczne
                      Kanady przełomu XIX/XX to co piszę może wydawać się głupie i
                      śmieszne. Nie przeczę. Ale nie piszę o historycznych osobach tylko o
                      literackich.
                      Tak srebny scyzoryk FIKCYJNEJ Ani Shirley może być dla mnie
                      argumentem, a to z tej prostej przyczyny, że to forum nazywa się
                      Miłośnicy L.M.Montgomery a nie np. Sytuacja społeczno-ekonomiczna
                      kanadyjskich kobiet w XIXw!
                      W swoich postach nic nie pisałam na temat sytuacji LMM, bo jej
                      biografii po prostu nie znam, tylko na temat fikcyjnej Ani, Lawendy,
                      czy pani Allan.

                      Srebny scyzoryk jest dla mnie dowodem nie na zamożność Ani, tylko na
                      fakt że ma ona pieniądze za które może kupić mężowi prezent.

                      Tak, jeśli kobieta nie pracuje zawodowo to nic nie posiada. Tak było
                      przez wieki i tak też niekiedy jest teraz. Ale kiedyś czymś
                      normalnym było że to mąż ma utrzymywać żonę i rodzinę. I czymś
                      normalnym było że mąż jakąś część swoich dochodów przekazuje żonie
                      na utrzymanie domu.To można uznać za stałe dochody żony. Z takich
                      dochodów Ania kupiła Gilbertowi prezent i takimi dochodami
                      rozporządzała na pewno pani Allan.

                      Jak to, to Karolina Czwarta była nieodpłatną służącą? Przecież
                      wcześniej pisałaś, Spinelli, że pracowała za wikt i opierunek!

                      Naprawdę nie rozumiem dlaczego nieodpłatna służąca miałaby być dla
                      pastorowej czymś poniżej godności! Byłabym wdzięczna gdyby ktoś mi
                      to wyjaśnił.
                      • hemeczka Re: Panna Lawenda 03.06.09, 19:16
                        bo na przyklad wielu wiernych nie bylo stać na służącą. Pensja
                        pastora pochodziła głównie z datków od wiernych. Więc jakby
                        to ,,wyglądało" :D za ich pieniądze pastorowa zatrudnia służącą.


                        ktos tu poruszyl watek ,,francuski". Dziękuję za wytklumaczenie .
                        wiem już dlaczego ta niechęć do francuskich parobków"
                        • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 03.06.09, 21:36
                          No może i tak. Ale z drugiej strony, pamiętasz,jak mieszkańcy Glenn
                          się gorszyli że dzieci pastora Mereditha chodzą byle jak
                          ubrane.Gdyby ojciec kupił Unie i Florze porządne sukienki, to też ze
                          składek od wiernych.
                          W Dolinie Tęczy jest wspomniane że Meredith zastanawiał się nad
                          zatrudnieniem jakiejś pomocy domowej ale zrezygnował z tego pomysłu
                          bo uraziłoby to ciotkę Martę.Więc chyba zatrudnienie służącej przez
                          pastora nie było taką wielką fanaberia w oczach parafian.
                          ( A swoją drogą to trochę dziwne! Dzieci byle jak ubrane, często
                          głodne. Ale na służącą byłoby go stać!)

                          Jeśli chodzi o Francuzów, to w książkach LMM przebija do nich nie
                          tyle niechęć, co pogarda i jakaś taka pobłażliwość.Są po prostu
                          traktowani jak obywatele drugiej kategorii.I chyba to było zjawisko
                          dość powszechne.
                          Pamiętam jak w serialu "Emily"(akcja też toczyła się na przełomie
                          XIX/XXw), mąż Emily, zatrudniony w fabryce, mówił że jest jedynym
                          francuskim Kanadyjczykiem, któremu udało się uzyskać takie wysokie
                          stanowisko.
                          • rosynanta Re: Panna Lawenda 09.11.13, 12:52
                            jadwiga1350 napisała

                            > W Dolinie Tęczy jest wspomniane że Meredith zastanawiał się nad
                            > zatrudnieniem jakiejś pomocy domowej ale zrezygnował z tego pomysłu
                            > bo uraziłoby to ciotkę Martę.Więc chyba zatrudnienie służącej przez
                            > pastora nie było taką wielką fanaberia w oczach parafian.
                            > ( A swoją drogą to trochę dziwne! Dzieci byle jak ubrane, często
                            > głodne. Ale na służącą byłoby go stać!)

                            Pastor Meredith nie miał żony, więc musiał mieć gospodynię.
                            Myślę też, że kwestia stroju dzieci wynikała z zaniedbania i braku "kobiecej ręki" niż z faktycznych braków finansowych.

                            Nieżonaci pastorzy mieli gospodynie, zresztą tak samo jest obecnie z księżmi przecież :-)
                            Gospodyni na plebanii w Polsce jest również opłacana ze składek parafian i z pensji, którą otrzymuje ksiądz. U nas to trochę inaczej wygląda, bo księża się nie żenią, ale nikt nie oczekuje, że proboszcz sam sobie będzie gotował czy przebierał pościel, czy mył okna.
                            • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 02.04.17, 14:51
                              rosynanta napisał(a):

                              > jadwiga1350 napisała
                              >
                              > > W Dolinie Tęczy jest wspomniane że Meredith zastanawiał się nad
                              > > zatrudnieniem jakiejś pomocy domowej ale zrezygnował z tego pomysłu
                              > > bo uraziłoby to ciotkę Martę.Więc chyba zatrudnienie służącej przez
                              > > pastora nie było taką wielką fanaberia w oczach parafian.
                              > > ( A swoją drogą to trochę dziwne! Dzieci byle jak ubrane, często
                              > > głodne. Ale na służącą byłoby go stać!)
                              >
                              > Pastor Meredith nie miał żony, więc musiał mieć gospodynię.
                              > Myślę też, że kwestia stroju dzieci wynikała z zaniedbania i braku "kobiecej rę
                              > ki" niż z faktycznych braków finansowych.
                              >
                              > Nieżonaci pastorzy mieli gospodynie

                              Ale on miał gospodynię! Ciotka Marta była ta gospodynią, a służąca byłaby dodatkowo(nie w zastępstwie) ciotki.
                              I gdyby się na to zdecydował, to pewnie społeczność Glenn byłaby zadowolona, bo na plebanii zapanowałby porządek.
                              • pi.asia Re: Panna Lawenda 02.04.17, 20:10
                                Z ciotki Marty była taka gospodyni jak z koziej rzyci waltornia. Ani gotować nie umiała, ani sprzątać, ani dzieci obszyć czy obcerować. Zrobiła Florze pończochy na drutach, ale chyba z najgorszej wełny, bo były szorstkie. W pokojach było brudno, okna nieumyte. Jedzenie - pożal się Boże - na śniadanie stale owsianka, na obiad i kolację gotowana baranina.

                                Myślę, że ciotka Marta była na prawach rezydentki, i wywdzięczała się prowadzeniem pastorowi gospodarstwa, a że była w podeszłym wieku, to szło jej dosyć kiepsko. Zdumiewa mnie, że John Meredith nie pogadał z nią poważnie i nie zatrudnił jej młodej pomocnicy.

                                • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 04.04.17, 21:34
                                  > Z ciotki Marty była taka gospodyni jak z koziej rzyci waltornia

                                  Nie przeczę.
                                  Chodziło mi o te bzdury wypisywane przez Spinelli, jak to pastorowi/pastorowej nie wypadało zatrudniać służby. Otóż jak pokazuje przypadek Meredithów, jak najbardziej wypadało.
                                  • aniadm Re: Panna Lawenda 19.04.17, 15:29
                                    Ale przecież wdowiec ze sporą gromadką dzieci to nie to samo, co młode bezdzietne małżeństwo. Nikt sie nie spodziewał po mężczyźnie, jeszcze duchownym, że sam się zajmie domem i dziećmi, a córki były do tego za małe. Młoda kobieta, która nawet dzieci nie ma a wydaje pieniądze na to, żeby ktoś za nią ogarniał skromne przecież gospodarstwo to zupełnie co innego.

                                    Witam się przy okazji :)
                      • spinelli Re: Panna Lawenda 03.06.09, 22:35
                        jadwiga1350 napisała:

                        >
                        > Zacznę może od tego że nie czytałam ani Dzienników, ani biografii
                        > LMM. Czytałam tylko utwory literackie LMM. I wszystkie moje posty
                        > odnoszą się do fikcyjnych postaci i do świata wykreowanego przez
                        > LMM.<

                        Ale zarzucasz LMM brak realizmu i uwazasz, ze przy kreacji panny Lawendy
                        poniosla ja fantazja. Ja w zwiazku z tym nie robie nic innego jak przyblizam, na
                        tyle ile je znam, realia Wyspy Ksiecia Edwarda.


                        > Jak to, to Karolina Czwarta była nieodpłatną służącą? Przecież
                        > wcześniej pisałaś, Spinelli, że pracowała za wikt i opierunek!<

                        No wlasnie, to sie tlumaczy samo przez sie.

                        >
                        > Naprawdę nie rozumiem dlaczego nieodpłatna służąca miałaby być dla
                        > pastorowej czymś poniżej godności! Byłabym wdzięczna gdyby ktoś mi
                        > to wyjaśnił.

                        Opinia spoleczna byla wszystkim w niewielkich spolecznosciach - Mloda -
                        BEZDZIETNA pastorowa uwazana bylaby za frywolna i leniwa gdyby korzystala ze
                        sluzacej, co innego u pastora Mereditha, ktory byl wdowcem, ale warto
                        przypomniec jak parafia zawrzala na wiesc, ze jest czworo dzieci i nie ma do
                        nich matki.
                        Sama LMM miala juz sluzace ale jak powiedzialam - sama je oplacala, poza tym
                        bylo to w bardziej "cywilizowanym" Ontario a nie zasciankowym PEI.
                        • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 04.06.09, 15:26
                          spinelli napisała:
                          > Ale zarzucasz LMM brak realizmu i uwazasz, ze przy kreacji panny
                          Lawendy
                          > poniosla ja fantazja

                          Bo porównuję tę kreację z innymi postaciami stworzonymi przez
                          LMM.Inne samotne stare panny nie mają tak sielankowego życia.
                          Ot choćby Małgorzta Penhallow, Emilia Kimball, Małgorzta Lloyd.
                          Panna Lawenda, owszem, skarżyła się na samotność, była nie rozumiana
                          przez otoczenie które miało ją za dziwaczkę.Ale po za tym żyła jak w
                          bajce.

                          >Ja w zwiazku z tym nie robie nic innego jak przyblizam, n
                          > a
                          > tyle ile je znam, realia Wyspy Ksiecia Edwarda.

                          Ale sama w którymś poście pisałaś, że LMM zarzucano lukrowanie
                          rzeczywistości i dlatego w 40 latach XXw. jej tworczość nie cieszyła
                          się uznaniem.
                          No a z panny Lawendy i jej kamiennej chatki lukier aż kapie.

                          Myślałam, że mnie pamięć zawodzi i wczoraj odświeżyłam sobie
                          fragmenty Ani z Avonlea mówiące o pannie Levis.No i widzę że ta
                          postać jest jeszcze bardziej baśniowa niż wcześniej się mi wydawało.


                          Panna Lewis mieszka w uroczym kamiennym domku. Domek niby maleńki
                          ale mieści w sobie bawialnię, pokój gościnny, pokój stołowy,pokój
                          Karoliny, kuchnię, spiżarnię i sień. I jest jeszcze lakonicznie
                          wpomniana "góra".
                          Domek otacza cudowny ogród z altanką.

                          Teraz dochody panny Lewis. Co wiemy na pewno. Lawenda nigdy nie
                          pracowała więc ani emerytury, ani odlożonych pieniedzy z pensji mieć
                          nie może.Nigdy nie miała męża po ktorym mogłaby pobierać emeryturę
                          czy rentę. Rodzeństwa(jak to ktos sugerował wcześniej) które by ją
                          utrzymywało nie miała. Karolina wspomina Ani że jej pracodawczyni ma
                          troje krewnych, których jednak niechętnie odwiedza bo robią z niej
                          staruszkę. Trudno przypuszczać by ci krewni utrzymywali przyszłą
                          małżonkę Stefana Irvinga. Farmy panna Lewis też nie prowadziła.
                          Więc pozostaje uznać, że żyła ze spadku po ojcu, bądź z
                          wydzierżawiania komuś farmy.
                          Nie było to wiele, bo Lawendy nie stać na dorosła służącą. a
                          Karolina pracuje za ubranie i wyżywienie.Ale jedocześnie przyszłą
                          panią Irving stać na eleganckie stroje typu muślinowa sukienka w
                          blade rózyczki, jedwabne szale, koronki, falbanki. Nie są to
                          bynajmniej stare ubrania donoszone po matce i ciotkach, jak to
                          sugerowano wcześniej.
                          Ania chcąc poprawić pannie Lawendzie humor namawia ją na wyjazd do
                          miasta i kupno organdyny. Potem obie szyją nową letnią suknię dla
                          panny Lewis. Lawenda wspomina też o nowych firankach za które
                          zapłaciła bardzo drogo.A przed samym ślubem stać przyszłą panią
                          Irving na sprowadzenie do Chatki Ech krawcowej która szyje jej
                          elegancką ślubną wyprawę! Ania z Dianą doradzają i wybierają fasony!

                          Panna Lewis ma suto zaopatrzną spiżarnię. Jaś Irving po podwieczorku
                          u przyszłej macochy ma wyrzuty sumienia że tak dużo się najadł.

                          Wszystko to jest baśniowe i kłóci się ze sobą.
                          No bo jak to? Nie stać Lawendy na pensję dla służącej a stać na
                          kupowanie nowych drogich rzeczy?

                          I logicznie myśląc to przecież na służącą bardziej byłoby stać panią
                          Allan, której mąż ZARABIA jako pastor, niż pannę Lewis o której NIE
                          WIADOMO z czego się utrzymuje.

                          > No wlasnie, to sie tlumaczy samo przez sie.

                          To znaczy?

                          > Opinia spoleczna byla wszystkim w niewielkich spolecznosciach -
                          Mloda -
                          > BEZDZIETNA pastorowa uwazana bylaby za frywolna i leniwa gdyby
                          korzystala ze
                          > sluzacej,

                          No to już nie rozumiem. Czy nieodpłatna służąca byłaby poniżej
                          godności pastorowej, czy też zatrudnienie służącej(wszystko jedno
                          czy płatnej czy bezpłatnej)dorabiałaby pastorowej gębę osoby leniwej
                          i frywolnej? Jak to z tym w końcu jest?

                          Pani pastorowej Allan zarzucano że zbyt jaskrawo się ubiera, a mimo
                          to była osobą lubianą i szanowaną przez parafian.Pewnie gdyby
                          zatrudniła służbę nikt by się zbytnio na to nie krzywił.

                          No i w końcu pani Allan miała dzieci, synka i córeczkę. Jedno jej
                          zmarło. Ania obiecała opiekować się grobem po wyjeździe Allanów z
                          Avonlea.

                          No trochę się rozpisałam ale mam nadzieję że nikogo tym nie zdepczę
                          jak bucikami córeczki pastora Metodystów.
                          • spinelli Re: Panna Lawenda 04.06.09, 17:07

                            Oczywiscie, ze LMM lukruje rzeczywistosc. A jednak ja smiem twierdzic, ze mimo,
                            ze mimo "basniowosci" panny Lawendy - nie ma w jej kreacji nic niemozliwego dla
                            Wyspy Ksiecia Edwarda z przelomu wiekow.

                            Co do domku to juz wczesniej zadalam sobie trud, zeby ten domek historycznie
                            umiejscowic. Poza tym, przeciez to nie ona sama sobie ten domek wybudowala tylko
                            odziedziczyla go po ojcu.
                            Nie bede wracac juz do zrodel utrzymania bo juz kilkakrotnie bylo tu
                            powiedziane, ze calkiem prawdopodobne, ze zyla ze spadku, pewnie ulokowanego w
                            jakichs akcjach.

                            cos takiego jak emerytura czy renta (tu znow zarzucasz cos nie znajac realiow)
                            nie istnialo w farmerskich osadach. Emeryture mogl pobierac urzednik panstwowy
                            ale nie farmer.

                            Dobrze zaopatrzona spizarnia to byla koniecznosc a nie zbytek - na Wyspie nie
                            latalo sie codziennie po bulki i jajka do sklepu.

                            Acha, jeszcze jedno, sprowadzenie miejscowej krawcowej do domu bylo duzo tansze
                            niz sprawianie sobie gotowych sukien.
                            Pamietamy jak Janka przed slubem ze swoim milionerem sprowadza skades wyprawe bo
                            jak mowi jej matka, przeciez w jej sytuacji nie wypada, zeby korzystala z
                            miejscowej szwaczki:)


                            Spinelli
                            • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 04.06.09, 17:33
                              > cos takiego jak emerytura czy renta (tu znow zarzucasz cos nie
                              znajac realiow)
                              > nie istnialo w farmerskich osadach. Emeryture mogl pobierac
                              urzednik panstwowy
                              > ale nie farmer.

                              O Matko Boska!
                              Przecież wyraźnie napisałam że NIE MIAŁA bo NIE PRACOWAŁA ! Czy to
                              tak trudno przeczytać i zrozumieć!
                              Żeby takie rzeczy wiedzieć kto pobiera emeryturę a kto nie, nie
                              trzeba znać realiów Wyspy Księcia Edwarda!

                              > Dobrze zaopatrzona spizarnia to byla koniecznosc a nie zbytek - na
                              Wyspie nie
                              > latalo sie codziennie po bulki i jajka do sklepu.

                              Ale trzeba mieć pieniążki żeby tę spiżarnię zaopatrzeć w zapasy.Dużo
                              pieniążków.
                              • altariel2 Re: Panna Lawenda 31.10.09, 19:19
                                Mi się wydaje, że panna Lawenda miała jednak za co życ - może skromnie, ale zawsze. Jak tu któraś z dziewczyn podkresliła spotykamy ją zaledwie kila razy na pewnym konkretnym etapie jej życia. Na dobrą sprawę, jakbyśmy poznali Marylę i Małogorzatę w momencie kiedy Ania już wyjechała, to moglibyśmy zastanawiac się z czego one zyją. Ok Małgorzate utrzymują dzieci, ale Marylę kto- Ania? A przecież ona żyje z pieniędzy, które dostaje za dzierżawę ziemi należącej do farmy. Być może tak samo żyje panna Lawenda. Przecież jej ojciec musiał mieć jakieś gospodarstwo. Lawenda była jedynym dzieckiem, więc najpewniej je odziedziczyła. Mogła sprzedać ziemię, pozostawiając sobie tylko dom i zyc z procentów, albo właśnie dzierżawić ziemię, któremuś z sąsiadów. A, że LMM o tym nie pisze....- cóż - dla powieści nie jest to istotne, jak to ma miejsce w przypadku sprawy z Zielonym Wzgórzem.
                                • jadwiga1350 Re: Panna Lawenda 12.11.09, 21:50
                                  Na dobrą sprawę, jakbyśmy poznali Marylę i M
                                  > ałogorzatę w momencie kiedy Ania już wyjechała, to moglibyśmy
                                  zastanawiac się z
                                  > czego one zyją. Ok Małgorzate utrzymują dzieci, ale Marylę kto-
                                  Ania? A przeci
                                  > eż ona żyje z pieniędzy, które dostaje za dzierżawę ziemi
                                  należącej do farmy.

                                  Marylę utrzymywał Tadzio.Po zamążpójściu Ani zaczął prowadzić
                                  gospodarstwo na Zielonym Wzgórzu.
                                  • sowca Re: Panna Lawenda 12.11.09, 23:00
                                    Po zamążpójściu Ani, tak. Ale gdy Ania była na uniwersytecie, a
                                    potem w Summerside, Tadzio był jeszcze dzieckiem, a Maryla żyła
                                    właśnie z dzierżawy ziemi. Maryla wspomina o tym kilkakrotnie.
                                    • sowca Re: Panna Lawenda 01.12.11, 19:49
                                      A w ogóle, czemu jednym z argumentów na rzekome, nieuzasadnione bogactwo panny Lawendy są jej jedwabne suknie? To było kiedyś normą, np. Ilza Burnley regularnie nosiła jedwabne suknie jeszcze zanim stała się sławną deklamatorką. Mamy zbyt współczesną perspektywę. Kiedyś suknia z jedwabiu nie była problemem, jako że kupowało się jedną suknię na rok czy na dwa, a w dodatku była to kwestia wyłącznie kupienia materiału, bo panie zwykle szyły sobie kiecki same (oczywiście, co bardziej zamożne korzystały z pomocy krawcowych, ale przecież panna Lawenda szyje suknię z organdyny sama). Inne suknie panny L. mogły być z pewnością odświeżonymi czy przerobionymi sukniami po babkach czy ciotkach.
                                      • mia72 Re: Panna Lawenda 14.11.13, 07:42
                                        Witam, podczytuję czasem to forum i w końcu trochę się dopiszę;)
                                        Wydaje mi się, że LMM nie pisała tak dokładnie o tym, co kto ma jak np. J. Austen i stąd problemy z "bogactwem" panny Lawendy. Wg mnie musiała mieć jakąś sumkę i żyła z procentów. Czynszu nie opłacała, studnię musiała mieć, energii el. ani gazu nie było wtedy, telefonu też nie miała. Do gotowania i grzania domu potrzebowała drewna, mogła mieć kawałek lasu przy domu. Krowę miała, kury miała, pozostawało kupno warzyw i mąki, co raczej nie pochłaniało strasznych sum. Karolina pracowała za wyżywienie i dla praktyki, jak było pisane tu wcześniej. Wyprawę ślubną mógł sfinansować zakochany narzeczony (jak Jance jej milioner), ew. p. Lawenda naruszyła kapitał, z którego do tej pory żyła. Wielu rzeczy nie ma w książkach, bo takie prawo autora;)
                                        Problem w tym, że współcześnie życie na podobnym poziomie bez dochodów z pracy czy emerytury i bez naprawdę solidnej kwoty w banku nie byłoby możliwe i stąd cała dyskusja.
                                        • apersona Re: Panna Lawenda 03.04.17, 20:38
                                          warzywa miała z własnego ogrodu więc służąca za mieszkanie i wyżywienie była praktycznie za darmo
                                    • apersona Re: Panna Lawenda 03.04.17, 20:42
                                      Maryla znalazła się w finansowych tarapatach bo bank w którym Mateusz odkładał pieniądze na starość zbankrutował i Ania zamiast prosto na uniwersytet poszła uczyć do szkoły. Ojciec Lawendy też pewnie odkładał pieniądze bo emerytur wówczas nie było.
            • rosynanta Re: Panna Lawenda 09.11.13, 12:43
              spinelli napisała:

              > Francuska sluzaca panstwa Barrych moze byc mylaca. Nam Francuzki kojarzyly sie
              > glownie z guwernantkami zatrudnianymi przez arystokracje i bogate mieszczanstwo
              > do nauczania dzieci jez. francuskiego.
              > Frankofoni na Wyspie Ksiecia Edwarda traktowani byli zdecydowanie jako gorsza
              > kategoria spoleczna i zatrudniani byli glownie jako pomoc na farmach. Nie
              > sprowadzano sluzby z Francji tylko z sasiedztwa:)

              Maryla i Ania zatrudniają francuskiego pastucha Marcina ("Ania z Avonlea") - o którym Maryla mówi z pogardą, że "jest taki sam jak wszyscy Francuzi: nie można im zaufać ani na chwilę".

              A panna Lawenda trzymała w Chatce Ech krowę.
              "W Chatce Ech wszystko zostanie po staremu - oczywiście sprzedadzą tylko krowę i kury i zabiją deskami okna - bo spędzać w niej będą każde lato."
          • dzika_zurawina Re: Panna Lawenda 05.08.18, 13:59
            jadwiga1350 napisała:

            > W ogóle w Awonlea posiadanie służących nie jest zbyt powszechne. Są
            > młodzi chłopcy, pełniący rolę pastuchów: pastuch Jerry na Zielonym
            > Wzgórzu i pastuch pana Harrisona. A jeśli chodzi o kobiety to chyba
            > tylko rodzice Diany mieli francuską służącą Mary do opieki nad
            > dziećmi.
            > Nic nie ma wspomniane żeby służbę miała pani Linde, Gillisowie,
            > Blythe'owie, czy choćby sama pani pastorowa Allan.
            > Więc może rzeczywiście trochę dziwić służąca panny Lawendy.

            A mnie się wydaje, że stosunkowo często wspomina się o jakichś służących (w znaczeniu tych dziewek). W Ani z Avonlea babka Jasia ma Marię (z opisu ktoś taki jak Zuzanna ze Złotego Brzegu), do której w odwiedziny przychodzi bodajże Karolina Sloanów.
    • pontecorvo Re: Panna Lawenda 15.11.11, 22:41
      w górę!
    • pontecorvo Re: Panna Lawenda 27.04.13, 13:23
      w górę!!!
      • monikaaleksandra Re: Panna Lawenda 12.02.15, 00:54
        Zapomniałyście, że Ania dostała w spadku tysiąc dolarów po ciotce Diany, więc na scyzoryk na pewno było ją stać :-) No i za artykuły do gazet i "powiastki" dla dzieci dostawała przecież honoraria.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka